ROZDZIAŁ 25


Podałem Tomowi napisany chwilę wcześniej list, by mógł się z nim zapoznać. Czekałem, aż przeczyta uważnie tych kilka nakreślonych zdań i potwierdzi, że na pewno chce je wysłać.

W oczekiwaniu pogłaskałem Syri, która jakby wiedząc co się świeci przyleciała z samego ranka prosto na kuchenny parapet. Wygładziłem jej czarne piórka pozwalając się przy tym skubnąć zaczepnie w rękę.

Poczułem dłoń na ramieniu i wiedziałem już, iż skończył czytać. Skinął mi głową, że zgadza się z wysłaniem. Więc schowałem złożony na pół list podpisany moim imieniem i nazwiskiem do koperty. Nie byłem pewien, czy podanie się za dalekiego krewnego skłoni Riddle'a Seniora do odpowiedzi i zgody na spotkanie, lecz wiedziałem, że to ja muszę o nie poprosić, przecież o istnieniu Tom'a nie wiedzieli zupełnie nic. A któż by uwierzył, po siedemnastu latach, że ktoś kto podaje się za jego dziecko, chce się z nim zobaczyć.

Zakleiłem kopertę lakiem i dla niepoznaki przyczepiłem do niej znaczek z wizerunkiem króla Jerzego VI oraz wypisałem adres. Syri patrzyła na mnie z przechyloną głową.

- Wiem, że jesteś mądrą sową i nie potrzebujesz tego, jednak staramy się nie spłoszyć mugoli, więc bądź ostrożna - pogłaskałem ją jeszcze raz, a ta wtuliła swój łepek w moją dłoń.

- Jesteś pewien, że chcesz iść tam ze mną, Harry? - Spytał mnie opierając się na moim ramieniu. - Nie jestem pewien czy to będzie miłe spotkanie.

- Tym bardziej powinienem tam być - obróciłem się w jego stronę i ucałowałem w policzek - Ktoś musi cię powstrzymać przed robieniem rzeczy przez które mógłbyś wylądować w Azkabanie. - Zażartowałem chociaż, nie ukrywam, że obawiałem się takiego rozwoju wydarzeń. Pstryknął mi za to palcami w czoło. Położyłem kopertę koło Syri i pociągnąłem Tom'a, który raz po raz okręcał pierścionek na swoim palcu, do siebie tak, by usiadł na moich kolanach. - Chcę być przy tobie i pomagać ci w każdej trudnej dla ciebie chwili, Tom. A myślę, że po tym wszystkim, twój ojciec nie okaże się gorszy od bazyliszka. Więc nie martw się aż tak. Poza tym znając pocztę mugolską, list zwrotny otrzymamy pewnie za miesiąc - uśmiechnąłem się do niego.

- I co my zrobimy z taką ilością wolnego czasu? - Zapytał oplatając moją szyję swoimi rękoma.

- Myślę, że znajdę nam zajęcie. - Puściłem do niego oczko i podniosłem go, tak jak siedział wcześniej. Ku jego zdziwieniu nie skierowałem się do sypialni, tylko do kuchni. Posadziłem Tom'a na blacie.

- Chyba nie tego oczekiwałem - rzekł przyciągając mnie do siebie i ulokował między swoimi nogami.

- Nie wątpię, Tom. Jednak myślę, że przydałby nam się porządny obiad. Nie wiem skąd ty bierzesz tyle energii, ale jak tak dalej pójdzie to mnie zamęczysz - przygryzłem jego odsłonięty bark - Masz na coś ochotę?

- Poza tobą? - spytał z tym swoim zawadiackim uśmieszkiem błądzącym na ustach. Niech mnie Merlin ma w opiece. - Zadowolę się więc wszystkim tym co dla mnie przyszykujesz. Tylko bez papryki - dodał po chwili - nie cierpię papryki - skrzywił się.

- Czy jaśnie pan ma jeszcze jakieś życzenia?

Nie odpowiedział, za to jego mina znaczyła więcej niż jakiekolwiek słowa.

