Zastrzeżenie: Opowiadanie jest tłumaczeniem „Healing The Broken" autorstwa kizukatana, które istnieje w oryginale w serwisie (s/10718012/1/Healing-the-Broken). Wszelkie prawa autorskie należą do niej, oczywiście prócz tych do mangi „Naruto" Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Pewnie wielu z Was wątpiło, czy jeszcze coś się pojawi. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze wytrwał i komuś to jeszcze wynagrodzę. Chcę skończyć tłumaczenie tej historii. I innych.
Otóż żyję, a moje życie pogalopowało w zupełnie innym kierunku, niż dotychczas. Ale jest dobrze, od jakiegoś czasu i pierwszy raz chyba od zawsze… dobrze.
Przez pandemię i przymus siedzenia w domu - #zostańwdomu! – mogę nadrobić trochę zaległości. I to właśnie czynię, gdzieś pomiędzy uczelnianym e-learningiem a domowymi sprawami.
A teraz już nie przedłużam. Zapraszam do czytania!
monoraccoon – opowieść ta startuje po nieco innym wyniku starcia NarutoxSasuke, właśnie nie zostali kalekami, tylko to Naruto wygrał i ściągnął Uchihę do wioski, ot, takie małe odbiegnięcie od oryginalnej historii :) Jest to zawarte zarówno w streszczeniu historii, jak i gdzieś na początku historii. Co do języka, to też mi nie do końca pasuje, ale taki był pomysł autorki opowiadania a ja tylko staram się rzetelnie je przetłumaczyć.
maxiii, Anonim, mizuumichan, Elen12 – to między innymi dla Was, dziękuję!
Ostrzeżenie: boyxboy, Sasuke i Naruto usiłujący przedyskutować przeszłość, usiłujący ogarnąć własne emocje. Taa, nie radzą sobie z tym zbyt dobrze. ALE PRÓBUJĄ!
Rozdział 16: Głód, część II
Naruto oparł się o zlew, usiłując zamaskować każdą oznakę martwienia się na swojej twarzy, kiedy obserwował, jak ciało klęczącego przy toalecie Sasuke konwulsyjnie się spina. Żołądek czarnowłosego mężczyzny już dawno się opróżnił, ale jego organizm był najwyraźniej dalej święcie przekonany, że jest zupełnie na odwrót.
Gdy skończył, Uchiha drżąco westchnął i oparł się o wannę, zamykając oczy. Jinchuuriki szczerze nie wiedział, co należy zrobić czy w jaki sposób pomóc. Jego jedyne doświadczenia z chorobami dotyczyły dzieciństwa, okresu, w którym nie miał pojęcia o datach ważności czy o fakcie ograniczonej przydatności do spożycia zbyt długo pozostawionych na wierzchu pokarmów. Incydenty te jednak nie trwały długo, co najwyżej godzinę. Nikt nigdy mu nie pomagał, nie gotował czy wspierał. Żyjąc samotnie przez całe życie, musiał sam sobie radzić. Nie miał żadnego przykładu, w jaki sposób należy opiekować się kimś chorym, nie miał zielonego pojęcia, jak zapewnić mu komfort.
Spojrzał na Sasuke. Jego blada twarz była mokra od potu, a ciemne włosy przylepiały się do czoła. Syn Czwartego wyciągnął dłoń i niepewnie ściągnął je, odsuwając się w tej samej chwili, w której oczy użytkownika Sharingana otworzyły się i zaczęły intensywnie w niego wpatrywać. Niezręczna cisza jeszcze bardziej się wydłużyła. W końcu blondyn postanowił się odezwać:
- Czy… chcesz więcej wody? – zapytał, nie będąc pewien, co jeszcze mógł zrobić… na co jeszcze pozwoli mu Uchiha.
Czarnowłosy znów zamknął powieki, delikatnie potrząsając głową. Ściągnął przez głowę przepoconą koszulkę i rzucił ją pod drzwi. Oddychał bardzo płytko, a Naruto mógł dostrzec błyszczącą, pokrywającą całe jego ciało warstwę potu.
Uzumaki przestąpił z nogi na nogę, czując się bezużyteczny, zarabiając spojrzenie od siedzącego na podłodze mężczyzny.
- Nie musisz mnie niańczyć, dobe. Nie umrę. Moje ciało po prostu potrzebuje przyzwyczaić się do funkcjonowania bez opium. Najgorsza część powinna minąć w przeciągu kilku dni – głos młodszego brata Itachi'ego był oschły i zimny, tak jakby zdenerwowany obecnością towarzysza.
Niewzruszony jinchuuriki Kuramy przewrócił oczami.
- Możesz sobie być dupkiem. Nie zostawię cię samego.
Spojrzenie Sasuke lekko złagodniało, ale blondyn nie był w stanie nic odczytać z wyrazu jego twarzy.
- Czy to cię bawi? Oglądanie tego? – gorycz w głosie przyjaciela sprawiła, że coś go zakłuło. Rozumiał jego dumę i strach przed słabością. Uchiha miał więcej powodów do obydwu uczuć niż większość ludzi.
Ale to nie oznaczało, by pozwolił mu na odepchnięcie się.
- Taa, ponieważ obserwowanie, jak ktoś wymiotuje jest taaakie zabawne.
Spojrzenie kruczowłosego nie osłabło nawet na sekundę, ale Naruto mógł dostrzec, jak przez jego ciało znów zaczynają przechodzić dreszcze.
- Zawsze szukałeś sposobów, by mnie pokonać. To po prostu najłatwiejsze, co mogłeś znaleźć.
Mimo świadomości, że użytkownik Sharingana robił to celowo, młody Namikaze nie mógł nic poradzić na wywołany przez te słowa wybuch złości.
- Pierdol się, Sasuke. To ty zawsze musiałeś pokazać, że jesteś lepszy. Że nigdy nikogo nie potrzebowałeś. Jesteś po prostu wkurzony jak diabli, że spieprzyłeś sprawę i się uzależniłeś. Nie próbuj odbijać piłeczki.
Jinchuuriki Kuramy widział, jak mięśnie ramienia i brzucha Uchihy się zaciskają, aczkolwiek nie był pewien, czy miało to związek z fizycznym bólem organizmu będącego na głodzie, czy też złością na usłyszane słowa. Cokolwiek stanowiło przyczynę, zimne spojrzenie onyksowych tęczówek ani na moment nie osłabło.
