We are and we will be the Dark Lord's greatest enemies.

Następnego dnia Victoria i Bellatriks zjadły śniadanie w stodole, w której się ukrywały, po czym około południa planowały wezwać Severusa. Uznały, że dalsze ukrywanie się nie ma sensu, skoro Czarny Pan, śmierciożercy lub ktokolwiek, kim był ten człowiek, który zabił Roberta, są w stanie je łatwo wytropić.

Gdy w końcu nadeszło południe, Vicky zawahała się. Na początku miała zamiar wezwać Severusa w całkiem nowy sposób, którego jeszcze nie wypróbowała – poprzez narzeczeński pierścień – ale, po pierwsze, nie powiedziała jeszcze Belli o tym, iż Severus jej się oświadczył i że jest w ciąży, a po drugie... wolała mieć jakiś as w rękawie. Na wszelki wypadek.

– Przez Mroczny Znak nie będziemy go wzywać... – powiedziała Victoria, gdy nadeszło południe. – Nigdy nie wiadomo, czy śmierciożercy lub... być może Tom... w jakiś sposób tego nie kontrolują.

– Więc jak go chcesz wezwać?

Vicky popatrzyła nieśmiało na Bellę.

– Wyczaruję patronusa. Potrafię.

– Merlinie... – Bellatriks spojrzała na nią z pogardą, ale po chwili machnęła ręką i powiedziała: – Niech będzie.

Victoria wyczarowała patronusa, który przybrał formę kota i przekazała Severusowi informacje o tym, gdzie się znajdują i że chcą z nim porozmawiać.

– Ile zajmuje temu... jaśniejącemu, niebieskiemu stworzeniu przekazanie wiadomości?

– Nie wiem. Jesteśmy raczej daleko od Hogwartu, więc... myślę, że za około kwadrans Severus powinien dostać wiadomość – odpowiedziała młodsza kobieta.

– Jestem w szoku, że jako śmierciożerczyni...

– Była śmierciożerczyni – wtrąciła Victoria.

– … jesteś w stanie od tak wyczarować patronusa. Merlinie, Vicky! Martwię się! To... niedorzeczne.

– Daj spokój, proszę.

– W porządku. Ale pójdę się przejść. Ostatnio... to wszystko mnie trochę przytłacza. Zaczynam się z tobą czuć, jakbym była niegdyś po stronie Zakonu, a nie Czarnego Pana.

Victoria już nic nie odpowiedziała, tylko popatrzyła na nią przez ramię. Stała przy drzwiach stodoły, a Bella skierowała się w stronę lasku, który znajdował się nieopodal. Przez chwilę była lekko rozgoryczona zachowaniem ciotki, ale, gdy po chwili położyła dłonie na swoim brzuchu, poczuła wielkie szczęście i uśmiechnęła się.

Stała w ciszy i wpatrywała się w niebo. Wiatr delikatnie targał jej włosy. Nagle usłyszała jakieś głosy. Spojrzała w stronę domu właściciela stodoły, jednak nie dostrzegła tam żadnego poruszenia. Głosy te, jak się po chwili zorientowała, dochodziły z lasku, w którym zniknęła Bellatriks.

Vicky automatycznie poczuła się zagrożona. Sama nie wiedziała, czy cały czas siedziało w niej coś, co kazało jej nie ufać Bellatriks w stu procentach, i teraz się to ujawniło, czy może była już po prostu... słaba. A bynajmniej nie taka silna, jak kiedyś.

Poczuła lekkie zdenerwowanie, gdy zdała sobie sprawę, że tak bardzo w siebie nie wierzy. Że ma się za słabą. Kiedyś była królową, miała swoją własną armię... A teraz chce się chować, bo słyszy jakieś głosy?

Zdecydowała się więc na działanie. Biegiem puściła się w stronę lasku. Skierowała się w jego głąb – bo właśnie stamtąd dochodziły głosy. Rzuciła na siebie zaklęcie wyciszające, gdy chowała się za drzewem niedaleko miejsca, w którym stała Bellatriks z...

– Dobrze, Tom, oddam wam ją. Snape ma się tutaj zjawić za około dziesięć minut, trzeba się pospieszyć. Ale... czy to na pewno ma sens? Jesteś pewien, że Czarny Pan powrócił?

Victoria wychyliła się zza drzewa. Gdy na początku usłyszała, że Bella zwraca się do swojego rozmówcy „Tom", znieruchomiała całkowicie. Jednak, jak się okazało w dalszej części jej wypowiedzi, nie mogła mówić do Voldemorta, skoro o niego pytała.

Oczom Victorii ukazał się profil Toma z pubu, z którego wczoraj uciekły. Barmana. Miał na sobie szatę śmierciożercy.

I nagle Victorii wszystko zaczęło układać się w całość w głowie. Tom z pubu był śmierciożercą. To on sam musiał zostawić na ladzie tę wiadomość dla Victorii, a Bella... Bella musiała zamordować Roberta. Ale... po co?