Nie jestem pewien jak opisać ten upływ czasu od tego dnia. Nim się spostrzegliśmy te sielankowe dni mijały jeden za drugim i nic nie mąciło naszego szczęścia i spokoju. Jednak w końcu nadszedł ten przełomowy dzień. Ostatni dzień starego roku i jednocześnie szczególny dzień dla nas. Był to mianowicie dzień urodzin Tom'a. A jeśli mnie pamięć nie myliła, to obiecałem mu, iż ten dzień wynagrodzi mu wszelkie złe chwile, w których nie było mnie przy nim.

Coś od dłuższej chwili smyrało mnie po policzku.

Jednak sen, w którym na wpół trwałem był zbyt piękny, bym chciał się z niego wybudzić, więc usilnie trzymałem się tej krainy Morfeusza, gdzie działy się te wszystkie rzeczy.

Siedziałem przy długim drewnianym stole, dość wysokim by moje dziwnie krótkie nogi sięgały ledwie do połowy krzesła. Machałem nimi wesoło jednocześnie bawiąc się fiolką z dziwną substancją o niewątpliwie paskudnej konsystencji.

- Długo jeszcze? - spytałem opierając głowę na blacie stołu i chwytając tym razem jakiś korzonek w moje małe rączki.

Postać do której mówiłem stała tyłem. Jej sylwetka tonęła we mgle, chociaż może były to opary od wielkiego kotła przy którym stała. Po chwili, nie przerywając swego zajęcia, obróciła głowę w moją stronę i rzekła:

- Musisz być cierpliwy, Harry - znałem dobrze ten głos, ale jak to bywa w snach nie umiałem przypisać go danej osobie. - A teraz chodź tu i podaj mi korzeń tojadu.

Wstałem więc posłusznie i w podskokach zbliżyłem się do mężczyzny. Spojrzałem wysoko w górę, gdyż sięgałem mu ledwo do pasa i wyciągnąłem rączkę najwyżej jak tylko mogłem, z dumą prezentując ów korzonek. W nagrodę zostałem czule pogłaskany po włosach.

Próbowałem stanąć na palcach by zajrzeć do wnętrza kociołka, lecz mimo tego wysiłku byłem wciąż za niski. Mężczyzna gdy tylko spostrzegł to kucnął przy mnie.

- Ależ jesteś ciekawski, Harry - znowu zmierzwił mi włosy. Jednak teraz mogłem dostrzec jego twarz. Twarz żadną inną, jak tą którą okalały proste czarne włosy, teraz spięte z tyłu tak, iż wyłącznie parę pasem układało się luźno na bladej twarzy o haczykowatym nosie. Czarne jak tunele oczy wpatrywały się we mnie z błądzącym w nich cieniem uśmiechu. - Ale to dobrze, ciekawość do eliksirów to pierwszy krok do bycia mistrzem - tym razem jego uśmiech sięgnął też wąskich ust.

- Czy w przyszłości zostanę takim mistrzem jak ty, tato? - spytałem Severus'a z tą dziecięcą nadzieją.

- Zostaniesz, kimkolwiek zechcesz, Harry. A teraz chodź - chwycił mnie w ramiona i uniósł bym mógł zajrzeć do gotującego się kociołka. - Spójrz, to jest eliksir tojadowy. Za godzinę będzie gotowy, a wtedy dam go Remusowi i jego drużynie aurorów, by mogli przed pełnią przekazać je wilkołakom.

- Wujek Remus nas odwiedzi? - Tyle radości było w tym pytaniu, iż niewątpliwie moje oczy lśniły jak złote galeony.

- Nie tylko on, Syriusz i James też wpadną na kolację. Twoja mama postanowiła powspominać chyba szkolne czasy. A skoro o niej mowa - nagle mu się coś przypomniało - to lepiej do niej zmykaj, bo znowu mi się oberwie za przetrzymywanie cię tutaj i zmuszanie do nauki eliksirów!

- Ale mi się tu podoba - otoczyłem jego szyję chudymi rączkami i przylgnąłem do niego w uścisku.

- Ogromnie mnie to cieszy, Harry. Jeszcze będzie czas bym przekazał ci swoją wiedzę, zobaczysz, za parę lat wstąpisz do Hogwartu i na własne oczy zobaczysz wszystkie te cuda, które skrywają szkolne mury.

- Obiecujesz?

