Głód i determinacja zerkały chciwie ponad ramieniem Kylo. Ciemna strona pragnęła Huxa dla siebie, chciała zobaczyć go złamanego i złożonego w ofierze. Zabicie tego, co się kochało, zawsze stanowiło ostateczny test ciemnej strony. Snoke tak często mówił Kylo o ich wyższości, o ich wspaniałym przeznaczeniu, o panowaniu nad Mocą, która czyniła z nich panów życia i śmierci. Ale Snoke skończył z głową rozbitą na atomy, zabity, tym razem skutecznie, przez kogoś, kto pozostawał kompletnie niewrażliwy na Moc.
Hux próbował się wyrwać z uchwytu nieistniejących palców, naciskających na jego tchawicę. Rzucał się przy tym bezsensownie jak ryba na haku wędki. Nie znaczył wiele, a przy tym okazał się zdrajcą. Nie stanowił niczego więcej jak zaledwie plamę na kartach historii, kogoś, kto jeśli zostanie w ogóle zapamiętany, to tylko jako to, co stanowił dla Kylo: ofiarę. Ciemna strona szeptała do niego o nieskończonej sile, aż niemal był w stanie usłyszeć, jak nabiera oddechu. Niczym wznosząca się nad nim bestia, oblizująca wargi i opierająca pysk o gardło Kylo. Ukochany, mówiła.
Kylo miał wrażenie, że w jego żyłach popłynął czysty lód, aż stracił czucie w palcach, a ciemna strona się wycofała. Hux upadł na podłogę, z trudem utrzymując się na czworakach i łapiąc powietrze wielkimi haustami.
– Co się stało, Kylo? – zapytał, nie podnosząc wzroku. – Nagle na myśl o zabiciu kogoś ściska cię w żołądku? Wyczerpałeś swój przydział na dziś? A może chodzi o to, że wreszcie ci się przypomniało, kim, do kurwy nędzy, jestem?
Kylo spojrzał ponownie na zwłoki Snoke'a.
– On mnie stworzył.
– Manipulował tobą i znęcał się nad tobą. Zmusiłem go, żeby się do tego przyznał. – Hux podniósł się na nogi, biorąc na powrót blaster do ręki i opierając się o ścianę. – Wszystko, co wydawało ci się, że wiesz o Snoke'u i o sobie samym, było kłamstwem. – Nacisnął guzik z boku broni, wysuwając w ten sposób kostkę z danymi, którą rzucił Kylo. – Masz tu nagranie.
Jeśli Hux skrywał jakieś myśli pod swoim gniewem, Kylo nie był w stanie ich odczytać. Jedyne towarzystwo, jakie miał, stanowił własny zawodzący go umysł. Snoke był martwy. Co takiego pozostało Kylo? Obrócił kostkę z danymi w dłoni. Prawdopodobnie nic.
– Odsłuchaj to nagranie, niech cię cholera weźmie! – Krzyk Huxa odbił się echem po pustym statku.
– Odsłucham – odparł Kylo, wkładając kostkę do kieszeni. – Nie teraz.
Bycie samemu było o wiele trudniejsze do zniesienia. Podszedł w stronę Huxa na tyle wolno, żeby dać mu szansę uciec, jeśli chciał. Ale generał nie ruszył się z miejsca ani trochę, a jego wściekłość ustąpiła strachowi i poczuciu zawodu, kiedy Kylo osaczył go, kładąc ramiona po obu jego bokach. Kylo chciał pogładzić go po czerwonych ze złości policzkach, poczuć ciepło jego wciąż żywego ciała pod palcami w tym miejscu tak pełnym różnych rodzajów śmierci. Nie śmiał. Był tylko w stanie pochylić się w jego stronę, na tyle blisko, że czuł jego oddech na twarzy. Hux myślał, że Kylo zachowuje się teraz jak drapieżnik, jak bestia podobna do tego stworzenia, które wciąż za nim podążało, zawsze gotowe pożywić się miłościami senatora.
– Dlaczego wciąż jeszcze żyję? – zapytał Hux.
– Bo chcę, żebyś żył.
– Twoje oczy zaczynały się robi żółte.
Znak Sithów. Snoke zawsze go ostrzegał, żeby nie pozwalał ciemnej stronie dotknąć zbyt wiele siebie.
– Jakiego koloru są teraz? – zapytał Kylo.
