Ciszę przerwał głos demona:
- Proponowałbym zacząć ponowne odtwarzanie. Ja i mój Pan nie mamy ochoty zostać tu dłużej, niż trzeba.
Z niezrozumiałych dla większości powodów po tym ponagleniu Undertaker zaczął się maniakalnie śmiać. Michał zauważył także lekki uśmiech kamerdynera i jego mocny uścisk na krześle hrabi. Sam lord miał podniesione kąciki ust. Anioł westchnął. Nie rozumiał tej "znajomości".
Kiedy Żniwiarz wreszcie zakończył chaotyczny chichot, patrząc na miny zatroskanych rodziców chłopca, zaczął znowu rechotać.
Ostatecznie opanował się ze łzami w oczach kilka minut później. Od czasu do czasu tylko się uśmiechał.
Nagle Książe Aniołów poczuł na policzku dłoń i uświadomił sobie, że od jakiegoś czasu przygląda się nieobecnym wzrokiem parze Phantomhive. Sebastian, który to zauważył, machał mu ze zmrużonymi oczami.
Pierwszy Archanioł powoli mu odmachał, aż ktoś potrząsnął go za ramię. Skrzydlaty szybko się odwrócił i zdobył zdezorientowane spojrzenie Rafaela i zaciekawione Gabriela.
- Co ty robisz? - z ostrożnością zadał pytanie Zwiastun Nadziei, nadal nie puszczając jego ręki.
- Zamyśliłem się - najstarszy odpowiedział zgodnie z prawdą. Rozmyślał o wszystkim, co wiedział o siedzącym na krześle dziecku.
- Patrz na ekran - napomniał młodszy brat, puszczając go.
Była noc. Wideo ukazywało idącego leśną ścieżką Sebastiana. Nosił on, jak zwykle, nienaganny i kompletny czarny strój.
- Dobrze, że nie ma tutaj Grella - z ulgą pomyślał William i zadrżał na samą myśl o tym, co tu mogłoby się dziać. Naprawdę nie rozumiał w pierwszej kolejności dlaczego czerwonowłosy Żniwiarz się tu znalazł. Z tego co wiedział, nie był on bardzo powiązany z życiem Phantomhive, oprócz tego nieszczęśliwego zakochania w demonie. - Będę musiał później na to popatrzeć - dał sobie słowo.
W ramionach Książe niósł Ciela. Był on ubrany w zwykłe, cienkie ubrania: brązową koszulę i taki sam płaszcz oraz szare spodenki. Nieodłączną czarną opaskę zastąpił biały opatrunek. Na stopach miał ubłocone, zużyte buty. Wyglądał także na chorego; wskazywała na to zaczerwieniona twarz, słabe ściskanie koszuli lokaja i nieustanne pociąganie nosem.
Rachel zmartwiła się stanem swojego dziecka. Winę za jego złe samopoczucie zrzuciła na nieodpowiedni strój. Potem zaczęła się zastanawiać, dlaczego nosił on takie łachmany. Gdyby ona tam była, odpowiednio by go ubrała, położyła spać i ugotowała zupę - jak za dawnych dni. Po chwili marzenia przypomniała sobie jednak, że jej dziecko już jej nie potrzebuje. Ma teraz swojego kamerdynera. Poczuła żal z powodu bycia zastąpioną. Postanowiła, że musi spróbować to naprawić. A żeby móc to zrobić, musiała więcej się dowiedzieć. Wróciła do oglądania filmu.
W końcu oboje wyszli z lasu i dotarli do drzwi wejściowych rezydencji. Otworzyła je Mey-Rin, krzycząc na ich widok.
- Tak długo was nie było! Martwiliśmy się!
Zza niej wyszli Finny i Baldroy, zaalarmowani jej wrzaskiem.
- Mistrz wygląda jak dzi... - młodszy zaczął, ale uciszyła go dłoń kucharza.
- Jak potężny dziedzic. Dziedzic - dokończył za niego najstarszy.
- Nie to miał do powiedzenia, prawda? - zapytał Rafael.
- Nie, nie miał - odpowiedział mu Gabriel, uśmiechając się. - Ale cieszę się, że dziecko wygląda jak dziecko, a nie tak...
- Przerażająco? - podpowiedział starszy.
- Boicie się dziecka? - zapytał z niedowierzaniem ich najstarszy brat.
- To nie tak. On ma po prostu... - zaczął się chaotycznie tłumaczyć Uzdrawiający.
- Dużą wiarę i siłę. Oprócz tego przywołał Księcia Piekieł i walczyło za niego piekło - spokojnie wymyślił drugi.
