To był dzień jak co dzień. Jeźdźcy zajmowali się swoimi sprawami a ja sprzątałam kuchnię po śniadaniu. Akurat wycierałam miskę kiedy przez okno dostrzegłam nieznaną mi istotę. Wyglądał na demona: był wysoki, miał czerwony odcień skóry, małe rogi na głowie, czarne włosy i był ubrany w klasyczne jeansy, białą koszulę i co więcej miał ciemny krawat. W jego ręku dostrzegłam bukiet kwiatów.
„Śmierć, mogę Cię na chwilę prosić?" wołam swojego męża nie odrywając wzroku od istoty.
„Coś się stało?" pyta mnie Śmierć pojawiając się w kuchni ubrudzony smarem.
„Wiesz może kto to jest?" pytam go kiwając głową na podwórko.
Śmierć podchodzi do okna i przez chwilę obserwuje gościa w milczeniu.
„Nie mam pojęcia." odpowiada mi nie odrywając wzroku od niego „Wygląda dosyć... nietypowo..." dodaje cicho.
„Może się zgubił?"
„Może..."
Śmierć odchodzi od okna, z szafki przy drzwiach wyciąga maskę, zakłada ją na twarz i wychodzi przed dom. Wychodzę za nim i staję na progu by móc przysłuchać się jego rozmowie z gościem.
„Cześć. Wyglądasz na zagubionego." mówi do niego mój małżonek podchodząc do niego „Może Ci w czymś pomóc?"
„To domek Czterech Jeźdźców, prawda?" słyszę pytanie istoty.
„Tak..." odpowiada podejrzanie Śmierć i widzę, że położył dłonie blisko swoich kos.
„Jestem przyjacielem Furii." mówi radośnie gość „Feliks jestem."
Istota wyciąga do niego z wielkim uśmiechem dłoń a ja widzę, że Śmierć stoi jak wryty. W tym momencie za sobą słyszę okrzyk przerażenia Furii. Śmierć nawet nie zdążył podnieść ręki a Furia już była obok nich i odsuwając stanowczo za ramię od Śmierci demona pyta:
„Co Ty tutaj robisz?"
„Pomyślałem sobie, że Cię odwiedzę a przy okazji poznam Twoich braci." odpowiada jej radośnie Feliks „A to dla Ciebie." dodaje i podaje jej bukiet kwiatów.
Furia wygląda tak jakby zaraz miała dostać... no cóż... furii. Jej donośny głos sprowadza Wojnę i Waśń.
„A cóż to za wrzaski z samego rana?" pyta Wojna stając obok mnie na progu i obserwując całe zajście.
„Czy to nie jest kolega Furii?" pyta Waśń i przechodzi obok mnie i Wojny dołączając do Śmierci.
„Wygląda na to, że to jest kolega Furii..." odpowiadam cicho Wojnie na co on kiwa mi ze zrozumieniem głową.
Furia wciąż krzyczy niesamowicie na Feliksa a Feliks wygląda tak jakby do niego kompletnie nie dochodziła cała sytuacja. Kiedy on patrzy na nią z rozmarzonym wzrokiem, krzyki Furii głośno przerywa mój mąż:
„Dosyć!"
Furia momentalnie się zamyka i widzę, że z lekkim przerażeniem patrzy na Śmierć. Ja aktualnie nie widzę twarzy mojego małżonka bo stoi plecami do mnie ale od razu przeczuwam co planuje zrobić. Mina na twarzy Waśni tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.
„Zaproś swojego przyjaciela do środka." mówi stanowczo.
„Ale..." zaczyna Furia.
„Przejechał kawałek drogi dla Ciebie, to zaproś go chociaż na obiad." Śmierć mówi do siostry tak jakby Feliksa nie było obok.
Furia zapowietrza się a Feliks słysząc słowa Śmierci rozpromienia się jeszcze bardziej.
„Dziękuję Ci bracie Furii!" Feliks mówi do mojego małżonka z wielkim uśmiechem.
„Jestem Śmierć." odpowiada mu chłodno, obraca się na pięcie i idzie do domu.
„Ja jestem Waśń." zwraca się Waśń z lekkim uśmiechem do Feliksa i podając mu rękę.
