14. Czerwona czterolistna koniczyna: prośba Nejiego „Naruto-nii-chan".
- Odejdź - mruknął Naruto, mocniej naciągając poduszkę na uszy.
„Naruto-nii-chan! Obudź się!"
Jęcząc, Naruto zagłębił się głębiej w swoim materacu. Skrzywił się, gdy zaczęły go boleć plecy - przyzwyczaił się do łóżek w Dystrykcie Uchiha, które zapewniały o wiele więcej wsparcia niż tani futon w jego mieszkaniu. Dlaczego nie wróciłem do domu?
Dzień wcześniej spędził większość czasu na drzewie w pobliżu gorącego źródła, czytając nowy stos książek, który przyszedł do biblioteki, wciąż na zwolnieniu lekarskim, i czuł się zbyt leniwy, by pójść znacznie dalej niż jego gówniane stare mieszkanie. .
Gdyby to powstrzymało ludzi przed budzeniem go o siódmej rano, musiałby zacząć wkładać dodatkowy wysiłek, aby wrócić do Dystryktu.
„Co, Konohamaru," jęknął.
„Potrzebuję twojej pomocy, szefie! Jesteś teraz przywódcą Korpusu Konohamaru," odpowiedział Konohamaru. Z westchnieniem Naruto usiadł, przeczesując dłonią włosy, a jego oczy przyzwyczaiły się do światła dziennego.
"Co."
„Korpus Konohamaru! Nowa wojskowa instalacja Konohy". Konohamaru przyjął pozę, światło odbiło się od jego zębów, gdy się uśmiechnął. To było niepokojąco podobne do Gai.
„No dalej, szefie, nie patrz tak na mnie. Jesteś liderem!"
„… Nie, dziękuję," powiedział Naruto, opadając z powrotem na łóżko.
"Szefie, proszę! Potrzebuję twojej pomocy!" Ryknął Konohamaru. Wskoczył na łóżko, klęcząc przy skrzywionej twarzy Naruto. "Proszę? Proszę? Proszę? Proszę? Proszę? Proszę? Proszę? Proszę? Pl-"
„OK," wrzasnął Naruto, popychając go na podłogę. "Po prostu przestań!"
Konohamaru wyszczerzył zęby w zwycięstwie.
"Czego znowu szukamy?"
„Nii-chan, mówiłem ci już trzy razy! Specjalna rzadka czerwona czterolistna koniczyna," powiedział Konohamaru, zaciskając usta ze złości. - Muszę to zdobyć dla Kaede-chan, zanim wyprowadzi się z wioski! - zawołał, mając na myśli jednego z kolegów z klasy. Naruto pomyślał, że to trochę słodkie, że się podkochiwał.
- W porządku, w porządku, uspokój się. Gdzie to ma być?
„To miejsce w lesie zwane Akagahara".
Brwi Naruto zmarszczyły się. - Czy nie mówi się, że to miejsce jest tak samo złe jak Las Śmierci?
"Nie wiem, ale tam jest koniczyna, więc jedziemy!" Konohamaru zaświergotał, wyprowadzając go z miasta. Naruto westchnął.
„Dobra, dobra, cokolwiek chcesz. Nawet jeśli jest to zabronione, nie widzę nic gorszego niż wysłanie bandy geninów na Training Ground 44". Poza tym, jeśli chcą trzymać mnie z daleka w tej wiosce, muszą włożyć nieskończenie dużo więcej wysiłku.
Dotarcie na ogrodzony teren zajęło zaledwie kilka minut, liczne tabliczki zdobiły ogniwo łańcucha. Przeczytał na jednym z nich, że wszyscy shinobi mają zakaz wstępu na rozkaz Hokage. "Może powinieneś to przesiedzieć, Kono."
"Nie ma mowy! Muszę zdobyć koniczynę!" - odparł jego uczeń z uporem. Naruto wzruszył ramionami i przeskoczył przez płot.
„Po prostu idź w moje ślady, a może nie wysadzisz w powietrze," powiedział nonszalancko, ignorując bladość Konohamaru.
Nie był najlepszym dowcipnisiem w wiosce - tym, który wślizgiwał się do kwatery głównej ANBU i z niej wyjeżdżał i mógł pomalować największy, najłatwiejszy do zobaczenia konstrukt wioski, nie dając się złapać - na nic. Naruto z łatwością uniknął większości pułapek, Konohamaru podążał tuż za nim.
- Wow, szefie - powiedział z podziwem. "Jesteś niesamowity!"
„To łatwe, jeśli spojrzysz," wycedził Naruto, od niechcenia odbijając kunaia.
"Patrzę!" Zaprotestował Konohamaru, lądując w kucki na gałęzi drzewa obok niego.
- Neh, neh, mam na myśli patrzeć, a nie tylko widzieć rzeczy - powiedział Naruto. Postukał swojego protegowanego w czoło. - Nie możesz po prostu działać. Musisz myśleć, słuchać, w przybliżeniu. To wszystko są dobre cechy mistrza dowcipnisia. I artysta pułapek.
Konohamaru przytaknął z entuzjazmem. Naruto złamał genjutsu, które pieczęć umieszczała na każdym, kto zbliżył się do pola koniczyny - nie zamierzał spędzać godzin, nie zbliżając się do swojego celu - i wskazał Konohamaru do przodu.
- W porządku, mała. Zacznij szukać.
"Znalazłem to! Znalazłem to!"
Naruto drzemał, udając, że szuka czterolistnej koniczyny, szarpiąc się, gdy zawołał Konohamaru. - Nie śpię - wymamrotał, ocierając sen z oczu, przechodząc. Konohamaru wyciągnął rękę pod posągiem, napinając się i chrząkając. "Tak kłopotliwe."
Przycisnął posąg i lekko go przechylił. Cholera, to jest ciężkie. Nie był na tyle głupi, żeby go usunąć - prawdopodobnie uruchomiłoby to kolejną pułapkę.
"Rozumiem!" Konohamaru wiwatował, szarpiąc się… prosto do Naruto.
Naruto potknął się, upuszczając posąg z przekleństwem. "Powiedziałeś złe słowo!" Konohamaru oskarżył go, a Naruto ponownie zaklął.
- Kono, wynośmy się stąd - powiedział pilnym tonem. Odzyskał dość siły, by skakać po wiosce i wykonywać pomniejsze (cóż, pomniejsze dla niego) jutsu, ale nie chciał dać się złapać w sytuacji z tamtejszym Konohamaru.
Trzask sprawił, że się odwrócił i skrzywił. Wokół polany coś, co wyglądało na marionetki, wystrzeliło z ziemi, klikając i klekocząc, gdy wskazywały ostrza z rąk i dłoni. - Niezła robota - westchnął Naruto.
"To nie była moja wina!" Konohamaru pisnął.
Zastanawiam się, czy użyję czakry Kuramy, by to wszystko zniszczyć i znowu skończę w szpitalu, jak szalony będzie baa-chan, pomyślał Naruto.
Z drugiej strony, Jiraiya i Iruka prawdopodobnie byliby od niej gorsi. Naruto był zbyt leniwy, by znów uporać się z tą porażką, więc postanowił uciec bez lądowania w domenie medyków.
"Nowy plan!" zawołał radośnie. "Unik!"
"Jak mam unikać ich wszystkich?" Konohamaru wrzasnął.
„To będzie dobra praktyka, mój uczniu!"
- Jeszcze niczego mnie nie nauczyłeś!
- Nie powiedziałeś, że będę cię unikać! Konohamaru wrzasnął, odsuwając się od zielonej kuli, która eksplodowała.
