17 stron A4 w wordzie! Uff...

Przyznam też, że miałam dwa alternatywne zakończenia tego rozdziału... Trochę czasu zastanawiałam się, w którą stronę pchnąć fabułę.

Mam nadzieję, że Wam się spodoba, bo włożyłam w to dużo serca.

Jak zwykle, bardzo dziękuję za komentarze :)

XpopolekX: mam nadzieję, że lektura się spodobała ;)

M: Syriusz nie jest najbardziej dojrzałą osobą w naszej grupce. Ma dobre intencje! Pamiętaj, że w szpitalu jeszcze nie wiedział o tym, co później zaszło między LiJ, ani o Marku... To trochę zmienia perspektywę, prawda? Dorcas będzie więcej, bo bardzo tę postać lubię (jest jak otwarta księga do interpretacji! Wiemy tylko, że musiała być charakterna, skoro sam Voldemort ją zabił). No i może trochę się zaczynie wyjaśniać kwestia roli Marka. Miłej lektury!

GinnyLFC: Tak, Lily i James mają jeszcze sporo sekretów do wyjawienia na swój temat. Z perspektywy czasu, oni są dalej bardzo młodzi! W końcu według książek giną w wieku 21 lat, więc operujemy nadal na nieco "nastoletnich" emocjach. Nawet, jeśli zdążyli już przejść przez nienaturalnie przyspieszone dojrzewanie ze względu na wojnę i stratę, której doświadczyli. Mam nadzieję, że nowy rozdział Ci się spodoba!


And now my life has changed in oh so many ways

My independence seems to vanish in the haze

But every now and then I feel so insecure

I know that I just need you like I've never done before

(The Beatles „Help")


Delikatny zarys księżyca, przypominający teraz kształtem literę „C" przebijał się przez chmury zasnuwające nocne niebo. Lily nie mogła spać, mimo ogromnego zmęczenia. Tym razem nie było to jednak spowodowane powracającymi koszmarami, lecz adrenaliną, która nadal pulsowała w jej żyłach razem z krwią. Dalej słyszała trzask zaklęć, przypominający grzmoty piorunów, widziała niebezpieczne rozbłyski światła, a także dwie zamaskowane postacie, wyłaniające się złowrogo z ciemnej kuchni swojego małego mieszkanka. To dziwne, że przez ostatnie lata magia zdawała jej się czymś oswojonym. Już zapomniała, że może być też dzikim żywiołem, siejącym zagładę i niosącym śmierć. Czym innym było widzieć rannych, którzy ucierpieli w ataku, a czym innym samemu stanąć w centrum wydarzeń!

Jeszcze do niedawna jej życie było tak poukładane. Teraz wszystko się jednak zmieniło. Jej rodzice nie żyli, przyjaciółka zaginęła, straciła pracę, a narzeczony nawet nie wiedział, gdzie się teraz znajduje. Już nie mówiąc o tym, że miała niedługo brać z nim ślub... Teraz wydawało jej się to niemal absurdem. Nie była już pewna swoich uczuć do Marka i nie mogła sobie wyobrazić, że ktokolwiek mógłby się nadal dobrze bawić w takich okolicznościach, gdy każde wyjście z kryjówki mogło się zakończyć utratą życia.

A na dodatek, czuła się tak beznadziejnie bezradna i bezużyteczna! Dorcas miała rację. Powinna odłożyć uczucia na bok i wziąć się w garść. Płacz i żal w niczym jej teraz nie pomogą. Sprawiały jedynie, że była słaba i musiała się chować za plecami przyjaciół.

Przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, stojąc przed zamkniętymi drzwiami Jamesa Pottera i zastanawiając się, co tak właściwie chciała mu powiedzieć. Miała do niego tyle pytań, na które desperacko potrzebowała odpowiedzi, że jej głowa zaczynała pulsować z bólu za każdym razem, gdy tylko próbowała sobie ułożyć jakąś listę. Była mu też winna sprostowanie. Potrzebowała, by jej zaufał, a mogła to zrobić tylko w jeden sposób - wyjawiając prawdę o Severusie. Tu nie chodziło już tylko o nich i o to, co ich łączyło. Stawką były sprawy dużo poważniejsze, mogące ważyć na losach całego magicznego świata. Lily miała wrażenie, że dopiero teraz powoli zaczęła sobie zdawać sprawę z tego, co się tak naprawdę działo i kim był Lord Voldemort. Wzdrygnęła się nieco na myśl o jego imieniu. Może nie powinna go wymawiać, nawet w myślach?

W końcu zapukała do drzwi, zbierając się na odwagę. Teraz, albo nigdy. Powoli zajrzała do środka. James także nie spał. Leżał na łóżku, w półmroku. Pokój oświetlała jedynie pojedyncza świeca, postawiona na biurku, zawalonym książkami, papierami i rysunkami, wyglądającymi na jakieś skomplikowane mapy. Mężczyzna trzymał w dłoni małą, złotą piłeczkę, którą Lily momentalnie rozpoznała. Znów bawił się swoim zniczem, jak niegdyś - w Hogwarcie, tylko tym razem bez widowni, na której mogło to zrobić jakiekolwiek wrażenie.

Podniósł się, zaskoczony, odwracając się w jej stronę.

— Lily?

— Możemy porozmawiać? — spytała, czując się dziwnie niepewnie.

Oparła się o drewnianą kolumnę, podtrzymującą nieco skośny strop pokoju i skrzyżowała ręce na piersi. James usiadł, chowając znicza do kieszeni spodni. Poprawił okulary na nosie i przeczesał włosy palcami.

— Jasne. O co chodzi? — Przyjrzał jej się uważnie, widocznie zaniepokojony. — Znowu miałaś koszmary?

— Nie... — Lily poczuła, że się rumieni. — Nie tym razem.

Podeszła powoli do Jamesa i usiadła obok niego, splatając nerwowo palce.

— James... dlaczego nie powiedziałeś mi o tym, co się dzieje? Że zwalniają wszystkich czarodziei mugolskiego pochodzenia, o zaginięciach... — Spojrzała na niego z zastanowieniem. — Nic nie wiedziałam... Dopiero Dorcas...

— Nie chciałem ci dokładać — odparł, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

— Ale powinnam wiedzieć, co się dzieje!

— Powiedziałbym ci we właściwej chwili. I tak masz się czym martwić. — Wzruszył ramionami, zerkając na nią z ukosa. — Snujesz się po domu, prawie nie jesz, nie śpisz... Nawet teraz! Która jest godzina? — Rozejrzał się za swoim zegarkiem. — Widzę, że często masz zaczerwienione oczy od płaczu... Chciałem dać ci czas, żebyś doszła do siebie, Evans.

— Potter — warknęła. Bardzo nie lubiła wizji samej siebie, którą przed nią nakreślił. Czy faktycznie była aż tak żałosna? — Nie potrzebuję, żebyś mnie cały czas przed wszystkim chronił... Tak, jak z tą Peleryną Niewidką... Nie pozwoliłeś mi walczyć...!

— Oni tam przyszli po ciebie! — James również się zdenerwował. — Jakby wiedzieli, że jesteś w mieszkaniu, walka wyglądałaby zupełnie inaczej, wierz mi.

Lily zamilkła, starając się opanować nerwy.