- Nie potrzebuję cię – ton głosu brata Itachi'ego był monotonny i pozbawiony wahania.
Naruto zignorował falę bólu, którą pozostawiły za sobą te słowa. Nawet nie umywały się do najokrutniejszych rzeczy, które powiedział mu Sasuke. Nie pozwoli, by go to rozproszyło. Instynktownie wiedział, że znajdował się w krytycznym momencie – chwili, która determinowała, czy jego przyjaciel przez to przejdzie. Nie miał pojęcia, co należy robić, ale wiedział, czego nie robić. Nie zamierzał się poddawać. Nie porzuci swojego przyjaciela – bez względu na to, jak wielkim był właśnie dupkiem. Ponieważ istniały też inne chwile…
- Możesz próbować ile chcesz, Sasuke, ale nie zamierzam odejść. Skoro jesteś takim geniuszem, już dawno powinieneś załapać, że nie pójdzie ci ze mną tak łatwo. Sam Kami wie, że próbowałeś już dosłownie wszystkiego.
Czarnowłosy przez moment nie spuszczał z niego wzroku, po czym odwrócił głowę na bok, pozwalając sobie na zamknięcie powiek. Mięśnie w jego ciele lekko się rozluźniły, a Uzumaki zaczął się zastanawiać, czy to jego wyobraźnia, czy też w czarnych oczach mignęło uczucie ulgi.
- To twój czas. Jeżeli tak bardzo chcesz, możesz go sobie marnować.
Blondyn się zaśmiał.
- Kami. Jesteś niewiarygodnym draniem – spojrzał na leżącego na łazienkowych kafelkach, opartego o wannę przyjaciela. Przynajmniej Uchiha znów nie wymiotował. – Myślisz, że dałbyś radę cokolwiek zjeść?
Wzrok, którym zmierzył go Sasuke, niósł ze sobą definitywne „nie".
Podniósł z podłogi zabrudzoną koszulkę. Zmarszczył czoło, kiedy zauważył, że jego towarzysz dalej się trzęsie.
- Pozwól mi przynajmniej przynieść coś czystego do założenia.
- Tylko znowu się pobrudzi.
- To wtedy zwyczajnie to wypiorę, dupku – przyszły Hokage wyszedł spokojnym krokiem z łazienki, wrzucając pogniecione ubranie do pralki, wiedząc, że przed końcem dnia urządzenie to jeszcze bardziej się zapełni, po czym udał się do pokoju Sasuke po coś czystego na zmianę. Widok łóżka przypomniał mu o znalezisku Kage Bunshina w czasie przeszukiwania domu. Miał nadzieję, że odnalazł wszystko, że kruczowłosy mężczyzna nie posiadał już ukrytych zapasów. Trudniej byłoby wznowić poszukiwania w jego obecności.
Naruto, tym razem z czystą koszulką, kierował się z powrotem do łazienki, kiedy nagle, przy frontowych drzwiach, poczuł delikatną obecność innej chakry. Była znajoma, godna zaufania. W mgnieniu oka znalazł się na miejscu, pragnąc dowiedzieć się, czego chciała od niego Hokage, jednocześnie mając nadzieję, że nie przybyła zobaczyć się z Sasuke.
Uchiha najwyraźniej się nie zorientował. Dochodzące z łazienki dźwięki towarzyszące odruchowi wymiotnemu tłumaczyły, dlaczego. Kolejny dowód – o ile w ogóle takowy był potrzebny – na to, że shinobi nie powinni bawić się w narkotyki. Gdyby obecność okazała się wrogiem, użytkownik Sharingana byłby martwy na długo przed zorientowaniem się, kto do niego podszedł.
Namikaze otworzył drzwi, po czym poczuł zaskoczenie na widok torby wypełnionej warzywami oraz listem. Sygnatura chakry Tsunade rozpłynęła się w powietrzu, a blondyn zdał sobie sprawę, że kobieta ukryła ją na tyle, by tylko on był w stanie ją wyczuć i za nią podążyć, a ona sama zaś prawdopodobnie już dawno zmierzała, niezauważona, z powrotem do wieży Hokage.
Zaciekawiony, otworzył torbę, by odnaleźć w niej bogactwo warzyw, trochę świeżego imbiru, pomarańcze oraz dwie fiolki z czymś, co wyglądało na pewien rodzaj lekarstwa. Otworzył list, powoli zdając sobie sprawę, że kage w jakiś sposób musiała być świadoma tego, co właśnie działo się z Sasuke i wyczmychnęła się z biura, by pomóc tak, by nikt tego nie dostrzegł. Zastanawiał się, czy ochrzani shinobi, którzy powinni byli ją ochraniać. Poczuł się nieswojo na myśl, że prawdopodobnie ANBU widzieli, jak Uchiha zażywa narkotyki. Ostatnią rzeczą, której potrzebował zbiegły ninja był kolejny powód, by ludzie uważali go za niegodnego zaufania.
Gdy zaczął czytać, ogarnęło go poczucie ulgi.
Gaki,
Nie możesz myśleć, że nie zauważyłam. Podczas gdy szanuję twoją lojalność do byłego członka drużyny, oczekuję, byś mówił mi o takich rzeczach. Nie poinformowałam nawet Kakashi'ego. Czekam na codzienny raport na temat jego kondycji, kiedy przyjdziesz na sprawdzenie stanu twojej ręki.
Poza faktem, że Sasuke, który stracił nad sobą kontrolę mógłby być bardzo niebezpieczny, nic nie wiesz na temat tego, jak pomóc mu przez to przejść. Czekają go dwa etapy zespołu abstynencyjnego. Pierwszy to głód fizyczny, podczas którego jego ciało przystosuje się do braku środka, od którego się uzależniło. Pierwsze dwie doby będą najgorsze – z bólem, wymiotami, dreszczami i brakiem snu. Największe ryzyko stanowi odwodnienie. Uchiha prawdopodobnie nie będzie w stanie przyjmować stałych posiłków, możesz za to spróbować z czystym rosołem oraz rozcieńczonymi sokami. Torba zawiera przepisy oraz niezbędne do tego składniki. Jeżeli chłopak nie będzie w stanie utrzymać w sobie nawet wody, dorzuciłam też lek, który złagodzi nudności.
