ROZDZIAŁ 22
Zgrzani od tańca przywitaliśmy z ulgą chłód Hogwardzkich korytarzy. Prowadzeni przez los pozwoliliśmy nogom iść samym, podczas gdy my szukaliśmy chwili wytchnienia między pieszczotami.
Jakoś między jednym pocałunkiem a drugim natrafiliśmy na drzwi pojawiające się znikąd. Pokój Życzeń odnalazł nas sam tej nocy. Bez zawahania przekroczyliśmy jego próg, by znaleźć się w miejscu pozornie odległym. Magia Pokoju zabrała nas do miejsc naszego pierwszego spotkania, a raczej do miejsca, gdzie się oni zakończyło.
Wylądowaliśmy w niewielkim przedpokoju, który prowadził do saloniku i małej sypialni. Nawet przy nikłym świetle dwóch świec palących się w kinkietach, mogłem bez wahania powiedzieć gdzie znajduje się łózko, a która droga prowadzi do łazienki.
Zaśmiałem się dając przy tym sposobność do złapania oddechu.
- Czy seks w podejrzanym hostelu to jakieś twoje skryte pragnienie? - spytał Tom rozglądając się dookoła.
- Jeśli już, to wszytko z tobą związane jest moim pragnieniem, jednak tu chodzi o coś innego. Może nie rozpoznajesz tego miejsca lecz za tymi drzwiami - wskazałem za siebie - zdradziłeś mi swoje imię. Tutaj odprowadziłem mnie tamtej nocy, kiedy spotkaliśmy się w barze. - Przyciągnąłem Riddle'a do siebie, a jego ciało przycisnęło mnie do drzwi. - Skoro już mowa o seksie - przesunąłem językiem po wrażliwej części jego ucha - chcesz to zrobić dzisiaj?
- A kiedy? - niemal prychnął. - Chyba już zbyt zwlekaliśmy z tym wszystkim. Mam już dość tego jak los się nami zabawia. Sprawie, że będę jedyną twoją myślą tej nocy. - Dłonie Toma wdarły się pod moją szatę. Mimowolnie przygryzłem jego płatek.
Rzuciłem ciche Lacarnum Inflamare, by zapalić wszystkie świece w pokojach.
Półmrok był dobry, lecz nie wtedy, kiedy chciałem dostrzec wszystkie zmiany zachodzące w twarzy Toma.
Poranek przywitał nas wcześniej, niż którykolwiek z nas by tego chciał.
Uniosłem się lekko, podtrzymując na przedramionach. Biała pościel zsunęła się z moich pleców by zatrzymać się tuż nad pośladkami. Przyglądałem się wciąż śpiącemu obok Tomowi, który zupełnie się nie przejął faktem, iż zakrytą to on miał co najwyżej prawą łydkę. Jego nagie ciało zdawało się niemal załamywać promienie wschodzącego słońca. Przygryzłem obolałą wargę zdając sobie nagle sprawę po raz już któryś, iż Tom wygląda tak samo nieziemsko w ubraniu czy też bez niego.
Niemal nadnaturalną siłą powstrzymałem się od dotknięcia jednego z czerwonych kręgów znaczących jego szyję, ramiona, tors...
Ach, cóż to była za noc.
Prowadziłem go tyłem nie będąc w stanie oderwać się od jego ciała, które przyciągało mnie niczym magnez. Nie pamiętałem gdzie znalazła się moja szata, za to wiedziałem, że wolę być bez niej, bo wtedy oczy Toma błyszczą złośliwie, jakby znalazł nową ofiarę. Nie musiałem długo czekać aż jego zęby pozostawią ognistą ścieżkę na mojej piersi. Gdzieś między jednym ugryzieniem a kolejnym krokiem w stronę sypialni natknęliśmy się na przeszkodę w postaci starego kredensu. Uniosłem Toma by po chwili posadzić go na jego blacie. Dało mi to idealny dostęp do jego szyi i sposobność, by odkryć więcej alabastrowej skóry.