— Już nie musisz mnie ochraniać. Powiem ci, skąd wiem o Liście Szlam, ale w zamian za to wreszcie chciałabym się dowiedzieć więcej na temat stowarzyszenia, do którego należysz — powiedziała w napięciu. — Chciałabym się zaangażować do walki.

James podrapał się po brodzie, jakby rozważał to, co właśnie usłyszał. Po raz drugi tej nocy wydał się szczerze zdziwiony.

— Wiesz, że to niebezpieczne? — odparł w końcu

— Bardziej, niż to, co spotkało mnie do tej pory? — spytała zaczepnie, patrząc na niego z uniesionymi brwiami. — Czy tego chcę, czy nie, jestem w samym centrum wydarzeń! Widzisz, co dzieje się ze wszystkimi osobami, które znajdują się na Liście? Nie chcę cierpliwie czekać, aż po mnie przyjdą. Nie chcę się ciągle chować...

— To co innego, Lily, niż bycie wysłanym na front. Nie chciałbym...

— James — żachnęła się, czując rosnącą irytację. — Chcę coś robić. Nie ma dla mnie już kariery w św. Mungu, to może przynajmniej tak się przydam! Kiedyś byłam całkiem niezła w pojedynkach, potrafię warzyć wszystkie eliksiry, jakie tylko będą potrzebne...

— Nie musisz mi tego mówić. Wiem, że jesteś świetna. — Uśmiechnął się. — Parę razy nieźle dałaś mi popalić...

— To jak będzie? — Spojrzała na niego wyczekująco, niemal wstrzymując oddech.

Musiał się zgodzić! Lily miała wrażenie, jakby od tego zależała cała jej przyszłość. Była zdeterminowana, by przekonać go do swojej racji.

— Dobrze, powiem ci, co robimy, ale co do dalszych kroków będę się musiał skontaktować z Dumbledorem. Tylko on decyduje o przyjęciu nowych członków i może zdradzić ci adres siedziby.

— Czyli jednak! — Lily krzyknęła z przejęciem. — Jednak chodzi o niego!

James spojrzał na nią wyczekująco.

— Dobrze, to najpierw ty. Kto ci powiedział o Liście Szlam? To bardzo ważna informacja, Lily.

Lily spuściła wzrok, czując nieprzyjemne skurcze w żołądku. Severus jej zaufał. Ryzykował, by ją ostrzec przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Nie mogła jednak dalej zatajać tego przed Jamesem. Większość śmierciożerców świetnie się ukrywała za przerażającymi maskami tak, że nikt nie znał ich prawdziwej tożsamości. Mogli być wszędzie - piastować wysokie stanowiska w Ministerstwie Magii, podejmować ważne decyzje, siedzieć przy stoliku obok w restauracji i podsłuchiwać... Teraz było dla niej jasne, że nie może dotrzymać tajemnicy danej dawnemu przyjacielowi.

— Snape — powiedziała w końcu. Poczuła dziwną ulgę, jakby zrzuciła z pleców niewidoczny ciężar. — Złapał mnie na Ulicy Pokątnej i kazał się ukryć. Powiedział, że na Liście jestem ja i moja rodzina...

James wstał gwałtownie, zaczynając krążyć po pokoju.

— Severus zawsze interesował się... Sam-Wiesz-Kim. Miałam jednak nadzieję, że nie posunął się aż tak daleko...

— Domyślaliśmy się tego — przerwał jej James, zatrzymując się i wkładając dłonie do kieszeni. Znów wyjął znicza i zaczął go podrzucać i łapać, niemal w ramach jakiegoś nerwowego tiku, który pomagał mu myśleć. — Mamy go na oku już od jakiego czasu, ale nie mogliśmy zdobyć dowodów. — Zmarszczył brwi, patrząc na nią teraz niemal ze złością. Małe skrzydełka piłki zatrzepotały rozpaczliwie, gdy zacisnął na nich swoją pięść. — Wiesz, jakie to niebezpieczne? Spotkanie ze Smarkiem? Jeśli naprawdę jest Śmierciożercą...!

— Przecież się o to nie prosiłam! — Zezłościła się Lily. — Sam mnie znalazł. Wiem, że go nienawidzisz, — James prychnął — ale może doceń to, że dużo ryzykował, żeby przekazać mi tę informację. Chyba nie może być tak do końca... zły...?

— Zawsze się w tobie podkochiwał. Zrobił to tylko dla własnej korzyści — odparł oschle James, znów siadając na łóżku. — To nie jest wystarczające, by nazwać go dobrym człowiekiem.

— Nie wszystko jest czarno-białe — powiedziała Lily, myśląc także o skomplikowanej sytuacji, w jakiej sami się znaleźli. Nie mogła znieść dalej tej rezerwy, z jaką ją teraz traktował. Zupełnie, jakby nic się między nimi nie wydarzyło. — To teraz twoja kolej. Opowiedz mi o stowarzyszeniu.

James westchnął.

— Ale rozumiesz, że nie możesz o tym nikomu powiedzieć?

— Tak...

— Bo od tego zależy życie wielu osób...

— Rozumiem...

— Cała nasza praca poszłaby na marne...

— James!

— Należę do Zakonu Feniksa — powiedział w końcu. — Wiemy, że Voldemort próbuje obsadzić Ministerstwo swoimi ludźmi i staramy się go przed tym powstrzymać. To dlatego jesteśmy na celowniku. Staramy się, żeby pełna lista członków była tajemnicą. Tylko Dumbledore może też wyjawić ci naszą siedzibę. Napiszę do niego jeszcze dziś.

Lily skinęła głową. Ilość pytań, na które potrzebowała odpowiedzi niemal boleśnie się powiększyła.

— Rozumiem, że nie możesz zdradzić mi nic poza tym?

James pokiwał przecząco głową.

— Na przykład, czym się ostatnio zajmowałeś...?

— Przykro mi.

— Chciałabym móc powiedzieć o tym Dorcas...

— Ufasz jej?

— Własnym życiem — odpowiedziała bez zastanowienia. — Sam ją widziałeś w akcji. Jest niesamowita.

James znów przeczesał włosy palcami, wypuszczając z dłoni złotego znicza, który momentalnie zniknął gdzieś w ciemności pokoju. Lily westchnęła, obserwując jego zamyślony profil. Był tak blisko, niemal stykali się ramionami, a jednak zdawało jej się, jakby oddzielał ich niewidoczny mur. Nie mogła dłużej tak funkcjonować. Wiedziała, że to zajmowało zbyt wielką część jej myśli i osłabiało koncentrację. Może to nie była na to najlepsza chwila, ale czy taka kiedykolwiek nastąpi?

— James, czy ty... zamierzasz już zawsze być tak oziębły? — spytała w końcu. — Traktujesz mnie, jakbym była obca.

Zamrugał, nagle prostując się nieco nienaturalnie. Odwrócił się w jej stronę.

— Czego ode mnie oczekujesz, Lily? — spytał z irytacją w głosie, która ją zaskoczyła. — Przecież niedługo bierzesz ślub.

— Ostatnio, jak przyszedłeś do mnie w nocy, to ci to nie przeszkadzało...

— Czy naprawdę myślisz, że upadłem aż tak nisko, żeby wykorzystać to, że pojawiłaś się u mnie w takich okolicznościach? — James podniósł się na równe nogi, wzburzony. — Jeśli miałoby do czegoś między nami dojść, to wolałbym, żeby to było dlatego, że tego naprawdę chcesz.