– Po prostu brązowe. Myślałem wcześniej, że to bardzo atrakcyjny kolor. – Kylo usłyszał nie dający się z niczym pomylić odgłos ładującego się do wystrzału blastera. Hux przystawił mu lufę do podbródka, zmuszając go do patrzenia na sufit. – Dlaczego wciąż jeszcze żyję? Odpowiedz mi.
Istniała na to tylko jedna odpowiedź.
– Kocham cię.
Kylo poczuł, jak umysł Huxa owija się wokół siebie samego, dając się przejąć lodowatemu chłodowi i wypraktykowanej pustce. Hux wiedział, że też kocha Kylo i że Kylo wyczuwa to od dłuższego czasu. Ale przyznanie tego po tym, co się wydarzyło, to było dla niego za dużo.
– Jaki miałbym mieć z tego niby użytek? – spytał Hux.
Kylo nie potrafił żadnego wymyślić. Gdzie zaprowadziła go miłość? Z dala od rodziców, wprost w objęcia kogoś, dla kogo ścigał i mordował innych, a kto go okłamywał. Gdzie go to prowadziło? Hux będzie pragnął jeszcze więcej śmierci niż Snoke kiedykolwiek. Luke powiedział kiedyś Benowi, że współczucie stanowiło najbardziej podstawową część bycia Jedi; ulżenie cierpieniu innych, uważanie każdego za równie wartego uratowania, to jedyna droga do osiągnięcia spokoju. Jedną z pierwszych lekcji, jakich Ben nie potrafił się nauczyć, było właśnie to: współczucie.
Hux odepchnął Kylo, a Kylo pozwolił mu zostawić się na statku bez słowa. Poczekał, aż odgłos stawianych przez generała kroków ucichnie, zanim podszedł do ciała Snoke'a. Był taki wysoki, wolny od słabości, jakie towarzyszyły mu w życiu. Krew powoli sączyła się z jego szyi; prawdopodobnie będzie tak kapać jeszcze przez dłuższy czas, gdy trzecie serce Snoke'a tłoczyło tlen przez ciało pozbawione świadomości. To uczucie Kylo rozumiał bardzo dobrze. Położył się obok Snoke'a, pozwalając, żeby resztki ciepła opuszczające ciało jego stwórcy grzały go w plecy. Włączył kostkę z danymi.
Co powinno się zrobić, kiedy prawda, która cię ocaliła, okazuje się zaledwie kolejnym kłamstwem? Kylo nie był tym, kim mu się wydawało, że jest. Bez Snoke'a był nikim. Budował swoje życie na świadomości dwóch rzeczy: tego, że zamordował uczniów Luke'a, i tego, że nie potrafił kontrolować swoich mocy. Wszystko, co uczynił dla Snoke'a z wdzięczności i potrzeby akceptacji, zostało zbudowane na kłamstwach. Dłoni Kylo nie splamiła krew padawanów, a dopiero tych, których zabił później. Wielki plan, jaki Snoke mówił, że mu ofiarowuje, nie był lepszy od popiołów.
Nie zapomniał o zabraniu ze sobą holokronów, które Snoke gromadził przez ponad sto lat, zanim włączył procedurę autodestrukcji promu.
…
Kiedy Kylo wrócił do swojego apartamentu, poświęcił się nierobieniu niczego. Zdezaktywował droida i wyciągnął się na łóżku wciąż w ubraniach pobrudzonych krwią Snoke'a, kontemplując sufit. Jego kom brzęczał co jakiś czas, informując o spotkaniach i wiadomościach, które przegapił. Kylo znajdował się w stanie przypominającym medytację, tyle że nie mógł wynieść z niego ani spokoju ducha, ani zrozumienia. Nie wiedział, gdzie zacząć niszczyć ścieżkę, którą kroczył.
Wśród Sithów istniała stara legenda o kobiecie, która próbowała wydrzeć wiedzę od bestii znajdującej się w środku labiryntu. Żeby się nie zgubić, zostawiała za sobą szlak z jedwabiu. Nigdy nie udało jej się wrócić, bo bestia ją pożarła. Inni później podążyli śladem jedwabiu i spotkał ich ten sam los. Darth Traya, mistrzyni Sithów obdarzona niespotykaną mądrością, posłyszała o bestii. W przeciwieństwie do pozostałych śmiałków unikała ścieżki wyznaczonej przez jedwab, zamiast tego podążała ciemną drogą. Znalazła bestię, gdy ta była nieświadoma jej obecności, wyczekując kolejnego łatwego posiłku, który nadszedłby, używając jedwabiu. Bestia została zabita, a sława Trayi rosła.
