30. PRZYGOTOWANIA
– Nie wiem, skąd znasz to mugolskie powiedzenie – rzekł rozbawiony Harry – ale podoba mi się to podejście. – Przez moment bał się, że jak rozwiążą problem zaaranżowanych małżeństw, Draco będzie chciał pójść w swoją stronę.
Najwyraźniej tym stwierdzeniem go uraził.
– Wypraszam sobie, ale tak się kończyły bajki, które czytała mi mama. I to nie były Baśnie Barda Beedle'a! – Prychnął, patrząc na Harry'ego spod byka.
Harry zaśmiał się na widok miny Draco, po czym przyciągnął go do pocałunku.
To było ciekawsze zajęcie od słownych przepychanek, o wiele bardziej pochłaniające i rozbudzające ich dwójkę.
Bardzo szybko wylądowali na wielkim łożu, rozbierając się gorączkowo. I jednemu, i drugiemu pasowało, do czego zmierzało to, co działo się między nimi. Odkąd narodziły się między nimi ciepłe uczucia, przechodząc stopniowo do miłości, coraz bardziej odczuwali pociąg do siebie. Harry musiał przyznać, że chociaż miał małe doświadczenie, czekał na moment, w którym pierwszy raz zbliżą się do siebie tak bardzo.
Draco, obdarzając nagą pierś Harry'ego pocałunkami, ustami schodził coraz niżej. Dotarł do pępka, później czekała go linia ciemnych włosów na chudym brzuchu. Uśmiechnął się. Ostatnim spojrzeniem w oczy upewnił się, że to właśnie było to, czego chłopiec oczekiwał; kontynuował, ujrzawszy skinięcie głową. Już po chwili przytrzymywał sobie penis jedną ręką, a ustami pieścił główkę. Nie potrzebował zbyt wiele czasu, aby Harry osiągnął erekcję.
– Wolisz być...? – chcąc zachować się kulturalnie, musiał spytać.
– Eee... – wybąkał inteligentnie Harry, czerwieniąc się. – T-tu mi dobrze – wyjąkał, zasłaniając twarz dłońmi.
Draco zachichotał, ale zrozumiał. Jemu było to całkowicie obojętne.
Był powolny i ostrożny. Nie chciał przecież zrobić Harry'emu krzywdy. Co prawda to się zdarzyło – całkowicie przypadkiem zahaczył paznokciem o skórę przy odbycie. Mimo tej drobnej wpadki, starał się pokazać Harry'emu, że seks to fajna sprawa.
Obdarowywał ciało Harry'ego pocałunkami, jednocześnie powolutku sprawiając mu przyjemność palcem. Pamiętał z rozmów oraz doświadczeń, jak bardzo inne bodźce, ich mieszanka, potrafiły odciągnąć zafrasowany umysł od bólu. Zwłaszcza, gdy dołożył kolejny palec. Harry syknął, lecz Draco błyskawicznie zajął się całowaniem go z pasją.
To było nowe dla nich obu. Draco, choć miał jakieś doświadczenie, jeszcze nigdy nie zajmował się partnerem z taką dbałością o... wszystko.
Całe to zbliżenie było w jakiś dziwny sposób wyjątkowe dla Draco. Chociaż wszystko było naturalne, Harry wyglądał na nieco zawstydzonego, czuć było od nich potem po całym dniu, a Draco się denerwował, ponieważ nie chciał sprawić partnerowi bólu, coś w tej chwili sprawiało wrażenie magicznego.
Nie miał głowy, żeby teraz się nad tym rozwodzić, gdy Harry, cały czerwony, odruchowo ciałem prosił o więcej.
I Draco dał mu więcej, samemu chcąc tego samego. Poruszali się instynktownie, na początku gubiąc rytm, lecz patrząc sobie w oczy. Jeśli mogło być między nimi lepiej, obaj tego chcieli. Już nie pamiętali o latach nienawiści, o niesnaskach, o wojnie, Voldemorcie, Dumbledorze czy czymkolwiek, co mogłoby zakłócić chwilowy spokój. Już nie było planów, przygotowań, już nie było nic. Pozostali oni dwaj, w Pokoju Życzeń, nasączeni od stóp do głów miłością między nimi, oddając się sobie wzajemnie.
Jakie to wszystko było dziwne, pomyślał Draco, poruszając się powoli. Wszystko, co miało pójść nie tak, poszło nie tak. Sprowadziło ich do tej jednej chwili, w której miało nie być jutra. W razie, gdyby naprawdę miało nie być dla nich jutra.