— Serio tak mnie oceniasz? — krzyknęła Lily, mając ochotę wymierzyć mu policzek. — Że szukam pocieszenia, a ty jesteś pierwszym lepszym? Jesteś idiotą, Potter!

— Często to od ciebie słyszę — zauważył z ironią. — Ciekawe, co tu jeszcze robisz...?

Rozważała wyjście z pokoju i trzaśnięcie mu drzwiami w twarz. Wstała z łóżka i odwróciła się do niego plecami, patrząc przez okno. Usłyszała kroki i poczuła jego dłonie na swoich ramionach. Odwrócił ją do siebie delikatnie i spojrzał jej w oczy, nieco się przy tym pochylając, by zrównać się z nią poziomem.

— Czemu tu jesteś, Lily? — spytał poważnie.

— Chciałam... — zaczęła, ale nagle zabrakło jej słów z powodu jego bliskości.

Bardzo chciała, by ją objął lub pocałował, zamiast tak trzymać w niepewności.

— Nasza wspólna noc... Nie udaję, że się nie wydarzyła! Ale nie chcę, żeby to był tylko kaprys... — przerwał jej, marszcząc czoło.

— James, jak długo będziesz mi to wypominał? — zezłościła się Lily, robiąc krok w jego stronę.

— Wypominał? Jedynie stwierdzam fakt.

— Wspominasz o tym zawsze wtedy, kiedy tylko pojawi się okazja!

— Widocznie ta okazja się sama często pojawia — odparł oschle. — Prawda jest taka, że jesteś z tym całym Daviesem.

Jego słowa zawisły w ciszy. Stali teraz tak blisko siebie, że wystarczyłoby, żeby Lily wspięła się lekko na palce, by go pocałować. Patrzyli sobie w oczy, w napięciu. James miał oczywiście rację. Lily sama nie wiedziała, na co liczyła. Dlaczego wszystko musiało być tak skomplikowane? Jego zapach plątał jej język...

— Syriusz uważa, że się tobą bawię — przyznała, starając się, by głos jej nie zadrżał.

James przekręcił głowę na bok. Światło świecy odbijało się teraz w jego okularach.

— Czy to prawda?

— Nie — odparła stanowczo. — To nigdy nie było moim celem. Nie spodziewałam się, że tak się wszystko między nami potoczy. Nigdy nie chciałam nikogo zranić. Ani ciebie, ani Marka.

Spojrzała mu w oczy i zbliżyła się do niego. Trudno. Jeśli kolejny raz to ona musi zrobić pierwszy krok, to niech tak będzie. Miała dosyć czekania. James jednak odchrząknął, robiąc krok w tył.

— Mam jeszcze trochę do roboty, Lily...— powiedział cicho, wskazując ręką w stronę biurka. — Porozmawiamy jutro, jak już dostanę odpowiedź od Dumbledore'a, okej?

Lily spojrzała na niego, zaskoczona. Poczuła, jak coś ciężkiego opada na samo dno jej żołądka.

— Jasne.

Wyszła z pokoju, nie oglądając się za siebie.

Dobrze, że miała w pokoju jeszcze resztki wina porzeczkowego.

xxx

— List od Dumbledore'a — powiedział James, kładąc na stole kuchennym wielki pergamin, zalakowany znajomą już Lily pieczęcią z feniksem. — Rozumiem, że Evans powiedziała ci już wszystko? — zwrócił się do Dorcas, która skinęła głową z wyraźną ekscytacją.

— Tak jest i jestem całkowicie za!

— Zabiorę was dzisiaj do siedziby. Ma być zebranie o szesnastej. Rozumiem też, że obie jesteście zdecydowane?— Spojrzał na Lily pytająco.

Lily odwzajemniła jego spojrzenie, starając się nie dać po sobie poznać, że nadal czuje się niezręcznie w jego obecności.

— Lepiej, żebyście były pewne, bo to spore zobowiązanie.

Cała trójka odwróciła głowy w stronę Syriusza, który przykuśtykał do kuchni, opierając się na drewnianej kuli.

— Dzięki za informację, Black — odparła ironicznie Dorcas.

— Zawsze służę pomocą! — Mrugnął do niej okiem.

— Jak noga? — spytała Lily, podchodząc do niego.

Przykucnęła przed nim, podwijając jego nogawkę i zaczęła wodzić palcami po łydce, szukając ewentualnych zgrubień i anomalii.

— Rogaczu, nie masz chyba nic przeciwko? — zażartował Syriusz, unosząc sugestywnie brwi.

James przewrócił oczami.

— Żeby Evans opatrzyła ci nogę? Idiotyczne pytanie, nawet jak na ciebie, Łapo.

— Black, uważaj, bo jednym ruchem mogę ci tę nogę amputować — wycedziła Lily przez zaciśnięte zęby i usłyszała, jak Dorcas chichocze za jej plecami. — Wygląda już dużo lepiej. — Znów wróciła do swojego profesjonalnego tonu. — Czy coś cię dalej piecze? Skóra już prawie całkowicie się zregenerowała.

— Jest okej. Mam dosyć leżenia. Idę dzisiaj z wami do siedziby głównej.

— Wow. Siedzisz w domu zaledwie trzy dni... — zadrwił z niego James.

— Odezwał się! Pamiętam jeszcze, jak marudziłeś w szpitalu — odciął się Black. — No, przynajmniej do czasu, jak nie zajęła się tobą...

— Zamknij się.

Syriusz prychnął z wyższością, po czym zwrócił się do Dorcas:

— Meadowes, słyszałem, że dalej nieźle sobie radzisz z różdżką? — Uśmiechnął się, kiwając głową.

— Chcesz się przekonać? — spytała z wyzwaniem w głosie. — W szkole parę razy dostałeś w dupę. Chyba pamiętasz, co?

Syriusz zaśmiał się, siadając z sapnięciem obok niej.

— Wyparłem to z pamięci! Pokonany przez kobietę... — Pokiwał głową z przesadnym dramatyzmem. — Ale słyszałem, że sam Moody jest twoim mentorem, co?

— To wariat! — Dorcas głośno prychnęła, śmiejąc się. — Ale fakt, nie znam lepszego Aurora, niż on. Dużo się od niego nauczyłam. Znasz go?

— Coś tam o nim słyszałem. — Syriusz wzruszył ramionami, zabierając się do jedzenia swoich tostów.

— Musicie odczytać instrukcje, zanim będziemy mogli was zabrać do siedziby głównej. — James wskazał w stronę pergaminu.

Lily dosięgła go jako pierwsza i rozpakowała nieco drżącymi rękami. Sama nie wiedziała, czy wizja dołączenia do Zakonu Feniksa bardziej ją cieszyła, czy przerażała.

Elektrownia Battersea

Ignis Phoenix

Pergamin spłoną momentalnie po tym, jak odczytała wiadomość.

xxx

Albus Dumbledore uważany był za największego czarodzieja swoich czasów. Budził podziw i strach, a równocześnie otaczała go aura szaleństwa, którą sam zdawał się podtrzymywać, ponieważ dzięki temu idealnie unikał wszelkich konwenansów magicznego świata. Lily od zawsze czuła przed nim respekt. Pamiętała jeszcze, kiedy po raz pierwszy stanęła w Sali Głównej Hogwartu. Była to jedna z najwspanialszych chwil w jej całym życiu. Zawsze wiedziała, że coś jest z nią nie tak - że nie do końca pasuje do zwykłego świata, ale właśnie w tym momencie, gdy spojrzała na cztery wielkie stoły, nad którymi lewitowały tysiące świec pod sufitem, przypominającym nocne niebo, poczuła, że jest dokładnie tam, gdzie zawsze powinna być. Na środku sali stał on - słynny dyrektor Hogwartu, o którym tyle opowiadał jej Severus i była to najbardziej charyzmatyczna i przepełniona magią postać, jaką kiedykolwiek widziała. Miała wrażenie, że wkroczyła do świata baśni. To było jak spełnienie jej wszystkich dziecięcych marzeń.