Kolejnym etapem zespołu abstynencyjnego jest psychiczna część uzależnienia… żądza tego, czego w pierwszej kolejności szukał, gdy po raz pierwszy sięgał po narkotyk. W zależności od tego, jak długo i jak wiele brał, może to trwać latami. Jeżeli nie był zbyt długi czas pod wpływem, wtedy być może poradzi sobie z tym dość szybko. W którymś momencie – o ile już tego nie zrobił - będzie skłonny spróbować znów po to sięgnąć. Najlepszym sposobem będzie odwracanie jego uwagi. Daj mu coś, czym mógłby się zająć. Rozmawiaj z nim. Podaruj coś do czytania. Cokolwiek, by oddalić jego umysł od myśli o narkotyku. Jeżeli nie będzie absolutnie innego wyjścia, do pozostałych rzeczy dołożyłam też małą ilość leku, który pomoże mu się zrelaksować. Uważaj jednak – on też może uzależniać, więc użyj go tylko w ramach ostatniej deski ratunku.
Jak tylko nie będzie już fizycznie chory, możesz zabrać go na sparing na polach treningowych. Będzie musiał odnaleźć sposób na uwolnienie się od stresu związanego z przełamaniem psychicznego uzależnienia, dlatego sparing – w mojej opinii – będzie strzałem w dziesiątkę.
Jeżeli mu się pogorszy albo jeżeli nie będziesz w stanie przekonać go do skończenia z nałogiem, stanie się zbyt dużym zagrożeniem. Prawdopodobnie już sam o tym wie. Zrób, co tylko potrafisz, ale – na samym końcu – to od niego samego będzie zależało, czy wydostanie się z dołka, który sam sobie wykopał.
Naruto przed dłuższą chwilę wpatrywał się w papier. Był zaskoczony, że Piąta pozwoliła, by Sasuke pozostał pod jego pieczą… i że jej ton wydawał się taki… pełen zrozumienia.
Zamierzała, z minimalną interwencją, pozwolić im samodzielnie poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Zamierzała dać ostatniemu żyjącemu członkowi klanu Uchiha szansę. Ogarnęło go poczucie ulgi. Bardziej niż cokolwiek chciał, by kruczowłosy otrzymał szansę na ponowne życie.
Odłożył list na blat. Sasuke mógł go przeczytać, jeżeli tylko chciał… jinchuuriki nie zamierzał niczego przed nim ukrywać. Przypominając sobie o czystej koszulce, którą trzymał w ręce, udał się do łazienki, przy okazji pozostawiając klona, by ten przekopał się przez przepisy oraz warzywa oraz - miał nadzieję – wyczarował coś, co jego przyjaciel będzie w stanie przełknąć.
Zatrzymał się w drzwiach. Użytkownik Sharingana znajdował się mniej więcej w tej samej pozycji, w której go zostawił, lecz wyglądał trochę bardziej blado i jeszcze bardziej się trząsł.
- Proszę. Załóż to – rzekł blondyn, podrzucając mężczyźnie czyste ubranie.
Sasuke z łatwością je złapał. Po krótkiej chwili wpatrywania się westchnął i wsunął je na siebie, po czym rozpiął do połowy, ujawniając umięśnione ręce oraz błyszczącą od potu klatkę piersiową.
- Czy chcesz położyć się w łóżku?
- Nie teraz – twarz Uchihy emanowała zmęczeniem.
Syn Czwartego zbliżył się, po czym usiadł tuż obok niego na podłodze. Ich nogi ledwo co siebie muskały.
- Jestem brudny – rzekł brat Itachi'ego. Po jego facjacie przemknęło lekkie zażenowanie, kiedy lekko odwrócił głowę.
- W takim razie spróbuję cię nie polizać – zażartował Naruto, usiłując zachować poważny wyraz twarzy. Sposób, w jaki oczy jego towarzysza szeroko się otworzyły prawie wywołał u niego napad śmiechu. Po krótkiej chwili na ustach czarnowłosego wykwitł niewielki uśmiech.
- Hn. Idiota – ciało mężczyzny wydawało się lekko zrelaksować. Mimo że nie opierał się o Uzumaki'ego, w jakiś sposób ten miał wrażenie, że jego ciało nie uciekało już tak bardzo od kontaktu jak wcześniej.
Jinchuuriki Kuramy przyjął bardziej komfortową pozycję na twardych kafelkach.
- Robię ci trochę rosołu. Straciłeś mnóstwo płynów, a przecież nie możemy dopuścić, żebyś się odwodnił.
Sasuke tylko spojrzał na niego.
- Mówiłeś, że zajmie to około dwie lub trzy doby, prawda? Zanim to minie? Więc będziesz musiał cokolwiek w sobie utrzymać. Albo przynajmniej spróbować – przyszły kage kontynuował, nie będąc pewien, czy jego towarzysz zamierzał przyjąć, czy odrzucić jego pomoc.
Uchiha znów spuścił wzrok.
- Wiem – szepnął. – Nie musisz zostawać i być moim kucharzem.
W jego głosie nie było ani krzty jadu… tak jakby tylko próbował stwierdzić prosty fakt. Fakt, że Sasuke był równie nieprzyzwyczajony do czyjejkolwiek opieki co Naruto uderzył blondyna. Emocjonalna bezbronność, z którą żaden z nich nie potrafił sobie poradzić z jakąkolwiek gracją. Ich grube, samoobronne mury miały lata na obudowanie się i stwardnienie.
- Tak jak sam mówiłeś… to mój czas. Mogę go marnować jak tylko mi się podoba.
- Tch – kruczowłosy zamknął powieki, opierając głowę o rant wanny. Wokół jego ust można było jednak dostrzec coś, co prawie mogłoby być niewielkim uśmiechem.
- Jak się czujesz?
- Jak gówno.
- Jak szczegółowo – odparł krzywo młody Namikaze.
Mężczyzna westchnął, z rezygnacją spoglądając na następcę Tsunade.
- Mam skurcze mięśni, dreszcze, jest mi niedobrze, a głowa boli jakby miała za chwilę eksplodować.
Naruto pozwolił, by jego noga lekko oparła się o przyjaciela, kiedy zwrócił się do niego, wsuwając palce w miękkie, czarne włosy u nasady szyi. Powoli pokierował je ku górze, delikatnie wykonując masaż. Było to coś, co sam sobie robił, kiedy był spięty i zawsze sprawiało, że czuł się lepiej.
