Scorpius siedział na swoim łóżku w dormitorium Ślizgonów z piątego roku i czytał książkę. Tak naprawdę książka tylko leżała na jego kolanach, a on sam co i raz oddawał się rozmyślaniom na temat randki Rose Weasley z Charlesem Foxem. Może Albus miał jednak rację? Może zainteresowanie, jakim Charles obdarza Rose, jest poważniejsze niż mogłoby się wydawać i właśnie w tym momencie ostatnia szansa Scorpiusa na skuteczne przekonanie Rose do swojej osoby, mija bezpowrotnie? Zresztą to było nawet do przewidzenia, Scorpius niepotrzebnie się łudził. Rose najwyraźniej nie była mu nigdy przeznaczona. Nigdy nie odpowiedziała pozytywnie na jego zaloty, nie doceniła jego komplementów, nie założyła prezentu, który przysłał jej na Boże Narodzenie – najprawdopodobniej nawet go nie odpakowała. Nie mógł jednak tak wprost powiedzieć sobie, że nie ma nawet cienia szansy u Rose – ta myśl była zbyt przykra, żeby pozwolił jej pojawić się w jego głowie. Albus zaproponował, że pójdą razem do Trzech Mioteł i po prostu będą śledzić Rose i Charlesa, ale Scorpius odmówił z dwóch względów. Po pierwsze, nie miał ochoty nikogo obserwować, a po drugie, widok Rose z jakimś obcym kolesiem, siedzących sam na sam i trzymających się za ręce, byłby dla Scorpiusa zbyt bolesny. Wystarczyło, że widok ten gościł w jego myślach bardzo często, od kiedy był świadkiem, jak Charles Fox zaprasza w bibliotece Rose na randkę. Po co miałby dokładać sobie cierpienia widząc ten obrazek na żywo? Scorpius zamknął oczy i wyobraził sobie, że to on podchodzi do Rose w bibliotece, że to do niego Rose się uśmiecha tym swoim lekko zalotnym, promiennym, cudownym uśmiechem, że zaprasza ją na randkę w Hogsmeade i ona się zgadza, a potem siedzą razem, trzymając się pod stołem za ręce i co jakiś czas uśmiechają się do siebie. Nie dane mu było spokojnie siedzieć i rozmyślać o Rose, bo do dormitorium wtargnął prawie z drzwiami Albus Potter, wyraźnie niesamowicie z siebie zadowolony.

- Dobre wieści, stary! - krzyknął i zrzucił z siebie szalik. Scorpius spojrzał na Albusa podejrzliwym wzrokiem. Chociaż sam nie zapragnął wziąć udziału w jego przedsięwzięciu ze śledzeniem Rose i Charlesa, podejrzewał, że Albus sam poszedł do Hogsmeade, jak wcześniej zadeklarował, i obserwował swoją kuzynkę. I musiał zaobserwować coś, co dało mu jakąś nadzieję.

- Nie mów mi, że byłeś w Hogsmeade, Al - powiedział Scorpius zrezygnowanym głosem. Albus uśmiechnął się szelmowsko i usiadł na swoim łóżku.

- A gdzie miałem być, twoim zdaniem? Oczywiście, że byłem. I to w Trzech Miotłach! - powiedział z niesamowitą satysfakcją, jakby obecność w Trzech Miotłach była czymś niesamowicie ekscytującym. Scorpius przewrócił oczami.

- Mówiłem ci, że to bez sensu śledzić ludzi - powiedział. Albus zrobił oburzoną minę.

- Jeśli cię to interesuje, to chciałbym ci tylko powiedzieć, że Rosie niestety nieco się pomyliła co do intencji Foxa - oświadczył i uśmiechnął się triumfująco.

Scorpius wyprostował się i wlepił wzrok w Albusa. Nie był pewien w jaki sposób mogła nastąpić pomyłka, skoro sam był świadkiem, jak Charles Fox zaprasza Rose do pubu na spotkanie sam na sam.

- To wcale nie była żadna randka - powiedział Albus uradowanym tonem.

- To co to było?

- Fox powiedział, że podoba mu się Dingirma. Wiesz, najlepsza koleżanka Rose. I poprosił ją, żeby pomogła mu ją wyrwać - powiedział na jednym wydechu, jakby ta informacja była najbardziej niesamowitą i ekscytującą wieścią na całym świecie. I rzeczywiście była.

- Ale jak się dowiedziałeś? Zrobiła mu awanturę na cały pub? - zapytał zaskoczony Scorpius, próbując sobie wyobrazić, jak Rose wrzeszczy na Charlesa i dodaje, że i tak woli Scorpiusa Malfoya. Otrząsnął się jednak z tego wyobrażenia, bo choć było kuszące, to nie miało nawet pół procenta prawdopodobieństwa w realnym życiu. Albus pogrzebał w kieszeni płaszcza i wyjął długą, cieniuteńką nitkę o cielistym, niemal przezroczystym kolorze.

- Nie jestem fanem zabawnych gadżetów, ale TO uważam za niezwykle użyteczny wynalazek - powiedział z satysfakcją. Scorpius sięgnął po nitkę i obejrzał ją dokładnie.

- Uszy dalekiego zasięgu? - zapytał z niedowierzaniem. A więc to w ten sposób Albus wysłuchał, jak przebiegała randka Rose.

- Dokładnie, przyjacielu. Nie było awantury, chociaż Rose, ze swoim charakterem, prawdopodobnie mogłaby mu zrobić piekiełko na oczach wszystkich ludzi.

- Wydaje mi się, że chyba jest zbyt dumna na takie atrakcje - wtrącił Scorpius.

