Harry otarł zabłocone dłonie o czyste spodnie po czym przeklną siarczyście. Zupełnie wyleciał mu z głowy fakt, że przez tą czynność czeka go dziś wieczorem przepieranie. Na zielarstwie przesadzali wyjątkowo wiercące się krzewy, przez co wyglądał, jakby miał bliskie spotkanie z błotnym trollem. Zazdrościł w tej chwili Ronowi, który wymigał się od zajęć bólem głowy. Chłopiec nie dał się nabrać, rudzielca nic nie bolało, ale jakie to miało obecnie znaczenie. Wypoczywał w ciepłym dormitorium, a on babrał się w ziemi i to wyjątkowo śmierdzącej. Postawiłby kilka galeonów, że została nawożona gnojem.
Przez cały okres ćwiczeń obserwował Hermionę i Malfoya. Nie patrzyli się na siebie ani nie zachowywali w jakikolwiek sposób mogący świadczyć o ich bliższej relacji. Przerażające, że najpierw można być razem blisko, a potem się ignorować do tego stopnia. Potem jednak wykonali gest na który wybraniec czekał. Malfoy musnął ją delikatnie w dłoń, gdy oboje poszli po świeże doniczki. Jego przyjaciółka ma romans z Malfoyem. Dopiero wówczas zyskał pewność. Zasadniczo, wszystko na to wskazywało, aczkolwiek potrzebował jeszcze dodatkowego potwierdzenia.
- Hermiona – zawołał dziewczynę w momencie opuszczenia sali. Uczennica nie ukrywała zaskoczenia, podobnie jak Malfoy, który odwrócił się. Blondyn jeden zniknął po chwili udając niewzruszonego.
Skoro Hermiona spotykała się z Malfoyem, musiała informować go o najróżniejszych nowinkach z swojego życia. Ich kłótnia została zauważona przez całą rzeszę osób, więc tym bardziej ślizgon został poinformowany o wszelkich szczegółach.
- Tak? – zapytała niepewnie stojąc w progu i blokując przejście innym.
- Możemy porozmawiać? – zagadał.
- Oczywiście – odparła i ruszyła do przodu.
Udali się na błonia. Nie przeszkadzała im delikatna mżawka. Dziewczyna unikała spojrzeń przyjaciela, a Harry udawał, że dłonie trzyma w kieszeniach przez chłód, a ściska je nerwowo w pięść. Dopiero, gdy doszli w okolice bijącej wierzby Harry zdobył się na jakiekolwiek słowa.
- Wiem o tobie i Malfoyu – spojrzał się na dziewczynę, lecz ona tylko skierowała wzrok na swoje ciemne buty – czy to wszystko dlatego, że chciałaś utrzymać to w tajemnicy? Jeśli okłamiesz mnie jeszcze raz nigdy ci nie wybaczę.
Może nie zaczął subtelnie, ale nie miał ochoty na półsłówka i niedomówienia. Muszą rozmawiać konkretnie.
- Rodzina Draco nie może się dowiedzieć – rzuciła błagalnie- to nie chodzi Harry o jakieś przelewki czy szkolne kłótnie. Jego życie byłoby zagrożone. Skoro zaczęliście coś podejrzewać, postanowiłam ukryć mapę. Nikt nie mógłby mnie wtedy podglądać – wyjaśniła i Harry poczuł wewnętrzny spokój.
- Kiedy ją odzyskałem, już mogliśmy – zauważył.
- Tak – westchnęła i spojrzała przyjacielowi prosto w oczy – tylko nie sądziłam, że domyślicie się, że jesteśmy razem.
- Razem? Naprawdę? Ty i Malfoy – Harry pokręcił głową i oparł się o sosnę przerywając spacer- jakim cudem? W którym momencie wyzwiska zamieniają się w uczucie? I jesteś pewna, że w ogóle mówimy o uczuciu? Jeszcze z twojej strony, ale z jego!?- jego ton wykazywał gniew, co nieco spłoszyło przyjaciółkę.
- Malfoy od jakiegoś czasu nikogo z nas nie wyzywał.
Fakt. Jakoś zupełnie wyleciał mu z umysłu fakt, że nie bił się z ślizgonem od dość dawna, podobnie nie rzucali w sobie żadnymi przeklęstwami czy złośliwymi klątwami.
- No tak, ale… - chciał zaprotestować, bezskutecznie.