Ciało użytkownika Sharingana w mgnieniu oka stało się sztywne, a przez umysł jinchuuriki'ego przemknęła myśl, że ten zaraz go odepchnie. Ale wtedy onyksowe tęczówki znów zniknęły pod powiekami, a blady shinobi poddał się dotykowi, relaksując. Siedzieli razem w ciszy, a palce przyszłego kage kontynuowały swoje silne, kojące ruchy.
Po kilku minutach pojawił się jego klon oznajmiając, że ryż oraz rosół są już gotowe.
- Żaden ryż – wyszeptał ostatni ze swojego klanu, a jego twarz zbladła na samą myśl o stałym jedzeniu.
- W takim razie chociaż trochę rosołu – Namikaze nacisnął, zastanawiając się przy okazji, czy powinien zanieść przyjaciela. Musiał to sobie pokazać, ponieważ ten zmierzył go wzrokiem obiecującym pozbawienie kończyn, jeżeli faktycznie tego spróbuje.
Zamiast tego ninja wstał i wyciągnął do niego dłoń. Uchiha spojrzał na nią, przez chwilę się wahając.
- Och, do jasnej cholery, po prostu weź ją złap. To ani trochę nie umniejsza cię w roli shinobi. A i obiecuję, że pieczęć Danzou nie jest zaraźliwa. Nie może przenieść się przez kontakt – blondyn przewrócił oczami, dodając do wypowiedzi odpowiednie szyderstwo, by wyrazić się jasno, że będzie uważał Sasuke za tchórza, jeżeli ten nie skorzysta z pomocy.
Użytkownik Sharingana przewrócił oczami na ten oczywisty fortel, po czym złapał towarzysza za nadgarstek i stanął na równe nogi.
- Lepiej żeby tak było, biorąc pod uwagę, co jeszcze nią dotykałeś.
Naruto zachłysnął się, znów zszokowany możliwością rzucenia przez kruczowłosego sprośnego żartu… po czym się zaśmiał.
- Taa… z jakiegoś powodu nie sądzę, że jedyne, o czym marzysz, to prowadzenie prac badawczych na twoim członku przez Tsunade oraz Saia.
Sasuke parsknął. Skierowali kroki do kuchni, gdzie czekał na nich talerz gorącego rosołu oraz ryżu.
Kiedy usiedli przy stole, Sasuke sceptycznie zmierzył jedzenie wzrokiem, po czym jednak wziął łyżkę do dłoni i przełknął porcję. Wydawał się zaskoczony, kiedy jego żołądek najwyraźniej ją przyjął, zaś Naruto zaczął się zastanawiać, czy zdziwienie to związane było z jego gotowaniem, czy też reakcją organizmu.
- To jest… dobre. Imbir? – zapytał czarnowłosy.
- I pomidory oraz garść warzyw, które odcedziłem – odparł wyglądający na absurdalnie zadowolonego z komplementu klon. Uzumaki posłał mu spojrzenie, na które ten tylko uniósł w górę kciuk i zniknął w kłębie dymu.
Wzrok Uchihy zatrzymał się na nieznajomej mu, położonej na blacie torbie z zakupami.
- Kiedy poszedłeś do sklepu?
- Nie poszedłem – rzekł blondyn, po czym wstał i wziął do ręki notatkę, którą pozostawiła po sobie Tsunade i wręczył ją przyjacielowi. Zdecydował, że nie było żadnego sensu, by ją przed nim ukrywać. Starszy chłopak przeleciał po niej wzrokiem. Jego twarz nie ujawniała emocji.
- Ona wie – stwierdził fakt. – Dlaczego nie kazała ANBU mnie aresztować?
Słowa te zostały wypowiedziane bez żadnego wyrazu, tak jakby użytkownik Sharingana nie dbał o to, co z nim mogłoby się stać… lub zwyczajnie nie potrafił rozgryźć czegoś, co uznawał za logiczną niespójność.
- Po pierwsze zwyczajnie wątpię, że byłbyś jedynym członkiem ANBU, który bierze. I szczerze sądzę… że chce ci dać szansę.
Kruczowłosy parsknął, nie będąc gotów na akceptację czegoś tak… ludzkiego od przywódczyni wioski, którą niegdyś zamierzał unicestwić.
- I dlaczego miałaby to zrobić? Ledwo co pozwoliła mi pozostać w Konosze. Gdyby nie ty, byłbym już dawno martwy albo gnił w więzieniu.
Jinchuuriki Dziewięcioogoniastego zadecydował, że nie będzie wypowiadał się za Piątą. On także nie był pewien, czy dobrze rozumiał jej motywację, za to co do jednego nie miał wątpliwości.
- Sądzę, że jasno wyraziła się, że w dalszym ciągu chce cię w ANBU.
Stwierdzenie zawisło w powietrzu. Sasuke dobrze wiedział, co miał na myśli jego towarzysz… co insynuował. Gdyby Sasuke dołączył do elitarnych shinobi, dowiedziałby się, co zrobił Danzou. Dowiedziałby się, kto jeszcze był w to zamieszany.
Będzie mógł pracować z Naruto.
Ale musiał być najpierw czysty.
- Gdyby chciała cię aresztować, dałeś jej już wystarczające pole do popisu. Jedynym powodem trzymania tego w tajemnicy jest jej chęć, byś powrócił do czynnej służby tak szybko, jak to tylko możliwe.
Uchiha bawił się swoim rosołem. Burczało mu w brzuchu. Czy mógł to zrobić? Czy tego chciał? Tak długo nienawidził tej wioski, że nie był pewien, czy chciałby ponownie jej służyć.
Podniósł wzrok, by odnaleźć wpatrzone w niego lazurowe tęczówki.
- Co jeszcze tam było? – zapytał przyszłego kage.
- Od Tsunade? Przysłała trochę warzyw i…
- Nie. W kryjówce Danzou. Powiedziałeś mi o listach od Itachi'ego i podpisanym przez radę rozkazie. Co jeszcze znalazłeś?
Młody Namikaze poczuł się uwięziony pod wzrokiem przyjaciela.
- Sasuke… już ci powiedziałem znacznie więcej, niż powinienem.
