Rozdział 10

Bruce siedział sam w prywatnym laboratorium Tony'ego, wsłuchując się w oddech Petera.

Na razie zrobił tyle, ile mógł. JARVIS wykonał już model budynku Oscorp, wykorzystując wszystkie dostępne dane. Fury używał sprzętu Tony'ego do transmisji ze Steve'em i Natashą, więc skorzystał również z tego połączenia, ale nie było jeszcze nic wartego podsłuchania. Sam Tony był przesłuchiwany przez NSA. Kanały z wiadomościami nie miały żadnych odpowiedzi w sprawie eksplozji. Hammer nie zamieścił żadnych nowych informacji. Bruce mógł tylko czekać.

To było prawie nie do zniesienia. Oparł się na złożonych rękach i starał się nie spekulować na temat tego, co czekało jego przyjaciół, i równie mocno nie myśleć o reszcie wydarzeń tej nocy. Choć to było głupie, wierzył, że pod koniec odliczania JARVISA nastąpi wybuch. Był przygotowany na wezwanie swojej drugiego faceta i czuł, że ten chętnie odpowiada. W następstwie chodził w jego umyśle w tę i z powrotem, zły że odmówiono mu wyjścia. Chciał się wydostać i to była tylko kwestia czasu, kiedy to się stanie.

Bruce zaczął myśleć o Steve'ie, co mogło nie być dobrym pomysłem. Próbował wyobrazić sobie, skąd brała się ta siła, że był w stanie walczyć z najgłębszymi instynktami. To z pewnością nie było coś, co mógłby odtworzyć. Potem pomyślał o tym, co powiedziała Natasha. Może po prostu musisz wyrzucić to z siebie. Próbował sobie wyobrazić, czego by to wymagało, ile zniszczeń należałoby dokonać, aby jego gniew został wyczerpany. Nie było to coś, na co był gotowy i co jego sumienie mogło znieść i to sprawiało, że był niespokojny.

Bruce zamknął oczy i próbował oczyścić umysł. Wsłuchiwał się w oddech Petera, który rozbrzmiewał między jego ustami a maską. Zaczął wychwytywać jego podekscytowanie, które za każdym razem odczuwał Peter, kiedy puszczał jedno pasmo pajęczyny i wypuszczał drugie. W jego umyśle pojawił się obraz Petera. Jego długie ciało, będące niebiesko-czerwoną plamą poruszającą się bez wysiłku między budynkami Manhattanu. Peter wyglądał na tak swobodnego, jakby prawa grawitacji się go nie trzymały. Był piękny, zwinny i doskonale panował nad swoim ciałem. W przeciwieństwie do niektórych ludzi…

Bruce zmarszczył brwi, nakazując sobie skupienie się na oddechu, ale nawet ten uroczy, płytszy oddech, gdy wsłuchiwał się w niego, zaczął coraz mocniej wciągać Bruce'a, aż jedyne o czym mógł myśleć, to Peter w jego ramionach, dyszący, sapiący i jęczący w ekstazie. O tym jak bardzo chciał dać Peterowi wszystko i jak był zły na siebie, że nie może…

— Przestań — warknął Bruce, napierając twarzą na ramię, czując nacisk na oczy. — Skup się. Oddychaj.

— Bruce? – Maska tłumiła głos Petera. — Nic ci nie jest?

Bruce miał dość ludzi, którzy go o to pytali. Nie czuł się dobrze.

— Nic mi nie jest – powiedział. — Gdzie jesteś?

— Już prawie na miejscu. Wygląda na to, że faceci w czerni już zajęli pozycje. Jest również trochę radiowozów. Nie widzę jeszcze wozów telewizyjnych.

Bruce kazał JARVISOWI sprawdzić różne stacje telewizyjne. Nie dostrzegł, by któraś z nich mówiła o Oscorp.

— Lepiej się pośpiesz. Jeśli nie jest to pułapka Hammera, to masz mało czasu, by móc go zaskoczyć.

— Już się za to zabieram.

Peter wziął ostry, gwałtowny oddech i Bruce bez problemu wyobraził go sobie, zeskakującego z krawędzi dachu, wystrzeliwującego pajęczynę w dal. Kilka minut później Peter powiedział:

— Dobra, jestem tuż pod dachem. Muszę usunąć wszystkie kamery i zneutralizować strażników.

Bruce przełknął nerwowo.

— Bądź ostrożny.

Musiał pochwalić Petera. Szybko zajął się zabezpieczeniami na dachu Oscorp. Po odłączeniu działających kamer, bez większego zamieszania znokautował obu ochroniarzy.

— Okej — odezwał się ponownie Peter. — Jestem na dachu.

— Czy widzisz panel dostępu? — zapytał Bruce, przywołując schemat, który JARVIS dla niego stworzył.

— Tak, myślę, że to jest to. – Dźwięk metalu w słuchawce. — Podłączam telefon. Wiesz, że po po wszystkim ten telefon ma działać. To był prezent.

