Rozdział 9
Harry zastanawiał się, jak przekonać Snape'a, żeby pozwolił mu zostać w lochach. Nie chciał wracać do wieży. Tam zaraz zacząłby myśleć nad tym, co się stało.
– Mógłbyś przestać w końcu, wpatrywać się we mnie tak intensywnie? – odezwał się nagle Mistrz Eliksirów.
– Przepraszam. – Harry zarumienił się mocno. Podciągnął kolana pod brodę i ukrył w nich twarz.
Mężczyzna westchnął tylko, pocierając palcami nasadę nosa.
– Zachowujesz się jak pensjonarka – skomentował.
Harry poderwał głowę w górę, patrząc na niego z niedowierzaniem. Czy Snape naprawdę porównał go teraz do jakiejś nieśmiałej dziewczynki? Popatrzył na niego oburzony, ale to wywołało tylko niespodziane uniesienie kącika ust starszego czarodzieja. Harry w życiu nie widział, żeby profesor kiedykolwiek się uśmiechał, nawet w tak minimalnym stopniu. Bo to niezaprzeczalnie był uśmiech. Albo przynajmniej jego namiastka.
– Znowu się gapisz.
– Pan się uśmiechnął? – spytał Harry. Musiał być pewien, że się nie przewidział.
– Bzdura! – odparł stanowczo. – Okulary ci zaparowały.
Harry uśmiechnął się tylko lekko. Ewidentne zakłopotanie Snape'a było całkiem zabawnym widokiem. Wątpił, żeby ktokolwiek miał okazję, podziwiać ten niemal niewidoczny róż na jego bladych policzkach.
– Był pan kiedyś opalony? – spytał nagle Harry, zanim zdołał się powtrzymać.
Mistrz Eliksirów popatrzył na niego w tak zaskoczonym wyrazem twarzy, że Harry niemal się roześmiał. Wolał jednak nie ryzykować przypadkowego rozzłoszczenia mężczyzny.
– To było chyba najgłupsze pytanie, jakie kiedykolwiek zadałeś – powiedział w końcu. – Naprawdę nie rozumiem, po co chciałbyś wiedzieć coś takiego. Tak samo jak nie zrozumiem jak działa twój umysł.
– Nie musi pan – mruknął Harry. – To tylko zwykła ciekawość. Zawsze jest pan taki blady.
– Przypomnę ci, że przy warzeniu eliksirów nie ma możliwości się opalać.
– Nie ma eliksirów, które można warzyć na zewnątrz?
– Twoje nagłe zainteresowanie eliksirami, wydaje mi się być podejrzane.
Harry otworzył usta, chcąc coś odpowiedzieć, ale zwyczajnie zabrakło mu słów. Co miałby powiedzieć? Że próbuje poznać nieco lepiej mężczyznę, którym się zauroczył. Prędzej wypije jakieś paskudztwo, niż się do tego przyzna.
Doskonale wiedział, że Snape nie był kimś, kto się uzewnętrznia przed innymi. Czarodziej był bardzo tajemniczym mężczyzną. Harry wiedział o nim jedynie, że znał jego rodziców, był szpiegiem w szeregach śmierciożerców, a eliksiry były jego pasją. To nie było zbyt wiele i Harry nie wiedział, jak mógłby dowiedzieć się czegoś więcej.
Momentem rozważał rozmowę z Remusem, ale obawiał się, że wilkołak zrobi się zbyt podejrzliwy. Złoty Chłopiec nie chciał ponownie znaleźć się pod ostrzałem spojrzeń i pytań. To za bardzo go stresowało. Wystarczało mu, że od czasu rozmowy z przyjaciółmi Hermiona przyglądała mu się podejrzliwie. Ron przekonywał go, że dziewczyna martwi się o niego, ale Harry nie czuł się przekonany tym argumentem. Znał ją od kilku lat i obaj dobrze wiedzieli, jaki ma charakter.