- Obiecuję - uśmiechał się promiennie - zmykaj już - odstawił mnie na podłogę - i ucałuj mamę ode mnie - rzucił jeszcze nim zniknąłem za wielkimi dla małego mnie drzwiami.

- Dobrze tato.

Nim drzwi zdążyły się zamknąć obudziłem się, tym razem całkowicie.

A smyranie wciąż nie ustało. Uchyliłem jedną powiekę. Winowajcą owego smyrania mnie, był nie kto inny jak Tom. Opierający się na przedramionach i wpatrujący we mnie jak zahipnotyzowany Tom, o nagim torsie i włosach sterczących we wszystkie strony. Jego dłoń lekko jak piórko głaskała mój policzek.

- Obudziłeś się - stwierdził po chwili i podał mi okulary z szafki nocnej.

- Dzień dobry, Tom - wyciągnąłem dłonie do niego i przyciągnąłem go do siebie tak, aby mógł ułożyć się na mojej piersi.

- Czy ten sen...? - Chciał się o coś zapytać lecz nie dokończył.

- To chyba nie do końca był sen. Już kiedyś mi się coś takiego zdarzyło. Tamtej nocy, kiedy zostałeś odurzony amortencją. Zobaczyłem wtedy moją mamę, mówiła do mnie, czułem jej dotyk. Wydaje mi się, że to coś w rodzaju wizji. Jakieś osobliwe połączenie musi istnieć między mną, a tym Harry'm, który istnieje w tamtym, odmiennym czasie.

- Więc ta scena... - zmieszał się lekko. - Wybacz, chyba trochę poszperałem w twojej głowie, gdy spałeś. Ale nie widziałem nic poza tym snem - zarzekał się.

- Nic nie szkodzi, Tom, to była miła wizja. Myślę, że dzięki tobie, moje życie i wielu innych, zmieniło się zupełnie. Kiedy wyrzekłeś się Voldemort'a zmieniłeś bieg wydarzeń. A ja zyskałem rodzinę, o której marzyłem. Cudownie jest zobaczyć, że ten drugi ja ma tyle szczęścia...

- Drugi ty... Jak to w ogóle działa, że jesteś tu ze swoją przeszłością, swoimi wspomnieniami, a jednocześnie on jest tam ze swoimi?

- Nie mam zielonego pojęcia, ale niczego nie żałuję. Nie oddałbym ani jednej chwili spędzonej z tobą, aby się z nim zamienić - ucałowałem jego czoło. - A swoją drogą - przypomniało mi się nagle - wszystkiego najlepszego, mój kochany Tom'ie.

Złączyłem nasze wargi w długim i powolnym pocałunku.

- Dziękuję ci, Harry, za wszystko - powiedział, gdy ponownie ułożył się na moim torsie.

Uśmiechałem się sam do siebie przez chwilę, w końcu jednak przypomniałem sobie o wszystkich tych planach, które miałem na ten dzień, więc podniosłem się nagle zrzucając przy tym Tom'a, który nie był zbytnio zadowolony z tego rozwoju wydarzeń. Chwyciłem go za dłoń i pomogłem wstać.

- To ważny dzień, Tom, więc nie można przeleżeć całego w łóżku - jego mina mówiła, że jak najbardziej można, a w łóżku można nie tylko przecież leżeć, lecz byłem nieugięty. - Nie ma dyskusji, zbieramy się, mam ci do pokazania parę rzeczy dzisiaj.

Zatrzymałem się w przedpokoju zastanawiając się co najpierw.

- Śniadanie może poczekać - stwierdziłem cicho i zaciągnąłem Tom'a do łazienki. Jeszcze nim tam doszliśmy, zaklęciem odkręciłem kurki w wannie, więc gdy przekroczyliśmy próg przywitał nas zapach kwiatowego płynu do kąpieli i miłe ciepło.

Bez zbędnych ceregieli posadziłem go na brzegu wanny, wszedł od razu do wody i przeciągnął się jak kot nim zupełnie się zanurzył w perłowej pianie. Nie musiał się nawet przejmować czymś tak trywialnym jak wcześniejsze rozebranie się, on po prostu ostatnimi czasy w ogóle nie nosił ubrań na sobie, gdyż jak stwierdził pewnego ranka i tak , jedyną osobą, która podziwiała by jego piękne ciało jestem ja, a jemu to jak najbardziej nie przeszkadza. Więc, jedynym odzieniem dla niego był czarny szlafrok, który zarzucał sporadycznie.

