Hej wszystkim, kolejny rozdział, miłego czytania!

Śmierć była czymś, co Hux myślał, że zna bardzo dobrze. Że ma to już wręcz wypraktykowane. Hux wydawał rozkazy, a potem ktoś umierał. Tylko tym powinna być śmierć: działa się, bo tego potrzebował, i zawsze miała miejsce poza zasięgiem wzroku. Hux widział wcześniej czyjąś śmierć na własne oczy tylko raz, kiedy miał osiem lat, podczas Pierwszego Głodu. Sam nigdy nie chodził głodny, ale większość uczniów z jego rocznika i owszem. Dziewczynka, która siedziała w ławce przed nim, położyła głowę na blacie i już nigdy jej nie podniosła.

Tym, czego Hux nie zapomniał, była bezwładność śmierci pozostawiającej ciało bez woli, która by nim kierowała. Tamta dziewczynka, kapral Qera, strażnik Rattataki, a teraz podobnie wyglądał Ren. Hux złapał jego ciało, zanim upadło. Samo w sobie było ciężkie, ale jego ubranie zdawało się dodawać do tego ciężaru ze dwadzieścia kilo. Hux niezgrabnie opuścił je na ziemię. Przynajmniej Ren wciąż oddychał, coś nowego w tym długim koszmarze, w jaki zmieniły się godziny jego życia od porwania. Hux zdarł rękawiczkę z dłoni Rena, żeby wymacać jego puls. Był stabilny.

Znał opowieści o barbarzyńskim zachowaniu Vadera, o tym, jak sam jeden potrafił przedrzeć się przez całe oddziały żołnierzy i zgnieść tych, którzy zawiedli w służbie Imperium. Ale Vader był w większości maszyną; Ren wciąż miał w sobie człowieczeństwo pod tą budzącą grozę czarną maską.

– Jakie to uczucie, mieć całą tę moc? – zapytał Hux, przesuwając knykciami po policzku Rena. Pozwolił sobie na chwilę oddać się żałosnej myśli o zwinięciu się w kłębek u boku Rena i poczekaniu, aż się obudzi.

Kom zapiszczał, po czym zaczął głośno i wyraźnie przekazywać głos Morag.

– Hej dzieciaku, cztery z naszych śmigaczy są sprawne, czyli zaczynamy się zbierać. Jesteś tam bezpieczny?

– Prawdopodobnie tak, ale Ren stracił przytomność i potrzebuje lekarza.

– Kurwa. – Morag dodała kilka słów w języku Rattataków. – Źle z nim?

– Nie wiem. Po prostu pospieszcie się.

– Tajest, panie generale.

Odgłosy startującego promu były dla Huxa sygnałem, aby zacząć się ruszać. Przeszukał pomieszczenie, przede wszystkim w celu zlokalizowania apteczki, ale nie znalazł niczego poza pakietami posiłkowymi i pustymi ampułkami po światłoprzyprawie. Typowy przykład kiepskiego planowania charakterystycznego dla grup łowców nagród. Zwyczajni przestępcy byli zazwyczaj o wiele lepiej zorganizowani. I nieważne, ile łowcy nagród by nie ględzili o ochronie informacji na temat swoich klientów, w zabezpieczaniu ich byli tak samo kiepscy. Iona nie miała czasu, żeby wykasować wszystkie dane swoich kontaktów. Spory terminal do wymiany informacji na tyłach pomieszczenia wyglądał na nieużywany, ale datapad leżący na wierzchu pewnie nadal miał w sobie wiadomości Iony. Hux włączył go szybko, podnosząc po drodze z ziemi swój blaster.

URZĄDZENIE ZABLOKOWANE. WPROWADŹ HASŁO LUB ZASTOSUJ KOMENDĘ GŁOSOWĄ.

– O, pierdol się – mruknął. – Wredne jak nexu. Kath cię jebał.

Hux wprowadził do urządzenia jedno po drugim kilkanaście zupełnie bezsensownych haseł, aż na datapadzie pojawiła się nowa wiadomość: POTWIERDŹ TOŻSAMOŚĆ KCIUKIEM. Całkiem wygodne, jako że Iona nie miała jak zaprotestować. Podszedł do jej ciała i ostrożnie przycisnął chłodny palec do datapadu. Przeszedł go dreszcz na myśl o tym, że musi dotykać zwłok. ODBLOKOWANE. WPROWADŹ NOWE HASŁO.

Było to wręcz za łatwe. Datapad powinien był wybuchnąć mu w rękach. Ale tak się nie stało. Hux usiadł obok Rena, bo potrzebował sprawdzić, czy nic się nie zmieniło w rytmie jego oddechu. Zaczął przeglądać wiadomości Iony i odkrył, że Leia Organa jest wplątana w sprawy Najwyższego Porządku w jeszcze bardziej podstępny sposób, niż podejrzewał. Nie znalazł żadnych bezpośrednich śladów jej powiązania z Ioną, ale odkrył notatkę sprzed trzech dni wysłaną przez agenta, którego już zidentyfikował jako szpiega Organy. Była to lista jego kontaktów na Rattataku razem z kilkoma niedokładnymi szczegółami na temat terenów należących do Morag. W połączeniu ze świadomością istnienia projektu Starkiller zostawiało to Huxowi wąską pulę potencjalnych zdrajców, wszyscy z nich służyli w dowództwie lub przekładali papierki w administracji. Oparł podbródek na ręce, nachylając się z zainteresowaniem, by zacząć dokładnie przeglądać całą korespondencję Iony. Tak go to pochłonęło, że podskoczył, kiedy jego kom znowu się odezwał.