Ale Kylo nie widział ani jedwabiu, ani ciemności, którymi mógłby oznaczyć swoją drogę. Bestia już go znalazła. Ukochany. Snoke zawsze dbał, aby chronić Kylo przed ciemną stroną, trzymając ją na dystans. Teraz Kylo wiedział dlaczego. Znalazł się tak blisko zabicia Huxa i pozwolenia ciemnej stronie pożreć się w całości.
Stracił go. Nie potrafił znaleźć w myślach Huxa nic, kiedy ten go opuszczał; na jego twarzy widać było tylko pogardliwe spojrzenie wprost z rekrutacyjnych holosów Najwyższego Porządku. Gdyby Kylo miał spojrzeć na sprawę obiektywnie, to, że uczucia, jakimi Hux wcześniej go darzył, zgasły, było wręcz wygodne. Tylko Snoke dawał mu tę olbrzymią pewność, że razem mogą rządzić galaktyką i naprawić to, co przeżarła zgnilizna. Hux wciąż pragnął władzy, ale Kylo najpierw próbował go zabić, a potem stracił opanowanie. Albo odzyskał rozsądek, jeśli spojrzeć na to pod innym kątem.
Kylo nie był użyteczny dla Huxa. Był tylko synem, który nieudolnie się zbuntował i nie wiedział nawet, czy chce się komuś do czegokolwiek przydać. Włączając w to siebie samego. Zdecydował, że zagłodzi się na śmierć. Biorąc pod uwagę stan jego zdrowia, zajmie mu to długie tygodnie, ale ten czas minie szybko, jeśli Kylo spędzi go na medytacji. Sithowie czasami wybierali śmierć, jeśli czuli, że ich moce słabną, a ich zwiędłe, traktowane jak sakrament ciała grzebano na Korriban. Bycie znalezionym martwym we własnym apartamencie robiło mniejsze wrażenie, ale pasowało do wielu porażek Kylo.
Dźwięk rozsuwających się na oścież drzwi wyrwał go z medytacji. Tylko Garrota znała szyfr do zamka, chociaż Kylo miał nadzieję, że to ktoś wysłany, aby go zabić. Niestety był to tylko Fairhand. Drobna zdrada ze strony Garroty, na rozprawienie się z którą Kylo nie miał energii.
– Na jaja Imperatora – stwierdził Fairhand – nie zmieniłeś nawet ubrań przez ostatnie cztery dni. Czy to krew?
– Wynoś się – odparł Kylo, obracając się na bok, żeby nie musieć na niego patrzeć.
– Pani Terza powiedziała mi, czym się ostatnio zajmowałeś. Bardzo to podstępne. – Sądząc po odgłosie kroków Fairhanda, wchodził do kuchni. Kylo usłyszał, jak płynie woda z kranu, po czym mężczyzna powrócił i postawił szklankę wody na stoliku nocnym. Fairhand usiadł na łóżku, przez co znowu znalazł się w zasięgu wzroku Kylo. – Zabiłeś Snoke'a? Zasada dwóch i takie tam?
Pytania były irytujące.
– Hux go zabił.
Fairhand uniósł brwi.
– Jak ambitnie z jego strony. Ale najwyraźniej nie wszystko poszło zgodnie z jego planem. – Prawdziwe niedopowiedzenie. Mruczenie umysłu Fairhanda, słyszalne gdzieś w tle, było głównie wypełnione zaciekawieniem podszytym lekko zmartwieniem. – Garrota podejrzewa, że Snoke tobą manipulował.
– Ma rację. – Kylo wyciągnął dłoń po szklankę wody, nie chcąc kontynuować rozmowy, którą Fairhand mu narzucił, o suchych ustach. Zaniedbywał konieczność picia tak bardzo, jak tylko mógł. – Karmił mnie kłamstwami przez większość mojego życia. Sprawił, że go za to kochałem.
– Wiem, jak to jest, kiedy żyje się otoczonym przez kłamstwa – powiedział cicho Fairhand. – Ale ich utrata wciąż boli.
– Bez Snoke'a nie mam czegoś, co utrzymywałoby mnie w równowadze. Tęsknię za nim pomimo wszystkiego, co mi zrobił.
Kylo przez chwilę zastanawiał się, dlaczego zdradza Fairhandowi tak wiele. Ale potem dotarło do niego, że ten jako Minister Ochrony Rodziny właśnie tym się zajmował: sprawianiem, żeby ludzie przyznali mu się do wszystkiego. Miał w tym praktykę.
