Rozdział 9

— Łał! — zawył radośnie Hammer, podskakując na krześle, gdy ogień i dym kłębiły się na ekranie telewizora. — Widzicie to? Widzicie to, kurwa? — Poruszał się tam i z powrotem między przejściami , klepiąc swoich najemników po ramionach, gdy śmiali się i wiwatowali razem z nim. — Mamy tego sukinsyna! Cholera, spójrzcie, jak się pali. — Pomachał palcami w stronę ekranu. — Chodź o mnie, moje kochane, słodkie ubezpieczenie.

Ross i jego ludzie cofnęli się, patrząc szeroko otwartymi oczami i z opadniętymi szczękami na transmisję wideo i towarzyszącą temu celebrację. To nie miało sensu. Ludzie Hammera zmienili laboratorium Oscorp w żołnierską kryjówkę z porozrzucaną wszędzie bronią i sprzętem. Stoły były zaśmiecone pudełkami po jedzeniu na wynos. Tarcza Kapitana Ameryki była oparta o jedno z biurek jak trofeum wojenne. Każdy monitor komputera wyświetlał techniczne odczyty, ale kiedy Hammer przechodził od biurka do biurka, przełączał obraz na transmisję na żywo różnych kanałów z wiadomościami. Wszyscy pokazywali i rozmawiali o tym, jak Iron Man przeleciał nad miastem i wystrzelił pocisk w mieszkanie Justina Hammera.

Jeden z mężczyzn wręczył Hammerowi telefon.

— Tak! — powiedział do rozmówcy po drugiej stronie. — Tak, zadziałało idealnie. Wynoś się stamtąd, okej? Uważaj na swój tyłek. Świetna robota, mógłbym cię nawet pocałować i to z języczkiem. — Rozłączył się i oddał komórkę.

— Hammer — zwrócił się do niego Ross, zaciskając pięści po bokach.

— Boże, to było piękne. Czy każdy kanał z wiadomościami już ma materiał filmowy? Powinniśmy poczekać kilka minut przed przesłaniem naszego, nie sądzisz? — Odwrócił się do następnego monitora i otworzył Twittera. — Już go odpalam. Jak myślisz, jaki tag powinienem wybrać? Po prostu usiądę i zobaczę, co wymyślą.

— Hammer — powtórzył głośniej Ross. — Jak to zrobiłeś?

Hammer opadł na krzesło biurowe.

— Gdzie on teraz jest? Wciąż na miejscu? — Postukał w komputer. — Niedługo powinien być tam niezły cyrk. Och, czyż to nie jest ekscytujące?

Ross ruszył do przodu i złapał oparcie krzesła Hammera, obracając nim. Jego ludzie byli tuż za nim. Spięli się, gdy wszyscy najemnicy Hammera odwrócili się w ich stronę. Ross zignorował ich na rzecz Hammera.

— Powiedz mi, jak to zrobiłeś — rozkazał.

Hammer wzruszył ramionami.

— Czemu mam to zrobić? — Zanim Ross zdążył stracić nad sobą panowanie, kontynuował: — Ta wiedza nic ci nie da. Jego system operacyjny już się uodparnia. To, co zrobiliśmy, już nigdy nie zadziała. Stark upewni się co do tego.

Ross skrzywił się.

— W takim razie po co to?

— To! — krzyknął Hammer, wskazując na ekrany. — Popatrz, jak na tym żerują. Kochają to. — Co więc zrobi? — Hammer uśmiechnął się, jak zadowolony z siebie dupek, którym był. — Albo powie, że próbował mnie zabić, albo musi przyznać, że najniebezpieczniejsza autonomiczna broń świata została naruszona tuż pod jego nosem. Niestabilny dupek z możliwą bronią nuklearną albo niekompetentny dupek z możliwą bronią nuklearną. — Potrząsnął głową. — Biedna Pepper Potts. Będzie miała pełne ręce roboty.

— Te bomby nuklearne, których schematy opublikowałeś, są całkowicie niewykonalne — powiedział Ross. — Każdy, kto wie cokolwiek o pociskach, może to zrozumieć.

— I co z tego? Jak będziesz się kłócił z tym? — Hammer ponownie poderwał się z krzesła i spojrzał na główny telewizor, rozkoszując się odtwarzanym materiałem. — Bum, bum — powiedział, wykonując rękami gest wybuchających fajerwerków. — Piękne.

Żołnierze Rossa wymienili spojrzenie, pytając się, czy on był normalny? Ross potrząsnął głową.

— Myślałem, że wezwałeś mnie tutaj w sprawie serum — powiedział.

— Och, tak. — Hammer pomachał do niego rozproszony. — Ta próbka, którą oddałeś, naprawdę zadziałała. Naukowcy Normana sądzą, że wiedzą, co sprawiło, że była ona tak niestabilna po sprawdzeniu tej od Kapitana. Godzinę temu testowali próbne serum.

Ross wpatrywał się w niego.

— I?

— I… co?

— Gdzie to jest?

— U Normana. — Hammer w końcu odwrócił się od ekranu. — Wiesz, jaki on jest. Lubi mieć wszystko u siebie.

Ross starał się nie okazywać rosnącej irytacji, chociaż w przypadku Hammera było to zawsze ciężkie zadanie.

— Jeśli serum jest u Osborne'a, to dlaczego mnie tu potrzebujesz?

