To był na pozór spokojny dzień. Waśń, Furia i Wojna pojechali na misję a ja pomagam Śmierci w stajni. Gdy przekładam siano z jednego kąta w drugi dochodzi do mnie ciche skomlenie.
„Mówiłeś coś?" pytam Śmierć.
„Nie." odpowiada mi Śmierć kierując wzrok na mnie „A co?"
„Wydawało mi się..." zaczynam ale ponownie słyszę skomlenie „Czekaj!" podnoszę dłoń do góry pokazując Jeźdźcowi by przez chwilę był cicho „Też to słyszysz?" pytam go po chwili nasłuchiwania.
„Tak." odpowiada mi mój małżonek, odkłada siano i podchodzi obok mnie „To chyba stąd dochodzi..."
Widzę, że Śmierć rozgląda się uważnie po stajni ciągle nasłuchując. Po chwili podchodzi do worków z paszą, odsuwa je i wysuwa wysoki kosz na owoce.
„Co tam jest?" pytam go, podchodząc do niego zaciekawiona jego milczeniem.
Zaglądam do środka kosza i dostrzegam sporych rozmiarów szczeniaka o czarno-rdzawym ubarwieniu, który zaczyna radośnie szczekać gdy tylko mnie dostrzega.
„Czy... To szczeniak?" pytam zaskoczona Śmierć.
„To nie byle jaki szczeniak..." odpowiada mi Śmierć a ja wyczuwam napięcie w jego głosie „To szczenie cerbera."
„Cerbera? Czy nie powinien mieć trzech głów?"
„Dwie pozostałe wyrastają w późniejszym czasie. Jak się przyjrzysz to zauważysz wzrosty."
Przyglądam się szczeniakowi i faktycznie zauważam, że po bokach głowy ma coś na kształt dwóch dużych guzów. Zwierze jednak wciąż radośnie szczeka i kręci się po koszyku.
„On chyba chce się pobawić." mówię i kieruję dłoń do środka kosza.
„Nie dotykaj go!" Śmierć chwyta moją dłoń „Cerbery są bardzo niebezpieczne."
„Och, daj spokój. Jest taki uroczy." delikatnie wyrywam swoją dłoń i wsuwam ją do kosza.
Zwierze od razu przybliża się do mojej dłoni i zaczyna się o nią ocierać. Jego sierść jest krótka i lekko szorstka w dotyku. Mały cerber niemal od razu zaczyna też przyjaźnie lizać moją rękę.
„Nie wygląda niebezpiecznie." mówię do Śmierci i wyciągam zwierze z koszyka i przytulam do siebie.
„Jesteś strasznie niepoprawna." odpowiada mi Śmierć „Wiesz co robią cerbery w świecie demonów?"
„Strzegą bram piekieł?" pytam Śmierć gdy szczeniak zaczyna mnie lizać po twarzy.
„Dokładnie. A Ty pozwalasz mu się lizać po twarzy." Śmierć stanowczo zabiera ode mnie zwierze i wsadza je z powrotem do koszyka.
„Ale jak się tutaj znalazł?" pytam swojego małżonka zaglądając do koszyka „Sam chyba nie wskoczył tutaj, prawda?"
„Prawda. W dodatku tutaj są miski." Śmierć wskazuje palcem na miejsce niedaleko koszyka.
„Są puste. Na pewno jest głodny i spragniony. Przyniosę mu coś." oznajmiam, obracam się i idę mu coś przyszykować.
„Uważasz, ze to dobry pomysł?" dochodzi do mnie pytanie Śmierci.
„Tak." odpowiadam mu i wychodzę.
Po paru minutach przynoszę dla małego cerbera trochę mięsa oraz wodę. Uzupełniam miski i wkładam je do koszyka. Zwierze od razu podchodzi i zjada całe mięso w mgnieniu oka i wypija niemal całą miskę wody naraz.
„Co z nim zrobimy?" pytam Śmierć przyglądając się cerberowi.
„Co MY z nim zrobimy?" pyta mnie z niedowierzaniem Śmierć „Musimy się go pozbyć. Nie może tutaj zostać. To bardzo nieobliczalne i niebezpieczne zwierze."
„To tylko szczeniak." nie mogę uwierzyć w to co słyszę od swojego męża „Nie możemy go tak zostawić na pastwę losu."
„To teraz jest tylko szczeniak. Widziałaś kiedykolwiek dorosłego cerbera?"
„Nie."
„Tak myślałem. Zmieniłabyś zdanie gdybyś miała do czynienia chociaż z jednym. Dorosły cerber może Cię zabić w ciągu sekundy."
„Ale ten wygląda bardzo przyjaźnie..."
„Bo jest jeszcze mały."
„Nie może zostać do momentu aż się dowiemy skąd się tutaj wziął?" uderzam w proszący ton.
„Domyślam się skąd się wziął..." odpowiada mi chłodno Śmierć.
„Proooszę..." zaczynam błagać Jeźdźca.
Śmierć patrzy na mnie w milczeniu a mi się wydaje, że minęła cała wieczność zanim w końcu słyszę jego odpowiedź:
„Dobrze. Ale zabierzemy go stąd. Niepokoi niepotrzebnie Rozpacz."
„W porządku." odpowiadam mu, sięgam do koszyka i biorę cerbera na ręce „Zabieram go do domu."
Moja stanowczość tak uderza Śmierć, że udaje mi się szybko wyjść ze stajni i uciec do domu zanim on zdążył cokolwiek powiedzieć. Po chwili dołącza jednak do mnie niosąc w rękach koszyk.
„Nie przyzwyczajaj się do niego." mówi do mnie Śmierć gdy ustawia koszyk w salonie.