- Draco został wychowany w rodzinie, której od małego mu wpajano, że osoby takie jak ja są gorsze. Logiczne, nie znał mugolaków, więc wierzył rodzinie. Każde dziecko wierzy rodzicom. Dopiero w szkole mógł przekonać się na własne oczy jaka jest prawda. Wiesz, on wyobrażał sobie takie osoby jak ja jako charłaków. Mugoli też nie zna wcale.
- A jak doszło do tego, że się ci z tego zwierzył? – zadrwił, na co Hermiona delikatnie pokryła się rumieńcem.
- Pod koniec piątego roku zaczęliśmy wymieniać pojedyncze zdania w bibliotece. Na piątym roku były to bardziej złożone wypowiedzi. Przed wakacjami przeprosił mnie. Ja nie chciałam was okłamywać i nie chciałam was stracić. Jesteście moimi przyjaciółmi, ale na Draco też mi zależy. Nie chce wybierać między miłością, a przyjaźnią.
- Ron nie zna szczegółów, ale jak mu powiemy to też jakoś przetrawi. On się o ciebie mocno martwi – nieco zmienił temat.
Hermiona uśmiechnęła się.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Wiesz jaki on jest, gwałtowny. Jeszcze by coś powiedział, zasugerował, a potem ktoś połączyłby sznurki.
- On i tak się dowie. Jestem niemalże pewny, że wie o naszej rozmowie teraz.
- To nie tylko moja tajemnica, Harry – specjalne użyła jego imienia, aby wypowiedziane słowa trafiły dokładniej- w ogóle jak się dowiedziałeś? Pokładamy mnóstwo uwagi w zachowanie tajemnicy.
- Trochę podsunął Ron, a resztę załatwił Rose – dziewczyna wyraźnie pobladła – ale nie martw się – uspokoił ją – skoro mamy już dzień szczerości. Zawarłem z nim pewnego rodzaju pakt i wiem, że nic nikomu nie doniesie.
Przysięga nie obejmowała życia miłosnego uczniów, ale Nik nie był głupkiem. Dodatkowo, skoro do tej pory nikomu nie wyjawił szczegółów, dlaczego miałby robić to teraz?
- Jesteś pewny? Muszę porozmawiać z Draco – zaczęła nerwowo szukać czegoś w kieszeniach.
Wyciągnęła maleńką karteczkę, Harry powstrzymał ją dłonią.
- Spokojnie. Nikomu nie powie. Jeszcze mogę z nim porozmawiać dodatkowo.
- Przecież podejrzewałeś go o śmieciożerstwo!
- Dawno i zupełnie bezpodstawnie.
Kłamstwo. Jeśli piekło istnieje trafi tam za gigantyczne pokłady kłamstw i hipokryzji.
- Więc mów teraz ty. Czym cie przekonał? Nie uwierzę w jakiś banał. Byłeś bardzo nakręcony.
- Powiedzmy, że użył swojego uroku osobistego – zażartował, aczkolwiek dziewczyna nie pojęła iluzji.
- Harry!
- Pomógł mi po śmierci Natea. Wtedy, gdy poszedłem do niego, zobaczyć ciało, spotkałem go. Długo rozmawialiśmy i w ogóle- może powinien zakładać palec wskazujący i środkowy krzyżyk? – wolałbym zachować szczegóły dla siebie. No i nie zmieniaj tematu. Ron zasługuje naprawdę i przede wszystkim, niedługo sam się wszystkiego dowie. Połączy w końcu wszystkie sznureczki, a kto wie jak zareaguje. Aktualnie chyba bardziej obstawia, że Malfoy cie szantażuje albo coś podobnego.
- Mimo wszystko, muszę najpierw porozmawiać z Draco. Nie mogę rozgłaszać takich spraw bez jego zgody.
- Hermiono, czy ty jesteś pewna relacji z nim? Czy on w ogóle jest dla ciebie dobry?
Harremu było niezwykle ciężko wyobrazić sobie miłego Malfoya rzucającego do ucha Hermiony romantyczne słówka. Jeszcze mniej potrafił myśleć o ich ciałach w wzajemnym uścisku.
- Jest dobry. Nie jestem naiwną gąską, nie dam się omamić jakiemuś tam facetowi – Harry jeszcze niedawno też był pewny tak wielu spraw, a teraz wszystko wyglądało inaczej. Dziewczyna z pewnością nie jest głupia, ale miłość zaślepia - Draco jest naprawdę dobry, inteligentny, troskliwy. Czuję się przy nim doskonale, jakby cały świat dookoła nie istniał.