– Jesteśmy na miejscu – oznajmiła Morag. – Dobrzy bogowie, ale Ren pozostawił po sobie bałagan.

Siedmiu ludzi Huxa zostało zabitych w trakcie wcześniejszego ataku na terytorium Morag, co zostawiało mu nieco ponad połowę podwładnych, jakich zabrał ze sobą na Rattatak. Przenieśli się do mniejszego hotelu, który łatwiej było zabezpieczyć. Mimo że Hux bardzo chciał natychmiast wrócić do przestrzeni kosmicznej podporządkowanej Najwyższemu Porządkowi, tak wczesny odlot ostrzegłby zdrajców, że ich plany poniosły klęskę.

Ren dostał pokój tylko dla siebie. W „eksperckiej" opinii kosmickiego lekarza senator stracił przytomność ze względu na skrajne wyczerpanie. Ale minęły już całe godziny, a nadal się nie obudził.

– Nie ma się czym przejmować – oznajmił Siniteen, a jego obrzydliwie przerośnięty mózg zdawał się kołysać, kiedy kosmita grzebał przy urządzeniu monitorującym pracę serca Rena. – Kroplówka rozwiąże kwestię odwodnienia. Obojczyk nie jest do końca złamany, więc przez kilka dni powinien nosić ortezę, żeby pozwolić na działanie stabilizatorowi kostnemu. Z kolei rana na udzie jest… trudniejsza. Musiałem ją oczyścić i zabezpieczyć ReNu-skórą. Będzie boleć, szczególnie jeśli przeniesie ciężar ciała na tę nogę. Zmuś go do używania laski.

– Jeśli wszystko z nim w porządku, to dlaczego się nie obudził? – zapytał Hux głosem, w którym na próżno by się doszukiwać czegoś przyjemnego.

Siniteen uniósł ręce w obronnym geście.

– Ludzka biologia jest taka nieprzewidywalna.

– Jest nadrzędna w stosunku do każdej innej.

– Skoro tak się upierasz – odparło to coś. – Zostawiłem przy nim mojego asystenta. Miłego dnia.

Pielęgniarz Rattataki pomachał Huxowi, praktycznie nie podnosząc przy tym wzroku znad gry na swoim datapadzie. Hux nie był lekarzem i nie mógł w żaden sposób wynagrodzić Renowi podejścia do leczenia pełnego niedbalstwa i zacofania, a już na pewno nie wisząc nad nim. Wyszedł za Siniteenem i dopilnował, aby otrzymał skandalicznie wysoką zapłatę za swoje usługi, po czym wrócił do swojego pokoju.

Hux rozstawił holo ekrany, kiedy operowano Rena, a następnie wyświetlił na nich swoje notatki i wszystkie dowody, jakie znalazł na datapadzie Iony. Morag siedziała obecnie przed nimi i czytała, opierając głowę na złożonych rękach i odchylając się na krześle.

– Zawęziłem listę potencjalnych zdrajców do sześciu – oznajmił Hux i nacisnął guzik, żeby przejść do ich akt personalnych.

– Niezła robota – odparła. – Któreś z nich ma motyw?

– Połowa z nich została przynajmniej raz aresztowana za przestępstwo przeciw państwu – stwierdził Hux. – Ta tutaj ma pięcioro dzieci, więc jest lojalna wobec Najwyższego Porządku, ale być może nie wobec mnie. – Wpatrywał się w sześć holosów, nie znajdując na nich nic szczególnie rzucającego się w oczy. – Jakim cudem to się w ogóle wydarzyło, do cholery?

– Dzięki pieniądzom dasz radę wsunąć stopę między każde drzwi i futrynę – odpowiedziała Morag. – Iona była najpierw opłacana przez Organę, ale potem zdecydowała się poczekać na wyższą nagrodę z kartelu. Głupio z jej strony, nawet jeśli udało jej się zneutralizować nasze komy dalekiego zasięgu i środki transportu. Trzeba pozbywać się najcenniejszych łupów, o, tak – oznajmiła i strzeliła palcami. – Któryś z tych tutaj to hazardzista?

– W zasadzie dwóch z tych tutaj. – Hux przygasił pozostałe profile. – Zobaczymy, czy uda nam się wyeliminować któregoś z nich.

Co takiego Organa miała do zaoferowania zdrajcy? Nie chodziło zwyczajnie o pieniądze, nie, oferowana przez nią zapłata za życie Huxa była niska. Rebeliancka Republika wciąż mogła wystawiać na sprzedaż ideały, chociaż w rzeczywistości korupcja przeżerała ją na wskroś. Hux musiał porównać listę tych, którzy najbardziej potrzebowali kłamstw Republiki, i tych, którzy mogli skorzystać z jej możliwości. Każdy, kogo nie uda się wyeliminować ponad wszelką wątpliwość, zostanie schwytany i przesłuchany. A później poddany egzekucji; ktoś torturowany przez swoich już nigdy nie odzyska niezachwianej lojalności.

Zawężenie kręgu podejrzanych zajęło mu kilka godzin. Ostatecznie zostały dwie osoby: jeden z hazardzistów i kobieta z piątką dzieci. Hazardzista dramatycznie potrzebował kredytów, nie miał żadnych więzi rodzinnych i zgromadził tyle ostrzeżeń za homoseksualizm i ksenofilię, że nawet stanowisko kwatermistrza nie ochroni go przed przymusową reedukacją. Matka piątki była oficer łącznikową z Rattatakiem, a dwójka z jej potomstwa odbywała dwudziestoletnie wyroki ciężkich prac za bunt polityczny.

