Prolog

Londyn, kwiecień 1998 r.

- To już wszystko wszystko, pani Catherino* - kobieta w białym fartuchu związywanym do rudowłosej pacjentki, stojąc wraz z nią przed budynkiem londyńskiej Kliniki im. Melanie Klein. - Tak jak ustalałyśmy, widzimy się w środę w moim gabinecie. Oczywiście, może pani w każdej chwili kontaktować się z nami, kiedy tylko zajdzie taka potrzeba.

- Dziękuję, pani doktor. Jestem bardzo wdzięczna za wszystko, co Państwo dla mnie zrobili.

- Wykonywaliśmy tylko swoją pracę. Używane komuś porównywać się z podziękowaniami, do fundacji Nowa Droga. To dzięki wysiłkowi ich wolontariuszy czeka na panią mieszkanie i pracę.

- Wiem iz tego jeszcze nie raz im za to podziękuję. Ale bez pani i reszty usług nie odbywają rozpocząć teraz nowego życia.

- Pani Henderson, czas na nas - przypomniał mężczyzna siedzący za kierownicą samochodu, na którym znalazło się logo fundacji Nowa Droga.

Catherine pożegnała się ze swoją lekarką i zajęte miejsce z tyłu auta. Kobieta ubrana w medyczny fartuch w wykonaniu do budynku, ale zatrzymała się zaraz za wejściem i przez oszklone drzwi patrzyła na swoją pacjentkę.

- Masz wątpliwości? - spytał mężczyzna, który stanął tuż za nią.

- Poradzi sobie. Musi tylko brać leki.

- Te leki?

Odwróć się w jego stronę. Jej mina świadczyła o tym, że nie jest zadowolona z usłyszanego pytania.

- Wydawało mi się, że ten temat jest już zamknięty. To jedyne, co zadziałało.

- Wiesz przecież, że z nimi nic sobie nie przypominam.

- W takim razie jeśli chcesz odstawić i uznajmy, że naprawdę jest czarownicą. Z myślą o ideach czeka cię oszałamiająca kariera medyczna, doktorze Hess.

Odeszła, szturchając go ramieniem. Teraz to on obserwował oddalające się auto i odtwarzać zdjecie w sobie niepokojące o losie najbardziej tajemniczej pacjentki, jakiejkolwiek do tej pory poznań.

Catherine patrzyła przez szybszy samochód na opuszczaną placówkę, która przez ostatnie lata była jej domem. Szpitale, kliniki i hospicja były nim od kilkunastu lat, a nawet mogą działać, że od zawsze, ponieważ nie pamiętam niczego, co wydarzyło się przed 1 listopada 1991 r. wybudziła się ze śpiączki w londyńskiej Klinice św. Jerzego. Podobno trafiła do niej niedawno lat wcześniej. Jej wybudzenie jest możliwe do użycia, dlatego nikogo nie dziwi fakt, że ona ma w głowie wielką czarną dziurę i prawie nie była w stanie się poruszać. Całkowicie straciła władza w nogach, a jej ręce były tak słabe, że nie można unieść kubka z wodą. Kolejne lata spędziła na walce o odzyskanie sprawności i próbach przypomnienia sobie swojego imienia. O ile to pierwsze w 1994 r. objęło się pełnym sukcesem, to jej głowa okazała się słabsza od wszystkich partii ciała. Wprawdzie w 1995 r. w umyśle kobiety zaczęły pojawiać się niektóre obrazy, jednak szybko okazały się, że nie są to wspomnienia tylko wytworem jej wyobraźni. Nie była Catherine Henderson. To imię i nazwisko zostało jej nadane w Hospicjum im. Królowej Elżbiety, do przeniesienia się z Kliniki św. Jerzego. Jednak Catherine Henderson była bardziej realna niż wyimaginowana postać, w bycie które z możliwych z powodu uwierzył.

Mimowolnie w nadchodzącym przypomnieniu do wydarzeń z 31 X 1995 r., Prawie cztery lata po wybudzeniu się ze śpiączki. Wigilia Wszystkich Świętych, zwana także Halloween. Nagły ból głowy. Rozbrzmiewający w jej głowie płacz dziecka i przeraźliwy krzyk przedsiębiorny: Weź Harrego i uciekaj! Widok człowieka z nienawiścią w oczach i potworny strach. Później pojawiły się kolejne wspomnienia, które okazały się nie być wspomnieniami. W torebce wciąż miała dawkę leków, pomagając jej odróżnić fikcję od rzeczywistości. Marzył o tym, aby przestać je przyjmować. Wiedziała już, że nie jest żadną czarownicą o imieniu Lily, a magiczny świat był jakimś urojeniem, leczony przez takie chwile, gdy odruchowo sięgał ręką po nieistniejącym patykuBądź dzielny Harry . Zdarzało się, że ulicą uczestniczą wesołe grupy młodzieży i jedynie ona słyszała, jak jeden z aktywnych nazywa drugiego Rogaczem. Spacerując w pobliżu rzeki myślała o rudowłosej dziewczynie o zielonych oczach i jej rówieśniku - chudym brunecie o oczach czarnych jak węgle, którzy na jednym z nadrzecznych drzew wyryli napis Lily i Sev. Przyjaciele na zawsze .

- Pani Catherino, jesteśmy na miejscu - głos kierowcy wyrwał ją z rozmyślań.

Uśmiechnęła się w odpowiedzi i otworzyła drzwi. Po chwili stanu przed wysokim blokiem i spojrzeniem w oknie mieszkań znajdującym się na drugim piętrze. W oknie jej nowego domu.


Imię inspirowane pewną powieścią. Być może w pewnym momencie ktoś wpadnie na pomysł, którą i dlaczego, a jeśli nie, wyjaśnię na koniec :)