Naruto zachichotał w odpowiedzi. Zaśmiecił połowę polanki setkami maleńkich niebieskich kul wielkości kulki pachinko, używając powalonej marionetki jako tarczy. „Cóż, hej," zaśmiał się, chwytając Konohamaru za szalik i wyskakując w powietrze. Kule eksplodowały, wstrząsając ziemią pod spodem i katapultując większość marionetek, ich szczątków i dwóch shinobi w powietrze daleko w górze. "Wiesz, co to jest po jasnej stronie?"
"Jaka jest w tym jasna strona?" Konohamaru krzyknął do niego.
"Zdobywasz doświadczenie bojowe!" Naruto trysnął z jasnym uśmiechem.
"Jesteś idiotą, szefie!" Zagrzmiał Konohamaru, próbując go udusić wspomnianym szalikiem.
„Och, spójrz! Otwarcie!" Naruto zeskoczył z nieaktywnej marionetki, rzucając się na ziemię i wślizgując między dwie marionetki.
- Śledzą nas! Konohamaru jęknął, zwisając mu z ramienia jak tani materiał.
„Ooh, wyzwanie ~"
„Nie wiem, naprawdę postawiłbym pieniądze na Kakashiego-sensei," powiedziała Sakura.
- Nie chodzi o to, że nie mam zaufania do jego umiejętności. Po prostu myślę, że w środowisku wodnym Zabuza miałby przewagę i byłby zwycięzcą - odparł Sasuke z rękami w kieszeniach, gdy szedł ulicą.
- A co z Gaiem-senseiem?
„Nie wiem. Obecnie jest pięćdziesiąt jeden do pięćdziesięciu na korzyść sensei'a, ale ten człowiek to potwór i potęga mocy. Czysto ninjutsu i genjutsu? Kakashi-sensei, za każdym razem. Ale taijutsu Gaia jest potężne… a jego fizyczne wytrzymałość."
- O czym rozmawiacie? - zapytał uprzejmy głos. Odwrócili się twarzą do Kiby, Akamaru wyglądał jak zwykle z kurtki. Po egzaminach co tydzień rzucał Naruto na pojedynek, zwykle kończąc z twarzą na błocie.
„Kto by wygrał w walce, Kakashi czy Zabuza," odpowiedział Sasuke.
„I Kakashi-sensei kontra Gai-sensei," dodała Sakura. „Mamy pulę zakładów".
"Pula zakładów typu B?" Zapytała Hinata. Podeszła za Kibą z Shino, jak zwykle skręcając kciuki.
„Chcę wejść," uśmiechnął się Kiba, wyjmując portfel. Sakura odniosła wrażenie, że Shino przewraca oczami za okularami przeciwsłonecznymi. „Trzysta ryo na Zabuzie i czterystu na Gai".
„Doskonale" mruknęła Sakura, wyjmując niebieski zeszyt z dołączonym długopisem oraz małe pudełko z pieczęcią Naruto. Była uzgodnionym obstawiającym i bankierem Squad Seven.
„Więc, Kiba," skomentował Sasuke, spoglądając na rachunki Kiby, kiedy wręczał je Sakurze. „Jak myślisz, kto by wygrał, nasz sensei czy twój?"
- Psz! Nasz, oczywiście! Zawołał Kiba.
„Nie sądzę, żeby to było całkowicie dokładne, Kiba," powiedział Shino.
„Ech ?! Nie postawiłbyś na Kurenai-sensei ?!" Kiba odpowiedział oskarżycielskim tonem. Hinata wyglądała na skonfliktowaną.
„Kakashi z Sharinganu, o którym mówi się, że opanował ponad tysiąc jutsu i stworzył chuunin przed ukończeniem dziesięciu lat, byłby groźnym przeciwnikiem. Kurenai-sensei jest silnym kunoichi, ale ostatecznie Kakashi-san najprawdopodobniej wyjdź zwycięsko ".
- Tak, cóż, dlaczego nie wkładasz pieniędzy tam, gdzie masz usta, zdrajco.
Sasuke uśmiechnął się, a Sakura przewróciła oczami. - A co z tobą, Hinata? - zapytała uprzejmie.
„U-um… ja-myślę, że chciałbym postawić zakład na Kakashiego-sensei przeciwko Zabuzie, Gai-sensei i Kurenai-sensei a-przeciwko Kakashi-sensei," powiedziała Hinata, zsuwając palce.
Sakura skinęła głową, zapisując to wszystko w swoim notatniku.
"Szef!"
„Dlaczego krzyczysz na mnie, jakbym to spowodował ?! To ty potrzebowałeś cholernego kwiatka dla swojej dziewczyny!"
"ONA NIE JEST MOJĄ DZIEWCZYNĄ!"
„Nie musisz się wstydzić, mój mały uczniu".
„Zamknij się, nii-chan!"
Naruto uniknął kolejnego kunaia, gdy przelatywał w powietrzu, wyskakując w powietrze i przewracając się, aż spojrzał w niebo. Wyjął trójzębnego kunaia i włożył go do ust, szukając kolejnych bomb w swoich wybuchowych torbach. Miał prawie nieskończone zasoby dzięki swoim pieczęciom magazynowym i wielu nocom spędzonym na tworzeniu, a nie spaniu.
W dole ścigała go marionetka. Otworzył usta, drewnianą szczękę odrywając się od reszty głowy i wypuścił morze ognia w powietrze. Naruto przewrócił się i wrzucił kunai w płomienie, pozostawiając po sobie grupę niebieskich kulek, gdy tylko zniknął.
Pojawił się ponownie po drugiej stronie płomieni i rzucił się do przodu, gdy eksplozja za nim popchnęła go do przodu. Wbił jedną stopę w twarz marionetki i zamachnął się szerokim łukiem mieczem, przecinając jej szyję i ramię.
"Eeek!" Konohamaru biegał jak idiota, zakrywając głowę rękami. Trzymając się mentalnie twarzą, Naruto uniósł jedną rękę, tworząc Rasengana.
Wybuch czakry zaalarmował go o problemie, zanim technika eksplodowała w połowie, sprawiając, że wzdrygnął się. Poważnie?! * Wzdychaj *… więcej chodzenia po drzewach dla mnie.
"Kono, unik!"
"Ciągle to powtarzasz!" Konohamaru zawodził, schylając się na ziemię, gdy tanto Naruto wirowało nad jego głową. Wbił się w pierś kukiełki, która goniła dziecko, odrzucając je do tyłu na dwoje za nim.
Tańcząc pomiędzy kilkoma pułapkami, Naruto chwycił szalik Konohamaru i szarpnął go, uśmiechając się. „Wszystko, co musisz zrobić, to spojrzeć!"
"PATRZĘ!"
„Sakura-chan, moja ukochana!"
"Zawietrzny!" Sakura wrzasnęła, rzucając się z otwartymi ramionami z budynku, po którym biegali. Lee spotkał ją w połowie drogi i złapał ją w ramiona, płacząc z radości. "Minęło tak dużo czasu, odkąd cię widziałem!"
- Minęły dwie godziny - stwierdził beznamiętnie Sasuke, unosząc brwi.
„Dwie godziny za długo!" Lee zawył.
Za nimi Neji jęknął. Sasuke obszedł dwa zakochane ptaki szerokim łukiem, podnosząc jedną rękę, by pomachać do kolegów z drużyny Lee. - Domyślam się, że miałeś misję lub coś jeszcze, zanim nastąpiła apokalipsa - powiedział sucho.
TenTen zachichotał. - Nie martw się. Po prostu robiliśmy rangę D. Spojrzała na jego kamizelkę chuunin.
Uśmiechnął się. - Może za kilka miesięcy twój zespół zrobi chuunin. Byłoby miło mieć kilku wokół, którym mógłbym naprawdę zaufać, mając nasze plecy. Jego brwi zaczęły drgać. Uniesiona brew TenTena skłoniła go do kontynuowania. - Jakiś chuunin, z którym biegaliśmy na misji, pozwolił Naruto raz dźgnąć nożem w bok.