Draco pomógł Harry'emu oporządzić się po orgazmie. Chociaż doszedł wcześniej niż Harry, wciąż nie potrafił się opamiętać i przywoływał w pamięci każdy jęk, każdy wyraz twarzy partnera. Zamierzał sobie wypalić te obrazy w mózgu... na wszelki wypadek.
– Wiesz, że musimy powiadomić Zakon i wymyślić świetną wymówkę, czemu Voldemort ma być na Grimmauld Place? – zaczął ostrożnie Harry, niszcząc cały nastrój.
Draco spochmurniał.
– Wiem, dzięki – odburknął, owijając ręce wokół kolan. – Myślę, że mógłbyś pogadać z Lupinem. On jest do przekonania, że to świetne wyjście. I chociaż mam wątpliwości, wierzę w ciebie – dodał.
Złapał Harry'ego za ręce, ścisnął je, patrząc mu przy tym w oczy. Harry musiał wiedzieć, że Draco był po jego stronie, cokolwiek by się nie stało.
– Dziękuję – rzucił cicho. Przełknął. – Zajmij się, proszę, eliksirem. Jutro, jak tylko wstaniemy, pójdę do Remusa, żeby z nim porozmawiać.
Dostał w odpowiedzi uśmiech.
– Dobranoc, Harry.
Położyli się spać.
Zgodnie z omówionym wcześniej planem, Harry udał się do Remusa po śniadaniu. Denerwował się rozmową, chociaż Draco uważał, że bez trudu przekona profesora do zmiany zdania. Nie pomagał jednak fakt, że umysł Harry'ego wciąż i wciąż odtwarzał od nowa scenę z wczorajszego wieczoru.
Zaczerwienił się, mijając szepczących i chichoczących złośliwie uczniów. W duchu błagał Merlina, żeby się niczego nie domyślili. Chociaż, jakby nie patrzeć, od długiego czasu byli przekonani, że Harry i Draco uprawiali seks.
Zapukał do komnat, lecz wszedł bez czekania na odpowiedź. Zamknął pospiesznie drzwi i doskoczył do biurka Remusa w kilku susach.
– Remusie, ja wiem, że się nie zgadzasz na ten rytuał, ale pomyśl! I tak zginę, więc czemu miałbym nie spróbować uratować Syriusza? Proszę, zrozum mnie. Syriusz to moja rodzina, nie mogę go zostawić w... w tym stanie! – Wyrzucał z siebie słowa bardzo szybko, byle tylko Remus mu nie przerwał.
Starszy czarodziej przyjrzał się Harry'emu, a potem westchnął.
– Przyznaję, że sam już wcześniej to przemyślałem. – Wstał, okrążył biurko i położył dłoń na ramieniu Harry'ego. – Wiem, że zrobisz dokładnie to, co uważasz za słuszne.
– Dziękuję.
Skoro tak czy inaczej miał umrzeć, mógł zrobić coś dobrego, prawda? Dla Syriusza, chociaż dla niego, za poświęcenie.
Miał zamiar iść do biblioteki, aby przygotować esej dla McGonagall, kiedy zatrzymała go Hermiona. Szybko wciągnęła go do jakiegoś pomieszczenia, które okazało się być składzikiem na miotły. Ledwo się mieścili we dwójkę.
– Harry, chciałabym cię przeprosić – zaczęła szybko, żeby tylko jej nie przerwał. – Zachowałam się okropnie. Malfoy przez tyle lat był dla nas paskudny i patrzyłam nieco przez pryzmat tego, co się działo. A ty jeszcze nic nie mówiłeś...
Harry uniósł brwi. Skrzyżowały ręce na piersi, lecz nie miał na nie miejsca, tak blisko siebie stali. Czekał na ciąg dalszy.
–Chcę pomóc. Cokolwiek się dzieje, chcę być tego częścią. Ludzie gadają, Dumbledore chodzi wściekły. Weasleyowie podobno również. – Starała się uśmiechnąć. – Chodzą plotki, że Malfoyowie zniknęli z dworu. Cały Zakon jest w stanie gotowości.
– Po co mi to mówisz? – zapytał oschle. Miał jej za złe, że tak łatwo się od niego odwróciła. Liczył, że to Ron będzie zły przez trochę, ale mu przejdzie, zaś Hermiona miała zrozumieć. I przeliczył się.
