Zgodnie z zapowiedziami, rozdziały dotyczące wydarzeń z Zakonu Feniksa są najliczniejsze i zaczynają się właśnie tutaj. Jestem ciekawa, jakie są Wasze oczekiwania i jak widzicie tą część kanonu w kontekście relacji Albus-Minerwa. Nie ukrywam, dla mnie to ulubiony tom kanonu i kiedy zaczynałam pisać, pragnęłam jedynie, by starczyło mi weny żeby dobrnąć do opisywania tych momentów. Piąty rok Harry'ego w Hogwarcie jest bez wątpienia bardzo wymagający dla Albusa i Minerwy - muszą dzielić między siebie brzemię dbania o Zakon i o Hogwart, coraz bardziej uwierają ich kłamstwa i sekrety z przeszłości oraz martwią niezbadane tajemnice przyszłości, a ministerstwo wystawia na próbę ich wszelkie pokłady cierpliwości. Jest to jednocześnie czas, w którym oni powoli zaczynają sobie uświadamiać jak cenna jest łącząca ich przyjaźń oraz że uczucia, które przez tyle lat nauczyli się ignorować i wypierać, ewoluowały w coś głębszego.

Ogromnie dziękuję wszystkim, którzy komentowali ostatnie rozdziały:

greenispretty - Twoje miłe słowa są naprawdę uskrzydlające. Specjalnie nie wspominałam nic o Albusie na początku balu - chciałam, by on i Minnie mieli ten moment i taniec tylko dla siebie. Jeśli chodzi o Severusa, to wielokrotnie łapię się na tym, że poświęcam mu stanowczo za mało miejsca w tym opowiadaniu, a przecież on jest tak ciekawym charakterem i tak istotnym dla głównych bohaterów! Opiekuńczość Albusa względem Minerwy pojawia się już w tym rozdziale, co oczywiście irytuje czarownicę przywiązaną do swojej niezależności. ;) A emocje związane z śmiercią Cedrika i scena na dziedzińcu - może to nieskromne, ale uważam to za jedną z najlepiej rozpisanych sytuacji w tym tomie. Umbridge, Zakon i Voldemort - tego na pewno nie zabraknie, a że to dość wybuchowa mieszanka, będzie się działo.

Minerwa - to urocze, że ten fragment z balu nazywasz swoim najwspanialszym rozczarowaniem i wydarzenia z Czary Ognia podobały Ci się mimo tego, że Albus i Minerwa są tak uparci w negowaniu swoich uczuć. Teraz to będzie się nieznacznie zmieniać, a ich ,,wspólnych" momentów będzie więcej. Minerwa jako świadek powrotu Voldemorta - o tym nawet nie pomyślałam, to rzeczywiście nie byłoby zbyt wiarygodne. Chyba wiem o co Ci chodzi z przyspieszonym filmem - prawda jest taka, że chciałam jak najszybciej przebrnąć przez Czarę Ognia, żeby się zabrać za mój ulubiony Zakon Feniksa.

diople33 - ach te bale! Ten z drugiego tomu pisało się tak lekko, właśnie obawiałam się, że bal z Czary Ognia może okazać się rozczarowaniem, ale zależało mi, żeby był zupełnie inny. Co do tego, jak Albus dowie się o Arianie Theresie - jestem bardzo ciekawa Twoich opcji i czy się sprawdzą, ale cierpliwości, bo to jest wątek na wielki finał :)

Elena - po przeczytaniu Twojego komentarza uśmiech chyba przez ponad godzinę nie schodził z mojej twarzy. Koszmary Minerwy to bardzo istotna część tej historii, w tym tomie ich znaczenie będzie stopniowo rosło. I tak, będzie momentami cukierkowo - tak, bo jednak były momenty że dopuściłam do głosu tą sentymentalną i romantyczną część wyobraźni, ale różnice zdań to już codzienność w relacji Albusa i Minerwy, więc ich też nie zabraknie.

Avenity - rozdziały z perspektywy Albusa trudniej się pisze, bo wczucie się w perspektywę ponad stuletniego, genialnego czarodzieja jest wymagającym wyzwaniem. Ale staram się wplatać takie fragmenty i pozostaje mi się tylko cieszyć, jeśli się podobają.

Kitiaa - doskonale wiem, co masz na myśli z wieńcem ostrokrzewu - to nie jest brzydka roślina, ale szukałam jakiegoś symbolicznego elementu do sceny z balu i Rowling wspomniała o nim w kanonie, zatem nie mogłam go nie wpleść, a jednocześnie chciałam żeby wpisywał się w ogólnie negatywne spojrzenie Minnie na swoją urodę - a to wszystko by podkreślić, że ostatnie lata zamartwiania się o Harry'ego odcisnęły swoje piętno - Minerwa postarzała się i wiek w połączeniu z wciąż nękającymi ją wspomnieniami zaczyna jej bardzo ciążyć. Cudownie, że urzekła cię scena na dziedzińcu - chciałam, żeby nawiązanie do Ariany Theresy było subtelne. Rozdział międzyroczny to właśnie ten poniżej - w kolejnym znajdzie się już opis uczty powitalnej.

