12. Czy Księżyc ma uczucia? W uchu Naruto rozległ się brzęczący dźwięk. Kiedy otworzył oczy, był to Kyuubi, który wydał z siebie dziwny dźwięk, gdy siedział bębniąc pazurami o podłogę.
Kiedy go zobaczył, bestia odetchnęła z ulgą. „Dziękuję Kami. Czekałem od trzech godzin, nie mając nic do roboty i nikogo do irytacji".
- Tak się cieszę, że jesteśmy tak bliskimi przyjaciółmi. Naruto przewrócił oczami. "Co się stało?"
- Cóż, zemdlałeś i najwyraźniej to bardzo rozzłościło tych dwóch sanninów, ponieważ ten, którego nazywasz „ero-sennin", zaczął wrzeszczeć za ciebie, a babcia zaczęła walić w węża, jakby zabicie go było kluczem do pokoju na świecie.
- Świetnie. Jaki jest nasz stan?
„Naprawdę już to zrobiłeś," powiedział krzywo Kurama, rzucając mu spojrzenie. - Wprowadziłem cię w stan śpiączki, aby wyzdrowieć. Po tym będziesz potrzebować przynajmniej dwóch tygodni odpoczynku. Co myślałeś, próbując ponownie transformacji TRZY RAZY? Naruto skrzywił się, słysząc głośność. - Z drugiej strony, przebicie czterech oczu było zabawne.
- Czy nie mogę nic zrobić, aby nam to ułatwić? Jęknął Naruto.
„Cóż…" Kurama spojrzał na notatkę na swojej klatce. „Właściwie…" Naruto z nadzieją podniósł głowę. "Nie."
"…Nienawidzę cię."
Naruto kopnął drzwi klatki, przez co Kyuubi wycofał się w cień i zaczął rechotać. "Nienawidzę cię! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię! Oszukujesz w pokera! Nienawidzę cię!" To się często zdarzało.
- Co się stało z Orochimaru? - zapytał, kiedy wreszcie się uspokoił.
Kurama prychnął. „Do diabła, jeśli wiem. Tylko tyle mogę dostrzec, kiedy zemdlejesz. Kobieta Senju zabrała go zbyt daleko, bym mógł powiedzieć." „Czy z Sensei wszystko w porządku?" - zapytał Naruto z grymasem.
"Aw, naprawdę cię to obchodzi."
"Zamknij się."
„Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, po prostu się obudz. Chociaż możesz nie być w stanie. Albo chcesz. Proponuję zostać tutaj przynajmniej przez kilka godzin." Najwyraźniej pod koniec udzielania porad Kurama ziewnął, wślizgując się głębiej do swojej klatki. Światło przygasło, jedyna miara kontroli, jaką Naruto mógł mu dać, aby był wygodny.
Naruto stał tam przez chwilę, marząc, że ma coś do zrobienia. Po co czekać, naprawdę? Nie, tak naprawdę nie było żadnego powodu.
Rzucił się do przytomności bez zmartwień.
Naruto zdusił swój krzyk, gdy się obudził, prawie gryząc swój język. Jestem taki głupi!
Z perspektywy czasu siedzenie w swoim pokoju umysłowym i czekanie, aż jego ciało wyzdrowieje, byłoby stosunkowo miłe.
Zadrżał, zeskakując z łóżka na podłogę i łapiąc stopą stolik nocny. Lampa pękła na drewnie, a on leżał przez chwilę, wpatrując się w sufit z ledwie skrywaną irytacją.
"O jej." Zatroskana twarz Hashiramy unosiła się nad nim. "Wszystko w porządku?"
- Nan gwaenchanh-a, geunyang gwajang - odpowiedział Naruto.
Przez chwilę patrzyli na siebie, zanim czoło Hashiramy zmarszczyło się, gdy zmrużył oczy. - Ja… obawiam się, że nie rozumiem, Naruto-kun.
- Jsem v pohodě, já jen potřebuji nějaký čas na zotavení - spróbował ponownie Naruto. Zmarszczył brwi.
