Spokojny sen Johna zakłócił dzwoniący telefon, wojskowy odebrał zaspany lecz wiadomość przekazana przez Grega rozbudziła go jak kubeł zimnej wody Zerwał się czym prędzej z łóżka i nauczony przez życie w wojsku w ekspresowym tempie ubrał się i spakował walizkę. Gdy miał wezwać taksówkę słaby zasięg który jeszcze przed chwilą miał znikł całkowicie.

- Pieprzona burza!

Warknął rozzłoszczony, rzucił walizką o podłogę którą następnie kopnął. Drzwi do jego pokoju się uchyliły

- Johnny co ty wyprawiasz? Gdzie ty się wybierasz o godzinie trzeciej nad ranem? Twój wspólnik będzie musiał poczekać do rana bo nigdzie Cię nie wypuszczę w tę zawieruchę.

- Harry on nie może zaczekać, cholera jasna Lestrade dzwonił że zabrali go do szpitala! Dwa tygodnie tylko tyle wystarczyło żeby wpakował się w kłopoty. Pieprzony Mycroft! Czy ja nie mogę na trochę wyjechać bo on nie potrafi zrobić tak banalnej rzeczy jak upilnowania tego idioty!? A teraz ta cholerna burza zabrała zasięg i nawet nie mam jak zadzwonić po taksówkę!

Odwrócił się w stronę siostry stojącej w drzwiach pokoju. Watson wziął parę głębszych oddechów i rozluźnił zaciśnięte w pięści dłonie gdy dostrzegł z jakim niepokojem i strachem przypatruje mu się kobieta. Wściekłość zniknęła a został tylko strach i bezradność. Mężczyzna opadł na łóżko i schował twarz w dłoniach.

- Boże drogi, co się stało, jak bardzo jest z nim źle?

Materac ugiął się po jego lewej stronie. Harriett usiadła obok, przyciągnęła go do siebie i zamknęła w troskliwym uścisku. John wtulił się w siostrę i pozwolił by kołysała go w ramionach i gładziła dłonią po plecach tak samo jak robił to on uspakajając Rosie. Trząsł się ze strachu i zdenerwowania. Między nim a Holmsem jeszcze nie wszystko po śmiercu Mary i sprawie Euros było dobrze ale mimo wszystko bał się o niego, był przecież jedną z najbliższych mu osób i nie chciał go stracić.

- Greg podał mi tylko adres szpitala, powiedział że został ranny podczas zatrzymania podejrzanych i jest nieprzytomny...

- Spokojnie, braciszku. Pojedziemy do niego gdy tylko będzie to możliwe. Sam mówiłeś że to silny facet da sobie radę a po za tym jest z nim ten wasz inspektor, zajmie się nim jeśli będzie trzeba.

Watson westchnął ciężko i dalej pozwalał uspokajać się siostrze. Delikatne kołysanie, znajomy cytrusowy zapach i cicho nucona kołysanka koiła jego nerwy. Nie wiedział ile tak siedzieli, ich spokój przerwał huk uderzającego w pobliżu pioruna i po chwili nastała całkowita ciemność. Watson jęknął i wtulił się jeszcze bardziej w siostrę. Kobieta zdziwiona wzmocniła uścisk, i poczuła że brat nie drży już tak jak na początku.

- Hej, od kiedy się pan boi burzy nieustraszony kapitanie Watson?

Kobieta wiedząc że już się trochę uspokoił zażartowała z niego starając się choć trochę poprawić mu nastrój. John zaśmiał się cicho i odchylił głowę by spojrzeć na siostrę.

- To ty zawsze się bałaś burzy, pamiętasz? Wyciągałaś wtedy swoją awaryjną skrzynkę ze słodyczami w której zawsze musiały być z trzy paczki żelkowych miśków, budowaliśmy między łóżkami fort z poduch i koców, zasłanialiśmy okno, braliśmy planszówki i latarki.

- Tak a później siedzieliśmy tak aż burza nie przeszła. Graliśmy w gry, a ty za każdym razem jak uderzył piorun nazywałeś mnie cykorem. Właściwe to mam pomysł chodź.

Harry zerwała się z łóżka ciągnąc za sobą brata. Po paru minutach rodzeństwo leżało w namiocie zrobionych z koców i podjadało słodycze.

- Nie mogę uwierzyć że w dalszym ciągu masz tą skrzyneczkę, i magazynujesz w niej słodycze

Zaśmiał się John i wpakował do ust żelka. A Harriett z udawanym obudzeniem, żartobliwie trzepnęła go po ręce.

- Niektóre rzeczy się nigdy nie zmienią. Tak jak na przykład to że ty jak zwykle podkradasz mój ulubiony smak. Ile razy mam ci powtarzać że wara od ananasowych?

