Wszystkie dodatki będą dotyczyły snów Snape'a.

Dodatek: Kuląc się przed ciemnością

– Doprawdy, Severusie, chodź już. – Lucjusz Malfoy podniósł jedną ze swoich eleganckich brwi, jakby chcąc powiedzieć, że on sam nie wie, co począć z człowiekiem, który nie jest w stanie wysłuchać tak prostych instrukcji. – Chyba nie chcesz, żeby twój przyszły Lord musiał na ciebie czekać, prawda?

Severus – który myślał o sobie jak o Snape'ie w każdej możliwej chwili, zdeterminowany do wyrzucenia z siebie zarówno nazwiska swojej matki, jak i imienia, które ta matka mu nadała – wyglądał na opanowanego, kiedy Malfoy na niego patrzył, ale pozwolił sobie na skrzywienie się, jak tylko się odwrócił. Malfoy uosabiał sobą wszystkie powody, przez które Severus nienawidził czystokrwistych, nawet jeśli im zazdrościł. Naturalna gracja, tak, z obietnicą, że zaraz pod nią kryje się stal, ale niewiele faktycznej siły. Taktyka Lucjusza polegała na upokarzających uwagach, zwracaniu uwagi na okazany przypadkiem brak manier i uświadamianie tego tym, którzy je popełnili, w sposób, przez który czuli się jak dzieci, jak i w mimice, czy cichych, kojących słowach. Ale nauczył Severusa wyczuwania magii jako bólu, w sposób, w jaki byli do tego zdolni Malfoyowie i pierwsze, z czego Severus zdał sobie wtedy sprawę, to że był znacznie silniejszy od Lucjusza Malfoya.

Tylko głupcy polegają na surowej sile, zaśpiewał mu w głowie głos jego matki.

Severus skrzywił się. Zawsze tak było, kiedy w głowie pojawiała mu się myśl, która mogła go pochwalić, albo ustabilizować, to na jej końcu znajdował się kolec, niczym na ogonie skorpiona.

Tunel poszerzał się przed nimi, a Malfoy wydał z siebie cichy, przyjemny dźwięk, po czym zatrzymał się. Severus zauważył, że jego nozdrza poszerzyły się, wąchając powietrze. Był zaskoczony, że Malfoy tak się z tym obnosił. Osobiście już dawno zwrócił uwagę na osobliwy zapach, który dochodził z tunelu: bogaty, mroczny, ziemisty, o posmaku, który Severus byłby w stanie określić wyłącznie jako nocnym.

– Ach – powiedział Malfoy, po czym podniósł rękę i gestem nakazał Severusowi podejść bliżej, po czym ruszył dalej przed siebie.

Snape szedł za nim. Znajdowali się pod katakumbami pod klasztorem, o którego istnieniu mugole już dawno zapomnieli. Od czasu do czasu mijali wypełnione kośćmi alkowy. Severus początkowo zastanawiał się, czemu Mroczny Pan wybrał sobie akurat takie miejsce, ale Malfoy mu to wytłumaczył. Śmierciożercy przyjęli nadane im przez Mrocznego Pana imię, jako symbol obietnicy nieśmiertelności. Nie bali się, rzecz jasna, śmierci i chcieli okazać to, stojąc pośród kości i szkieletów.

Severus krył się ze swoją cokolwiek zdradziecką myślą, przesłoniętą ściśle w samym środku swojego umysłu, za wszystkimi tarczami oklumencyjnymi, jakich już zdołał się nauczyć, że ktoś, kto poszukuje nieśmiertelności w bardzo oczywisty sposób bał się śmierci.

Ale nie chciał przyłączyć się do śmierciożerców przez wzgląd na bogactwa, czy wieczne życie. Przyłączał się do nich, ponieważ, zgodnie z obietnicami Malfoya, było to jedyne miejsce na tym świecie, w którym będzie mógł swobodnie puścić lejce swojemu zgorzknieniu i nienawiści. Wszyscy ludzie, których na cel mógł obrać sobie Mroczny Pan – szlamy, mugole, oddaniu Światłu czystokrwiści, którzy nie chcieliby się do niego przyłączyć – mieli swoje miejsce na świecie, podczas gdy każde z tych miejsc odrzuciłoby od siebie Severusa, z tego czy z innego powodu.

