Harry wpatrywał się w spokojnie śpiącego Albusa Dumbledorea. Młody mężczyzna spał spokojnie, owinięty brązowym, puchatym kocem. Kasztanowe włosy, które przed snem związał w luźny warkocz powychodziły z upięcia i sterczały we wszystkie strony.
Już pierwszego dnia ich wspólnej wędrówki gryfon docenił obecność przyszłego dyrektora Hogwartu. Nie wiedział, gdzie mógłby ukryć się. Dom odziedziczony po Syriuszu pozostawał spaloną kryjówką. Snape zdradził położenie Voldemortowi, pozostawał tego pewien. Jeśli Czarny Pan nie zawitałby do drzwi, to z pewnością Ron i Hermiona. Zostawił przyjaciół nieco brutalnie, zdezorientowanych. Jeśli kiedykolwiek wróci spokój, poprosi o przebaczenie.
Przed wyprawą po fałszywego horkruksa stary Dumbledore ofiarował chłopcu pustą kartkę pergaminu. Miała ona ujawnić niezwykle istotną informację w odpowiednim momencie. Ten moment nadszedł po pogrzebie. Harry nie wierzył. Uznał, że coś zostało pomylone, ewentualnie padł ofiarą okrutnego żartu. Może ktoś podmienił wiadomość? Wrócił do wujostwa, potem został przeniesiony do Nory, aż w trakcie wesela Billa i Fleur ujrzał go na skraju lasu. Albus był zdezorientowany, aczkolwiek nie zakwestionował żadnego z jego słów. Z spokojem przyjął informację o własnej śmierci. Więcej, chłopiec postanowił zgodnie z wolą zmarłego, nie zdradzać. O ile cokolwiek mógłby powiedzieć. Nie znał dyrektora na tyle dobrze, aby móc przekazać jakiekolwiek istotne informacje. Nigdy nie próbował doszukiwać się życia osobistego starca. Musiał jakieś posiadać i wstyd przyznać, nie obchodziło go to. Podobnie kasztanowłosy wysłuchał historii Voldemorta, horkrusków.
Nie mieli konkretnego planu. Ufał jednak Albusowi staremu dyrektorowi, więc zaufał młodemu. Szybko zabrał najpotrzebniejsze rzeczy z pokoju, który dzielił z Ronem i zniknęli. Nim teleportowali się do domu rodzinnego podróżnika w czasie, słyszał skrawek informacji przyniesiony przez patronusa.
Ministerstwo upadło.
Niegdyś majestatyczny dom Dumbledorów był ruderą, jednak bezpieczną, a to najważniejsze. Przechodząc przez bramę, Harry czuł potężne zaklęcia nałożone na posiadłość. Dach miał wiele dziur, jednakże całe szczęście, nie padało. W łazience nadal stała wanna, a w kranie znajdowała się woda.
Potter nie wiedział, gdzie mają zacząć. Albus także nie podsunął mu żadnych sensownych pomysłów, co wcale nie było dziwne. Nie wiedział nic o Tomie jako osobie, ani o obecnej wojnie. Nawet o horkruksach słyszał po raz pierwszy. Hogwart skończył kilka miesięcy wcześniej, więc czego oczekiwać? W przyszłości zostanie najpotężniejszym czarodziejem swoich czasów, ale to w przyszłości. Obecnie to zdolny młody czarodziej, jakich wielu.
Harry obrócił się na plecy. Łóżka zostały zjedzone przez mole i czas, położyli się więc na podłodze. Może skorzystałby z małego zapasiku eliksiru bezsennego snu? Nie… powinien go pozostawić na bardziej ważne momenty.
- Nie śpisz? – usłyszał szept.
- Zbyt dużo wszystkiego – westchnął Harry wpatrując się w Albusa – nie chciałem cię obudzić – dodał.
- Wiercisz się i wiercisz – stwierdził ciepło Dumbledore i podłożył pod głowę przedramię - chcesz pogadać?
Od mężczyzny biła niezwykła, przyjacielska nuta, która przyciągała. Jeśli poznaliby się na gruncie neutralnym, gryfon wiedział, że mogliby zostać przyjaciółmi. Był także atrakcyjny. Szczupły, nawet bardzo. Śniada cera zlewała się z błękitnymi oczami. Ten Albus nie nosił okularów połówek.
- Nie ma bardzo o czym rozmawiać, chociaż…– zawiesił się na chwilę - mam kilka pytań – usiadł i oparł się o ścianę, która zaskrzypiała pod wpływem ciężaru – kim dokładnie jesteś? To znaczy, ja wiem kim jesteś, ale w jakim momencie? Dawno temu skończyłeś Hogwart?
- Dostałem list, że umarła moja matka. Miałem wrócić do domu, na pogrzeb. Chciałem teleportować się, lecz zamiast do Doliny, trafiłem tu. To znaczy – pokręcił głową – tam gdzie trwało wesele twoich przyjaciół. Hogwart skończyłem kilka miesięcy temu, więc jesteśmy praktycznie w tym samym wieku.