Rodzeństwo wybuchło śmiechem wszystko było niemalże tak jak kiedyś. Watson przysunął się bliżej siostry i oparł głowę na jej ramieniu.

Wszystko prawie tak jak kiedyś z tą różnicą że wtedy byliśmy parą zagubionych dzieciaków z wielkimi marzeniami a teraz jesteśmy dwójką dorosłych zniszczonych przez okrutny los. Pomyślał smętnie Watson, ale zaraz odgonił smutek niechcąc psuć nastroju siostrze. Leżeli tak szepcząc między sobą historyjki z dzieciństwa.

- Dalsze czekanie nie ma sensu, ten paskudny żywioł nie pozwoli nam się stąd ruszyć przez jeszcze kilka następnych godzin, może spróbujemy choć trochę odpocząć?

Zaproponował widząc jak siostra walczy z sennością

- Jesteś pewny? Nie powinniśmy czekać?

- Burza dalej szaleje i sądzę że szybko nie przejdzie. Chodźmy spać Harry, Greg pewnie wysłał mi multum wiadomości gdy znów będzie zasięg obudzą nas przychodzące smsy. Harriett przytuliła się do brata i położyła głowę na jego piersi

- Dobranoc Johnny

- Dobranoc Harry

Szepnął były wojskowy. Zgasił latarki i okrył ich szczelniej puchowym kocem. Wyczerpany zasnął tuląc do siebie siostrę

Greg niespokojne miotał się po białym sterylnym korytarzu, co raz próbując dodzwonić się do przyjaciela. Niestety za każdym razem odpowiadała poczta głosowa. „John co z tobą odbierz ten telefon, jesteś tu potrzebny". Lestrad nagrał się kolejny raz. Nie opodal na krzesłach siedziały dwie osoby, elegancko ubrana kobieta wpatrzona w swój telefon i szara eminencja rządu brytyjskiego do której policjant czuł w tym momencie odrazę i żal. Jego brata przywieziono tu na sygnale a on nie dość że wcale nie przejął się tym faktem i co raz patrzył na zegarek i ubolewając że został oderwany od naglących obowiązków to był w dużej mierze winny całemu zajściu. Po niebywale długim oczekiwaniu według Grega, na korytarz wyszedł lekarz.

- Dobrze że są panowie obaj bo mam parę pytań.

- Czy mógłby pan najpierw powiedzieć co z nim?

Dla policjanta najważniejszy był stan jego przyjaciela. Szpakowaty mężczyzna widząc jego niecierpliwość i troskę, obdarzył go ciepłym uśmiechem

- Pacjent jest bardzo mocno poobijany, jedno złamane żebro i trzy pęknięte. Rozbity łuk brwiowy który musieliśmy zszyć, lekkie wstrząśnienie mózgu i skręcona kostka nogi prawej. W najgorszym stanie jest jego lewą ręka pęknięty nadgarstek i połamane wszystkie palce. Prawa jest na szczęście tylko mocno stłuczona. Ale teraz przejdźmy do rzeczy które zmartwiły mnie najbardziej. Sherlock jest skrajnie zmęczony i wygłodzony oraz ma nieleczone ostre zapalenie oskrzeli. Zaniepokoiło mnie to gdyż twierdziłeś że twój brat ostatnimi czasy dba o siebie i zawsze jest ktoś się o niego troszczy.

- Doktor Watson...

Zaczął starszy Holmes lecz lekarz przerwał mu wchodząc w słowo

- Wyjechał w sprawach rodzinnych tak wiem. Wiem też że to pan miał mieć brata na oku przez ten czas. Czy jest mi pan w stanie powiedzieć kiedy zaczęła się infekcja i czy pański brat zażywał jakieś leki?

- Skąd mam to wiedzieć, Sherlock jest dorosłym człowiekiem ja go nie niańczę a on nie dzwoni do mnie z prośbą o pomoc z powodu byle kataru.

- Przez ostatnie dwa tygodnie prowadziliśmy dość trudne dochodzenie w które był zaangażowany. We wtorek Sherlock przemókł do suchej nitki ścigając podejrzanego. W środę rano zajechałem do niego. Był zakatarzony i miał lekką chrypkę, w piątek pojawiła się gorączka i kaszel...

Słowa popłynęły potokiem z ust inspektora. Okazał się on o wiele lepiej poinformowany i przejęty losem genialnego detektywa. Podał wszystkie objawy i przebieg infekcji, nazwy i dawki leków które wymusił w konsultanta.

- Bardzo dziękuję inspektorze. Mycrofcie pamiętaj że pracoholizm może zniszczyć równie szybko jak narkotyki.

