We are and we will be the Dark Lord's greatest enemies.

Słońce wpadało przez okna do dużego salonu, w którym rozbrzmiewała rockowa muzyka płynąca z radia. Kiedyś ten salon wyglądał pięknie, ale bardzo surowo. Teraz znajdowały się w nim w różnych miejscach donice z roślinami, na szmaragdowych sofach poukładane były puchate poduszki, a nad kominkiem wisiało parę fotografii. Okna nie były zasłonięte szmaragdowymi zasłonami, jak za dawnych lat, a przyozdobione delikatnymi, koronkowymi firankami i prawie cały czas – w tym letnim okresie, który aktualnie panował – otwarte na oścież. Na małym stoliku stojącym przed kominkiem, między sofami i fotelami, stały dwie filiżanki z niedopitą herbatą. W rogu pomieszczenia, a konkretnie przy regale z książkami, stała dwudziestodwuletnia dziewczyna o długich, ciemnych włosach. Marszczyła brwi, jeżdżąc palcem wskazującym po grzbietach tomiszczy i jednocześnie kiwając się w rytm muzyki.

– Nie szukaj, już znalazłem – usłyszała za sobą.

Odwróciła się i zobaczyła wchodzącego do salonu mężczyznę, który trzymał w dłoni jakąś książkę. Usiadł w fotelu, jednak nie zajął się czytaniem, a patrzył z uśmiechem na swoją kobietę.

– Znowu się ze mnie śmiejesz – zmrużyła oczy, patrząc na niego.

– Czy ja się śmieję? Nie, tylko się uśmiecham. Po części dlatego, że cieszę się, iż nasze życie wygląda teraz tak, jak wygląda, a po części dlatego, że jednak trochę mnie bawi widok ciebie w tej krótkiej bluzeczce i dresach. Po prostu w zestawieniu tego z wspomnieniami ciebie sprzed czterech lat, kiedy chodziłaś ciągle w długich sukniach i z diademem na głowie, to... Ciekawie, ciekawie.

Otworzył książkę i zaczął czytać, uprzednio wyłączając radio. Wywróciła oczami, jednak przez te pół roku, kiedy mieszkali razem, nauczyła się sztuki kompromisu. Skoro więc ona przez ostatnie godziny słuchała muzyki, to teraz powinna Severusowi pozwolić czytać w ciszy. Mrugnęła więc do niego i wyszła z salonu. Nie tylko salon znacznie się zmienił. Większość pomieszczeń na Dworze Malfoyów uległa modyfikacji. Chociaż marmury, szmaragdowe meble ozdobione srebrem, chłodne ściany i błyszczące schody zostały, Victoria wprowadziła tu wiele ciepła i przytulności za pomocą różnych ozdób, dywanów, kwiatów i innych tego typu.

Poza tym najszczersza miłość, jaką żywili do siebie z Severusem, najbardziej sprawiała, że to miejsce zaczęło być w końcu prawdziwym domem. Pół roku temu, kiedy po miesiącu, odkąd wróciła do Anglii, Severus ją odwiedził na Dworze Malfoyów, gdzie się wprowadziła, stwierdzili, że dadzą sobie szansę, a właściwie, że on da szansę jej. Była to bardzo dobra decyzja, ponieważ okazało się, że w istocie byli dla siebie nawzajem tym, czego potrzebowali. Szczęście nareszcie zawitało więc w sercu Victorii. Było to zupełnie zwyczajne szczęście. Pozbawione bowiem władzy, najpotężniejszego czarnoksiężnika u boku, sławy i strachu. Miłość jej i Severusa była zwyczajna. Po prostu się razem budzili, spędzali razem godziny, rozmawiali o książkach, magii i marzeniach. Rzadko wspominali przeszłość. Raczej chcieli się od niej odciąć, zapomnieć o tym złym okresie, który – na szczęście – skończył się.