- Mówiąc o Uzumaki-san - przerwał Neji, odwracając wzrok. - Czy wiesz, gdzie on jest w tej chwili?
„Hn," odpowiedział Sasuke, pocierając kark, gdy myślał. „Nie. Ostatnio widziałem go, jak czytał na drzewie, ale to było wczoraj. Hej Sakura!" krzyknął.
"Co?" Sakura odkrzyknęła w odpowiedzi, w środku mirażu zachodzącego słońca z Lee.
"Wiesz, gdzie jest Naruto?"
Sakura zamrugała i opuściła ręce Lee, tworząc pieczęć, gdy zamknęła oczy. - Ooh, nie wiedziałem, że jesteś ninja od czujników! - zawołał TenTen.
Sakura uśmiechnęła się złośliwie, ale nie odpowiedziała. Po chwili otworzyła oczy. - Z jakiegoś powodu jest w lesie - powiedziała. "Konohamaru też tam jest." Zmarszczyła brwi i przechyliła głowę.
„Czy masz określoną lokalizację?" - zapytał Neji, gdy para podeszła do nich.
Sakura uniosła brew. - Chcesz go znaleźć?
„Chcę z nim porozmawiać, tak," odpowiedział Neji, a jego blade oczy wystraszyły. Sakura wzruszyła ramionami i wyjęła kartkę papieru, rysując koło wokół części lasu i podając mu go. Squad Seven wykonał wiele map wioski i jej obszarów, więc prawie zawsze mieli jedną przy sobie.
„Nie jestem wystarczająco dobry, żeby wiedzieć gdzie dokładnie, ale on gdzieś tu jest".
Neji przyjrzał się papierowi lekko zwężonymi oczami. - Dziękuję, Haruno-san. TenTen, Lee, możesz dokończyć misję?
„Jasne, Neji," odpowiedział TenTen, zakładając obie ręce za głowę. Otworzyła jedno oko, a na jej ustach pojawił się przebiegły uśmiech. - Masz dziś przyjaciela na liście misji?
Posłał jej spojrzenie, wskakując między drzewa. „To mi przypomina, że powinniśmy iść podnieść stopień C," Sakura powiedziała, szturchając Sasuke w ramię, gdy patrzył w przestrzeń ze znudzonym spojrzeniem. „Teraz, gdy jesteś przywódcą klanu, lepiej zbieraj wyniki swojej misji".
Wyprostował się. - Zgadza się. Chodźmy. Wystartował na szybki spacer, przez co Sakura zachichotała.
- Do widzenia, Lee-kun - powiedziała, odwracając się, by złożyć całusa w policzek wspomnianego genina. - Do następnego spotkania. Przeklęty los.
„Do widzenia, Sakura-chan!" - wrzasnął prawie, a łzy spływały mu po twarzy.
"Lee-kun!"
"Sakura-chan!"
"Lee-kun!"
TenTen zbladł, odwracając się i uciekając na ulicę, zanim któryś z nich mógł ją trwale oślepić.
- Neji był ostatnio bardzo cichy. Myślę, że twój uczeń mógł do niego dotrzeć, Kakashi - powiedział Gai, odchylając głowę do tyłu, opierając się na jednej z sof.
- Też dobrze, bo inaczej Jiraiya mógł do niego dotrzeć na własnej skórze - spocona Kurenai.
- Nadal trzęsę się od chłosty, które mi zadał. Asuma się skrzywił.
- Rozmawiałeś z Ino? - zapytała zmartwiona Kurenai.
Westchnął. „Tak. Powinna dzisiaj przepraszać. Kami, pomóż mi, jeśli Naruto ma cokolwiek innego niż pozytywną reakcję. Jiraiya wypatroszy mnie, jeśli dzieciak przyjdzie do niego narzekać".
Oboje wzdrygnęli się, Kurenai ze współczuciem.
„Och, jestem pewien, że nie odrzuci żadnych przeprosin," uśmiechnął się Kakashi. „Poza tym Naruto i tak nie lubi narzekać na swoje problemy. Chociaż," przechylił głowę i przybrał zamyślone spojrzenie, wewnętrznie chichocząc, gdy zatrzymał się, żeby uzyskać dramatyczny efekt, a oni zmarszczyli brwi, "wydaje się, że dzieli się więcej z Jiraiyą odkąd wrócił. Podobnie jak rodzina - uśmiechnął się, zamykając oczy, a wewnętrzny troll unosił swoją brzydką głowę. - W końcu jest jego ojcem chrzestnym!
Asuma zbladł. - Poważnie? To pogarsza sprawę.
Kurenai przygryzła wargę, powstrzymując uśmiech. - Co wcześniej mówiłeś o Lee, Gai? - zapytała, próbując odciągnąć myśli przyjaciela od jego możliwej nieuchronnej zagłady.
- Ach, tak! Wiosna młodości jest silna dla mojego drogiego ucznia - powiedział Gai, a jego oczy zmieniły się w gwiazdy. „Sakura-san jest dla niego najlepsza! Popycha go jeszcze bardziej!"
Kurenai zadrżała. „Rozumiem dlaczego. Ta dziewczyna jest potworem, jeśli chodzi o walkę. Czy Tsunade-sama złapała ją już w swoje ręce?"
„Jeszcze nie, ale słyszałem, jak Shizune wspominała, że Tsunade-sama chciała z nią porozmawiać," odpowiedział Kakashi. - Któregoś dnia oceniała personel szpitala. Pomogła Sasuke z jego medycznym jutsu, co jest dość zaskakujące. Mam przeczucie, że za tym stoi Naruto.
„Szczerze mówiąc, jestem zszokowany, że Sasuke nawet zapisał się do tego programu," powiedział Asuma wokół papierosa.
„Wciąż ci powtarzam," odpowiedział Kakashi, przewracając stronę w swojej książce z płaskim spojrzeniem w oku, „nie jest tak arogancki jak kiedyś. Mam wrażenie, że czasami czuje się pominięty, ponieważ tak nie jest. Nie mam specjalności takiej jak Naruto czy Sakura. "
"Specjalność?" Kurenai przechyliła głowę.
„Taijutsu i medyczne jutsu to talenty Sakury. Naruto ma zarówno fuinjutsu, jak i materiały wybuchowe. Wszyscy są biegli w kenjutsu. Sasuke, oczywiście, ma swojego Sharingana, ale myślę, że wszyscy możemy zgadnąć, dlaczego może uważać na to, co pełny Sharingan mógłby zrobić." Dzielili chwilę ciszy, myśląc o najstarszym rodzeństwie Uchiha, z którym niedawno musieli walczyć.
„Może genjutsu byłoby bardziej jego domeną," zasugerowała Kurenai, biorąc łyk wody z plastikowego kubka w dłoni. - Mogę mu pokazać kilka rzeczy, jeśli chcesz.
Oko Kakashiego wygięło się w górę. - Myślę, że dobrze by sobie z tym poradził.
- Wciąż nie mogę uwierzyć, że udało im się przekazać zwierzchnictwo klanu poza radę - burknął Asuma, zaciągając się dymem. - Nie mogą tak naprawdę wiele z tym zrobić.
- Tutaj się mylisz - powiedział swobodnie Kakashi, dotykając czubka swojej książki. Wszyscy podnieśli brwi, patrząc na niego. „Status głowy klanu zapewnia znacznie więcej… ochrony politycznej niż zwykły shinobi z klanu. Niektórzy ludzie, których imiona pozostaną niewypowiedziane, nie mogą ich tak łatwo porwać. Byłoby o wiele większe zamieszanie." Kurenai powoli skinęła głową, zamyślona. „Naruto już przejął Świątynię Przechowywania Masek klanu Uzumaki."
- Och? Całkowicie o tym zapomniałem - powiedział zaskoczony Gai. "Jestem zaskoczony, że nie został splądrowany."
