33. OD NOWA

HARRY POTTER TRIUMFUJE! LORD VOLDEMORT NIE ŻYJE!

Znany na całym świecie czarnoksiężnik został pokonany sobotniego ranka przez Chłopca, który przeżył na jednej z londyńskich ulic, Grimmauld Place. Starcie to odbyło się w obecności Śmierciożerców, a także organizacji Dumbledore'a zwanej Zakonem Feniksa. Walka zakończyła się druzgocącym zwycięstwem jasnej strony.

Sam Harry, bohater tych wydarzeń, podobno jest obecnie w dobrej formie i zamierza po wszystkim wrócić do Hogwartu, jakby nic się nie stało. Jego przyjaciele muszą być z niego dumni. Wszyscy jesteśmy.

Rozmawialiśmy z jedną z bliskich mu osób, która nie chce się ujawnić, co sądzi o tej sytuacji.

„Harry to inteligentny i zdolny czarodziej. Na pewno od początku wiedział, co robi. Cieszę się, że mu się udało. Jestem pewna, że to zaledwie początek zmian, które nas czekają. Harry to dobry człowiek, więc będzie chciał pójść dalej."

Wierzymy, że to początek nowych zmian. Na lepsze.

Wielka Sala zawrzała, gdy uczniowie się przekrzykiwali, podając sobie artykuł z rąk do rąk – każdy musiał go zobaczyć. Co prawda niektórzy już wiedzieli o porażce (plotki szybko się rozeszły), lecz nie wierzyli w zwycięstwo Harry'ego.

Dyrektor McGonagall uśmiechnęła się, patrząc po uczniach. Najdłużej zatrzymała się przy stole Gryffindoru, gdzie Ron i Hermiona patrzyli wprost na nią. Skinęła im głowami, niemo dziękując. Wiedziała, że wiele zrobili, wiele przeszli, aby ostatecznie stanąć po stronie Harry'ego.

O wilku mowa.

Harry przekroczył próg Wielkiej Sali w towarzystwie Draco, Remusa oraz Syriusza. To wywołało kolejną falę wrzasków, ponieważ w gazecie napisano również o powrocie Blacka, jego spokrewnieniu z Harrym.

Chłopcy najpierw poszli do stołu Gryffindoru, żeby przywitać się z Ronem i Hermioną, a potem, już ze starszymi, zbliżyli się do McGonagall.

– Dziękuję, pani profesor – rzekł Syriusz.

– Za co? – Remus zmarszczył brwi.

Syriusz wyszczerzył zęby, Harry zaśmiał się, a Draco wyłącznie uśmiechnął; tylko Lupin jeszcze nie wiedział.

– Będę nowym profesorem transmutacji – pochwalił się Syriusz. – Zaczynam od zaraz.

– Przecież to świetnie! – Remus uściskał przyjaciela.

– Dziękuję wam. – McGonagall przyjrzała się chłopcom. – Muszę wam powiedzieć, panowie, że rozegraliście to w inteligentny sposób.

Harry skłonił się, Draco również.

– To wiele dla nas znaczy – odpowiedział za nich obu Draco.

– Co teraz będzie z Dumbledore'em? – zapytał Harry, który nie widział byłego dyrektora od sobotniego spotkania z Zakonem.

– Zajmie się nim Wizengamot – odpowiedziała ze smutkiem McGonagall. Pokręciła głową. – Ciążą na nim zarzuty rzucenia czaru na mugoli, aby wydali zgodę na twoje małżeństwo, przetrzymanie wbrew woli, naruszanie wolności osobistej. Okazało się, że... Albus wiedział, co się działo w Zakazanym Lesie, więc również zastanawiają się, czy nie zarzucić mu jeszcze świadomego narażenia uczniów na niebezpieczeństwo.