Feliks szybko wymienia uścisk dłoni z Waśnią i idzie obok Waśni w stronę naszego domu. Dostrzegam, że Furia dopiero się rusza do domu kiedy tamci są w połowie drogi. Śmierć w tym czasie przechodzi obok mnie i Wojny kierując się na piętro.
„Umyję się i zaraz wracam." rzuca do mnie „Pomożesz Furii w ugoszczeniu jej..." na chwilę przerywa „przyjaciela?"
„Jasne." odpowiadam mu.
„To jest nasz najmłodszy brat, Wojna." Waśń przedstawia Czerwonego Jeźdźca Feliksowi.
„Cześć." krótko wita się z nim Wojna nie wyciągając do niego nawet ręki.
„A to jest Grażyna. Nasza bratowa." Waśń przedstawia mnie.
Patrzę na nich i za nimi dostrzegam Furię z miną obrażonej nastolatki. Uśmiecham się pocieszająco do niej i podaję rękę Feliksowi, którą on szybko ściska.
„Miło mi." mówię do niego „Nie jest to jeszcze pora obiadowa ale mam nadzieję, że cierpliwie poczekasz do niej."
„Nie mogę się doczekać specjałów, które Furia ugotuje." mówi uszczęśliwiony Feliks gdy siada przy stole w naszym salonie.
„Furia i specjały kulinarne?" pyta go zaskoczony Waśń „Ała!" wydaje okrzyk bólu i patrzy groźnie na siostrę.
„Te paszteciki, które raz przyniosła z domu były niesamowite." papla dalej Feliks „Nigdy nie myślałem, że tak może mi smakować wegetariańskie danie."
Patrzę ze swojego miejsca na Furię i widzę jak spuszcza głowę. Wegetariańskie paszteciki są moją specjalnością a Furia podała je za swoje. Patrząc jednak na całą sytuację postanawiam nie kopać leżącego.
„Zanim Feliks przyszedł to chciałaś przygotować składniki na obiad, pamiętasz Furio?" zwracam się do Furii próbując jej dyskretnie pomóc.
„Och..." Furia podnosi głowę i patrzy na mnie przez chwilę zaskoczona zanim łapie o co mi chodzi „No tak! Składniki! Pomożesz mi Grażynko?"
„Jasne." odpowiadam jej i razem z nią wychodzę do kuchni.
Gdy tylko przekraczamy próg kuchni, Furia sprawdza czy nikt za nami nie poszedł po czym szeptem do mnie mówi:
„Ja kompletnie nie wiem skąd on się tutaj wziął."
„Nie podawałaś mu swojego adresu?" także do niej szepczę i wyciągam składniki na obiad z szafek.
„Jasne, że nie."
„Skąd Ty go w ogóle znasz?"
„Poznałam go na jednej imprezie. Dobrze się razem bawiliśmy, nawet później się całowaliśmy ale nic więcej. Myślałam, że to standardowa, jednorazowa, malutka przygoda a teraz on tutaj jest pod krawatem, z kwiatami w ręku i w ogniu pytań moich braci. Nigdy w życiu nie chciałam go przyprowadzać do domu."
„No wiesz... Biorąc pod uwagę fakt, że jesteś Jeźdźcem Apokalipsy to nie trudno było ustalić Twój adres..."
„Tak, wiem..." odpowiada mi zrezygnowana Furia, bierze ode mnie warzywa i zaczyna je obierać „Nie spodziewałam się tego, że znajdzie się ktoś na tyle odważny by stawić czoła moim braciom. I to mi się zawsze podobało. Jak tylko Śmierć tam przyjdzie to zobaczysz co się będzie działo."
„Uważasz, że będzie aż tak źle?" pytam ją pomagając jej obierać warzywa.
„Ja wiem, że będzie aż tak źle." odpowiada mi i przez chwilę milczy obierając warzywa „Ale dziękuję Ci za krycie mnie jeśli chodzi o gotowanie."
„W końcu jesteś dla mnie jak siostra. Powinniśmy sobie pomagać wzajemnie."
„Dzięki..."
Gdy kończymy obierać warzywa słyszę kroki Śmierci na schodach. Rzucam okiem na Furię i szybko wychodzę na przedpokój łapiąc tam Śmierć przed salonem.