Nie obiecuję, że będę publikować częściej, ale na pewno zrobię wszystko co w mojej mocy, by publikować w miarę regularnie. Czytajcie, komentujcie, a jak się podoba, to polecajcie innym - bez Was, Czytelników, moja radość z pisania byłaby niepełna.

Trzymajcie się zdrowo!

Emeraldina

ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo

V

Minerwa McGonagall nerwowo krążyła po gabinecie dyrektora w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jej wysokie obcasy stukały po kamiennej posadzce. Zamilkły dopiero, gdy zatrzymała się przed wielkim kominkiem, przed którym rozłożono miękki, bogato zdobiony dywan.

Minęło pół godziny, odkąd pojawiła się wiadomość od Arabelli o ataku dementorów w Little Whinging. Oczywiście Minerwa najpierw chciała teleportować się na Privet Drive, by sprawdzić, czy Harry'emu nic już nie grozi, ale Albus kategorycznie jej tego zabronił. Rozkazał jej czekać w zamku, a sam udał się do ministerstwa, by wyjaśnić sytuację.

Minerwa pomyślała, że nie powinna ignorować troski, jaką czuła względem syna Potterów. Niemniej jednak parę rzeczy się zmieniło – po pierwsze, Albus reaktywował Zakon Feniksa. A to oznaczało, że oprócz bycia jej przełożonym w Hogwarcie, Albus był również głównodowodzącym w tej tajnej organizacji, do której należała. Jej niesubordynacja względem niego byłaby raczej kiepskim wzorem dla innych członków i poważnie podważyłaby zaufanie, jakim cieszyła się w Zakonie. Po drugie, Albusowi zależało, by Minerwa nie wkraczała zdecydowanym krokiem na wojenną ścieżkę z ministerstwem. Domyślała się, że cwany czarodziej zabezpiecza w ten sposób Hogwart – jeśli Knot próbowałby odsunąć jego, nie miałby podstaw do usunięcia również jej, tym bardziej, że bez ich obojga szkoła znalazłaby się w stanie chaosu. Po trzecie, Dumbledore doskonale wiedział, jaki wpływ mieli na nią dementorzy.

Mogła więc jedynie ignorować irracjonalny lęk i gorąco wierzyć, że Albusowi uda się załagodzić całą sprawę w ministerstwie. On potrafił dyplomatycznie rozwiązywać sytuacje, w których ona uciekałaby się do ostatecznych rozwiązań. Potrząsnęła dłońmi – lśniły lekko, jak zawsze, gdy się denerwowała. Portrety byłych dyrektorów, choć obserwowały ją czujnie, nie ważyły się ujawnić swoich opinii.

Prawie podskoczyła, gdy w okno zastukała dziobem zwykła, ministerialna sowa. Podbiegła do okna i drżącymi rękoma odebrała list. Natychmiast rozpoznała drobne pismo Amelii, choć na kopercie nie było nadawcy. Minerwa zmarszczyła czoło, widząc szyfr, którego używały w korespondencji podczas pierwszej wojny z Voldemortem. Widziała się z Amelią tydzień temu, by dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja w ministerstwie. Wspomniała przyjaciółce, że od teraz, ich przyjaźń musi być ostrożniejsza – Amelia doskonale zrozumiała jej słowa, czego dowodem był zaszyfrowany list.

Szefowa Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów donosiła Minerwie o zamieszaniu, jakie wywołało użycie magii przez Harry'ego. Wyglądało na to, że Knot w końcu znalazł sposób, by zdyskredytować chłopca i ukarać go za zburzenie porządku wygodnego świata ministra. Minerwę oburzało tak małostkowe i okropne zachowanie przywódcy ich społeczności, tym bardziej, że jedyną przewiną Harry'ego było otwarte mówienie prawdy.

- Profesor McGonagall? – Armando Dippet przerwał panującą w gabinecie ciszę. Minerwa zadarła głowę, by spojrzeć na portret człowieka, który przez połowę swojego życia był nieszczęśliwie zakochany w jej babce.

- Tak, Armando? – Minerwa nerwowo okręcała palce wokół różdżki.

- Albus zwołał zebranie w kwaterze głównej. Nie wspominał nic o tobie, ale uznałem, że powinnaś wiedzieć. – Armando poprawił kapelusz na głowie. Minerwa uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością - jakież to było typowe dla Albusa – odsuwanie jej od sytuacji, niepoinformowanie o istotnym spotkaniu.

Wybiegła z gabinetu i ruszyła ku frontowym wrotom. Po drodze przywołała swój długi, czarny, mugolski płaszcz. Gdy wyszła na parne, letnie powietrze, pomyślała, iż Albus na pewno nie będzie zadowolony, wiedząc, że zostawiła szkołę. A jednak nie mógł oczekiwać, że będzie tkwić w Hogwarcie dzień i noc podczas wakacji, gdy zamek był prawie pusty. Widok ciemnych okien w chatce Hagrida oczywiście jej nie zdziwił – półolbrzym nadal nie wrócił ze swojej misji, co bardzo ją niepokoiło, ale Albus wyjaśniał, że z olbrzymami trzeba być gotowym do długich i cierpliwych negocjacji.