Mieli tak naprawdę tylko siebie. Jedynie Draco czasem ich odwiedzał i spędzał z nimi czas, ale poza nim z nikim się nie widywali. Powód był prosty – ci, z którymi by chcieli – na przykład z Dumbledore'em i niektórymi członkami Zakonu Feniksa – nie żyli. Rodzice Victorii nie żyli. Yaxley nie żył. Dołohow i Ludwik wyjechali zagranicę. A z innymi nie było się po co spotykać. Nie chcieli mieć nic wspólnego ze śmierciożercami, o których zresztą i tak nic nie słyszano. Rozproszyli się, nie gromadzili się już i nie próbowali podbić świata, mimo że po bitwie nie zostali schwytani i zamknięci. Tak naprawdę większość osób, których Severus i Victoria znali i lubili kilka lat temu, nie żyła. Zginęła w ostatecznej bitwie o Hogwart, podczas której trwania Victoria była królową.

A teraz siedziała w jadalni na jednym z krzeseł, a na drugie położone miała nogi. W uszy włożone miała mugolskie słuchawki, które Severus podarował jej na urodziny, a w dłoni trzymała odtwarzacz muzyki. Cień na ścianie naprzeciw okien był pomarańczowy. Zbliżał się wieczór. Vicky podniosła się z krzesła, włożyła odtwarzacz do kieszeni kremowych dresów i podeszła do okna, by wyjrzeć na piękny ogród zalany blaskiem zachodzącego słońca. Wyciągnęła ze srebrnej szkatułki, która leżała na parapecie, papierosa, po czym odpaliła go końcem różdżki i zaciągnęła się, patrząc zmrużonymi oczami na drzewa. Czasem obydwoje z Severusem palili. Severus, o czym Victoria nie widziała, lubił palić od lat. Ją z papierosami zaznajomił Tom. Gdy mieszkali razem, czasem przy niej palił. Fascynowało ją to, więc pewnego dnia po prostu spróbowała. Tak więc nieszczęsne palenie było jej jedyną pozostałością po życiu z wielkim Lordem. Chociaż może i nie. Bo przy nim nigdy nie paliła. Może więc to, że paliła teraz, było nie pamiątką po nim, a wyznacznikiem tego, że jest zupełnie wolna i nie musi się obawiać, że jej cokolwiek nie przystoi.

Kończyła papierosa, wciąż obserwując krajobrazy za oknem i słuchając muzyki w słuchawkach, gdy nagle dostrzegła, że ktoś kroczy brukowaną alejką w stronę domu. Natychmiast wyciągnęła – a wręcz wyrwała – sobie słuchawki z uszu i wpatrzyła się z mocno bijącym sercem w postać w ciemnej szacie, która z pewnością nie była Draconem ani też McGonagall, która kiedyś raz ich odwiedziła.

– Severusie, ktoś idzie do nas! – zawołała, gasząc papierosa i idąc do salonu.

Severus wstał natychmiast i spojrzał na nią przelotnie, po czym podszedł do okna.

– Czyż to nie twoja przemiła ciotka, Bellatriks...?

Victoria stanęła obok niego, kładąc mu dłoń na ramieniu i wbijając wzrok w postać, która była już bardzo blisko drzwi.

– Tak, to ona. Wygląda gorzej niż zawsze. Merlinie, co ona tu robi...? Od lat jej nie widziałam, ani nie słyszałam o niej.

– Może jest zainteresowania mieszkaniem tutaj. Pewnie nie jest pewna, czy aktualnie ty albo Draco zajmujecie ten dwór. Może chce się upewnić. Ale nie trzymaj jej tutaj zbyt długo... – rzekł i wrócił na fotel, jednak nie zagłębił się dalej w czytanie, tylko obserwował Victorię, a gdy rozległo się pukanie, wlepił wzrok w drzwi.

Vicky, nim otworzyła, patrzyła chwilę w podłogę. Nie ukrywała, że wizyta ciotki jej nie cieszyła. Widok tej kobiety zbyt bardzo, zapewne, przywoła jej przed oczy przeszłość. Voldemorta.

