Ciemna ściana spiżu połyskiwała w delikatnym świetle błyskawicy Yun Yun, a jeden z refleksów wyginał się we wgnieceniu, które powstało od uderzeń Tygrysicy. Kotka zamachnęła się kolejny raz, celując w to samo miejsce. Złota sala zadrżała, kawał metalu brzdęknął niczym dzwon. Yun Yun, która próbowała otworzyć zamek do klatki z Shandianem, drgnęła i upuściła prowizoryczny wytrych. Westchnęła zirytowana.
– Nie przesuniesz go – powiedział Shongshu. Jeżozwierz oparł się o naprzeciwko celi Shandiana i zerwał nadłamany kolec na swoich plecach, po czym zaczął nim dłubać w zębach. – Dziwię się, że w ogóle próbujesz.
– Nie chce go przesuwać – odparła Tygryska i uderzyła jeszcze raz. Tym razem Shonghsu zdążył zatkać uszy przed uderzeniem.
– Co w takim razie robisz? Chcesz się przebić? – zapytał jeżozwierz. – Ile ci to zajmie? Tydzień? Miesiąc? Daj spokój. Znam legendy o zapalczywości mistrzów z Jadeitowego Pałacu, ale w tym wypadku to po prostu głupota. W końcu nas wypuszczą i szczerze wątpię, by tobie zrobili cokolwiek. Gian Jing Wei nie pójdzie na wojnę z Jadeitowym Pałacem. Z nami to jednak co innego. Chyba o jeden raz za dużo zaszliśmy mu za futro.
Kotka nie zareagowała na te słowa Wątpiła, że mistrz Klasztoru Pięciu Żywiołów tak po prostu puści jej płazem włamanie do świątyni. Z trudem potrafiła odpowiedź sobie na pytanie, jak w ogóle znalazła się w tej sytuacji, zamknięta z trzema magami żywiołów, o których wiedziała nic albo niewiele. Powinna już dawno być w drodze do pałacu, zamiast podążać za słabym przeczuciem – bo przecież co innego nią kierowało, odkąd usłyszała o tygrysach grasujących w okolicy?
Pomyślała, że gdyby była w Chungdam z Po nie trafiłaby tutaj. Nie dlatego, że przemówiłby jej do rozsądku. Po prostu to jemu przytrafiłoby się coś złego, a ona musiałaby go ratować.
Uderzyła kolejny raz, ale spiżowy blok nie przesunął się nawet o grubość czubka pazura. Yun Yun cisnęła spinką do włosów o złotą podłoga.
– Shongshu próbuje ci powiedzieć, żebyś przestała! – Mimo że wyglądała jak nieco wyrośnięty pluszak, trudno było nie wziąć jej wybuchu na poważnie. Jednak szybko uspokoiła się, a nawet zawstydziła. – Przepraszam. Po prostu rozbolała mnie już głowa. Próbuję otworzyć zamek, może w tym byś mi pomogła? Jeśli ktoś wie jak nas stąd wydostać, to jest to raczej mój mąż.
Uśmiechnęła się nieśmiało. Kotka nie potrafiła jej rozczytać. Niekiedy łatwo było poznać czyjeś zamiary po samej twarzy. Po nosił swoje myśli wierzchnią, podobnie zresztą jak Tai Lung czy Kai. Yun Yun była pod tym względem bardziej podobna do Shifu. Albo lorda Shena.
Tygrysica bez słowa przyjęła odpowiednią postawę i wyprowadziła kopniak wymierzony prosto w zamek. Udało się go wyłamać już za pierwszym razem, brama otworzyła się do środka i uderzyła w kraty z wielkim łoskotem.
Shandian przekręcił się na drugi bok.
– Czy mogliby państwo otwierać drzwi odrobinę ciszej – wymamrotał. Potem otworzył oczy i uśmiechnął się perliście. – O to ty, kochanie.
Yun Yun podeszła i spoliczkowała go.
– To za ten twój głupi pomysł. Dlaczego w ogóle zgodziłam się, żebyś pozwolił się złapać? A teraz spróbuj wymyśleć jak nas stąd wydostać.
– Ehmm – Shandian podrapał się po głowie. – To znaczy, że zamknęli za tobą wejście? Nie żebym coś sugerował, ale może lepiej było sprawdzić czy ktoś tego nie zrobi, zanim tu weszłaś. Znasz przecież klasztor.
