Harry obudził się na jednym z szpitalnych łóżek. Szybko dostrzegł zatroskane twarze Rona i Hermiony pochylające się nad nim. Jego umysł szybko analizował, co ostatnio się wydarzyło. Uniósł się z trudem do pozycji siedzącej, a potem chwycił kubek z wodą podawany przez dziewczynę.

- Co… ? – próbował zapytać słabo.

Musiał być długo nieprzytomny, skoro przyjaciele znaleźli się obok jego łóżka. Za oknem panowała noc.

- Rano dostaliśmy wiadomość, że Sam wiesz kto zaatakuje Hogwart. Transport uczniów został wstrzymany, przybyli tylko ci, co są zdolni walczyć. Trochę nas jest… bliźniacy, Lupin, chłopaki od nas z dormitorium, zasadniczo, cała Gwardia Dumbledora…– wyjaśnił rudowłosy jednym tchem – myśleliśmy, że wyjdziesz po nas, ale ciebie nigdzie nie było. Dopiero Dumbledore wyjaśnił nam, że miałeś wypadek.

Wypadek?! Wyjaśnił? W Harrym zawrzało. On właśnie oberwał Avadą, praktycznie oddał swoje życie! Właściwie, jakim cudem znalazł się ponownie zamku? Dumbledore go znalazł? Dlaczego żyje? Nate mówił, że się cofnie… jednak czy on z nim rzeczywiście rozmawiał? Ich spotkanie przypominało niezwykle prawdziwy sen.

- Harry, powiedz co się wydarzyło – poprosiła dziewczyna – dyrektor udzielił nam takich szczątkowych informacji, że wiemy dzięki nim jeszcze mniej niż wcześniej.

- Coo… dokładnie powiedział? – był słaby, był bardzo słaby.

Swoją słabość pokazał podczas ten nędznej walki z czarnoksiężnikiem. Tylko podczas niej pozostawał pełny sił. Teraz męczy się próbując wypowiadać słowa.

- Tak jak powiedział Ron, że był wypadek w Zakazanym Lesie. Stąd wiadomo, że on nadchodzi…?

Nie wymówiła imienia Voldemorta. Znów ten irracjonalny strach przez zwykła nazwą. Nie wiedział także czego oczekiwał. Szczerości od dyrektora? Wątpił, że przemilczał istotne fakty, by sam mógł je sprostować pod siebie. Miał w tym jakimś cel, jak zapewnie we wszystkim.

- Nie wiem, ja już nic nie wiem – odpowiedział szczerze. Pogubił się o ile było to możliwe, jeszcze bardziej – byłem w Zakazanym Lesie, spotkałem Voldemorta. Ja byłem jego horkruksem. Myślałem, że umarłem. Jak się tutaj znalazłem? W szkole?

Ron i Hermiona wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Nie takiej odpowiedzi oczekiwali.

- Nie wiemy, Dumbledore z pewnością zaraz przyjdzie. Widziałam, jak rozmawiał z Rosem…- poinformowała.

- Z Rosem!? – wrzasnął – tym plugawym zdrajcą?!

Na wspomnienie nauczyciela poczuł gotującą się w nim krew. Ból i gniew jednocześnie.

- Harry, my nic nie rozumiemy. Wyjaśnij. Walczyłeś z nim? Jak?

- On mnie do niego zaprowadził - powiedział pośpiesznie, całe zmęczenie ustąpiło pod wpływem emocji -to nawet nie była walka, byłem jak świnia idąca na rzeź. Ja muszę… - wyszedł z łóżka – wyjaśnić wszystko! Gdzie jest Dumbledore?!

Zachwiał się jedynie dwa razy, a każdy kolejny krok był coraz bardziej pewny. Dowie się prawdy, chociażby miałby doczołgać się. Nie będzie czekać, aż ktoś łaskawie jej udzieli. Niedoczekanie.

- Harry zaczekaj! – rzuciła błagalnie Hermiona, ale on nie miał zamiaru jej słuchać.

Byli ciekawi co się właściwie wydarzyło oraz wiedzieli, że jego wzburzenie nie przyniesie niczego dobrego. Mimo tego, nie próbowali go powstrzymać. Już miał wybiec z skrzydła szpitalnego, gdy wpadł na dyrektora.

- Harry, jak dobrze, że jesteś już przytomny – powiedział serdecznie pozostając nieco zaskoczonym. Nie spodziewał się wpaść na ucznia tuż po otworzeniu drzwi– może przejdziemy się do mojego gabinetu? – zasugerował, na co chłopiec przytaknął.