Otworzyła drzwi i nie kryła nawet grymasu, który pojawił się na jej twarzy, gdy spojrzała w oczy Belli. Jej ciotka nie wyglądała dobrze i nic nie wskazywało na to, że odnalazła się przez te ostatnie lata w nowej rzeczywistości, w której Czarny Pan nie żył, a śmierciożercy już tak naprawdę nie istnieli jako organizacja.

– Cześć, co tu robisz? – zapytała Victoria, nie odsuwając się nawet, by ją wpuścić.

– Domyśliłam się, że uciekasz od przeszłości i moja wizyta cię nie zadowoli, w końcu byłam, no wiesz – uśmiechnęła się dziwnie, a jej oczy wywróciły się – tak bardzo oddana temu wszystkiemu. Ale przecież ty też byłaś.

Vicky spojrzała przez ramię na Severusa, który siedział nieruchomo wyprostowany i przysłuchiwał się temu wszystkiemu.

– Rzeczywiście – odparła Victoria, znów patrząc na nią. Zmrużyła oczy, bo promienie słońca padały prosto na jej twarz. – Ale co cię do mnie sprowadza?

– Przecież nie mam nikogo, Vicky – odpowiedziała Bellatriks, a jej oczy znów dziwnie się przewróciły. Victoria patrzyła na nią z niechęcią. Nie było w niej niemal nic z tej dawnej mocy i potęgi, które widziało się w jej twarzy. Teraz przypominała nieco obłąkaną kobietę, która sypia częściej pod drzewami, niż w prawdziwym łóżku. – Przyszłam cię odwiedzić. Kiedyś byłyśmy blisko. I trochę mi się nie podoba to, że jesteś tak źle do mnie nastawiona. Bo co? Bo tobie się udało, masz ten dwór, uniknęłaś hańby, mimo że stałaś na czele całego zła? Mnie ludzie przeganiają zewsząd. Patrzą na mnie jak na zmorę. A przecież nie zrobiłam więcej złego, niż ty. I dlaczego tobie się układa, a mi nie? Nie nienawidzę cię za to, a ty mnie chyba tak. Tak bardzo chcesz uciec przed tym, jak żyłaś kiedyś, że nawet nie możesz mnie wpuścić do... Och – Bellatriks umilkła, wlepiając oczy w Severusa, który nagle pojawił się za Victorią. Przypatrywała mu się długo, po czym uśmiechnęła się dziwnie. – No witaj, Severusie. Nie spodziewałam się, że cię tutaj zastanę. Po tym wszystkim...? Kiedy wybrała jego zamiast ciebie...?

– Po co tu przyszłaś? Nie mam ochoty słuchać tego wszystkiego. Coś jeszcze? – Victoria zrobiła krok w stronę ciotki. – Jakbyś przyszła tutaj i widać by było po tobie, że nie zwariowałaś, i zachowywałabyś się jak cywilizowany człowiek, zamiast zacząć mnie obrażać, to oczywiście, że bym cię wpuściła! Ale skoro masz mi do powiedzenia tylko tyle, że masz wielki żal, iż świat nie traktuje mnie z hańbą, to do widzenia.

Skrzyżowała ręce na piersiach. Poczuła dłoń Severusa na swojej talii. Wysunął się do przodu i stanął obok niej, obejmując ją. Zwrócił się do Belli:

– Droga Bellatriks, nie potrzebujemy twoich opinii. Czy twoja wizyta miała jeszcze jakiś cel, poza wylewaniem swych żali?

– Nie zaczęłabym wylewać żadnych żali, gdyby Vicky nie patrzyła na mnie z góry.

– Jeśli faktycznie było coś nie tak w moim spojrzeniu, przepraszam – powiedziała Victoria. – Masz rację, że chcę się odciąć od przeszłości. Może zbyt mi się kojarzysz z Czarnym Panem, z tym wszystkim, co było. A przecież to nie twoja wina. Przepraszam.