- Nate… przy nim też czułem się dobrze. Tylko tutaj pewnie w grę wchodziły hormony – stwierdził, żeby po chwili pożałować wypowiedzianych słów. Nie powinien wywlekać teraz sprawy chłopaka.
- Musi być ci ciężko… - Hermiona położyła mu dłoń na ramieniu.
- Nie- zaprotestował - poradziłem sobie już z tym i nie chce rozmawiać o nim – to było prawdą, prawda?
- Nie wierzę ci.
- Trudno – wzruszył ramionami.
Nie zależało mu szczególnie na przekonywaniu towarzyszki. Mogła wierzyć w co chciała, nie było to szkodliwe.
- Kiedy porozmawiamy z Ronem?
- Postaram się teraz spotkać z Draco. Po kolacji.
- Nie da rady przed? Umówiłem się z Rosem.
Sam nalegał na poinformowanie rudzielca, aczkolwiek nie chciał, by kolidowało to w spotkaniu z nauczycielem. Stracili ostatnio jedną lekcję, a dodatkowo potrzebował rozmowy.
- Więc spotkajmy się po. Wtedy wszystko wyjdzie na spokojnie.
- Rose poczeka, powiem mu podczas kolacji. A nawet jak trochę poczeka to nic mu się nie stanie.
On mógł go wystawić, więc jak poburczy w samotności kilkanaście minut to świat się nie zawali.
- To nauczyciel! Nie powinieneś kazać mu czekać. On poświęca swój prywatny czas, żeby ci pomóc. To bardzo niegrzeczne.
Harry wymownie wywrócił oczami. Zdanie wypowiedziane przez Hermionę poprawiło mu humor. Znów go umoralniała, wszystko wróciło do dawnego porządku. Przyjaźnią się już siedem lat. Po takim czasie z pewnością będą gdzieś krążyć obok siebie przez całe życie. Na pewno są mugolskie statystyki potwierdzające tą tezę.
- Powiem mu podczas kolacji, że się spóźnię. I wierz mi, poznałem go na tyle, aby przewidzieć, że nie będzie się złościć – puścił oczko.
- Z każdym nauczycielem czarnej magii jest coś nie tak. Zdajesz sobie z tego sprawę? I on na ciebie często patrzy. Wychodzisz z wielkiej sali, odprowadza cie do drzwi. Idzie korytarzem, zatrzymuje się i czeka aż znikniesz.
Dla dziewczyny takie zachowanie z pewnością mogło wydawać się niepokojące, ale nie dla niego. Rose wydawał się być bardzo samotną osobą, zobaczył w Harrym towarzysza, to go obserwował. Pokręcił głową nerwowo. Podejmie ten temat z nauczycielem. Po co go ciągle obserwuje i dodatkowo, dlaczego sam tego nie zauważył?
- Obserwuje, bo się dobrze dogadujemy. Skoro z każdym jest coś nie tak, może w końcu niespodziankę będzie, że z nim będzie właśnie wszystko dobrze? Taka nowinka. Szczególnie, że nie spodziewaliśmy się po innych nauczycielach tego kim byli, co robili. Lupin okazał się tylko wilkołakiem, ale to już drobnostka.
Podobną drobnostką było bycie ghoulem przez Rosea.
- Po prostu uważaj, mimo wszystko.
- I Hermiono, zauważyłaś gdzieś jakiś autorów?
- Aurorów? – nie zrozumiała.
- Podobno patrolują zamek.
- No tak… Nie widziałam, nie widziałam nikogo takiego – wyjaśniła smętnie – wracajmy do zamku -rzeczywiście, jej usta zsiniały. O ile spacer nawet w taką pogodę nie był tragedią, to stanie już tak – masz całe brudne plecy w żywicy – zauważyła, gdy chłopiec oderwał się od drzewa.
- Szlak – przeklną Harry i oczekiwał małego wykładu odnośnie przekleństw.
Do głównego wejścia dotarli szybko. Od razu zauważyli Rona pełnego gniewu zmierzającego w ich stronę. Trzymał mocno zaciśniętą mapę huctwotów. Hermiona nie wydawała się szczęśliwa. Teraz jej plany odnośnie wcześniejszego uprzedzenia Dracona uległy zniszczeniu.
- Wy dwoje – stwierdził gniewnie – co się dzieje? O czym rozmawialiście?
- Chodźmy do pokoju życzeń – zaproponowała Hermiona i nie czekając na potwierzenie ruszyła przed siebie.
- Tylko się nie denerwuj – szepnął do ucha Rona Harry.
Nie istnieje gorszy tekst na podniesienie napięcia niż taka informacja.