Uchiha dostrzegł w złości, że jego dzierżąca łyżkę dłoń się trzęsie, więc odłożył sztuciec i położył ręce płasko na stole.
- Co jeszcze, Naruto? Tsunade zasadniczo powiedziała mi, że jeżeli skończę z tym i będę czysty oraz zgłoszę się, by dołączyć do ANBU i tak mnie w to wrzuci. Muszę wiedzieć, czy to warte.
Mężczyzna poczuł zdziwienie na widok złości, która mignęła w oczach Uzumaki'ego.
- Powinieneś się oczyścić, ponieważ w przeciwnym razie wylądujesz martwy bądź w więzieniu. Kto, do kurwy nędzy, dba w tej chwili o cokolwiek innego? Jeżeli rzucisz to tylko po to, by pomóc w tej jednej misji, to wtedy co się stanie, gdy ona się zakończy? Kiedy ci wystarczy, Sasuke?
Blondwłosy shinobi odepchnął się od stołu i już miał wstać, kiedy dłoń Uchihy wystrzeliła i złapała go za nadgarstek.
- Kończę z narkotykami, ponieważ nie chcę, by mnie kontrolowały. To, o co pytam, to fakt, czy to, co odnalazłeś w kryjówce Danzou jest wystarczająco dobrym powodem, bym dołączył do ANBU i służył wiosce, która zniszczyła moje pierdolone życie. A także twoje.
Ich spojrzenia się złączyły, a Naruto poczuł to samo przyciąganie, które zawsze tam było, gdy spoglądał w onyksowe oczy Uchihy. Tyle siły. Tak wiele bólu… jak mógłby nie kochać tego mężczyzny?
- Sasuke… - znów nie miał pojęcia, co powiedzieć. Nie mógł nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Nie tak do końca. – Wioska mnie teraz akceptuje.
Ostatni ze swojego klanu posłał mu wzrok, który dokładnie wyrażał to, co o tym sądził.
- Powinni zrobić więcej, zamiast tylko cię akceptować. Powinni żebrać na kolanach o twoje wybaczenie. Pain starł Konohę z powierzchni ziemi, a ty byłeś jedyną osobą, która mogła mu stawić czoła. Co dokładnie zrobiłeś, pomimo gówna, przez które przez nich przeszedłeś. Fakt, że teraz cię „akceptują" tylko pokazuje, jak szybko byli skłonni do zmiany myślenia – tak długo, jak długo im się to opłacało. Klan Uchiha miał być dumą Liścia, ale prędko zadecydowali o wyrżnięciu nas, kiedy ktoś palnął, że stanowimy dla nich zagrożenie. Wierzyli, że jesteś tylko demonem, który pragnie zniszczyć wioskę, ale szybko o tym zapomnieli i o całych tych bezeceństwach, kiedy tylko cię potrzebowali. Jak możesz tu mieszkać? Jak możesz to znosić?
Ostatnie pytania zostały wyrwane z młodszego brata Itachi'ego, tak jakby zastanawiał się nad tym już od dłuższego czasu.
Naruto ich nie zbył. Za bardzo szanował przyjaciela, by to zrobić. Przez chwilę je przemyślał, usiłując odpowiedzieć tak szczerze, jak tylko potrafił.
- Zgaduję… częściowo dlatego, że to dom… na dobre i na złe – tu zignorował kpiarskie parsknięcie z drugiego końca stołu – i zgaduję, że chcę go zmienić… chcę, by wioska była lepsza, a nie ją niszczyć. Tu nie ma tylko złych ludzi, Sasuke. Są też dobrzy.
Oczekiwał, że jego towarzysz wyśmieje właśnie zaprezentowaną naiwność. Ale zamiast tego znów znalazł się pod ciemną analizą.
- Mówiłeś już to wcześniej – rzekł kruczowłosy niskim głosem. – Oraz że zamierzasz użyć rzeczy, które odnalazłeś u Danzou.
Zatoczyli koło. Nosiciel Kyuubi'ego zaczął rozważać, ile wyjawić swojemu przyjacielowi. Wiele z tego, co zostało znalezione w legowisku Shimury wchodziło w ciemną stronę polityki nie tylko Kraju Ognia, ale też innych nacji. Po wojnie Sasuke nie zadeklarował swojej przynależności do Konohy czy jakiejkolwiek innej frakcji. Gdyby ludzie dowiedzieli się o wiedzy, w której posiadanie wszedł Uchiha, z pewnością naraziłoby to go na niebezpieczeństwo. Informacje te mogły zostać też użyte jako broń, gdyby ninja stwierdził, że zmęczył się już graniem tego miłego.
Ale Tsunade otworzyła już te drzwi. I skoro ona miała zamiar dać Sasuke szansę, to w takim razie syn Yondaime też.
- Rada miała całą sieć swoich popleczników, włącznie z wysoko postawionymi cywilami czy nawet ludźmi spoza Kraju Ognia. Były tam dokumenty z wypisanymi nazwiskami… i pokazywały też, w jakim celu rada używała ANBU… do rzeczy, które znacznie wykraczały poza uprawnienia wynikające z ich poselskich mandatów.
- Zwój, który ci to zrobił, był jednym z tych dokumentów – Sasuke wskazał kiwnięciem głowy na rękę blondyna.
- Tak.
Blady mężczyzna zmienił pozycję, kiedy skurczyły się mięśnie w jego nogach. Czuł, jak krople potu spływają po jego skórze. Przez krótką chwilę pomyślał, jak łatwo mógłby sprawić, by to wszystko odeszło… by minęły objawy chorobowe. Odepchnął kuszące wizje, zamiast tego skupiając się na słowach Naruto. Nie będzie słaby. Nie ulegnie pokusie.
- Ale jest tego znacznie więcej – bardziej stwierdził, niż zadał pytanie.
- Tak – przyszły kage się zawahał. – Ale to nie na temat Uchiha. Danzou był zamieszany w wiele spraw. Wioska rzekomo miała bronić Kraju Ognia, miała radzić sobie z kryminalistami… nieraz postąpiono wbrew temu. Twój klan nie był jedynym, którego wyeliminowali. Niektóre z powodu jeszcze bardziej błahych powodów.
Uchiha zamknął oko.
- I to nie moja sprawa, racja? Ponieważ nie jestem już shinobi, tylko… cywilem o wątpliwej lojalności.