„Większość ludzi zapomniała, że istnieje," wzruszył ramionami Kakashi. - Natychmiast chwycił skarbiec, w którym znajdowały się również pozostałości Uzushiogakure. Nie jest tak, że zostało tam dużo, ale słusznie należało do niego.
- Zgaduję więc, że Dystrykt Uchiha jest domem dla Uzumakich. Trochę ironiczne - powiedziała Kurenai, odchylając się do tyłu i położyła brodę na dłoni. „Nadal nie mogę zapomnieć o tym, że ci dwoje mieszkają razem".
„To ekonomiczne. Sasuke nie jest zbyt bogaty, jak niektórzy myślą," Kakashi spłynął pot, pocierając głowę. „Naruto żartuje, ale to tylko żarty. Sprzedał wszystko, co mógł, a resztę wykorzystał na utrzymanie, ale jest powód, dla którego odciął większość wody i prądu. Jestem na osiemdziesiąt procent pewny, że mają plan, aby w wolnym czasie stać się łowcami nagród, aby zgarnąć gotówkę. Sasuke jest takim pracoholikiem, "westchnął, opadając. Inni rzucali mu płaskie spojrzenia, zbyt przyzwyczajeni do jego lenistwa.
- Cóż, nawet pracoholicy muszą mieć swoje hobby - powiedziała Kurenai, wyraźnie rozbawiona. „Wyłapałem coś z Kiby na temat puli zakładów. Najwyraźniej włączyli w to również mój zespół. Są podzieleni co do tego, kto wygra, ty, Kakashi czy Momoichi Zabuza," zaśmiała się.
Kakashi osunął się. - Moi głupi mali uczniowie nie wierzą we mnie - mruknął.
- Zakłady na pulę? Ach, to wszystko wyjaśnia - wyszczerzył się Gai. - Często słyszę, jak moi uczniowie debatują, kto wygra nasz następny mecz i wspominają imiona twoich uczniów. Nawet Neji został w to wciągnięty. Chociaż… - Dołączył do Kakashiego w zagłębieniu narożnika, sprawiając, że pozostali dwaj jounini spłynęli. - Często stawia przeciwko mnie.
„Słyszałem o tym," powiedział Asuma z lekkim podziwem w głosie. "Najwyraźniej jest wspólny zakład o dwa tysiące ryo, który mają z Kotetsu i Izumo, o tym, kto pierwszy rzuci, Iruka czy Jiraiya."
- Co się stało? - zapytała Kurenai, marszcząc brwi ze zmieszaniem.
- Nie wiem dokładnie co. Ale najwyraźniej krążą plotki, że Naruto jest czarownicą, ponieważ ktoś ciągle na niego syczy i nazywa go dzieckiem voodoo.
„Bądź liściem, mój uczniu, bądź liściem," zawołał Naruto, jedną ręką obejmując usta, a drugą blokując miecz marionetki swoim trójzębnym kunaiem.
"Co to znaczy?" Konohamaru wrzasnął, schylając się pod nogami marionetki, aby uciec. Byli w połowie drogi do ogrodzenia, chociaż Naruto obawiał się, że marionetki po prostu podążą za nimi do wioski… ale hej, technicznie rzecz biorąc, była to wina tego, kto je zaprojektował.
„Musisz sam to rozpoznać, młoda ropuchu," odpowiedział Naruto.
"Nie masz sensu, szefie!" Konohamaru zawodził.
"Kaede-chan liczy na ciebie! Bądź liściem!"
Jęcząc, Konohamaru zatrzymał się za nim, ciężko dysząc. „C-siedzimy przy tym od godzin! Nie mogę kontynuować," jęknął, kładąc ręce na kolanach. Nagle wyprostował się, zwężając oczy. - Nie możesz nas stąd po prostu teleportować ?!
„Hmm," odpowiedział w zamyśleniu Naruto, rzucając marionetkę przez las na dwóch swoich sojuszników. "Nie pomyślałem o tym."
- W takim razie zrób to teraz! Konohamaru wrzasnął.
Naruto złapał go za ramię i aktywował swoje jutsu.
Chwilę później upadł kilka jardów od ogrodzenia, a krew trysnęła mu z nosa, zaklaskała w nią obiema rękami, jęcząc w kierunku ziemi. „Owwww."
"Szef!" Konohamaru wrzasnął, trzymając dłonie we włosach. "Co się stało?!"
- Chyba próbował posunąć się za daleko. Daaaaammnit - jęknął w odpowiedzi Naruto. „To się nie zdarzyło od tygodni".
"Wstawaj, wstawaj! Nadchodzą!" Konohamaru pisnął, potrząsając nim za ramiona.
- To będzie fiiiiiine - Naruto machnął na niego, lekko zezując.
"Nie, nie będzie! Umrzemy," zawył Konohamaru do nieba.
Dwie marionetki rzuciły się na nich z gałęzi drzewa, wybuchając na wiele kawałków, gdy wokół nich eksplodował wir czakry. Obrót ucichł, pozostawiając Nejiego na swoim miejscu z wyciągniętymi ramionami.
Odwrócił się, Byakugan ewakuował się, a Konohamaru natychmiast spanikował. „Ach! Kim jesteś ?! Co jest nie tak z twoimi oczami ?!"
- Wszystko w porządku, Uzumaki-san? - zapytał Neji, ignorując go.
- H-hej! Nie ignoruj mnie!
„Wszystko w porządku, mój uczniu," zaśmiał się Naruto, chowając się w jednej ze swoich torebek, aż wyciągnął bandaż i przyłożył go do nosa, trzymając głowę pochyloną, żeby nie zakrztusić się krwią. - Nic mi nie jest, Neji. Właśnie sfałszowałem fuinjutsu i dostałem krwawienia z nosa. To normalne w przypadku teleportacji. Co ty tu właściwie robisz? Neji otworzył usta, ale Naruto przerwał mu z dezaprobatą. „Jeśli trenujesz tutaj, naprawdę nie powinieneś tego robić sam".
"Ty hipokryto!" Konohamaru wrzasnął. „Cały czas trenujesz w tym lesie pełnym wielkich tygrysów!"
„Och, mój mały uczniu, nigdy nie jestem sam!" - powiedział wesoło Naruto.
"Co to znaczy?!"
- Powiem ci, kiedy będziesz starszy.
- Możemy omówić to na zewnątrz - powiedział krótko Neji, krzywiąc się.
„Ach, racja. Chodźmy, Kono!" Naruto wiwatował, wstając i kołysząc się na ramieniu Konohamaru. "Weeeeeeee! Ups, wciąż zawroty głowy."
„Szefie! Jesteś taki zawstydzający…"
Neji podniósł Naruto z ziemi i wskazał głową na Konohamaru. - Chodźmy - podkreślił, gdy kilka marionetek wyszło z ziemi. Konohamaru pisnął i poszedł za nim przez płot, siadając u podstawy drzewa i obserwując marionetki unoszące się za ogniwem łańcucha, zanim wyszedł, prawie z przygnębionym powietrzem. Cóż, tak przygnębiony, jak może być nieożywiony zaprogramowany obiekt.
„Masz nieść księżniczki, a nie jak księżniczka, szefie. Jesteś taki zawstydzający," narzekał ponownie Konohamaru, dąsając się.
Naruto usiadł obok niego, uśmiechając się, po czym potargał mu włosy i sprawił, że zaczął krzyczeć.
„Chcę z tobą porozmawiać," powiedział Neji, wzdychając lekko z niecierpliwości. - Najlepiej sam.
„Ach. Dobrze. Hej, Kono, nie powinieneś zanieść kwiatka swojej dziewczynie?" Zapytał Naruto.
Z krzykiem chłopiec poderwał się oszalały. "Zapomniałem! A to koniczyna!" rzucił się przez ramię, uciekając. - A ona nie jest moją dziewczyną!
