Podwójne świętowanie
Pamiętasz jego lot ze smokiem?
Głuchy odgłos uderzenia i kilka przekleństw zaraz po nim zaatakował uszy Harry'ego, po tym jak wszedł do Pokoju Życzeń. Przez większość marca Draco chodził po szkole jak lunatyk i od czasu do czasu w jego oczach pojawiał się ten szczególny błysk szaleństwa, który był zbyt podobny do tego co widywano u Bellatriks Lestrange. Martwiło to Harry'ego, nie był pewien, czy zadanie po prostu przerasta Śligona, czy dotknęło go legendarne szaleństwo Blacków. Z tego co wiedział, to Malfoy zaczął również opuszczać zajęcia, a to nieuchronnie prowadziło do złego humoru Snape'a. Już kilka razy odwracał, chociaż nieudolnie, uwagę profesora od blondyna i tylko kulawe zapewnienia, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, powstrzymywały Snape'a od szturmu na kryjówkę.
— Draco! — Harry zawołał nie mając ochoty zostać przeklętym jeśli przestraszy drugiego chłopaka. — Jeśli zaraz tu nie przyjdziesz, to Merlinie obiecuję…
— Idę Potter, nie zrzędź! — Draco odkrzyknął.
Malfoy pojawił się w lekko rozczochranym stanie, ale z wielkim uśmiechem na ustach. Podszedł do Harry'ego i mocno go przytulił.
— Też się cieszę, że cię widzę — zaśmiał się brunet — ale możesz powiedzieć, co wywołało ten atak radości, kiedy ostatnim razem byłeś jak chmura gradowa.
— Zrobiłem to — odparł Draco mocno ściskając ręce drugiego. — W końcu to zrobiłem!
— Naprawiłeś szafkę?
— Tak, Slytherinie, tak. Pozostało mi już tylko wyryć mocniej ostatnie runy i przetestować ją na wszystkie możliwe sposoby, ale teraz w końcu to zrobiłem.
— Jestem z ciebie dumny — Harry powiedział wyplątując dłonie z uścisku Draco i kładąc mu je na policzkach. — Zrobiłeś coś, co niewielu dorosłym czarodziejom by się udało.
Twarz Draco stężała, a w oczach odbiło się zaskoczenie. A następnie stopniowo na ustach zaczął pojawiać się uśmieszek.
— Jestem przecież najlepszy, nie powinieneś mieć żadnych wątpliwości, Potter.
Harry puścił Ślizgona i roześmiał się. Wyglądało na to, że wszystko wróci teraz do normalności.
— Musisz zobaczyć moje dzieło, jak powiedziałeś niewielu dorosłych naprawiłoby ten rupieć.
Malfoy odwrócił się na pięcie i zaczął iść w głąb Pokoju, a Harry nie chcąc psuć mu humoru poszedł za nim.
Szafka wyglądała znacznie lepiej od czasu kiedy widział ją ostatnio. Draco musiał znaleźć i użyć zaklęć służących do renowacji, by mebel tak dobrze się prezentował. Drewno lśniło i nabrało pięknego wiśniowego koloru. Takiego mebla nie powstydziłby się nawet sam król.
— Od razu widać w tym rękę Malfoya — Harry przesunął dłonią po drzwiczkach. — W wakacje będziesz mógł odnowić mi kilka rzeczy, na przykład usunąć rysy po pazurach wilkołaka ze stołu.
— Potter, nie przeginaj — Draco rzucił bez serca.
— Masz do tego talent — ciągnął niezrażony Harry — jeśli będziesz musiał pracować, to już wiesz w jaki fach iść…
— Mam nadzieję, że ojciec nigdy się o tym nie dowie — zamruczał Draco i obszedł szafkę, by zacząć coś robić przy tylnej ściance.
Gryfon zaśmiał się i postanowił dalej nie dręczyć blondyna. Odwrócił się i usiadł na pluszowym krześle, które właśnie się pojawiło. Ślizgon wyjrzał na moment, by zobaczyć co wywołało nagłą ciszę i skrzywił się.
— Czy musisz przywoływać meble w tak barbarzyńskich, gryfońskich kolorach?
— Nie wiem skąd te oburzenie? — odparł niewinnie Harry.
Malfoy pokręcił głową i wrócił do pracy.
oOo
Harry był w połowie kopiowania przepisu z dziennika Montenegro, który chciał przekazać profesorowi Snape'owi podczas ich kolejnego spotkania, kiedy Draco stanął przed szafką zniknięć oceniając ją krytycznie.