— To oczywiste, chciałem żebyś to zobaczył! — Hammer rozpromienił się, szukając aprobaty. — Nie sądziłeś, że mogę to zrobić. Pokonałem Tony'ego Starka. W porządku, może przez trzydzieści sekund, ale pokonałem go. I nawet jeśli mnie ostatecznie złapie, oznacza to po prostu, że wszyscy będą o tym mówić jeszcze więcej. Chciałem, żebyś był świadkiem historii, Tadeuszu. — Przycisnął obie ręce do serca. — To udowadnia jak bardzo mi zależy.

Ross nienawidził tego przyznać, ale Hammer miał rację. Zrobił to. Reputacja Tony'ego Starka wymagała czasu, aby dojść do ładu po najbardziej irytującej kampanii psychologicznej, jakiej Ross kiedykolwiek był świadkiem. Mógł sobie tylko wyobrazić normalnie nienaganne ego Fury'ego, które zostało złamane przez jego chłopca z plakatu, który wypadł z łask.

— Muszę ci to przyznać, Justin — powiedział Ross, starannie maskując sarkazm. — Dobrze się spisałeś, więc teraz, kiedy zająłeś się Starkiem, możemy patrzeć w przyszłość. — Wyprostował się i spojrzał na Hammera z pełną powagą. — Gdzie jest komora?

Humor zniknął z twarzy Hammera. Potrząsnął głową, ponownie opadając na krzesło biurowe.

— Nie skończyłem z nim.

— Już go upokorzyłeś i wrobiłeś — powiedział Ross. — Sam to powiedziałeś. Jakakolwiek byłaby to wygrana, to wciąż wygrana.

Hammer spojrzał na niego z intensywnością, której Ross wcześniej u niego nie widział.

— Nadal oddycha — powiedział lodowato.

Ross nie mógł powstrzymać się od odchylenia się do tyłu.

— Naprawdę zamierzasz go zabić?

— Um… tak. — Jego wargi wykrzywiły się w uśmiechu, ale nienawiść w jego oczach nie uległa zmianie. — Taki jest plan.

— Jak? Właśnie powiedziałeś, że nie będziesz w stanie ponownie zhakować jego zbroi.

— I…? — Hammer przewrócił oczami i wymienił spojrzenie z jednym ze swoich ludzi. — Pomyśleć, że odznaczony generał potrzebuje, aby wyjaśnić mu pojęcie „morderstwa".

Ludzie Rossa zjeżyli się, ale generał gestem nakazał im ustąpić.

— Zawarliśmy umowę — powiedział najspokojniej, jak potrafił. — Wyciągnęliśmy cię z więzienia, daliśmy ci możliwość pokonania Starka, tak jak prosiłeś. Teraz oddaj mi komorę.

— Nie. — Hammer obrócił krzesło. — Nie, dopóki Stark nie umrze.

Gdyby nie najemnicy przewyższający liczebnie jego żołnierzy, Ross nie wytrzymałby tego. Objął wzrokiem pomieszczenie, przyglądając się różnym bronią szturmowym, paralizatorom i granatom błyskowym. Choć go to bolało, wiedział, że musi wybierać swoje bitwy.

— W porządku — mruknął. — Ale jeśli tak to wygląda, nie dzwoń do mnie ponownie, dopóki nie skończysz. — Dał znak swoim ludziom i odwrócił się do wyjścia. — Nie chcę, żeby widzieli nas razem.

— Jasne. Powiedz Normanowi… Och! — Hammer ponownie zeskoczył z krzesła, gdy na ekranie pojawił się materiał filmowy z helikoptera. — Łał, spójrz na ten kąt! Ciągle się pali. Mam nadzieję, że nie zostawiłem włączonego gazu. — Trącił najbliższego ze swoich najemników. — Powiem mojemu agentowi ubezpieczeniowemu, że to „wola Boża". Myślisz, że będzie się z tego śmiał?

Ross zatrzymał się przy windzie i zawrócił.

— Dwóch może grać w tę grę, dupku — mruknął, wyciągając telefon i robiąc szybkie zdjęcie pomieszczenia.

Jeden z najemników odwrócił się, ale wtedy Ross wsiadał już do windy ze swoimi żołnierzami.

— Co teraz? — zapytał mężczyzna po jego prawej stronie, kiedy zjeżdżali windą w dół. — Jeśli Osborn ma próbkę, czy oznacza to, że ją przetestowali?

— Mamy zamiar złożyć mu wizytę i dowiedzieć się tego — powiedział Ross, robiąc coś na telefonie. — Mam ich obu dość. Jeśli myślą, że mogą mnie od tego odsunąć, to się mylą.

OoO

— Przepraszam — rozległ się nagrany głos operatora telefonicznego — ale numer, który wybrałeś, nie jest już aktywny.

— Co się dzieje? — Peter rozłączył się i schował telefon.

Spojrzał w lewo, gdzie Wieża Starka stała jako przyciemniony zarys budynku, gdy normalnie była oświetlonym punktem na linii horyzontu, a potem w prawo, gdzie unosił się czarny dym z pożaru jednego z mieszkań w centrum miasta. Chociaż jego pierwszym odruchem było jak najszybsze dotarcie do Bruce'a, przypomniał sobie, jak Iron Man przelatywał nad miastem, kiedy znajdował się jeszcze na moście. Próbując zdecydować, które miejsce bardziej go potrzebowało, zauważył smukły, czarny helikopter lecący w jego kierunku od strony pożaru. Schował się w cieniu i spojrzał w górę na pojazd, ale po jego bokach były tylko cyfry, bez loga wojskowego lub innego. Po kilku chwilach nerwowego namysłu Peter wystrzelił sieć na spód helikoptera i rozbujał się, skacząc na wspornik do lądowania, łapiąc się na darmową przejażdżkę.