Naruto zachichotał, odwracając się do Nejiego, gdy Sarutobi zniknął w oddali. - O czym chciałbyś porozmawiać? ziewnął.
Z napiętą miną Neji poczłapał na kolana, składając ręce. Naruto przetarł oko i rzucił mu zmieszane spojrzenie, zastanawiając się nad jego formalnością. „Chciałbym przekazać moje skromne przeprosiny," wypalił Neji.
Naruto zamrugał powoli. "…Po co?"
Powieka Nejiego drgnęła. Naruto miał przeczucie, że to jego wersja sadzenia twarzy w ziemię. „Moje zachowanie podczas egzaminów na chuunin" - wyjaśnił Neji.
Nie musisz. Ledwo pamiętam, co powiedziałeś - uśmiechnął się Naruto, machając mu ręką. Kolejne drgnięcie; kolejna roślina do twarzy.
- Uzumaki-san, pokazałeś mi, że… los nie zawsze dyktuje to, co się robi. Ja… myślałem o tobie jako o ostatnim martwym przegranym, ale jesteś godnym podziwu wojownikiem - powiedział Neji, marszcząc brwi, jakby miał problem z doborem słów. - Udało ci się nawet przetrwać przeciwko Orochimaru i Hokage-samom.
„Szczerze mówiąc, przez większość czasu uciekałem".
„Ty także… spowodowałeś wielką zmianę w moim klanie," Neji odetchnął głęboko, wpatrując się tak bez mrugnięcia w oczy Naruto, że blondyn poruszył się niewygodnie i zastanawiał się, czy Hyuuga kiedykolwiek musiał mrugać. "Chcę ci podziękować."
- Ach… nie zrobiłem wiele. Naruto pokręcił kosmykiem włosów przy uchu, które zaplótł. - Po prostu rzuć wątpliwości i podejrzenia w umysły wszystkich. I nękaj ludzi na posiedzeniach rady - mruknął pod nosem. „Czy wiesz," zaczął z uśmiechem rekina, pochylając się do przodu i zmuszając Nejiego do unoszenia jednej cienkiej brwi. - Że pieczęć Ptaka w Klatce wiele lat temu wzięła małą, małą część pieczęci z techniki Uzumaki - pamiętajcie, że całkowicie oryginalna, nie zwykła rzecz - ale - przerwał chichotem, pocierając jego ręce złożone radośnie - „byłoby prawie… ach, użycie go byłoby nielegalne, gdyby było, eh, znak towarowy czy coś". Zachichotał złośliwie pod nosem, grzywka przesłaniała mu oczy.
Oczy Nejiego zrobiły się okrągłe.
"Ale oczywiście!" Naruto położył palec na ustach. „Nikt… jeszcze tego nie wie…" Jego ostre siekacze lśniły w słońcu, kiedy rozłożył nogi i zaczął wstawać. - Jestem pewien, że nikt nie będzie miał nic przeciwko, jeśli zdobędę znak towarowy na pozornie… - Wyrzucił ręce w górę. "Bezużyteczna, archaiczna, prawie nieużywana spirala Uzumakiego, prawda?" Uśmiechnął się szeroko w kierunku Nejiego.
Chłopiec gapił się na niego - a przynajmniej gapił się tak bardzo, jak ktoś tak opanowany, jak tylko mógł Neji. - Uzumaki-san- - powiedział z tonem wdzięczności.
Naruto uniósł jedną rękę. - To dla kretynów rady. Naruto jest w porządku. Pomachał, kierując się z powrotem w kierunku wioski, teraz gdy poczuł się pewniej na nogach. „Do zobaczenia później, Neji!"
- Zaczekaj! Uzu- Naruto- - zaczął Neji, ruszając za nim. - Chciałem… - przerwał.
Naruto zatrzymał się i zerknął przez ramię, spodziewając się. - Cóż - mruknął Neji. - Lee powiedział, że powinienem… hn-
- Chcę cię prosić… no, żebyś pozwolił mi być. Przyjacielem? Naruto przechylił głowę, śmiejąc się w duchu. Tak formalne, pomyślał.
„Jasne, Neji," odpowiedział, szeroko się uśmiechając. - Ale pierwsza rzecz jest pierwsza. Neji wyprostował się, jakby właśnie powiedział mu, że zamierza nakreślić parametry misji. - Na kogo stawiasz z Kakashim-senseiem czy Gaiem-senseiem?
- Tutaj też nie - mruknął kwaśno Naruto, posyłając gołe półki przed nim spojrzenie. „Dlaczego, do diabła, nigdy nie mogę tego znaleźć ?!"
- Czego szukasz, Gaki? Zapytał głos za nim. Naruto spojrzał przez ramię, nadal z zrzędą miną i spojrzał płasko na Jiraiyę.
- Tuńczyk - wypluł, krzywiąc się.
Jiraiya uniósł brew. - Drażliwy. Czy masz obsesję na tym punkcie, tak jak na ramenie?
"Nie." Naruto sapnął przez nos. - Pomyślisz, że to głupie - zmarszczył brwi.
Iruka posadził kiedyś Jiraiyę na wykładzie na temat zachowania Naruto. Jiraiya uznał to za całkowicie niepotrzebne, a potem Iruka wyjął tablicę. Z diagramami i listami. Iruka spędził prawie godzinę, wbijając mu informacje.
Były szczere śmiechy, a potem fałszywe śmiechy, których Naruto używał do ukrywania bólu lub zażenowania. Jeśli był naprawdę zły z powodu czegoś, co zrobił, skonfrontowałby się z nimi. Unikał ludzi lub dawał im chłodne ramię tylko wtedy, gdy bał się ich reakcji. Przez większość czasu nie zawracał sobie głowy kontaktami z ludźmi; co oznaczało uczciwość - nawet oznakę czegoś, co początkowo wydawało się nieufnością, tak jak jego oświadczenie - w rzeczywistości było oznaką zaufania.
A co najważniejsze, Iruka waliła - gdyby Naruto pomyślał, że ktoś pomyśli, że coś jest głupie, nieważne lub coś podobnego, NIGDY NIE TRAKTUJ GO TAKIEGO pod groźbą śmierci. Nawet jeśli wydawało się to najbardziej absurdalną rzeczą na świecie.
Sandaime popełnił kiedyś błąd, błogosław jego serce, mówiąc Naruto, że wrzucanie kubka ramenu do pobliskiego stawu w każdy piątek, aby mieć pewność, że „tygrysy" z lasu nie wyjdą na pożarcie ludzi, nie jest ważnym zadaniem . Nauczył się swojej lekcji, kiedy Naruto nie otwierał się przed nim przez dwa tygodnie, dopóki nie był pewien, że jego „jiji" można powierzyć „ważne informacje".
„Aw, daj spokój. Daj mi trochę kredytu". Jiraiya szturchnął go w ramię.
Naruto westchnął. „Kiedy miałem około sześciu lat, Sasuke powiedział mi o czymś, co smakowało naprawdę dobrze," powiedział, krzyżując ramiona. „Wyszedłem, żeby spróbować, ale nie mogłem go znaleźć. Jakoś wylądowałem w barze - nie pytaj - tam poznałem Ibiki, właściwie - nie pytaj - ale do dziś zawsze jest sprzedawany na zewnątrz, nie w magazynie, nie noszą tego, albo są świeżo - nachmurzył się Naruto. „Nawet w wioskach, które odwiedzam poza Konohą! To wymyka mi się na każdym kroku!"
Jiraiya spocił się. "Szukałeś tuńczyka na siedem lat?"
"…tak."
„… Dobrze, dobrze, chodźmy po trochę".
"Co masz na myśli mówiąc, że wyszedłeś?" Jiraiya drgnął.
"Świeżo, przepraszam!" Kelnerka zaświergotała.
