Dzbry, rozdział zawiera nawiązania do Aftermath: Empire's End, a ja skończyłam zwycięsko NaNo frostironowe.

Po raz czwarty z rzędu Hux obudził się przerażony, z trudem łapiąc powietrze. Zrzucił z siebie kołdrę i chwiejnie wstał z łóżka. Zimna podłoga stanowiła przyjemny szok dla jego stóp, kiedy zakładał na siebie palto, żeby odciąć się od ustawicznego chłodu bazy Starkiller. Hux walnął dłonią w przycisk zasuwający na powrót zasłony. Bazę otaczały ciągnące się we wszystkich kierunkch tysiące kilometrów śniegu, który odbijał jasne promienie słońca obracającego się razem z planetą – czy też bronią – utrzymując ją w stanie wiecznego dnia. Bez przyciemnionej transparistali Hux mógł dostać ślepoty śnieżnej, gdyby odpowiednio długo wyglądał na zewnątrz.

Na cień Imperatora, Hux był zaniepokojony. Ciągle śnił o tym, że ponownie znajduje się na promie, duszony niczym jakiś bezsensowny sługus. Hux zbudował całe swoje życie dookoła wiary w uporządkowany wszechświat, w którym człowiek mógł kształtować swój los zgodnie z beznamiętnymi, niezmiennymi prawami. Nawet Moc musiała im podlegać, ponieważ kontrolowali ją ludzie nie mniej i nie bardziej wyjątkowi niż wszyscy inni.

Przez krótką chwilę bliski śmierci mózg Huxa postrzegał Moc jako coś żywego. Zza Rena wychynęło stworzenie, coś, co składało się głównie z głodu, wygłodniałe usta i koślawe kończyny wygięte do przodu tak, że mogło położyć głowę na ramieniu Rena. To coś właśnie pragnęło śmierci Huxa, ponieważ stanął pomiędzy tym stworzeniem i Renem. Zaczynał stawać się częścią jego historii, nacięciem na galaktycznym odpowiedniku ramy łóżka Skywalkerów.

Nie dało się powstrzymać dreszczu, który przeszedł go razem z tą myślą. Tym, co Hux powinien zrobić, było zerwanie wszelkich więzi łączących go z Renem i powrócenie do pierwotnych planów. Nawet jeśli nie brzmiało to jak szczególnie dobra strategia, to przynajmniej oszczędziłoby go przed złośliwością Mocy. A jednak jakaś okropna część jego umysłu powstrzymywała go przed wysłaniem Renowi tej wiadomości. Każdy dzień zwłoki sprawiał, że Hux stawał się coraz bardziej wściekły.

– Wyślę mu to cholerstwo jutro – mruknął sam do siebie, zakładając resztę munduru, żeby pójść do baru dla oficerów.

Do: phasma .net

Temat: RE: Raport na temat FN-2187

Przyspiesz wysłanie go na pole walki. Warunkowanie powinno zadziałać w sytuacji stanięcia twarzą w twarz z prawdziwym zagrożeniem. Wtedy w razie konieczności będziemy mogli szybko przenieść go do oddziałów rezerwy. FN-2187 stanowi cenny zasób wojska, którego nie można zmarnować ze względu na twoje przeczucia, kapitanie.

– Czy mogę postawić ci drinka? – zapytała kobieta, bez ostrzeżenia odrywając Huxa od pracy. Była ubrana bardzo surowo i tylko krój ubrań, jakby szytych na miarę, oraz siateczka z ognistymi rubinami we włosach zdradzały jej bogactwo. Nie czekając na odpowiedź, dołączyła do niego w boksie. Hux spotkał ją już wcześniej: Tierzin Fang, dyrektor generalna i właściciel Kuat Drive Yards. – Nie ma co tak na mnie spoglądać z przerażeniem, generale – powiedziała i skinęła na barmana. – Jestem zainteresowana tobą równie mało, co ty mną.

Fang wyłącznie dzięki własnym machinacjom była piątym i ostatnim członkiem najwyższego dowództwa. Huxowi nie udało się jeszcze ustalić, dlaczego wspiera Najwyższy Porządek, skoro Republika stanowiła dla niej o wiele bardziej dochodową opcję.

– W tym barze, pani Fang, się nie płaci.

– Wygląda to na okropne marnotrawienie mojego wkładu finansowego. – W kierunku barmana rzuciła: – Dla mnie chandrilański gin fizz. Albo coś podobnego.

– Czy dlatego przybyłaś tak wcześnie? – zapytał Hux. – Żeby sprawdzić, co z twoimi pieniędzmi?

– Mm. Nie, ale czerpię przyjemność z odrobiny kulturowej turystyki. Nigdzie indziej w całej galaktyce nie da się czuć wywrotowo, pieprząc ludzkie kobiety. Nie znajdujesz całej tej sekretności ekscytującą? – Roześmiała się. – Ten wyraz na twojej twarzy! Biedny uciśniony dzieciaku.

– Nie traktuj mnie protekcjonalnie.

Pozwoliła ciszy zapaść i się przedłużyć. Stanowiło to jej ulubioną broń w trakcie spotkań: milczenie, gdy wszyscy musieli czekać na jej odpowiedź. Barman wrócił z jej drinkiem, który przyjęła z uśmiechem. Postukała palcem o owocową ozdobę zatkniętą na brzeg szklanki.

– Jest coś, czego od ciebie potrzebuję – oznajmiła Fang.