Pieczołowicie zamknęła główną bramę. Zarzuciła płaszcz na szaty i schowała tiarę. Rzuciła ostatnie spojrzenie na skrzydlate dziki strzegące bramy. A potem teleportowała się z cichym pyknięciem.

Odruchowo skrzywiła się na widok obdrapanych frontów starych, londyńskich kamienic i piętrzących się na chodnikach gór śmieci. Przez chwilę zastanawiała się, czy jej dawny dom, londyńska kamienica, w której zamordowano jej rodziców, jest teraz w podobnym stanie. Zaraz jednak odepchnęła od siebie tą myśl i sięgnęła pod szatę. Z małej, niewidocznej kieszeni tuż pod kołnierzem, wyciągnęła niewielki kawałek pergaminu. Powoli przeczytała zapisane przez Albusa słowa i skupiła się na ich, przymykając oczy.

Gdy je otworzyła, miała przed sobą nadgryzioną przez czas fasadę Grimmauld Place numer dwanaście – dom, w którym była kilka razy jako dziecko. Wtedy jednak nadal stanowił on gniazdo starożytnego rodu Blacków, a sam dom utrzymany był w nienagannym stanie. Teraz, podchodząc do pokrytych łuszczącą się farbą drzwi z kołatką w kształcie węża, Minerwa pomyślała, że ten dom lata świetności ma dawno za sobą.

Stuknęła różdżką w drzwi, a te otworzyły się, ukazując jej mroczne wnętrze kamienicy. Zdecydowanym krokiem weszła w wąski korytarz i zamknęła za sobą drzwi. Machnęła różdżką i staromodne lampy gazowe rozbłysły słabym, przytłumionym blaskiem. W ich świetle przeszła przez korytarz, a potem ruszyła w dół schodów prowadzących do kuchni.

Zmarszczyła czoło, widząc bliźniaków, Freda i George'a Weasley'ów, przykładających jakieś dziwne przedmioty do kuchennych drzwi. Odchrząknęła znacząco, a dwójka rudzielców podskoczyła i błyskawicznie schowała to, czym wcześniej się zajmowali.

- Profesor McGongall! Jak miło panią widzieć! – George uśmiechnął się sztucznie.

- Nie powinniście próbować podsłuchiwać zebrań Zakonu. – warknęła Minerwa, która za wszelką cenę nie chciała, by uczniowie mieszali się do spraw tajnej organizacji.

- Ależ pani profesor, są wakacje, nie może nam pani odjąć za to punktów. – Fred teatralnie przewrócił oczami.

- Nadal jednak mogę porozmawiać z waszą matką. – odparowała natychmiast Minerwa. Jej słowa wywołały popłoch na twarzach bliźniaków.

- Już się wycofujemy, madame. – George zasalutował jej, po czym oboje wyminęli ją i zniknęli w głównym korytarzu. Zdenerwowana, że straciła tyle czasu, Minerwa energicznie pchnęła kuchenne drzwi.

Kuchnia kwatery głównej była pełna ludzi. Minerwa jednak jak zwykle najpierw odnalazła oczy w kolorze błękitnego nieba. Tym razem nie migotały – Albus nie był zadowolony z jej pojawienia się. Zignorowała go i rozejrzała się - Moody odetchnął lekko na jej widok, a reszta skinęła jej uprzejmie głowami. Minerwa z niewzruszonym spokojem zajęła puste miejsce po prawicy Albusa.

- A więc? Ustalenia? – zapytała, z trzaskiem kładąc swoją piękną różdżkę na porysowanym, drewnianym blacie.

- Dwójka dementorów zaatakowała Pottera na Little Whinging. Mundungus Fletcher opuścił swoją zmianę za wcześnie, Potter był zmuszony użyć zaklęcia patronusa, a potem na miejscu pojawiła się Arabella Figg. – zrelacjonował Kingsley poważnym tonem.

- Wiadomo, jak to możliwe, że dementorzy bez wiedzy i rozkazów ministerstwa opuścili Azkaban? – spytała, odwracając się do Albusa. Ten jedynie wzruszył ramionami.

- Ministerstwo zarzeka się, że dementorzy są urojeniem Harry'ego. Ja sam nie wykluczałbym, że ktoś w ministerstwie maczał w tym palce. – odpowiedział jej Moody.

- To prawda, że chcieli usunąć go z Hogwartu? – znów skierowała pytanie do Albusa.

- Tak, ale zmienili zdanie. Chcą poddać Harry'ego oficjalnemu przesłuchaniu przed Wizengamotem, gdzie orzekną o jego winie bądź niewinności i zdecydują, co dalej z jego edukacją. – tym razem wyjaśnił jej Syriusz.

- Przesłuchanie przed całym Wizengamotem?! Przecież to absurd. – Minerwa poczuła, jak powoli ogarnia ją złość.