Odłożyłem zaparowane okulary na umywalkę i dołączyłem do niego.

Po zdecydowanie zbyt długiej kąpieli, by można ją było uznać za zwykłą kąpiel, zebraliśmy się do wyjścia.

Czekając aż Tom do mnie dołączy poprawiłem swoją nowiutką szatę wyjściową, która swoją drogą była moim świątecznym prezentem od niego. Przeglądając się w dużym lustrze ulokowanym w przedpokoju nie mogąc oderwać od swego odbicia wzroku.

Całość została wykonana przez niego samego i stworzona wyłącznie dla mnie, więc nie ma co się dziwić, iż pasowała idealnie, a zieleń i srebro wykończeń wydobywały tą dziwnie piękną barwę z mych oczu. A sam fakt, że powstała mimo chwil, kiedy nie byliśmy siebie pewni, kiedy Tom starał się raz za razem odsunąć ode mnie, sprawiał iż nie moje oczy były pełne iskier. Gdyż, pomimo tego wszystkiego spędził godzinny szyjąc ją dla mnie.

Uśmiechnąłem się lekko do siebie i akurat wtedy dostrzegłem w lustrze odbicie drugiej osoby. Tom spoglądał na mnie uważnie, oceniając swoje dzieło.

Przyciągnąłem go do siebie, nim zdążył wygłosić opinię.

- Jest piękna - powiedziałem odsuwając zbłąkanego loka z jego czoła - zupełnie jak ty - puściłem do niego oczko.

Ułożył dłonie na moim torsie i wygładził czarny kołnierz.

- Ośmielę się stwierdzić, iż na kimś tak przystojnym jak ty, wszystko będzie dobrze wyglądać. Ale masz rację - dodał po chwili - ja to mam talent - złożył szybki pocałunek na mojej szczęce i odwrócił się. - Właściwie to nie powiedziałeś mi jeszcze, gdzie mnie zabierasz.

- I nie mam takiego zamiaru, zobaczysz sam. Po co psuć niespodziankę - rzekłem tajemniczo i chwyciłem go za dłoń. Już otwierałem drzwi, gdy poczułem pociągnięcie. Spojrzałem na niego pytająco.

- Czy wyglądam aż tak obłędnie, że straciłeś zupełnie głowę? - spytał z cieniem złośliwego uśmieszku.

- Każdego dnia i nocy - odparłem. - O co chodzi?

Westchnął cierpiętniczo i podszedł do mnie bliżej, po czym kucnął i zaczął podnosić moją szatę do góry.

- Wiesz, chyba nie pora... - nie dokończyłem, gdyż spojrzał na mnie spode łba. Złapał mnie za łydkę i zmusił bym stanął na jednej nodze.

Po chwili zrozumiałem o co mu chodzi. Dokładnie w momencie, gdy ujrzałem jedną z moich skarpetek z limitowanej kolekcji. Piękne złote znicze świeciły, gdy Tom trzymał moją stopę.

- Chyba nie chciał "książę" wyjść bez butów? - Spytał z politowaniem. - Co ja się z tobą mam... - westchnął pod nosem i chwycił stojące obok buty. Nim zdążyłem się sprzeciwić założył mi jednego z nich na nogę i zawiązał wymyślnym węzłem.

Kiedy skończył i wygładził oczywiście swoją szatę, otrzymał w podzięce całusa w policzek.

- Zasłużyłem tylko na tyle? - Spytał z uniesioną brwią.

- Jeszcze ci mało? - Droczyłem się, aż się naburmuszył i pacnął mnie dłonią w ramię. - I jeszcze mnie bije, co to za przemoc?

- Przemoc to ty dopiero będziesz miał... - wyminął mnie i otworzył drzwi na zewnątrz, chcąc już wychodzić.

- Sadysta...

- Masochista - odpowiedział mi z ganku.

- Czyli wszystko ustalone - dodałem doganiając go. - W takim razie liczę, na niezapomnianą noc, mój Tom'ie - skradłem jeszcze jeden jego pocałunek i ruszyłem wąską ścieżką prowadzącą od naszego domku prostu w ośnieżone doliny.