Jego umysł był zmieszany i zdezorientowany, wszystko było zbyt jasne i głośne, a ból w ramionach był rozpraszający. Czasami mylił języki (mówiąc, że przeczytał całą bibliotekę, miał na myśli całą bibliotekę). Jakie to irytujące.
Drzwi gwałtownie się otworzyły. "Naruto, wszystko w porządku?" Shizune wślizgnęła się. „Gah! Co się stało ?!" Podbiegła do jego boku, przechodząc prosto przez Shodaime.
- Eu caí - odpowiedział Naruto.
"Co?" Zmarszczyła brwi i przechyliła głowę, pomagając mu wrócić do łóżka.
Naruto skupił się na swoim języku. - Przepraszam - wycedził. „Jestem tylko… moja głowa… moje hlava je zmatená". Z jego ust opuściła runda przekleństw w kilku różnych językach.
- Um… okej - powiedziała Shizune z wahaniem, opierając go na poduszkach. "Potrzebujesz czegoś?"
Naruto kreślił swoje czoło wzorem znaku zapytania. To sprawiło, że jego ramię płonęło, ale był przyzwyczajony do bólu.
„Pytanie? Masz pytanie? Och, chcesz wiedzieć, gdzie jesteśmy?" Pokiwał głową. „Jesteśmy w hotelu w wiosce, w pobliżu której walczyliśmy z Orochimaru. Po tym, jak upadłeś, Tsunade-sama pokonała go, aż się wycofał, a my zdecydowaliśmy się tu odzyskać siły. Bardzo się o ciebie martwiła."
„Kiedy…" Naruto starannie dobierał każde słowo. „Czy wrócimy do Kono…" Zdradził go język. „Kono…" Skrzywił się, starając się wypowiedzieć słowo.
"Zamierzaliśmy poczekać, aż będziesz gotowy do podróży…"
Naruto potrząsnął głową. Dosłownie dostanę krzyku, jeśli będę musiał tu siedzieć tygodniami. - Teraz - powiedział.
Shizune posłała mu zirytowane spojrzenie. „Jesteś zupełnie jak Tsunade-sama. Musisz dojść do siebie!"
„Ona ma rację, Naruto-kun. Nie powinieneś się forsować," zgodził się Hashirama.
Patrzył na nich tępo, po czym uniósł dłoń. Shizune zmarszczyła brwi, widząc znak Hiraishin, po czym wytrzeszczyła oczy. - Nie zrobiłbyś tego.
Naruto nie mógł powstrzymać gigantycznego uśmieszku, który wkradł się na jego twarz.
"Stój właśnie tam!" rozkazała, wskazując na jego twarz, podczas gdy Hashirama po prostu ukrył twarz w dłoniach i jęknął, mrucząc coś o tym, że jest taki jak Tobirama.
Shizune wybiegł z pokoju. Usłyszał zamieszanie w pozostałej części budynku i minęło zaledwie kilka chwil, zanim drzwi gwałtownie się otworzyły i wpadła Tsunade, a za nią unosił się Tobirama. - Ty mały bachorze, masz czelność mi grozić ?!
Naruto uniósł brew. To naprawdę nie była groźba… zamierzał tylko teleportować się z powrotem, jeśli nie chcą szybko odejść.
„Nie możesz używać żadnego jutsu przez co najmniej pięć dni," skrzywiła się, krzyżując ramiona w sposób, który sprawiał, że wyglądała niesamowicie jak Tobirama.
Gardło Naruto było obolałe, więc po prostu zaczął ją podpisywać. O cholera, bolą go ramiona.
Zmarszczyła brwi. - Przepraszam, dzieciaku. Nie znam języka migowego.
Drgnął. Dlaczego nie?
- W porządku, co się dzieje? Jiraiya westchnął, wskakując przez okno. W ręku trzymał zeszyt, więc Naruto mógł tylko zgadywać, czego szukał.
„Naruto jest zdeterminowany, aby natychmiast rozpocząć podróż," odpowiedziała Tsunade. - A jeśli tego nie zrobimy, on myśli, że po prostu tam Hiraishin.
Tobirama zmarszczył brwi. - Znasz Hiraishin?