Gdyby Tom nie objął mnie nogami w pasie nawet bym się nie zorientował, że jego szata miała specjalny krój. Przylegająca góra rozchodziła się luźno przy jego biodrach, więc kiedy stał wyglądała normalnie, dopiero przy większym ruchu - lub przy sytuacji takiej jak ta - można było dostrzec, że guziki kończyły się na wysokości podbrzusza a dalsza cześć była rozcięta. Mógłbym kontemplować strój Riddle'a godzinami, no oczywiście, gdyby był on trochę bardziej cierpliwy i nie przycisnął mnie swoją odzianą w czarną skórę smukłą nogą do siebie. To odkrycie dało mi możliwość wsunięcia dłoni pod ostatni guzik i wtargnięcia nią pod koszulę. Uśmiechnąłem się przebiegle. Po chwili twarde mięśnie podbrzusza ustąpiły czemuś innemu. Wyczułem pas okalający żebra Toma, przechodził on w górę w stronę mostka, dalej nie byłem w stanie sięgnąć w tej pozycji, w której się znajdowaliśmy.
- Poczekaj jeszcze chwilę - wymruczał wyciągając moją dłoń spod swojej koszuli. Gdy już ją zabrałem, złośliwie zahaczyłem o jego krocze. Jęknął cicho starając się uciszyć ten dźwięk przygryzając wargi. Przyssałem się do jego szczęki czekając aż przestanie maltretować te nieszczęsne usta i da mi sposobność bym mógł je podleczyć. Za dużo było gwałtowności i niecierpliwości w naszych ruchach.
Gdy wypuścił wargę z sideł swoich ostrych zębów zaatakowałem ją swoimi ustami. Poczułem krew na języku. Bezgłośnie udało mi się wypowiedzieć zaklęcie by już po chwili poczuć jak smak krwi znika.
Przylgnął do mnie pożądliwie zsuwając się z kredensu. Przeniosłem dłonie na jego plecy by nie wypadł mi z ramion. Otulił mnie tak szczelnie, że miałem pewność, że nie spadnie, gdy będę go niósł do sypialni.
Obróciłem się na plecy, czując jak ramiona zaczynają drętwieć. Usiadłem po chwili i nakryłem nagie krocze i brzuch Toma widząc, jak na jego ramionach pojawia się gęsia skórka. Kominek zdążył już dawno wygasnąć a grudniowy chłód zaczął przenikać do wnętrza Pokoju Życzeń.
Chyba nadszedł czas by przenieść się w inne miejsce.
Ledwie zdążyłem o tym pomyśleć, a Pokój zmaterializował dodatkowe drzwi w miejscu pustej ściany. Podniosłem się ciężko, czując jak mięśnie mnie bolą po całonocnym... wysiłku. Całe szczęście, że za ból w krzyżu jest odpowiedzialne coś innego niż starość. Przeciągnąłem się powoli.
Szło mi świetnie, naprawdę, jednak w ostatniej chwili naszej wędrówki ciekawskie dłonie Toma wsunęły się pod moje spodnie i łapczywie zacisnęły na moim pośladku. Poskutkowało to niestety niemiłym spotkaniem z baldachimem łóżka, w wyniku czego Tom wyślizgnął się z moich objęć i spadł na materac. Ja oczywiście nie miałem tyle szczęścia. Zaplątałem się w jego długie kończyny i wylądowałem plecami na podłodze, nie mogąc złapać oddechu.
Kiedy pozbyłem się mroczków sprzed oczu zobaczyłem, że Tom stoi nade mną. Przyglądał mi się chwilę, jakby badając czy jestem gotowy na dalsze zabawy, po czym usiadł okrakiem na moich biodrach. Jęknąłem gdy jego pośladki przycisnęły się do mojego krocza, a ręce oparły boleśnie na mojej piersi jeszcze bardziej wbijając mój nieszczęsny kręgosłup w podłogę.
Dość tego dobrego - pomyślałem i nie czekając na jego reakcję zamieniłem nasze pozycję ze zwinnością godną jedynie najmłodszego szukającego tego wieku. Nim Tom zorientował się co się stało zdążyłem już odpiąć te piekielne guziki jego szaty.