Brzmiało poważnie. Harry jednak nie miał głowy, aby się nad tym zastanawiać, wciąż przepełniony euforią po wygranej. Poza tym, gdy Draco był obok, miał w głowie zupełnie inne, całkowicie nieprzyzwoite przyjemności w głowie. Uścisnął dłoń partnera, pożegnał się, po czym we dwóch odeszli, zostawiając profesorów przy stole.

Wszystko się wspaniale poukładało. Syriusz dostał pracę bez problemów, bo po śmierci wszystkie jego zarzuty zostały wycofane. Remus znów miał przyjaciela, a Harry rodzinę. Jego przyjaciele z Gryffindoru, którzy powoli przekonywali się do Draco, nie będąc w stanie zarzucić mu działania na rzecz Voldemorta, witali się z nim równie ciepło. Rozmawiali, śmiali się, żartowali. Nawet Hagrid ostatecznie zaakceptował wszystko, co się wydarzyło. Harry wiedział, że do końca roku szkolnego zrobi wszystko, aby odnowić relację z gajowym.

Usiedli przy stole Gryffindoru, naprzeciwko Rona i Hermiony.

– To co, toast za bohatera? – wyszczerzył zęby Ron, unosząc puchar z sokiem dyniowym.

Siedzący najbliżej Neville, Seamus i Dean szybko podłapali.

– Za bohatera! – krzyknęli wspólnie tak głośno, że słyszano ich pewnie na błoniach. Po chwili już wszyscy skandowali jego imię, unosząc zdobione puchary, ciesząc się z wygranej.

Harry zaśmiał się, a potem pocałował Draco, mając wszystko gdzieś. Rozległy się gwizdy, głupie komentarze, ale tym razem przepełnione były rozbawieniem, a nie kpiną.

– Głupotter – mruknął mu Draco w usta.

– Zamknij się, Malfoy – wyszeptał Harry, po czym ponowił pocałunek.

Gdy już oderwali się od siebie, Harry skrzyżował spojrzenia z Ginny.

Siedziała z czerwonymi policzkami, bezczelnie się na nich gapiąc. Coś w jej postawie kazało mu jednak wstać, szeptem informując Draco, że zaraz wróci, po czym skinął na nią głową. Chciał przeprowadzić z nią ostateczną rozmowę, wyjaśnić sobie wszystko i dać jej wybór: mogła albo zaakceptować jego kwitnący związek z Draco, albo przestać zupełnie uczestniczyć w jego życiu.

Wyszli na korytarz, był cichy.

– Harry, nim cokolwiek powiesz, chciałabym cię przeprosić – wyrzuciła z siebie błyskawicznie słowa, nie dając mu się odezwać. – Wiem, że bardzo źle postąpiłam. Po prostu... – Pokręciła głową, otarła oczy, w których zbierały się łzy. – Wciąż cię kocham. Dałam się zmanipulować Dumbledore'owi i rodzicom. Nie miej im tego za złe. Oni też mu wierzyli. Nie chcę jednak... Ja... Nie mam zamiaru stanąć ci na drodze, skoro... Ty i... Życzę wam jak najlepiej – ostatnie słowa szeptała, a potem rozpłakała się.

Harry, czując ulgę, przytulił ją do siebie. Głaskał Ginny po plecach, chcąc, aby się uspokoiła. Była dla niego jak siostra, więc ta sytuacja go ubodła. Cieszył się jednak, że ostatecznie wyszło im obojgu na dobre.

– Dziękuję – wymamrotała, ocierając oczy i odsuwając się od niego. Wyciągnęła coś z kieszeni szaty. – To od rodziców – wyjaśniła.

Otworzył kopertę, po czym zaczął czytać list.

Drogi Harry!

Wybacz nam, że zachowaliśmy się wobec ciebie tak okrutnie. Jesteśmy ci winni przeprosiny, jeśli to coś znaczy. Gdy tylko nadarzy się okazja, przeprosimy cię osobiście.

A. i M. Weasley

Uśmiechnął się, zagiął pergamin, schował go do kieszeni. Naprawdę na dobre wyszło. Spojrzał na Ginny, która powoli uspokajała się. Pozwoliła sobie nawet na nieśmiały uśmiech.