- Macie rację. To dziecko jest niesamowite - poparł ich Archanioł.
- Cieszę się , że dbacie o samopoczucie i wygląd Mistrza - towarzysz lorda wyraził swoje niezadowolenie cichym i niebezpiecznym tonem. Potem przeszedł obok nich kierując się w stronę schodów. - Niestety, będzie on niedysponowany na czas nieokreślony. Finny; zrób Mistrzowi mleko z miodem, Bardloy; ugotuj lekką zupę; Mey-Rin; znajdź książki o chorobach - rzekł, idąc na piętro. - Mam niesamowicie złe przeczucie, że to nie jest zwykła gorączka - wymamrotał, nie reagując na okrzyki służby. Jakby na potwierdzenie w tym momencie chłopiec w jego ramionach zakaszlał.
Główny bohater skrzywił się na to, jak słabo i beznadziejnie wtedy wyglądał. On - Strażnik Królowej - położony przez zwykłą chorobę. Żałosne.
Stojąca obok niego istota wyczuła jego frustrację i zapewniła go cichym głosem:
- To normalne, Bocchan. Ludzie chorują. Nic nie straciłeś i nikt ciebie nie wini.
- Ale powinienem... - zaczął mówić odrobinę za głośno. Na szczęście, zagłuszył go dźwięk pochodzący z nagrania.
- Nie, Bocchan - demon przerwał mu i łapiąc go za podbródek, odchylił jego głowę do tyłu, zmuszając tym samym do spojrzenia mu w oczy. - Nie twoja wina, Bocchan. Rozumiesz?
- Tak - zgodził się szeptem najmłodszy Phantomhive. Po tym diabeł pozwolił mu odchylić głowę. Przeniósł ręce na włosy lorda i drapał go w głowę. Earl nie miał ochoty kazać mu przestać.
Tymczasem ich postacie na nagraniu dotarły dotarły do pokoju. Sługa położył 12-latka w piżamie. Panowała cisza przerywana okazjonalnym kaszlem. Chory kładł się do łózka, kiedy zza drzwi dobiegł ich głos brązowowłosej służącej:
- Wszystko jest wyszykowane i postawione przed drzwiami - pogodnie oznajmiła i odeszła, stukając butami.
Przez pewien czas zaproszeni goście oglądali jedzenie posiłków przez wybredne dziecko.
Skończywszy karmić Pana, Sebastian miał już wychodzić, gdy usłyszał cichutko szeptaną prośbę:
- Zostań.
Pomimo ujrzanych wcześniej dowodów na zaufanie Ciela, Michał dziwił się temu fenomenowi. Nauczył się, że Dzieciom Podziemia się nie ufa, więc zobaczenie tego wideo było co najmniej zaskakujące. Także dziwne i zagmatwane. Prezent do późniejszego rozpakowania.
Wzdychając, Książe Piekieł podszedł do mebla i usiadł, odwrócony przodem do chłopca. Ten leżał już z zamkniętymi oczami.
Stojący obok przyszłego króla Książe uśmiechnął się. Cieszył się otrzymywanymi od Bocchana uczuciami i oddawał mu je dwukrotnie. Czuł teraz, że jego Król jest spokojny i zrelaksowany. Obok niego. Bo to jest miejsce, które zostało mu przydzielone i dok którego on należał. Siedząc na tronie Piekła. A on tam będzie jako jego kamerdyner, sługa, pomocnik. Będzie tam, gdy wszyscy odpuszczą. U jego boku, w królestwie Lucyfera.
Na nagraniu mężczyzna zaczął nucić w demonicznym języku, a u dołu zdjęcia pojawiały się napisy:
Cisza, nie chcesz zostać w ciszy
Patrzysz na świat oczami zła
Gonisz, gonisz za marzeniem
Które bleknie w obliczu dnia
Usłysz dźwięk bębnów
I melodii ton
Cisza, nie siedź dłużej w ciszy
Masz siłę, aby rozniecić ogień
Cofnę twój ból
I to, czego nie chcesz
Cofnę panikę
Dam ci skrzydła i poprowadzę
Więcej już nie musisz biec
Będąc przy tobie
Tha anaireso ton efialtis*
Ekran zgasł.
Dzień dobry wszystkim! Wróciłam z martwych! Z nowym rozdziałem! Przy okazji: „Tha anaireso ton efialtis" znaczy po grecku „Cofnę koszmar". Nawiasem - pozdrawiam wszystkim którzy czytają tą historię, niezależnie kim ani gdzie jesteś. Trzymaj się cały i zdrowy w tych trudnych czasach!
