ROZDZIAŁ 24


Otoczeni stertami porwanego papieru i kolorowych wstążek przeglądaliśmy prezent za prezentem. Otwierałem właśnie paczkę od madame Hooche, gdy dostrzegłem, jak Tom ukradkiem chowa jeden ze swoich. Przeniosłem wzrok z wielkiej butelki płynu do konserwacji miotły na niego, by przyjrzeć się dokładnie jego podejrzanej minie, gdy starał się sprawiać wrażenie, jakby nic się własnie nie stało.

- Tooom... - drgnął. Zmarszczyłem czoło. - Czy ty własnie...? Co ty kombinujesz?

Wskazał na siebie dłonią, jakby pytając czy mówię do niego. Moje czoło zmarszczyło się jeszcze bardziej, przez co miąłem wrażenie, że moje okulary zaraz spadną mi z nosa.

- Co tam masz? - Wskazałem na niewielką paczkę za jego plecami i dla pewności dodałem - Tak, ty Tom, przecież jesteśmy tu tylko we dwóch. No pochwal się. - Ciekawość wzrastała z każdą chwilą.

- To serio nic takiego, a ty co dostałeś, Harry?

- Coś dzięki czemu moja miotła będzie wypolerowana i dopieszczona jak nigdy. Jak chcesz możesz mi pomóc się nią zając - wyszczerzyłem się, a ten tylko rzucił we mnie jednym z kolorowych papierków które rozmnażały się w przerażającej szybkości.

Rzuciłem się na niego, by go powstrzymać przed następnym atakiem. To dziwne papierowe konfetti rozsypał się wszędzie dookoła i oczywiście w jakiś dziwny sposób znalazło się też w moich włosach. Na Merlina przez pół życia będę próbował to wyczesać...

- Skoro tak już wygodnie się na tobie leży, Tom - zacząłem bawiąc się paskiem, którym związany był jego czarny szlafrok - to może jednak powiesz mi co dostałeś? - W głowie zaświtał mi podstępny plan. - Jeszcze pytam po dobroci, bo wiesz jeśli nie - rozwiązałem supeł - to gorzko tego pożałujesz - zawędrowałem dłonią na jego pierś, by następnie delikatnie musnąć jego bok, uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, o ile było to w ogóle możliwe, gdy nagle zaczął się wiercić pode mną. Połaskotałem go jeszcze raz. - Już nie uciekniesz, mój Tomie.

- Przestań... - nie mógł się nie ruszać, a śmiech nie ułatwiał mu prób stawiania się. - Harry - widok, jak nie może powstrzymać śmiechu i starta się uciec od moich atakujących go dłoni, był tak rozkoszny, że nie chciałem tego przerywać. Rozłożyłem go zupełnie na łopatki, nie był w stanie mnie powstrzymać, gdy siedząc na jego biodrach łaskocząc raz za razem. Pochyliłem się nad nim uwalniając od tych tortur i wpiłem w jego wargi nim zdążył złapać oddech. A całowałem go dość zachłannie, nie pozwalając na chwilę wytchnienia. Moja pozycja pozwoliła mi dokładnie się zapoznać z poziomem jego podniecenia, co niezwykle mnie ucieszyło. Gdy w końcu się odsunąłem choć trochę zaczął łapać łapczywie powietrze. Półprzymknięte oczy migotały jak setki tysięcy gwiazd. Wyciągnąłem dłoń by dosięgnąć celu i w końcu udało mi się to chwycić. Nim się zorientował trzymałem jego prezent w dłoniach. A właściwie książkę, bo tym się on okazał.

- Kamasu... - zacząłem czytać tytuł, lecz urwałem, gdy zorientowałem się co to jest. Moje oczy musiały wyglądać jak dwa okrągłe galeony. Wpatrywałem się w książkę i Toma na zmianę , jakby nagle miało to nabrać sensu. Wyprostowałem się by przytrzymać tą książkę tuż przed jego oczami. - Co TO do cholery jest, Tom?!

- Wiesz, Harry - zaczął, gdy udało mu się ochłonąć - to jest książka...

- Niech Merlin nad tobą czuwa... - mruknąłem pod nosem - wiem do cholery. Kto do cholery dał ci magiczną Kamasutrę?! - otworzyłem ją mu tuż przed nosem. Udało mi się trafić na dobrą stronę, gdyż momentalnie spłonął rumieńcem wiercąc się niezręcznie pode mną.

- To nie dla mnie, Harry - rzucił po chwili odwracając wzrok od tego co widział w książce. Uwolnił jedną z podtrzymywanych wcześniej dłoni i chwycił za grzbiet książki. Odwrócił ją w moją stronę ze słowami - to raczej jest prezent dla Nas - zmieszał się jeszcze bardziej.