Ten sam Albus Dumbledore wpatrywał się teraz w nią znad swoich okularów połówek, z długimi palcami złączonymi nad stołem i uprzejmym uśmiechem na ustach.

— Panno Evans, bardzo się cieszę, że znów się spotykamy — powiedział, zdając się prześwietlać jej duszę swoimi niebieskimi oczami.— Bardzo dobrze pamiętam, że w Hogwarcie była pani jedną z najlepszych uczennic. Teraz, z tego, co mówił James, jest pani w trakcie szkolenia na Uzdrowiciela?

James, siedzący z tyłu małego gabinetu poruszył się na swoim krześle.

— Byłam — odparła Lily, nie potrafiąc powstrzymać gorzkiego tonu głosu. — Z Magicznej Akademi Medycznej wydalono wszystkie osoby mugolskiego pochodzenia...

— Tak, też o tym słyszałem. — Dyrektor wyraźnie się zasmucił. — Na pewno przyda nam się pani wiedza i doświadczenie tutaj, w Zakonie Feniksa. — Nachylił się do niej nad stołem, znów uśmiechając ciepło. — Będziemy potrzebowali też kogoś wprawnego w ważeniu eliksirów. — Lily odwzajemniła jego uśmiech, czując, jak jego słowa motywują ją do działania. Bardzo chciała znów odzyskać swoje poczucie misji. — No i pani, Panno Meadowes! Alastor wiele mi o pani opowiadał.

— Moody? — zdziwiła się Dorcas. — Opowiadał o mnie... panu?

— Alastor był jedną z pierwszych osób, które dołączyły do Zakonu Feniksa. On i Elfias Doge to moi przyjaciele już od wielu lat. Natychmiast poparli moją inicjatywę, jeszcze zanim Lord Voldemort pokazał nam, na co go tak naprawdę stać. — Dumbledore pogładził swoją długą, rudawą brodę. — Alastor już od dawna rozważał pani przyłączenie do Zakonu. Powstrzymywał go jedynie fakt, że jest pani na ostatnim roku szkolenia na Aurorów.

— On i jego zasady... — mruknęła Dorcas, zaraz się jednak zreflektowała. — Chcę walczyć!

Dumbledore skinął na nią głową, widocznie zadowolony. Poprawił okulary na nosie, przenosząc wzrok od Lily do Dorcas.

— Przyjdzie na pewno na to pora. W dzisiejszych czasach mało komu można zaufać. Pan Potter jednak jest co do pani stuprocentowo pewny. — Uśmiechnął się do Lily, podwijając rękawy szaty. — Ufam jego osądowi. James, zaprowadzisz Pannę Evans i Pannę Meadowes do reszty członków Zakonu? Dołączę do was już niedługo, muszę jeszcze tylko porozmawiać z Dedalusem. — Dumbledore machnął ręką w stronę kominka.

— Oczywiście — odparł James, otwierając drzwi, prowadzące na ciemny, industrialny korytarz opustoszałej fabryki, w której się znajdowali. — Chodźcie. Przedstawię was wszystkim. Część osób jest w rozjazdach, część w ukryciu. O niektórych pewnie nawet nie wiemy, że należą do Zakonu — wytłumaczył, zerkając na Lily przez ramię.

Dziewczyna poczuła tremę, jakby miała zaraz wystąpić na scenie przed nieznaną jej publicznością.

— Cholera! Sam Albus Dumbledore słyszał o mnie! — ucieszyła się Dorcas, najwyraźniej miło zaskoczona tą informacją. — Czyli ten gbur, mój szef, czasem jest w stanie docenić coś, co robię...

— Jesteś świetna w swojej pracy — pochwaliła ją Lily, klepiąc przyjaciółkę po ramieniu. — Jeszcze nigdy nie wiedziałam Alastora Moody'ego na żywo... — Wzdrygnęła się lekko, przypominając sobie jego zdjęcie w gazecie.

— Jak już przywykniesz do jego sztucznego oka, to nie jest taki zły — zażartował James, uśmiechając się półgębkiem. — Podobno jest nim w stanie wszystko prześwietlić, nawet ubrania. — Uniósł wysoko brwi, rzucając Lily znaczące spojrzenie.

— Nie odpuścisz z tymi majtkami, Potter, co nie? — mruknęła, z trudem ukrywając rozbawienie.

Dorcas westchnęła teatralnie.

— Tędy. — James zatrzymał się przed metalowymi drzwiami. — Cześć wszystkim!

Przy okrągłym, drewnianym stole, w ascetycznym wnętrzu sali, która musiała być niegdyś składem na narzędzia, siedziała całkiem spora grupka osób. Niektórych z nich Lily kojarzyła z Hogwartu ze starszych roczników, a innych widziała dopiero po raz pierwszy. Wszystkie głowy były teraz odwrócone w ich stronę.

— Na Brodę Merlina! — zawołała wysoka szatynka, podnosząc się od stołu. — Lily Evans, nie widziałam cię chyba ze sto lat! Cześć, Dorcas! Ciebie akurat widzę regularnie w Departamencie Aurorów.

Dorcas pomachała jej ręką, rozglądając się po sali i kiwając głową na przywitanie pozostałych zgromadzonych tam osób.

— Alice Fortescue! — ucieszyła się Lily, podchodząc do niej i ściskając ją z radością. Od razu poczuła się dużo pewniej siebie, widząc przyjazne twarze. — Faktycznie! Dobrze cię widzieć!

— Właściwie, to Alice Longbottom — poprawił ją z dumą siedzący obok niej mężczyzna, w którym Lily od razu rozpoznała Franka Longbottoma. — Pobraliśmy się pół roku temu.

Alice i Frank byli parą Prefektów Naczelnych, gdy Lily dostała swoją odznakę na piątym roku. Obydwoje byli niezwykle zdolni i przebojowi, a dodatkowo wyjątkowo lubiani wśród innych uczniów.

— Gratulacje! — Lily wyszczerzyła do nich zęby. — Coś czułam, że tak to się może skończyć. Na spotkaniach prefektów wyjątkowo dobrze się dogadywaliście.

Frank wyszczerzył zęby, obejmując żonę ramieniem i całując ją w policzek.

— Nas już znacie — powiedział Syriusz, wskazując na siebie, Remusa i Petera, którzy pomachali im na powitanie.

— I wielka szkoda! — mruknęła ironicznie Dorcas, przewracając oczami.

— To zabolało... — Black złapał się za serce, wykrzywiając twarz w udawanym bólu, a siedzący obok niego Lupin przewrócił oczami.

— Jak coś, to ja go nie znam... — mruknął.

— Pana też już zdążyłam poznać, szefie! — Dorcas zasalutowała w stronę Moody'ego, który skinął jej głową.

— Meadowes. A ty to...?