„Tak, wiem." odpowiadam mu.
Przez chwilę noszę małego cerbera na rękach po czym widząc groźny wzrok Śmierci w końcu wsadzam go do koszyka.
Z wielkim trudem udaje mi się nie zaglądać do zwierzęcia przez resztę dnia. Kiedy wieczorem rozlega się przed domem odgłos kopyt, Śmierć zakrywa koszyk fotelem i czeka aż jego rodzeństwo wejdzie do domu.
„Hej, wróciliśmy!" rozlega się radosny głos Furii.
Furia i Wojna wchodzą do salonu i patrzą pytająco na mojego męża.
„Gdzie Waśń?" pyta spokojnie Śmierć.
„Powiedział, że zaraz do nas dołączy tylko musi jeszcze coś załatwić." odpowiada Furia „Co tak dziwnie na nas patrzysz? Stało się coś?"
Już mam im odpowiadać kiedy nagle do domu wpada Waśń i wygląda na zaniepokojonego.
„Cześć. Posiedziałbym dłużej ale muszę coś załatwić..." Waśń na moment pojawia się w salonie po czym znika tak samo szybko jak się pojawił.
„Wróć!" Śmierć stanowczo do niego krzyczy.
Już myślę, że Waśń nie usłucha się ale jednak dostrzegam go na progu salonu. Widzę, że próbuje zachować pokerową twarz.
„Coś się stało?" pyta niby lekko Waśń.
„To ja właśnie chciałem Cię o to spytać..." odpowiada mu Śmierć wstając z fotela „Gdzie tak pędzisz? Przecież dopiero wróciliście."
„Tu i tam pędzę..." odpowiada pewnie Waśń „Mogę już iść?"
„Nie." Śmierć stanowczo mu odpowiada „Możesz mi wyjaśnić w jaki sposób w naszej stajni znalazło się to?"
Śmierć przesuwa fotel ukazując wszystkim szczeniaka. Zwierze kieruje wzrok na wszystkich i gdy dostrzega Waśń zaczyna radośnie szczekać.
„Śnieżka! A już zacząłem się martwić!" krzyczy radośnie Waśń, podchodzi do zwierzęcia i wyciąga je z koszyka.
„Czekaj... To coś ma imię?" pyta zaskoczony Śmierć.
„Jasne, że tak." odpowiada oburzony Waśń.
„To mały cerber, prawda?" pyta Wojna przyglądając się z daleka Waśni i zwierzęciu.
„Tak." odpowiada Śmierć nie spuszczając oczu z młodszego brata i dodaje „Skąd TO wziąłeś?"
„To coś ma imię." odburkuje mu Waśń „Wygrałem."
„Wygrałeś?" widzę, że cierpliwość Śmierci jest na wykończeniu.
„Ale cyrk." zauważa radośnie Furia przypatrując się starszym braciom.
„W karty, w tym tygodniu." Waśń odpowiada lekko Śmierci „Więc jeśli już go znalazłeś to może z nami zostać?"
„Zostać?" wybuch złości mojego męża jest bliski „Czy Ty już kompletnie oszalałeś? Masz się go pozbyć i to natychmiast!" wykrzykuje Śmierć.
„Kochanie, proszę Cię..." podchodzę do Śmierci kładąc dłoń na jego ramieniu i próbując go uspokoić „Czy Śnieżka naprawdę nie może z nami zostać?" pytam go łagodnie.
„I Ty stajesz przeciwko mnie?" pyta mnie Śmierć patrząc mi w oczy.
„Nigdy nie mogliśmy mieć innego zwierzęcia!" wykrzykuje Waśń „I jeśli myślisz, że ją ot tak zostawię samą na pastwę losu to się grubo mylisz!"
„Waśń, zastanów się... Jesteśmy Jeźdźcami, kto się nią zajmie jak my pojedziemy na misję?"
„Ona nie potrzebuje opieki. Je i pije sama. Trzeba jej tylko zostawić pełne miski. W dodatku teraz mając Grażynę w domu i tak zawsze jeden z nas zostaje w domu."
„A jak przyjdzie apokalipsa?" pyta Śmierć.
„To ja się nią zajmę." od razu oferuję pomoc.
„W życiu Cię nie zostawię samej z cerberem." Śmierć protestuje.
„Oj, daj spokój." odpowiadam podchodząc do Waśni i głaszczę Śnieżkę „Ona jest taka urocza. Wszyscy razem wychowamy ją odpowiednio."
„Śmierć chociaż ten jeden raz nie bądź sztywniakiem." Waśń uderza w błagalny ton.
„Proszę, kochanie..." też uderzam w błagalny ton.
Śmierć obserwuje mnie i Waśń w milczeniu przez chwilę po czym kieruje wzrok na Wojnę i Furię.
„Co Wy o tym myślicie?" pyta.
„Dopóki nie będzie jadła moich porcji to jest mi to obojętne." odpowiada Wojna.
„Ech... Ok..." Śmierć wzdycha lekko zrezygnowany „Furia?" pyta siostrę z nadzieją w głosie.
„Jeśli będzie się trzymać z daleka od mojego pokoju to może zostać." odpowiada Furia.
Śmierć głośno wzdycha, kieruje ponownie wzrok na mnie oraz Waśń i odpowiada
„Dobrze, może zostać..."
„Hurra!" wykrzykuje Waśń przytulając Śnieżkę mocniej do siebie.
„Ale..." Śmierć przerywa jego euforię „Masz się nią opiekować i zajmować. W przeciwnym razie sam się jej pozbędę."
„Jasne, Bracie." zgadza się Waśń.
Śmierć patrzy przez chwilę na Śnieżkę po czym kręcąc głową wychodzi z salonu.