Organa mogła owinąć oboje wokół palca. Istniała też jednak szansa, że Hux kompletnie się pomylił i zdrajca był kimś, kogo wcale nie podejrzewał.

– Jestem zmęczony zajmowaniem się tym od dupy końca – stwierdził. – Potrzebujemy wtyki u generał Organy, żebyśmy mogli działać bezpośrednio.

– To matka twojego chłopaka. Już mamy wtykę.

Zignorował drażniące określenie, jakiego użyła Morag.

– Nie utrzymują kontaktu. Myślisz, że wciąż jej zależy?

– Kilka miesięcy temu Organa trafiła na tę samą imprezę charytatywną, co Ren. Jak tylko ją zobaczył, próbował nawiać, a Organa za nim goniła. Ktoś nawet zrobił z tego gierkę przeglądarkową. Poczekaj, znajdę ją, jest przekomiczna.

Drzwi zabrzęczały, po czym rozsunęły się na oścież. Hux przygotował się, żeby zbesztać osobę, która przez nie wejdzie, bo ostatecznie zażądał, żeby mu nie przeszkadzano. Wszelkie słowa go opuściły, kiedy zobaczył, że to Ren. Jego skóra przybrała niemal ten sam odcień, co jego szara tunika, a oczy miał podkrążone tak mocno, że zdawało się, że to siniaki. Ale był żywy i znowu na nogach.

Hux sztywno założył ręce na plecach.

– Ten bezużyteczny pielęgniarz nie poinformował mnie, że odzyskałeś przytomność.

– Powiedziałem mu, żeby tego nie robił. Potrzebowałem czasu, żeby coś zjeść i ubrać się, zanim mogłem z kimkolwiek porozmawiać. – Ren podszedł do stołu, przyglądając się zgromadzonym na nim informacjom. Mimo że nie używał laski, miał przynajmniej tę odrobinę rozsądku, żeby opierać ciężar ciała głównie na nieuszkodzonej nodze. – Pomogę ci z Organą, ale nie będzie to proste. Nie ufa mi.

– Sądziłam, że nie byłbyś w stanie mnie bardziej przerazić niż wtedy, jak czytałeś mi w myślach – wtrąciła Morag – ale potem rzuciłeś się w wir zabijania.

– Nie boisz się mnie – odparł Ren.

Morag prychnęła i wstała. Ścisnęła jego zdrowe ramię.

– Dobrze widzieć, że wróciłeś od zmarłych, dzieciaku – powiedziała. – Zostawię was samych, żebyście sobie pogadali.

Ren skrzywił się, opierając się o stół, gdy drzwi się za nią zamknęły.

– Powinieneś usiąść – stwierdził Hux, wyłączając holo ekrany. – Twoje obrażenia…

– Nie są powodem, dla którego straciłem przytomność. To przez ciemną stronę. Domagałem się od niej zbyt wiele przez zbyt długo. – Ren zamilkł, wpatrując się w pusty stolik. – Zapytaj mnie o szkołę Skywalkera.

Hux nie był pewien, czego się spodziewał po Renie, kiedy już odzyska przytomność, ale z całą pewnością nie tego.

– Wiem, że zabiłeś ich wszystkich. Nie obchodzi mnie to.

– Dlaczego? – zapytał Ren, spoglądając na niego z zaskoczeniem. – Większość z nich była dziećmi.

Na zewnątrz kryjówki Iony leżało martwe dziecko, prawdopodobnie nie miało więcej niż dwanaście lat. Strzeliło sobie w głowę. W oczywisty sposób Ren był za to odpowiedzialny, ale Hux nie uważał obecnego momentu za dobry na wytykanie komuś hipokryzji.

– Wojna wymaga ofiar. Czy galaktyka byłaby bardziej bezpieczna, gdyby Jedi powrócili?

– Nie mogą powrócić.

– Wobec tego uczniowie Skywalkera musieli umrzeć. Moralność nie sprawdza się w dalszej perspektywie. – To było jedno z ulubionych powiedzeń jego ojca, używał go za każdym razem, kiedy Hux pytał, dlaczego coś okrutnego musiało zostać zrobione. A potem, jako że Ren przynajmniej kilkukrotnie zasłużył sobie na prawdę, dodał: – Dlatego właśnie baza Starkillera jest w budowie.

– Co to takiego?

Zainteresowanie Rena było namacalne. Hux podejrzewał, że właśnie ze względu na Starkillera senator po raz pierwszy zwrócił na niego uwagę, a to niewypowiedziane pytanie wisiało między nimi w powietrzu niczym zakładnik. To była ostatnia rzecz, jaką generał miał do zaoferowania w ich negocjacjach, chociaż teraz zdawał sobie sprawę, że Ren mógł po prostu wydobyć z niego tę wiedzę, gdyby tylko zapragnął. Być może tak wyglądał pierwotny plan Snoke'a, zanim senator zdecydował, że wolałby raczej rzucić Huxowi całą galaktykę do stóp.

– Starkiller to mobilna baza wojskowa. Może wymazać z istnienia cały system gwiezdny. To broń, z której trzeba oddać tylko jeden strzał, bo strach zatroszczy się o resztę. Możemy już na zawsze zakończyć wojny.

– Poprzez okrucieństwo – odparł Ren.

