Było ich wielu, stanowczo zbyt wielu. Harry wiedział, że nikt nie spodziewał się takiej ilości. Żyli zamknięci w bańkach mydlanych. Najpierw utworzyli barierę. Miała dać dodatkowy czas, lecz nie wytrzymała. Pękła po godzinie. Voldemort nie brał udziału w bezpośredniej walce, co wszystko dodatkowo utrudniło.

Dean Thomas umarł jako pierwszy, drugą ofiarą była Nimfadora Tonks. Potem już nie liczył. Otoczyli Albusa Dumbledora. Staruszek, ale był przeciwnikiem nie do pokonania. Jednak śmierciożercy osiągnęli swój cel, sprawili, że dyrektor osłabł. W bezpośredniej walce z Voldemortem, stałby się przegranym.

Z Rosem stracił kontakt tuż po upadku bariery. Tak samo z Hermioną i Ronem. Przyjaciele nadal pozostali przyjaciółmi, chociaż dowiedzieli się o tajemniczych schadzkach z nauczycielem. Każdy z nich został zaopatrzony w kieł bazyliczka, by w razie potrzeby móc nim zabić Nagini. Niepewność niszczyła chłopca. Udało im się? Czy nadal Voldemort cieszy się nieśmiertelnością?