Hermiona Granger była jedną z tych osób, które musiały wszystko wiedzieć i mieć rację. A jeśli jej nie miały, dążyły do znalezienia kogoś, kto potwierdzi ich teorię, czy rację. Harry nieraz zastanawiał się, dlaczego dziewczyna zachowywała się w ten sposób. Wolał jednak nie wkładać kija w mrowisko i nie pytał.
Nie powiedział jej, że próbował popełnić samobójstwo. O tym nadal wiedzieli tylko Snape i Ron. Jego przyjaciel był szczerze przerażony tym, co próbował zrobić i starał się spędzać z nim nieco więcej czasu. Harry doceniał to, ale bywały momenty, kiedy towarzystwo Rona mu ciążyło. Zdobył się na odwagę i porozmawiał z nim przed Wielkanocą.
– Czyli towarzystwo innych jest dla ciebie kłopotliwe? – spytał najmłodszy z braci Weasley, kiedy siedzący obok niego przyjaciel, powiedział mu, w czym rzecz. Harry starał się być z nim szczery.
– To rodzaj choroby, Ron – powiedział. – Wiem, że czarodzieje zazwyczaj nie zmagają się z takimi problemami, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem.
– Hermiona pewnie wiedziałaby coś na ten temat.
– Nie wątpię, ale nie chcę z nią o tym rozmawiać – westchnął Złoty Chłopiec. – I to nie jest tak, że ludzie są dla mnie kłopotliwi. Nie w taki sposób, w jaki myślisz. Nie za bardzo wiem, jak to wytłumaczyć.
– Spróbuj. Jesteśmy przyjaciółmi. Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć.
– Nawet jeśli się pokłócimy? – spytał Harry.
Ron zarumienił się lekko.
– Tak wiem. Rok temu zachowałem się jak dupek – przyznał.
Chłopiec, Który Przeżył, pokiwał głową.
– To musi być trudne być najmłodszym z braci – powiedział nagle, a rudzielec spojrzał zaskoczony. – Pamiętasz, co mi powiedziałeś, kiedy poznaliśmy się w pociągu?
– Rozmawialiśmy o różnych rzeczach.
– Powiedziałeś mi wtedy, że masz szaty, różdżkę i zwierzaka po braciach. Pomyślałem wtedy, że w końcu spotkałem kogoś, kto mnie rozumie. Dopóki nie poszedłem do Hogwartu, nie miałem niczego nowego. Wszystkie moje rzeczy były po kuzynie. Sam doskonale wiesz, w jakim były stanie.
– Topiłeś się w nich – zauważył Ron i uśmiechnął się lekko. Harry odwzajemnił uśmiech.
– Nadal je noszę.
– Dlaczego nie kupisz sobie nowych rzeczy? – spytał Ron. – Masz przecież pieniądze – dodał z lekką zazdrością w głosie.
– Tak. Mam. Ale nie mogę tego powiedzieć ciotce. Zrobiliby wszystko, żeby się do nich dobrać. Nawet nie wiesz, ile razy słyszałem, że jestem darmozjadem i mieszkam u nich tylko dlatego, że mają dobre serca.
Ron prychnął, słysząc to.
– Jak więc widzisz, pieniądze nie są wszystkim. Rozumiem jednak twoją zazdrość. Sam przecież nie raz patrzyłem z zazdrością, jak inne dzieciaki dostają od rodziców pieniądze na kino, czekoladę, czy cokolwiek innego.
– Przepraszam – powtórzył Ron. – Byłem głupi. Byłem pewien, że lubisz swoją sławę. Ja zawsze żyłem w cieniu swoich braci i chciałem, żeby ktoś mnie zauważył i docenił.
– Ja to rozumiem Ron. Naprawdę – zapewnił go Harry. – Przyznaję, że z początku ucieszyłem się, że nagle jestem w centrum uwagi. Nigdy nikt się mną nie interesował. Szybko jednak zrozumiałem, że sława, to tak naprawdę nic dobrego. Wszyscy wtedy myślą, że cię znają i widzą to, co chcą wiedzieć. Nikt nie chce cię znać dla ciebie samego.
Ron pokiwał głową. Kiedy zobaczył, jak na turnieju Harry musiał się zmierzyć ze smokiem i walczyć o życie, zrozumiał, jaki był głupi, odwracając się od przyjaciela. A wszystko z powodu głupiej, dziecięcej zazdrości.