Lekarz wręczył mu plik papierów które szczególnie przykuły uwagę Lestrada i odszedł nie czekając aż rząd brytyjski wyrecytuje grzecznościową formułkę mającą wyrażać jego wdzięczność. Mycroft stał przez chwilę zbity z pantałyku. Doktor Hancock był jedyną z niewielu osób potrafiących go przejrzeć i zrugać pozbawiając swojej wrodzonej pewności siebie. Holmes przybrał swoją zwyczajną maskę człowieka z lodu głosem nie znoszącym sprzeciwu wydał polecenie swojej asystentce.

- Antheo upewnij się że wszystko jest już przygotowane.

Kobieta odeszła pozostawiając mężczyzn samych.

-Panie inspektorze dziękuję za pomoc, może już pan wrócić do domu, wiem że mój brat wyrwał pana z łóżka o nieludzkiej porze za co przepraszam.

Lestrad nie dał się spławić wymuszoną uprzejmością rządu brytyjskiego.

- Czemu wpisałeś Sherlocka ze szpitala?

Spytał ze zdziwieniem i niepokojem wskazując na papiery które trzymał starszy. Zdawał sobie sprawę z tego że Sherlock w obecnym stanie powinien zostać w szpitalu minimum trzy dni. Kąciki ust Holmesa drgnęły w niewielkim uśmiechu

- Mój drogi brat dobrze pana wyszkolił, a co do wypisu, Sherlock z pewnych powodów wolałby nie przebywać w tych placówkach dłużej niż naprawdę jest to konieczne. Jestem w stanie zapewnić mu opiekę w bardziej przyjaznych dla niego warunkach. Zabiorę go do swojej rezydencji gdzie zajmie się nim sztab doświadczonych i zaufanych ludzi. Nie musi się pan martwić

Sarknął wyraźnie zniecierpliwiony rząd brytyjski, inspektor ma wzmiankę o swoich ludziach którym Mycroft znów chciał powierzyć opiekę nad bratem zjeżył się. I syknął wściekle.

- Tak doświadczeni jak ci którzy go pilnowali i nie zareagowali gdy został zaatakowany? W takim wypadku nalegam na to by móc pojechać razem z nim.

- Jeśli to ma pana uspokoić to zapraszam w moje skromne progi.

Naprawdę skromne progi pomyślał z przekąsem Greg. Rezydencja Holmesa znajdowała się na odludziu i musiała kosztować co najmniej jego dziesięcioletnią pensję. Urządzona w wiktoriańskim stylu, pełna przepychu piękna ale przypominała ona raczej muzeum niż dom. Brakowało jej życia, osobistego charakteru właściciela nic co mówiłoby coś o Mycrofcie. Żadnych zdjęć, bibelotów nic. Do tej pory sądził że nikt nie może być bardziej nie ludzki od Sherlocka ale jak się okazało był w błędzie. To starszy Holmes był maszyną pozbawioną jakichkolwiek ludzkich uczuć i zachowań. To on próbował wyplenić w detektywie człowieczeństwo. Nie wyszło mu to jednak a młody mężczyzna nie rozumiejąc ludzkiej natury, miotał się i cierpiał przez atakujące go uczucia.

- Co on ci zrobił biedaku?

Mruknął wpatrując się w detektywa który w pośród białej pościeli wydawał się mu jeszcze bardziej kruchy niż parę godzin temu. Widząc poranioną twarz detektywa, gips na ręce i szyny na palcach wiedział że on też jest współwinny jego stanu. Gdyby tylko odebrał telefon za pierwszym razem mogłaby dotrzeć z pomocą jeszcze za nim ktoś go pobił. Przecież już raz zignorował telefon z prośbą od pomoc od Sherlocka i było to tragiczne w skutkach. Był to drugi rok ich znajomości. Siedział wtedy z kolegami w barze, pijąc piwo i oglądając mecz. Detektyw zadzwonił do niego i błagał by przyjechał do niego i mu pomógł. Greg znając już trochę geniusza pomyślał że pewnie znowu potrzebuje królika doświadczalnego do swoich eksperymentów a przez podchmielenie nie zwrócił uwagi na strach w głosie młodszego. Po meczu jednak postanowił zajrzeć na Baker street. Znalazł detektywa w łazience. Na podłodze było pełno wymiocin a mężczyzna leżał trupio blady, jeden rękaw miał podwinięty a w zgięciu ręki widniał świeży siniak po wkłuciu, opróżniona strzykawka leżała nieopodal. Skóra mężczyzny była zimna, a oddech i puls ledwo wyczuwalne. Greg jak najszybciej zadzwonił po pogotowie. To były jedne z najgorszych chwil jakie przeżył i już chyba zawsze będzie musiał żyć z pamięcią o nich. Nigdy nie zapomni jak musiał go reanimować. Nie zapomni jak reanimowali go sanitariusze a puls nie chciał wrócić. Gdy zaczęto już tracić nadzieję puls wreszcie się pojawił i zaczęła się nie równa walka o życie jedynego na świecie detektywa konsultanta. Greg do końca życia nie zapomni też rozdzierającego serce płaczu pani Hudson która przyglądała się temu wszystkiemu błagając by uratować jej chłopca. Nigdy nie zapomni też widoku bladego Sherlocka w szpitalnym łóżku podłączonego do respiratora i całej innej aparatury podtrzymującej życie gdy odwiedzał go codziennie przez miesiąc na oddziale intensywnej terapii. Nauczył się wtedy że Sherlock Holmes rzadko kiedy prosi o pomoc a jeśli już to robi znaczy że jest naprawdę źle.