Lily poczuła gęsią skórkę, witając się z Alastorem Moodym. Podobno nawet śmierciożercy śmiertelnie się go bali. Jego sztuczne oko zawirowało i skierowało się prosto na nią.

— Evans. Lily Evans...

— Nie kojarzę — odburknął Auror.

— To są bracia Prewett, Gideon i Fabian. — James, wyglądający, jakby powstrzymywał się od śmiechu wskazał dłonią na rudowłosych bliźniaków, szczerzących zęby w niemal jednakowy sposób. — Nie bierzcie ich zbyt poważnie.

— Powiedział Huncwot... — skwitowała Dorcas.

— Meadowes, ty chyba nie umiesz siedzieć cicho, co? — rzucił w jej stronę Syriusz.

— Kolejny rudzielec w Zakonie! To dobry znak — ucieszył się jeden z braci, spoglądając na Lily. — To może być kobieta dla ciebie, Gid. — Szturchnął brata łokciem.

— Babcia zawsze mówiła, żeby ufać tylko czarownicom z rudymi włosami — odpowiedział mu Gideon, puszczając oko do Lily, która z trudem powstrzymała wybuch śmiechu. — Czy masz chłopaka...?

— To Emelina Vance — przerwał mu głośno James. — Może ją pamiętacie? Była na roku z Markiem Davisem — dodał, zerkając przelotnie na Lily, która poczuła, że się rumieni. — A Marlene na pewno znacie.

— Cześć — powiedziały zgodnie Lily i Dorcas.

Marlene McKinnon była na ich roku w Hogwarcie, ale należała do Krukonów. Dziewczyna uśmiechnęła się nieco chłodno, bez słowa zakładając swoje czarne włosy za ucho. Lily zignorowała ten fakt, zbyt zaaferowana pozostałymi osobami. Zajęła miejsce między braćmi Prewett, którzy specjalnie zawołali ją do siebie, prześcigając się w opowiadaniu żartów. Kątem oka zarejestrowała, że Marlene nachyla się do Jamesa i szepcze mu coś na ucho.

— Lily Evans... Skończyłaś szkołę w tym samym roku, co nasi Huncwoci? — spytał Gideon.

— Tak.

— Była razem z nami w Gryffindorze — dodał Peter, nachylając się, by dołączyć do rozmowy. — Prefekt Naczelna

— Razem z Dorcas nieraz postawiły nas do pionu... — dodał z uśmiechem Remus.

— Akurat ty, Lupin, nie musiałeś się obawiać! — Dorcas poklepała go po ramieniu w przyjacielskim geście.

— Ruda, ładna i dodatkowo Gryfonka. Marzenie! — Zaśmiał się Fabian, unosząc sugestywnie brwi w stronę Lily. — Gid, jeśli ty nie będziesz zainteresowany, to ja ją zaklepuję.

— Nic takiego nie powiedziałem! — zaperzył się Gideon.

— Dalibyście dziewczynie spokój. — Alice zwróciła do nich z karcącym spojrzeniem, jakby rozmawiała z małymi dziećmi. — Jeszcze zdecyduje się uciec przez was z Zakonu i co wtedy? Powiedz mi, Lily, co się z tobą działo po szkole?

— Szkoliłam się na Uzdrowiciela i pracowałam w Mungu — odparła Lily.

— No tak! Czy to nie ty leczyłaś ostatnio Jamesa, jak tam wylądował? — przyłączył się do rozmowy Frank. — Coś chyba mi się obiło o uszy...

— Ostatnio też poskładała nogę Łapy do kupy — znów wtrącił Peter, uśmiechając się do niej z uznaniem.

— Ciągle jeszcze kuśtykam — zażartował Syriusz.

— Bo nie potrafisz usiedzieć w miejscu. — Lily uniosła wysoko brwi.

— Znasz Marka Daviesa? — spytała Emelina, patrząc na Lily z zaciekawieniem. — Był razem ze mną Prefektem Naczelnym. Teraz chyba pracuje dla Ministerstwa...?

Lily zawahała się, zastanawiając nad właściwą odpowiedzią, ale dokładnie w tej chwili do sali wszedł Albus Dumbledore, ratując ją z opresji.

— Pewnie wszyscy już zdołaliście poznać Pannę Evans i Pannę Meadowes, które zdecydowały się dołączyć do Zakonu Feniksa? — zaczął żwawo, zajmując miejsce przy stole. — Bardzo mnie cieszy, że nasza organizacja zyskała dwie tak utalentowane czarownice w swoich szeregach. Musimy jednak porozmawiać na nieco mniej przyjemne tematy. Syriuszu, może zaczniesz? To ty ostatnio przyszedłeś do mnie z tym podejrzeniem.

Black poprawił się na krześle, splatając dłonie, które oparł o drewniany blat stołu.

— Mamy w organizacji kreta — powiedział rzeczowo, rozglądając się po wszystkich. — Myślę, że ktoś informuje śmierciożerców o naszych planach. Ostatnio każda nasza misja kończy się atakiem...

Przerwał mu gwar narastających głosów zdziwienia i oburzenia, gdy zebrani w sali członkowie Zakonu Feniksa zaczęli mówić niemal jednocześnie.

— Skądś muszą wiedzieć o tym, gdzie się pojawimy — odezwał się James i znów zapanowała cisza. — Ostatni raz, kiedy byliśmy w Londynie z Syriuszem i Peterem, wyskoczyła na nas sama Bellatriks Black. Ona jest zbyt wysoko w hierarchii, żeby to mógł być przypadek.

— Myślicie, że ktoś donosi im o tym, co się tutaj dziele? — zdziwił się Frank, krzyżując dłonie na piersi.

James wzruszył ramionami.

— Wolałbym się mylić, Frank. Za dużo tu jednak zbiegów okoliczności.

— Przecież tak mało osób ma dostęp do tych informacji... — przejęła się Alice.

— Niemożliwe, żeby to był ktoś z nas — zaperzył się Fabian.

— Wróg może czaić się wszędzie, wierz mi, Synu — rzucił ostro Moody.

— Może chodzi o podsłuch? — dodał Gideon.

— No i mamy jeszcze jedną wiadomość. A właściwie, to Lily ma. — James spojrzał na nią, a Lily poczuła, jak serce podskakuje jej do gardła. Zupełnie się tego nie spodziewała. — Opowiesz im? O informatorze?

Powoli skinęła głową, czując jak robi się jej niedobrze. Trema wróciła z pełną mocą.

— Pewnie wszyscy już słyszeliście o Liście Szlam — zaczęła, a parę osób poruszyło się nerwowo. — Moi rodzice... zginęli niedawno w ramach czystki, a nasza wspólna przyjaciółka...

— Zaginęła — wcięła jej się Dorcas czując, jak Lily nieco załamuje się głos.

— Ktoś mnie jednak zdążył ostrzec, zanim informacja dotarła gdziekolwiek indziej. — Teraz już w sali panowała niemal idealna cisza, gdy wszyscy łowili jej słowa w napięciu. — Dowiedziałam się o tym od Severusa Snape'a.

— Snape? — Frank Longbottom zmarszczył czoło.

— Bardzo sprytnie się ukrywał — dodał Remus.

— Wiedziałem! — Syriusz uderzył pięścią o stół. — Ta podła gnida nie mogła skończyć inaczej...!