To znowu musiał być Hammer. Serce Petera waliło, gdy patrzył na dym w oddali i żałował, że wyłączył telefon, bo mógłby posłuchać policyjnego radia. Doszedł jednak do wniosku, że i tak nie byłby w stanie niczego usłyszeć przez pracujący wirnik helikoptera. Zwrócił więc swoją uwagę gdzie indziej, obserwując z ulgą, jak światła Wieży Starka włączały się po kolei na każdym z pięter. Oczywiste stało się, że był to punkt docelowy lotu. Peter zaczął się martwić, że znajduje się pod jakimś wrogim pojazdem bojowym, którego celem był atak. A może to byli dobrzy faceci? Metal zadrżał pod jego dłońmi i stopami. Zacieśnił swój uścisk na wsporniku, niepewny co robić.

Dotarli do wieży. Peter zeskoczył na dach budynku Banku Amerykańskiego na wypadek, gdyby helikopter zaczął strzelać i musiałby szybko wskoczyć do jego kabiny. Odprężył się, kiedy zobaczył Steve'a i Pepper w drzwiach balkonowych czekających, aby powitać swoich nietypowych gości. Usiadł na krawędzi dachu i patrzył, jak dyrektor Fury i agentka Romanoff wysiadają z Tony'm i dwoma idącymi za nimi mężczyznami ubranymi w czarne kombinezony.

— Faceci w czerni — powiedział pod nosem Peter. — Chyba faktycznie poważna sprawa.

Wstał, zastanawiając się, jak mógłby przeskoczyć na lądowisko dla helikopterów, aby nie zakończyło się to atakiem innych, kiedy uderzył stopą w coś znajdującego się obok niego na dachu. Schylił się i podniósł mały metalowy cylinder ze śladami oparzeń na krawędzi. Zaintrygowany, włożył go do rękawa i opuścił się o kilka pięter, po czym skręcił w stronę wieży.

Wymagało to więcej niż zwykle manewrowania, ale Peterowi udało się przekraść na lądowisko dla helikopterów i do drzwi balkonowych. JARVIS był do niego przyzwyczajony na tyle, że był w stanie prześlizgnąć się przez drzwi bez uruchamiania alarmu, ale i tak był ostrożny, zdenerwowany możliwością osobistego spotkania z dyrektorem Fury'm.

Wszyscy zebrali się wokół kanap; kilka różnych stacji z wiadomościami zostało wyciszonych w telewizorze, inne ekrany na szklanym stoliku do kawy wyświetlały obrazy z kamer bezpieczeństwa i linie kodu komputerowego. Każdy był spięty i próbował zabrać głos.

— Cóż, wielkie dzięki, że wyważyłeś drzwi do laboratorium — powiedział Tony, siadając z Pepper na jednym końcu kanapy. Potts trzymała w obu dłoniach jedną z jego rąk. — Ponieważ tak naprawdę nie było to konieczne.

Steve stał naprzeciwko niego ze skrzyżowanymi rękami.

— Co miałem zrobić? Musieliśmy się tam dostać. Myślałem, że wybuchnie bomba.

— To nie jest nazistowska baza wojenna, Rogers — warknął Tony. — Nie ma przycisku autodestrukcji.

— O czym innym mogłem pomyśleć, gdy widziałem odliczający czas czerwony zegar?

— Intruz — powiedziała Natasha.

Steve zmarszczył brwi.

— Dlaczego miałoby to wymagać odliczania?

Natasha przechyliła głowę na bok i wszyscy spojrzeli w tym samym kierunku, dostrzegając w końcu Petera. Nastolatek zamarł. Bruce stał przy drugim końcu kanapy, a jego pełen ulgi uśmiech dał potrzebą Peterowi pewność, by się wyprostować.

— „Intruz" to mocne słowo — powiedział. — Wolę… gość?

Dyrektor Fury nie był rozbawiony.

— Zdejmij maskę — rozkazał.

— Um, właściwie… — Peter wiercił się na swoim miejscu. — Jest konieczna ze względu na całą sprawę z tajną tożsamością…

— Zdejmij maskę, Parker — powiedział Fury. — Albo idź do domu.

Peter przełknął ślinę i po skinieniu głową przez Bruce'a, zdjął maskę. Po szybkiej próbie odgarnięcia włosów do tyłu podszedł do mężczyzny i wyciągnął rękę.

— To zaszczyt pana poznać, dyrektorze Fury — powiedział. — Dużo o panu słyszałem.

Fury spojrzał surowo na Petera, ale uścisnął mu rękę.

— Normalnie ty i ja odbylibyśmy rozmowę — stwierdził. — Ale mam ważniejsze sprawy, którymi muszę się martwić. Czy wiesz cokolwiek o tym, co wydarzyło się dzisiejszego wieczoru?

— Um… nie. Niezupełnie.

— W takim razie usiądź. — Fury odprawił go machnięciem ręki. — Stark miał właśnie nam to wyjaśnić.

Peter nie był pewien, czy mógłby usiąść obok Bruce'a bez zrobienia sceny – nie wiedział nawet, czy może na niego spojrzeć. Pomimo niepokojących okoliczności, nawet przebywanie w tym samym pokoju, co Bruce, przypominało mu dzisiejszy poranek i poprzednią noc. Desperacko pragnął, ponownie móc założyć maskę, jednak wskoczył na oparcie kanapy z dyndającymi nogami. Przynajmniej w ten sposób mógł poczuć ramię Bruce'a na łydce i nikt nie pomyślałby, że było to podejrzane. Bruce szturchnął go łokciem. Z jakiegoś powodu wywołało to uczucie motylków w brzuchu Petera, ale udało mu się je dość szybko stłumić.