-Mój brat preferuje pisanie esesemesów. Telefon od niego znaczy znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.

Powiedział mu podczas ich pierwszego spotkania Mycroft. Policjant parsknął śmiechem wspominając te zdarzenie. Było to tego dnia w którym Sherlock się wybudził. Po wyjściu ze szpitala można powiedzieć że został porwany przez kobietę wypatrzoną w ekran telefonu. A w jednej z opuszczonej fabryk czekał na niego mężczyzna w cholernie drogim garniturze potrafiący powiedzieć o nim wszystko. Zaproponował mu pieniądze za opiekę nad Sherlockiem i szpiegowanie go. Odmówił mimo iż suma była naprawdę wysoka, większa od jego rocznej pensji. Gdy przerażenie minęło a policyjny instynkt się włączył i kazał zapamiętać wszelkie szczegóły i wygląd porywacza jego uwagę przykuły lodowe, przenikliwe oczy i nienaganne słownictwo oraz to że mężczyzna nazwał się arcywrogiem detektywa. Mężczyzna wybuchł śmiechem odreagowując stres parunastu wcześniejszych minut.

- Boże litości, ja myślałem że pański brat jest królową dramatu, ale nie żartował mówiąc że jest pan bogaty i jeszcze gorszy od niego. Starszy brat Sherlocka jak mniemam?

Spytał wprowadzając rozmówcę w niemałe zaskoczenie. Przez ułamek sekundy kącik ust rządu brytyjskiego drgnął w uśmiechu.

- Mycroft Holmes. Zdaje mi się że nie doceniłem pana inspektorze i zaczynam rozumieć czemu mój brat z panem współpracuje. Czy jeśli już pan wie że nie jestem żadnym wariatem polującym na Sherlocka to czy zgodzi się pan na naszą małą współpracę? Martwię się o niego bezustannie i byłbym wdzięczny za pomoc w opiece nad nim bo jak pan już zauważył ma on szczególny talent do pakowania się w kłopoty.

- Nie potrzebuje pańskich pieniędzy by mieć go na oku. Ale niech pan nie liczy że będę pańskim szpiegiem. Mogę informować pana jedynie o kłopotach jeśli się w jakieś wpakuje i o narkotykach czy to pana zadowala?

- Zdaje mi się że to sensowne rozwiązanie. Moja asystentka odwiezie pana...

- Miłe wspomnienia?

Zimny głos gospodarza wyrwał go z zadumy. Drgnął, pokój oświetlały pierwsze promienie wschodzącego słońca. Mycroft wyglądał na dziwnie niespokojnego i zachowywał się dziwacznie. Podszedł do brata, poprawił mi pościel, zmierzył gorączkę i zaczął nerwowo przechadzać po pokoju. Lestrad wiedział że coś jest nie tak, zwykle opanowany mężczyzna zdawał się panikować. Wiedział że Holmes sam się nie przyzna że stało się coś złego. Postanowił więc zagaić rozmowę i wyciągnąć z niego co się wydarzyło

- Z perspektywy upływu czasu, całkiem zabawne. Policjant który dał się porwać kobiecie uzbrojonej jedynie w telefon i bogaty facet z parasolką umawiający swoje spotkania w opuszczonych budynkach.

- Ach tak nasze pierwsze spotkanie był nieco niecodzienne

Ku zdziwieniu na zwykle lodowej twarzy Mycrofta pojawił się uśmiech. Policjant zaśmiał się cicho

- Tak nieco niecodzienne

Przepraszam za wszelkie błędy, jeśli coś znajdziecie to piszcie będę poprawiać na bieżąco, opinie i wszelkie uwagi mile widziane