Zanim spotkał Harry'ego, był pewien, że Chłopiec, Który Przeżył, pławi się przez całe życie w luksusie i wykorzystuje swój status. Tymczasem Harry Potter okazał się nieśmiałym i cichym chłopcem, który był w jakiś sposób podobny do niego. Też chodził w ubraniach po innych i nie miał nowych rzeczy. Nie miał też niestety nikogo, kto zadbałby o niego, przytulił, czy spytał o jego samopoczucie.
– Zawsze zastanawiałem się, jak to jest mieć obok siebie kogoś, kto cię kocha – powiedział nagle Harry. Ron popatrzył na niego uważnie. – Nie wiem, czy sam potrafię kochać – wyznał.
– Ale podobała ci się Cho.
– Na początku tak myślałem. Ale potem zrozumiałem, że po prostu ją lubię, jak koleżankę. Uważam ją za świetną szukającą, ale nic poza tym. Nawet z nią nie rozmawiałem jakoś dużo.
– Randki są po to, żeby się poznać, stary. Wiem, że wolisz czarodziejów, ale może spotkasz w końcu jakiegoś fajnego – zauważył Ron.
– Nie nadaję się na randki. Musiałbym się chyba umawiać z mugolami, żeby zachować anonimowość – przyznał.
– Nie ma w tym nic złego. W szkole jest mała uczniów, którzy są pół na pół.
– Wiem. Ale chodzi o całość sytuacji. Nie wiem, czy potrafiłbym się zaangażować. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mogę nie dożyć dorosłości.
– Przestań. Wszystko będzie dobrze. Pokonasz Sam-Wiesz-Kogo i będziemy wolni.
Harry westchnął i ukrył twarz w dłoniach. Jak on miał powiedzieć swojemu najlepszemu przyjacielowi, że nie chce walczyć? Że nie ma zamiaru zostać mordercą.
– Posłuchaj Ron. Ja… Nie chcę być mordercą – powiedział w końcu.
– Przecież nie będziesz.
– Nie rozumiesz. Ja nie chcę nikogo zabijać. Nawet Voldemorta – powiedział Harry.
Ron popatrzył na niego niepewnie. Zaskoczenie było doskonale widoczne w jego oczach.
– Ale jeśli tego nie zrobisz, to nikt tego nie zrobi – powiedział ostrożnie.
– Nie rozumiesz – westchnął Harry. – Zrobiłem to właśnie dlatego – dodał, pocierając swój nadgarstek z opatrunkiem. – Chciałbyś żyć ze świadomością, że będziesz musiał kogoś zabić? Wiedzieć, że wokół ciebie są dorośli, wykształceni czarodzieje, a zrzucają wszystko na barki dzieciaka, który jeszcze chodzi do szkoły? Ron. Gdyby teraz doszło do konfrontacji, byłbym martwy w kilka sekund. No, chyba że chcesz, żebym zginął.
– Nie wygaduj takich rzeczy! – Ron był autentycznie oburzony. Objął mocno Harry'ego i przytulił. – Nie zginiesz. Rozumiesz? Wszyscy przeżyjemy. Będziemy potem spotykać się we dwóch przy piwie. Ja będę marudził na kolejną dziewczynę po nieudanej randce, a ty na facetów.
Harry zaśmiał się cicho, słysząc to. Nikt nie miał tak nieprzemyślanych tekstów, jak Ron. Właśnie za to go lubił. Potrafił często rozładować każde napięcie.
– Tak. Pewnie tak będzie – przyznał.
Usiedli na murku przy bramie szkoły.
– Czyli sprawa jest skomplikowana – odezwał się Ron. Harry pokiwał głową. – Też nie chciałbym zostać nastoletnim mordercą.
Złoty Chłopiec uśmiechnął się lekko. Cieszył się, że najmłodszy Weasley dorósł na tyle, żeby wyzbyć się swojej głupiej zazdrości. W końcu zrozumiał, że sława Harry'ego nie była tak naprawdę niczym dobrym. Stawiało go to pod ciągłym ostrzałem ze strony innych, stawał się niewybrednym tematem dla artykułów w prasie, wytykano go palcami i nigdzie nie mógł się pojawić nierozpoznany.