– Powrócił, Bellatriks, powrócił – odpowiedział Tom. Jego twarz wyrażała podekscytowanie. – Zostawił wiadomość Greybackowi, a on kazał mi przekazać ją tobie w odpowiednim momencie... Czarny Pan chce, abyśmy sprowadzili mu przed obliczę Victorię. To jest, poza odbudowaniem dawnej potęgi, jego największy cel. To ma sens, Bellatriks. Ma. On powrócił. On powrócił i chce, aby Victoria Malfoy znalazła się przed nim.

– Ja też chce, aby Victoria... wróciła do niego... Ona ostatnio... przeraża mnie... I myślę, że powinna do niego wrócić. Tylko tak się uratuje. Tylko tak znów stanie się sobą. Ale... wiesz dokładnie po co Czarny Pan chce ją ściągnąć? Liczę, że aby z nią pomówić, pojednać się i znów... działać we dwoje. Chyba nie chce jej zabić?

– Tego nie wiem. Ale nie nam o tym decydować. Dość gadania. Gdzie ona jest?

– Przy stodole. Nieopodal.

Victoria przymknęła oczy i mimo iż była niesłyszalna, starała się nie oddychać ani nie ruszać. Ze ściśniętym sercem dotknęła swojej dłoni, a następnie pierścionka od Severusa. Wezwała go.

Snape, jak przystało na doświadczonego szpiega i rozsądnego człowieka, pojawił się tuż obok niej bezszelestnie. Zdążył zauważyć, jak Bellatriks i Tom znikają za gęstwiną drzew. Victoria zdjęła z siebie zaklęcie wyciszające i natychmiast wyszeptała:

– Zabierz mnie stąd.

Severus kiwnął głową, złapał ją za rękę i zaczęli znikać. Pojawili się przed bramą Hogwartu.

– Nie wiem, czy to jest dobry pomysł – powiedziała słabo.

– To jest najlepszy pomysł i tak powinienem był zrobić już na początku – odparł, a jego głos wyrażał zdenerwowanie. – Co ja sobie myślałem, kiedy pozwoliłem Belli na... rzekome opiekowanie się tobą, wspólne uciekanie przed Czarnym Panem, który być może tak naprawdę w ogóle nie wrócił? Bo o to chodzi, prawda? Dlatego mnie wezwałaś? Bella cię zdradziła?

– Tak. Ale opowiem ci, jak już znajdziemy się w kwaterach.

– Oczywiście, że mi opowiesz – odpowiedział, nie patrząc na nią.

Victoria wiedziała, że był wściekły, ale tylko dlatego, że tak bardzo się o nią bał, a przed chwilą, jak zapewne się domyślał, mogło dojść do czegoś, co znów by mu ją odebrało. Ją, a wraz z nią ich nienarodzone dziecko. Gdy szli do zamku, na ich drodze pojawił się patronus Victorii. Dopiero teraz dotarł do Severusa. Gdyby więc nie ten pierścionek, Snape mógłby nie zdążyć się zjawić, by zabrać ją do bezpiecznego miejsca.

Znaleźli się w końcu w jego kwaterach i Vicky aż westchnęła, wyrażając tym swój wewnętrzny spokój i ulgę. Musiała przyznać, że to właśnie tutaj czuła się najbezpieczniej. Te szmaragdowe fotele w salonie, wielki regał na jednej ze ścian wypełniony w całości książkami, kręcone schody w rogu, komody i biurko wykonane z ciemnego drewna... To miejsce pachniało Severusem. I dlatego tak dobrze się w nim czuła.

– Opowiadaj – powiedział, zasiadając w jednym z foteli i podpierając podbródek na splecionych dłoniach.

Victoria opowiedziała mu więc o wszystkim, co się wydarzyło – o sprzeczce z Bellą, o znalezieniu ciała Roberta, o pomyśle Belli, by przenieść się gdzieś indziej, o tajemniczej wiadomości zostawionej u barmana Toma – śmierciożercy, jak się okazało – o siedzeniu z Bellą w stodole, o jej mówieniu, że zaczyna mieć mieszane uczucia co do tego, czy Czarny Pan powrócił, a następnie o jej rozmowie z Tomem, którą podsłuchała w lasku.

Severus milczał przez dłuższą chwilę, gdy skończyła mówić. Najpierw zamknął oczy i rozmyślał nad czymś, a potem przywołał sobie zaklęciem szklankę z Ognistą Whisky.

– Pewnie specjalnie udawała, że zaczyna wątpić w jego powrót, aby cię zmylić i zbić z tropu. Co za dwulicowa suka... Jak ja mogłem dać się jej nabrać i puścić cię z nią...? Merlinie. Jak dobrze, że dałem ci ten pierścionek... Patronus dotarł dosyć późno, jak sama widziałaś, poza tym musiałbym jeszcze po odebraniu go wybiec przed bramę Hogwartu, by się deportować. Trochę by to wszystko zajęło...

Victoria kiwnęła głową, po czym zmarszczyła brwi i usiadła na dywanie, tuż przy jego nogach.