Hux też widział to w ten sposób, kiedy po raz pierwszy usłyszał o projekcie. Sloane i Sere byli przeciwni Starkillerowi i bez namysłu zagłosowali przeciw. Nie pochwalali również Gwiazd Śmierci. Ale ojciec Huxa przeciągnął na swoją stronę dostatecznie dużo członków Wysokiego Dowództwa, że ostatecznie dostrzegli użyteczność czegoś o skali działania Starkillera.

– Galaktykę toczy nieuleczalna choroba, a ta ropiejąca rana musi zostać wycięta. Osobiste skrupuły nie znaczą wiele, kiedy weźmie się pod uwagę ofiarowanie wszystkim ludziom pokoju i dostatku.

Ren spuścił wzrok na własne dłonie.

– Mam problemy z osiągnięciem takiego punktu widzenia – odparł. – Dlatego cię potrzebuję. Dlatego właśnie muszę służyć, zamiast rządzić. Potrzebuję, aby ktoś mną kierował.

Hux mógł niemal usłyszeć, jak Snoke mówi te rzeczy Renowi, łamiąc jego wolę i przekonanie, aż sam w to uwierzył. Myśl, że senator był tak gotów, aby znaleźć sobie kolejnego mistrza, wydawała się w równej mierze przerażająca, co zachwycająca. Hux po prostu musiał wyciągnąć ręce w jego stronę, przyciągnąć go do siebie, obejmując go i przyciskając twarz do jego szyi. Czuł, jak jego serce zaczyna szybciej bić. Zastanawiał się, jak Ren postrzegał jego myśli i czy potrafił rozróżnić jego pożądanie wobec swoich mocy i to mniej skomplikowane wobec swojego ciała. Dla Huxa stanowiły jedno i to samo.

– Czy jestem twój? – zapytał Ren.

– Tak, jesteś mój. – Już Hux się o to zatroszczy.

Nowy pokój hotelowy był mniejszy od poprzedniego, od łóżka dzieliło ich zaledwie kilka kroków. Ren popchnął go w tamtą stronę, wsuwając palce we włosy Huxa i całując go po twarzy.

– Pomóż mi wydostać się z ubrań – powiedział, puszczając generała, żeby usiąść.

Hux zrobił to, o co został poproszony, z poczuciem winy przyglądając się ortezie i bandażom na udzie.

– Powinniśmy poczekać.

– Nie mamy czasu – odparł Ren, ciągnąc Huxa do siebie na łóżko. – Wylatujemy stąd jutro, chcę cię teraz.

Ren szarpnął Huxa, przyciągając go do siebie, aż znalazł się na tyle blisko, że mógł wbić zęby w jego gardło, zostawiając po sobie siniak tuż przy granicy miejsca, które zakryje kołnierz munduru. Będzie stanowił kolejny do kompletu razem z tym, który senator pozostawił po sobie wtedy, w toalecie. Hux chciał ich tylko więcej. Jęknął i poruszył się, czując, jak zdrowe udo Rena naciska na jego penisa. Senator próbował rozpiąć mu koszulę jedną ręką, ale po chwili się poddał i zdarł ją z niego przy użyciu Mocy.

Hux nie był pewien, kto zaczął pocałunek, wiedział tylko tyle, że wargi na jego ustach poruszały się niezgrabnie spragnione kontaktu bardziej niż czegokolwiek innego. A potem poczuł ostry ból w policzku i westchnął w usta Rena, kiedy ten przesunął paznokciem kciuka po gojącej się ranie, otwierając ją na nowo. Senator zlizał kapiącą z niej krew, co stanowiło dosadną oznakę szaleństwa, a jednak Hux nigdy wcześniej w swoim życiu nie czuł się bardziej pożądany.

– Powiedziałeś mi, żebym postarał się bardziej, żeby upuścić ci krew – powiedział Ren.

– To prawda. Niech cię piekło pochłonie, Kylo, widzę ją na twoich wargach.

Ren uśmiechnął się.

– Ty też jesteś mój. – I Hux był, chociaż z pasją nie cierpiał tego, jak bardzo pragnął, aby Ren powiedział to jeszcze raz. – Lubię słyszeć, jak nazywasz mnie Kylo. Powiem wszystkim innym, którzy się tak do mnie zwracają, żeby przestali. Powinienem używać wobec ciebie imienia, Armitage?

– Nigdy. Nikt się tak nigdy do mnie nie zwracał. – Jeśli nie liczyć jego matki, która mogła być równie dobrze żywa, co martwa, a Hux miał szczerą nadzieję na to drugie. Suka na to zasługiwała.

– W takim razie Hux – wymruczał Ren, przesuwając ręką po biodrze Huxa, po czym potarł przez spodnie jego członka. – Wypieprz mnie. Spraw, że to poczuję.

Mogli zrobić coś delikatniejszego. Mógł obciągnąć Renowi, a potem zająć się sobą, nie pogarszając przy tym stanu obrażeń. Niemniej Hux ściągnął z siebie resztę ubrań i sięgnął w stronę stolika nocnego, szukając lubrykantu, który znajdował się w każdym hotelu na Rattataku, bo z jakiego niby innego powodu ktokolwiek zdecydowałby się zatrzymać na tej planecie? Znalazł go bez problemu, po czym użył do pokrycia swojego penisa; Ren go w tym czasie obserwował. Senator zgiął nogę, tę zdrową, przybierając przy tym pozę jak z wysłużonych pornograficznych holonagrań, do których Hux robił sobie dobrze na stacji badawczej.