O ile moje życie byłoby prostsze, gdyby szaty zapinane były na zamek.
Tom dalej smacznie spał. Nie chciałem go jeszcze budzić więc zebrałem jego szatę z podłogi rozglądając się za pozostałymi częściami jej wyposażenia.
Gdy udało mi się w końcu dorwać do koszuli, Tom nie powstrzymywał mnie. Uważnie obserwował moje poczynania oczekując mojej reakcji. Gdy rozpiąłem już ostatni guzik uniósł się dając mi możliwość zsunięcia szmaragdowej koszuli z jego ramion. Moim oczom ukazał się czarny skórzany pas. Potwierdziły się moje poprzednie przypuszczenia. Tom tym razem się przygotował na tą noc. Pasy, bo było ich kilka, krzyżowały się na środku piersi i rozdzielały tuż nas sutkami. Jeden z nich piął się jeszcze wyżej i pod obojczykiem łączył w coś przypominającego obrożę.
Na przemagicznego Merlina! Połączenie tych pasów i jego miny mogło uchodzić za definicję perwersji.
Patrzył na mnie spod przymkniętych powiek, a ja zastanawiałem się skąd on coś takiego wyczarował. Nie wygląda to na nic co można kupić w miejscu dozwolonym dla młodego czarodzieja. Szczególnie w tych czasach!
- I jak ci się podobam? - Spytał łapiąc mnie za szczękę, bym nie mógł odwrócić od niego wzroku. Jakbym w ogóle chciał to zrobić.
- Tommm... - przeciągałem jego imię próbując zebrać myśli. - Jesteś jak...
- Uosobienie twoich fantazji? - Spytał z nutką złośliwości.
Chyba trafił w punkt.
- Nie musisz się wstydzić, mój drogi profesorze Prince - wsunął dłoń w moje włosy zmuszając bym się pochylił nad nim. - Myślisz, że nie wiem o twoich fantazjach związanych ze mną? Pamiętasz tamtą noc w domku we Francji? - Otworzyłem szerzej oczy wiedząc już co ma na myśli. - Dałeś mi dostęp do twojego umysły, profesorze Prince. Od tamtego dnia mogę dobrowolnie penetrować... twój umysł kiedy tylko o tym zapragnę, chociaż ostatnio nie miałem na to za dużo czasu. Ciekawe co powiedzieli by inni nauczyciele, kiedy dowiedzieliby się jakie to masz fantazję o swoim uczniu. No i nie zapominajmy, że w trakcie kiedy to zadajesz nam pracę klasową.
Jego gorący oddech drażnił moją szyję, tak jak on drażnił się ze mną swoimi słowami.
- Nie powiem, że byłem w szoku, kiedy ujrzałem siebie w tym w twojej fantazji...
- Więc aż tak chciałeś, aby ta fantazja się urzeczywistniła? Wystarczyło tylko powiedzieć a zrobiłbym z tobą każdą rzecz o jakiej tylko myślałem.
Specjalnie przywołałem wszystkie dzikie fantazje, o których tylko byłem w stanie sobie przypomnieć i za sprawą legilimencji ukazałem je Tomowi.
- Och - wymsknęło mu się i spłonął rumieńcem. Chyba trochę zaszalałem...
- Tu jesteś! - Wygramoliłem się z pod łóżka z uprzężą Toma w dłoni. - Ciekawe gdzie wylądowały moje spodnie... - Rozejrzałem się wokół próbując je odnaleźć w tym bałaganie towarzyszącym naszym nocnym zabawą. Naprawiłem stłuczony wazon jednym zaklęciem, chociaż nie było to potrzebne. Ten pokój i tak zniknie, kiedy opuścimy go z Tomem.
Kiedy udało mi się zebrać już wszystkie części naszej garderoby i zarzucić na siebie wczorajszą szatę wróciłem do łóżka. Tom nie wykazywał żadnych chęci by się obudzić. Nawet mój dotyk nie przywrócił go z krainy snu. Zminimalizowałem zbędne części ubioru i otuliłem Toma jego płaszczem. Wiozłem go w ramiona.