"Ile masz znaków Hiraishin poza Konohagakue?" - zapytał Jiraiya, mrużąc oczy na swojego ucznia, kiedy zamykał zeszyt i wsuwał go z powrotem do sakiewki.
Naruto pomyślał przez krótką chwilę. Dwóch w Wave, kilka w lasach wokół Konohagakure, kazałby nawet Gaarze umieścić jednego w Sunie, aby spróbować długodystansowych. Uniósł dłonie siedmioma palcami do góry.
Jiraiya facepalmed. „Możesz skończyć gdziekolwiek" - skarcił. "Nie możesz poprawnie uformować swojej czakry." Naruto nie zareagował. -… nadal byś to zrobił, prawda? Naruto skinął głową. - Dlaczego, do cholery, nie możesz poczekać kilka dni?
Odzyskanie zajmie mi co najmniej dwa tygodnie, powiedział mu Naruto z bolącymi palcami.
„Już ci mówiłem-" zaczęła Tsunade.
„Wszystko w porządku, Tsunade. Znam język migowy," przerwał Jiraiya, sprawiając, że rzuciła mu zmieszane spojrzenie. „Wyzdrowienie zajmie mu dwa tygodnie", mówi.
- To dłużej niż planowaliśmy - powiedziała niechętnie Shizune.
Martwię się, że Danzo coś spróbuje i nie lubię zostawiać pewnej osoby bez nikogo, kto mógłby obserwować, co robi, podpisał Naruto, odnosząc się do Madary.
- Danzo nie zamierza niczego próbować z senseiem, dzieciaku. Puste spojrzenie. „… Okej, więc masz rację. Kogo masz na myśli?"
Nikt, o kogo nie musisz się martwić. - A jednak masz? - zapytał Jiraiya, unosząc brwi, zanim na jego twarzy pojawił się wyraz zrozumienia. - Czekaj, czy to duch? Mówisz mi, że w pobliżu kręci się niebezpieczny duch, a ty nikomu nie powiedziałeś? To przyciągnęło uwagę wszystkich.
Naruto zmarszczył brwi. Idiota. Duchy nie mogą ranić ludzi. Mogą walczyć tylko z innymi duchami. Ledwo potrafią zebrać siłę, by kogoś opętać. To dlatego - wskazał na Tobiramę, który uniósł brew - ledwo mógł zrobić cokolwiek Orochimaru, kiedy go opętał, a to tylko dlatego, że jego duch jest o wiele silniejszy od przeciętnego człowieka. Duchy zwykle nie mogą rzucać przedmiotami i powodować chaosu. Po prostu zwracam uwagę na te, które mają potencjał, by zmienić się w poltergeisty, które już nie są duchami. Są bardziej jak demony. Ale i tak jest to rzadkie, więc nie musisz się tym martwić. Większość nawiedzających historii jest fałszywa. Musimy natychmiast wrócić lub ludzie mogą zacząć naciskać na Jiji, aby znalazł następcę, który jest rzeczywiście punktualny. Opuścił ramiona, zbyt wyczerpany, by powiedzieć cokolwiek innego.
„Uggggh". Jiraiya potarł czoło. - Dobra. Wyjeżdżamy dzisiaj.
„Jiraiya!" - zawołała Tsunade z dezaprobatą.
- Po prostu pozwól, Tsunade. To go nie zabije. Nie zostanie tutaj. Ma swoje powody, dobrze? Jiraiya sapnął. - Ale to denerwujące. Nie byłem nawet w stanie tego zbadać! - zawodził, a łzy płynęły mu z oczu.
Bam! Pięść Tsunade powaliła go na podłogę. Shizune ukryła chichot za dłonią, podczas gdy Hashirama śmiał się otwarcie, a jego brat tylko pokręcił głową.
Naruto lekko drzemał, kiedy szli drogą, używając włosów Jiraiyi jako poduszki, kiedy niósł go na plecach.
- Jesteś pewna, że wszystko będzie dobrze, Tsunade-sama? usłyszał, jak Shizune pyta, brzmiąc na równie zmartwionego, jak Iruka, kiedy przypadkowo połknął kunai i musieli przeprowadzić drobną operację.