- Najpierw mieli zamiar wyrzucić go z Hogwartu i połamać mu różdżkę. – wtrącił Remus, bledszy niż zwykle.

- Imbecyle! Przecież to woła o pomstę do nieba! – Minerwa lekko uderzyła dłonią w stół, a potem spojrzała wprost na Albusa i zapytała:

- Nie mogłeś wybić im tego z głowy?

Dyrektor zmarszczył brwi, ale w końcu odpowiedział:

- Przesłuchanie to i tak z trudem wypracowany kompromis. Oczywiście będzie ono jedynie formalnością – prawda zawsze ma przewagę nad kłamstwem. – jego ton był dziwnie odległy.

- Nie powinniśmy już z nimi negocjować. Może gdybym odcięła ministerstwo od dostaw smoczej krwi… - wymruczała do siebie Minerwa, a jej umysł pracował szybko.

- Przecież to załamałoby naszą gospodarkę! – jęknął Dedalus Diggle.

- Jesteś w stanie to zrobić? – Syriusz otworzył szeroko oczy.

- To Minerwa McGonagall. Ona kontroluje smoki. – odpowiedział mu Moody, uśmiechając się szeroko. Minerwa kiwnęła mu głową. Zaraz jednak mina jej zrzedła, bo Albus odezwał się do niej chłodnym tonem:

- Powinnaś była zostać w zamku.

- O ile dobrze wnioskuję, to spotkanie ma na celu określenie co z Harry'm. Jest zatem wiele powodów, podług których powinnam w nim uczestniczyć, na czele z tym, że jestem twoją prawą ręką. – odpowiedziała spokojnym tonem, choć powoli zaczynała się irytować.

- Harry powinien zostać u ciotki i wuja. – oświadczył Albus.

- Nie. – powiedziała jednocześnie Minerwa i Syriusz. Spojrzeli po sobie i Minerwa dała znak dawnemu uczniowi, by wyraził swoje zdanie.

- Harry dość już wycierpiał w domu siostry swej matki. A teraz, po tym ataku, na pewno czuje się zagubiony i przerażony. Przecież ma prawo do niektórych informacji. A ja, jako jego ojciec chrzestny, mam prawo zaoferować mu tu schronienie. – Syriusz gestykulował żywo. Minerwa całym sercem podpisywała się pod jego słowami.

- Tylko w domu wujostwa Harry jest chroniony przez starożytną magię swojej matki. Jego pobyt tutaj byłby niebezpieczny zarówno dla niego, jak i dla reszty Zakonu. – odpowiedział twardo Albus.

- Albusie, on nie ma pojęcia, co się dzieje! Przecież nie możesz trzymać go w tym stanie, bo prędzej czy później, może spróbować znów użyć magii. Jak wtedy wytłumaczysz go przed ministerstwem? – Minerwa ze złością odnotowała twardy, szkocki akcent w swoim głosie.

- Dla bezpieczeństwa wszystkich kluczowe jest, by Harry wiedział jak najmniej o Zakonie. Tutaj istnieje ryzyko, że dowie się zbyt wiele. – rzucił Albus.

Minerwa zacisnęła jedną dłoń na różdżce. Widziała oburzenie na niektórych twarzach – podobnie jak ona, niektórzy członkowie Zakonu rozumieli, że Albus sugeruje, iż nie potrafią dochować tajemnicy. I tak jak ona, nie wiedzieli, dlaczego Albusowi tak bardzo zależy na trzymaniu Pottera w niewiedzy.

- Na pewno nie pozna tutaj twoich dalekosiężnych planów, w końcu tego nikt tu mu nie zdradzi, jako że nikt nie dostąpił zaszczytu poznania ich. – stwierdziła gorzko.

Zapadła cisza. Część obecnych wbiła wzrok w stół, część nerwowo wodziła wzrokiem między nią, a Albusem, a młoda Nimfadora Tonks zasłoniła usta dłonią.

- Czy ty naprawdę uważasz, że mając ciebie u boku i Harry'ego pod opieką, mógłbym cokolwiek zaplanować? Jedno burzy wszystkie plany, bo jest zbyt uparte, by pozwolić, by los decydował o życiu, a drugie nieustannie pakuje się w kłopoty. – Albus zmierzył ją powłóczystym spojrzeniem.

Moody parsknął śmiechem. Minerwa, zbyt zszokowana spokojem Albusa zdołała jedynie wychrypieć:

- Zatem zgodzisz się, by zabrać Pottera od Dursley'ów?

- Pod warunkiem, że do rozpoczęcia roku szkolnego ograniczysz swój udział w sprawach Zakonu do minimum.

Minerwa poczuła jak szkocki temperament bierze w górę nad jej rozsądkiem.

- Odsuwasz mnie? – syknęła z oburzeniem.

- Twoja rola w Zakonie musi być sekretem. – odpowiedział twardo Albus.

- Daj spokój, przecież i tak wszyscy wiedzą, że to ja stoję za połową twoich strategicznych decyzji! Jestem na celowniku już od dawna i odsunięcie mnie od Zakonu tego nie zmieni. – wypaliła Minerwa szczerze.