— Nic mu nie będzie — odpowiedział Bruce. W końcu na jego komputerze pojawiło się w okno pokazujące postęp przesyłania. — JARVIS, jak to wygląda? — zapytał. — Czy ochrona coś zauważyła?

— Nie wydaje się, doktorze Banner — poinformował posłusznie JARVIS, a gdy pasek postępu pokazał sto procent, przesyłanie wirusa zostało zakończone. System bezpieczeństwa siedziby Oscorp był na ich łasce.

Bruce uśmiechnął się wbrew sobie.

— Miej ich na oku. Słyszałeś to, Peter? Wirus działa.

— Widzisz coś?

Stopniowo hologram budynku Oscorp zaczął się zmieniać. JARVIS wykorzystał obraz z każdej kamery bezpieczeństwa, aby poprawić topografię wnętrza zapewniając coraz bardziej szczegółowy widok. Bruce wykonał kilka niepotrzebnych gestów, podczas których udało mu się jedynie obrócić obraz, zanim zorientował się, jak skutecznie eksplorować i zmieniać piętra.

— Tak, wiedzę prawie wszystko — powiedział, chociaż nie był jeszcze pewien, czy powinien całkowicie się zrelaksować. Potrząsnął głową. — Tony, naprawdę jesteś geniuszem.

— Jestem pewien, że ucieszy się, kiedy mu to powiesz — stwierdził JARVIS z nutką sarkazmu.

Pojawiło się kolejne okno, odbierające odczyt audio ze słuchawki Steve'a.

— Proszę pana — raportował dyrektorowi Fury'emu. — Razem z Wdową przybyliśmy na miejsce zdarzenia. Zaraz przeprowadzimy odprawę z Sitwellem.

— Przyjąłem — odparł Fury.

Bruce upewnił się, że odpowiednie kanały zostały wyciszone i wydzielone, zanim zwrócił się do Petera.

— Steve i Natasha już tam są — powiedział. — Wygląda na to, że obwód jest niemal zabezpieczony.

— Jakieś oznaki Hammera?

Bruce powiększył obszar sześćdziesiątego drugiego piętra. Pojawiło się kolejne okno, pokazujące obraz na żywo z kamery. Jego skóra piekła, gdy patrzył, jak Justin Hammer i około ośmiu mężczyzn śmieje się i żartuje oglądając materiał filmowy przedstawiający eksplozję mieszkania.

— Hammer jest na sześćdziesiątym drugim piętrze. Zakładam, że mężczyźni, którzy są z nim, to ci sami, którzy cię zaatakowali. Nie wygląda na to, że spodziewają się towarzystwa.

— Dobrze, w takim razie…

— Nie, czekaj. — Bruce wywołał obraz z kamery z holu budynku, ale wyglądało na to, że Steve i TARCZA nie wykonali jeszcze ruchu. — Chcę, żebyś zaczekał na Steve'a. Jeśli nie jest to żadna pułapka, to nie ma żadnego powodu, abyś się angażował.

— Wiesz, że mam powód — powiedział Peter.

— Tak, ale… - Bruce potarł twarz. — Poczekaj chwilę, dobrze? Chcę zobaczyć, co zrobi Steve. Sam tam nie wejdziesz, by zmierzyć się z tuzinem najemników.

Peter westchnął głęboko.

— Okej. W porządku. Poczekam.

— Śledzę twój telefon przez GPS — ostrzegł go Bruce.

— Wiem, rany. Poczekam, okej?

Bruce odprężył się na swoim krześle. Na ekranie po jego lewej stronie przewijał się tekst przypisany do kanału audio Steve'a. Dyskutowali o tym, ilu agentów Fury'ego powinni ze sobą zabrać. Po kilku chwilach ciszy Peter odchrząknął.

— Hej, ta linia jest bezpieczna?

Bruce zmarszczył brwi.

— Dostęp do niej mamy tylko ja, ty i JARVIS.

Nastąpiła kolejna chwila ciszy, która niepokoiła Bruce'a. W końcu Peter wyznał:

— Powiedziałem o nas cioci May.

Bruce patrzył prosto przed siebie. Natasza pytała o strategie wyjścia.

— Jak dużo?

— Um, wszystko. Prawie. — Peter musiał bawić się swoją maską, ponieważ Bruce usłyszał, jak materiał ociera się o słuchawkę. — Przepraszam. Powinienem był najpierw uzgodnić to z tobą.

— Jest twoją rodziną, Peter — powiedział Bruce. — To, co jej powiesz, zależy tylko od twojej decyzji. — Jego nerwy były już tak napięte, że prawie nie zauważył, że stał się jeszcze bardziej nerwowy. — Jak to zniosła?

— Jest… cóż… jak sądzę jest szczęśliwa, że porozmawialiśmy. Niezbyt szczęśliwa z powodu, no wiesz. Różnicy wieku. – Peter zakaszlał. – Powiedziała, że potrzebuje trochę czasu, żeby to zrozumieć.

— Zrozumiałe. — Bruce czuł się winny, że chciał zakończyć ten temat, ale żadnemu z nich nie pomogłoby rozwodzenie się nad tym, gdy czekała ich potencjalna bitwa. — Chcę ją poznać — stwierdził. — Kiedy wszystko się uspokoi.