Westchnienie. - Poradzi sobie. Ale jest taki uparty. Zupełnie jak pewien ktoś, kogo znam.
- Hm? Dlaczego na mnie patrzysz? Głos Jiraiyi odezwał się przy jego uchu.
„On mi go przypomina," zachichotała Shizune. "Jesteście tacy słodcy!"
"Uroczy?!"
„Polubił cię," zaśmiała się Tsunade, najwyraźniej ciesząc się z drażnienia go.
- Pssh. Zachowuje się, jakby mnie nienawidził - narzekał Jiraiya. W jego głosie słychać było grymas.
- Aw, naprawdę mu nie wierzysz, prawda? Shizune kontynuowała, podczas gdy brwi Naruto drgnęły. Niestety, był zbyt wygodny, by zawracać sobie głowę krzyczeniem na któregokolwiek z nich.
„Jesteś taki ślepy," dodała Tsunade i odniósł wrażenie, że oboje chichoczą razem w kącie.
Jiraiya wydał z siebie niezadowolony dźwięk. - Och, daj spokój, on cię nie nienawidzi, staruszku - powiedział znajomy głos.
Gamakichi? Co do cholery robi tutaj Gamakichi?
Jiraiya parsknął. - Co byś o tym wiedział? I miałeś go obserwować, nie pozwalając mu uderzyć o podłogę!
Ach. Naruto będzie musiał później dać Gamakichiemu policzek w głowę.
- Powiedziałem, że przepraszam! Gamakichi narzekał. - I hej! To ja trzymał w pobliżu, gdy obozował we wszystkich najdziwniejszych miejscach na górze ropuch! Wiem rzeczy - powiedział zadowolony z siebie.
Głupi mały łajdak, pomyślał sennie Naruto. Postanowił opuścić rozmowę poprzez cielesny proces snu.
- Pytał o ciebie wszystkie ropuchy - kontynuował Gamakichi tonem „Wiem o czymś, czego nie znasz".
Jiraiya zatrzymał się na drodze. - Ech? Był? Dlaczego? Co chciał wiedzieć? Zrezygnował z udawanego głosu.
- Nie wiem, dlaczego, ale praktycznie nas przesłuchiwał - narzekał Gamakichi. - „Jakie są wady ero-sennina?" - Jaki jest stan psychiczny ero-sennina? - Czy w przeszłości stosował przemoc wobec każdego, kto był sojusznikiem? - Czy kiedykolwiek wydawał ci się niestabilny? „Czy kiedykolwiek żywił urazę do ogoniastych bestii?" „Przez chwilę panowała całkowita cisza.
-… czy on się mnie bał? - zapytał rozczarowany Jiraiya.
- Nie, nie sądzę. Po prostu wydaje się podejrzliwy wobec wszystkich - powiedział Gamakichi, ukrywając ziewnięcie. „Poza tym pytał o dziwne rzeczy, na przykład kiedy masz urodziny, jakie jedzenie lubisz i jaki masz wzrost. Czy wiedział, że zakłada cztery warstwy pieczęci, zanim zasypia gdziekolwiek poza swoim domem? I woo, on zabrał mnie raz na misję do Wave i nigdy nie spał dłużej niż dziesięć minut na raz. Nigdy nie śpi w drodze. Nawet jeśli jego drużyna jest z nim! Jest taki paranoik. Chyba że jest nieprzytomny. Czekaj, czy jest teraz nieprzytomny? " - zapytał zmartwiony.
„… Nie," odpowiedziała Tsunade, mrugając. - Po prostu śpi.
-… huh. Wow. Musi więc czuć się z tobą naprawdę bezpiecznie, staruszku.
Tsunade i Shizune odwróciły się, by spojrzeć na niego oskarżycielsko, ale on patrzył za siebie na błysk blond włosów wystających przez jego ramię. -… przypuszczam, że tak - powiedział w końcu Jiraiya.
Nieokreślony czas wcześniej:
"Hej Sasuke, myślisz, że księżyc ma uczucia?" - zapytała Sakura.