— Dalej, Stark — pogonił go Fury. — Co się stało?

Tony przesunął dłonią po ustach. Wyglądał na wstrząśniętego i to samo w sobie zdusiło wszelki dobry humor, jaki został u Petera.

— Mój system został naruszony — przyznał.

— Jak?

— Po angielsku — dodał Steve.

Tony skrzywił się i musiał przemyśleć swoje wyjaśnienie.

— Rdzeń AI JARVISA znajduje się w piwnicy — powiedział. — Jest podłączony na stałe do każdego poziomu budynku. Łączy wszystko. A kiedy zbroje są w stanie spoczynku, są również połączone sieciowo za pomocą kabla. Zmieniają konfiguracje, dzielą się danymi. Kiedy zbroja jest włączona, kabel zostaje odłączony, a JARVIS musi ponownie ustawić połączenie bezprzewodowe, przez satelitę. Hammer lub ktoś inny zapłacił, żeby włamać się wtedy, a musiał komuś zapłacić, bo nie ma mowy, żeby…

— Tony — powiedziała delikatnie Pepper.

Tony ponownie potarł twarz.

— Za każdym razem, gdy JARVIS łączy się bezprzewodowo ze zbroją, tworzy nowy kod szyfrujący, aby zapobiec włamaniu się. Ktoś przerwał proces i był w stanie przejąć sygnał. Stworzyli fałszywe połączenie z własną prymitywną, i to bardzo prymitywną, sztuczną inteligencją i byli w stanie kontrolować zbroję.

Peter ledwo zdołał powstrzymać się od głośnego przeklinania. Zerknął na wyciszony telewizor, gdzie wyświetlał się pasek informacji: „IRON MAN DEKLARUJE WOJNĘ Z JUSTINEM HAMMEREM?", który przewijał się na dole.

— Czyli kazał ci wystrzelić pocisk we własne mieszkanie — podsumował Steve.

Tony odwrócił wzrok i nie odpowiedział.

— Zespoły ratownicze są już na miejscu. — Fury zabrał głos. — Niektórzy z naszych ludzi również. Jak dotąd nie odkryli żadnych ciał. Zapisy pokazują tylko minimalne zużycie energii elektrycznej od czasu uwolnienia Hammera. Uważamy, że po prostu utrzymywał to miejsce jako przekaźnik dla swojego… — Fury skrzywił się. — Tweetera.

Peter położył plecak między nogami. Pochylając się do przodu, skorzystał z okazji, by spojrzeć na Bruce'a. Mężczyzna nie powiedział jeszcze ani słowa. Po prostu wpatrywał się w podłogę, głęboko zamyślony lub starając się nie zwracać na siebie uwagi. Peter nienawidził patrzeć na niego, gdy był w takim stanie. Żałował, że nie mógł nic powiedzieć.

— Czy od tamtej pory napisał coś na Twitterze? — zapytał Peter i wzdrygnął się, kiedy wzrok Fury'ego skierował się na niego. — Myślicie, że próbuje sfingować swoją śmierć?

— Jak dotąd połączyliśmy z nim osiemnaście różnych kont na Twitterze — powiedziała Natasha. — Jeśli zaloguje się do któregokolwiek z nich, będziemy o tym wiedzieć.

— I tak wątpię, że będzie w stanie powstrzymywać się wystarczająco długo, by przeprowadzić udaną akcję sfałszowania swojej śmierci — burknął Fury. — Widzieliśmy, jak bardzo lubi blask reflektorów.

— Musimy go znaleźć i sprowadzić tutaj — stwierdził Steve.

— Pracujemy nad tym, ale musimy na razie poradzić sobie z tym. FBO, NSA i NYPD próbują się tu dostać, żeby z tobą porozmawiać, Stark. Jeśli nie masz im do opowiedzenia jakiejś historii, to będę musiał się tobą zająć.

— Chwila, moment — powiedziała Pepper. — Zamierzasz go aresztować?

Tony nie chciał z nikim nawiązać kontaktu wzrokowego.

— Lepiej, żebyśmy my to zrobili, niż ktoś inny. Prasa już wiesza na nim psy. Ustaliłeś, co im powiesz?

Tony potrząsnął głową.

— Nie jestem pewien, czy to ma znaczenie — powiedział. — Nie wiem, czy mogę nawet udowodnić, że system został naruszony. Nie wymyśliłem ich metody wejścia.

— Metody wejścia? — powtórzył Steve.

— Jak włączyli sygnał. Nie mogli po prostu uzyskać zdalnego dostępu do JARVISA. Na zbroi musiało być wszczepione urządzenie, ale system, który sprawdza tego typu rzeczy, jako pierwszy przeszedł w tryb offline i teraz nic nie wykrywa. Mogło się odłączyć po nawiązaniu połączenia.

— Ktoś był na dachu Banku Amerykańskiego — powiedział nieoczekiwanie Bruce, a Peter drgnął, słysząc jego głos. — Widziałem coś tuż przed włączeniem alarmów.

— O! — Peter sięgnął do rękawa po cylinder, który znalazł wcześniej. — Byłem tam. Znalazłem to na dachu. — Rzucił przedmiot Tony'emu, ale Natasha z łatwością go przechwyciła.

— Nie nosisz rękawiczek — wyjaśniła, ale przysunęła się bliżej, żeby Tony mógł to zobaczyć.

— Cholera — mruknął Tony. — Musieli czekać na dachu. Wystrzelili serię pocisków śledzących, aby ich sztuczna inteligencja mogła mnie namierzyć.