– Będzie dobrze, Ginny – rzekł Harry, żeby zaraz zaproponować jej ramię. Przyjęła je.

Razem wrócili do Wielkiej Sali, gdzie Draco pochłonięty był rozmową z Hermioną. Sądząc po minie Rona, rozmawiali o nauce, której chyba tylko ta dwójka nie miała nigdy dosyć.


WYDARZENIE TOWARZYSKIE, KTÓREGO NIE MOŻNA PRZEGAPIĆ!

To już oficjalne! Jak donosi jeden z naszych korespondentów, panowie Harry Potter oraz Draco Malfoy zaplanowali ceremonię ślubną już na tę sobotę. Bohater czarodziejskiego świata, jeden z najbardziej pożądanych kawalerów, właśnie oficjalnie przestał przyjmować propozycje! Jego wielkie serce skradł znany wszystkim dziedzic fortuny Malfoyów, onegdaj podejrzewany o współpracę z Lordem Voldemortem. Nasze źródło donosi, że ich romans kwitł już od kilku miesięcy w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Podobno obaj panowie w ten sposób uciekają od aranżowanych małżeństw.

Więcej po ceremonii.


– Denerwuję się – przyznał Harry, siedząc na wygodnym, miękkim krześle i patrząc w swoje odbicie w lustrze, podczas gdy Hermiona zajmowała się jego włosami, ogarniając je jakimś specyfikiem.

– To normalne – powiedziała łagodnie, przeczesując grzebieniem ulizane elegancko włosy. Starała się zrobić mu fryzurę, która nadawałaby mu wygląd młodego, poważnego dżentelmena. – Sama też bym się pewnie denerwowała – dodała.

– Myślisz?

– Tak.

Zapadła między nimi cisza. Harry już sam nie wiedział, czy wolał milczeć, czy rozmawiać, ponieważ nerwy zjadały go od środka w obu przypadkach.

Denerwował się, że coś pójdzie nie tak. Albo że Draco się rozmyśli. Albo on coś walnie. Pomyli przysięgę. Potknie się. Spadnie ze schodów. Może nie powie nic przez stres. Na Merlina, rozmyślanie o tym zdecydowanie pogarszało jego stan. Z drugiej strony bardzo chciał, aby ceremonia wyszła idealnie.

Mimowolnie przypomniał sobie niedzielę, uśmiechając się, gdy zasiadł do posiłku z państwem Malfoy, Remusem, Syriuszem i Draco.

Właśnie wtedy, wśród lekkich rozmów, żartów, wielu toastów za zwycięstwo, Draco poprosił swoich rodziców o pomoc w organizacji ceremonii ślubnej oraz wesela już w przyszły piątek. Na początku zapadła cisza, podczas której Harry zaczerwienił się i miał ochotę zniknąć, lecz napięcie momentalnie rozładowała pani Malfoy.

– Synku, oczywiście. Wierzę, że Harry to ktoś, kogo potrzebowałeś. – Była tak ciepła i miła, że Harry i Draco zapomnieli o jej współudziale w zaaranżowaniu wcześniejszego małżeństwa z Astorią Greengrass. Przy okazji jej słowa pozwoliły Lucjuszowi na szybkie przemyślenie sprawy, a potem zgodzenie się z nią.

Zero problemów.

Remus i Syriusz oczywiście wiedzieli wcześniej, lecz obawiali się reakcji rodziców Draco. Teraz mogli odetchnąć z ulgą. Sam Harry poczuł, że wszystkim, co zrobił dla Draco, pośrednio dla jego rodziców, a także pokonując Voldemorta, zaskarbił sobie wspaniałych członków rodziny. A czy było coś ważniejsze od tego?

I pewnie czułby wyłącznie szczęście, gdyby nie towarzyszące mu czarne myśli, co mogło pójść nie tak na samej ceremonii.

– Planujesz już coś z Ronem? – zapytał, byle tylko oderwać się od obaw.