Naruto rzucił mu płaskie spojrzenie. - Widzisz? Jestem przeklęty.
Jiraiya zmarszczył brwi i zamknął menu. - Nie jesteś przeklęty, gaki. Udowodnię to.
- Co, u diabła, masz na myśli, mówiąc, że cała przesyłka została przewrócona do rzeki ?!
- Widzisz? Już awansowałeś na szóstą rangę z całego programu - powiedziała Sakura, klepiąc Sasuke po ramieniu.
- Przypuszczam, że to zadowalające. Dobrze się spisałeś - powiedział, unosząc jedną brew. „Pierwsza ranga".
„To jest to, co ciągle słyszę," powiedziała Tsunade od drzwi do pokoju dziennego pielęgniarek. Wepchnęła do ust resztę pączka, który trzymała, przełknęła, zanim poszła i usiadła na jednej z sof. - Haruno Sakura, prawda?
„Tak, Tsunade-sama," odpowiedziała Sakura. „To mój kolega z drużyny, Uchiha Sasuke". Sasuke pochylił głowę do przodu z szacunkiem, podczas gdy na ustach Sakury pojawił się uśmiech. "Już znasz Naruto."
"Kto tego nie robi?" Tsunade uśmiechnęła się.
- Czy przeprowadził cię już przez swoją inicjację? - zapytał Sasuke, bawiąc się splątaną gazy w dłoniach. Znalazł ją wepchniętą na półkę w szafie z zapasami i zabrał ją do pokoju socjalnego, żeby rozplątać się po przerwie, mamrocząc kwaśno pod nosem o leniwych pielęgniarkach.
"Inicjacja?" Tsunade i jej dziadek zapytali jednocześnie, chociaż słyszeli tylko jednego z nich.
Obaj chuunin uśmiechnęli się, z względnie normalnie wyglądającymi minami, ale w jakiś sposób kryli w sobie nurt czystego zła. „Ach," zachichotała Sakura. „Będziesz musiał sam się tego dowiedzieć. Sandaime-sama powiedział, że chciał zobaczyć twoją twarz, kiedy to się stało."
Jeszcze bardziej zdezorientowana Tsunade wzruszyła mentalnie ramionami. "Cóż, chciałem zadać ci pytanie, Sakura-san."
„Tylko Sakura jest w porządku, Tsunade-sama. O co chciałeś zapytać?"
„Zastanawiałam się, jak udało ci się naśladować moją technikę," powiedziała Tsunade. - Widziałem twoją walkę z twoim chłopakiem? Sakura skinęła głową. - Całkiem imponujące, zwłaszcza biorąc pod uwagę twój rekord w Akademii.
- Rekord Akademii to nic, z czego można by wyjść - przerwał mu Sasuke, marszcząc brwi na swoich kolanach, bawiąc się gazą. „Sfałszowaliśmy nasze oceny i osobowości, aby móc ułożyć formację Drużyny 7". Powtórzenie go prawie zmęczyło go. Czy kiedykolwiek będą musieli przestać wyjaśniać to ludziom?
„To prawda. Ale jak naśladowałem twoją technikę, cóż, to skomplikowane, ale znałem stojącą za nią teorię. Centrowanie czakry w punkcie uderzenia, zanim uderzysz. Zajęło mi dużo czasu, aby poradzić sobie z odrzutem i zarządzanie czakrą to się stoczyło - powiedziała Sakura. „Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu," kontynuowała z przepraszającym uśmiechem.
„Och, wcale nie," Tsunade machnęła ręką, szczerząc się jak rekin. - Właściwie to zastanawiałem się, czy byłbyś zainteresowany praktyką u mnie.
Sasuke uniósł brew, z paskiem gazy w ustach, gdy zmagał się z jej większością w dłoniach. Niehigieniczne, ale przed użyciem zawsze używali jutsu sterylizującego.
„Będąc twoim uczniem? Byłbym zaszczycony," powiedziała zaskoczona Sakura. "Chociaż, dlaczego chcesz być moim nauczycielem?"
„Powiedzmy, że podoba mi się twoja odwaga," zachichotała Tsunade.
Sasuke zaczął się skrzywić, szarpiąc za węzeł bardziej energicznie niż wcześniej.
Sakura rozpromieniła się. "Kiedy zaczynamy?" zapytała.
„Och, dzisiejsze popołudnie będzie fi…"
"Cholera!" - wrzasnął Sasuke, szarpiąc materiał tak gwałtownie, że zerwał się z kanapy i popłynął na podłogę.
Chwilę później zdał sobie sprawę, co zrobił, i spojrzał na swoje ręce, chwilowo zbyt zamrożone, by być zakłopotanym.
- Och, Sasuke - westchnęła ciężko Sakura.
"To niemożliwe! Jesteś przeklęty!" Jiraiya zawył, szarpiąc się za włosy.
"Widzisz mówiłem Ci!" Wrzasnął Naruto, opierając ręce na biodrach, gdy się skrzywił. "To nigdzie!" Wskazał na otaczające ich sklepy.
Jiraiya przeciągnął dłonią po twarzy. Opadł na ławkę, drapiąc się po głowie kostkami. „Musi być jeden sprzedawca, który ma tuńczyka w całej wiosce" - wykrzyknął. „Właśnie dziś rano zobaczyłem znak!"
"Tak, dobrze." Naruto usiadł i położył brodę na dłoniach, zrzędliwy. „Nie potrafię go nawet wyczarować. Jeśli nie wiem, jak smakuje, nie mogę naśladować smaku".
"Czarować?" - zapytał Jiraiya.
Wzdychając, Naruto wskazał na kamień u ich stóp. „Anut otni nrut".
Skała przekształciła się w blady kawałek mięsa. "Co do cholery." Powiedział Jiraiya.
Naruto podniósł go i wyciągnął do niego, praktycznie się dąsając. - Ugryź, ale wypluj.
Po kilku chwilach wpatrywania się w niego, Jiraiya wziął mięso i ugryzł duży kęs.
"Hyack! Gah!" Natychmiast go wypluł, wycierając język rękawem. "Co to było do cholery?"
- Nie tuńczyka - powiedział głucho Naruto.
„Nie, to znaczy, co to było ?!" Jiraiya machnął rękami.
- Och. Magia.
"…magia?"
„Tak. Och, daj spokój, Kyuubi musiał coś zrobić ze swoim wolnym czasem. Był tylko u kilku gospodarzy. Jak myślisz, co to jest?" Naruto uniósł dłoń i skierował do niej czakrę, sprawiając, że pentagram się zaświecił. "To mieszanka jego magicznej energii i fuinjutsu."
Jiraiya zmarszczył brwi. - Dlaczego miałbym to wypluć?
- W końcu zamieniłby się z powrotem w skały.
Mężczyzna spojrzał na swój brzuch i skrzywił się. "Co jeszcze możesz zrobić?"
- Cóż, naprawdę wszystko rozsądne. Naruto patrzył przez ulicę na sprzedawcę masek. „Ecaf sih ot kcits".
Jedna z masek spadła ze stojaka, przyklejając się do twarzy sprzedawcy. Mężczyzna wrzeszczał i szarpał ją, gdy wypadł na ulicę, wymachując.
Duet zachichotał. - Ooh, ooh - sapnął Jiraiya, wskazując. "Spraw, żeby ten facet zmienił się w osła."
Naruto uśmiechnął się złośliwie. „Yeknod a otni hprom".
"Widzisz go?" - zapytała zaniepokojona Ino, rozglądając się dookoła jedną ręką osłaniając oczy przed słońcem. Spojrzała zza krawędzi dachu sklepu, który zajmowali, rozglądając się po promieniu mili na minutę.