Wziąłem od niego książkę i przyjrzałem się temu co mi pokazał.

- Och - wymknęło mi się. Te obrazki były dość, hmmm... obrazowe. Patrzyłem, wprost na szczegółowy obraz tego, jak dwóch mężczyzn, jak by inaczej, za sprawą przeróżnych rekwizytów dogadzało sobie... Yhmm... Czy to w ogóle możliwe fizycznie? - Przyglądałem się temu z przechyloną głową zaczynając rozważać, czy byłbym w stanie wygiąć Toma w ten sposób.

Jednak książka została mi nagle wyrwana z dłoni.

- Nie analizuj mnie tak! - Zaprotestował odrzucając książkę. - Poza tym to jest raczej awykonalne. - Uniósł się zrzucając mnie z siebie i odsunął się ode mnie.

- A ja może jednak chciałbym się dowiedzieć czy aby na pewno - przylgnąłem do jego pleców i wgryzłem w kark. - Usłyszałem jak przełyka ślinę. - Jestem pewien, że pozycja pikującego gryfa jest wprost stworzona dla twojego giętkiego ciałka - wymruczałem prosto do jego ucha.

- Nie żartuj tak.

- Nie śmiał bym o wielki panie mój - chyba zasłużyłem sobie na ten łokieć na moich żebrach. - No już już, ptaszynko ty moja... - Może powinienem się zamknąć. Ale on był tak rozkoszny! - To powiedz mi teraz, kto - obdarzyłem należytą uwagę zagłębienie tuż pod jego uchem - któż to taki, dał ci ten prezent?

Nic nie powiedział, uniósł jedynie książkę spoczywającą niedbale na dywanie i otworzył na pierwszej stronie. Zajrzałem ponad jego ramieniem i niemal nie zakrztusiłem się śliną...

"Chyba nadszedł ten czas, byś poznał ile możliwości kryje twoje ciało, Tom. Zgłębiaj więc tę fascynującą lekturę szczegółowo i w należyty sposób. Ośmielę się stwierdzić, że przetestujesz parę tych propozycji, więc prezent ten jest dla was dwojga.

Wesołych świąt od speca cielesnych rozkoszy. Wam jako pierwszym oddaję moje najnowsze dzieło. Także wprowadźcie między siebie odrobinę fantazji."

... podpisane "A.M."

Gdyby tego było mało u boku widniało przedziwne zdjęcie owego ślizgona. Choć sam pewnie bym nie rozpoznał go w tym całym cudaczny stroju upodobniającym go do jakiegoś alfonsa.

- Tom, czy to normalne, że siedemnastolatkowie w tych czasach wydają własną Kamasutrę.

- On jest synem wili - powiedział, jakby miało to wyjaśnić wszystko.

Więc nie pozostało mi nic innego jak wzruszyć ramionami i zaakceptować ten fakt. No i oczywiście odesłać książkę na szafkę nocną z zamiarem późniejszego dogłębnego zapoznania się z nią.

- Więc co tam jeszcze masz? - Zagadałem zauważając, iż Tom otworzył zaledwie jeden ze swoich prezentów.

Spojrzał na mnie dziwnie, by potem spojrzeć na kupkę prezentów pod choinką, w jego podstawie dostrzegłem wahanie, jakby nie wiedział czy są dla niego jeszcze jakieś prezenty.

- Siedź tu - ucałowałem go w tą piękną kość jarzmowa i na czworaka powędrowałem w stronę choinki. - O, zobacz - wyszperałem tam jeden z prezentów oznaczonych karteczka z jego imieniem - ten jest dla ciebie... i ten też... A tu mamy jeszcze jeden taki mniejszy... - schyliłem się jeszcze bardziej by dosięgnąć do kolejnych, gdy nagle ktoś klepnął mnie mocno w tyłek.

Spojrzałem z wyrzutem na Toma, który nagle znalazł się znacznie bliżej niż był wcześniej, no i oczywiście kontemplował strukturę naszego sufitu.

- Oż ty mały... - mrugnąłem pod nosem wydostając się wreszcie z pod tego zielonego klującego potwora zwanego choinką. Oczywiście omal nie tłukąc przy tym połowy bombek, spojrzał na mnie z uśmieszkiem błądzącym na ustach. - Trzymaj - przesunąłem stertę prezentów w jego stronę - te są dla ciebie, ale ten - podebrałem jeden z nich opakowany w szmaragdowy papier - ten, będzie na później - rzekłem odkładając go na bok.