Podczas drogi minęli kilka duchów nerwowo o czymś rozmawiających i członków Zakonu Feniksa. Ich obecność była potwierdzeniem, że niedługo miała nadejść armia. W powietrzu unosiła się specyficzna aura. Może śmierć rzeczywiście błąka się korytarzami? Wisi nad nimi wszystkimi.

- A więc? – zapytał mierząc rozmówce przenikliwie wzrokiem. Usiadł tam gdzie zwykle podczas ich rozmów. Chciał szczegółów, żadnego owijania w bawełnę.

- Cząstka duszy Voldemorta, którą miałeś w sobie została zniszczona. Jestem z ciebie bardzo dumny –przyznał, lecz Harry niezbyt zrozumiał intencje. Dumny z czego, że dał się zabić? Omamić? Oszukać?– teraz pozostaje wyłącznie unicestwienie węża. Patrząc na to wszystko, będzie to najłatwiejsze zadanie.

- I to wszystko? – prychnął – w ogóle jak się tutaj znalazłem, w zamku? Co z przepowiednią?

- Pan Rose cie przyniósł.

- A poinformował, że jest śmierciożercą i wydał mnie Voldemortowi? Czy o tym mało znaczącym fakcie zapomniał? – zapytał siląc się na spokój – ponawiam także, co z przepowiednią.

- Harry, pan Rose jest… podwójnym agentem, o ile można to tak nazwać. Poinformował mnie o swoim planie, a ja na niego przystałem. Wytłumaczyłbym ci wszelkie szczegóły, lecz chciał on to uczynić osobiście.

- Nie – zaprzeczył – ma mi pan powiedzieć konkretnie co i jak – pogroził staruszkowi palcem –a ja nie chce widzieć tego podłego zdrajcy.

- Voldemort niedługo zaatakuje. W Zamku zbiera się Zakon, niektórzy uczniowie ostatniej klasy chcący walczyć – Dumbledore zmienił temat jakby nigdy nic – musisz zjeść i przygotować się do tego, co niedługo nadciągnie.

- Wie pan co, przez chwilę myślałem, że to ta pieprzona cząstka Voldemorta wywołała we mnie taką nienawiść, ale jednak nie- wzruszył arogancko ramionami - nie ma już jej, a patrzę na pana i czuje wyłącznie wstręt. Nie wiem, w jakie gierki postanowiliście grać. Nie macie prawa tak oszukiwać i kłamać.

Dumbledore jak można było przewidzieć, nie zareagował na obrazę. Puścił ją mimo uszu, co wyłącznie rozjuszyło bardziej chłopca.

- Podejrzewałem, że jesteś jednym z horkruksów Voldemorta - stwierdził przerywając minutową ciszę, która nastała - stworzonym przypadkowo. Ta sytuacja pokazuje, że miłość jest najsilniejszą magią. Jednocześnie, obawiałem się co się z tym wiążę. Twoja dusza jest kompletna, dlatego miała przewagę, lecz nie miałem pewności, jak długo ją utrzyma.

- Czyli obawiał się pan, że stanę się taki jak Voldemort?

Przybrał ironiczny ton, ale bardziej z przekory, niż rzeczywistego przekonania. Dobrze pamiętał, jak próbował zniszczyć horkruksa, jak zabił człowieka. Przez ten cały czas Czarny Pan miał nad nim większą kontrolę niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Obawy miały słuszność.

- Nie określiłbym tak tego. Horkruks jest żywy. Jeśli wiedziałbyś, że musisz wystawić się na działanie Avady, mógłby walczyć, a miało stać się to dobrowolnie. I oczywiście stało, skoro tutaj teraz rozmawiamy.

-Więc jeśli walczyłbym dalej…?

- Nie umiem ci na to odpowiedzieć – przyznał smętnie – tak, jesteś jedną z moich marionetek. Jednak nie robię tego wszystkiego dla siebie, a dla większego dobra. Jestem starcem, niedługo umrę, aczkolwiek chce uczynić wszystko, żebyś ty i twoje dzieci mogli żyć w lepszym świecie.

- Piękne słowa. Nawet Voldemort podpisałby się pod nimi. On też uważa zabijanie mugoli za wielki i szczytny cel. Jeszcze nich pan wyjaśni co miał z tym wspólnego Rose? Po co ta cała akcja z szpiegowaniem…

- Miałem cichą nadzieję, że zbawicie się nawzajem.

- Nadzieja jest matką głupich.