– A co z generałem Huxem? – zapytał Fairhand.
Kylo niemal udało się utrzymać milczenie; miał już szczerze dość manipulacji i pragnął pozbawić Fairhanda odpowiedzi z czystej zawziętości.
– Niemal go zabiłem. Nie byłem w stanie kontrolować moich działań. Zostawił mnie.
– Hux ci wybaczy.
– Dlaczego?
Fairhand wykrzywił usta w coś podobnego do uśmiechu.
– Bo nikt inny nie jest w stanie ofiarować mu tego, czego chce, tak jak ty – odparł. – Jeśli doprowadzisz się do porządku i zabierzesz mnie na lunch, powiem ci o nim nawet więcej.
…
Smak Aldaraanu był ulubioną restauracją Kylo z dwóch względów: 1) jej nazwa brzmiała tak tandetnie, że zupełnie nie ryzykował wpadnięcia tu na swoją matkę i 2) wnętrze było dość ciemne i ciężko było w nim kogokolwiek rozpoznać. Nie powstrzymało to kelnerki przez szerszym otwarciem ust, kiedy go zobaczyła, ale jeśli nie chciała zostać zwolniona, poczeka, aż zjedzą i wyjdą, a dopiero potem opublikuje informacje w HoloNecie. Już teraz potrafił wyobrazić sobie fragment artykułu Intwiga Sluice'a: Senator Ren zrywa z Poe Dameronem dla nowego tajemniczego (i przystojnego) mężczyzny.
– Jestem szczerze zszokowany, że ludzie w Republice ufają temu, czego dowiedzą się z wiadomości – stwierdził Fairhand pomiędzy kęsami kandyzowanego owocu muja. – To jak prowadzenie nerfów na rzeź. Cała wasza spisana historia też jest pełna kłamstw. Tak samo zresztą jak Najwyższego Porządku, rzecz jasna, ale my nie próbujemy udawać, że jest inaczej.
– Ty i Hux jesteście bardzo podobni.
Kylo odkrył, że jest głodny, w tym samym momencie, w którym dotarł do niego zapach jedzenia; od tamtej pory zjadł już dwa steki z nerfa. Decyzja, aby stać się mumią na podobieństwo Sithów najwyraźniej wciąż znajdowała się w tym samym miejscu, w którym ją podjął: w jego apartamencie.
– Wszelkie podobieństwo między nami jest czysto powierzchowne, zapewniam cię o tym. Porządek akceptuje wyłącznie przywódców charakteryzujących się pewnym fatalizmem.
Fairhand jadł powoli i to ruchami wypełnionymi taką gracją, że Kylo czuł frustrację, po prostu na niego patrząc.
– Jakim cudem możesz pomóc mnie i Huxowi, skoro go tak nie cierpisz?
– Mam w sobie pewien pragmatyzm. Tak jak większość z nas, dzieci, które przeżyły klęski głodu. – Kiedy Fairhand wychylił drugi kieliszek wina i sięgnął po karafkę, stwierdził: – Poza tym nieważne, jak bardzo nie chcę przyznać nawet sam przed sobą, że Hux ma więcej niż tylko dwie cechy charakteru, zakładam, że widzieliśmy zupełnie inne jego twarze. Wyobrażam sobie, że dla kochanków musi być niemal znośny.
– Jest przyjemny w obyciu. – Kylo z irytacją założył ramiona na klatce piersiowej. – I dobrze się z nim sypia. Mówi różne świństwa i nie krzywi się na widok sporych…
– Tak dziwnie się ciebie słucha, kiedy mówisz w ten sposób – odparł Fairhand, niefrasobliwie przerywając Kylo. – Przy publiczności zachowujesz się nieco staromodnie, zupełnie jak Vader. Przepraszam, że cię zdenerwowałem. Jak już mówiłem, mężczyzna, którego znasz ty i ten, którego znam ja, to dwie całkiem różne osoby.
– Opowiedz mi o nim. Ostatecznie dlatego zapłaciłem za twój lunch.