Spoliczkowała go po raz drugi.
– Pamiętaj, że przyszłam cię ratować! Ryzykowałam… – Shongshu położył łapę na jej ramieniu.
– Myśleliśmy, że wszyscy są na placu – powiedział. – Musieliśmy kogoś przeoczyć.
Shandian rozmasował obolały policzek, po czym zmierzył Yun Yun zimnym wzrokiem.
– I tak dziękuję, że po mnie przyszliście. Przynajmniej Gian Gin Wei ma nas w komplecie. Po co kłopotać staruszka, by nas szukał. – Podniósł się, a na widok Tygryski podskoczył przestraszony. – Jeszcze ciebie złapali? Co tu właściwie robisz, Tygrysko? Myślałem, że tam na placu wszystko już zostało wyjaśnione.
– Twoja żona mnie namówiła.
– Domyślam się. Ciekaw tylko jestem co takiego ci obiecała, skoro się zgodziłaś.
– To chyba nieważne, odkąd jesteśmy tu zamknięci.
– Raczej tak. I niestety, chyba muszę uświadomić was, że sytuacja jest jeszcze bardziej beznadziejna niż nam się wydaje. Spotkałem się z Gao, Tygrysica także zna tego małego sokoła o wielkim ego.
– Również mieliśmy przyjemność – zauważył Shongshu. – Gian Gin Wei trzymał go w swoim gabinecie, gdy włamaliśmy się do wieży.
– Przynajmniej mamy z głowy charakterystykę postaci. Przejdźmy wiec od razu do streszczenia. Wydaje się, że Gao rozmawiał ze smokiem z Góry Demonów. Jeśli dobrze zrozumiałem, nasz mały sokół zamierza zrobić dla niego małą przysługę. Nie chcę być czarnowidzem, ale to nie może skończyć się dobrze.
– Skąd o tym wiesz? – zapytała Tygryska.
– Powiedział mi.
– I mu wierzysz?
– Nie mam powodu by tego nie robić. Wystarczy mi to, że Gian Jin Wei przyjął go jako swojego gościa. Staruszek nie gości zbyt wielu zwierząt. A już na pewno nie wpuszcza do swojego gabinetu.
– Zaraz, zaraz, bo czegoś nie rozumiem – powiedział Shongshu. – Miałeś się dowiedzieć czegoś o zwojach magii Pięciu Żywiołów, a nie o smokach i młodocianych sokołach. My za to dowiedzieliśmy się, gdzie one są. Możemy je wykraść.
– To teraz nieważne.
– Jak to nieważne? – zdziwiła się Yun Yun. – Ryzykowaliśmy zdrowiem, by włamać się do wieży, a ty teraz mówisz, ze to nieważne?
– Kochanie, nie rozumiesz.
– O nie, rozumiem. Źle zrobiliśmy, że próbowaliśmy cię uwolnić, a zdobyte informacje są nieważne. Wiesz, trudno jest się odwdzięczyć komuś takiemu jak tobie, gdy każda próba pomocy jest bez sensu.
Tygryska nie do końca rozumiała o czym mówiła Yun Yun. Chciała zapytać Shandiana, ale ten pokręcił głową, zanim powiedziała cokolwiek.
– Nigdy nie powiedziałem, że chcę coś w zamian za uratowanie ciebie. Kocham cię, zapomniałaś?
– Czasem zapominam – rzuciła Yun Yun. – Nieważne. Mów dalej o co chodzi z tym sokołem, bo najwyraźniej to coś naprawdę ważnego.
– Musimy go powstrzymać – powiedział Shandian, nie zwracając uwagi na drwiący ton. – Góra Demonów i Chungdam są ze sobą powiązane. Demon czegoś tu szukał. Nie mam pojęcia czego, ale domyślam się gdzie. Zanim zaatakował klasztor, był w okolicy bardzo starej świątyni, podobnej z zewnątrz do więzienia w Górze Demonów. Wyglądała jakby zbudował je ten sam budowniczy. Myślę, że to właśnie tam znajduje się coś, czego pragnął i demon, i smok.