Kiedy w końcu udało nam się dotrzeć na łóżko nasza skóra lśniła od potu a oddech był przyspieszony. Myślałem, że oszaleję, jeśli nie pozbędę się tych obcisłych spodni. Tom zdawał się czytać mi w myślach - albo na serio to robił - bo nachylił się nad moim kroczem i zaczął rozpinać pasek. Robił to nadzwyczaj powoli.
- Nie igraj ze mną, dobrze ci radzę.
- A co mi zrobisz? - Zaśmiał się porzucając walkę z moimi spodniami. Ułożył się na moim torsie tak, że pasy drażniły, już podrażnione przez czyjeś spragnione usta, sutki.
- Przekonaj się sam - rzuciłem tylko po czym chwyciłem za jego pośladki i przycisnąłem jego krocze do mojego podbrzusza. Jęknął znów przygryzając wargę, a ja zawtórowałem mu kiedy się poruszył. Na szczęście - dla Toma oczywiście - nie byłem sadystą i miałem też swoje potrzeby więc zacząłem go uwalniać z uścisku skórzanych spodni. Tak zupełnie przypadkiem pozbawiając go również bielizny. Chwila moment... Tom nie miał w ogóle bielizny.
Wziął głęboki oddech, kiedy został w końcu uwolniony. Lecz nie na długo, bo po chwili trafił w moje ręce. A zająłem się nim dość należycie. Przez co Tom niemal stracił kontakt z rzeczywistością, a moje przyrodzenie jak pulsowało boleśnie tak robiło to dalej. Ale czego nie zrobi się dla kogoś takiego jak Tom.
Zawędrowałem dłonią na jego udo i ścisnąłem je mocno. Poczułem jak zasikają się w tym miejscu mięśnie. Oblizałem wargi pragnąc nagle sprawdzić jak zareaguje na ich dotyk w tym miejscu. Wyswobodziłem się więc spod jego ciała i usadowiłem w miejscu z idealnym widokiem. Przed sobą miałem jego zgięte w kolanach rozchylone nogi. Tym razem Tom niczego się nie wstydził. Dał mi jasny znak już wielokrotnie, że mogę z nim spełnić każdą fantazję.
Przyssałem się tuż nad jego kolanem i zostawiłem mokry czerwony ślad. Odsunołem się by sprawdzić czy wygląda wystarczająco satysfakcjonująco na jego bladej skórzę. Kiedy przekonałem się, że jest wręcz perfekcyjny nie wachając się zaatakowałem jego udo, niemal przy samej pachwinie.
Tom zapiszczał niemal z zaskoczenia i odrobiny bólu. Jego biodra mimowolnie się poruszyły dając jawny znak że nie było to pozbawione przyjemności. Widząc to kontynuowałem, wędrując coraz bliżej podbrzusza lecz omijając strategiczne punkty, które domagały się najwięcej uwagi.
Nie ma co się spieszyć, przecież to dopiero początek.
Poprawiłem Toma tak, aby jego głowa spoczęła na moim ramieniu. Nie było to łatwe, bo wiercił się przez sen. Sam też chciałem być ostrożny i reagować na każdą jego oznakę bólu czy dyskomfortu. Z trudem więc udało mi się uchylić dodatkowe drzwi, by ujrzeć za nimi ośnieżony ganek chatki. Śnieg iskrzył się nieziemsko a płatki śniegu zaczęły wdzierać się do Pokoju Życzeń.
W jakiś dziwny sposób musiał się on z nim połączyć. Może za sprawą magi która ciążyła na francuskim domku, pozwalając jedynie dotrzeć tam mnie lub Tomowi, który widnieje w aktach własności.
Przekroczyłem granicę Hogwartu i poczułem to specyficzne uczucie w okolicach pępka towarzyszące teleportacji. Tom jedynie zamruczał coś przez sen.