Bella uśmiechnęła się, po czym jej mina zrzedła. Milczała dłuższą chwilę.

– Nie wiem, czy uda ci się odciąć od przeszłości. Moja wizyta, odpowiadając na twoje pytanie, Severusie, ma jeszcze jeden cel, poza zwykłym odwiedzeniem...

– Powiesz nam w środku, nie będziemy tak rozmawiać przez próg... Wejdź – rzekła Victoria i przesunęli się z Severusem w bok.

Usiedli w trójkę w salonie. Bella dosyć długo rozglądała się po wnętrzu domu.

– Trochę zepsułaś niezwykłość tego dworu i jego klimat przez te różne ozdóbki... Ale nie moja sprawa – Bella uniosła obie dłonie w górę, po czym sięgnęła po filiżankę z herbatą, którą zrobiła jej Victoria. – Dzięki.

– A więc co miałaś na myśli mówiąc, że może mi się nie udać odciąć się od przeszłości? – zapytała Vicky, wiercąc się niespokojnie w fotelu. Po chwili machnęła różdżką i zapaliła żyrandol i lampy, gdyż za oknem prawie całkowicie się już ściemniło.

Bellatriks zamilkła na chwilę, wpatrując się w ścianę i sącząc wolno herbatę.

– Obracam się wśród różnych ludzi, bo nigdzie nie zostaję na dłużej niż parę dni. Albo mnie wyganiają, albo sama się przenoszę, bo trudno mi znaleźć sobie miejsce gdziekolwiek... Więc dużo plotek słyszę, bo z wieloma ludźmi mam styczność...

– Plotki zwykle mijają się z prawdą – wtrącił się Severus, jakby już przeczuwał, że to, co powie zaraz Bellatriks, być może bardzo strwoży Victorię. Sam zresztą czuł lekkie zdenerwowanie. Bo co musiała usłyszeć Bellatriks, że aż stwierdziła, iż Victoria nie da rady odciąć się od przeszłości...?

Bella znów zamilkła. Victoria patrzyła na nią z niepokojem. W końcu machnęła różdżką i przywołała z jadalni szkatułkę z papierosami, po czym wyciągnęła z niej jednego i pospiesznie go odpaliła.

– Bello, no mówże! – zawołała.

– Słyszałam dwie niezwykle poważne pogłoski – powiedziała w końcu cicho. – Po pierwsze, że podobno widuje się różnych śmierciożerców razem... Spotykają się w grupkach... – Bella spojrzała niebezpiecznie najpierw na Victorię, a potem na Severusa. – A druga pogłoska jest ściśle związana z pierwszą... Domyślacie się, dlaczego zaczęli się po czterech latach znowu zbierać...? – ściszyła głos przy ostatnich słowach.

Victoria rzeczywiście się domyślała, co Bella zamierzała właśnie powiedzieć, jednak pokręciła przecząco głową i spojrzała na Severusa. Uśmiechał się z pobłażaniem.

– Bo Czarny Pan powrócił, tak, Bello? To chciałaś powiedzieć?

Lestrange zirytowała kpina, z jaką patrzył na nią aktualnie Severus.

– W rzeczy samej! – odparła podniesionym tonem. – Mówią, że powrócił... Że go gdzieś widziano...

– Bello, jeśli go gdziekolwiek widziano, to być może ktoś robił sobie głupi żart. Ciało Toma Riddle'a spłonęło, a jego dusza została zniszczona. Spłonęło, rozumiesz? Czarny Pan nie był feniksem, żeby odrodzić się z popiołu.

– Daj spokój. Wiesz, jaki on był! – zawołała i przez chwilę wyglądała tak, jakby nawet ją przeszedł dreszcz strachu na samo wspomnienie. – Może miał w rękawie jeszcze jakieś asy na swą nieśmiertelność... Może faktycznie żyje...