— Proszę pana — przerwał im JARVIS. — Właśnie pojawił się post na koncie Justina Hammera na Twitterze.

Fury narzekał pod nosem, a brzmiało to coś w stylu: „na jakim świecie my żyjemy", kiedy JARVIS pokazał tweeta na głównym ekranie. Brzmiał: Chybiłeś #winkyface

— Skurwysyn — warknął Tony, a potem wszyscy naraz zaczęli mówić, sfrustrowani i wściekli.

JARVIS przekazał prośby rosnącej ilości oficerów, agentów i reporterów czekających w holu Wieży. Fury ponownie próbował zmusić Tony'ego do taktownego odwrotu. Peter spuścił głowę. Czuł się nie na miejscu wśród tak wielu doświadczonych mężczyzn i kobiet, więc zwrócił swoją uwagę ku komórce, otwierając Twittera.

Tag #hammerżyje już zyskiwał na popularności. Odświeżył stronę, obserwując rosnącą ilość odpowiedzi. Zaczął poważnie rozważać ożywienie swoich mediów społecznościowych, gdy otrzymał sms od Gwen z linkiem do jej Twittera, gdzie umieściła odpowiedź pod zdjęciem z jednym prostym tagiem #JHammmer, opublikowanym na nowym koncie, które nie posiadało obserwujących. Nie był to popularny tag, nie wzbudzał zbytniej uwagi, ale gdy tylko zdjęcie się załadowało, Peter zeskoczył z sofy.

— To on! — Peter przykucnął przed stolikiem kawowym, ale kiedy próbował użyć czujników zasilających ekran telewizora, nie zadziałały. Zdjął rękawiczkę zębami i spróbował ponownie, wpisując adres witryny. — Ktoś zamieścił zdjęcie. To na pewno on.

Wszyscy ujrzeli zdjęcie. Nie były to zbyt wyraźne ujęcie. Zrobione prawdopodobnie w pośpiechu, przedstawiało Justina Hammera, który odwrócony plecami, przyglądał się temu, co wyglądało jak nagranie pożaru mieszkania w telewizji. W tle było widać rozmazane sylwetki mężczyzn, a w rogu ledwo widoczny, duży metalowy dysk.

Peter pawie widział, jak Steve się jeży.

— To moja tarcza — powiedział, wskazując ją na ekranie. — Możesz zobaczyć, gdzie wypalono farbę. Ten drań drażni się z nami.

— To może być coś innego — powiedział Fury, chociaż nie brzmiał na przekonanego. Spojrzał na Natashę. — Powiedz technikowi, aby sprawdził to konto.

W czasie gdy Peter wpatrywał się w zdjęcie, zrozumiał, czemu wydaje mu się ono znajome.

— Wiem, gdzie to jest. — Jego pierś płonęła z niepokoju i złości. — Zrobili je w Oscorp.

— Jesteś pewny? — zapytał Bruce, chociaż wiedział, że tak było.

— Tak. Spójrz. — Prześledził kształt wejścia do biura znajdującego się w tle. Odkrycie lokalizacji byłoby niemożliwe, gdyby go tam nie było. — To sześćdziesiąte drugie piętro głównej siedziby Oscorp. To stare biuro doktora Connorsa. Byłem tam. — Wyprostował się i stanął przed innymi. — Stoi za tym Norman Osborn.

Fury mruknął w zamyśleniu.

— To wyjaśniałoby niektóre rzeczy — przyznał. — Jak są finansowani, kogo użył Ross, aby zanalizować krew, którą pobrali.

— I hydromorfon — powiedziała Natasha. — Osborn kupował go dla siebie.

Bruce wyprostował się na kanapie.

— Przepraszam… ale co?

— Wywiad twierdzi, że Norman Osborn jest śmiertelnie chory — wyjaśnił Fury. — Nikt nie jest w stanie dokładnie określić, co mu dolega, ale zatrudnił różnego rodzaju specjalistów od medycyny w ciągu ostatniego roku. — Wymienił spojrzenia z Natashą. — To by również wyjaśniało, w jaki sposób udało im się podać doktorowi Connorsowi surowicę podczas jego ucieczki.

— Możliwe, że Ross ostatecznie nie jest w to zamieszany.

— Nie — zaprzeczył Bruce. Peter poczuł, że się spiął. — Nie zgadzam się. Tylko dlatego, że w grę wchodzi Osborn, nie wyklucza to z równania generała Rossa.

Natasha skrzyżowała ramiona.

— Nadal nie mamy sposobu, aby go z tym wszystkim połączyć.

Nic nie masz. — Bruce znów się zgarbił. — Co ty do cholery w ogóle robiłeś? Jesteś tym, który zjednoczył nas jako drużynę, a teraz gdy mamy cele na naszych plecach, rzucasz nas wilkom na pożarcie.

— Nikt nie jest… — zaczął Fury, ale Bruce jeszcze nie skończył.

— Nie mogłeś ochronić cholernego Kapitana Ameryki — ciągnął z zapałem, a wszyscy dookoła bardzo szybko stali się czujni na jego zachowanie. — Nie mogłeś ochronić Tony'ego Starka. Co to oznacza dla reszty z nas? Hammer zaatakuje ponownie i może nie myślałem o tym tak daleko w przód, ale ja na przykład nie chcę wiedzieć, co ma w zanadrzu dla Drugiego Gościa.

Peter oblizał nagle wysuszone wargi. Chciał dotknąć Bruce'a, ale wiedział, jak będzie to wyglądać. Steve i tak go uprzedził. Rogers zrobił dwa kroki w przód i położył dłoń na ramieniu Bruce'a, stabilizując go. Peter nie mógł stwierdzić, czy mężczyzna docenił ten gest, czy nie, ale uspokoił się.