Drzwi uchyliły się same gdy tylko się zbliżyłem. W środku czekał na nas płonący kominek i ciepłe koce nienagannie ułożone na kanapie w salonie.
Ułożyłem Toma na niej i szczelnie odkryłem. Natomiast sam przeszedłem do kuchni, skąd swoją drogą miałem widok na śpiącego, i wstawiłem wodę na herbatę.
Przywołałem do siebie dwa kubki z szafki czekając aż woda się zagotuje.
W mojej dłoni magicznie się pojawił mały słoiczek z żelowa substancją. Nie tylko Tom myślał dłużej o tym wieczorze i o różnych opcjach jak może się on skończyć.
Tom podniósł się na łokciach by zobaczyć czemu nagle skończyłem się zajmować pewnymi miejscami. Gdy już się dowiedział, podniósł się jeszcze bardziej i przejął ode mnie lubrykant. Po czym odłożył go na bok.
- Jeszcze chwilka, Harry - powrócił do mnie - przecież ktoś tu jest jeszcze ubrany - pchnął mnie z niemałą sila na materac by dorwać się w końcu do moich spodni.
Nie zajęło mu to zbyt dużo czasu. To pewnie przez te zręczne dłonie muzyka. Gdy mógł już pooglądać mnie w całej okazałości cofnął sie po słoiczek i nałożył część substancji na palce.
Skubałem wargami jego szyję, podczas gdy on rozsmarowywał okrężnymi ruchami żel na moim członku. Robił to dość skrupulatnie, więc co chwilę moje biodra same poruszały się w stronę jego dłoni. Tylko jego obojczyki powstrzymywały mnie od nieprzerwanych jęków. Nie chciałem by przerywał, lecz też nie chciałem zakończyć tego w ten sposób, a czułem, że zbliżam się ku szczytowi.
Włożyłem dłoń pod pasy i drażniłem sutki Toma.
- Jesteś gotowy? - Spytałem już po raz ostatni tej nocy.
Tom uniusł brwi do góry jakby pytając nie "czy wyglądam jakbym nie był?" Po czym udowodnił mi że jest.
Chwycił moją dłoń w swoją po czym nałożył na nie lubrykant.
Usiadł ponownie na moich biodrach tak, by dać mojej dłoni dostęp do jego wejścia. Nim zacząłem go przygotowywać spojrzałem głęboko w jego oczy. Nie powiedział ani słowa, ja również milczałem, gdyż słowa nie były tu potrzebne. Usta zresztą były zbyt zajęte pocałunkiem.
Czajnik zapiszczał nagle przywracając moje myśli na ziemię. Niemal podskoczyłem chcąc go jak najszybciej wyłączyć.
Jednak nie zdążyłem na czas. Gdy zalewałem wcześniej naszykwaną herbatę spostrzegłem, że kokon kocy z wystającą z niego czarną czupryną zaczął się poruszać. Wziąłem więc kubek i przysiadłem na stoliku do kawy by przyjrzeć się budzącemu Riddle'owi.
- Dzień dobry, Tom - szepnąłem nachylając się nad nim. Jego oczy powoli się otworzyły. Najpierw spojrzał na mnie lewym by po chwili mrugania dołączyło i to prawe.
- Dzień dobry, Harry - odpowiedział mi wciąż zaspany. Usiadł powoli po czym się skrzywił nagle jakby z bólu.
Niemal puściłem trzymamy kubek z gorącą herbatą.
- Boli cię coś? - Uwolniłem swoje ręce i od razu przykląkłem przy zajmowanej kanapie. - Chcesz jakiś eliksir? może przynieść ci...
- Oj, cicho bądź - zaśmiał się złośliwie. - Nic mi nie jest, tylko się z tobą droczę - uciszył moje narzekanie w dość skuteczny sposób. - Skoro już ustaliliśmy, że nic mi nie jest - przeciągnął się niczym kot odsłaniając swoje ciągle nagie ciało. - To może mogę liczyć na powtórkę?
Chyba herbata będzie musiała poczekać.