— Prawdopodobnie będzie na ciebie krzyczeć — ostrzegł Peter z ostrożnością jak i z ulgą.

— Myślę, że sobie z tym poradzę.

— Doktorze Banner — powiedział JARVIS — wydaje się, że kapitan Rogers zbliża się do budynku.

Bruce spojrzał na obraz z kamery w holu i zobaczył, że ochrona Oscorp zaczęła się schodzić, gdy Steve i Natasha maszerowali do wejścia z czterema agentami w garniturach i tuzinem innych w kombinezonach bojowych.

— W końcu Furry musiał zdecydować się na kilku ludzi będących w gotowości — mruknął Bruce, patrząc, jak Steve puka do drzwi.

Bruce był pewien, że gdyby rozdzielczość była lepsza, to byłby w stanie zobaczyć, jak portier Oscorp poci się w swoim uniformie.

— Będę potrzebować jakiegoś dowodu tożsamości — powiedział mężczyzna. — I nakaz, jak sądzę.

— Wiesz, kim jesteśmy — powiedział Steve. — Ci ludzie tutaj wyjaśnią ci sytuację, ale na razie musisz jedynie odsunąć się na bok i pozwolić nam pracować.

Gdy kłócili się o prawa wynikające z konstytucji, na ekranie Bruce'a pojawiło się ostrzeżenie.

— Jeden z ochroniarzy próbuje skontaktować się z sześćdziesiątym drugim piętrem — poinformował JARVIS.

Bruce przełączył kamery i zobaczył łysego mężczyznę w mundurze z telefonem przy uchu.

— Czy możesz temu zapobiec?

— Już to zrobiłem, doktorze Banner.

Mężczyzna skrzywił się patrząc na telefon i potrząsając nim. Bruce uśmiechnął się.

— A co z drzwiami ochrony? Czy możesz je otworzyć?

— Nie byłby to dobry wirus, gdybym nie mógł tego zrobić, doktorze Banner — powiedział JARVIS i ku zaskoczeniu ochroniarzy Oscorp, szklane drzwi rozsunęły się.

— Dziękuję za współpracę — powiedziała Natasha, wślizgując się do środka i kierując się wprost do biurka.

— Czekaj, nie możesz… — Zaczął mówić ochroniarz, ale wtedy Steve i reszta mężczyzn już zaczęli wchodzić do środka.

Steve rozkazał dwóm agentom pilnować wejścia, podczas gdy mężczyźni w garniturach, zaczęli rozmawiać ze strażnikami i przedstawiać im sytuację, zatrzymując ich.

Łysy mężczyzna nadal siedział za biurkiem ochrony, kiedy dołączyła do niego Natasha. Bruce usiadł wygodniej, obserwując jak wielką uwagę jej poświęcał. Wyglądał na spiętego, a jego ręka przesuwała się pod biurkiem. Bruce'owi nie podobało się to napięcie. Chociaż był do tego niechętny, uruchomił łącze, by móc z nią porozmawiać przez jej słuchawkę.

— Agentko Romanoff — powiedział prędko — mężczyzna na godzinie dziewiątej od pani to jeden z ludzi Hammera.

Niemal zbyt szybko, by kamera pomogła to zarejestrować, poruszyła się. W ciągu kilku sekund Natasha uderzyła twarzą mężczyzny o blat biurka, wykręcając mu rękę za plecami. Agenci w mundurach podbiegli do nich. Jeden z nich odkrył, że mężczyzna sięgał po cichy alarm. Kiedy zabezpieczyli jego i pozostałych ochroniarzy, Natasha przyłożyła dłoń do ucha.

— Jeśli byś tu przyjechał, to mógłbyś mi to powiedzieć osobiście — stwierdziła.

— Wierz mi, nie chcesz mnie tam – powiedział Bruce. — I tak jestem tutaj bardziej przydatny. - Po tym, jak się ujawnił, mógł podać im wszystkie informacje. — Hammer jest na sześćdziesiątym drugim piętrze z kilkunastoma ludźmi. Są dobrze uzbrojeni, ale nie wygląda na to, żeby was oczekiwali. Będę ich pilnował.

— Banner — powiedział gniewnie Fury. — Czy podłączyłeś się do mojego bezpiecznego łącza komunikacyjnego?

— Cóż — powiedział Peter na drugim łączu — z pewnością dość szybko szydło wyszło z worka.

Bruce otarł usta.

— Wyjaśnię później, proszę pana — powiedział. — Ale teraz obserwuję Hammera. Jeśli teraz ruszycie, to powinniście być w stanie go zaskoczyć.

— Przyjęłam — oznajmiła Natasha, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować. — Dyrektorze Fury, odsyłam teraz ochroniarzy. Agent Baker pójdzie razem z nimi wraz z eskortą. Razem z kapitanem pojedziemy windą na sześćdziesiąte pierwsze piętra, a potem skierujemy się na wschodnią klatkę schodową. Czy mamy zgodę na zlikwidowanie wszystkich celów z wyjątkiem Hammera?