— Nic więcej nie jestem w stanie zrobić, czas przetestować tego grata.
Harry został zaskoczony, kiedy koło drugiego chłopaka pojawił się stół pełen różnych rzeczy i zwierząt. Rozpoznał fałszoskop, zastawę z ostatniej lekcji transmutacji i eliksiry, które ostatnio warzyli pierwszoroczni.
— Czy to kanarek?
Malfoy rzucił okiem na klatkę i mrugnął.
— Chyba, zwierzęta wyczarowywałem lub transmutowałem — powiedział podnosząc inną klatkę, której były myszy — chciałem, by wszystko co użyję było przesycone magią. Jak rozumiem, to co chce odzyskać Czarny Pan jest magiczne i nie powinno zostać uszkodzone.
— Cóż, masz rację… — Harry tylko uniósł brew. Draco chyba nie sądził, że powie mu czym dokładnie był przedmiot należący do Voldemorta.
— Warto było spróbować — Ślizgon wzruszył ramionami i podniósł ze stołu małe lusterko — Greyback, jesteś tam? Greyback!
Przez chwilę była cisza, następnie dało się dosłyszeć warczenie i niezrozumiały warkot, który mógł być tylko przekleństwami.
— Czego chcesz? — ostatecznie Harry usłyszał wyraźnie głos wilkołaka.
— Przetestować szafkę, czy jesteś na miejscu?
— Mniej więcej. Daj mi kilka minut.
Malfoy zaczął przekładać przedmioty leżąca na stole, jednym okiem ciągle zerkając na lusterko. Harry odłożył dziennik do torby i przesunął się na skraj krzesła. Mu również udzielało się podniecenie związane z szafką.
— Dobra Malfoy, tylko się pośpiesz — ochrypły głos wydobył się ze szkła.
— Wiesz co masz robić?
— Nie denerwuj mnie…
— Draco, daj mi lusterko — powiedział Harry, przerywając Greybakowi.
Ślizgon nie był pewien co zrobić, lecz po sekundzie podszedł do Harry'ego i wręczył mu komunikator.
— Proszę, proszę… — wilkołak się wyszczerzył — co za zaszczyt.
— Teraz, ty mnie nie denerwuj, masz przekazać czy wszystko co dotrze na drugą stronę będzie nieuszkodzone.
— Wszystko o co prosisz — Greyback mlasnął językiem.
Harry wewnętrznie skrzywił się i machnął blondynowi, by zaczął.
To było najdłuższe pół godziny, które Harry przeżył w życiu. Nawet SUMy nie sprawdzały jego cierpliwości jak Fenrir Greyback. Wilkołak wywiązał się z zadania i sprawdził każdy przedmiot i zwierzę przechodzące przez szafkę zniknięć i po potwierdzeniu dobrego stanu, odsyłał je z powrotem. Rzucał jednak co chwilę niewybredne komentarze w stronę Gryfona, który ostatnimi siłami powstrzymywał się przed rozbiciem lusterka. Kiedy Greyback odesłał ostatnią rzecz, Harry wstał, podszedł do Draco i wcisnął szkło w jego rękę. Słyszał śmiech wilkołaka, kiedy blondyn się rozłączył. Przez moment nastała krępująca cisza.
— Dziękuję, dzięki tobie Greyback zbytnio tego nie utrudniał.
Harry oparł się o stół, zamknął oczy i potarł skronie.
— Cieszę się, że to już koniec. Szafka działa, chociaż podchodziłbym z dystansem do zdolności tego… — Potter machnął dłonią — to wszystko wróciło w nienaruszonym stanie.
— Pozostało mi tylko znaleźć ten przedmiot.
Harry otworzył oczy i spojrzał wprost na Ślizgona.
— Powiedz mi, że wiesz przynajmniej jak wygląda to, co masz znaleźć i gdzie tego szukać.
Malfoy odwrócił lekko głowę, by uniknąć spojrzenia Pottera.
— Po prostu pięknie — Harry uderzył w stół, sprawiając, że blondyn podskoczył — jak on niby chce byś zakończył zadanie nie mówiąc ci niczego.
— Wiesz dokładnie co mam znaleźć?
— Tak. Musimy znaleźć stary diadem, który z daleka będzie cuchnąć czarną magią.
— A czy wiesz, gdzie jest? — w głosie Draco słychać było nutę desperacji.
— Domyślam się, że jest w jakiejś wersji tego Pokoju.