Hermiona spąsowiała, co widział wyraźnie w lustrze.

– J-ja... T-to znaczy my... – jąkała się.

Harry zachichotał.

– W porządku, rozumiem – odpowiedział, kiwając głową. – Wszystko w swoim czasie.

Najwidoczniej miała mu coś odpowiedzieć, bo otworzyła usta, ale w tym momencie do pokoju wszedł Ron. Momentalnie przybrali neutralne wyrazy twarzy; nie chcieli, aby i Ron się speszył.

– Stary, już prawie wszystko gotowe. – Uśmiechnął się do Harry'ego, oceniając pracę Hermiony nad fryzurą. – Jak nie ty – skomentował.

– To dobrze czy źle?

– Nawet lepiej.

Pocałował Hermionę w policzek, po czym zabrał ją z pokoju, nie żegnając się.

Harry wziął głęboki oddech, policzył do trzech. Pozostało mu wyłącznie ubrać się do końca w szatę wyjściową, co zaraz zrobił. Na szyi wciąż miał medalik od Draco, ten ze świąt. Harry uznał, że akurat na tę okazję powinien być wyeksponowany, co gwarantowała mu czarna szata z butelkowozielonymi wykończeniami.

Ostatni raz obejrzał się w lustrze.

Na tę wyjątkową okoliczność wybrał soczewki kontaktowe, skombinowane przez Hermionę – magiczne, dostosowujące się do wady wzroku. Szata podkreślała jego smukłą sylwetkę, a fryzura... Aż by się nie poznał, gdyby nie widział procesu układania jej. Hermiona odwaliła kawał dobrej roboty, tworząc przedziałek po lewej stronie głowy; blizna była tylko odrobinę widoczna.

Ktoś zapukał.

– Wyłaź! Pokaż się! – Harry rozpoznał po głosie Syriusza.

Jego ojciec chrzestny nie krył uznania, lustrując go od stóp do głów.

– Wyglądasz fantastycznie.

– Dzięki.

Zaprowadził Harry'ego do wyjścia z Malfoy Manor na część ogrodową, gdzie miała odbyć się ceremonia. Krzewy w ogrodzie kwitły, wydzielając piękne, kwiatowe zapachy; Harry ani trochę nie miał pojęcia, co to były za rośliny, lecz wyglądały niesamowicie. Syriusz poprowadził go po zaczarowanej trawie, która przygrywała delikatnymi dźwiękami dzwonków przy każdym kroku. Po bokach zostały ustawione rzędami krzesełka dla gości, każde ozdobione białą lilią. Wiele z miejsc było już zajętych przez gości z obu stron.

Byli tu uczniowie ze wszystkich domów, z którymi utrzymywali lepszy bądź gorszy kontakt, członkowie Zakonu Feniksa, a także bliższa rodzina Draco. Harry nawet przez moment myślał, czy powinien zaprosić Dursleyów, lecz to nie była ich bajka. Za to na jednym z krzeseł zauważył starą panią Figg, która uniosła kciuki do góry. Obecność wszystkich tych ludzi miała ogromne znaczenie. Mogli się nie przyjaźnić, lecz zgodzili się być świadkami tak ważnego wydarzenia w życiu dwóch chłopców. Część pewnie będzie chciała zarobić na zdjęciach do gazet.

Na samym końcu czekał piedestał, na którym, pod łukiem z tańczących do dźwięku dzwonków kwiatów, Harry miał wkrótce zostać złączony z Draco już na zawsze. Jego partnera jeszcze nie było.

– Harry! – Odwrócił się, słysząc swoje imię.

To państwo Weasley zmierzali w jego stronę, uśmiechając się niepewnie. Harry podziękował skinieniem Syriuszowi, który oddalił się, obserwując ich bacznie. Miał im nieco za złe wcześniejsze traktowanie chrześniaka, lecz wiedział, iż nie było sensu pielęgnować urazy.