— Brak zgody — odpowiedział Fury. — Gdziekolwiek jest to możliwe, mają zostać pojmani żywcem. Chcę wiedzieć, kim są ci mężczyźni i skąd pochodzą.

— Przyjęłam.

— Porozmawiamy o tym , doktorze Banner — powiedział Fury, gdy Steve i Natasha weszli do windy z pozostałymi agentami w mundurach.

— Tak, proszę pana — odpowiedział Bruce, ale obserwował Steve'a.

Kiedy wszyscy znaleźli się w windzie, Rogers spojrzał w kamerę z nieodgadnionym wyrazem twarzy i przyłożył dłoń do ucha.

— Gdzie on jest? — zapytał z powagą.

Bruce przełknął ślinę, a jego wzrok padł na ekran monitorujący położenie Petera. Zauważył, że sygnał GPS w telefonie nastolatka dochodził z miejsca kilka pięter poniżej dachu. Zdusił przekleństwo i podłączył audio Petera do drugiej linii.

— Jest tutaj, Steve.

— Cześć, kapitanie — powiedział posłusznie Peter.

Steve opuścił rękę. Nie wyglądał na przekonanego do tego, ale nic więcej nie powiedział. Natasha spojrzała na niego.

— Nie ingerowałam chyba w twoje kompetencje? — zapytała. — To twoja operacja.

— Nie czuję się urażony — odpowiedział. — Zawsze doceniam twój wkład.

Bruce zamknął linię audio i przełączył ją z powrotem na prywatną linię dostępną tylko dla niego i Petera.

— Gdzie do diabła jesteś?

— Schodzę przez kanały wentylacyjne — odpowiedział Peter. — Robiłem to już wcześniej i zanim cokolwiek powiesz, stwierdziłeś, że muszę poczekać, aż Steve będzie w środku. Teraz już jest. Po prostu zbliżam się do miejsca akcji, aby być gotowym, gdyby sprawy potoczyły się źle.

Bruce i tak zaczął protestować, ale potem drzwi za nim otworzyły się i do środka wszedł dyrektor Fury z rękami splecionymi za plecami.

— Będziemy teraz rozmawiać — oświadczył.

Bruce zgarbił się z rezygnacją na krześle.

OoO

Podobna scena miała miejsce po drugiej stronie miasta.

Kiedy generał Ross zbliżył się do mieszkania Osborna, był w pełnym mundurze i z towarzyszącymi mu pięcioma żołnierzami. W końcu poczuł się sobą, z pistoletem służbowym schowanym pod marynarką i piersią ozdobioną licznymi odznaczeniami zdobytymi przez całe życie. Nie tracili czasu, rozbroili odźwiernego i udali się do recepcji.

Dyżurujący szef ochrony rozpoznał go z wcześniejszych wizyt.

— Generale Ross — wyjąkał. — Pan Osborn nie mówił, że się pana spodziewa.

— Idziemy na górę — powiedział Ross, nie zwalniając kroku. — Powiadom go o tym.

Portier sięgnął po telefon, spoglądając na nich przez całą ich wędrówkę do windy. Kiedy byli w środku, Ross zwrócił się do swoich ludzi.

— Osborn będzie miał prywatną ochronę — powiedział. — Najwyżej trzech ludzi. Nie szukamy walki. Zabezpieczyć wejścia, zdobądźcie próbkę. Osborna zostawcie mnie. Zrozumiano?

— Tak, proszę pana — odpowiedzieli.

Ross patrzył, jak zmieniają się numery piętra na wyświetlaczu.

OoO

Hammer częstował się szkocką, gdy ktoś na kanale CNN powiedział:

— Widzimy jakąś aktywność wokół budynku Oscorp. W tej chwili informacje są pobieżne, ale osoby wtajemniczone spekulują, że ma to coś wspólnego z tym zdjęciem, które zostało opublikowane na Twitterze pół godziny temu.

Hammer podniósł wzrok i zobaczył w wiadomościach wieczornych zdjęcie przedstawiające jego sylwetkę uchwyconą od tyłu. Obrócił się na krześle, spoglądając w stronę, skąd musiało zostać zrobione zdjęcie.

— Cholera. — Skoczył na równe nogi i spojrzał na telewizor, który teraz pokazywał obraz radiowozów otaczających budynek Oscorp. — Ten sukinsyn nas sprzedał.

Najemnicy, którzy byli dość miłym towarzyszem na ten wieczór, znów przybrali profesjonalną postawę. Nie potrzebując instrukcji Hammera, zaczęli się przygotowywać, chwytając za broń i sprzęt. Dwóch z nich zepsuło komputery, których używali i podpalili płyty główne. Hammer wypowiedział serię przekleństw, dzwoniąc do Nathana Lemona.

— Nie wracaj tutaj — powiedział, gdy tylko mężczyzna odebrał. — Wieża została otoczona. Zabierz swoich ludzi w miejsce, którego lokalizację podałem ci wcześniej.