– Pozwolę ci zrobić mi holo – powiedział Ren, nawiązując do ich wcześniejszej wymiany zdań. – Nie wywołałoby nawet skandalu.

– Proszę – odparł Hux o wiele za szybko, usadawiając się pomiędzy rozsuniętymi nogami Rena.

Ren ugryzł się w wargę, kiedy Hux na siłę wsunął w niego palec. Był niesamowicie ciasny, prawdopodobnie ze względu na ból, który wciąż musiał odczuwać.

– Będzie widać na nim wszystko – dodał Ren i pociągnął Huxa za nadgarstek, sugerując, że może dodać kolejny palec – żebyś nie był w stanie myśleć o nikim innym.

– Już, do cholery, nie mogę. – Hux przesunął palce, naciskając nimi na prostatę Rena, aż ten wygiął plecy w łuk i jęknął. – Jesteś tak ciasny, że nie wiem nawet, czy się zmieszczę.

– Wszystko w porządku. Jestem gotowy.

– Nie, nie jesteś.

Ale tak czy siak Hux wyciągnął z niego palce, pozwalając na to, żeby Ren oparł mu nogi na łokciach. Generał przepraszająco przesunął dłonią po jego zranionym udzie, po czym wziął swojego członka w rękę i powoli wsunął się w Rena, słuchając jego nierównego oddechu. Senator zacisnął dłonie w pięści we włosach Huxa, przyciągając go do siebie po pocałunek. Westchnął głośno, kiedy generał wsunął się w niego do końca. Hux dał mu kilka chwil na przywyknięcie, zanim znowu się poruszył, wysuwając się z niego i wsuwając z powrotem w nadal niemal niewygodną ciasność. Poczuł, jak spływa na niego nagła świadomość, że Ren leży pod nim i nikim innym, zabójczy, obcy i chętny. Senator puścił jego włosy i złapał go zamiast tego za tyłek, rozsuwając szeroko palce i próbując jakimś cudem poczuć Huxa głębiej w sobie.

– Mocniej – powiedział błagalnym tonem. Hux przesunął większość ciężaru ciała na prawe ramię, dzięki czemu lewą ręką mógł podnieść nogę Rena i zmienić nieco kąt. W nagrodę za swoje starania zobaczył, jak senator odrzuca głowę do tyłu i marszczy brwi z przyjemności.

Ale utrzymanie tej pozycji było wyczerpujące.

– Już jestem za blisko – przyznał Hux, oddychając ciężko. – Zrób tę sztuczkę, co ostatnio, kiedy nie pozwoliłeś mi dojść.

– Nie zamierzałem tego wtedy zrobić.

– Po prostu powiedz te słowa, do cholery.

Ren przymknął częściowo oczy; w kiepskim oświetleniu pokoju jego źrenice pochłonęły niemal w zupełności tęczówki.

– Nie możesz dojść przede mną.

Ton jego głosu był zupełnie pozbawiony emocji, a mimo to Hux miał wrażenie, że każde z tych słów wnika mu do umysłu, zakopuje się w nim i ciągnie go w dół.

– Ach, Kylo, tak dobrze czuć cię wokół mnie, ty cholerny draniu, ty bydlaku, kurwa…

Ręka Rena opadła w dół i zaczął się dotykać, ocierając się przy tym swoimi potężnymi mięśniami o Huxa przy każdym ruchu. Generał opuścił głowę, przyciskając ją do policzka Rena i chwytając go za włosy. Potrzebował czegoś, czego mógłby się trzymać, kiedy jego własne ciało wymykało mu się spod kontroli. Wszystko to minęło, kiedy Ren nagle znieruchomiał i Hux doszedł, aż poczuł się pusty i wycieńczony. Opadł z ulgą na klatkę piersiową senatora, ignorując, jak bardzo się kleiła. Ren przesunął dłonią po jego czole, ocierając je z potu.

– Nie wszyscy mogą polegać na Mocy i dziewięćdziesięciu kilogramach mięśni – mruknął Hux. – Właśnie zdecydowałem, że będę tutaj spał.

– Nie przeszkadza mi to, chociaż czasem chrapiesz.

Hux nie wiedział o tym wcześniej.

– Mój nos najwyraźniej nie zrósł się odpowiednio po tym, jak mi go złamali. Odpowiedzialny za to człowiek nie żyje.

– Bardzo dobrze. – Ren objął palcami dłoń Huxa i podniósł ją do góry, po czym powiedział: – Twój penis jest niemal tak samo gruby jak twój nadgarstek.

– Biorąc pod uwagę budowę mojego ciała, nie jest to jakiś szczególnie duży komplement.

– Jest, kiedy tyłek mnie przez ciebie boli.

Hux zaśmiał się krótko.

– Sam tego chciałeś.

Mimo że Hux był bardzo zmęczony, podniósł się i zaczął szukać czegoś, czym mógłby się wytrzeć. Nienawidził nieporządku, jaki zostawał po seksie. Ren miał to najwyraźniej gdzieś i prawdopodobnie wylizałby Huxa do czysta, gdyby go o to poprosić, co stanowiło kuszącą opcję. Koniec końców narzuta została poświęcona w imię czystości. Hux podał ją Renowi, kiedy już skończył się wycierać.

– Idę zamówić jedzenie do pokoju – oznajmił. – A potem będę musiał wrócić do tego cholernego zdrajcy.