— To bardzo cenna informacja, Panno Evans — przerwał mu Dumbledore. — Jesteśmy wdzięczni za wyjawienie jej. — Lily skinęła mu głową, czując jak pocą jej się dłonie z nerwów. —Potrzebujemy też więcej ludzi w Ministerstwie Magii. Myślę, że śmierciożercy powoli opanowują Departament Transportu Magicznego i już niedługo będziemy musieli bardzo uważać teleportując się, używając sieci Fiuu czy Świstoklików. Jest tam parę osób, co do których dobrze by było zdobyć więcej informacji.

— Postaram się tam pokręcić — powiedziała Marlene. — Znam tam młodego Crouch'a, może uda się z nim pogadać.

— Marlene jest asystentką w Biurze Dezinformacji. — Remus nachylił się do Lily i Dorcas, wyjaśniając cicho.

— Ja mam na oku ostatnio Raba Lestrange — mruknął Syriusz. — Jego brat kręcił się koło mojej kochanej kuzynki...

— Nikt nie widział Bellatriks od ostatniego ataku — dodał James. — Ciekawe, czy to cisza przed burzą...

Reszta spotkania upłynęła na raportach i planach, ustalanych przez członków Zakonu Feniksa. Podczas gdy Dorcas w pełni pochłonęła rozmowa, Lily weszła raczej w rolę obserwatora, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Parę razy przyłapała Marlene McKinnon, gdy ta przyglądała jej się w milczeniu, ale uznała, że podyktowane jest to zwykłą ciekawością i odsunęła ten fakt na bok.

— Evans! Mamy taki zwyczaj, że siadamy w kuchni i pijemy po spotkaniach. Może dołączysz do nas, co? — spytał Gideon, obejmując ją ramieniem. — Potter, Black, wy też zostajecie, co nie?

— No pewnie — odparł Syriusz, podpierając się na kuli. — O ile pamiętam, to był mój pomysł od początku!

— No jasne, wszystko jest zawsze twoim pomysłem — zakpił James. — O ile ja pamiętam...!

— Panno Evans — odezwał się nagle do niej Dumbledore. — Chciałbym jeszcze z panią porozmawiać, zanim odda się pani rozrywkom towarzyskim. — Puścił oko do Prewettów, którzy znów niemal identycznie wyszczerzyli zęby, ale odgadli jego intencje na tyle dobrze, by opuścić salę, zostawiając Lily sam na sam z profesorem.

— Tak, profesorze Dumbledore? — Lily usiadła na przeciwko niego, czując się wyjątkowo nieswojo. — I proszę mówić mi po imieniu.

— Mam dla ciebie listę eliksirów do uwarzenia, Lily. — Uśmiechnął się Dumbledore, kładąc na stole długi zwitek pergaminu. — Będziemy potrzebowali zwłaszcza eliksiru wielosokowego, żeby móc swobodnie poruszać się po Ministerstwie. — Lily skinęła głową, rozwijając listę, zapisaną drobnym i starannym pismem. — Będę też miał do ciebie jeszcze dwa nietypowe zadania.

Lily spojrzała na niego w napięciu, mając dziwne wrażenie, że nie spodoba jej się to, co zaraz usłyszy. Sama jednak chciała wstąpić do Zakonu i nie mogła teraz stchórzyć przy pierwszej powierzonej jej misji. Jak powiedział Syriusz - to poważne zobowiązanie.

— Bardzo mi przykro, że od razu na początku muszę uciec się do wykorzystania twoich osobistych koneksji, Lily, ale zdaje się, że nie mamy innego wyjścia. Pamiętam jeszcze ze szkoły, że przyjaźniłaś się z Severusem Snapem. Widocznie coś jeszcze z waszej przyjaźni przetrwało, skoro zdecydował się zaryzykować życiem, by cię ostrzec. — Okulary-połówki zsunęły się lekko po haczykowatym nosie dyrektora Hogwartu, a Lily poczuła, jak ściska się jej żołądek. — Chciałbym, żebyś znowu się z nim spotkała i nakłoniła go do zaufania ci. Być może będzie skłonny, żeby podzielić się jeszcze jakimiś cennymi informacjami...

Lily poczuła, jak znów zaczynają pocić jej się dłonie. Przez chwilę miała wrażenie, że może się przesłyszała. Gdyby tylko mogła, przerwałaby tę rozmowę tu i teraz.

— Profesorze — jęknęła, po chwili milczenia. — Nie rozmawiałam z Severusem już od paru lat... Faktycznie, zdecydował się mnie ostrzec, ale wątpię, żeby mi zaufał... Jest przecież śmierciożercą, a ja jestem w jego mniemaniu... szlamą. — Zakończyła ostrzej, niż zamierzała.

— Ludzkie serce rządzi się swoimi prawami, Lily — odparł zdawkowo Dumbledore, a jego błękitne oczy zabłyszczały jakby na poparcie tych słów.

— Ne wiem, czy będzie chciał po raz kolejny ryzykować...

— Zawsze warto spróbować.

Ciekawe, czy sprawy mogły pójść dla Lily jeszcze gorzej?

— Druga prośba również jest dosyć osobista, ale potrzebujemy każdego tropu z Ministerstwa, jaki tylko mamy.

Lily przymknęła oczy. Profesor nie musiał już nic więcej dodawać. Czyli jednak to nie był ostatni cios na ten dzień.

— Czy chodzi o Marka? — spytała, starając się brzmieć na opanowaną, mimo, że jej wnętrzności zdawały się teraz wręcz bulgotać.

— Tak. Jest rzecznikiem prasowym, prawda? — Ton Dumbledore'a wydał jej się niemal bezlitosny, ale była pewna, że to tylko jej własne wyrzuty sumienia przemawiają ustami starca. — To znaczy, że ma dostęp do wszystkich możliwych informacji, w tym do tych z Działu Transportu czy Wypadków...

— Zostawiłam go bez słowa na dwa miesiące przed naszym weselem — powiedziała Lily, tym razem już drżącym głosem. Sama nie wiedziała, czy bardziej przemawiał przez nią żal czy złość. — Wątpię, żeby chciał ze mną rozmawiać. Tak dużo się wydarzyło...

— Nie zerwaliście zaręczyn, prawda?

— Nie.

Dumbledore skinął głową, po czym podniósł się od stołu, prostując swoją długą, purpurową szatę. Założył pasującą kolorystycznie tiarę na głowę i skinął lekko w stronę Lily, która czuła, jak całe jej ciało sztywnieje.

— Proszę, byś na bierząco raportowała wszystkie postępy i zebrane informacje bezpośrednio do mnie. A teraz wybacz, Lily, obowiązki szkolne mnie wzywają. Naprawdę, bardzo się cieszę, że tu jesteś.

Wyszedł z pokoju, zostawiając Lily ze łzami w oczach.

xxx

— ... a wtedy Syriusz wcisnął gazu i polecieliśmy w górę — zaśmiał się James, będący w trakcie opowieści. — Musielibyście widzieć miny tych Mugoli...

— Ja widziałem — wciął się z przekąsem Remus. — Jak myślisz, kto im modyfikował pamięć po tym, jak wasza dwójka uciekła z efektami specjalnymi...?

W obskurnej kuchni panowała wesoła atmosfera. Lily zatrzymała się w cieniu korytarza i otarła oczy rękawem. Miała nadzieję, że nikt się nie zorientuje, że właśnie przed chwilą skończyła płakać. Przywołując na twarz uśmiech, przestąpiła próg pomieszczenia.