Pan Weasley miał na sobie prostą szatę, zaś pani Weasley kwiecistą sukienkę.

– Harry, kochaneczku! – Pani Weasley wzięła go w objęcia, ucałowała oba policzki. – Tak się cieszę, że... – Zabrakło jej słów.

– Wiem, dziękuję. – Harry postarał się uśmiechnąć.

Uścisnął z panem Weasleyem dłonie.

– To my dziękujemy. Za wybaczenie.

– Myślę, że to ważne, żeby umieć wybaczać – odpowiedział Harry, patrząc ponad ramieniem pana Weasleya; w wejściu do ogrodu stał Draco. Uosobienie istoty wybaczania.

Był... piękny. Nieziemsko piękny, gdyby ktoś pytał Harry'ego. Długa, biała szata ze srebrnymi zdobieniami czyniła z niego postać eteryczną, delikatną, jednocześnie podkreślając bladość skóry. Perfekcja. Ideał. Harry aż się rozpływał w środku. To w tym momencie uświadomił sobie, jak bardzo wiele zyskał w momencie, w którym wybaczył Draco. Przede wszystkim? Wspaniałego, przystojnego i inteligentnego prawie-męża.

Im bardziej Draco zbliżał się do piedestału, tym szybciej Harry'emu biło serce. W pewnym momencie krok Draco stał się biegiem; rzucili się sobie w ramiona.

– Wyglądasz wspaniale – wyszeptali jednocześnie.

Potem pocałowali się krótko, słodko, nie mogąc się doczekać. Razem weszli na piedestał, oczekując już tylko rozpoczęcia przez mistrza ceremonii. Harry wtedy kątem oka zauważył, że Draco miał na mankietach spinki, które mu podarował na Boże Narodzenie. Jakim prawem w ogóle pomyślał, że Draco mógłby w ostatniej chwili zrezygnować? Był głupi.

Wreszcie przybył czarodziej w bordowej szacie, z twarzą okrągłą jak naleśnik, ale czujnymi oczyma, który szybko zajął miejsce przed nimi. Goście automatycznie ucichli.

Sonorus! – rzucił zaklęcie mistrz, po czym zaczął: – Zebraliśmy się tu, by uczestniczyć w bardzo ważnym wydarzeniu dla tej dwójki. Będziemy świadkami chwili, w której zdecydują się trwać przy sobie w miłości i cierpieniu, chorobie i powodzeniu. – Spojrzał kolejno na chłopców. – Złapcie się za dłonie – polecił, co uczynili, nie mogąc przestać się uśmiechać. – Draco Malfoyu, czy przyrzekasz kochać do końca, nie wyrzekać się, wspierać, a także dzielić ze swym przyszłym mężem troski oraz smutki?

– Przyrzekam! – odpowiedział Draco pewnym głosem.

– Harry Potterze, czy przyrzekasz kochać do końca, nie wyrzekać się, wspierać, a także dzielić ze swym przyszłym mężem troski oraz smutki?

Ścisnął dłoń Draco.

– Przyrzekam!

– Niechaj zatem wasza magia istnieje wspólnie, łączy was, a wszelkie podziały znikną!

Wokół nich powietrze rozbłysło delikatnym srebrem i złotem, obsypując obu chłopców jak brokatem, po czym niknąc. Harry i Draco poczuli identyczne wrażenie połączenia, jakby ktoś złączył na moment ich umysły w jeden. Później było już tylko szczęście, miłość, oklaski. Ostatnie, na czym Harry potrafił się skupić, to długi, namiętny pocałunek z Draco. Nagle perspektywa zostania na imprezie, zabawiania gości i tańczenia wydawała mu się nudna. Wolałby zniknąć, żeby zająć się swoim nowo poślubionym mężem.

– Jak tylko ten rok dobiegnie końca, lecimy na miesiąc miodowy na Korsykę – poinformował Harry'ego Draco (czyżby czytał mu w myślach?) tonem, który zapowiadał przyjemności.