– Pomogę ci, jak tylko zajmę się tą grą na przeglądarkę – odparł Ren, używając Mocy, żeby wydostać datapad z porzuconej tuniki. – Ktoś musiał ją z powrotem wrzucić do HoloNetu po tym, jak pozbyłem się wszystkiego. Ma w sobie przezabawny moment, kiedy Organa próbuje przyczepić mi warkoczyk padawana.

– Przeżyjesz jakoś rozmowę z matką?

– A ty byś przeżył? – zapytał Ren, spoglądając na Huxa.

– Porozmawiałbym z nią, gdybyśmy tego potrzebowali.

– Nie pozostaje nic więcej, co można by powiedzieć na ten temat.

Ren zapoznał się z profilem psychologicznym Huxa, znał ten okropny sekret na temat jego matki. Wiedział, że po prawdzie była nikim, a potem została rebeliantką. Przekazała Huxa ojcu jak jakiś przedmiot. Można by powiedzieć, że to niesprawiedliwe, że Ren wie o nim to wszystko, ale początki życia Bena Organy nadal pozostawały szeroko dyskutowane w HoloNecie. Zawsze pozostanie wnukiem Darth Vadera, nieważne, czego by nie dokonał.

Po raz pierwszy Hux obudził się u boku Rena bez wrażenia, że śnił w nocy. Włosy senatora łaskotały go w podbródek. Hux odkrył, że zasnął z ramieniem wygiętym pod dziwnym kątem, bo Ren zajmował tak wiele miejsca. Musiał wydostać rękę spod jego ciała, żeby wyłączyć budzik w datapadzie, Ren mruknął coś niezrozumiałego i objął go ciaśniej.

– Obudziłeś się? – zapytał Hux.

– Nie.

– Powinniśmy wstawać. Muszę zniknąć z tej planety za cztery godziny.

– Czy ubranie się zajmie ci cztery godziny?

Hux westchnął i wyplątał się z kończyn Ren, po czym złapał czyste ubrania i skierował się do łazienki. Hotelowy grzejnik wody działał wyłącznie na słowo honoru, rury zasyczały ostrzegająco, kiedy generał wybrał ustawienie prysznica jako „gorący". Ostatecznie się poddał i z wściekłością stał pod strumieniem letniej wody, kiedy ciężkie kroki dobiegające z pokoju kazały mu się domyślić, że Ren wstał. Hux zaczął pośpiesznie szorować się czymś, co uchodziło na Rattataku za przyzwoite mydło, bo mógłby przysiąc, że słyszał, jak senator z kimś cicho rozmawia. Głosy ucichły, zanim skończył się myć. Przynajmniej dzisiaj był ostatni dzień, kiedy musiał się ubierać jak cywil. Jedyną ulgą, z jaką tym razem wiązał się dla niego powrót do Niezbadanych Rejonów, była możliwość powrotu do swojego munduru. Wszystko inne mogło się potoczyć na wiele różnych sposobów.

Kiedy Hux wyszedł z łazienki, zastał Rena wpatrującego się w holoekrany. Prosta tunika, jaką miał na sobie, nie sprawiała, że wyglądał na zwykłą osobę; wyglądem bardziej przypominał Jedi, nie żeby generał widział jakiegoś na żywo. Tylko na holosach, gdzie trzymali się z dala od wszystkich jak jakieś nadnaturalne stworzenia, wyglądając przy tym pogodnie, a jednocześnie jakby nie udało im się osiągnąć wewnętrznego spokoju.

– Snoke jest tutaj – powiedział Ren. – Chce się z tobą spotkać na swoim statku. Nie masz się czym przejmować. Chce cię zapytać o Starkillera.

Obecność Snoke'a sprawiła, że Huxowi podniosły się włoski na karku.

– Co zrobi, jeśli nic mu nie powiem na ten temat?

– Nic. To ze mnie będzie niezadowolony.

– Ukarze cię za to?

Ren unikał kontaktu wzrokowego.

– Mylisz się, jeśli sądzisz, że jest moim panem – odparł. – Pełni rolę bliższą do nauczyciela. Ojca. Powiedzenie dziecku, że jesteś nim rozczarowany, nie jest karą. Tylko lekcją.

Hux powstrzymał się przed odpowiedzią, że ta kosmicka poczwara pastwiła się nad Renem tylko po to, aby osiągnąć swoje cele. Sugestie Snoke'a przeniknęły zbyt głęboko do jego umysłu. Spotkanie się z tym stworem osobiście stanowiło zaskakujący łut szczęścia, tak samo użyteczny jak wyniesiona przez Fairhand holokostka. Efektywne rozwiązania złożonych problemów tak rzadko pojawiały się w życiu Huxa.

– Powiem mu – stwierdził Hux, obejmując Rena w pasie i opierając głowę na jego klatce piersiowej – ale zrobię to tylko przez wzgląd na ciebie.

Tak łatwo było nim manipulować, pomyślał Hux, kiedy Ren przyciągnął go do siebie bliżej i zaczął całować.

Pierwszym, co zauważył na statku Snoke'a, był zapach. Przypominał ten wszechobecny w każdym medcentrum: odór bacty i środków dezynfekujących. Pomijając zapach, powietrze na statku było obrzydliwe, pozostawało w obiegu o wiele cykli za dużo bez wizyty w zatoce hydroponicznej, gdzie można by je odświeżyć. Nie licząc tego, statek nie różnił się od wielu innych, ponownie wykorzystany jacht wybebeszony z luksusowych części. Niektóre z nich zostały zastąpione rzędem zbiorników z bactą, z których wszystkie poza jednym były puste. W środku niego unosił się Bith.