"Co?" Sasuke parsknął, prawie upuszczając torby z zakupami w dłoniach. Zachichotała, upijając łyk lemoniady. - Co to za głupie pytanie?
Zatrzymała się, rozważając. - Nie wiem. Po prostu chciałem zapytać.
- Nieważne. Dziwne.
Prychnął i wyciągnął plik gotówki, po czym rzucił go na blat i podał sprzedawcy, żeby zapłacił za napoje. Chwycił parujący kubek herbaty, który dostał, prowadząc ją do stołu kilka stóp dalej i siadając obok dziwnie spiętej pary ludzi w czarnych płaszczach ozdobionych czerwonymi chmurami.
- Czy Kakashi-sensei nie powinien się z tobą spotkać? - zapytała Sakura, marszcząc brwi.
Sasuke nie podniósł głowy, otwierając torebkę z cukrem. - Nie wiem. Mówił niejasno.
- On jest zawsze niejasny. W każdym razie, zdecydowałeś się na nagrodę?
„Nie, myślałem, że poczekam na wejście Naruto."
Sakura wyjęła z kurtki małą książkę. - A co z tym facetem z Kirisame? Ma za głowę dziesięciotysięczną nagrodę ryo.
- Hn. Może. Ten Sasori ma pięćdziesiąt tysięcy nagród. Oczy Sakury zamigotały, gdy najkrótszy z pary za Sasuke mocniej ścisnął swój kubek. "Jest lalkarzem."
- Naruto byłby z tego powodu szczęśliwy. Przerażają go.
Sasuke zmarszczył brwi. -… z drugiej strony może być z tego powodu zbyt szczęśliwy - powiedział, pocierając brodę. „Nie chcę iść za kimś tylko po to, żeby Naruto zaczął wysadzać rzeczy w powietrze i krzyczeć o jego„ sztuce ". Jakby bomby były sztuką…" Niebieskie palce drgnęły.
„Jest Hoshigaki Kisame," zasugerowała Sakura, a błysk w jej oczach wyostrzył się, gdy niebieskoskóra dłoń zatrzymała się. „Jeden z Siedmiu Szermierzy. Ciekawe, czy będziemy rozczarowani, tak jak byliśmy z Zabuzą," zachichotała.
Sasuke zbladł. - Czy doszedł do siebie po tym, co zrobił mu Naruto?
- Widziałem go, kiedy był tu ninja Mgły. Wciąż był owinięty bandażami, ale mógł przynajmniej walczyć i korzystać z łazienki sam, więc powiedziałbym, że to już wyzdrowiał.
- Biedny Zabuza - powiedział Sasuke, biorąc łyk herbaty. - Biedny… biedny Zabuza. Zadrżał, zanim ruszył dalej. - Słyszałem, że Mizukage zaprosił jednego z pozostałych Szermierzy z powrotem i wybaczył mu również jego zbrodnie. Nie dziwię się, że próbuje zebrać swoje siły.
„Ciekawe, czy znajdziemy tam jakieś rude," powiedziała Sakura z ostrym uśmiechem.
- Albo niewidomi - dodał Sasuke z lekkim uśmieszkiem, spoglądając na swoją herbatę. Drużyna Siódma, nie licząc Kakashiego, była jedynymi, którzy wiedzieli, o co mu chodzi.
„Albo węże," powiedziała Sakura, by go zirytować. Uścisk, który Sasuke trzymał na swoim kubku, prawie go złamał, i posłał jej zbyt radosny uśmiech.
- Sakura, nie wspominaj mi o tym człowieku.
- Co? Nie chcesz z nim walczyć? Na jej twarzy pojawił się uśmiech. - Myślałem, że chodzi o zemstę. Zauważyła, że jeden z nich rozluźnił niewielki margines, jakby w końcu coś, co znam. - W końcu próbował odebrać ci dziewictwo.
Jedna z postaci w pelerynie wypluła herbatę.
Drżąc, Sasuke wstał, chwytając swoje torby. „Nie rozmawiamy o Orochimaru," warknął. "Chodźmy."