- Masz świętą rację. Przyjęła to z godnością, wyszła stamtąd dumna jak paw, ale na pewno była wściekła, widziałem, jak go potraktowała - powiedział Albus. Scorpius zamyślił się na chwilę. Może jednak miałby szanse u Rose? Tylko jak sprawić, żeby po prostu dała się gdzieś zaprosić czy choćby z nim porozmawiała?

- Jeszcze coś ciekawego? - zapytał Scorpius, w którym jego nadzieja na chociażby jedną rozmowę z Rose kłóciła się właśnie z absolutnym brakiem chęci Rose na chociażby jedną rozmowę z nim.

- W sumie to wszystko. Siedzieli razem wyjątkowo krótko, a ten Fox... nawet mi go trochę szkoda - mruknął Albus. Scorpiusowi również byłoby w tym momencie szkoda Charlesa Foxa, gdyby nie był tak usatysfakcjonowany przebiegiem jego "randki" z Rose. Uśmiechnął się blado, bo mimo iż jego nadzieja na Rose walczyła dzielnie, to jednak podejście Rose do Scorpiusa wygrało.

- Cóż, przykro mi - powiedział cicho. Albus wybałuszył na Scorpiusa oczy i rzucił w niego czekoladową żabą, którą wyjął z torby z zakupami z Miodowego Królestwa. Żaba trafiła prosto w czubek głowy Scorpiusa.

- Przykro ci? - krzyknął z najwyższym zaskoczeniem Albus. Scorpius nie podniósł na niego wzroku. - Stary, to świetna wiadomość! Teraz Rose może w końcu zacznie dostrzegać, że jesteś dla niej wymarzonym facetem - powiedział. Scorpius nie mógł powstrzymać śmiechu. Spojrzał na Albusa, który wyglądał na dotkniętego jego brakiem determinacji.

- Wiesz, trochę szkoda mi Rose, - powiedział, - na pewno ją to zabolało, wiesz sam, że jest dość emocjonalna.

- Wiem, ale przejdzie jej, gdy pierwszy szok opadnie. Dostrzeże, że ten Fox nie jest wart zachodu, a wtedy na scenę wkroczysz ty! - wypalił Albus i teatralnie zeskoczył z łóżka, jakby zsiadał właśnie z miotły po ocaleniu na niej co najmniej całego Hogwartu. Scorpius parsknął śmiechem.

- Al, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść - powiedział, śmiejąc się. Albus prychnął z irytacją.

- Nawet mi nie mów, że się już poddałeś. Jeśli tak szalejesz za Rose, jak sam twierdzisz, to powinieneś właśnie teraz na tę scenę wejść. I to nie gdzieś w tle, ale wręcz wjechać na nią na smoku - oświadczył.

- Skąd ty bierzesz te teksty, stary? Od kiedy z ciebie taki niezły aktor?

- Żaden ze mnie aktor. Mój tata kiedyś grał w szkolnym przedstawieniu świnkę, ale chyba słabo mu poszło, bo nie miał zbyt zadowolonej miny, gdy o tym wspominał - powiedział Albus i zamyślił się na chwilę. - A poza tym, teraz jest najlepszy moment, żebyś zakręcił się koło Rose - dodał.

- A to nie jest tak, że kręcę się koło niej od pierwszego roku, a ona mnie olewa? - wybąkał Scorpius. Albus cmoknął niecierpliwie.

- Dobrze wiesz, o co mi chodzi. Po prostu, ona jest teraz przybita, bo facet, który się jej podobał, okazał się być zabujany w jej najlepszej koleżance, więc potrzebuje pocieszenia. I tu na scenę wchodzisz ty - powiedział Albus tonem oczywistej oczywistości.

- Od pocieszania ma właśnie najlepszą koleżankę. I skończ z tymi scenami, albo rzucę na ciebie Silencio - zagroził Scorpius.

- No właśnie nie! Jej wymarzony facet zabujał się w jej najlepszej przyjaciółce, czuje się podwójnie zdradzona. A ty nic jej nie zrobiłeś, więc masz czystą kartę - musisz to wykorzystać, nie możesz się poddawać w TAKIM momencie. Zresztą mój tata zabrał się za mamę, kiedy zerwała z chłopakiem - powiedział Albus takim tonem, jakby historia jego rodziców przesądzała całą sprawę. Scorpius zaśmiał się. Albus wyglądał na niesamowicie przejętego i zachęconego do działania takim obrotem spraw.

- Ty się tym przejmujesz jakieś sto razy bardziej, niż ja. No i od kiedy tak się wzorujesz na ojcu, co? - zapytał Scorpius z przekąsem. Albus uznał, że nie zaszczyci tego pytania odpowiedzią. Odpakował czekoladową żabę, którą wyjął z kieszeni płaszcza i odgryzł jej głowę. Scorpius zapatrzył się w pozbawioną głowy żabę. Zastanawiał się, czy słowa Albusa będą miały szansę na urzeczywistnienie. Może faktycznie pojawiła się teraz szansa dla niego? Rose być może zamknęła drzwi do swego serca za Charlesem Foxem, ale zdecyduje się je otworzyć, gdy zapuka do nich Scorpius? Nie znał Rose na tyle, żeby móc jednoznacznie stwierdzić, że da mu teraz szansę, przeczuwał jednak, że jej konsekwencja w ignorowaniu go i ukrócania jego zalotów, mogłaby teraz osłabnąć. A wtedy, jak powiedział Albus, na scenę wkroczy on. Może nie tak dramatycznie i gwałtownie, ale na pewno skutecznie.