– Jest tu mniej więcej tak upiornie, jak podejrzewałem – stwierdził Hux.

– Snoke został zdradzony, a potem pozostawiony na pewną śmierć. – W tym samym momencie, w którym weszli na statek, z głosu Rena znikły wszelkie uczucia, przez co brzmiał obecnie strasznie ponuro. – Od tamtej pory potrzebuje pożywiać się midichlorianami od innych wrażliwych na Moc istot, żeby utrzymać się przy życiu.

Hux uniósł brew.

– Miniczym?

– Midichlorianami – odparł Ren, wymawiając sylaby powoli, jakby miały przez to zabrzmieć mniej idiotycznie. – To dzięki nim wszystko, co żyje, może porozumiewać się z Mocą. Twoje zrozumienie tego aspektu nie jest takie ważne.

Brzmiało na niezmiernie ważne.

– Chcę to zrozumieć.

– Innym razem. Snoke na nas czeka.

Poczucie zagrożenia, jakie Hux spodziewał się odczuć, pozostawało nieobecne. Samo bycie w tamtym pokoju z holoprojektorem go przerażało, chociaż nie znajdował się wtedy w bezpośredniej bliskości Snoke'a. Ren ciągle zachowywał się w stosunku do niego z troską, wykorzystując każdą szansę, aby dotknąć Huxa, kiedy prowadził go po statku. Wszystko to wyglądało na jakąś koszmarną, nieludzką wersję poznania rodziców.

– Nie musisz się ze mną cackać.

– Bałeś się wcześniej Snoke'a.

– Teraz znam cię już lepiej.

Podeszli do wzmocnionych drzwi. Nie miały żadnego zamka ani mechanizmu otwierającego, który Hux byłby w stanie dostrzec. Ren podniósł rękę, jakaś zapadka wskoczyła na swoje miejsce i drzwi powoli się otworzyły.

– Czy umiejętności Snoke'a są podobne do twoich? – zainteresował się Hux.

– Nikt nie ma umiejętności takich jak moje.

Ren wskazał gestem, aby Hux szedł przodem. Drzwi zamknęły się z trzaskiem, kiedy tylko senator przez nie przeszedł, zabierając im jedyną drogę wyjścia. Na podłodze widać było linie układające się w okrąg oświetlony od góry tylko jedną lampą, wiszącą nad samym jego środkiem. Pod nią znajdował się Snoke. Był stary. Możliwe również, że wysoki, kiedy stał, ale siedział tylko w krześle, a członki miał ułożone w nienaturalny sposób; prawdopodobnie sparaliżowane.

Twarz Rena była tak pozbawiona wyrazu jak oblicze droida. Podszedł do Snoke'a, po czym opadł na kolana. Próbował się poruszać, jakby nie odniósł żadnych obrażeń, ale mimo to Hux widział, że ból go nie opuścił. Ren położył się z twarzą ku ziemi, a jego głowa niemal dotykała szaty Snoke'a. Widok ten coś Huxowi przypominał.

Długie palce Snoke'a na twarzy Rena, kiedy mówił o czułości. Ubóstwiający go Ren, który wzdrygnął się, słysząc, że Hux być może będzie musiał umrzeć. Hux zamarł bez ruchu i tylko dzięki długiej praktyce utrzymał wyraz twarzy całkowicie i idealnie neutralny. Pragnął osobiście zdeptać ciało Snoke'a obcasem buta.

– Nie oczekuję, że uklękniesz, generale – oznajmił Snoke.

– Nie planowałem.

W głosie Huxa nie słychać było emocji, mimo buzującej w nim furii.

– Wiem. Dlatego właśnie zezwoliłem Kylo Renowi, aby cię tutaj przyprowadził. Mam nadzieję, że nie będę całkowicie zawiedziony tym, jak wykorzystał swój czas na Rattataku.

– Najwyższy Przywódco – zaczął Ren, mówiąc tak szybko, że słowa prawie zlepiały się w jedno – wybacz mi. Byłem za mało obyty, aby pojmać Zabrakankę żywcem. Zażyła styma, a jej serce tego nie wytrzymało. Znajdę ci kogoś innego, silniejszego nawet…

– Wystarczy – przerwał mu Snoke. – Wybaczam ci. Możesz się podnieść.

– Dziękuję. – Ren podniósł się powoli, po czym wrócił na swoje miejsce obok Huxa.

Snoke skierował swoje nieludzkie spojrzenie na generała.

– Opowiedz mi o bazie Starkiller.

Hux podejmował w ten sposób wielkie ryzyko. Ale trudno było nie zauważyć, że Snoke nie posiada żadnych powiązań z Organą ani kimkolwiek w Republice, komu udało się wyhodować sobie kręgosłup.

– To mobilna stacja wojskowa zdolna zniszczyć na raz pięć planet.

Snoke nie wydawał się tym zaskoczony.

– I co zamierzacie z nią uczynić? – zapytał.

Huxa kusiło odpowiedzieć, że planuje użyć jej, aby zasłonić słońce, kiedy będzie mu za gorąco na jakiejś planecie. Było to jedno z najgłupszych pytań, jakie można zadać na temat broni. Z broni się strzela.

– Pokonać Republikę.

Snoke spróbował się uśmiechnąć zniekształconymi ustami.

– Ale co będzie stanowiło wasz pierwszy cel? Zakładam, że układ Hosnian.