— Na pewno nie będziesz potrzebować pomocy w opuszczeniu wieży? — zapytał.

— To może być poza moim zakresem cenowym. — Kłykcie Hammera pobielały, gdy zacisnął dłoń na telefonie. — Wygląda na to, że to mój sponsor mnie wystawił.

— Możesz mnie spłacić później. Zadzwoń, jeśli będziesz potrzebować mojej pomocy.

Rozłączyli się, a Hammer zdjął marynarkę i podwinął rękawy koszuli.

— W porządku — powiedział, chowając telefon do kieszeni kamizelki. Założył wokół piersi kaburę na broń i wepchnął granat do każdej kieszeni spodni. — Strategia wyjścia numer… trzy? Trzecia wydaje się odpowiednia do tego, nie sądzicie?

— Gotowi, kiedy ty będziesz — powiedział najbliżej stojący mężczyzna. Podał mu tarczę Kapitana Ameryki. — Pamiątka?

Hammer oblizał wargi, wsuwając tarczę na lewe ramię. Musiał przyznać, że było to niesamowite uczucie.

— Pamiętajcie, panowie. Strzały tylko w głowę. Nie chcę zniszczyć mundurów.

Jeden z najemników uruchomił alarm przeciwpożarowy. Elektroniczne zamki w drzwiach na klatkę schodową otworzyły się. Na całym piętrze rozbrzmiewały syreny, a światła awaryjne święciły się, wskazując wyjście. Hammer przepuścił przed sobą swoich ludzi i szybko przeszukał laboratorium, aby upewnić się, że nie zostawił po sobie niczego, bez czego nie mógł się obejść. Potem roześmiał się z siebie.

Kiedy dołączył do innych na klatce schodowej, ostatni z nich – Wilson – czekał na niego.

— Wyjście według strategii czwartej, panie Hammer? — zasugerował.

Hammer potrząsnął głową.

— Nikt nie założy mi kajdanek — powiedział. — Nawet w ramach żartu. — W dłoni trzymał pistolet. — Cokolwiek się stanie, nie wrócę do więzienia. Pomożesz mi upewnić się co do tego, prawda?

— Jeśli będę musiał — powiedział i razem z resztą skierowali się schodami do góry.

OoO

— Jasna cholera — burknął Bruce, gdy jego ekran zaświecił na czerwono. — Włączył alarm przeciwpożarowy.

Fury stanął nad jego ramieniem. Nie było to zbyt wygodne ustawienie, ale przynajmniej oznaczało to, że Bruce nie musiał patrzeć Fury'emu w twarz.

— Hammer się porusza — poinformował swoich agentów. — Są przed tobą. Wchodzą na klatkę schodową. — Położył dłoń na oparciu krzesła Bruce'a. Banner pochylił się do przodu, aby uniknąć jakiegokolwiek kontaktu. — Nie możesz zamknąć zdalnie drzwi awaryjnych?

— JARVIS?

— Obawiam się, że protokoły alarmowe są zakodowane zbyt głęboko w systemie, abym mógł je zdalnie nadpisać – powiedział JARVIS. — Windy zostały zatrzymane, a wszystkie wyjścia z wyjątkiem drzwi przeciwpożarowych są otwarte.

— Wyjdziemy na czterdziestym ósmym piętrze — poinformował ich Steve. — Rozdzielimy się pomiędzy dwie klatki schodowe i pójdziemy dalej pieszo.

— Uważaj na siebie, Kapitanie — powiedział Fury. — Mają przy sobie dość poważny arsenał.

— Przyjąłem.

— Jeśli i tak będziesz tutaj na dole — powiedział Bruce, podświetlając piętra sześćdziesiąte pierwsze i sześćdziesiąte trzecie, próbując ponownie odnaleźć Hammera — to równie dobrze Tony mógłby się tym zająć .

— Stark jest zajęty — burknął Fury. — Mam ciebie. — Sięgnął przez ramię Bruce'a i powiększył obszar, który wskazywał GPS Petera. — Jesteś pewny co do tego?

— Oczywiście, że nie. — Bruce ustawił wszystko tak, żeby obraz wieży znajdował się przed nim, lokalizacja Steve po lewej, a Petera po prawej. Pot zbierał się na jego górnej wardze, gdy patrzył, jak powoli zbliżają się do siebie. — Ale nie mogłem w żaden sposób zaprotestować. — Fury mruknął cicho i coś w tym sprawiło, że Bruce zatrzymał się. Obejrzał się przez ramię. — Czy coś wiesz? — zapytał bez ogródek.

Ale wyraz twarzy Fury'ego była jak zwykle beznamiętny.

— Jestem po prostu bardzo zainteresowany zobaczeniem, jak się to wszystko potoczy — powiedział.

Chociaż pozostał podejrzliwym, Bruce ponownie skupił się na pozostałych. Znowu wyciszył połowę połączenia w komunikatorach.

— Peter, Hammer rzucił się do ucieczki. Steve i agentka Romanoff nie mogą już używać windy, idą na górę, ale… czekaj.