– Zastanawiam się... – zaczęła – czy Bella od początku miała plan, by udawać, że jest po mojej stronie, wodzić mnie za nos, zaskarbiać sobie moje zaufanie, po czym... wydać mnie Czarnemu Panu... śmierciożercom. Może nie... może gdy natknęła się na tego Toma, on ją przekabacił ponownie na ich stronę i tak wyszło... Nie wiem...

– Według mnie to nasz najmniejszy problem w tym momencie. Tom mówił, że Czarny Pan rzeczywiście powrócił i chce, abyś stanęła przed jego obliczem...

– Wiem, Severusie... Sama to w końcu słyszałam, ale... nie chcę o tym myśleć. Nie chcę o tym mówić. Ja... nie mogę wręcz, rozumiesz? Nie mogę. Nie potrafię dać wiary temu, że ten koszmar znowu powrócił. Wszystko we mnie się temu sprzeciwia. Gdyby się okazało, że Tom rzeczywiście żyje i na mnie czyha, to... ja chyba bym się sama zamordowała. Poważnie.

– Nie mów tak – rzucił wściekle Severus, po czym przechylił się w jej stronę i ujął jej twarz w swoje dłonie. – Nie mów.

Oparł swoje czoło o jej czoło i trwali tak przez kilka minut.

– Jak myślisz, dlaczego Bellatriks zamordowała tego biedaka, Roberta? – zapytała Victoria.

– Może się czegoś dowiedział o niej, o barmanie Tomie... A może po prostu to była część jej planu omamiania cię. W końcu, po tym incydencie, mogła przeprowadzić z tobą rozmowę o tym, że podejrzewa, iż Czarny Pan jednak nie powrócił, że ktoś tylko go udaje. Co z kolei świadczy o tym, że zamierzała uśpić twoją czujność. Może więc zabiła tego człowieka tylko po to, by móc stanąć przed tobą i powiedzieć: „Słuchaj, to zabójstwo było nie w stylu Czarnego Pana, on chyba nie powrócił"... Po czym iść na schadzkę w lesie ze śmierciożercą, który miał cię niby zaprowadzić Czarnemu Panu. Niby. Bo wciąż nie wiemy, co się za tym kryje, czy to prawda.

– Tom brzmiał naprawdę szczerze i przekonująco gdy mówił, że Czarny Pan rzeczywiście powrócił...

– Ale jednak nie widział go, tak? Powiedział, że to Greyback przekazał mu polecenie od Czarnego Pana... Nie mógł więc wiedzieć, czy on naprawdę powrócił i wydał rozkaz sprowadzenia ciebie, czy może to zwykła zagrywka ze strony śmierciożerców. Po Greybacku i tej całej reszcie można się tego spodziewać.

– Fakt. Ale już niestety nie mamy tego jak sprawdzić... Nie jesteś już szpiegiem, ja tym bardziej. Mają nas za zdrajców. Jesteśmy ich wrogami.

– To prawda, ale ja na pewno nie spocznę w działaniach. Będę próbował na wszelkie sposoby dowiedzieć się, co się tutaj wyrabia... czy Czarny Pan rzeczywiście powrócił zza grobu.

Victoria uśmiechnęła się smutno. Jej oczy błyszczały, niczym osamotnione gwiazdy w zimną, ponurą noc, dokładnie taką, w czasie której człowiek traci wszelkie nadzieje i zaczyna godzić się z tym, że jest nikim w oczach tego świata.

– Nie myślmy o tym chociaż dzisiaj. Spędźmy ten wieczór... w jakiś milszy sposób. Przygotuję kolację, zapale świece... Co ty na to?

Severus uśmiechnął się lekko i kiwnął głową.

– O czym myślisz? – zapytała po chwili, gdy zaczęła nakrywać stół, a on wciąż siedział w fotelu i patrzył się przed siebie.

– Muszę iść do McGonagall – powiedział i wstał. – Powiem jej, że od dzisiaj będziesz mieszkała ze mną w kwaterach. Zobaczymy też, na ile się zgodzi... To znaczy, czy będziesz mogła się pokazywać uczniom i nauczycielom na oczy czy raczej sobie tego nie życzy.

– Co by nie powiedziała... i tak nie będę się rzucać w oczy nikomu. To nie jest potrzebne. Już i tak, jeśli pozwoli mi tu mieszkać, zrobi naprawdę dużo.

– Jak nie pozwoli, to i tak będziesz tu mieszkać – rzucił, nim wyszedł.

Victoria zabrała się za przygotowywanie kolacji. Severus wrócił w miarę szybko.

– I jak poszło? – zapytała.

– Zgodziła się, ale masz jutro rano do niej iść i porozmawiać osobiście.

Vicky kiwnęła głową.

– Siadaj – wskazała mu miejsce przy stole i uśmiechnęła się.

– Jesteś... smutna – rzekł, gdy zaczęli jeść.

Victoria pokręciła przecząco głową i uśmiechnęła się.

– Jestem najszczęśliwsza, bo jesteśmy razem. W domu.