Zacisnął rękę na różdżce przez chwilę, kiedy skręcali za róg z Malfoyem i przypomniał sobie Tobiasza, swojego ojca. Tobiasz i Eileen tworzyli wokół siebie wir nienawiści do samych siebie; Severus wciąż pamiętał oświecenie, które spłynęło na niego, jak miał cztery lata, że jego rodzice wyszli za siebie, żeby móc się bardziej efektywnie nawzajem zniszczyć. Tobiasz jednak przynajmniej patrzył z satysfakcją na swoją żonę. Rozumiał ją. Była czarownicą. Nie wiedział za to, jak podchodzić do Severusa – urodzonego z mugola, a mimo to potężniejszego od własnej matki – i to właśnie odepchnęło Severusa na zawsze, o ile kiedykolwiek by to go kusiło, od mugolskiego życia. Był dzieckiem żadnego ze światów, a nie obu na raz.

– Klękaj.

Tylko takie ostrzeżenie otrzymał od Malfoya, który nagle opadł na kolano. Severus jednak był na to gotowy. Malfoy ciągle odstawiał takie cyrki, starając się zaskoczyć Severusa i upewnić, że źle wypadnie. W ten właśnie sposób Malfoy ciągle przypominał mu, że choćby nie wiem, jak był potężny, to zawsze pozostanie półkrwi.

Kolano Severusa uderzyło o podłogę w tej samej chwili, co Malfoya, po czym pochylił głowę. Wciąż nie widział znajdującego się przed nimi pokoju, ani Mrocznego Pana, siedzącego na ciemnym tronie.

Odkrył, że wcale nie musi. Otaczająca go oddychająca ciemność, ziemisty zapach, w wystarczający sposób oddawały charakter jej właściciela. Severusowi przypominało to przebywanie w żołądku bestii. Bestia leżała, liżąc się z namysłem po szczękach, podczas gdy wszędzie wokół niego znajdowały się zwoje, które rozciągały się w niekończącą się ciemność. Niebawem bestia powstanie i pochłonie cały świat. Póki co jednak z przyjemnością po prostu leżała, marząc o przyszłych podbojach.

Severus jeszcze nigdy nie przebywał w obecności kogoś równie potężnego. Dumbledore był Świetlistym Panem, to prawda, ale już dawno temu okiełznał swoją potęgę i używał ją głównie do płatania figli. Jak kiedyś Severus go o to zapytał, to powiedział, że chce pokazać ludziom, że taka potęga nie służy tylko do niszczenia, nie chciał siać postrachu, chciał pokazać im, że nie wszyscy Lordowie są źli.

To był ktoś, kto wcale się tego nie obawiał. To był ktoś, kto uważał, że nakładanie na swoją moc ograniczeń było po prostu oznaką słabości.

To był ktoś, do kogo potęgi Severus mógł się przyłączyć i uderzyć w tych, którzy go skrzywdzili.

Wszystkie te myśli przebiegły mu momentalnie przez głowę, a potem rozległ się głos Mrocznego Pana, wysoki, zimny i idealnie zgrany z oddechem bestii.

– Lucjuszu. Zostaw nas.

– Mój panie – powiedział Malfoy, ale Severus usłyszał w jego głosie lekką nutę zaskoczenia. Severus nie śmiał się przez to uśmiechnąć, ale wyobraził sobie Malfoya jako bestię, która ucieka z podkulonym ogonem, ciągnąc za sobą zranioną łapę i to mu wystarczyło.

A potem Malfoy zniknął i znalazł się sam w pokoju z Mrocznym Panem. Severus poczuł, jak Voldemort mu się przygląda.

To nie było łatwe do zniesienia. Ale Severus nie potrzebował ostrzeżeń Lucjusza, żeby być na to przygotowanym. Plotki krążyły po domy Slytherina od czasu niespodziewanego i spektakularnego powrotu Mrocznego Pana osiem lat temu. Szeptano, że to był prawdziwy Mroczny Pan, przy którym Grindelwald wyglądał jak zbity pies. Ogromna część potęgi Grindelwalda leżała w jego sojusznikach i Błyskawicznej Straży, którym wydrążył umysły i zrobił z nich swoje kukiełki. Ten Lord sam z siebie był potęgą, z jaką należało się liczyć, nie dość, że był najpotężniejszym czarodziejem na świecie, czy też było mu ku temu blisko, ale też wężoustym, absorbere i ostatnim potomkiem samego Salazara Slytherina.