– Armitage Hux to ktoś obdarzony ponadprzeciętną ambicją i przeciętnym okrucieństwem. Wiem, że jest mściwy, nieprzyzwoicie cierpliwy i niezwykle skrupulatny w budowaniu swojego publicznego wizerunku. Jest bardzo lojalny wobec tych kilku przyjaciół, których ma, a którzy dogodnym przypadkiem posiadają spore wpływy. Ocalili mu tyłek przed wpadnięciem jak śliwka w kompot, kiedy pozwolił swojemu chłopakowi zniknąć z Gwiezdnym Niszczycielem jakieś sześć lat temu. Przez tę aferę znalazł się o włos od zostania straconym za zdradę stanu i gdyby powiedział cokolwiek istotnego w czasie przesłuchania, prawdopodobnie nie rozmawialibyśmy dzisiaj. Dyrektor zaczął zwracać na niego uwagę od tamtego wydarzenia, chociaż Hux był zaledwie majorem.
Sześć lat temu Kylo oddał się Snoke'owi. Poniesienie przez Huxa porażki w tym samym czasie nosiło w sobie napawające otuchą znamię przeznaczenia. A świadomość, że to Kylo zaaranżował wysadzenie w przestrzeń jego byłego kochanka przez Ruch Oporu, sprawiła, że poczuł pierwszy cień satysfakcji od naprawdę długiego czasu.
– Hux znajduje się tak blisko bycia czarnym charakterem, jak potrzebuje każda opowieść – powiedział Fairhand, układając palec wskazujący i kciuk tak blisko siebie, że niemal się dotykały. – Zastanawiam się czasem, czy nie wyrósłby na dobrą osobę, gdyby wychował go ktokolwiek inny niż Brendol.
– Jaka była jego matka?
– Hm. Nie mamy żadnych interesujących raportów poza tym opisującym jej dezercję, ale mogę podać ci jej imię. Pracowała w kuchni na pozycji służącego i pochodziła z Zewnętrznych Rubieży. Prawdopodobnie stąd Hux wziął przynajmniej połowę swojej pretensjonalności i wszystkie te przesadzone rotacyzmy.
Kylo znajdował się pod wrażeniem, że Fairhandowi udało się powiedzieć „rotacyzmy", jakby to było całkiem normalne słowo, którym wszyscy codziennie się posługiwali.
– Naprawdę nienawidzisz uznawać osiągnięć Huxa.
– Zachowałby się tak samo, gdyby chodziło o mnie.
– Co oznacza tylko tyle, że nadal nie wiem, dlaczego wyciągnąłeś mnie siłą z łóżka, zdradziłeś mi tajemnice państwowe i namawiałeś mnie do utrzymania sojuszu z Huxem.
– Pragnięcie zmienienia galaktyki jest czymś wykraczającym ponad zwykłą arogancję, ale ty i on znajdujecie się w wyjątkowym położeniu, aby to osiągnąć. Nie dam się z tego wykluczyć. Patrząc na to, jak galaktyka wygląda obecnie? – Fairhand uniósł kieliszek i opróżnił go. – Nie widzę, jakim cudem mielibyście spieprzyć ją jeszcze bardziej, niż już jest. Na zdrowie.
…
Do znalezienia matki Huxa wystarczyło jej imię, Adira Altis, i republikańska baza danych osób pobierających emerytury. Była wysoce odznaczoną pilotką, która „zdecydowała się wcześnie zrezygnować z pracy", jak to ujęto, kiedy jej ciało raz za razem odrzucało biomechaniczne protezy, jakie miały zastąpić jej prawe ramię. Altis osiadła na Coruscancie. Pod nieobecność Imperium planeta zmieniła się w slumsy rozlewające się na całą jej powierzchnię. Koszt życia był na tyle niski, że dało się przetrwać wyłącznie na wypłacanej emeryturze, nie szukając przy tym dodatkowego źródła zarobków.
Kylo wątpił, że Huxowi spodobałoby się cokolwiek, czego dowiedział się na temat jego matki. Ale przy braku wiadomości z jego strony senator zdecydował się ścigać jego cienie. Odwracało to uwagę Kylo od jego własnych problemów. Nie podzielał optymizmu Fairhanda, że uda mu się odzyskać z powrotem cokolwiek z rzeczy, które stracił tamtego dnia na statku Snoke'a.
Altis mieszkała na trzydziestym dziewiątym piętrze budynku, który wyglądał zaledwie odrobinę lepiej niż nędznie. Kosmickie dzieci bawiły się na korytarzu, odtwarzając wydarzenia Galaktycznej Wojny Domowej i wbiegając mu pod nogi. Zatrzymał się na chwilę przed drzwiami Altis, czując, że powinien zrobić na niej dobre wrażenie, po czym nacisnął przycisk komu.