- Nie zmienię zdania w tej kwestii. – Albus splótł palce, jakby szykował się do dłuższej dyskusji.

Minerwa była doskonale świadoma tego, że wszyscy na nią patrzą, że wszyscy oczekują od niej zażartej walki. Tylko jedna osoba zdawała się być pogrążona we własnych myślach – Syriusz Black.

On jeden chyba musiał wiedzieć, co czuła teraz Minerwa. Tę chęć bycia przydatnym, bycia w centrum wydarzeń, a jednocześnie głębokie pragnienie szczęścia Harry'ego.

Ale ostatecznie warto było podjąć to ryzyko. Gdyby Albus uznał, że Zakon jej potrzebuje, zjawiłaby się natychmiast. Może nie będzie miała wiedzy o wszystkim, ale przynajmniej będzie miała świadomość, że Harry nie musi już się męczyć z Dursley'ami.

- Dobrze, zgadzam się. Do końca wakacji poświęcę się głównie pracy w Hogwarcie. – oznajmiła. Wokół niej rozległy się ciche westchnienia zdumienia. Ona jednak wiedziała, że postąpiła słusznie, widząc pełne wdzięczności spojrzenie Syriusza.

- Zatem możecie zaplanować przetransportowanie Harry'ego do kwatery głównej, macie moją zgodę. – Albus nie okazał zdziwienia jej decyzją. Szybkim gestem schował szkarłatny notes, który zabierał na każde zebranie Zakonu, spotkanie w ministerstwie czy posiedzenie rady nadzorczej.

- Wychodzi pan, profesorze? – spytała Molly.

- Mam jeszcze parę spraw do załatwienia. Powiedzcie mi tylko, kiedy będziecie przenosić Harry'ego. – Albus wstał.

Minerwa wymieniła szybkie spojrzenie z Alastorem.

- Za trzy dni. – odpowiedział konkretnie auror.

- Doskonale. Do widzenia wszystkim. – Albus zabrał swój płaszcz, skinął im głową i wyszedł z kuchni.

Przez chwilę panowała niezręczna cisza, ale potem odezwał się Moody:

- Za łatwo poszło. – mruknął czarodziej, a wszyscy doskonale wiedzieli, co ma na myśli.

- Och nie, Dumbledore po prostu umie docenić wartość kompromisu. – odpowiedziała Minerwa.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Minerwa McGonagall z wyraźną przyjemnością pozwalała, by wiatr dął prosto w nią, wiszącą kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Siedziała na swojej miotle i po raz pierwszy od bardzo dawna czuła się wolna. Zaskakujące, jak zbawienny efekt miało na nią latanie i świeże powietrze.

Ujęła mocno trzonek miotły i poszybowała w stronę bajkowych wieżyczek Hogwartu. Zatoczyła krąg wokół Wieży Astronomicznej i zadrżała, czując dziwne zimno, mimo tego, że było lato. Uznała, że to pewnie ochłodzenie związane z wysokością i obniżyła lot, wyhamowując nieco obok wieży północnej – dostrzegła palące się światło i zacisnęła usta z dezaprobatą – Sybilla musiała znów zapomnieć o czymś tak przyziemnym jak światło.

Widząc pustą chatkę Hagrida bardzo łatwo można było zapomnieć, że nie tylko gajowy mieszkał na terenie zamku przez cały rok. Minerwa nie pamiętała, kiedy ostatni raz Sybilla Trewlawney opuściła Hogwart. A mimo to nauczycielka wróżbiarstwa wiodła tak pustelniczy żywot, że mało kto zauważał jej obecność – jasnowidzka jadła posiłki w swojej wieży, niezmiernie rzadko zaszczycając Wielką Salę swoją obecnością. I mimo że Minerwa nie przepadała za Sybillą, to uważała za swój obowiązek przynajmniej dwa razy w ciągu wakacji zajrzeć do wieży północnej. Wysiłek wspinania się na duszną wieżę nie był opłacalny – spotkanie nauczycielki transmutacji z Sybillą zazwyczaj kończyło się irytacją pierwszej i urazą drugiej. A jednak Minerwa uważała, że człowiek nie może być tak długo odizolowany od świata, jakkolwiek wiele nie widziałby wewnętrznym okiem.

Dzisiaj jednak Minerwa nie chciała jeszcze bardziej się denerwować. Latanie pomagało, gdy czymś się zamartwiała, ale tym razem nawet ono nie było lekiem na jej zmartwienie. Miała okropne przeczucie, że nie powinna bezczynnie siedzieć w Hogwarcie, szczególnie dzisiaj, gdy biedny Harry Potter miał tłumaczyć się przed całym Wizengamotem z użycia magii w obronie własnego życia.