— To…
— Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
Seamus Finnigan patrzył podejrzliwie na Harry'ego podczas śniadania. Jego dawny współlokator był dziś dziwnie radosny i pełen energii. Fakt, zbliżała się Wielkanoc, ale do przerwy było jeszcze dobre dwa tygodnie przepełnione esejami i sprawdzianami. Nawet piątek nie tłumaczył tego dziwnego zachowania. Potter siedział koło zwykle cichego Neville'a i z ożywieniem obaj prowadzili dyskusję, podczas której co raz padały różne nazwy kwiatów. Seamus był pewien, że usłyszał o rumianku, lawendzie, wrotyczu i jaskółczym zielu przynajmniej po trzy razy i nie był pewny, czy jego koledzy mówią o zielarstwie, czy o eliksirach. Cieszył się, że żadnego z tych przedmiotów nie kontynuował.
— Oni są szaleni — szepnął do Deana, który siedział koło niego.
Thomas podniósł głowę znad jajecznicy i poszukał wzrokiem zamieszania o jakie chodziło jego kumplowi.
— Racja — kiwnął głową i wrócił do jedzenia.
— Wygląda jakby coś knuli — nie dawał za wygraną Seamus.
Dean przełknął i szturchnął drugiego Gryfona w bok.
— Nie wygłupiaj się. To Potter z Longbottomem, pewnie znów planują nauczać maluczkich albo — Dean zawiesił teatralnie głos — będą sadzić ogródek zielarski staremu ślimakowi.
— Myślisz…
— Potter już nie wplątuje się w dzikie akcje, tak jak kiedyś — powiedział Dean z lekką tęsknotą w głosie. — Pamiętasz jego lot ze smokiem?
Seamus pokiwał głową. Dean miał rację, Potter stracił swoje pazury.
Tymczasem po drugiej stronie stołu Harry był pochłonięty rozmową z Nevillem.
— Rozmawiałem z profesor Sprout i mamy wolny dostęp do szklarni numer jeden przez cały dzisiejszy dzień — oznajmił rozpromieniony Neville.
— To wspaniale. Mam wszystkie sadzonki kwiatów — podekscytowanie normalnie nieśmiałego Gryfona udzieliło się Harry'emu — przyszły wczoraj i Zgredek je dogląda. Pilnuje, by nie zwiędły.
— Ale jesteś pewien, że możemy opuścić zajęcia?
— Tak, sprawdziłem zasady Hogwartu i jeszcze skonsultowałem się z Hermioną, aby w pełni się upewnić. To nie nasza wina, że w tym roku Ostara nie pokrywa się z Wielkanocą.
— Nawet nie wiesz, jak moja babcia się denerwuje na niemożność świętowania ze mną ważnych świąt.
— Pewnie się więc ucieszy, że w tym roku zapaliłeś zieloną świecę podczas małego sabatu.
— Będzie przeszczęśliwa — Neville uśmiechnął się drapieżnie — i w tym roku nie będzie mogła narzekać, że zbyt dużo czasu poświęcam roślinom w szklarni.
Harry zaśmiał się.
— Dzisiaj zatem szklarnia, pozostałe rzeczy poczekają na sobotę i niedzielę.
— Inni się do nas nie przyłączą? — Neville zapytał sięgając po herbatę i nalewając filiżankę Harry'emu, a później sobie.
— Dziękuję — Harry lekko się uśmiechnął. — Hermiona za nic nie opuści zajęć, i znasz podejście Rona do wszelkich prac poza szkolnych.
Longbottom pokiwał głową. Każdy wiedział, że Ron Weasley wykonywał absolutne minimum jakie musiał.
— A dzieciaki?
— W większości będą świętować po raz pierwszy, nie chcę, by miały przez to zaległości.
Neville prychnął.
— Powiedz po prostu, że chcesz spędzić ze mną dzień sam na sam.
Harry zaśmiał się.
— Taki był plan od samego początku.
Harry otarł czoło i uśmiechnął się do ostatniego posadzonego rumianku. Kwiaty przypominały mu małe słoneczka i w jakiś pokręcony sposób utożsamiał je z Severusem Snape'em. Byłeś bezpieczny od mistrza eliksirów przebywając daleko od niego, nie patrząc na niego bezpośrednio i nie próbując go dotknąć. Tak, Severus Snape miał wiele wspólnego ze słońcem. Kiedy powiedział o tym Neville'owi, Gryfon tylko prychnął i stwierdził, że mu mężczyzna przypomina bardziej chmurę gradową. Zwłaszcza po tym jak wtargnął do szklarni domagając się odpowiedzi.