Czułem się trochę nie swój. Widziałem dokładnie jak powoli otwiera swoją paczuszkę z prezentem. Jego palce lekko drżały, chociaż nie byłem w stanie stwierdzić czy z niecierpliwości czy radości.

Nie wiedziałem, czy dobrze wybrałem ten prezent. Przecież daje mu coś, co miało zostać straszną rzeczą. Daje mu coś, co mordując swego ojca, zmienia w horkruksa. Lecz coś takiego nie powinno się wydarzyć. Nie było mnie, kiedy powstał jego dzienniki lecz jestem kiedy dostaje pierścień. Który jest niczym więcej jak pamiątką rodową. Nie została przelana za niego krew, więc może czeka go też inny los. Miałem taką nadzieję.

Wiedziałem ile dla niego on znaczył. Może nie wiedziałem o wszystkim, może planował sam go odebrać i powrócić na tamtą drogę zemsty i zła. Nie wiem tego. Mogłem tylko liczyć, że moja obecność wystarczająco wywarła silny wpływ na jego życiu.

Niczego bardziej nie pragnąłem niż odmienić jego los. A to, że pokochał mnie, a ja jego, sprawiło, że byłem w siódmym niebie.

Dlatego gdy w końcu uporał się z wieczkiem swego podarku nie mogłem się powstrzymać by to powiedzieć.

- Tom, długo myślałem nad tym co ci podarować. Głowiłem się nad tym od bardzo długiego czasu, kiedy tylko zapragnąłem spędzić z tobą ten dzień. Dlatego też nie otrzymałeś odę mnie jednego prezentu - spoglądał na mnie uważnie - im dłużej cię znałem tym inna myśl wpadała do mojej głowy. Pierwszy z nich - usunąłem kolorowe papierki, by mógł przyjrzeć się pierwszemu prezentowi - wpadł mi do głowy niedługo po poznaniu ciebie. Pomyślałem wtedy, że chciałbym cię zabrać do Hogsmeade i pokazać wszystkie magiczne miejsca - wziął kopertę leżącą na górze w swoje dłonie i wyciągnął jej zawartość. - Chciałem byś mógł doświadczyć tego, czego nie mogłeś wtedy, z powodu głupich zasad szkolnych. Sam przez to przeszedłem, dlatego przekazuje ci bardzo tajemną wiedzę, mój drogi - wyszczerzyłem się do niego - tylko nikomu ani słowa.

Wyciągnął dużą kartkę złożoną na pól.

- Jest to dokładna mapa zawierająca opis wyjścia z Hogwartu, prosto do Miodowego Królestwa - wyjaśniłem. - Co prawda wiem, że z nastaniem nowego roku nie będziesz już miał potrzeby aby się wymykać, ponieważ będąc pełnoletnim nie potrzebujesz na to zgody. Mimo wszystko pomyślałem, że to parę szkolnych wyjść to może być dla ciebie za mało, by nadrobić te wszystkie lata. Dlatego aby uczynić twoje potajemne wypady jeszcze bardziej kuszącymi dołączyłem też małe co nie co.

- Do reszty oszalał... Co z ciebie za nauczyciel Prince? - jego oczy błyszczały na myśl o tych wszystkich cudach zapewne o których słyszał od innych ślizgonów. Zmarszczył brwi, gdy zabłąkana kartka spadła na jego nogi. Podniósł i przyjrzał się jej uważnie, jego usta aż otworzyły się z wrażenia. - Planujesz mnie utuczyć, a potem zjeść? - teraz to już się szczerzył wręcz nie mogąc powstrzymać uśmiechu.

- Kochanego ciała nigdy za mało - skubałem go w lewy bark. - A co więcej to nie koniec niespodzianek, mrugnąłem do niego. - Tylko spójrz na to!

Pozwoliłem się zająć jego prezentem.

- Pewnie doskonale pamiętasz swoją pierwszą wizytę w tym miejscu - nakreśliłem ruchem ręki chatkę w której się znajdowaliśmy - kiedy wtedy cię tu zabrałem, powiedziałem "witaj w domu". I chcę byś wiedział, że ten dom, nie należy tylko do mnie. Po tym wszystkim co cię spotkało chciałem byś miał miejsce, które będzie twoim schronieniem, dlatego - włożyłem białą kopertę w jego dłonie, opieczętowaną rządową pieczątką - to miejsce jest twoim domem.

Spojrzał na umowę kupna francuskiej chatki, lecz w najważniejszy jej punkt wpatrywał się jak oniemiały.

- Żartujesz, Harry...