„Dobra, dobra," zachichotała, unosząc ręce i zsuwając się z siedzenia. "Chodźmy."
Wyszła za nim przez drzwi, nie oglądając się za siebie.
- To był twój brat.
"Wow, naprawdę nie radzą sobie dobrze."
- Czego się spodziewałeś? To członkowie Akatsuki.
- Tak, ale… spodziewałem się więcej po sensei.
- Och, daj spokój, Sasuke.
- Kisame nawet nie pomaga.
- Jest Gai-sensei. Myślisz, że powinniśmy teraz wskoczyć?
"Hn. Dlaczego nie."
„Och Gai-sensei ~!"
Kisame przetoczył się przez rzekę, zatrzymując się obok Itachiego. - Cóż, kogo tu mamy? uśmiechnął.
- Najbardziej zaciekła bestia bitewna Wioski Liścia - powiedział Gai z błyskiem po zębach. "Jestem Maito Gai!"
„Jesteś Maito Gai, co? Potężny głupio wyglądający facet," Kisame zachichotał, wstając.
Sasuke i Sakura wylądowali po obu jego stronach, kucając, podczas gdy on przyjmował swoją zwykłą miłą pozę. - Jak również uczniowie mojego odwiecznego rywala - kontynuował Gai, zupełnie niewzruszony uwagą Kisame.
„I jego przyszła synowa," powiedziała Sakura, wstając błyskawicznie, żeby mogła naśladować jego pozę.
Kakashi i Sasuke skulili się w synchronizacji. Wodospady zaczęły wypływać z oczu Gaia, gdy odwrócił głowę, żeby na nią spojrzeć. „Sakura-san! Jestem zaszczycony, że myślisz o mnie w ten sposób!"
"Gai-sensei."
"Sakura-san."
"Gai-sensei!"
"Sakura-san!"
Gdy przytuliła go w pasie, pojawił się zachód słońca, z oczu ciekły jej łzy intensywnego wzruszenia. Wreszcie… członek rodziny, który nie był cywilem.
- O Boże, nie - powiedział Sasuke, cofając się o krok z potwornym przerażeniem na twarzy. „Czy znowu mam koszmar ?! To jest gorsze niż Orochimaru!" Nikt nie zauważył drgnięcia policzka Itachiego.
Kakashi przystąpił do sadzenia twarzą w rzece, zatapiając się, podczas gdy bąbelki unosiły się z ogólnego otoczenia jego maski. Gai podniósł go i ułożył na ramieniu. „Asuma, Kurenai, otwórzcie oczy. Jedyne, co musicie zrobić, to nie patrzeć mu w oczy - skupcie się na jego stopach. Po tak długim treningu walki z Kakashim opanowałem tę technikę. Możesz przewidzieć, co on zrobi patrzeć tam ".
„W porządku, Gai. Ale nie mieliśmy takiego treningu, jaki miałeś. Łatwiej powiedzieć niż zrobić," powiedział Asuma, otwierając oczy.
- Nie martw się, sensei. Trenowaliśmy w ten sposób od lat - powiedziała Sakura, wzdychając z dumy, kiedy Gai podniósł jej kciuki. „Z Sasuke jako przeciwnikiem, musieliśmy. Zmusiłem go też do nauki."
Kiwając głową, Gai podał Kakashiego Kurenai. „Zabierz Kakashiego do korpusu medycznego," powiedział.
„C-co? Czy nie powinni…" Spojrzała na Sasuke i Sakurę, które majstrowały przy dziwnych znakach na nadgarstkach.
- Zaufaj mi, nic im nie będzie. Idź! on zamówił. „Asuma, Sasuke, Sakura, będziesz moim wsparciem. Wysłałem wiadomość do ANBU, ale dopóki tu nie dotrą, powstrzymamy ich."
"Tak, sensei!" dwaj chuunin chórem zajęli pozycje.
Itachi obserwował ich zmrużonymi oczami. "Kisame, zatrzymujemy się tutaj." Kisame zmarszczył brwi i spojrzał na niego. - Nie przyjechaliśmy tutaj, żeby rozpocząć wojnę. Chodźmy.