— Doktor Banner ma rację — powiedział Steve. — Czy to Ross, czy Osborn, czy może obaj, chodzi o to, że musimy schwytać Hammera. Wiemy, gdzie jest.

— To zdjęcie zostało dopiero opublikowane — powiedział Fury. — Jeszcze nie wiemy, czy zostało zrobione niedawno. A jeśli nawet, to co się stanie, jeśli to sam Hammer je opublikował? Czy chcesz wejść w kolejną pułapkę?

— Gdyby Hammer chciał, żebyśmy to zobaczyli, czy nie oznaczałby go tak, żeby łatwiej było to znaleźć? — zapytała Pepper. — Wszystko, co do tej pory robił, stawiało go na pierwszym planie.

— Może o to chodzi.

— Pułapka czy nie, nie możemy go po prostu zignorować — naciskał Steve. — Jeśli sam je ujawnił, to przynajmniej oznacza, że będzie tam, kiedy się pojawimy. Ale jeśli zrobił to ktoś, kto nam pomaga, musimy ruszać, zanim Hammer się zorientuje i zniknie.

Fury odpiął krótkofalówkę od paska i przyłożył ją do ust.

— Sitwell, wróć.

— Dyrektorze?

— Zabierz ludzi do budynku Oscorp. Chcę, by był otoczony.

— Tak, proszę pana.

— Hammer sprawił, że Stark tańczył według jego melodii — powiedziała Natasha. — Wiedział, że powinien go szturchać, aż Stark w końcu nie wytrzyma. Prawdopodobnie, odkąd to się zaczęło, miał kogoś schowanego na dachu. Naprawdę sądzisz, że możesz wkroczyć na jego teren i zaskoczyć go?

— Robiłem to już wcześniej — stwierdził Steve. — Chcę dziś wieczorem złapać Hammera i odzyskać moją TARCZĘ.

Fury pokręcił głową.

— Kapitanie, rozumiem, jak się czujesz, ale…

— Z całym szacunkiem, proszę pana — przerwał mu ostro Steve. — Nie sądzę, że ma pan pojęcie, jak się czuję. Marnujemy czas na rozmowę o tym. — Zacisnął dłoń na karku Bruce'a i cofnął się. — Idę się przebrać.

Fury nie próbował go powstrzymać przed odejściem. Zamiast tego odciągnął Natashę na bok, a kiedy oboje rozmawiali cicho, Pepper odebrała telefon od kogoś, kto brzmiał jak prawnik Tony'ego. Stark spojrzał na Bruce'a.

— Pamiętasz, co powiedziałeś w limuzynie? — zapytał. — O mnie, że nie rozumiem?

Bruce potrząsnął głową i nie odpowiedział, więc Tony odwrócił się, angażując się w rozmowę telefoniczną Pepper.

Peter w końcu skorzystał z okazji, by zbliżyć się do Bruce'a. Nie wiedział, co powiedzieć. Patrzył na zdjęcie, które wciąż było wyświetlane na głównym ekranie. Gabinet, który doktor Connors nazywał swoim własnym, utrzymując go w nienagannym stanie, pracując w nim przez lata, wykonując swoją życiową robotę, przejęty przez drobnych zbirów i leżące wokół śmieci. To sprawiło, że czuł się źle i chciał wpaść do tej niedźwiedziej gawry wraz z Kapitanem Ameryką i zniszczyć ich. Ale Bruce pochylał się do przodu, a jego knykcie były białe od zaciskania dłoni. Jego spojrzenie było puste i niewyraźne. Wyglądał na złamanego.

Peter usiadł obok niego.

— Bruce…?

Bruce milczał przez chwilę, a potem wziął długi wdech.

— Powiedziałeś, że potrzebujesz pomocy z telefonem — stwierdził, wstając. — Przy barze jest jeszcze jedno połączenie z siecią.

Bruce odszedł, a Peter chwycił swój stary oraz nowy telefon i podążył za nim. Usiadł na jednym ze stołków barowych, podczas gdy Bruce stanął za barem. Kolejny ekran pojawił się na powierzchni po stuknięciu kostek Bruce'a o powierzchnię. Po chwili szukania znalazł USB, aby podłączyć do niego telefon.

Peter obejrzał się do tyłu i gdy był pewien, że nikt nie zwracał na nich uwagi, zapytał:

— Czy wszystko w porządku?

— Tak. Nic mi nie jest. — Bruce potarł oczy. Wyglądało na to, że zbiera się do kupy. — Myślę, że przydałby mi się urlop — zażartował słabo.

Peter uśmiechnął się, ale nie był w stanie długo utrzymać uśmiechu. Oparł się na łokciach i patrzył, jak JARVIS zajmuje się telefonem, bez problemu przechodząc przez blokadę.

— Próbowałem przekształcić go w policyjny skaner, tak jak poprzedni — wyjaśnił. — Najwyraźniej nie poszło mi zbyt dobrze.

— Jestem pewien, że JARVIS może nam pomóc to rozgryźć, nawet gdy połowa jego systemów jest wyłączona.

Peter ponownie obejrzał się na chwilę za siebie. Ściszył głos, mimo że byli poza zasięgiem słuchu.

— Bruce. Jeśli Kapitan pojedzie do Oscorp, pojadę razem z nim.

Bruce nie uniósł wzroku znad ekranu.

— Nie pozwoli ci na to.