– Co znowu? Dokładam się już do tego waszego funduszu na rzecz sierot wojennych – powiedziała Altis, a jej rubieżański akcent dało się usłyszeć nawet przez kiepsko działający głośnik.
– Jestem z biura przyznawania emerytur, proszę pani. Należy się pani podwyżka – odparł Kylo.
– I co jeszcze. – Kylo zorientował się, że jest obserwowany przez kamerę bezpieczeństwa znajdującą się nad drzwiami. – Zdecydowanie wyglądasz mi na włamywacza. Do tego masz niechlujne włosy i przypominasz tego senatora z Naboo, który ciągle pojawia się w plotkarskich holosach, w wersji dla biednych. – Sprawiedliwa ocena. – Czekaj… ty jesteś tym senatorem. – Drzwi rozsunęły się do połowy. – Mam nadzieję, że rzeczywiście przyszedłeś tutaj, żeby dać mi więcej pieniędzy.
Pierwszym, co Kylo zauważył, było to, że Altis była nawet wyższa od swojego syna. Jej karta identyfikacyjna określała jej wiek jako pięćdziesiąt pięć lat, ale na żywo wydawała się starsza. Pozwoliła swoim włosom przybrać jednolicie szary kolor, z jednej strony twarzy przycinając je krótko, a z drugiej goląc. Hux musiał po niej odziedziczyć szczupłą budowę ciała, wyraźne kości policzkowe i prosty nos. Ale skóra Altis była mocno opalona od przebywania na zewnątrz, a ona sama opierała się o drzwi, zamiast stać sztywno wyprostowana. Na prawym ramieniu miała prostą mechaniczną protezę, której nie próbowała w żaden sposób ukryć. Jakby wyzywała ludzi, żeby śmieli się na nią gapić.
– Przyszedłem porozmawiać o pani synu – powiedział Kylo.
Altis zmarszczyła brwi i wyciągnęła dłoń w stronę panelu kontrolującego drzwi. Jej palec zawisł nad przyciskiem zamykania.
– Nie mam dzieci.
– Armitage.
Skrzywiła się, słysząc imię Huxa.
– Wejdź do środka. – Altis zamknęła drzwi od razu, kiedy Kylo przekroczył próg. Jej mieszkanie składało się z jednego pokoju, zagraconego kawałkami złomu i pojemnikami po jedzeniu na wynos, których szybko pozbyła się ze stołu, wprost do spalarki. Altis stanęła plecami do Kylo, napełniając wodą staromodny czajnik i stawiając go na płytce grzewczej. – Robię herbatę. Jeśli nie zamierzasz jej pić, nasza rozmowa będzie jeszcze bardziej niezręczna niż to konieczne.
– Dziękuję.
Kylo usiadł na jednym z dwóch krzeseł przy stole, próbując rozszyfrować niepokój, jaki czuł od Altis. Jej umysł przypominał nieco pułapkę; zamykał się równie łatwo jak ten należący do jej syna.
– Kto ci powiedział?
– Mam swoje źródła.
– Nie mam żadnych użytecznych dla ciebie informacji. – Altis nie powiedziała nic więcej, póki herbata się parzyła. Postawiła filiżankę przez Kylo, po czym usiadła razem z nim przy stole. Był to nieoczekiwany gest, pełen gościnności; prawdopodobnie postąpiła tak tylko po to, żeby mieć co zrobić z ręką. – Kiedy widziałam go po raz ostatni, miał sześć lat i nikt jeszcze nie przykleił mu etykietki z informacją, że pewnego dnia będzie dowodził grupką cofniętych w czasie obłąkańców. Był zwykłym dzieciakiem. W większości. Zaczął mówić strasznie wcześnie i próbował nauczyć naszego kota potrząsać łapą na powitanie, co, jak podejrzewam, stanowiło jakiś znak. Co cię on tak obchodzi?
Prawda wymknęła się Kylo, zanim zdążył wymyślić jakieś wygodne kłamstwo.
– Jesteśmy razem.
Twarz Altis skurczyła się w szoku.
– Jest taki jak ty? Tam? – Kylo przytaknął. – Biedny – powiedziała, patrząc na filiżankę. – Czy jest taki zły, jak się wydaje na holosach?
Według słów Fairhanda, Hux chciał taki być.