Obraz z jednej z kamer bezpieczeństwa na sześćdziesiątym trzecim piętrze pokazywał trzech mężczyzn wychodzących z klatki schodowej. Gdy tylko znaleźli się na korytarzu, jeden z nich obrócił się, strzelając do kamery. Po kolei usuwali każdą z nich, a zanim ostatnia kamera została zniszczona, Bruce zobaczył, jak szef najemników strzela ochroniarzowi w głowę.

— Skurwiele — powiedział Fury.

— Co jest? — zapytał Peter.

— Kierują się na górę. Zabijają ochronę. — Bruce spojrzał na wyższe piętra budynku. — Piętro sześćdziesiąte piąte i wyższe są wymienione jako piętra zajmujące się badaniami medycznymi, ale z pewnością wyglądają raczej jak laboratoria zajmujące się rozwojem broni. To może być miejsce, do którego zmierzają.

Na sześćdziesiątym czwartym piętrze kolejna trójka mężczyzn powtórzyła proces strzelania do kamer.

— Usunięcie kamer nie pomoże im, jeśli zobaczymy, że je niszczą — powiedział Fury. — W takim razie, co robią? I gdzie jest Hammer?

— Nie wiem. — Bruce potrząsnął głową. — Nie jestem strategiem wojskowym.

Fury przekazał swojemu zespołowi najnowsze informacje, podczas gdy Bruce czekał. Czuł się tak, jakby dzikie zwierzę chodziło tam i z powrotem w jego mózgu.

OoO

Peter właśnie doszedł do sześćdziesiątego siódmego piętra, kiedy usłyszał strzały. Położył się płasko w kanale wentylacyjnym, nasłuchując odległych huków. Starając się zachować pewność siebie, jaką prezentował przed Bruce'em, zacisnął niespokojnie palce na metalu. Miał właśnie zmierzyć się z drużyną najemników, którzy zostali wybrani, by walczyć z Kapitanem Ameryką. Powinien zastosować się do rady Bruce'a i trzymać się z daleka, ale potem przypomniał sobie, że właśnie strzelają do ludzi i zmusił się do uspokojenia. Nie mógł po prostu siedzieć spokojnie, gdy zabijano ludzi.

Wślizgnął się do następnego kanału i wyszedł na sześćdziesiąte szóste piętro, które wyglądało na puste. Miało mniejszą ilość pomieszczeń niż inne piętra, z otwartym układem, który wyglądał na poligon doświadczalny i szerokie, zaokrąglone łuki zamiast normalnych drzwi.

— Ej, tak naprawdę to nie testują tutaj broni? – mruknął Peter, przechodząc do następnego pokoju. — Wyobraź sobie, że wystrzeliliby pocisk przez okno.

— Proszę, skup się — powiedział Bruce.

Peter skręcił za róg i zatrzymał się. Dziwne urządzenie zostało umieszczone na środku pokoju. Wyglądało jak metalowy latawiec o średnicy dwóch metrów, ze spodem pokrytym silniczkami podobnymi do tych w zbroi Iron Mana.

— Serio — mruknął. — Nie sądziłem, że Oscorp zajmuje się…

— Peter — powiedział szybko Bruce. — Przeszli przez sześćdziesiąte piąte piętro. Idą w twoją stronę.

Peter skoczył i przykleił się do sufitu, czołgając się po nim, aż zobaczył drzwi do klatki schodowej.

— A gdzie jest Kapitan?

— Na sześćdziesiątym trzecim. Agentka Romanoff sprawdza piętro, ale Steve powinien wkrótce tam być.

Drzwi na klatkę schodową otworzyły się z hukiem i przeszedł przez nie Justin Hammer. Poruszał się szybko po pomieszczeniu, pakując się i strzelając do kamer. Peter przylgnął do sufitu za łukiem w przejściu, gotując się ze złości na widok spalonej tarczy Steve'a na ramieniu Hammera. Mężczyzna był sam i miał przy sobie tylko jeden pistolet. Peter unieszkodliwił dziesiątki drobnych zbirów, takich jak on, którzy posiadali większy kaliber niż 38-kę, ale wciąż się wahał. Pomyślał o chorobliwym śmiechu Hammera odbijającym się echem po cmentarzu.

— To była ostatnia z kamer — powiedział Bruce. — Nie widzę cię już, Peter.

Hammer przeszedł pod nim. Peter zesztywniał, zbierając siły. Wziął głęboki oddech.

Hammer odwrócił się i był wystarczająco szybki, by podnieść tarczę, zanim Peter w niego uderzył. Nie pomogło mu to za bardzo, ponieważ ciężar Petera i tak zwalił go z nóg. Wylądował na plecach, z tarczą na piersi, na której zwycięsko spoczywał Peter. Kiedy Hammer próbował podnieść pistolet, Peter przyszpilił jego nadgarstek do podłogi za pomocą swojej stopy.

— Kurwa — jęknął Hammer. Kręcił się bezskutecznie na podłodze. — Co ty tu, do diabła, robisz?