Uzumaki zmierzył go wzrokiem.
- Nawet kapitan należący do broniącej Tsunade jednostki ANBU nie ma zielonego pojęcia, co znajduje się w tych dokumentach, Sasuke. Nikt cię nie wyklucza.
- Ale ty wiesz. Wiesz, co zrobili.
- Tak. Wiem. I dlatego nie pozwolę na ponowne utworzenie Rady. I dlatego wiem, że muszę oglądać się za siebie. Nie spodoba im się wizja mnie zmieniającego system.
Sposób, w jaki syn Czwartego wypowiedział ostatnie słowa sprawił, że Uchihę aż zmroziło. Jeżeli ci ludzie byli siłą stojącą za Radą i jeżeli właśnie oni postanowiliby ścigać Naruto…
Sasuke wyglądał, jakby miał coś powiedzieć, ale zamiast tego nagle wstał i wrócił z powrotem do łazienki. Jinchuuriki westchnął, kiedy zdał sobie sprawę, że cały ten wysiłek utrzymania płynów w organizmie jego przyjaciela właśnie poszedł na marne.
Naruto wszedł do łazienki wraz z butelką lekarstwa, które podarowała mu Tsunade.
- Proszę. Weź tego trochę – podał Sasuke medykament oraz łyżkę. – Ma to pomóc na nudności.
Mężczyzna uważnie przeczytał ulotkę, po czym ostrożnie powąchał zawartość.
- Gdyby chciała cię otruć, nie zrobiłaby tego prosto przede mną – rzekł z lekką złością blondyn.
- Hn – użytkownik nalał na łyżkę porcję brązowej cieczy, po czym ją przełknął. Uzumaki obserwował, jak blade gardło pracuje konwulsyjnie, by przez choć chwilę utrzymać lekarstwo. Bez większego myślenia znów zaczął masować szyję towarzysza. Pragnął tego samego.
Siedzieli razem na brzegu wanny, czekając, czy będą musieli poczynić drugą próbę.
- Jak się czujesz? – zapytał nosiciel Kyuubi'ego po kilku minutach, w dalszym ciągu zszokowany myślą, że Uchiha pozwalał mu na taką bliskość.
Kruczowłosy posłał mu mało entuzjastyczne spojrzenie, po czym wzruszył ramionami ze zmęczeniem.
- Może lepiej?
- Może weźmiesz prysznic? W tym czasie posprzątam kuchnię. Kiedy skończysz, możesz spróbować jeszcze coś zjeść. Potem odpocznij.
Sasuke nie spróbował nawet powiedzieć przyjacielowi, że nie będzie w stanie pójść spać. Nie miało to żadnego znaczenia. Jego ciało było wykończone. Ledwo sobie z sobą radził. Ale nawet jeżeli nie mógł zasnąć, w dalszym ciągu dobrze będzie znaleźć się gdzie indziej niż na łazienkowej podłodze.
Naruto włączył prysznic, a następnie wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Użytkownik Sharingana powoli rozebrał się z przepoconych ubrań i wszedł do kabiny. Gorąca woda przyjemnie spływała po jego ciele, aczkolwiek para sprawiała, że lekko kręciło mu się w głowie. Obniżył trochę temperaturę. Nudności nie ustąpiły tak do końca, ale tak czy siak czuł się odrobinę lepiej. Dobrze było się umyć. Uzumaki zjawił się z partią czystych ubrań i równie szybko zniknął z tymi do prania. Sasuke poczuł się dziwnie zawiedziony, ale pospiesznie to od siebie oddalił. Właśnie spędził wieczór opróżniając wnętrzności prosto przed blondynem… był całkiem pewien, że seks był ostatnią rzeczą na liście czynności w umyśle jego przyjaciela. Rozumiał to. Sam sobą też by nie był zainteresowany.
Dziwnym było mieć kogoś, kto się tak nim zajmuje. Przez większość swojego życia był sam lub w towarzystwie osób, o których wiedział, że nie można było im ufać. Nauczył się na nikim nie polegać, nie spuszczać gardy… a zwłaszcza, kiedy był osłabiony z powodu choroby czy ran. Racjonalnie – tak sam sobie powiedział – powinien odczuwać przerażenie na samą myśl o przebywaniu w takiej kondycji w pobliżu mężczyzny, którego już tyle razy usiłował zabić. Albo przynajmniej być bardzo ostrożny.
Ale, lekko zaskoczony, zdał sobie sprawę, że wcale tak się nie czuł. W obecności Naruto nie widział zagrożenia, zamiast tego… komfort. W umyśle czarnowłosego nie istniał nawet cień wątpliwości, że nie tylko syn Yondaime by go nie skrzywdził, ale też by bronił do ostatniej kropli krwi, gdyby próbował zrobić to ktoś inny. Było to dziwne poczucie bezpieczeństwa, poczucie, którego nie zaznał od… od Itachi'ego. Zanim Rada wykonała rozkaz, który zniszczył wszystko.
Zamknął oczy, walcząc z uczuciem, o którym sobie przypomniał, zwalczając wspomnienia czasów, kiedy jego starszy brat zajmował się nim podczas wieczornej nieobecności rodziców. Wspomnienia absolutnej wiary i zaufania, którym darzył Itachi'ego.
Te uczucia go przerażały. Gdyby Naruto go zdradził… albo został zabity…
Nie potrafił nawet dokończyć myśli. Całe jego ciało znów zaczęło się trząść, ale tym razem nie był pewien, czy tylko od objawów odstawiennych.
Sasuke zjawił się kuchni, gdzie zastał jedzącego ryż z jakiegoś rodzaju kurczakiem Naruto. Przez krótką chwilę zastanowił się nad zjedzeniem czegokolwiek stałego, lecz już na sam widok podjął decyzję o rosole. Nie zajął sobie głowy podgrzewaniem… chłodne wejdzie równie dobrze jak ciepłe.
Lekarstwo, które podarowała mu Tsunade najwyraźniej działało, ponieważ zdołał pochłonąć zarówno całą miskę zupy, jak i popić nią szklanką wody.