- Czy to nie on tam jest? - zapytał Choji z kęsem frytek. Wskazał ulicę w kierunku drzewa rzucającego cień na niewielki obszar. Na ławce siedział nikt inny, jak ulubiony (lub niezbyt lubiany) przez wszystkich blondyn i jego ojciec chrzestny, śmiejąc się z czegoś, co dzieje się na ulicy prostopadłej do tej, na której się znajdowali.
Ino zbladła. „Mogę później przeprosić" - pisnęła, obracając się. Shikamaru leniwie złapał ją za łokieć, przewracając oczami.
„Musimy teraz przeprosić, Ino, zajęło nam dzisiaj wszystkim znalezienie go".
„Ale jest z Jiraiya-sama," jęknęła Ino. Shikamaru posłał jej puste spojrzenie. „Och, dobrze," westchnęła. "Chodźmy."
Naruto był w trakcie opowiadania jakichś bzdur, kiedy podeszła do niego Ino. - H-hej, Naruto - powiedziała, uśmiechając się.
Naruto podniósł głowę, przerywając sobie. - Och, hej, ludzie - powiedział, brzmiąc na trochę znudzonego. "Co tam?"
Jiraiya patrzył na nich ponad głową blondyna z absolutnie pustym wyrazem twarzy. W jakiś sposób było to bardziej denerwujące niż gdyby się na nią gapił. Ino przełykając, rozszerzyła uśmiech. „Chciałam tylko przeprosić" - powiedziała.
Minęła chwila ciszy. "…Po co?" - zapytał, czując poczucie déjà vu.
Uśmiech Ino drgnął. - Bo wiesz, że uderzyłem cię tamtego dnia.
"O." W jego spojrzeniu nadal nie było żadnego zrozumienia. "W porządku." Odwrócił się na ulicę, podnosząc lornetkę, którą zdobył znikąd.
"Uhh." Ino zaczął się denerwować, kiedy Jiraiya zmrużył oczy. - Nie, naprawdę przepraszam.
- Tak, i naprawdę to rozumiem? - zapytał Naruto, spoglądając na nią z ukosa. "Teraz wszystko dobrze."
"N-nie, nie jest!" Ino zaśmiała się niezręcznie. - W ramach przeprosin powinniśmy zabrać cię na lunch! Choji powiedział "Co?" w tle.
Naruto zmarszczył czoło lornetkę. - Dlaczego chcesz mnie zabrać do jedzenia? - zapytał, autentycznie zdezorientowany. To nie było tak, jakby Zespół Asuma kiedykolwiek traktował go tak, jak wieśniacy, ale zawsze albo go ignorowali, albo naśmiewali się z niego, albo po prostu nic nie mówili, gdy inni to robili. Bawił się z Shikamaru i Choji, kiedy byli mali, ale uniknął ich po incydencie z Yota.
Nawet gdyby nigdy nie pamiętali, nigdy nie zapomniałby oczu, którymi na niego patrzyli - tymi samymi oczami, które zawsze na niego patrzyła reszta wioski.
„Aby powiedzieć, że nam przykro!" Ino pospieszyła dalej.
- Tak, ale dlaczego tylko ten raz? Naruto spłynął. - Wcześniej uderzyłeś mnie już wiele razy.
Ino zaczęła się pocić po jego stwierdzeniu. Jiraiya skrzyżował ramiona, a wokół niego humorystyczna atmosfera, którą miał wcześniej.
„Chodzi jej o to," wycedził Shikamaru, „to się więcej nie powtórzy".
Naruto wpatrywał się w nich wszystkich, powoli przechylając głowę. Czy to jedna z tych sytuacji społecznych, których nie mogę zrozumieć?
"Ach!" Wykrzyknął nagle, sprawiając, że podskoczyła. „Naprawiłeś problem z koncentracją ?!" Sasuke powiedział mu o tym.
"Co nie!" - wrzasnęła, ponownie ściszając głos, gdy Jiraiya zmierzył ją spojrzeniem. „Chcemy tylko być przyjaciółmi. To wszystko".
Co do cholery, co do cholery, pomyślał Naruto, klepiąc się w myślach w głowę, gdy próbował znaleźć rozwiązanie. - Cóż - powiedział, ściągając brwi. - To nie tak, że was nie lubię, czy coś, ale dlaczego?
- Co masz na myśli, mówiąc, dlaczego? Czy ludzie nie mogą po prostu chcieć być przyjaciółmi? - zapytała Ino, krzyżując ramiona.
- Zwykle nie ze mną - odparł bez ogródek Naruto. Zaczynali go irytować - chociaż przez to czuł się odrobinę winny. - Wydaje mi się, że jestem… - Osłonił oczy, by spojrzeć w niebo. „Hmm, 'denerwujący, kłopotliwy idiota', który nigdy nie wiedział, kiedy się zamknąć i był„ trochę powolny "i„ cóż, nie jest tak naprawdę dziwakiem, ale też nie jest normalny "- powiedział, przyjmując szyderczy akcent za każdym razem, gdy zacytował je.
Spojrzał w dół i zamrugał, widząc poczucie winy na ich twarzach. Nawet Shikamaru zaczynał wyglądać nieswojo. "Co?"
- Ja… przepraszam. Ino przygryzła wargę i wpatrywała się w ziemię.
Jeszcze bardziej przechylił głowę. "…naprawdę?" - zapytał sceptycznie. Nie chodziło o to, że wątpił w ich zamiary w szczególności; był po prostu naturalnie podejrzliwy wobec każdego.
„… Cóż, jeśli oferujesz ramen, nie powiem nie. To jednak będzie musiało być innym razem…"
- Ale akceptujesz przeprosiny, prawda? - zapytała Ino.
- Chyba? Nie widzę sensu, naprawdę… Nie byłem zły…
Jęk „kłopotliwego" Shikamaru sprawił, że Choji znów zaczął jeść swoje frytki, zatrzymał się podczas napięcia. Przerwał, kiedy poczuł ukłucie w dłoni, zerknął w dół i podskoczył.
"Gah! Uciekaj!" Uderzył owada na swojej dłoni, szarpiąc się, gdy Naruto pojawił się nagle przed nim i wyrwał go.
"Nie idź i nie zabij go, Choji!" skarcił, sapiąc. Chłopiec odchylił się do tyłu, wyraźnie zdezorientowany, a Naruto pozwolił owadowi odpocząć na swojej kostce.
„To tylko błąd!" Choji argumentował.
„Nie, to owad," poprawił Naruto. „Robaki to rodzaj owadów". Spojrzał na żuka z uznaniem. „To jest zielony obrońca Konohagakure".
„Wygląda na brązową," powiedział głucho Choji.
„To odcień, Choji, musisz uważać na barwę. Wylęgają się przez cały rok, ale żyją tylko w południowo-wschodnim lesie. Są tak wytrzymałe, że Aburame opracował je specjalnie do walki," wyszczerzył się Naruto.
- Uch… dobrze? Choji spocił się.
- To różni się od Czerwonoskrzydłych, których używa się głównie z medykami nin Aburame, ponieważ są wyjątkowo dobrzy w obchodzeniu się z trucizną.
- Nie zdawałem sobie sprawy, że znasz liczne gatunki owadów w moim klanie.
Ino i Choji podskoczyli. Naruto patrzył, jak chrząszcz unosi się z jego dłoni i leci w powietrzu, by wylądować na ramieniu Shino - Hinaty i Kiby nigdzie nie było. - Ona należy do twojego ula?
- Tak. Niedawno wyklute owady czasami odchodzą. Żuk wsunął się pod kołnierz Shino, sprawiając, że Ino zadrżała.
„Widzisz, Choji? Dlatego nie powinieneś walić w przypadkowe owady," szepnął na scenie Naruto do chłopca, chichocząc jego kosztem.
- Tak, nieważne. Idziesz na obiad czy nie?
- Cóż, jasne. Dlaczego nie? Naruto zatrzymał się, gdy zdał sobie sprawę, że Aburame nie podąża za nim. "Idziesz czy nie, Shino?"