— To nie moja wina, że nie przeczytał pan wiadomości, którą przesłałem poranną sową, sir — odpowiedział niewinne Harry, po tym jak Snape przestał na niego grzmieć.
oOo
Sobota nadeszła a wraz z nią podekscytowane dzieci. Harry był zaskoczony widokiem młodszych roczników, które czekały na niego pod drzwiami pokoju. Draco, będący dziś jego eskortą, wykrzywił tylko pogardliwie usta i obrzucił zbyt rozemocjonowane dziewczynki upominającym spojrzeniem, za które został nagrodzony chichotem.
— Nie wiem, jak możesz wytrzymać z tymi karłami — mruknął do Harry'ego.
— Są urocze — odparł Gryfon i rozczochrał włosy młodszego Puchona idącego obok niego. — Może docenisz te małe źródła energii po całym dniu spędzonym z nimi.
— Merlinie, nie przypominaj mi Potter — Draco wstrząsnął się teatralnie. — Jestem pewien, że to nie należy do moich obowiązków i powinienem otrzymać za to jakieś specjalne wynagrodzenie.
Harry tylko się zaśmiał. Malfoy potrafił marudzić jak nikt inny.
Po śniadaniu Harry zabrał dzieci i swoich przyjaciół do nieużywanej klasy na parterze. Pomieszczenie było stosunkowo wolne od kurzu i było widocznie wykorzystywane przez innych uczniów.
— Czy ktoś wie, co będziemy dziś robić? — zapytała Marigold rozglądając się po innych.
— Będziemy świętować — odpowiedział wesoło Neville.
— Ale co — Gryfonka zmarszczyła brwi — jest dopiero 22 marca, za wcześnie na Wielkanoc.
Neville spojrzał na Harry'ego, by to on wyjaśnił.
— Od wczoraj w wielu miejscach obchodzona jest Ostara i chciałbym, żebyśmy wszyscy razem świętowali początek wiosny.
Hermiona zmarszczyła brwi.
— Ale czy to jedno z tych pogańskich świąt, które celebrują mroczne rodziny?
Draco prychnął, a Ron zaczął się śmiać.
— Daj spokój — powiedział rudzielec — to symboliczny moment, kiedy dzień i światło wygrywa z nocą i ciemnością. Mama je uwielbia, zawsze nam powtarzała, że to święto radości i… — Ron zarumienił się po czubki uszu i wymamrotał cicho po nosem — płodności i rozmnażania.
Hermiona chyba go jednak usłyszała i również stała się czerwona.
— Tradycyjnym symbolem małego sabatu jest jajko, symbolizujące odrodzenie i powstanie nowego życia — dodała sennie Luna. — Kiedy tyko możemy, to tego dnia z tatusiem dzielimy się jajkami przy każdym posiłku.
— I jakkolwiek jest to święto chwalące białą magię, to jest obchodzone przez wszystkie szanujące się rodziny czarodziejów — wyniośle zakończył Draco.
Harry klasnął w ręce przyciągając uwagę wszystkich w pokoju.
— Dobrze, jeśli mamy to wyjaśnione, przedstawię wam, co będziemy robić.
Młodzi uczniowie rozpromienili się i nawet Hermiona wyglądała na zaciekawioną.
— Nasze drogie skrzaty domowe upiekły nam na dziś cały kosz ciasteczek, które będziemy rozkładać pod ulubionymi drzewami. Podziękujemy nimi driadom i duchom opiekuńczym drzew za drewno do naszych różdżek.
Luna zakręciła się radośnie, a jej kolczyki z rzodkiewek podskoczyły w różne strony.
— To będzie wspaniałe, może uda się nam zobaczyć enty!
— Szybciej spotkamy nieśmiałki — chociaż Hermiona znacznie zaczęła tolerować dziwactwa Luny, to jednak nie wierzyła w żadne z wymyślonych przez nią stworzeń.
— Czym jest ent? — zapytał nieśmiało David, który przyłączył się do nieoficjalnego fanklubu Pottera.
— Stworzenie wymyślone przez mugolskiego pisarza Tolkiena — powiedziała szybko Hermiona, zanim Krukonka mogła zacząć tłumaczyć cokolwiek.