Próbowała pocieszać się myślą, że Amelia nie skazałaby Harry'ego na wygnanie, a Albus zrobi wszystko, by wyciągnąć go z tej całej sytuacji. To jednak nie gwarantowało tego, że Harry przejdzie to przesłuchanie bez szwanku – tego bała się najbardziej – nie było nic gorszego niż stanie przed najważniejszymi ludźmi w ministerstwie, którzy widzą w tobie jedynie ofiarę. Minerwa doskonale znała to uczucie. Harry przynajmniej miał ten komfort, że z całą pewnością był niewinny.

Kłamanie przed Wizengamotem Minerwa nadal uważała za jedno z największych wyzwań swojego życia.

Rozpamiętując tamto niewesołe wspomnienie, zrobiła jeszcze kilka okrążeń wokół zamkowych wież. Potem przeleciała nad Zakazany Las. Oglądając morze zieleni w dole, usłyszała głosy dochodzące od strony bramy głównej.

- Ale przecież mogłaś poprosić Minerwę, by ci zamówiła tą herbatę, w żadnym wypadku nie powinnaś opuszczać zamku, nie informując o tym mnie albo Minerwy!

Nauczycielka transmutacji natychmiast rozpoznała głos Albusa. Zmartwiło ją jednak wyraźne zdenerwowanie w jego tonie. Skierowała miotłę ku bramie.

Wielkie skrzydła z żelaznych prętów właśnie się otwierały przed wysokim dyrektorem odzianym w błękitne szaty i dużo niższą, okutaną w ciężkie kolorowe chusty czarownicą, której ogromne okulary o grubych szkłach sprawiały, że z góry wyglądała jak wielki, kolorowy owad.

Minerwa odruchowo obejrzała się – światło w wieży północnej nadal się paliło. Pokręciła głową i wytężyła słuch.

- Ależ ona nie ma żadnego szacunku dla mojego wewnętrznego oka, dyrektorze! Jak miałabym komuś takiemu powierzyć zdobycie liści herbaty, której fusów uczniowie używają do odkrywania tajemnic przyszłego losu!? Przecież to nie jest zwykła herbata! – oburzyła się Sybilla Trelawney, bo to ona towarzyszyła Albusowi.

Minerwa zmarszczyła czoło, obniżyła lot i wylądowała kilkanaście metrów przed maszerującym szybko Albusem i usiłującą go dogonić profesor Trelawney. Teraz dopiero zobaczyła oprócz zdenerwowania, także niezadowolenie na twarzy Albusa. Sybilla wydała z siebie zduszony okrzyk na jej widok.

- Co się stało? Przesłuchanie się nie odbyło? – Minerwa postanowiła na razie ignorować nauczycielkę wróżbiarstwa. Ważniejszy był fakt, że o tej godzinie powinno trwać przesłuchanie Harry'ego, na którym Albus miał być obrońcą.

- Jakie przesłuchanie? – Sybilla wytrzeszczyła oczy za swoimi okularami.

- Twoje wewnętrzne oko ci nie powiedziało? – wysyczała Minerwa, zanim zdążyła ugryźć się w język.

- Doprawdy! Przecież ona jest niemożliwa! – wrzasnęła Sybilla, ale zaraz potem się zakrztusiła. Minerwa otwierała usta, by próbować jakoś rozwiązać tę sytuację, gdy nagle oczy Sybilli się zaszkliły, a z jej ust dobiegł chrapliwy, głęboki głos.

- Jeśli pozwolisz by myśli o niej wpływały na twoje plany, jeśli pozwolisz jej zakotwiczyć się w życiu, nigdy nie zrealizujesz swoich celów, nigdy nie ujrzysz zmierzchu. Najważniejsza jest ostatnia myśl, to, czy porzucisz wszelką nadzieję, czy pozwolisz jej być swą nadzieją.

Wypowiadając te słowa, Sybilla Trelawney wpatrywała się dokładnie w punkt pomiędzy Minerwą a Albusem. Gdy skończyła mówić, zamrugała i rozejrzała się, jakby zdziwiona faktem, że znajduje się poza swoją wieżą.

- Sybillo, dobrze się czujesz? – spytał Dumbledore, mniej poirytowany, a bardziej zaciekawiony. Minerwa kompletnie nie wiedziała co powiedzieć.

- Powinnam wrócić do wieży. Ona zakłóca działanie mojego wewnętrznego oka! – odpowiedziała Sybilla, wskazując palcem na Minerwę. Nie czekając na nich, nauczycielka wróżbiarstwa ruszyła do zamku, co chwila potykając się o swoje chusty. W dłoniach kurczowo ściskała tobołek z liśćmi herbaty, której intensywny aromat uderzył Minerwę, gdy Sybilla ją mijała.

Umysł Minerwy gorączkowo analizował słowa zasłyszanej przepowiedni – bo to była przepowiednia, w to nie wątpiła. Dlatego ledwie odnotowała, że Albus delikatnie ujął ją pod ramię i zaczął prowadzić do zamku. Zastanawiała się, czy przepowiednia była skierowana do niej, czy do Albusa. A może w jakiś pokrętny sposób dotyczyła ich obojga? Może Sybilla widziała strzęp tego, co Tiara Przydziału, gdy Albus położył ją na głowie jedenastoletniej Minerwy?