„Z tego powodu oddzielamy gatunki". Ino wzdrygnęła się, słuchając Shino i Naruto rozmawiających o rasach chrząszczy. Czy nie mogą tego zrobić podczas jedzenia? pomyślała.
Jiraiya zajmował inny stół; kiedy Shikamaru zapytał, czy się tu trzyma, Jiraiya właśnie posłał mu nieco przerażający uśmiech i powiedział, że „ich obserwuje". Chłopiec próbował ukryć dreszcz, kiedy wrócił do ich stolika.
„Mhm, to było dobre," westchnął Choji, klepiąc się po brzuchu z uznaniem.
Naruto spojrzał na zegarek. - Hn. Powinienem już wracać. Dzięki za jedzenie. Mimo że to nie był ramen.
Brwi Ino drgnęły. Mógłby być bardziej wdzięczny…
Blondyn wysunął się z budki, machając. - Chcesz to kiedyś powtórzyć? - zapytał Choji z kęsem wołowiny.
Naruto zatrzymał się. - Ech… Wrócę do ciebie w tej sprawie - zabezpieczył się, pocierając tył głowy.
- Co, za dobrze dla twoich starych kumpli z Akademii teraz, kiedy jesteś wielkim chuuninem? Ino jęknęła figlarnie. "Spędzasz dużo czasu z zespołem Nejiego."
- Cóż, to znaczy, oni nigdy… - urwał Naruto. Nigdy nie traktowali mnie jak idiotę. Sans Neji, który wydawał się zdeterminowany, by mu to wynagrodzić. "Oni są moimi przyjaciółmi-"
- Czy nie jesteśmy twoimi przyjaciółmi? Ino zmarszczyła brwi.
- Cóż… czy przyjaciele się nie lubią?
- Co, nie lubisz nas? Zapytała obrażona.
"Nie wiem." Naruto odwrócił wzrok. „Przez większość czasu wysyłałem kage bunshin do Akademii i nie zawracałem sobie głowy przeglądaniem wspomnień, które przynieśli. Ale… przez większość czasu nikt mnie nie lubił." Kiedy zobaczył poczucie winy na jej twarzy, pospieszył, by zmienić swoje sformułowanie. „Nie musisz się z tym źle czuć! Przez większość czasu nikt mnie nie lubi!"
Jiraiya zaczął drgać, kiedy zdał sobie sprawę, że Naruto nie widział absolutnie nic złego w tym stwierdzeniu. Kelner spojrzał na widelec, który wygiął na pół i zaczął chwiejnym tonem: „Sir, czy zamierzasz zapłacić za…" Jiraiya odwrócił się i spojrzał na niego. „N-nieważne, wszystko w porządku! Wszystko dla naszych klientów!"
- To znaczy, byłem wtedy irytujący. Byliście dziećmi. Nie musicie czuć się źle.
- To… - zmarszczyła brwi Ino. On ma rację… nawet jeśli go nie lubili, nikt go naprawdę nie lubił… Nawet jej ojciec posadził ją i odbył z nią długą dyskusję. Czy przez cały czas źle to robiła?
„To nie oznacza, że nic nie jest w porządku", wymamrotała do stołu.
"Dobry wygląd." Naruto przylepił się do jego fałszywego uśmiechu, czując, że cofnął się do czasów Akademii. - Nie musisz czuć się winny z powodu niczego. Przyjmuję twoje przeprosiny. Więc możesz to zostawić za sobą. Do zobaczenia. Według „Radzenia sobie z emocjami: dla opornych" to wszystko, co musiał wyjaśnić, więc zostawili go samego. Podejrzewał, że chcieli przeprosić tylko z powodu jednego z nich. konsekwencje zewnętrzne lub b. wina. Odwrócił się na pięcie i skierował się do drzwi, machając do przechodzącego Jiraiyi.
Zostawił Drużynę Dziesiątą duszącą się w poczuciu winy, podczas gdy Shino patrzył za nim, zastanawiając się, jak przegapił coś tak oczywistego.
Szkoda, że jedyną osobą, z którą mógł prowadzić inteligentną rozmowę na swoich zajęciach, była jedyna osoba, którą odpisał jako rozrywkę.
"Co będzie jutro?"
„Naruto, czy mieszkasz pod kamieniem?" - zapytała Sakura, a na jej czole pojawił się ślad kleszcza.
Naruto uniósł ręce. - Hej, to nie moja wina. Ero-sennin i ja byliśmy na Poligonie 44 próbując nową bombę. Sasuke powstrzymał dreszcz.
- Czy to jest powód, dla którego niedawno znalazłem na ścieżce zwłoki palącej małpy? - zapytała, krzywiąc się.
„… Może" - zaśpiewał. - W mojej obronie, to była wina sensei'a.
Potrząsnęła głową. „W każdym razie," kontynuowała, „Tsunade-sama organizuje jutro zawody."
Sasuke uniósł brwi. "Konkurencja?" Spędził dzień w kancelariach prawnych na niższych poziomach Hokage Tower, wypełniając dokumenty związane z jakimś znakiem towarowym, który Naruto chciał opieczętować. W przypadku czegoś tak dawnego było wiele formularzy do wypełnienia i oddania, ale oczywiście Naruto nie chciał robić bomb.
Sakura przewróciła oczami. „Każdy otrzyma kryształ, taki jak ten". Wskazała na kryształ, który Naruto nosił na szyi, który dostał od Tsunade. „Z wyjątkiem tego, że nie są warte fortuny i mają różne kolory. Genin staje się niebieski, chuunin i wyższy czerwony. Niebieski jest wart jeden punkt, czerwony pięć. Tsunade-sama da wszystko, co zechce, osobie, która wygra."
- Cokolwiek chcemy, co? Powiedział Naruto, pocierając podbródek, opierając się i wpatrując w chmury. Przynieśli ławkę na Training Ground Seven, ponieważ trzy kłody nie były najlepszymi siedzeniami. - O co byś prosił, Sasuke?
„Jest wiele rzeczy, które byłyby przydatne". Sasuke zmarszczył brwi w zamyśleniu. „Może mogę zakazać genjutsu zachodu słońca…"
"Nienawidzący będą nienawiedzieć." Sakura prychnęła.
- Jeśli wygra ero-sennin, prawdopodobnie sprawi, że każde gorące źródło będzie mieszane - parsknął Naruto.
- Albo zacznij tajną służbę policyjno-ochroniarską - mruknęła Sakura.
"Hm?"
"Nic."
W głowie Sasuke pojawił się obraz. Jiraiya stworzyłby tandetne mundury podobne do ANBU z pomarańczowymi opaskami na ramionach. Iruka i Kakashi byliby częścią członków założycieli. Prawdopodobnie oszukaliby Gaia i wciągnęliby się w to. Tsunade organizowała cotygodniowe spotkania, podczas których nie robili nic poza piciem i narzekaniem na bigotów. Najwyraźniej Neji, nowy najlepszy przyjaciel Naruto, dałby cichą, ale groźną perswazję każdemu, kto się nie zgodził.
… Sasuke potrząsnął głową. Naprawdę musiał przestać pracować późno w szpitalu.
„Możesz połączyć siły i połączyć swoje kryształy, aby otrzymać wspólną nagrodę," mówiła Sakura.
„Więc możemy połączyć siły na sensei," wyszczerzył się Naruto. - Jak za dawnych czasów. To będzie zabawne dla Karin.
W oczach Sakury pojawił się błysk. „Powinniśmy dać mu nostalgiczne przeżycie". Obaj zaczęli złośliwie chichotać.
"Dobrze, ale o co poprosimy?" Sasuke przerwał.
Wszyscy milczeli przez kilka chwil, zanim oczy Naruto zaczęły świecić. „Och", uśmiechnął się, „wiem dokładnie, o co poprosimy".