Nie pomogło jednak z uczuciem niepokoju czy bólem całego ciała. Przynajmniej jednak nie wyląduje w szpitalu z odwodnienia. Poza tym najważniejszym było teraz trzymanie się z dala od celownika. Tylko Naruto oraz Piąta wiedzieli, co się dzieje. I jeżeli uda mu się przetrwać kolejne trzydzieści sześć godzin, liczba wtajemniczonych się nie zmieni.
Naruto obserwował, jak mięśnie Uchihy zaciskają się, obserwował zdeterminowany wyraz jego twarzy, w czasie gdy ten zmuszał swoje ciało do przyswojenia większej ilości płynów. Bolało go to. Ile jeszcze będzie musiał przejść, zanim minie fizyczna część? Młody Namikaze wzdrygnął się na samą myśl o kolejnych dwóch dobach. Ale przynajmniej kruczowłosy był w stanie coś zjeść. Podziękował w duchu Tsunade.
Sasuke wstał, by umyć naczynia, osuszyć je i odłożyć na miejsce. Jinchuuriki skończył jeść i zrobił to samo, będąc świadom podążających za jego ruchem, oceniających go ciemnych tęczówek.
- Co? – w końcu zapytał, nie będąc pewien, co o tym myśleć.
- Dlaczego to robisz?
- Tch. Głupi drań. Jesteś moim przyjacielem. Dlaczego nie chciałbym ci pomóc?
Mężczyzna zmierzył go sceptycznym wzrokiem.
- Zawsze to mówisz. Że to dlatego, że jestem twoim przyjacielem.
Blondyn przestąpił z nogi na nogę, nagle czując się tak, jakby znalazł się na nierównym gruncie. Gruncie bez widocznych dróg ucieczki.
- Więc? To prawda.
Młodszy brat Itachi'ego oparł się o położony przy zlewie blat.
- Nigdy nie widziałem, byś posuwał się tak daleko dla wszystkich, których nazywasz swoimi „przyjaciółmi".
Naruto przełknął ślinę. Poczuł się niepewny. Nie sądził, by jego rozmówca dobrze poradził sobie ze świadomością pełnej skali uczuć, jakich do niego żywił. Już teraz miał wrażenie, że ledwo był w stanie utrzymać go tak blisko. Nieważne jednak, co tak naprawdę czuł do Sasuke. Nie było kłamstwem stwierdzenie, że była to silna więź przyjaźni. Starszy z nich w przeszłości nigdy nie akceptował uczuć innych ludzi względem niego. Uzumaki nie mógł sobie teraz pozwolić na to, by uciekł.
- Pomagam wszystkim moim przyjaciołom. Oddałbym życie za każdego z nich – nacisnął. – Był też czas, kiedy i ty zaryzykowałeś dla mnie swoim życiem. I dla Sakury. I dla Kakashi'ego. Więc nie patrz tak na mnie. Poza tym… byłeś moim pierwszym przyjacielem. Więc… zgaduję, że… znaczysz dla mnie… więcej.
Uchiha uniósł brew, ignorując skurcze mięśni nóg, wywołane tak długim staniem. Panika, którą poczuł już wcześniej, nie rozpłynęła się. Naruto sprawiał, że czuł rzeczy, na które nie był jeszcze gotowy… których nie chciał czuć.
- Wtedy byłem jeszcze naiwnym dzieciakiem. Wydoroślałem.
Przyszły kage parsknął, ale nie miał pojęcia, w jaki sposób mógłby na to odpowiedzieć. Czy Sasuke postawiłby na szali własne życie, by ocalić Drużynę Taka w taki sam sposób, w jaki chciał to zrobić dla Drużyny Siódmej? Naruto nie wiedział… i, prawdę mówiąc, nie wiedział, czy chciałby usłyszeć „tak", czy „nie".
Użytkownik Sharingana nie wyglądał na zadowolonego z braku odpowiedzi.
- Mówisz, że czujesz do mnie więcej, ponieważ byłem twoim pierwszym przyjacielem, zatem to sprawa… długości relacji? Byłem najdłużej twoim przyjacielem, zyskuję więc z tego więcej… profitów? To kto jest następny w kolejce? Czy istnieje jakiś system, który to szufladkuje?
Jinchuuriki Kuramy zmierzył go wzrokiem, nie będąc pewien, czy Sasuke miał na myśli profity jako profity, czy po prostu generalizował.
- Czy właśnie próbujesz być dupkiem?
Kruczowłosy wzruszył ramionami, nie wiedząc, czemu coraz bardziej go to złościło. Dlaczego chciał, by Naruto był na niego zły. Obrócił się na pięcie i zaczął kierować kroki do sypialni.
- Idę się położyć – wiedział, że nie zaśnie, ale jego ciało bolało i zamierzał dać mu trochę odpocząć.
Syn Czwartego pozwolił mu na to, nie mając zielonego pojęcia, co jeszcze by mógł powiedzieć, by jeszcze bardziej tego nie zepsuć. Wiedział, że Uchiha usiłował go od siebie odepchnąć. Nie był pewien tylko, czy to z zażenowania, że dał się zobaczyć w takim stanie, czy chciał wyrzucić go z domu, by znowu coś wziąć. Albo z jakiejś innej przyczyny, w której nawet on sam nie potrafił się połapać. Nie miało to znaczenia. Naruto nie zamierzał mu na to pozwolić.
Nie przyznałby nawet sam sobie, tak do końca, że w żadnych okolicznościach zwyczajnie nie potrafiłby odejść od Sasuke. Nie chciał nawet o tym myśleć. Nigdy.
Sasuke zawsze wydawał się próbować sforsować, dlaczego Uzumaki ścigał go za każdym razem, kiedy się spotkali. I zawsze wydawał się sceptyczny na jego odpowiedź na temat przyjaźni. Zastanawiał się, w jaki sposób jego przyjaciel mógłby zareagować, gdyby dowiedział się, co tak naprawdę czuł. Złość? Obrzydzenie? Rozbawienie?
Westchnął. Dlaczego nie mógł pokochać kogoś prostszego, kogoś takiego jak Hinata?
Ale nie mógł. Próbował. Po tym, jak rzuciła się dla niego przed Paina i prawie dla niego zginęła. Kami, on próbował ją pokochać.
Sasuke też dla niego prawie umarł. Ale, na samym końcu, to nie o to chodziło. Nie można zakochać się w kimś z poczucia winy czy oddania długu czy nawet dlatego, że byłoby to łatwiejsze czy miałoby większy sens.