Ren zerknął na Huxa. Niech piekło pochłonie Snoke'a za poruszanie tematu Hosnian, zanim udało mu się zacząć rozmowę na ten temat z senatorem.

– Jest to jedna z możliwości – odparł Hux. – Nie podjęliśmy jeszcze decyzji.

– Nie masz wyłącznej kontroli nad tą bronią.

– Mój głos przeważa szalę, co sprowadza się do tego samego – prychnął Hux.

– Jeśli układ Hosnian zostanie zniszczony, Republika się zjednoczy. To Senat dzieli ludzi i utrzymuje ich w samozadowoleniu – stwierdził Ren.

– W układzie Hosnian znajduje się też większość floty Republiki, ale nie zamierzam kłócić się dzisiaj na ten temat.

– Zgadzam się – powiedział Snoke. – Nadejdzie na to lepszy czas. Obecnie wystarcza mi, że wiemy, co Starkiller może zrobić. Kylo Ren i ja przedyskutujemy plany działania i wybierzemy najlepszy, a ty później oddasz swój głos.

– Oczywiście – odparł Hux.

Snoke złożył ręce razem.

– Kylo, muszę porozmawiać z Huxem sam na sam. Zostaw nas.

– Jak sobie życzysz – oznajmił Ren i skłonił się lekko.

Kiedy zostali sami, Snoke okazał się jeszcze mniej groźny; nie miał już Rena, który mógłby go obronić.

– Jest coś, co musisz zrozumieć – powiedział Snoke, kiedy Hux rozważał skręcenie mu tego wątłego karku za dotykanie Rena, jakby ten stanowił jego własność. – Czy znasz legendę o Anakinie Skywalkerze?

– Stał się Darth Vaderem.

– Tak, z miłości do Padme Naberrie, matki dzieci, które później dorosły i zniszczyły to samo Imperium, które Vader pomógł stworzyć. Anakin zdradził Jedi ze strachu, że Padme umrze, a potem zwrócił się tak samo nagle przeciw niej, gdy był przekonany, że zawiodła jego zaufanie. Zabił ją. I ta sama impulsywność płynie w krwi Kylo Rena, ba, to więcej niż krew, ale nie uwierzyłbyś mi, gdybym chciał ci opowiedzieć o przeznaczeniu.

Snoke mówił i mówił jak każdy starzec, jaki właśnie znalazł sobie publiczność, która musi wysłuchać go do końca. Stoczenie się po równi pochyłej od melodramatu do enigmatycznego mistycyzmu na temat Mocy nie polepszyło w żaden sposób jego opowieści.

– Jeśli sugerujesz, że mógłbym się stać Padme w tej historii, to twoje porównanie jest koszmarne. Nie mogę zajść w ciążę, żeby wymienić największą oczywistość, a poza tym nie wierzę w demokrację.

Snoke zmrużył oczy.

– Kylo jest do ciebie przywiązany. Być może jest zakochany, nie zamierzam roztrząsać ludzkich emocji. Przywiązanie stanowi niepożądaną komplikację. Kylo jest słaby. Niestabilny. Jedi mądrze zakazali wszelkiego rodzaju przywiązania do innych, ponieważ w równym stopniu może popchnąć kogoś w stronę ciemnej strony, jak i zaprowadzić go do jasnej. Boję się, że to się przydarzy w jego przypadku, że pochłonie go któraś z tych stron i będzie dla nas stracony. Jego umiejętności są największe, kiedy balansuje na granicy pomiędzy obiema stronami. Pewność daje Mocy za wiele tego, czego ta pragnie. Potem zdradza ona swojego użytkownika. Ty, generale, jesteś stworzeniem pełnym ambicji. Z całą pewnością potrafisz dostrzec przewagę, jaką daje ci odsunięcie się od Kylo Rena, niezależnie od swoich uczuć.

Hux i owszem, bardzo dobrze widział przewagę, jaką dałoby mu odsunięcie się od Kylo Rena, ale nie zamierzał przyjmować rad związkowych od jakiegoś kosmity.

– Wezmę twoje słowa pod rozwagę.

– Duma może zaprowadzić na manowce wiele istnień. Tak stało się ze mną. Nie zdecyduj się poddać Kylo Rena testowi, żeby sprawdzić, którego z nas wybierze.

– Czy to groźba?

– Nie. Wyłącznie rada. – Snoke uniósł dłoń, wskazując tym samym Huxowi drzwi. – Żegnaj, generale. Nie ma potrzeby dalszej rozmowy.

Hux był szczęśliwy, mogąc bez słowa obrócić się na pięcie i sobie pójść. Ren otworzył drzwi, kiedy się do nich zbliżył, najwyraźniej wyczuwając jego obecność.

– Co Snoke ci powiedział? – zapytał Ren, jak tylko drzwi się zamknęły.

– Nic takiego – odparł Hux, prowokując Rena do domagania się odpowiedzi. Nie zrobił tego.

Kiedy szli z powrotem w stronę promu, Hux zwolnił nieco kroku, zostając z tyłu. Poczekał, aż znajdą się w szczególnie ciemnym korytarzu, po czym zepchnął nadajnik ze swojego buta, jednym ruchem posyłając go w bezgłośnym ślizgu w stronę ściany.

Opinia Huxa na temat midi-chlorianów należy wyłącznie do niego ;D

Art do rozdziału, ten z gierką przeglądarkową, o tutaj: post/149269618251/chapter-7-of-idols-and-dead-men-was-so-much-all-at :D