– Nie, nie do końca. Holosy są głównie przykrywką. – Kylo zdradziłby jej szczegóły, których pragnęła, ale zabolałoby ją to. Huxa nie dało się łatwo opisać w pozytywnych słowach. – Ale prawdę mówiąc, zrobił kilka okropnych rzeczy. Też nie jestem jakąś szczególnie dobrą osobą.
– Wiedziałam, że Brendol go zniszczy.
– Więc dlaczego go z nim zostawiłaś? – zapytał, dyskretnie włączając urządzenie nagrywające ukryte w rękawie.
– Wcale go nie zostawiłam – odparła. Pytanie ją zbulwersowało. – Przespałam się z Brendolem, bo uważał, że mam najlepsze geny ze wszystkich służących, i myślałam, że może pomoże mi to awansować. Nie był pod wrażeniem rezultatów. A potem zaczęła się wojna i Brendol nagle stwierdził, że w sumie to nie ma innych dzieci, więc może równie dobrze zacząć pracować nad Arim. Dał mi wybór między dwoma rzeczami: zostawi mnie na Arkanis z niczym albo da mi wystarczająco dużo kredytów, żebym zwinęła się z planety, jeśli pomogę mu upozorować mały dramat. Nie wiem, może lepsza matka by odmówiła, a generał Hux nie dorastałby w przekonaniu, że mamusia go nie kochała. To wymagane, co nie? Żeby uczynić z kogoś czarny charakter w każdej podrzędnej nowelce? Ari miał tak czy siak przejebane, bo Brendol zdecydował się go przygarnąć bez względu na wszystko.
Brendol zmusił mnie do zostawienia syna. Musiałam zabrać Ariego do niego i powiedzieć, że już go nie chcę. Dzieciak trzymał się kurczowo mojej nogi i zawodził, cholera jasna. Naprawdę zawodził, jakby myślał, że jeśli będzie udawać ze wszystkich sił syrenę przeciwpożarową i zasmarka wszystko w zasięgu wzroku, to jego ojciec stanie się mniejszym potworem. Brendol musiał siłą oderwać ode mnie przyszłego generała Najwyższego Porządku. – Otarła oczy, zła na samą siebie. – Niech to piekło pochłonie, teraz ja też się rozklejam. Zabrałam tyłek na Yavin i dołączyłam do Rebeliantów. Zawsze chciałam być pilotką, a w tamtych czasach Rebelianci wsadzali do X-wingów wszystko, co miało puls i dwie ręce. I okazało się, że jestem w tym dobra. A potem nie miałam już dwóch rąk. – Wreszcie pociągnęła łyk herbaty. – Więc co teraz zamierzasz zrobić z moją opowieścią?
– Przekazać mu ją, tak mi się wydaje.
Altis westchnęła.
– Nie chcę wiedzieć, co jeszcze razem planujecie. Na pewno by mi się to nie spodobało. – Wsunęła rękę do kieszeni i wyjęła z niej holokostkę. – Mam kilka holosów Ariego. Nie mogę ich pokazać nikomu innemu. Nie da się chwalić imperialnym synem na spotkaniach grupy wsparcia dla weteranów. – Kostka zaczęła wyświetlać nieporuszające się zdjęcia sześciolatka, który w niczym nie przypominał zakrwawionego porucznika na nagraniu z aresztowania. – Widzisz? Wygląda absolutnie normalnie. Uroczo. O, na tym tutaj jest razem z tym cholernym kotem. Nie ma już kota, co nie?
– Raczej nie. – Po tym, jak Altis wyłączyła kostkę, Kylo zapytał: – Chciałabyś z nim kiedyś porozmawiać?
– Minęło trzydzieści lat. Nie mielibyśmy sobie nic do powiedzenia.
Matka Huxa z niego zrezygnowała. Wydawało się to Kylo niewłaściwe, szczególnie biorąc pod uwagę, że liczył na to, że jego własna matka wciąż w niego wierzy. Wyciągnął chip na kredyty i wprowadził do niego sumę, którą Altis powinna jego zdaniem zaakceptować. Pierwotny plan zakładał, że wyjdzie z tego mieszkania po usunięciu z jej umysłu wspomnień tej rozmowy, ale teraz był przekonany, że kobieta nikomu nie powie o jego wizycie.
– Przekazuję ci pewną sumę kredytów. Wystarczy, żeby wynieść się z Coruscantu. Możesz poprosić mnie o więcej.
Wyraz twarzy Altis nie zmienił się, kiedy zobaczyła kwotę na chipie.
– Nie wracaj tu – powiedziała.