To po prostu w ten sposób nie działało. Niewielki uśmiech wykwitł na ustach następcy Piątej, gdy pomyślał o odpoczywającym w pokoju obok ciemnowłosym chłopaku. Nieważne, jakie pozory usiłował stwarzać użytkownik Sharingana, tak naprawdę tym razem za mocno nie próbował wyrzucić stąd Uzumaki'ego. Biorąc pod uwagę poprzednie próby, takie jak Chidori przez jego klatkę piersiową i katanę prawie w plecach, kilka stukniętych słów było miernym wysiłkiem.
Sasuke leżał na boku na swoim łóżku, walcząc z potrzebą zwinięcia się w kłębek. Czuł się potwornie. Nie tylko doskwierał mu fizyczny ból - jego umysł był jeszcze bardziej poza kontrolą. Biorąc pod uwagę wszystko, czego dowiedział się o swoim bracie i emocje, które wzbudzała w nim obecność i opiekowanie się nim przez Naruto, nie wiedział, jak wiele z tego, co działo się w jego głowie zawdzięczał głodowi, a jak wiele samemu faktowi, że jego życie było po prostu tak bardzo popierdolone.
Jedyne, o czym mógł myśleć, to niewielka buteleczka, skrzętnie schowana za ramą łóżka wiele dni temu. Zdawał sobie sprawę, że blondyn będzie obserwował go teraz niczym jastrząb. Ale nawet bez tego nie chciał tego wziąć. Nie chciał pozwolić się temu kontrolować bardziej, niż już to robiło.
Ale kurwa, tak bardzo chciałby choć przez chwilę poczuć cokolwiek innego!
Zamknął oczy, bardziej by oddalić od siebie świat, niż próbować zasnąć. Nie przyznałby tego na głos, ale nie był pewien, czy byłby w stanie przez to przejść bez obecności jinchuuriki'ego. Po życiu polegającym na ciągłym obracaniu się za siebie, sama myśl o byciu tak fizycznie bezbronnym była nie do zaakceptowania. Przypuszczał, że mógłby udać się do Orochimaru po substytut, który od razu ulży mu w bezpośrednich symptomach, ale równie dobrze wiedział, że to tylko wzmocniłoby mentalną część uzależnienia. Był tego świadkiem wystarczająco wiele razy, by znać zasady. Był to jeden z wielu sposobów, jakich używał Wąż na swoich „eksperymentach", by ich przy sobie zatrzymać.
Sasuke nie miał pojęcia, jak długo tak leżał, kiedy usłyszał ciche oznaki, że ktoś jeszcze porusza się po pokoju. Nie otworzył nawet oczu, gdy poczuł, jak łóżko lekko się ugina. Mógł wyczuć zapach jego mydła na skórze Naruto, kiedy ten do niego dołączył. Najwyraźniej młody ninja również postanowił wziąć prysznic. Uchiha nie miał pojęcia, dlaczego tak go to uspokoiło.
- Wiem, że nie śpisz. Ale nie musimy o niczym rozmawiać, jeżeli tego nie chcesz – wymamrotał blondyn.
Do czarnowłosego nie za bardzo dotarł sens tych słów, za to jego ciało wyraźnie się zrelaksowało. Część psychicznego cierpienia gdzieś się oddaliła.
- W dalszym ciągu się trzęsiesz. Czy jest ci zimno?
- Nie – odparł po chwili, kontynuując skupianie się na subtelnym zapachu i poczuciu ciepła od znajdującego się tuż obok przyjaciela, przez chwilę całkowicie ignorując fakt, jak bardzo był zadowolony z jego obecności.
Usłyszał ciche westchnięcie. Ciepłe powietrze musnęło go po karku.
- We wszystkim jesteś taki trudny…
Sasuke mógł usłyszeć uśmiech. Poczuł, jak otula go opalone ramię. Było spięte, tak jakby przyszły kage czekał na odrzucenie tego czułego gestu.
Kiedy nic takiego się nie wydarzyło, Naruto ogarnęło poczucie ulgi. Leżeli tak przez parę minut, a jedynym słyszalnym dźwiękiem w pomieszczeniu były ich równomierne oddechy. Powoli Namikaze przybliżył się, przyciągając do siebie ciało Uchihy tak, by jego plecy stykały się z jego klatką piersiową. Gdy – ponownie – nie było żadnej negatywnej reakcji, jinchuuriki pozwolił swoim rękom powoli się wtulić, twarz zaś wsunął u podstawę szyi czarnowłosego mężczyzny. Pragnął tego od ich destrukcyjnego sparingu, który zaszedł dzień wcześniej w jego apartamencie, ale nie miał zielonego pojęcia, jak o to poprosić. W końcu zdecydował, że, gdyby Sasuke się to nie sposobało, był bardziej niż zdolny posłać Naruto na pobliską ścianę za taką próbę.
Sasuke leżał w ciemności, przystosowując się do nieznajomego mu uczucia. Uścisk pod pewnymi względami był bardziej intymny niż seks… mówił o zaufaniu i opiece, która wykraczała poza fizyczną gratyfikację. Było to przytłaczające i w tym samym czasie relaksujące, ale kruczowłosy mimo wszystko poczuł, jak jego ciało opuszcza część męczącego je napięcia. Pomimo wcześniejszego uczucia, że nie będzie w stanie zasnąć, nie zajęło mu długo, zanim jego oddech wyrównał się, a umysł gdzieś odpłynął.
Naruto nie spał jeszcze przez godzinę, kąpiąc się w uczuciu zwykłej bliskości z Sasuke… wiedząc, jakim to horrendalnym wysiłkiem było dla tego mężczyzny pozwolenie komuś na coś takiego. W końcu i on zamknął oczy i zasnął.
Od autorki: Więc… ten rozdział, a także następne stanowią swoisty, emocjonalny „rdzeń" tej historii, do którego dążyłam… to, co moim zdaniem powinno się wydarzyć, by Sasuke zmierzył się ze swoją przeszłością i miał prawdziwą konwersację z Naruto na temat ich przyszłości… i, w związku z osobistymi powodami, jest to również dla mnie najtrudniejsza część do napisania.
Od tłumaczki: A ja chyba nie mam nic do dodania, jak zwykle dajcie znać, co myślicie, pozdrawiam!