„Obiecaj mi, że będziesz miły." mówię do niego cicho.
„Zawsze jestem miły." odpowiada mi chłodno Śmierć „I nie pomagaj Furii w gotowaniu. Sama się w to wpakowała to niech teraz sama z tego wyjdzie. W dodatku to jej gość i to ona niech raz pracuje w kuchni a nie Ty. Twoje miejsce dzisiaj jest obok mnie, zrozumiano?" Śmierć wypowiadając ostatnie zdanie chwyta delikatnie mój podbródek i podnosi go tak bym mogła mu spojrzeć w oczy.
„Nie bardzo mi się podoba to co mówisz." odpowiadam mu patrząc mu w oczy.
„Zaparz mi dzbanek ziół na trawienie bo mogę nie przeżyć zjedzenia tego co Furia przygotuje i zaraz widzę Cię w salonie obok siebie." Śmierć szybko ściąga drugą dłonią maskę, krótko całuje mnie w usta i idzie do salonu zakładając ponownie maskę na twarz.
Patrzę na niego oniemiała przez chwilę, wracam do kuchni i biorę się za zaparzanie ziół.
„Niech zgadnę: Śmierć kazał mi sobie samej poradzić." odzywa się do mnie Furia stojąc przy garnku z zupą.
„Wybacz mi..." odpowiadam jej obracając się w jej stronę „Ale doskonale wiesz, że jeśli zaraz się nie pojawię obok niego to siłą mnie tam zaciągnie..."
„Tak, wiem..." odpowiada mi zrezygnowana Furia „Zresztą po części go rozumiem... I tak mi wystarczająco pomogłaś."
Furia uśmiecha się do mnie po czym z dosyć niepewną miną zagląda do garnka. Mam jeszcze chwilę zanim woda potrzebna do ziół mi się zagotuje więc podchodzę do Furii i szybko przekazuję jej najważniejsze wskazówki dotyczące obiadu. Widzę, że Jeździec próbuje zapamiętać jak najwięcej informacji ale jest to spora ilość informacji. Nagle słyszę jak czajnik się wyłącza i po chwili słyszę czyjeś kroki na przedpokoju. Szybko odsuwam się od Furii, biorę czajnik i zalewam zioła.
„Grażynko, idziesz?" pyta mnie Śmierć pojawiając się na progu kuchni.
„Właśnie się tam wybierałam." odpowiadam mu biorąc dzbanek do ręki.
Rzucam jeszcze spojrzenie Furii i przechodzę ze Śmiercią do salonu. Przy stole akurat Feliks opowiada o jakieś bitwie. Waśń wygląda tak jakby przysypiał na siedząco, natomiast Wojna wygląda na znudzonego.
„Ta bitwa to była dziecinna zabawa w porównaniu z tym z czym my się spotykamy na niemal każdej misji." komentuje Wojna wypowiedź Feliksa kiedy ja i Śmierć siadamy przy stole.
„To prawda." potwierdza Śmierć „Ale wiesz, nie opowiedziałeś nam jeszcze o tym w jaki sposób poznałeś naszą uroczą siostrę."
Od razu wyczuwam małą złośliwość w głosie swojego małżonka ale Feliks zachowuje się tak jakby kompletnie tego nie dostrzegł. Zaczyna nam więc opowiadać o imprezie i o tym jak Furia od razu przykuła jego uwagę. Z jego perspektywy ich cała relacja wygląda na bardzo poważną znajomość. Trójka Jeźdźców słucha go uważnie ale w spojrzeniu każdego z nich nie dostrzegam ani błysku wiary w to wszystko.
„Myślę, że Furia może być tą moją jedyną." Feliks kończy swoją wypowiedź niewiarygodnym oświadczeniem.
Przy stole zapada cisza. Patrzę powoli na każdego z Jeźdźców po kolei i w oczach każdego z nich dostrzegam niezbyt ciekawe błyski.
„Uważam, że powinieneś najpierw spróbować jej kuchni a potem się deklarować." Śmierć odzywa się pierwszy „W końcu sam nam mówiłeś, że jak spróbowałeś talentu kulinarnego Furii to tym bardziej coś do niej poczułeś."