— Odzyskuję skradzioną własność. — Peter zastukał w tarczę. — To nie należy do ciebie.

— Znalezione, nie kradzione — powiedział rozdrażniony Hammer.

— Nie znalazłeś tego, ukradłeś to. Tak jak wykorzystałeś zbroję pana Starka, co nie? — Peter czuł wściekłość z powodu całej tej niesprawiedliwości i kusiło go, by trochę naruszyć twarz Hammera. — Za kogo ty się, do diabła uważasz, że to robisz?

Hammer przestał walczyć i spojrzał na Petera, jakby odpowiedź była oczywista.

— Chcę tylko, żebyście wiedzieli, jak to jest przegrać.

Peter wściekł się. Kiedy chwycił Hammera za kołnierz, pot wokół jego kostek, uwięzionych pod kostiumem, był jak krew.

— Jesteś przestępcą i mordercą! — warknął. — Nic nie wiesz o stracie, ty bogaty skurwysynu…

Drzwi klatki schodowej otworzyły się z trzaskiem, ale Peter od razu zorientował się, że to nie Steve. Zanurkował za biurko tuż przed tym, jak padły strzały z broni palnej. Dwóch mężczyzn w mundurach ochrony Oscorp ruszyło naprzód z karabinami automatycznymi, a Peter nie miał innego wyjścia, jak tylko wycofać się, używając pajęczyny przyklejonej do framugi drzwi, aby wskoczyć do sąsiedniego pokoju. Nie było tam wiele miejsc do ukrycia się. Większość sprzętów to były biurka i stoły przysunięte do ścian. Sufit był niski i płaski. Wystrzały w połączeniu z wciąż wyjącym alarmem przeciwpożarowym sprawiały, że na piętrze panował chaos. Peter rzucił się w kolejny róg, szukając miejsca, z którego mógłby przeprowadzić kontratak.

— Bruce —– sapnął, gdy jeden z mężczyzn strzelił do niego z wejścia. Wystrzelił za siebie kawałek sieci, ale trafił jedynie w ścianę. — Ludzie Hammera mają na sobie mundury ochrony. Są na sześćdziesiątym szóstym piętrze.

— Peter… — zaczął Bruce, ale potem w słuchawce Petera rozbrzmiały kolejne strzały.

Peter zesztywniał i prawie potknął się, myśląc, że na jego piętro weszło więcej najemników, ale usłyszał, jak Steve i Natasha wydają rozkazy swoim ludziom. Gdzieś niżej trwała inna walka.

Peter przeskoczył przez latawiec i nagle zdał sobie sprawę, że zrobili kółko krążąc wokół siebie. Schylił się za klamrami trzymającymi urządzenie na miejscu i przechylił się w bok, strzelając kolejną serią kulek z pajęczyny w stronę swoich prześladowców. Kiedy w końcu któraś z nich złapała strzelca za kostkę, szarpnął za pajęczynę, powalając mężczyznę na plecy. Zamiast wyjść zza swojej osłony, żeby go wykończyć, znów szarpnął za sieć. Mundur sprawił, że mężczyzna ładnie ślizgał się po wypolerowanej posadzce. Kiedy był w zasięgu Petera, nastolatek skoczył na niego, nokautując go ciosem w twarz.

Zabrzmiały za nim kroki. Peter znowu zrobił unik, czując świst pocisków przelatujących obok jego łydki. Głos Bruce'a rozbrzmiał w jego komunikatorze:

— Steve, proszę, udaj się na wyższe piętro.

Peter skoczył na sufit. Tęsknił za otwartą przestrzenią, gdzie mógłby się wycofać. Pociski podążały za nim, niszcząc oświetlenie i monitory komputerów, gdy skoczył na podłogę, do drzwi, uciekając przy każdej okazji z linii strzału. Szkło rozprysło się na wszystkie strony, a część zahaczyła o jego kostium. W końcu usłyszał kliknięcie oznaczające brak nabojów. Obrócił się, mając w pogotowiu obie wyrzutnie sieci. Pochwycił drugiego najemnika za ramiona i zwalił go z nóg, a później kopnął go mocno.

Peter zanurkował pod stół roboczy, żeby złapać oddech. Ostrzał ustał. Pomiędzy syrenami alarmu usłyszał, jak Hammer ucieka. Poszedł za nim, powtarzając sobie, że jeśli poradził sobie z dwoma profesjonalistami z bronią automatyczną, to poradzi sobie również z Hammerem. Znalazł mężczyznę w pokoju, od którego zaczęli, kilka kroków od drzwi prowadzących na klatkę schodową.

Drzwi otworzyły się i Peter zatrzymał się z poślizgiem, gotowy ponownie się ukryć. Ale Hammer również się wycofał. W drzwiach stał Steve. Chwycił tarczę obiema rękami, obracając ją tak, że ramię Hammera wyślizgnęło się z uprzęży, gdy mężczyzna upadł na tyłek.