– Przepraszam, Shandian, ale gdybyś nie był moim przyjacielem, to po prostu powiedziałbym że pleciesz bujdy. A tak tylko powiem, że to wszystko nie brzmi zbyt przekonująco – powiedział Shongshu.
– Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak myślę – dodała Yun Yun.
– Nie byliście w tej górze – odparła poważnie Tygrysica. – Rozumiem, że musimy się stąd wydostać i znaleźć świątynię przed Gao?
– Tak. Ale nie tylko to mnie martwi. Myślę, że nie tylko Gao współpracuje ze smokiem. Może to robić także nasz wielki mistrz magii. To tylko przepuszczenia, ale podczas ataku demon nie wydawał się kierować na oślep. Gdy teraz sobie przypominam szedł do Świątyni i kierował się na górę.
– Do gabinetu Gian Ging Weia – zauważył Shongshu.
– Tak. Demon nie mógł dostać się do Góry Demonów, ponieważ była obłożone zaklęciem. Z tego samego powodu nie mógł pewnie wejść do tego drugiego miejsca. Co jeśli chciał, żeby Gian Ging Wei zrobił to za niego?
Tygryska założyła łapy na piersi.
– Czyli możliwe, że będziemy mieć przeciwko sobie nie tylko Gao, ale też cały klasztor magów.
Słowom Tygrysicy odpowiedziała cisza, długa i niepokojąca. Shongshu odkaszlnął dopiero po chwili.
– No dobra, tylko co my właściwie możemy zrobić, jeśli jesteśmy zamknięci tutaj.
Wtedy coś delikatnie trzasnęło, jakby przesunięta zapadka. Chwilę potem rozbrzmiało szczękanie łańcuchów, a spiżowy blok zaczął unosić się do góry. Wszyscy w lochach w napięciu przyglądali dwóm postaciom stojącym za podnoszącym się blokiem. Ptak i małpa. A dokładnie Żuraw i Małpa.
– No proszę – powiedział drugi z nich. – A jednak czasem i Tygrysicę trzeba wyciągnąć z opałów.
– Co wy tu robicie? – zapytała kotka. – Jak nas tu znaleźliście?
– Dokonaliśmy tego dzięki tajemnej sztuce śledzenia rozwijanej od wieków przez najbardziej przebiegłe śledzie.
– Tak – powiedział Żuraw. – Co prawda straciliśmy was z oczu, gdy weszliście to podziemi, ale gdy wszyscy opuścili plac przed klasztorem, usłyszeliśmy jak ktoś uderza o blok metalu. Znaleźliśmy odpowiednią dźwignię i o to jesteśmy.
– Zaraz, czy to znaczy, że magowie z klasztoru właśnie gdzieś wyszli? – zapytał Shandian.
– Tak, poszli sobie przed chwilą – powiedział Małpa.
– Musimy ruszać – powiedział Shandian i chwycił Tygrysicę za ramię. – Teraz!
– Zaraz, zaraz – powiedział Małpa, zastawiając drogę wraz z Żurawiem. – Po kolei. Nigdzie się nie ruszamy, dopóki ktoś, kto dobrze o tym wie, że powinien powiedzieć co, co trzeba, nie powie tego, co trzeba.
– Zaczynasz mówić tak jak Po – zauważył Żuraw. Zaraz potem obaj spojrzeli na Tygrysicę.
– Co? O co wam chodzi? – zapytała. Małpa nagle zainteresował się swoimi paznokciami, a Żuraw sklepieniem korytarza.
– Niepotrzebnie to przedłużasz – dodał ten drugi.
Pozostała trójka z celi patrzyła na nią pytająco i z całkiem sporym zniecierpliwieniem. Tygryska zrozumiała dopiero po chwili. Westchnęła i ciężko opuściła ramiona, tak że łapy nieomal dotknęły ziemi.
– Dziękuję, że nas uwolniliście – powiedziała niechętnie.
– I? – zapytał małpą, zachęcając gestem łapy.
– I przepraszam, że nie pozwoliłam wam ze mną zostać.
– Doskonale – powiedział Małpa. – Przeprosiny przejęte.
– Możemy już iść? – zapytał zniecierpliwiony Shandian.
– Możemy – odpowiedzieli z uśmiechem Małpa i Żuraw.
Gdy wychodzili, Tygryska uderzyła obydwu, oczywiście całkowicie przypadkowo.