— Nie obchodzi mnie, co powie. Pójdę — upierał się Peter z narastającą w nim determinacją. — Ma rację. Musimy załatwić tych dupków tak szybko, jak to możliwe. Jeśli mogą dostać się do pana Starka, mogą dostać się do każdego z nas. Jeśli dowiedzą się, kim jestem, gdzie mieszkam…

— Wiem — powiedział Bruce. Założył okulary, patrząc na ekran. — Ale mówimy tu o Oscorp. Nie będziesz w stanie tak po prostu wejść do środka.

— Ostatnio tak zrobiłem.

— Ostatnim razem zostałeś złapany i prawie zabity — warknął Bruce, ale szybko się opanował, kręcąc głową. — Steve nie pozwoli ci pójść.

Peter zacisnął zęby powstrzymując się przed natychmiastową ripostą. Zamiast tego sięgnął przez bar, chwytając dłoń Bruce'a swoją pozbawioną rękawiczki.

— Jeśli pójdzie, to ja również — powiedział poważnie. — Muszę. Hammer próbował mnie zabić, a Osborn… — Drgnął. — Mógł mieć coś wspólnego ze sprawą moich rodziców. Nie mogę siedzieć i nic nie robić.

Bruce zmarszczył brwi z zamiarem odpowiedzi, ale jego uwaga została gwałtownie zwrócona ku ekranowi. Wybrał kilka poleceń i pokręcił głową.

— Jak…

— Co? — Peter pochylił się do przodu, a Bruce obrócił ekran, by mógł lepiej widzieć. Pojawiło się nowe okno, w którym dane przewijały się szybciej, niż Peter był w stanie je zrozumieć.

— Czy to trafia do mojego telefonu?

Bruce rozejrzał się po pokoju, a Peter podążył za jego spojrzeniem do miejsca, w którym Tony nadal siedział na kanapie. Miał telefon w rękach i coś szybko na nim wystukiwał. Fury, który próbował z nim porozmawiać, był tym faktem zdenerwowany.

— Czy jest coś ważniejszego, co musisz zrobić? — zapytał Fury.

— Piszę do Rhodeya — odpowiedział Tony. — Co, tak, jest ważne. — Ale potem jego spojrzenie skierowało się na Bruce'a i Petera. Jego wzrok był ostry i wymowny, zanim wrócił do tego, co robił.

Peter odwrócił się, zanim Fury zdał sobie sprawę z tego, co się działo.

— Nie zniszczy mi telefonu, prawda? — zapytał. — To był prezent od cioci.

— Nie, on… — Bruce zaczął sprawdzać wprowadzony kod, marszcząc brwi. Jego ramiona opadły. — Chce, żebyś pojechał do Oscorp.

Przez ciało Petera przeszedł dreszcz.

— Ma plan?

— Programuje w twoim telefonie wirusa. — Pojawiło się drugie okienko, pokazujące schemat podłączenia telefonu z anteną satelitarną na dachu siedziby Oscorp. — To wymusi na systemie bezpieczeństwa pozwolenia na komunikację z satelitą Tony'ego — wyjaśnił Bruce. — Będzie miał dostęp do całego budynku. — Bruce przeciągnął językiem po wewnętrznej stronie policzka. Wyglądał, jakby próbował być zły, pomimo że był pod wrażeniem. — Cholera, Tony.

Peter wiercił się niespokojnie. Czuł, jak jego włosy na ramionach próbują się unieść pod kostiumem. Nie czekając na kolejną rundę protestów, wrócił na kanapę, chwytając maskę, rękawiczkę i swój plecak. Delikatnie skinął głowa w pozdrowieniu, po czym żwawym krokiem podszedł z powrotem do baru.

— Parker — zawołał za nim Fury. — Co ty kombinujesz?

— Właśnie idę zdobyć dodatkową kartę SD, proszę pana — odparł Peter. Położył plecak na barze i założył z powrotem rękawiczkę, po czym zaczął mówić, zanim Bruce zdążył coś powiedzieć. — Wiem, co o tym myślisz, ale będę ostrożny. Kapitan tam będzie. Obiecuję, że jeśli zrobi się zbyt niebezpiecznie, to wycofam się. Muszę to jednak zrobić.

Bruce patrzył na niego nieufnie.

— Nawet nie wiesz, co robisz — powiedział.

Drzwi prowadzące do klatki schodowej otworzyły się. W progu stanął Steve. Miał na sobie pełny mundur, choć nie ten, w którym Peter widział go podczas inwazji obcych. Był znacznie ciemniejszy, elegancki i prosty, z białą gwiazdą na piersi. W kaburze na żebrach spoczywał pistolet, a przez ramię miał przewieszony automatyczny karabin. Peter poczuł, jak serce podchodzi mu do gardła, gdy patrzył, jak mężczyzna maszeruje przez pokój. Steve był potężny i piękny, ale w wyrazie jego twarzy było coś niepokojącego, a sposób w jaki się poruszał, ujawniał, że czegoś brakuje. Peter patrzył bez ukrywania się, jak Steve dołącza do Fury'ego i Natashy.

— Dyrektorze Fury — powiedział. — Wyruszam z twoimi rozkazami lub bez nich.

Fury spojrzał na niego gniewnie, chociaż Peter nie znał go na tyle dobrze, by nawet zgadywać, co naprawdę myślał.

— Nadal nie wiemy, jak naprawdę wygląda sytuacja — ostrzegł. — Hammer może się ciebie spodziewać.

— To nie ma znaczenia. — Steve wyprostował się. Był tak imponujący jak zawsze, a Peter nie mógł sobie wyobrazić, by ktokolwiek nie czuł krzty podziwu na ten widok. — Dał mi pan drużynę, proszę pana. Moi ludzie są atakowani. Jeśli kapitan Avengersów nie może stanąć w obronie jednego ze swoich, kiedy jest to potrzebne, jaki byłby sens tego wszystkiego?