– Nie zostawię cię, stary – zapewnił go Ron, a Harry naprawdę chciał mu w to uwierzyć.
Tak samo, jak chciał wierzyć Snape'owi. I chyba jemu, jako jedynemu wierzył bardziej niż innym.
Mistrz Eliksirów nie okłamywał go. Może nie mówił mu wszystkiego, ale nie okłamywał. A przynajmniej Harry miał taką nadzieję.
– Mówiłem, że chciałbym zostać Mistrzem Eliksirów – przypomniał mu Harry. – Czy to byłoby złe? – spytał, spoglądając na swojego profesora uważnie.
– Możemy wrócić do tematu, jak przestaniesz wysadzać kociołki, a twoje eliksiry w końcu będą na odpowiednim poziomie – odparł Severus.
Harry zagryzł lekko dolną wargę.
– Może mógłby mnie pan podszkolić? – spytał ostrożnie.
– Niby, kiedy miałbym to zrobić? O ile mnie pamięć nie myli, to przerabiam z tobą warzenie podstawowych eliksirów, kiedy wracasz z terapii – przypomniał mu.
– Tak, ale myślałem o czymś trudniejszym. I nie wysadziłem ostatnio żadnego kociołka – zauważył Złoty Chłopiec. – A gdybym został w lochach na święta? – zaryzykował.
Mistrz Eliksirów niemal zachłysnął się po wzięciu łyka ze szklanki.
– Mam nadzieję, że to nie jest próba inwazji na moją osobę – syknął po chwili.
– Oczywiście, że nie! – zapewnił go chłopiec. – Ja… Po prostu… – zaczął niepewnie.
– Wyduś to w końcu z siebie.
– Boję się zostać sam!
Severus Snape rzadko bywał zaskoczony, ale w ostatnim czasie Potter zaskakiwał go dość często. I nie był tym faktem ani trochę zachwycony. Biorąc jednak pod uwagę, co spotkało chłopaka, mógł zrozumieć, dlaczego nie chciał zostać sam.
– Boisz się, że coś sobie zrobisz?
Harry powoli pokiwał głową.
– Boję się, że znowu będzie mnie to kusić.
Severus westchnął. Naprawdę nie miał ochoty dzielić swoich prywatnych komnat z nastolatkiem, ale z drugiej strony chciał mu pomóc. Harry potrzebował odpowiedniego nadzoru i musiał być pewien, że ten zapchlony kundel Black nie zniszczył wszystkiego, co wypracowali z chłopakiem.
Starszy czarodziej wiedział, że Złoty Chłopiec zaczął szczerze rozmawiać z Ronaldem Weasleyem. Rozmowa z Granger nie przyniosła większych rezultatów, bo panna Wiem To Wszystko nadal ślepo wpatrywała się w Dumbledore'a. Nadal przekonywała chłopaka, że powinien porozmawiać z dyrektorem, ale jak rozmawiać z kimś, kto tej rozmowy nie chce? Ktoś musiał pilnować chłopaka i ta niewdzięczna rola najwyraźniej przypadła mu w momencie, gdy znalazł chłopaka na granicy śmierci.
– Masz nie wchodzić do mojej sypialni – zastrzegł od razu. Harry popatrzył na niego i nagle uśmiechnął się szeroko. Severus poczuł się dziwnie, widząc szczęście na jego twarzy. Zdawał się naprawdę zadowolony z faktu, że nietoperz z lochów pozwolił mu w nich zostać.
– Dziękuję – powiedział Harry. Nie miał nic przeciwko temu, żeby spać na kanapie. W sumie to było już takie jego stałe miejsce w salonie Mistrza Eliksirów.