— Czego chciał staruszek? — spytał od razu Syriusz, podnosząc głowę i patrząc na Lily wyczekująco.

— Dał mi listę eliksirów do przyrządzenia — odparła zdawkowo, machając pergaminem w powietrzu.

Miała nadzieję, że to jej wystarczy za przykrywkę. Nie chciała się narazie z nikim dzielić swoimi zadaniami.

— Od razu zaczynasz z przytupem, co? — Uśmiechnęła się do niej Dorcas. — Ja mam potem porozmawiać z Moodym, ale musiał już iść. Też coś dla mnie szykuje.

— Znając tego czubka, będzie wesoło — skwitował Black.

— Przykro mi z powodu twoich rodziców i przyjaciółki, Lily — powiedziała Alice, kładąc jej dłoń na ramieniu.

— Dobrze, że tobie nic się nie stało — dodał Frank. — Paru naszych znajomych też zniknęło z dnia na dzień...

— Podobno mieszkasz teraz u Jamesa? — Lily odwróciła się, zaskoczona, po raz pierwszy słysząc, jak odzywa się do niej Marlene McKinnon.

Dziewczyna siedziała obok Pottera, krzyżując ręce na piersi.

— Tak. James i Syriusz zgodzili się, bym się tam ukryła — odpowiedziała Lily, przyglądając się jej z ciekawością. Marlene wyglądała teraz dużo ładniej, niż zapamiętała to ze szkoły. — Gdyby nie oni i Remus, to pewnie już by mnie tu nie było.

— Cała przyjemność po naszej stronie. — Remus skinął w jej stronę głową z uśmiechem.

— Zdrowie Huncwotów! — krzyknął Fabian, pociągając łyka ze swojej szklanki z whiskey. — Potter, nie obrazisz się chyba, jak trochę tu przetrzymamy twoją uroczą koleżankę, co?

— To zależy — odpowiedział James, pociągając łyka ze swojej butelki.

Uniósł lekko brwi i spojrzał na Lily. Dziewczyna poczuła, jak jej policzki oblewają się rumieńcem. Zapomniała, że nikt, oprócz Huncwotów i Dorcas nie znał tutaj ich historii i nie wiedział, co ich kiedyś łączyło.

— Długo zamierzasz zostać w Cydrowym Dworze? — znów odezwała się Marlene, a uwadze Lily nie umknął fakt, że doskonale wiedziała, gdzie mieszka James.

— Jeszcze nie wiem. — Lily wzruszyła ramionami, sięgając po stojące na stole piwo miodowe.

Poczuła dziwną pokusę, by powiedzieć o jedno słowo za dużo, ale natychmiast się powstrzymała. To stanowczo nie był dobry pomysł, by zaczynać swoją przygodę z Zakonem od kłótni.

— Jak coś, to my też mamy wolny pokój — wtrącił szybko Gideon, rozładowując atmosferę.

— Oni się nigdy nie zamkną, wiesz? — skwitowała teatralnym szeptem Alice, nachylając się do Lily. — Zostaje ci jedynie zaklęcie uciszające.

— Spokojnie! Evans ma wprawę w radzeniu sobie z natrętami — powiedział Syriusz, szczerząc zęby do Jamesa, na co Dorcas, Remus i Peter zanieśli się śmiechem.

— Pamiętam te czasy, kiedy to Potter nie dawał ci spokoju — odparła Alice, na co Frank wyszczerzył zęby.

— Wasze kłótnie to była świetna rozrywka! — potwierdził, klepiąc Jamesa po ramieniu. — Pół Hogwartu się zawsze zbiegało...

— Zawsze do usług — mruknął James, nagle markotniejąc.

— Jakie eliksiry masz na liście, Lily? — spytał Peter, celowo lub nie zmieniając temat. Nalał whiskey do szklanki i podał ją Jamesowi. — Mogę zerknąć?

— Jasne. — Lily wyciągnęła pergamin w jego stronę.

— O nie... wielosokowy smakuje naprawdę paskudnie... — jęknął, skanując dokument wzrokiem. — Powodzenia dla szczęściarza, który będzie musiał łyknąć włos jakiegoś śmierciojada...

Syriusz parsknął śmiechem, zerkając mu przez ramię.

— Od dawna jesteście w organizacji? — Dorcas zwróciła się do Franka i Alice, którzy siedzieli objęci obok Remusa. — Nie wiedziałam, że będzie tu tylu Aurorów!

— Moody wciągnął nas rok temu, po wspólnej walce z samym Voldemortem — odparł Frank, gładząc żonę po głowie. — To wtedy stracił oko...

— Jaki on jest? — spytała cicho Lily, wzdrygając się lekko na dźwięk tego imienia.

W kuchni nagle zapadła cisza.

— Straszny — odparła Alice, zaciskając bezwiednie palce na ramieniu męża. Przez jej twarz przemknął ledwie zauważalny cień. — Mogłabym przysiąc, że niemal nie jest już człowiekiem... Jako jedyny, oprócz Bellatriks Black nie miał na twarzy maski. Dalej go widzę w koszmarach...

Lily poczuła gęsią skórkę na rękach. W uszach zadźwięczał jej nagle straszliwy śmiech z jej koszmarów.

— Ale zdołaliście go wtedy odeprzeć. — Z myśli wyrwał ją głos Dorcas, która zerkała na nią z ukosa.

Alice skinęła głową, milcząc.

— Lily, nie pamiętam, czy odpowiedziałaś na moje ostatnie pytanie? — Emelina przerwała pełną napięcia ciszę. — Skąd znasz Marka Daviesa?

Lily spuściła wzrok, bawiąc się papierową etykietką od piwa. Dumbledore już i tak wszystko wiedział. Może dla dobra sprawy, powinna wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu?

— To jej narzeczony — powiedziała Dorcas.

— Oh! — westchnęła Marlene.

Lily nie umknął fakt, że dziewczyna wykorzystywała każdą możliwa okazję, by dotknąć Jamesa. Choćby tylko przelotnie, starała się otrzeć się o jego nogę, ramię, lub szepnąć mu coś na ucho.

— Naprawdę? — zdziwiła się Emelina. — Gratulacje, Lily! Mark zawsze był taki przystojny...

Lily bała się podnieść wzrok i spojrzeć na Jamesa. Nie chciała widzieć jego wyrazu twarzy.

— Cholera! — Zaklął Fabian, kręcąc z niedowierzaniem głową.

— Ale jeszcze nie jest twoim mężem, co nie? Nie wszystko stracone? — dodał z nieco teatralnym przejęciem Gideon.

— Czy wy się kiedyś zamkniecie? — ofuknęła ich Alice.

— Na twoim miejscu bym odpuścił. — Remus poklepał Fabiana po ramieniu.

Syriusz zaśmiał się głośno, wlewając do gardła zawartość swojej szklanki.

— Lepsi niż wy próbowali...

Lily mogłaby przysiąc, że zobaczyła żądzę mordu w oczach milczącego Jamesa.

— Masz narzeczonego, ale mieszkasz z Jamesem? — spytała powoli Marlene.

Lily spojrzała na nią chłodno, czując narastającą irytację. Zadawała za dużo pytań, by mogła na to przymknąć oko.

— Ukrywam się — odparła chłodno Lily. — Nie chcę narażać Marka, póki nie będę wiedziała, jak wygląda sytuacja. Ale pewnie już nie długo, nie musisz się martwić.

— Ja się nie martwię... — żachnęła się oburzona Marlene.