„Te paszteciki, które wtedy przyniosła ze sobą były niesamowite." Feliks odpływa gdzieś myślami „Można było w nich wyczuć sporą ilość miłości. Szkoda marnować takie uczucie."
„Masz rację..." odpowiada mu Śmierć kierując swój wzrok na mnie.
Czuję jak się zaczynam rumienić. Paszteciki, którymi Furia go wtedy poczęstowała, przygotowałam właśnie z myślą o Śmierci. Starannie dobrałam każdy składnik by Śmierć poczuł już przy pierwszym gryzie moje uczucie do niego. A przy okazji przypadły też do gustu reszcie mieszkańców więc co kilka dni przygotowywałam ich całą blachę.
„Ale dziwi mnie to, że nigdy nie słyszałem, żeby któryś z Jeźdźców miał małżonka." Feliks kieruje wzrok na mnie i na Śmierć „W dodatku Furia też nie wspominała, że ma bratową."
„Jesteś mało znaczącym demonem w wielkim wszechświecie." odpowiada mu szczerze Śmierć „Do tej pory dziwię się, że udało Ci się w ogóle trafić do naszego domku."
„Dostałem dobre wskazówki."
„Od kogo?"
„Od Vulgrima."
„To wiele wyjaśnia..."
„Od razu się w niej zakochałeś?" Feliks zwraca się do Śmierci.
Wszystkie oczy kierują się na Śmierć. Ja także kieruję zaciekawiony wzrok na swojego małżonka. Najstarszy Jeździec udaje, że nie dostrzega zainteresowania jego osobą i patrząc mu w oczy spokojnie odpowiada:
„Niemal od pierwszego wejrzenia."
„To na pewno doskonale rozumiesz co ja czuję do Furii."
„Dosyć!" krzyczy Furia.
Wszyscy obracają się w stronę drzwi i dostrzegamy w wejściu Furię. Wygląda na strasznie zmęczoną ale jednocześnie też na wściekłą.
„Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz." Furia podchodzi wściekła do Feliksa „Nie kocham Cię i nigdy Cię nie pokocham co oznacza, że nigdy z Tobą nie będę!"
„Ale kochanie..." Feliks próbuje protestować.
„Żadne kochanie!" odpowiada mu Furia „Było miło ale nigdy nie planowałam się z Tobą spotkać kolejny raz! A już na pewno nie chcę byś mi się w jakikolwiek sposób oświadczał!"
„Kochana Furio ale ja Cię kocham..." Feliks próbuje kolejny raz udobruchać Furię.
„Nie potrafię gotować! Paszteciki, nad którymi tak się rozpływałeś tak naprawdę zrobiła Grażyna. To ona ma talent do gotowania i pieczenia a nie ja. A teraz znikaj mi z oczu zanim zapomnę o gościnności i chwycę swój bat."
„Ale..."
„Wynocha!"
Ostatnie słowo Furia wykrzykuje z taką siłą, ze sama mam ochotę zniknąć jej z oczu. Widzę wielkie rozczarowanie na twarzy Feliksa ale posłusznie wstaje i wychodzi cicho z naszego domku nie żegnając się nawet. Furia opada na krzesło i oddycha głęboko.
„A już liczyliśmy na to, że wydamy Cię za mąż." odzywa się Waśń za co obrywa od Furii kubkiem, z którego Feliks popijał kawę.
„Dla was to była kolejna świetna zabawa." odzywa się Furia gdy kubek rozbija się na twarzy Waśni.
„Po prostu następnym razem uważaj z kim się bawisz." odzywa się Śmierć.
„Tak, tak, wiem..." odpowiada mu siostra.
„To co dzisiaj jemy?" pyta Wojna jakby nigdy nic.
„Przypaloną zupę." odpowiada mu smutno Furia.
„Spaliłaś zupę?" pytam ją zaskoczona.
„Niestety tak..."
„Zaraz pójdę zrobić coś nowego na obiad." uśmiecham się do Furii wstając od stołu.
„Wybacz mi to, że przywłaszczyłam sobie Twoje paszteciki..."
„Wybaczam."
Kładę na chwilę swoją dłoń na ramieniu Furii po czym idę do kuchni przygotować coś jadalnego na obiad.