Wieczorem leżąc w łóżku, Severus zastanawiał się, czy nie popełnił jednak błędu, zgadzając się na pobyt Pottera w swoich kwaterach. Niby wszyscy Ślizgoni wyjechali do domów i nikt nie miał okazji zauważyć jego obecności, ale jakieś ryzyko zawsze istniało. Na Wielkanoc w zamku zostało tylko kilkoro uczniów z innych domów i wątpił, żeby mieli chęć schodzić do lochów. Harry sam zresztą przyznał, że poza biblioteką nie ma w planach chodzić nigdzie indziej. Co najwyżej na jakiś spacer po błoniach.
A teraz bachor spał sobie w najlepsze na jego kanapie, zawinięty w koce, jakby nigdy nic.
Severus nadal doskonale pamiętał, jak kilka miesięcy wcześniej walczył w nocy o życie chłopaka. Musiał wtedy ogrzać go własnym ciałem, żeby nie doszło do szoku spowodowanego przez nagły czar ogrzewający. Pamiętał ciało Harry'ego przyciśnięte mocno do jego. Drobne i w tamtej chwili tak kruche. Przez tę jedną, krótką chwilę chciał chronić go przed wszystkim, co złe. Zganił sam siebie za te myśli.
Chłopak był jego uczniem i żadne dziwne uczucia nie miały prawa wchodzić w grę. Nawet jeśli sam czuł, że powinien go ochraniać.
To była najbardziej niedorzeczna myśl, jaka przyszła mu do głowy od lat. Nigdy nie chciał nikogo chronić w taki sposób. Poza tym chłopak nigdy nie zainteresowałby się kimś, kto był dwadzieścia lat starszy od niego. Już nie wspominając o konflikcie z jego ojcem i ojcem chrzestnym.
Niemalże zazgrzytał zębami na wspomnienie Blacka. Widział całe zajście w umyśle Harry'ego i miał ochotę rzucić na Blacka wszystkie najpaskudniejsze klątwy, jakie tylko znał. Zaciskał pięści, przypominając sobie dłonie tego kundla na ciele chłopaka. I miał ochotę pochwalić Złotego Chłopca za tak celny cios w jego klejnoty. Coś takiego kusiło go od lat, a tymczasem chłopak nieświadomie go wyręczył. Wolałby jednak, żeby okoliczności całego zdarzenia były inne.
Potter naprawdę znalazł się w sytuacji, której nikt by mu nie pozazdrościł. Ten chłopak naprawdę nie miał łatwego życia i rozumiał coraz lepiej, dlaczego w końcu się załamał. I dlaczego nie ufał nikomu.
,,,
Następnego ranka, kiedy Severus wstał, nie zastał chłopaka w salonie. Koce były równo poskładane na brzegu kanapy razem z poduszką, ale jego tymczasowego współlokatora nigdzie nie było widać. Poczuł za to zapach smażonego bekonu, dochodzący z jego prywatnej kuchni. Od razu skierował tam swoje kroki i zajrzał do środka, po czym uniósł brwi zaskoczony.
Złoty Chłopiec najspokojniej w świecie stał przy patelni i najwyraźniej przygotowywał śniadanie, zamiast po prostu wezwać któregoś z domowych skrzatów. Severus oparł się o framugę i przyjrzał się chłopakowi.
Miał na sobie oczywiście jedną z tych swoich dużo za dużych koszulek i stare jeansy. Koszulka była na niego tak duża, że zsuwała się z jego z ramion.
– Naprawdę powinieneś sobie kupić jakieś bardziej dopasowane ubrania – odezwał się Mistrz Eliksirów.
Harry podskoczył w miejscu.
– Przestraszył mnie pan – powiedział, spoglądając na starszego czarodzieja. – Omal nie wypuściłem patelni z ręki.
– Czemu nie wezwałeś skrzata, skoro jesteś głodny?
– Gotowanie mnie uspokaja – powiedział zgodnie z prawdą. – Poza tym zawsze gotowałem dla krewnych i przyzwyczaiłem się do tego. Jeśli ma pan coś przeciwko to przepraszam.
Starszy czarodziej machnął tylko ręką. W zasadzie nie miał nic przeciwko. Był jedynie zaskoczony, że chłopak, umiejąc gotować, miał problemy na eliksirach. Chwilę później usiadł przy stole z kubkiem kawy w rękach.