Obaj odskoczyli, ale nie dlatego, że odchodzili. Płynęli do tyłu, gdy rzeka eksplodowała w miejscu, w którym stali, skały i woda leciały w każdą stronę i rozpadały się na kawałki. Krater rozszerzył się, prawie tak duży, jak połowa szerokości rzeki, tak głęboki jak mały koń.
Sakura wylądowała w miejscu, gdzie był Kisame, krzywiąc się. - Cholera - powiedziała. "Są szybkie." Kurenai gapiła się na wyniki połączenia jej surowej siły fizycznej i naśladowania techniki Tsunade.
Mówią, że ta dziewczyna jest geniuszem w kopiowaniu stylu walki Tsunade-sama, ale nie sądziłem, że zaszła tak daleko!
- Niezłe zniszczenie mienia, Sakura - zawołał Sasuke tonem, który można określić jedynie jako rywalizację rodzeństwa.
„Och, zamknij się, Uchiha."
- Cóż, nie jesteś za słaby na genina, prawda? - zawołał człowiek-rekin z drugiej strony.
„Chuunin," odkrzyknęła Sakura, ścierając rękawiczki.
"Chidori Senbon!" Obydwoje znowu zrobili unik, gdy setki odłamków piorunów spadły na ich stronę rzeki, Sakura zanurzyła się w otworze, który zrobiła, by go uniknąć.
- Czas na nas, Kisame - powiedział Itachi napiętym głosem, a Kisame wyszczerzył zęby, zanim uwolnił smoka wodnego wielkości jednego z mniejszych przywołań węża Orochimaru. Jounin i Sasuke zrobili unik, podczas gdy Sakura zakopała się pod ziemią.
Kiedy dym się rozwiał, dwóch członków Akatsuki zniknęło.
„Oi, dzieciaku, obudź się".
- Jeszcze pięć minut, Iruka-sensei.
„To Jiraiya-sensei i wracamy do wioski".
„Hngh…"
- Żartujesz? Zrobiłeś tyle zamieszania, żeby tu wrócić i nawet się z tego nie obudzisz? Hmph!
- Och, daj mu spokój. Jest wyczerpany. Tsunade przewróciła oczami.
"Hej, Naruto wrócił!" Zawołał głos z przodu. Chwilę później przez bramę wślizgnęła się różowowłosa dziewczyna, zatrzymując się, gdy zauważyła Naruto w pół śpiączce na plecach Shizune (oni na zmianę).
Jej twarz pociemniała. „Jiraiya," zawołała.
Jiraiya przełknął ślinę. Zwykle nazywała go Jiraiya-sama, tylko kilka razy, kiedy ją spotkał, ale wściekłość, która ją ogarnęła, widział już wcześniej… we własnej koleżance z drużyny.
"H-poczekaj teraz-"
- Miałeś się nim zająć! Sakura wrzasnęła, rzucając się do przodu z szokującą szybkością, gdy cofnęła pięść. "Shannaro!"
Jiraiya wrzasnął w sposób, który sprawiłby, że Naruto wyskoczyłby z żołądka, machając rękami w tę iz powrotem i mówiąc „Czekaj! Czekaj! Czekaj!" w kółko, gdy starał się wyjaśnić, a pięść Sakury wystrzeliła w jego stronę. Uderzył go w policzek, unosząc go z nóg i przez powietrze, w górę, w górę, przez las, aż znalazł się kropka na horyzoncie.
"Cha!" wrzała, wirując wokół z ogniem w oczach. „Och, Naruto!" tryskała, zachowując się jak sto osiemdziesiąt. Shizune pisnęła, kiedy rzuciła się w jej stronę, a jej ręce świeciły na zielono. "Daj go tutaj!"
Shizune spływała bezradnie, gdy dziewczyna szarpnęła Naruto, trzymając go w ślubnym stylu wszystkich rzeczy. "Nic ci nie będzie, Naruto!" wykrzyknęła, odwracając się i startując sprintem.
Shizune i Tonton spojrzeli za nią. „… Lubię ją," powiedziała Tsunade z uśmiechem. Hashirama i Tobirama spłynęli za nią.