- Czyżbyś zmieniła swoją opinię o profesor Trelawney? – Albus przerwał ciszę gdy weszli do zamku.

Minerwa spojrzała na niego z powagą.

- Może i uważałam, że w wielu przypadkach jest po prostu oszustką, ale nie wykluczałam możliwości usłyszenia od niej prawdziwej przepowiedni. Nie trzymałbyś jej w zamku za wszelką cenę, gdyby nie była w jakiś sposób istotna. To ona wygłosiła przepowiednię, którą ma chronić Zakon, prawda?

Albus westchnął i pokiwał głową. Minerwa doskonale rozumiała jego wahanie. Nigdy nie pytała o tę przepowiednię, choć domyślała się, że dotyczy ona ich wszystkich i że to w dużej mierze na niej Albus opiera swoje skomplikowane plany i machinacje. W Zakonie nikt nie miał pojęcia, jak naprawdę brzmiała przepowiednia, za którą byli gotowi oddać życie. Sama Minerwa nie miała Albusowi za złe, że nie dzieli się z nią tą wiedzą. Przez ostatnie dni coraz częściej łapała się na tym, że jej funkcja prawej ręki Albusa Dumbledore jest w dużej mierze pustym tytułem.

W ciszy szli przez puste zamkowe korytarze, kierując się do gabinetu Albusa. Gdy stali razem na ruchomych kręconych schodach, Minerwa zauważyła że jej przyjaciel garbi się, jakby fizycznie czuł ciężar spoczywający na jego barkach. Dostrzegła też nowe zmarszczki na jego czole i cień w błękitnych oczach. Naturalnie natychmiast dopadło ją poczucie winy – nie powinna być zła na niego, że o niczym jej nie mówi, powinna starać się mu pomóc.

Gabinet Albusa rozbrzmiewał szmerem głosów dawnych dyrektorów, kiedy weszli do środka. Widząc Albusa, kilka portretów zaczęło mówić jednocześnie, kierując w jego stronę jakieś pytania. Albus przez chwilę stał i je ignorował, przymykając oczy. Wydawał się taki kruchy, taki wyczerpany.

Minerwa przesunęła ostrym spojrzeniem po ścianach z portretami, a potem bez słowa chwyciła Albusa za rękę i poprowadziła do schodów prowadzących do prywatnych apartamentów dyrektora. Popchnęła go do jego pstrokatego salonu i zamknęła za nimi drzwi, dając do zrozumienia portretom, że nie powinny się wtrącać.

Albus zatrzymał się przy oknie. Minerwa nie podchodziła do niego, stała przy drzwiach, gotowa go wysłuchać, wesprzeć, nawet wyjść, jeśli takie będzie jego życzenie.

- Harry został oczyszczony ze wszystkich zarzutów. – oznajmił w końcu czarodziej, nie odwracając się do niej.

- Miło mi to słyszeć. – odpowiedziała Minerwa. Nie zapytała, dlaczego przesłuchanie odbyło się wcześniej, ani jak przebiegało. Wiedziała, że Amelia przekaże jej wszystkie szczegóły.

- Minerwo… - tylko dzięki wyczulonym zmysłom czarownica usłyszała szept Albusa. Ostrożnie zbliżyła się do niego, by wreszcie stanąć tuż obok. Teraz doskonale widziała, że mag toczy ze sobą jakąś wewnętrzną walkę.

- Przecież będę tu, bez względu na wszystko. – przypomniała mu cicho. Spojrzał na nią, a na jego ustach pojawił się cierpki uśmiech.

- Nie powinienem ci zdradzać tej przepowiedni. To postawi cię w jeszcze większym niebezpieczeństwie, to może skierować wszystko na niewłaściwe tory… - zaczął mówić, a potem urwał.

- Niewiedza to też niebezpieczeństwo. – zasugerowała. Albus pokręcił głową a potem odpowiedział:

- Sęk w tym, że ja już nie mam siły by wmawiać sobie, że lepiej będzie, jak będę trzymał cię z dala od tego wszystkiego.

Minerwa delikatnie położyła dłoń na jego ramieniu.

- Zatem nie wmawiaj sobie. Nie możesz wszystkiego dźwigać sam. – rzekła, stanowczo lecz z troską patrząc mu w oczy.

- Jak ty to robisz, że już nie potrafię ci niczego odmówić? – wymruczał bardziej do siebie niż do niej Albus, a potem machnął różdżką, przywołując myślodsiewnię ze swojego gabinetu.

Wprawnym gestem dyrektor przyłożył różdżkę do skroni, a potem odsunął ją, razem z falującą i srebrzystą myślą. Strząsnął myśl do kamiennej misy, unoszącej się w powietrzu na środku salonu. Następnie przywołał gestem Minerwę, która przez cały czas obserwowała go z troską.

- Jesteś pewien? – zapytała szczerze, podchodząc do myślodsiewni.

- Ktoś musi wiedzieć, na wszelki wypadek. A ty, ze swoim sceptycyzmem odnośnie wróżbiarstwa, jesteś wręcz idealna. – odpowiedział Albus.