— Tak długo, jak to będzie konieczne — odezwał się nagle James, tym razem patrząc prosto na Lily niemal ze złością. — Już o tym rozmawialiśmy, Evans.

— Doskonale pamiętam naszą ostatnią rozmowę, Potter — odwzajemniła jego spojrzenie.

— ... i na dodatek jeszcze zadziorna! — powiedział z uznaniem Fabian.

— Na mnie już pora — warknął James, wstając nagle od stołu.

Lily już dawno nie widziała go aż tak rozdrażnionego. Sama poczuła, jak jej krew nagle zaczyna szybciej krążyć. O co mu chodziło?

— James, no co ty...? Zostańcie jeszcze. — Frank położył mu dłoń na ramieniu.

— Spokojnie, Frank. Ja też już chyba muszę się położyć i pozwolić naszej pani Uzdrowiciel zająć się moją nogą, bo znowu zaczyna kurewsko piec — dodał szybko Syriusz, podnosząc się chwiejnie i podpierając kulą. — To co, widzimy się za tydzień?

Lily i Dorcas również wstały, żegnając się z grupą.

— Co ja takiego powiedziałem? — zdziwił się Fabian, mówiąc szeptem do brata, który w odpowiedzi tylko wzruszył ramionami.

xxx

Lily była wściekła. Nie pamiętała, kiedy czuła się tak po raz ostatni. A właściwie, to pamiętała i to aż za dobrze. Była tylko jedna osoba, która potrafiła tak podgrzać jej krew.

— Potter! Musimy pogadać — powiedziała, łapiąc Jamesa za skrawek szaty, nim zdążył umknąć do swojej sypialni. — Sami — warknęła, patrząc na Syriusza, który przystanął na chwilę, przyglądając się im z ciekawością.

— Jestem zmęczony — mruknął niechętnie James.

— Trudno!

Lily wciągnęła go do swojej sypialni, po czym zamknęła za sobą różdżką drzwi. Odwróciła się do niego gniewnie.

— Nie masz prawa się tak zachowywać, okej?

— Niby jak? — spytał prowokacyjnie, unosząc brwi.

— Najpierw mnie odtrącasz...

— Kto tu kogo odtrącił, Evans?

— ... wkurzasz się o byle co i dodatkowo znowu namolnie mówisz na mnie Evans!

— Nie wiedziałem, że już zdążyłaś zmienić nazwisko...!

— ...potem chodzisz naburmuszony, gdy jakiś inny facet się do mnie odezwie...

— Jakiś facet? — James zaśmiał się chłodno. — Jakbym ja się do ciebie odzywał tak, jak Prewettowie, to pewnie już dawno urwałabyś mi głowę, ale nie... najwidoczniej to jednak odnosi się tylko do mnie!

— Jesteśmy dorośli, James! Nie mam zamiaru nikomu „urywać głowy" za parę żartów!

— Parę żartów? Cały wieczór...!

Lily prychnęła głośno.

— Nie mów, że jesteś o nich zazdro...

— I dodatkowo cały czas tylko gadasz o tym, że zamierzasz odejść! — krzyknął, a z jego różdżki wystrzeliło parę czerwonych iskier. — Mam już dość! Jak długo będziemy wałkować ten temat?

Wałkujemy go, bo zostałam zasypana gradem pytań! — Wzniosła ręce w górę w wyrazie wzburzenia. — No właśnie! O co chodzi z Marlene McKinnon? Cały wieczór nie opuszczała cię na krok!

— Przesadzasz...

— Czyżby, Potter?

— I kto tu kogo woła po nazwisku, Evans?

— Coś między wami jest? — warknęła, krzyżując ręce na piersi.

— A co, jesteś zazdrosna? — odciął się z ironicznym uśmieszkiem.

Lily spojrzała na niego wyczekująco. Westchnął, poprawiając okulary na nosie.

— Może.

Lily pokiwała głową z niedowierzaniem, wplatając dłonie we włosy.

— Może? Tylko tyle?

— Na pewno nie szykowaliśmy ślubu — powiedział złośliwie James, po czym wzruszył ramionami. — Spaliśmy ze sobą, bez zobowiązań.

— Ty hipokryto! — syknęła Lily. — Czyli w twoim wykonaniu to jest okej?

— Kiedy dwoje osób wie, że to bez zobowiązań, to tak!

— Czy ona wie, że to było bez zobowiązań? Bo zachowywała się wyjątkowo zaborczo. — Lily postanowiła puścić aluzję mimo uszu i nie dać się sprowokować.

— Przesadzasz. — Tym razem James spojrzał jej prosto w oczy, jakby starał się odczytać jej myśli. — To był tylko sex i Marlene dobrze o tym wie.

— Może tak ci się tylko wydaje — mruknęła Lily, ignorując nieprzyjemne uczucie w żołądku.— Kiedy...? — Nie potrafiła dokończyć pytania. Zazdrość za bardzo paliła ją od środka.

— Zanim trafiłem do szpitala — powiedział, spuszczając wzrok na swoje buty i chowając dłonie do kieszeni. — Od tego czasu już nic.

Lily zamilkła, wpatrując się w niego z napięciem.

— Powiedziałeś jej...?

— Oczywiście, że nie! Masz mnie za idiotę? — Zirytował się, marszcząc czoło. — No tak. Zapomniałem przez chwilę, że przecież już to ustaliliśmy... — dodał ironicznie.

Patrzyli na siebie przez chwilę w napięciu. Lily miała wrażenie, jakby przeniosła się w czasie. James zawsze potrafił uderzyć w jej czułe struny. Nikt nigdy nie potrafił wzbudzić w niej aż tak skrajnych emocji.

— Jakbyś zapomniała, to z naszej dwójki to ty jesteś w związku — zauważył oschle.

— Nie zapomniałam — odparła chłodno Lily, odwracając się do niego plecami.

Wszystko znów toczyło się w zawrotnym tempie. Była w punkcie wyjścia. James był tak blisko, ale dystans, który ich dzielił zdawał jej się teraz niemożliwym do pokonania.

Nie miała jeszcze nawet okazji opowiedzieć mu o misjach, które wyznaczył jej Dumbledore. Będzie musiała udawać i grać, by odzyskać zaufanie Marka. Sama nie była pewna, jak daleko przyjdzie jej się posunąć. Czy naprawdę mogła w to wciągać Jamesa? Czy mogła to zrobić będąc z nim? Była już niemal pewna, że to by tylko wszystko jeszcze skomplikowało. Potrzebowała czystego umysłu, bez dodatkowego poczucia winy. Wystarczyła już świadomość tego, że znów będzie musiała kłamać. No i jeszcze Severus... Ale o tym nie chciała nawet myśleć, bo było to po prostu zbyt bolesne.

— James... — powiedziała już znacznie łagodniej. — Jest coś, czego jeszcze nie próbowaliśmy. Ty i ja.

Tak wiele jeszcze o sobie nie wiedzieli. Może to był jedyny sposób, żeby mogli być teraz razem?

James spojrzał na nią, zaskoczony, widocznie nie wiedząc, czego się spodziewać.

— Co to takiego?

— Nie próbowaliśmy jeszcze się przyjaźnić — odparła, patrząc mu w oczy. — Co ty na to, żebyśmy zostali przyjaciółmi?


Tutaj jest takie okienko, gdzie możecie napisać, co myślicie :D Zachęcam!