Zagryzła wargę.
– Bo chcę pomóc. Chcę się pogodzić. Poza tym...
– No?
– Ron i ja żałujemy. Ginny została nakręcona przez panią Weasley na to małżeństwo. Początkowo było ciężko, szczególnie Ronowi... Zrozum, proszę. Sama się zagubiłam.
Przez chwilę panowała cisza. Harry zastanawiał się, na ile Hermiona była z nim szczera. Choć to przykre, nie byłby zaskoczony, gdyby przysłał ją sam Dumbledore, żeby ich fałszywie pojednać, a potem odciągnąć od Draco.
– Możesz powiedzieć wszystko po kolei? – poprosił.
Pokiwała gorliwie głową.
– Po tym, jak przestaliśmy rozmawiać, a Ginny rozsiała plotki na twój temat, Dumbledore zaczął nas często wzywać do gabinetu i na spotkania Zakonu. Wtedy się dowiedzieliśmy, że wszyscy czekają na atak Voldemorta. Ale coś go powstrzymuje, Prorok właściwie milczy, nie ma ataków. Poza tą sytuacją z Knotem... cisza. Coś się święci, ale Dumbledore mówi, że nie ma pojęcia. Snape też nie chodzi na spotkania. Nie ma wezwań. W każdym razie, Dumbledore w końcu powiedział, żebyśmy cię śledzili. Portrety. Nauczyciele. Wszyscy. A jednak nie wiedział, gdzie znikasz.
– Peleryna się przydaje – mruknął pod nosem Harry.
– Zauważyłam, że denerwuje go brak kontroli nad tobą – przyznała. – Ale nawet Remus nie był w stanie powiedzieć mu czegokolwiek o tym, gdzie bywasz. – Harry ledwo powstrzymał się od uśmiechu; lojalny do samego końca. – Dlatego Dumbledore z Weasleyami uznali, że trzeba przyspieszyć termin małżeństwa.
Och. To zdecydowanie komplikowało sprawę.
– Na kiedy?
– Ma być w ostatnim tygodniu kwietnia. – Przestąpiła z nogi na nogę. Miała ochotę go przytulić, ale się powstrzymała. – Po tej rozmowie zrozumiałam, że Dumbledore ma gdzieś twoje dobro. Chce wyłącznie cię kontrolować. A Weasleyowie, zaślepieni wiarą w niego, popierają jego pomysł, bo „tak będzie lepiej dla Harry'egoˮ.
– Kiedy o tym rozmawialiście? – zadał kolejne pytanie.
– Przedwczoraj.
Znów zapadła cisza. To cholernie mocno komplikowało plany; już nie mieli czasu do czerwca. Co prawda Harry nie liczył, że przeżyje, chociaż tlił się w nim ognik nadziei. Poza tym Dumbledore nie miał pojęcia, że Harry chciał zmierzyć się z Voldemortem już w niedługim czasie. Skoro tak przedstawiały się sprawy, musiał porozmawiać z Draco. I Remusem. I Snape'em w sumie też.
– Snape wie?
Hermiona uniosła brwi.
– Nie. Wiedzą wyłącznie Weasleyowie i ja.
To tłumaczyło, czemu mężczyźni nic nie wspomnieli – Dumbledore chciał ich zaskoczyć. Nie liczył jednak, że Hermionę tknie i przyjdzie do niego.
Mieli mało czasu na przygotowania. A potrzebowali dowiedzieć się, kim była ruda czarownica z Zakazanego Lasu, poćwiczyć wspólne pojedynkowanie, ustalić plan... Harry miał dość. Za dużo.
– Dzięki za informacje – rzekł powoli. – Cieszę się, że mi to powiedziałaś. Muszę jednak wszystko sobie przemyśleć. Teraz – strzelił palcami – czeka mnie randka z transmutacją.
– Jeśli chcesz, mogę ci pomóc z esejem – zaoferowała się.
Harry pokiwał głową.
– Chętnie.
Poszli do biblioteki razem, starając się zachowywać naturalnie. Harry uznał, że pokazanie się z Hermioną wśród uczniów zapewni spokój nie tylko jemu, ale także da Dumbledore'owi nadzieję, że jego plan się ziści. Nawet jeśli Harry nie zamierzał współpracować. Poza tym zapewne dyrektor nie sądził, aby Hermiona miała się mu przeciwstawić.