Minerwa zrozumiała, że będzie musiała zanurzyć się w to wspomnienie sama – Albus nie popędzał jej, ani nie wykonał żadnego gestu, sugerującego że chce to oglądać z nią. Wzięła więc głęboki wdech i zanurzyła twarz z migoczącej cieczy na dnie kamiennej misy.

Gdy otworzyła oczy, od razu rozpoznała wnętrze pokoi nad barem Aberfortha. W ciasnym i zagraconym pokoju siedział Albus, młodszy o jakieś kilkanaście lat oraz Sybilla Trelawney. Ona wyglądała dokładnie tak samo jak obecnie. Minerwa przez jakieś pięć minut wysłuchiwała nieskładnej paplaniny Sybilli. Albus także był wyraźnie znudzony. W pewnym momencie lekko uniósł się na krześle, jakby chciał zbierać się do wyjścia.

A wtedy Trelawney wygłosiła swoją przepowiednię.

Zanim skończyła, zmysły Minerwy wyłapały rumor po drugiej stronie drzwi.

Potem zaś wszystko się rozpłynęło, a ona stała znów w salonie Albusa.

,,Jeden z nich musi zginąć z rąk drugiego, jako że jeden nie może istnieć, gdy drugi przeżyje."

Minerwa poczuła zimny pot spływający po plecach. Tak, wszystko pasowało. Dziecko urodzone pod koniec siódmego miesiąca. Naznaczone przez samego Voldemorta blizną w kształcie błyskawicy. Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie stawili opór czarnoksiężnikowi. Mający moc, jakiej Czarny Pan nie zna…

,,Jeden z nich musi zginąć z rąk drugiego, jako że jeden nie może istnieć, gdy drugi przeżyje."

- Zatem tylko Harry może pokonać Toma? – spytała, wbijając wzrok w Albusa. Czarodziej pokiwał głową. Minerwa poczuła jak żal ściska jej serce. Przez tyle lat karmiła się nadzieją…

- Wiedziałeś od początku. Wiedziałeś, że to musi zakończyć się między nimi dwoma. A jednak pozwoliłeś mi karmić się nadzieją, że jakoś zdołamy pomóc Harry'emu, że razem możemy zniszczyć Voldemorta. – mówiła wolno Minerwa, tak obojętnym tonem, jakby komentowała pogodę. Albus odpowiedział równie spokojnie:

- Nadal możemy mu pomagać. Ale tak, wiedziałem, że ostatecznie wszystko sprowadzi się do pojedynku Harry'ego z Voldemortem. Musimy zadbać, by chłopak był do tego jak najlepiej przygotowany.

Minerwa poczuła gniew i burzącą się w żyłach magię.

- Znów to robisz. Ustawiasz nas jak pionki na szachownicy. – syknęła, a z jej palców wystrzeliły iskry.

- To nie ja. Los nas wszystkich jest z góry narzucony. – Albus rzadko uderzał w tak usprawiedliwiający ton. Minerwa jednak nie pozwoliła się udobruchać.

- Nie, Albusie. Nasz los kształtują nasze decyzje. Ja nie zamierzam dopuścić do tego, by Harry samotnie stawał do walki z Voldemortem. – Minerwa dawno nie była tak pewna swoich przekonań.

- Właśnie takiej reakcji się spodziewałem. Nie możesz jednak pozwolić na to, by Tom wykorzystał twoją moc do zniszczenia Harry'ego. Nie widzisz tego? Ty możesz kształtować przyszłość, to ty możesz być czynnikiem, który przesądzi o klęsce lub zwycięstwie Harry'ego. – Albus zmęczonym gestem nałożył na nos swoje okulary połówki.

- I tego się tak boisz, prawda? Że jestem jedyną niewiadomą, że mogę namieszać w twoich planach. – Minerwa nie umiała ukryć wyrzutu w głosie.

Albus nie odpowiedział – odwrócił głowę.

- Nawet to wszystko, zdradzenie mi tej przepowiedni, to też jest element planu. Dajesz mi namiastkę poczucia kontroli, bo bez tego mogę zachowywać się nieprzewidywalnie. Odmawiasz Harry'emu wszelkich informacji, bo mógłby zareagować niezgodnie z twoimi oczekiwaniami. To wszystko jest dla ciebie rozgrywką. – Minerwa kręciła głową z dezaprobatą.

- Co miałbym zrobić, by przekonać cię, że tak nie jest? – spytał Albus, tylko na chwilę skupiając wzrok na jej twarzy.

- Ty już się nie zmienisz. – rzuciła Minerwa. A potem dodała:

- Potrzebujesz czegoś jeszcze?

- Nie. Dziękuję, moja droga. – odpowiedział czarodziej, zmuszając się do lekkiego uśmiechu.

- Od tego są przyjaciele. Do zobaczenia. – odrzekła, a potem odwróciła się i wyszła. Nie zdążyła zauważyć wyraźnego grymasu na twarzy Albusa przy słowie ,,przyjaciele".