Severus podwinął rękaw swojej szaty i wskazał jej na swe przedramię. Widniał na nim, prawie niewidoczny już, wyblakły Mroczny Znak.

– Gdy kilkanaście lat temu też powrócił po latach, ten znak zrobił się czarny i żywy. Widzisz, aby teraz tak było? Bo nie wydaje mi się.

– Zrobił się wtedy taki, bo Czarny Pan chciał, żebyśmy wiedzieli, iż wrócił! A teraz może nie chce, abyśmy wiedzieli! A przynajmniej niektórzy z nas...

Dopiero teraz obydwoje spojrzeli na Victorię, która dotąd siedziała w milczeniu. Severus wstał i podszedł do niej, a następnie położył dłoń na jej ramieniu. Miała w oczach przerażenie.

– Chyba w to nie wierzysz? – Severus patrzył na nią. – Bella, niczym największa gnida, włóczy się po śmierdzących zakamarkach i przynosi gówniane plotki, które, na pewno, nie mają żadnego pokrycia z rzeczywistością.

– Waż na słowa – wysyczała Bella. – Powinieneś mi dziękować, że was ostrzegam. Jeśliby okazało się to prawdą...

– Nie okaże się to cholerną prawdą – powiedział Severus, wracając na swój fotel. – Wszystkie jego horkruksy zostały zniszczone. Został zabity i spalony. Nie ma w ogóle takiej opcji, że on żyje. Poza tym kto niby pomógł mu się odrodzić, skoro prawie wszyscy w jego ostatnich dniach się od niego odwrócili?

– Nie wiem. Nic nie wiem. Przyszłam, żeby przekazać Victorii, czego się dowiedziałam, bo się boję o nią.

– To wszystko się w ogóle nie trzyma kupy – powiedziała Vicky po chwili, paląc już drugiego papierosa. – Niby dlaczego śmierciożercy mieliby zacząć się zbierać z powodu tego, że Czarny Pan rzekomo powrócił? Przecież, tak jak powiedział Severus, większość się od niego odwróciła i chciała, abym go pokonała. I niby teraz za nim zatęsknili?

– A może – odparła Bella. – Szczerze, dziwię się, że wtedy się od niego tyle śmierciożerców odwróciło... Przecież większość z nich go traktowała jak boga. No ale, w sumie, skoro nagle zaczął przybierać postać faceta, mieć kobiety, bogactwa, to automatycznie przestawał być bogiem, a stawał się człowiekiem. Pewnie to ich zraziło. Ale jeśli teraz wrócił, to udowodnił, że jest rzeczywiście... niemalże bogiem... No bo jak można się kolejny raz odrodzić i to po... prawdziwej śmierci?

– No właśnie. Nie można. Bello, daj spokój, wrócimy do tego tematu, kiedy pojawią się jakiekolwiek dowody, w porządku? – Snape uniósł jedną brew, patrząc na nią.

Lestrange podniosła się z fotela i wygładziła swoją wiekową szatę.

– Jasne, Severusie. Ale jeśli Czarny Pan przyjdzie po któregokolwiek z nas, to na pewno nie zostawi wcześniej żadnego dowodu, że rzeczywiście się odrodził.

– I po co tak straszysz, Bello? A właśnie, że jeśli już, to zostawi dowód – Victoria także się podniosła i, z irytacją widoczną na twarzy, podeszła do okien, po czym zaczęła je zamykać, bo na zewnątrz się rozpadało i zrobiło się chłodno. – A dlaczego? Bo sam nic nie będzie w stanie mi zrobić... znaczy... temu, po kogo przyjdzie. Nawet jeśli by się odrodził, to zapewne byłby bardzo słaby, bo niby jak nabrałby sił? Więc będzie potrzebował kogokolwiek, kto mu pomoże się wzmocnić. A takie działania zawsze zostawiają za sobą ślady, a więc dowody. Zresztą... nie dyskutujmy już o tym – podeszła do nich i objęła się ramionami, stojąc i patrząc to na Bellę, to na Severusa. – Ktoś może po prostu rozpuszcza takie plotki, bo chce nastraszyć ludzi, a my się dajemy. To nie ma sensu. Jeśli faktycznie się wydarzy coś, co pozwoli nam twierdzić, że on wrócił, to wtedy będziemy się przejmować. Właściwie, Bello, jakie jest twoje stanowisko w tej sprawie? Dołączysz do niego, jeśli to wszystko okaże się prawdą?