Do tego, jeśli Hermiona mówiła prawdę, Ron również chciałby się pogodzić.
Usiedli przy jednym z wolnych stolików. Harry, przyzwyczajony do ignorowania uczniów w ostatnim czasie, nawet nie zwrócił na nich uwagi. Hermiona szybko przyniosła odpowiednie woluminy, które miały mu pomóc w napisaniu eseju.
– O, ten akapit ci pomoże – rzekła, otworzywszy jedną z ksiąg. Wskazała mu odpowiednie miejsce. – To pomoże ci napisać teorię.
– Dzięki – mruknął, zabierając się za czytanie.
Pożegnali się, jak tylko skończył esej. Już nie wracali do rozmowy ze schowka na miotły – woleli dmuchać na zimne. Dumbledore zapewne postawił cały zamek na nogi, żeby tylko śledzić jego ruchy.
Jak tylko udało mu się zniknąć w łazience, narzucił na siebie pelerynę-niewidkę. Zamierzał udać się prosto do Remusa. Wtedy ten poinformowałby o wszystkim Snape'a, gdy Harry powiedziałby o nowościach Draco.
Mieli naprawdę mało czasu. Trzeba było już zacząć przygotowania.
Pobiegł wręcz do gabinetu Remusa, lecz go tam nie zastał. Sprawdził zatem prywatne Komnaty. Tam też go nie było. Harry zaklął. Nie miał czasu go szukać, a Mapę Huncwotów zostawił w Pokoju Życzeń. Uznał zatem, że upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu: poszedł poszukać Draco.
Bardzo szybko odnalazł Draco – nie, żeby to było trudne, gdyż stało się dla nich nawykiem przebywanie w Pokoju Życzeń, gdy nie mieli innych zajęć. Opowiedział mu pokrótce rozmowę z Hermioną, jednocześnie szukając na Mapie imienia i nazwiska profesora. Znalazł go w gabinecie Dumbledore'a.
– Co?! – Draco aż wmurowało w ziemię. – Przeklęty, stary drań! – wysyczał.
– Przestań! To nic nam nie da!
– Jak mam przestać, gdy on chce zniweczyć wszystko, co osiągnęliśmy?!
– Nie wiem! Po prostu... bądź cicho. Myślę – wymamrotał, masując skronie.
Draco prychnął, ale powstrzymał się od kpiącej uwagi. Merlinowi niech będą dzięki.
– Musimy jak najszybciej powiedzieć to Remusowi i Snape'owi. Potem przygotować wszystko, poćwiczyć... – Harry wydeptywał ścieżkę od ściany do ściany.
W pewnym momencie Draco położył mu dłoń na ramieniu, zatrzymując go.
– Harry, ale ostatnia faza księżyca jest za tydzień.
– Co?
– Nów. Za tydzień. Mamy. Tydzień. Rozumiesz? Na wszystko.
Przez moment zrobiło mu się słabo. Chrząknął, aby odzyskać rezon; to nie była chwila na marnowanie czasu przez strach czy wątpliwości.
– Dobrze. Zadbaj, żebyśmy mieli eliksir do piątku. W międzyczasie codziennie będziemy ćwiczyli.
– Okej.
– Idź teraz do Snape'a. Rzuć na siebie kameleona. Wyjdę za moment pod peleryną i udam się do Remusa. Muszą wiedzieć o tym... wszystkim – zakończył koślawo.
I choć wydało się, że mieli jeszcze mniej czasu, niż przypuszczał, podwoiło się jego zdeterminowanie. Musiał za wszelką cenę wygrać z Voldemortem, zabić go, przywrócić Syriuszowi życie. Nawet jeśli miał zginąć. Jeśli nie, wyjdzie za Draco, uwolni się od Ginny, zaś jego partner od Astorii.
Po wyjściu Draco odczekał nieco czasu. Śledził na Mapie Remusa, który wciąż był w gabinecie dyrektora. Nie zmieniło się to w momencie, gdy opuścił Pokój Życzeń. Uznał, iż zwyczajnie poczeka na Remusa. Poza tym chciał wiedzieć, czego Dumbledore chciał.
Szedł szybko, starając się nie hałasować, żeby nie zwrócić uwagi portretów; dla Dumbledore'a jasne byłoby, że niewidzialne źródło dźwięku to Harry.
Był zmuszony czekać na tyle długo, żeby zacząć się stresować. Wtedy pojawił się Remus.
– Mam coś ważnego – rzucił Harry.