– Jak rozumiem, Petunia nauczyła cię gotować – odezwał się. – Mogła przy okazji kupić ci jakieś porządne ubrania – skomentował.
– Ciotka nigdy nie wyda na mnie pieniędzy, jeśli absolutnie nie musi tego robić. Uważa, że spokojnie mogę nosić rzeczy po Dudleyu. Zresztą przywykłem do tego.
– Wyglądasz śmiesznie w tych ciuchach. Jakbyś się w nich topił. Już nie wspominając o tym, że są bardzo zniszczone i aż prosi się, żeby ci wymienić całą garderobę.
– Nie prosiłem pana o komentarz na temat mojego sposobu ubierania się – powiedział kwaśno Harry.
– To nie jest komentarz, tylko stwierdzenie oczywistego faktu.
– Nie chcę nowych ubrań.
– Dlaczego nie? – spytał starszy czarodziej. Nie miał pojęcia, czemu chłopak czuje taką awersję do tego pomysłu.
– Będę się czuł zbyt odsłonięty – przyznał po chwili Harry.
Severus zastanowił się nad tym, co usłyszał. Czyli Złoty Chłopiec traktował swoje za duże ubrania, jak pewnego rodzaju zbroję, w której się chował. Najwyraźniej tak bardzo przywykł do tego przez lata, że teraz bał się cokolwiek zmieniać. Faktem było, że szkolne szaty były dość obszerne i dzięki temu nosił je bez problemu.
– Nie możesz całe życie chodzić w takich szmatach – powiedział Snape stanowczo. – Jeśli planujesz zostać Mistrzem Eliksirów, to nieodpowiedni strój uwłacza tej profesji.
– Co niby mają do tego ciuchy? – spytał Harry. Zupełnie nie potrafił zrozumieć, do czego profesor zmierza.
– Nie wydaje mi się, żeby przy warzeniu eliksirów, rozsądnym było mieć na sobie za dużo materiału. Wystarczy, że zanurzysz rękaw w kociołku, a już może wszystko wybuchnąć, albo spalić materiał. Wiele nie potrzeba do katastrofy. Więc nawet nie myśl, że wejdziesz do mojego laboratorium w czyś takim.
– Ostatnio nie było problemu – prychnął chłopiec.
– Ostatnio to miałeś na sobie bluzę, którą ci zmniejszyłem. Więc nie dyskutuj ze mną. Poszukam czegoś dla ciebie i ani się waż protestować. Nie mam ani czasu, ani ochoty na twoje dziecinne fochy.
– Nie jestem dzieckiem – zaprotestował od razu.
Severus niemal się uśmiechnął. Każdy nastolatek miał się za dorosłego, a tak naprawdę o dorosłości nie miał zielonego pojęcia. Potter mógł być jednym z nielicznych, którzy nie mieli dzieciństwa i musieli dorosnąć zbyt szybko, ale formalnie nadal był nieletni i w dodatku niesamowicie zaniedbany.
Śniadanie zjedli, nie odzywając się do siebie. Harry siedział naburmuszony po usłyszeniu wszystkich komentarzy profesora. Ten z kolei zdołał potem znaleźć w swojej szafie parę ciemnych jeansów i czarny golf, który zaklęciem dopasował do rozmiarów Harry'ego. Podał mu je, a potem kazał się przebrać.
– I jak? – spytał chłopiec, kiedy wyszedł z łazienki. – Lepiej? – burknął.
Mistrz Eliksirów zmierzył go wzrokiem. Oczywiście, że było lepiej. Albo może i nawet za dobrze. Drobna sylwetka została ładnie podkreślona przez dopasowane ubrania. Potter na pewno nie miał i nigdy nie będzie miał wymiaru swoich kolegów, ale to może tylko zadziałać na jego korzyść.
– Zdecydowanie lepiej. W końcu nie wyglądasz jak kloszard – skomentował mężczyzna. Zaczął się zastanawiać, czy jednak nie popełnił kolejnego błędu, wystawiając sam siebie na taką pokusę.