Severus musiał przyznać, że wszystkie te zalety niewątpliwie dodawały smaczku wszelkim, krążącym o nim legendom, jak i pomogły mu zająć miejsce w życiu; ciągnięcie pracy Salazara Slytherina, eliminacja szlam. Slytherin usiłował dokonać tego poprzez nie dopuszczanie szlam do czarodziejskiej edukacji, która pozwala im na opanowanie własnych mocy. Lord Voldemort był po prostu bardziej… bezpośredni.

– Czuję, jak twój umysł się porusza.

Jego słowa były spokojniejsze i chłodniejsze od tych, którymi zwrócił się do Malfoya. Severusa w ogóle to nie zdziwiło.

– Wstań.

Wstał, wciąż wbijając wzrok w podłogę. Widział teraz podest, na którym stał ciemny tron, gładki kamień, jakby wypolerowany krwią. Jedyne światło w pomieszczeniu padało z pochodni, porozmieszczanych na wygiętych w koło ścianach. Światło pokazywało jednak, że nie były tak naprawdę pochodniami. Ich płomienie były koloru śmierci, białe i nieustannie ruchome, a Severus pozwolił sobie na chwilę zachwytu. Słyszał, że Mrocznemu Panu udało się ponownie odkryć wiedźmowy płomień; nie spodziewał się jednak, że kiedykolwiek zobaczy go na własne oczy.

Owinięta trzykrotnie wokół tronu żmija podniosła łeb i syknęła na niego leniwie. Mroczny Pan zaśmiał się, po czym odpowiedział syknięciem, przenosząc dłoń na jej kark i głaszcząc ją łagodnie.

Severus słuchał ich syczenia z klinicznym zdystansowaniem. Był w stanie zrozumieć, czemu to tak zafascynowało Malfoya. Merlin jeden wiedział czemu, ale Lucjusz od zawsze miał dziwne marzenie zostania wężoustym.

– Czemu tak naprawdę do mnie przyszedłeś? – zapytał nagle Mroczny Pan. – Nagini wyczuwa od ciebie gorycz, która bardziej pasowałaby go kogoś wielokrotnie starszego od ciebie.

Severus nabrał tchu, żeby odpowiedzieć, ale Voldemort odezwał się, zanim zdołał.

– Wolno ci podnieść wzrok i spojrzeć na mnie.

Severus ostrożnie to zrobił. Przede wszystkim, patrzenie czarodziejom o lordowskiej mocy prosto w oczy nigdy nie było dobrym pomysłem, nawet jeśli nie mieli daru przymuszenia, który miał zarówno Dumbledore, jak i Mroczny Pan. Po drugie, wiedział że Mroczny Pan był legilimentą.

Twarz Mrocznego Pana była osłonięta wieloma warstwami ciemności, a Severus wiedział, że to było dziedzictwo nauk, jakie pobierał poza granicami Brytanii. Jego oczy płonęły jednak pośród tego wszystkiego niczym rozżarzone węgle. Czerwone. Potęga jego legilimencji wybiegła z nich niczym wilk z nordyckiej mitologii, który miał pożreć słońce.

Severus był przygotowany. Jak tylko poczuł pierwszy nacisk legilimencji, spłaszczył swoje baseny oklumencyjne, lśniące, srebrzyste płycizny, które przechowywały jego najważniejsze tajemnice. Pozwolił jednak zobaczyć Mrocznemu Panu wszystko inne: zgorzknienie piętrzące się w nieskończoność, zrodzone początkowo z powodu tego, przez co musiał przejść w domu Slytherina, jak tylko inne dzieci dowiedziały się, że jest półkrwi; niekończące się wykorzystywanie, figle, jak i próba zamordowania go, która uszła płazem Huncwotom; to, w jaki sposób każdy zakątek świata zdawał się okazywać mu niechętny szacunek przez wzgląd na jego magiczną siłę, ale w każdym możliwym miejscu rzucał mu kłody pod nogi; to, w jaki sposób profesor Slughorn, głowa jego domu i instruktor eliksirów, faworyzował nie jego, zdolnego ucznia, a Lily Evans, szlamę, która znacznie gorzej od niego radziła sobie z eliksirami, ale przynajmniej była śliczna.

Mroczna fala przelała się z chlupotem po jego umyśle, pozwalając mu poniekąd przyjrzeć się Voldemortowi, kiedy Voldemort przyglądał się jemu. Severus czuł jego nienawiść, czy grubą warstwę długiego kontaktu z magią opartą na krwi i śmierci, jak i oleistą powłokę obojętności na cierpienie innych. Mroczny Pan wykorzystywał ból, strach i nienawiść jako narzędzia do osiągania własnych celów. Nie chciał rozpraszać się możliwościami zadania komuś jeszcze odrobiny bólu. Był w stanie ocenić torturę i morderstwo do najdrobniejszych szczegółów, dzięki czemu wiedział, kiedy odniosą pożądany efekt, a kiedy nie.