– Ja również.
– Ty pierwszy.
Remus usiadł za biurkiem, wskazał Harry'emu krzesło. Chętnie skorzystał, domyślając się, że informacja zwali go z nóg.
– Dumbledore jest bardzo zadowolony z twojego odnowionego kontaktu z przyjaciółmi – zagadnął niby po przyjacielsku Remus. – Powiedział mi, że przyspieszyli termin małżeństwa. Podobno ze względów bezpieczeństwa przez niejaką Freyę Weasley.
– Co? – Harry zmarszczył brwi. O czym Remus mówił?
– Freya Weasley to krewna trzeciego pokolenia od strony Artura Weasleya. Niegdyś świetnie zapowiadająca się czarownica, dziś Śmierciożerczyni. – Spojrzał Harry'emu w oczy. – Osoba, która podobno żyła jako centaur w Zakazanym Lesie.
Harry bardzo szybko wrócił wspomnieniem do momentu, w którym uratował Draco z jej łap. Wzdrygnął się. Weasley. Kolejna. Tylko po drugiej stronie.
– Ale co to ma do rzeczy?
Remus uśmiechnął się niczym wujek.
– Dla nich to wymówka. Jedna z wielu. Dla nas to oznacza, że są przerażeni. Każdy może być zdrajcą, pamiętaj.
Coś w tym było, gdy się głębiej zastanowić. Miał jednak o wiele ważniejsze sprawy od rozwodzeniu się nad Freyą Weasley.
– Musimy być gotowi na za tydzień. Wtedy jest nów – przypomniał. – Ale rozmawiałem z Hermioną... – przyznał, po czym opowiedział Remusowi o rozmowie ze składziku.
Zapadła długa cisza. Harry, denerwując się, skubał skórki przy paznokciach, czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony Remusa.
– Powiadomię Zakon. Zrobię to tak, by Dumbledore się nie domyślił. Nie zadręczaj się tym. – Posłał Harry'emu zmęczony uśmiech. – Będzie dobrze. Wierzę w to. Przyjdźcie do mnie z Draco po kolacji.
Harry pokiwał głową, pożegnał się i wyszedł.
Stawili się po kolacji wedle zaleceń Remusa. Draco wcześniej opowiadał Harry'emu swoją rozmowę ze Snape'em, który wściekł się na Dumbledore'a. Po tym Harry podzielił się z nim rewelacjami na temat Śmierciożerczyni z Zakazanego Lasu.
Od razu przeszli do zaklęć ofensywnych. Nie mieli czasu na błędy czy próby negocjacji. Gdy przyjdzie im się zmierzyć z Voldemortem, z pewnością nie będzie chwili na naprawę błędu, zatem musieli dojść do perfekcji.
Ich magia współpracowała, podwajając ich moc, czyniąc zaklęcia silniejszymi, zaś tarcze stały się wytrzymalsze. Remus jednak uczył ich również jednoczesnego rzucania tarczy z zaklęciem ofensywnym. Jeden skupiał się na obronie, drugi na ataku, a ich połączona magia wciąż wzmacniała zaklęcia. Ostatnie jednak jeszcze nie szło im aż tak dobrze, ponieważ nie potrafili oddzielić strumieni na dwoje, czego nie musieli robić przy rzucaniu identycznych zaklęć.
– Jeszcze raz! Podzielcie moc! To dwa osobne strumienie, nici! Splączcie ze sobą te nici jak w przypadku innych... Świetnie! Było blisko! Naprawdę, jesteście jeszcze lepsi... – Remus pilnował ich, żeby nie zrobili sobie krzywdy, a jednocześnie chwalił i kierował ich postępami.
Kiedy padli ze zmęczenia, podał im po kubku herbaty oraz kawałki czekolady.
– Jestem z was dumny, chłopcy – powiedział z uśmiechem Remus.
– Co u moich rodziców? – spytał Draco, przegryzając kostkę.
– Martwią się o ciebie, ale są bezpieczni – zapewnił go Remus, po czym zapatrzył się w okno. Po chwili potrząsnął głową. – Nie chcę was wyganiać, ale już po ciszy nocnej. Jutro macie zajęcia, na które trzeba wstać.
Pożegnali się grzecznie, a potem udali pod peleryną do Pokoju Życzeń. Byli padnięci jak cholera, jednak całkowicie z siebie zadowoleni. Mieli naprawdę szansę wygrać.