Mimo to przyjęła kredyty.
…
W Republic City słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a jego promienie przebijały się przez zanieczyszczoną smogiem linię horyzontu. Poprawa jakości powietrza znajdowała się od lat w czołówce celów polityków pochodzących z tego miasta, bo wpływała na zadowolenie bogaczy wyglądających na zewnątrz ze swoich balkonów, tak jak Kylo teraz. Śmierć Snoke'a uczyniła go jeszcze bogatszym, niż był wcześniej. Jako jedyny spadkobierca swojego mistrza uzyskał od Klanu Bankierskiego każdy kredyt, jaki ten posiadał za życia. Wojny Klonów zostały opłacone kredytami, a Wojna Domowa życiami istot. Snoke planował połączyć jedno i drugie. Kylo miał w sobie mniej wiary, że kolejna wojna przyniesie koniec starciom, ale tak czy siak zbliżała się do nich. Mechanizmy, jakie nią poruszały, zostały wprawione w ruch na długo przed jego narodzinami i nic, co zrobił lub czego nie zrobił, nie mogłoby jej powstrzymać.
Kylo wyczuwał aprobatę Snoke'a dla zniszczenia systemu Hosnian. Jeśli miał spojrzeć obiektywnie i ze sporego dystansu, rozumiał dlaczego: śmierć tych planet odebrałaby mu niemal wszystkich, których kiedykolwiek poznał. Uczyniłaby go w jeszcze większym stopniu własnością Snoke'a. Nawet teraz tym, co Kylo dostrzegał przede wszystkim w działaniach swojego mistrza, było oddanie wobec swojego ucznia.
Odkrył, że pragnie porozmawiać z Lukiem, gdziekolwiek ten by się obecnie nie znajdował. Luke ufał, że Moc poprowadzi go drogą najżyczliwszą dla innych. Kylo uświadomił go, jak bardzo się myli w tej kwestii, jak i w wielu innych. Być może ujrzenie na własne oczy, jak w szkole Jedi wrogość Mocy rozbiła na drobne kawałeczki przekonania Luke'a, przyczyniło się do jego zniknięcia.
Luke zawsze przypominał Kylo, że śmierć nie ma w sobie celowości. Senator obserwował, jak Republic City zmienia się wraz z zachodzącym słońcem, i pomyślał, że to miasto musi przetrwać wojnę. Wrócił do środka, żeby napisać wiadomość do Huxa. Miał problemy z samym początkiem; nie wiedział, od czego zacząć przeprosiny, które wiedział, że musi zawrzeć, a których Hux nie zaakceptuje. „Bardzo cię przepraszam, ale byłem zdenerwowany i Moc chciała, żebym cię zabił. Chce, żebym zabił wiele innych istnień, nie bierz tego do siebie." Wyjaśnianie Mocy komuś, kto jej nie odczuwał, zawsze sprawiało, że brzmiała jak mistycyzmy jakiegoś kultu.
Ciemna strona zawsze będzie mnie prześladować, tak jak chce prześladować też ciebie. Nie mogę powiedzieć, że znajdowałem się zupełnie pod jej wpływem wtedy na statku. Miałem nad sobą dostatecznie dużo kontroli, żeby przestać, co oznacza, że mogłem powstrzymać się, zanim w ogóle zacząłem. Fairhand myśli, że mi wybaczysz.
Nie sądzę, że powinieneś. Nie sądzę, że to zrobisz.
Porozmawiałem z twoją matką, bo chciałem ci coś zaoferować. Wiem, że to odpowiedź na pytanie, którego nigdy byś nie zadał, ale jej słowa mogą dać ci trochę jasności umysłu lub poczucia ulgi. A być może zupełnie cię zmiażdżą. Wciąż jesteśmy do siebie podobni. Nie pragniesz być manipulowany ani trochę bardziej niż ja.
Musimy porozmawiać twarzą w twarz, jeśli mamy dalej realizować nasz plan. Zbyt wiele się zmieniło. Nie mamy czasu na to, aby się unikać. Będę na Naboo przez następne dziesięć dni. Na planecie odbywa się dość skomplikowany festiwal, a nie mogę na razie znieść myśli o braniu udziału w posiedzeniach Senatu. Odziedziczyłem posiadłość Imperatora Palpatine'a, włączając w to jego rzeczy osobiste. Tak, to próba przekupstwa.
Proszę, przybądź. Choćby i tylko po to, żeby mnie spoliczkować.