- Nie śmiał bym, zobacz sam - wskazałem mu zdanie u dołu - "Ja, Harry Prince, będący współwłaścicielem domu wraz z Tomem Marvolo Riddle'm, oznajmiam, iż wszystkie dane są zgodne z prawdą i ważnie w świetle magicznego i niemagicznego prawa"

- Dlaczego to robisz...? - Spytał w końcu patrząc mi prosto w oczy. Między jego brwiami utworzyła się mała zmarszczka, którą chciałem jak najszybciej wygładzić.

- Ponieważ, Tom - zacząłem zbliżając się do niego - o ile jeszcze tego nie zauważyłeś, to chcę dla ciebie lepszego życia. Jesteś zbyt ważny dla mnie, bym miał pozwolić na to wszystko co miało cię czekać. Chcę, byś mógł wybrać własną ścieżkę, nie tą, którą narzuca ci Voldemort. I o ile będzie nam to dane, to chcę być u twego boku. - Ucałowałem to miejsce, które ukazywało jego zmartwienia. Nawet nie pamiętałem już, kiedy stał się dla mnie jak otwarta książka, niegdyś skrywał się przecież pod tyloma maskami. - Wierzysz mi, Tom? - Spytałem, starając się zgłębić jego oczy, w których, przez chwilę nieuwagi, mógłbym się zgubić na zawsze.

- Wierzę - rzekł. - Bądź co bądź, ciągle potrafię wyczuć kiedy ktoś kłamie, więc nawet nie próbuj mnie oszukiwać, Harry - zagroził mi.

- Nigdy w życiu - oświadczyłem z dłonią na piersi. - Skoro już mamy to wyjaśnione to chyba nadszedł moment na gwóźdź programu.

Wyciągnąłem z odmętów pudełka małe ozdobne pudełeczko. Usiadłem wprost na przeciwko Toma by dokładnie widzieć jego reakcję. Ująłem jego prawą dłoń w swoją i ułożyłem na niej pudełeczko.

- Chyba nie chcesz mi się oświadczyć? - Powiedział unosząc lewą brew.

- Z przyjemnością, lecz jeszcze nie teraz - rzucił pod nosem próbując rozwiązać srebrną wstążkę.

- Że, co? Czekaj, czekaj, co powiedziałeś? - Wyrwał mi tą dłoń wraz z pudełkiem.

Spojrzałem uważnie w jego szeroko otwarte oczy, które patrzyły na mnie ze zdziwieniem.

- Sądzę, że usłyszałeś to co powiedziałem - rzekłem ponownie ujmując jego dłoń - nie martw się, to nie jest pierścionek zaręczynowy. - Zdałem sobie sprawę, że mógł to tak odebrać. A ja nie miałbym nawet nic przeciwko, tylko, że Tom był jeszcze na to za młody. Nie chciałem zabierać mu możliwości, ponieważ to, że kocha teraz mnie nie znaczy, że będzie tak do końca. Nie oszukujmy się, on ma ledwie siedemnaście lat. Nadzieje jednak pozostaje, że pomimo upływu czasu nadejdzie ten moment, kiedy będę mógł go wreszcie o to zapytać. Kiedy poczuję, że jest gotowy. I nie odda swego serca nikomu innemu.

Uchyliłem przed nim wieczko, by mógł wreszcie zobaczyć skrywany tam skarb.

Może i ten pierścień, zwykły srebrny z osadzonym w nim nieforemnym czarnym kamieniem, nie był wyjątkowo piękny ani zachwycający, był natomiast niezwykle cenny. I nie chodzi mi tu o niebywałą cenę majątkową, która pewnie przewyższa wszystkie moje skarby, lecz o to, ile ten niepozorny pierścionek znaczy dla Toma. Przekonałem się o tym, kiedy zobaczyłem wyraz jego twarzy w momencie, w którym go ujrzał.

Nie musiałem mu nawet tłumaczyć czym on jest. Doskonale wiedział, że pierścień, który umieściłem na jego palcu jest jego skarbem rodowym, pierścień Peverella, który wiąże go z jednym z najstarszych rodów magicznych.

Nim udało mu się uporządkować swoje myśli, i chociażby powiedzieć zwykłe "dziękuje" zacząłem opowiadać mu jego historię. To jak pewna czarownica zakochała się w mugolu i za sprawą eliksiru miłosnego rozkochała go w sobie. Wiedziałem, że historia ta nie należy do najprzyjemniejszych, jednak dla kogoś kto nie wie nic na temat swego pochodzenie, poza garstką informacji zdobytą z sierocińca, może okazać się ona istotna. Szczególnie fakt, iż Tom Riddle Senior wciąż żyje na tym świecie.

Nie pomyliłem się, gdyż po poznaniu całej swojej historii Tom poprosił mnie o jedno. O spotkanie ze swoim ojcem.

A ja nie mogłem odmówić tej prośbie.