Bellatriks wzruszyła ramionami.

– Nie wiem. Mam do niego dużo żalu. Przez te jego walki zginęła Cyzia. Ciebie też oszukiwał i krzywdził. Co prawda ciężko mi się dotychczas odnaleźć w rzeczywistości bez niego, ale... nie wiem, czy mogłabym do niego wrócić.

Victoria kiwnęła głową. Nie zamierzała próbować przetłumaczyć Belli, że pod żadnym pozorem nie powinna do niego wracać, bo nie czuła, że mogłaby ją teraz pouczać.

Lestrange, mimo propozycji Victorii, aby została na noc, pożegnała się z nimi i wyszła. Victoria, gdy zamknęła za nią drzwi, dokładnie je zabezpieczając wszystkimi możliwymi zaklęciami, wróciła do salonu i usiadła na kolanach Severusa, wtulając się w jego szyję.

– Mogłam jej nie wpuszczać... – powiedziała. – Żyłabym w słodkiej nieświadomości, że chodzą takie plotki...

– Nie daj się wystraszyć plotkom. Przecież rzuciłem w niego zaklęciem uśmiercającym. A później Ludwik i inni śmierciożercy go spalili. Nie ma mowy, że się odrodził. To po prostu niemożliwe i tyle. Nie możesz się bać. Jest już końcówka sierpnia... Za tydzień wracam do pracy. Będę co prawda się przenosił za pomocą sieciu Fiuu z Hogwartu do domu najczęściej, jak się będzie dało, rzecz jasna na każdą noc, ale przecież przez przynajmniej parę godzin dziennie, gdy będę prowadził lekcje albo patrolował korytarze, będziesz sama. Nie wyobrażam sobie więc, że będziesz się chowała pod kołdrę, gdy tylko wyjdę. A jak zaczniesz wierzyć stukniętej Bellatriks, to właśnie tak będzie.

Victoria westchnęła. Snape objął ją mocno. Siedzieli tak w ciszy przez prawie godzinę. Później poszli wziąć kąpiel. Gdy Victoria, po upojnej godziny, którą spędzili w łóżku, zakładała na siebie fioletową, satynową piżamę, spojrzała na Severusa i powiedziała:

– Proszę, idź zabezpiecz jeszcze mocniej każde możliwe wejście. I nawet okna.

Severus wywrócił oczami, jednak poszedł spełnić jej prośbę. Vicky wślizgnęła się pod kołdrę. Wpatrzyła się w mokrą od deszczu szybę okna i zastanawiała się, czy gdzieś tam daleko – lub blisko – rzeczywiście czai się Czarny Pan. Przecież to niemożliwe, pomyślała, czując dreszcz na plecach. Przypomniała sobie słowa, które powiedział do niej Tom przed śmiercią. Że nigdy jej nie kochał i że najchętniej by ją zabił. Czy więc tak bardzo jej nienawidził, że szedł teraz do niej? Aby spełnić swoje słowa? Zatrzęsła się, gdy kątem oka zobaczyła kątem oka wchodzącego Severusa. Gdy położył się obok niej i zgasił światła, poczuła się bezpiecznie, bo był obok. Z nim nigdy nic prawdziwie złego jej nie groziło. Zawsze, w najgorszych momentach był tuż obok, gotów, by ją ochronić. To była prawdziwa miłość i wierzyła, że cokolwiek by nie nadeszło, on ją wybawi od zła.