No i, oczywiście, Mroczny Pan pozwalał mu na zobaczenie tego wszystkiego i wiedział, że Severus wiedział, przez co niektóre z tych pierwszych wrażeń mogą okazać się niewłaściwe. Severus przyjął to do wiadomości. Co miało największe znaczenie, to magia i wiedza. Nie miał żadnych wątpliwości, że wiedza była prawdziwa. Mroczny Pan zbierał sojuszników już od ośmiu lat, a jego zwolennicy pracowali coraz szybciej i szybciej, zwłaszcza że większość domu Slytherina wiedziała o mackach otaczających praktycznie wszystkich z szóstego i siódmego roku, bo ich rodziny wreszcie porzuciły swój upór i zaczynały uważniej słuchać. Ta lawina nabierała coraz większej potęgi i pędu, dzięki czemu Mroczny Pan już niemal był gotów na swoje pierwsze powstanie.

– Proszę, proszę, Severusie.

Severus podniósł wzrok. Był tak zaabsorbowany własnymi wrażeniami tej legilimencji, że przez chwilę nie zwracał uwagi na świat zewnętrzny. Odkrył, że Mroczny Pan przygląda mu się z…

Aprobatą? Z pewnością nie. Ale wygląda na to, że zobaczył we mnie coś na kształt potencjału.

– Ty naprawdę szczerze chcesz się do mnie przyłączyć, co? – Głos Mrocznego Pana był miękki od czegoś, co mogło być rozbawieniem. Severusowi to nie przeszkadzało. Rozbawienie było jedną z łagodniejszych emocji, jakie zwykle otrzymywał. Poza tym, Mroczny Pan mógł być rozbawiony i wciąż pozwalać mu na tortury, zabijanie, uderzenia i korzystanie z magii, która ciągle krążyła niespokojnie wokół niego. Kiwnął głową. – Niech i tak będzie – powiedział Mroczny Pan. – Twoja inicjacja odbędzie się za miesiąc, w samym środku mojego powstania.

Severus ponownie kiwnął głową. Nie trzeba było mówić na głos, że jeśli spróbuje komuś o tym powiedzieć, to zginie. Oczywiście, że tak właśnie by się stało. Znajdował się w świecie, w którym rzeczywistość była bardzo prosta: życie i śmierć, krew i potęga.

Ale w tym świecie istniało miejsce dla niego, mógł znajdować się w jakiejś konkretnej relacji do tego wszystkiego. Podchodził z pogardą do życia, nie bał się śmierci, otrzyma możliwość przelania krwi i pławienia się we własnej mocy. Był tutaj i oni też byli tutaj, wszyscy otaczali jego i słuchali jego rozkazów.

– Będziesz naprawdę cennym dodatkiem w moich szeregach – powiedział cicho Mroczny Pan. – Przyjąłeś do serca nauki, których wiele śmierciożerców musi się uczyć całymi miesiącami, a czasem nawet i latami. – Nastąpiła długa przerwa, kiedy Nagini syczała śpiewnie i kojąco, po czym położyła łeb na kolanach Mrocznego Pana. – Matka dobrze cię nauczyła – dokończył wreszcie Mroczny Pan.

Severus ponownie kiwnął głową. Oczywiście, że nie udało mu się ukryć we własnych myślach swojej matki i jej nauk.

– Możesz odejść – powiedział Mroczny Pan. – Jestem z ciebie zadowolony, Severusie, bardzo zadowolony.

Severus pokłonił się, po czym odwrócił i wyszedł z komnaty. Prowadzący do niej korytarz nie był szczególnie długi, a on i tak odruchowo zapamiętał drogę.

Zorientował się nagle, że w czasie całej audiencji u Mrocznego Pana nie odezwał się ani razu, podczas gdy przez lata starał się usprawiedliwiać słowami – w domu Slytherina, przed swoim ojcem, przed profesorami. To, bardziej od czegokolwiek, powiedziało mu, że wreszcie znalazł miejsce, w którym przynależał, jak i idealne zrozumienie od mężczyzny, który go wykorzysta i odrzuci od siebie, jak tylko przestanie być użyteczny – ale który zaoferuje mu też okazje do zemsty.

Severus był skłonny pozwolić mu się wykorzystać za taką cenę.