— Tak… — Harry próbował wrócić na początkowy tor rozmowy — może się zdarzyć, że uda się nam trafić na nieśmiałki, są one małymi opiekunami drzew i najczęściej nie próbują nikogo skrzywdzić. Ale jeśli poczują, że chcecie zniszczyć ich dom, mogą zaatakować i dotkliwie podrapać. Najczęściej dążą do wydrapania oczu, zatem nie obrywajcie gałęzi! Teraz, po naszym spacerze po terenach wrócimy do zamku, gdzie zjemy lunch, podzielimy się jajkami, a później urządzimy poszukiwania czekoladowych zajączków poukrywanych na korytarzu trzeciego piętra — Harry mrugnął do Rona, który w zamian się wyszczerzył. — Na sam koniec wszyscy narysujemy elfy i wróżki, a nasze rysunki skrzaty powieszą w kuchni, by przyciągały do szkoły i jej mieszkańców zdrowie i dobrobyt.
Draco prychnął.
— Potter, nie mamy po pięć lat.
— Draco, skoro jesteś taki chętny, zrobisz dwa obrazki.
Malfoy skrzyżował ramiona na piersi, ale więcej się nie odzywał.
— Jutro spotkamy się po lunchu w naszym sekretnym pokoju na siódmym piętrze i każdy z nas zapali po zielonej świecy na nowy dobry początek.
oOo
Weekend minął w rozmyciu, pełnym śmiechu i radości. Szkolne skrzaty również przyłączyły się do świętowania. Korytarze lśniły czystością jak nigdy dotąd, a w salach lekcyjnych zniknął kurz. W różnych zakamarkach można było znaleźć małe czekoladowe niespodzianki, i tylko Filch biegał po całym zamku i narzekał na pałętające się wszędzie małe szkodniki.
Wszystkie rysunki dumnie zdobiły ściany hogwardzkiej kuchni, podczas posiłków na stołach pojawiły się pokrojone jajka i cząstki czerwonych jabłek. Część nauczycieli od razu rozpoznała zwyczaje święta Ostara i pobłażliwie uśmiechała się do zgromadzonych podopiecznych. Z tego co Harry słyszał, profesor Sprout zgromadziła wszystkie swoje borsuki w sobotni wieczór i wyjaśniła im co się dzieje. Dom Helgi Hufflepuff dość żywo zaangażował się w obchody i szklarnie pełne były nowych sadzonek. Uczniowie czystej krwi choć raz nie czuli się odcięci od swoich tradycji, zaś osoby mugolskiego pochodzenia nie miały widziały problemu, by świętować nadejście wiosny tuż przed samą Wielkanocą. Wydawało się, jakby sama szkoła dołączyła do ogólnej wesołości i panującej w jej wnętrzu atmosfery.
~ II ~
Nota autora: ten rozdział powinien zostać opublikowany już dawno temu i nie mam usprawiedliwienia za opóźnienie. Nie jestem z niego 100% zadowolona, w mojej głowie wyglądał trochę inaczej, ale nie chcę odkładać w nieskończoność jego wrzucenia.
Dangemag - mogę znikać na dłużej, ale odejdę bez zakończenia pracy. I oczywiście bez pożegnania.
radekxpl123 - cieszę się, kiedy sprawiam swoim pisaniem innym przyjemność. Sama mam kilka opowiadań i książek, do których lubię wrócić po czasie i pewnie jeszcze przed długi czas mi się one nie znudzą.
Senri97 - po zakończeniu tej historii chciałabym skończyć Veritatem dies aperit. Chociaż mam kilka pomysłów, to nie chciałabym zaczynać nic nowego, zwłaszcza kiedy czas na pisanie mi się drastycznie skróci w tym roku.
Yuki221 - w sumie sama byłam zaskoczona, że to nie tak dużo zostało do końca. Nie chcę z Dumbledore'a robić złego, knującego drania, jego postać na to nie zasługuje (chociaż nie zapominam o wszystkich błędach, które popełnił). Ludzie z zasady są ludzcy, plus to tylko brytyjski Minister Magii jest wielkim głupcem, w innych rządach raczej się to nie zdarza.
MEFISTO - kiedy skończę całą historię zamierzam na spokojnie usiąść i poprawić wszelkie błędy, które się wkradły. Staram się również zbadać tło wszystkich pojawiających się u mnie bohaterów i przeprowadzić badania o miejscach i rzeczach. Według mnie spójność jest ważną rzeczą, dzięki której każda praca jest lepsza.
Vesp - tak jak Ty, uważam że w kanonie są postacie, które pomimo ogrywania ważnych ról w fabule zostały słabo zarysowane. U Rowling wiele rzeczy jest niewyjaśnione i to pozostawia pole do popisu innym pisarzom tworzącym fanfiction. Cieszę się, że przypadło Ci do gustu to, jak ja wykreowałam ten świat.
Wilk - Harry nie posunie się do takiego czynu, ale możliwe że teraz śmielej będzie wymagał pewne rzeczy. ;)