Fury odchylił się do tyłu. Peter wstrzymał oddech czując, że Bruce zrobił to samo za nim. Wtedy Natasha wystąpiła do przodu.

— Będę go pilnowała, dyrektorze Fury — powiedziała. — Szkoda byłoby kazać mu się wycofać, gdy jest już w pełnym mundurze.

Fury westchnął, z rękami splecionymi za plecami.

— Dołączcie do agenta Sitwella i jego ludzi w budynku Osacorp — powiedział w końcu. — Jego dach uniemożliwia transport lotniczy, więc jeśli Hammer wciąż jest w środku, jedyny sposób w jaki może się wydostać to zejście w dół. Gdy obwód będzie zabezpieczony, macie moje pozwolenie na wejście, ale… — spojrzał na nich surowo — pamiętajcie, że to budynek cywilny. Nie pozwól, żeby wytoczył jakiekolwiek procesy sądowe. Możemy się mylić.

— Dyskrecja jest tym, czym się zajmuję, proszę pana — powiedziała chłodno Natasha.

Niemal się uśmiechała, kiedy skierowała się ku windzie.

— Rogers — powiedział Tony z kanapy. — Uważaj na siebie.

— Będę. — Steve skinął głową, ale zanim dołączył do Natashy, odwrócił się i zauważył nastolatka przy barze. — Peter, zostań tutaj.

Peter skrzyżował palce za plecami.

— Zostanę.

— Naprawdę zostań — podkreślił Steve. Peter miał wrażenie, jakby to niebieskie spojrzenie wwiercało się w niego. — Zajmiemy się tym.

— Wiem. — Peter podniósł ręce w geście poddania się. Jego żołądek zacisnął się. — Zostanę.

Steve pozostał jeszcze chwilę, a potem dołączył do Natashy w windzie. Peter nie zrelaksował się, dopóki nie odeszli. Obrócił się na stołku barowym, by ponownie zmierzyć się z Bruce'em.

— Miałem skrzyżowane palce — wyszeptał.

Bruce drgnął, po czym zrezygnował z ostatniego protestu. Przesunął okulary na czubek głowy i odłączył telefon Petera.

— Zabieram to na dół — powiedział w przestrzeń. — Nie mogę tu dłużej zostać. Panująca atmosfera źle na mnie działa.

Fury skinął głową. Patrzył, jak Bruce i Peter kierują się do schodów, a potem odwrócił się od nich.

— W porządku, Stark — powiedział. — Mam operację do nadzorowania. Będziesz musiał poradzić sobie z NSA w tej sprawie…

— Tak, proszę pana — wymamrotał Tony, a potem drzwi klatki schodowej zamknęły się za wychodzącymi.

Bruce nic nie powiedział przez sześć pięter prowadzących do laboratorium Tony'ego. Gdy tylko znaleźli się w środku, ponownie połączył telefon Petera z systemem JARVISA, aby umożliwić zakończenie pobierania wirusa Tony'ego.

— Hammer mógł go zaskoczyć, ale wciąż jest geniuszem — powiedział trochę do siebie, gdy zaczął porządkować miejsce pracy Tony'ego. — Jeśli to zadziała, powinno dać mi to wizję i podsłuch na każdym piętrze. Jestem pewien, że system Oscorp jest dość standardowy. Może mieć oprogramowanie do rozpoznawania twarzy, którego możemy użyć do namierzenia Hammera i ustalenia na jakim piętrze się znajduje.

— W porządku. — Serce Petera zabiło trochę szybciej, gdy odkładał plecak. Bruce poddał mu słuchawkę, którą włożył do ucha. — Najpierw dotrę do satelity, załaduję wirusa i poczekam, aż dasz mi znać, gdzie jest.

Bruce włączył hologramowy obszar obsługiwany przez JARVISA i obraz budynku Oscorp pojawił się w pokoju.

— Spróbuję również skontaktować się z Steve'em — powiedział — żebym mógł cię na bieżąco informować, gdzie jest. Jeśli będzie wiedział, że tam jestem, będzie to łatwiejsze.

— Nie będę mu wchodził w drogę — obiecał Peter i rzeczywiście tak myślał. — Będę tam tylko po to, aby ich wesprzeć, na wszelki wypadek, jeśli będą tego potrzebować. Będę ostrożny.

Telefon zapiszczał i Bruce oddał go prawowitemu właścicielowi. Zaczekał, aż Peter go schowa, by powiedzieć:

— Peter, proszę cię.

— Wiem. — Ponieważ wydawało mu się, że tak należy postąpić, dotknął twarzy Bruce'a i pocałował go delikatnie. — Nic mi nie będzie. Bohaterowie robią to cały czas.

Bruce objął go. Jego uścisk był krótki, ale mocny, na chwilę pozbawiając Petera tchu. Pocałował nastolatka jeszcze raz, zanim go wypuścił.

— Będę na linii cały czas — powiedział. — Chcę wiedzieć, co się dzieje, rozumiesz?

— Oczywiście. — Peter ścisnął jego dłoń, a potem ją puścił. — Zaraz wracam. — W laboratorium nie było żadnych otwartych okien, więc skierował się z powrotem w stronę schodów, planując wyjść na zewnątrz z pokoju Bruce'a. — Życz mi szczęścia.

Bruce przełknął ślinę.

— Powodzenia.

Peter uśmiechnął się do niego, a potem wybiegł z laboratorium, zanim zdecydował się tego nie robić.