Peter schował się za biurkiem, gdy Steve wszedł do pokoju. Jego spojrzenie było surowe, a na białej gwieździe, widniejącej na jego piersi, znajdowały się plamki krwi, która nie należała do niego. Kiedy Rogers nasunął tarczę na swoje ramię, wydawało się, że wszystko wskoczyło na swoje miejsce, a Peter poczuł dreszcz podziwu.

W międzyczasie Hammer zerwał się na równe nogi.

— Okej – powiedział, pocierając plecy. Podniósł rękę w geście kapitulacji, gdy Steve ruszył do przodu. — Dobrze, poczekaj chwilę, po prostu…

Steve zamachnął się i uderzył go prosto w usta. Trzask zębów pod kłykciami Steve'a było słychać nawet przez alarm. Hammer upadł niczym kamień, dysząc i prychając, gdy jego pistolet i okulary poleciały na bok. Peter czuł się jak zawieszony w próżni, jakby oglądał jakiś film – nie czuł się nawet na tyle dobrze, by kibicować. Po prostu patrzył, wstrzymując oddech, gdy Hammer walczył, by wstać. Splunął krwią i dwoma zębami.

— Zaczekaj — wysapał, opierając się na kolanach, aby złapać równowagę. — Poczekaj…

Steve uderzył go ponownie, ale tym razem tarczą. Krew rozmazała się na zniekształconej powierzchni, ale zanim Hammer zdążył się przewrócić, Steve złapał go za przód kamizelki i postawił przy stole. Tylko surowy uścisk i metal za plecami utrzymywały Hammera w pozycji stojącej.

— Zła… złamałeś mi nos — wybełkotał Hammer.

— Po prostu postępuję zgodnie z pańską radą, panie Hammer — powiedział Steve. — Jak mi idzie do tej pory?

Hammer zakaszlał, rozpryskując więcej krwi na mundurze Steve'a.

— To… — Poklepał ramię Steve'a, co mogło być słabą próbą ucieczki. Może robił po to tylko, aby upewnić się, że nie upadnie. — Kurwa. Chyba niezła robota.

— Jesteś aresztowany, Justinie Hammer — powiedział Steve. — Twoi ludzie byli całkiem sprytni, ale ich złapiemy. Wszyscy wrócicie do więzienia.

— Nie — powiedział Hammer. Pochylił się i cmoknął zakrwawionymi ustami. — Nie wrócę.

Wyciągnął z kieszeni granat. Szpilka już zniknęła, więc tylko podniósł dźwignię kciukiem. Steve szybko cofnął się, ale Hammer chwycił wolną ręką pas przytrzymujący jego pistolet na klatce piersiowej i ruszył za nim. Peter zareagował instynktownie. Jego ręka wystrzeliła do przodu, chwytając granat pasmem pajęczyny. Skręcając rękę, odrzucił granat w stronę okien, w które ten uderzył, a następnie zdetonował w podmuchu ognia. Pęd płonącego powietrza rzucił Petera na ziemię. Uderzył głową w nogę biurka i przez kilka sekund mógł tylko jęczeć oszołomiony, nasłuchując odgłosu tłuczonego szkła.

Duża dłoń Steve'a dotknęła jego karku. Peter usiadł, ustalając swoje położenie.

— Wszystko w porządku? — zapytał go Steve.

— Tak. — Peter potrząsnął głową, w której wciąż mu łomotało. Stwierdził, że myśli logiczniej niż przed chwilą. — Nic mi nie jest.

Steve podniósł go na nogi bez większego wysiłku. Był lekko ranny, ale po za tym wydawało się, że nic mu nie dolega.

— Co ty tu do diabła robisz? — zapytał surowo.

— Um… ratuję ci życie? — Peter rozejrzał się. Granat wyleciał przez okno i miał nadzieję, że ludzie Fury'ego zabezpieczający teren byli na tyle daleko, że nikt nie został zraniony przez szkło. — Gdzie jest Hammer?

W sąsiednim pokoju silnik odpalił z rykiem. Steve i Peter odwrócili się, nie mając pojęcia, czego się spodziewać. Coś przemknęło przez najbliższe wejście, a potem minęło ich. Zamazany ludzki kształt na szczycie metalowego szybowca, na który Peter zwrócił wcześniej uwagę. Był zwinny i szybki i chociaż Steve rzucił się w jego stronę, nie mógł go schwytać. Usłyszeli śmiech Hammera.

Peter wiedział, że zrobi coś głupiego na długo przed tym, zanim wycelował oba nadgarstki w uciekający pojazd. Jego pajęczyna zaczepiła się o tylną krawędź w dwóch miejscach, a gdy szybowiec wyleciał z budynku, Peter poszybował razem z nim, za pomocą szybkiego pchnięcia nogami, unosząc się nad postrzępioną krawędzią rozbitych okien. Potem był już na otwartej przestrzeni. Wiatr gwizdał w drobnych strzępach jego kostiumu, gdy wymachując nogami i wisząc w powietrzu ryzykował życie, a szybowiec przechylał się z jednej strony na drugą.

Steve krzyknął coś za nim, ale w bardzo krótkim czasie był zbyt daleko, by go zrozumieć.