- A imię Gellert Grindelwald mówi ci coś?
Harry słyszał, że zanim Albus pokonał swojego Czarnego Pana, przyjaźnił się z nim. Był ciekaw, czy już jakaś część Gellert odbiła się na nim.
- Powinno? – pokręcił głową -absolutnie nic.
Podróżnik chwycił swoją różdżkę, machnął nią, aby rozświetlić pomieszczenie. Wówczas wybraniec ujrzał pewnego rodzaju szczegół. Widział już dziś, jak chłopak korzysta z różdżki, lecz dopiero teraz uzmysłowił sobie, że to nie ta, z której korzystał jako dyrektor. Zatrzymał dłoń, gdy ten chciał odłożyć magiczny patyk. Albus lekko drgnął pod nagłym wpływem dotyku.
- Używałeś innej różdżki – pośpieszył z wypowiedzią.
- Innej? – zaciekawił się.
- Nie do końca wiem jakiej, ale innej. Była ciemna. Głupio to zabrzmi, lecz nie taka zwykła. Może to różdźka G….
- Dokończ.
- Nie powinienem – pokręcił głową – miałem ci nie mówić. Wiesz, to pewnie idiotyczne, ale mam przeczucie, że to bardzo ważne. Musimy odzyskać twoją dawną różdżkę.
Przeczucie? Wewnętrzna intuicja? Czuł, że to powinni zrobić.
- Chcesz się włamać do mojego grobu? – nie podobała mu się ta propozycja.
- Tak.
- Włamanie się do grobu i kradzież różdżki to prawdziwa podłość! – oburzył się – tak robią ludzie pozbawieni jakiejkolwiek moralności.
- Przecież nie kradnę tej różdżki, a oddaje właścicielowi – wyszczerzył się nieco sztucznie -mam przeczucie – podkreślił.
- Nie zgadzam się. Moją różdżkę posiadam przy sobie. Tamta jest… tamtego mnie. Zostawmy ją w spokoju.
- Proszę, zaufaj mi.
W Albusie toczyła się wyraźna walka. Zmarszczył czoło.
- Nie chce oglądać siebie. Nie powinno się oglądać samego siebie w podróży w przeszłość.
- No właśnie! W podróży w przeszłość – Harry nakierował palca na swoje usta – przeszłość, a jesteśmy w przyszłości. Nie mówię, że masz samemu sobie zabierać różdżkę. Ja to zrobię. Po prostu musisz ją mieć.
Nie miał ochoty na rozgrzebywanie grobowca Dumbledorea. Niemniej jednak, nie istniała inna opcja. O ile tutaj przełamie się, jak dostać się do Hogwartu?
- Nie, nie i nie… Nie chce.
- Po prostu…
- Nie! – chłopiec poczuł, że przekroczył granicę – wiesz, wcale nie jest kolorowo, gdy przenosisz się do czasów, gdzie jesteś martwy – warknął - owszem, wrócę do swoich czasów, lecz one już nie istnieją – Harry spojrzał się na towarzysza pytająco, nie rozumiał tego toku rozumowania – sam zacząłeś. Nie jesteśmy w przyszłości. Teraz to teraźniejszość – ton głosu przyjął znacznie przyjemniejszy niż chwilę temu – jak zniknę, to w rzeczywistości zniknę. Przeszłość już minęła, nie ma do niej powrotu. Za rok zniknę. Jestem przecież martwy.
Gryfon otworzył buzię, aby zaprzeczyć tej teorii, aczkolwiek zrezygnował. Ta logika była pokręcona, nie zgadzał się z nią. Nie chciał się z nią zgodzić. Jeśli Albus wierzył w taką wersję wydarzeń, nic dziwnego, że podchodził do tego z dystansem.
- Przepraszam. Ja nie chciałem…
Urazić cię? Poprowadzić rozmowę tak, że zabolało?
- Nic się nie dzieje – kasztanowłosy uśmiechnął się czule – czasami jestem impulsywny.
Albus Dumbledore także był. Dobrotliwy staruszek pozostawał niepozornym. Ujrzał to podczas wyprawy do Ministerstwa Magii na piątym roku.
- Wiem – zaśmiał się – połóżmy się. Spróbuję usnąć i przestać się wiercić.
Wiedział, że sen nie przyjdzie szybko. Niemniej zrozumiał, że nie powinien przekraczać pewnej graniczy przyzwoitości. Ciekawość go niemalże zżerała od środka, ale musiał ją zdusić. Nie chciał także, by jego towarzysz źle o nim pomyślał. Miał czystą kartę, po raz pierwszy. Hermiona, Weasleyowie, Remus, oni wszyscy niezaprzeczalnie byli jego przyjaciółmi, jednak znajomość rozwijała się w cieniu „chłopca, który przeżył". Dla Dumbledorea, był Harrym, któremu wyznaczono misję.