– Podejrzewam, że będę musiał ci ją wobec tego zapewnić.

– Na całe nieszczęście masz w tej kwestii pewien wybór. – Położyła osłonę dźwiękoszczelną na stół. Nikt w całym barze nie mógł ich teraz usłyszeć. – Chcę twojego głosu w kwestii Hosnian Prime. Wszyscy pozostali należący do dowództwa wyrazili już swoją opinię na ten temat, a jednak ty nie powiedziałeś ani słowa. Ludzie, którzy cię znają, przewidują, że zagłosujesz za eliminacją całego systemu.

Hux z nikim nie poruszył tematu tego, jak zamierza zagłosować.

– Kto ci to powiedział?

– Zniszczenie Hosnian Prime cofnie postęp w naszej sprawie. Może nas nawet zniszczyć. Połowa Republiki nostalgicznie wspomina bezpieczeństwo czasów Imperium, co sprawia, że już na dobrą sprawę stoją po naszej stronie. Zniszczenie Senatu uprawomocni istnienie Ruchu Oporu. Ostatnią rzeczą, jaką powinniśmy dać komukolwiek w Republice, jest zachęta do pospiesznego działania.

Każdy Republikanin, którego Hux spotkał, był przekonany, że ich rząd jest absolutnie niezbędny do osiągnięcia destabilizacji. Nie miało to dla niego nawet cienia sensu, nieważne, ilu raportów na ten temat nie dostał.

– Straciłabyś też kilka miliardów klientów.

– Nie potrzebuję kredytów. Mam już dostatecznie dużo, żeby cała reszta świata mogła się nimi udławić. Chcę nadać galaktyce kształt, jak zrobiła to moja matka. – Fang ściszyła z szacunkiem głos i zapytała: – Czy widziałeś kiedyś coś równie pięknego jak Gwiezdny Niszczyciel rażący planetę ogniem?

Czyli Fang miała w sobie więcej sadyzmu niż spekulanctwa. Czyniło to jej ruchy łatwiejszymi do przewidzenia. Gwiezdne Niszczyciele stanowiły dobre źródło inspiracji, to prawda, ale były nieprecyzyjne i powolne.

– Istnieje więcej sposobów, aby całkowicie podporządkować sobie świat.

– Tak. Ale jeśli użyjesz Starkillera, żeby „podporządkować sobie" Hosnian Prime, rozpoczniesz wojnę niewłaściwego rodzaju. Odbierzesz ludziom możliwość wyboru, aby nie walczyć. Wiem dokładnie, jak silna jest wasza marynarka, bo sama uczyniłam ją tym, czym jest obecnie. Generał Organa rozgromiła kiedyś znacznie potężniejsze siły. Do tego większość przywódców Rebelii znajduje się wciąż przy życiu. A ci imperialni są martwi. – Fang machnęła dłonią. – Najwyższy Porządek ma po swojej stronie fanatyzm. Ale brakuje mu doświadczenia.

– W czym niby różnimy się od Rebeliantów, którzy odnieśli sukces?

– Gwiazdy Śmierci zostały zniszczone przez szalony łut szczęścia. I przez Jedi – odparła Fang.

– W takim razie zadziałałabyś na własną korzyść, gdybyś pomogła mi odnaleźć Luke'a Skywalkera – stwierdził Hux. – Twoje koneksje w Republice są o wiele większe niż moje.

– Myślałam, że twój rodzaj nie ogląda się na starą wiarę? – zapytała Fang.

– Nie możemy nie brać czegoś pod uwagę tylko dlatego, że tego nie rozumiemy.

– Mogę ci tylko powiedzieć, że według pogłosek poszukuje ostatniej świątyni Jedi. Podobno prowadzi do niej jakaś mapa. Istnieje spora szansa, że jedno i drugie znajduje się z dala od Rdzenia. – Fang pociągnęła długi łyk ze swojej szklanki, po czym powiedziała: – Masz bardziej elastyczne podejście, niż podejrzewałam. Czy rzeczywiście weźmiesz pod uwagę to, co powiedziałam o Hosnian Prime?

Oczywiście, że zamierzał to zrobić, ale nie chciał dać jej tej satysfakcji.

– Jeśli nie popełnimy żadnego błędu, staniemy na progu rozpoczęcia ostatniej wojny, jaką zobaczy ta galaktyka.

– Zawsze jest jakaś kolejna wojna, generale. – Podniosła się na nogi. – Upewnij się, że nasza coś zmieni.

Po wyjściu Fang Hux mógł wrócić do pracy. Ale zamiast tego zaczął myśleć o długim procesie powstawania Gwiazd Śmierci. Imperium wykazało się ostrożnością, zaczynając od małych celów jak Jedha City, a kończąc na znacznie większych, jak cała planeta Scarif. Huxowi nigdy nie przyszło na myśl, że zniszczenie świątyni w Jedha na Kyberze miało jakiekolwiek strategiczne znaczenie, bo nigdy wcześniej nie odgadł prawdziwej natury walki, jaką Imperator toczył z Jedi. Czym tak naprawdę była? Być może zaledwie wewnętrznymi drganiami Mocy, która unicestwiła jedną sektę, żeby wzmocnić inną.

Dokładne przestudiowanie dokumentów na temat panującego na Jedha kultu Mocy zaprowadziło Huxa na Jakku. Na planecie znajdowała się osada Kościoła Mocy. Hux nie słyszał o nim wcześniej, ale też nie pamiętał prawie nic z czasu, jaki spędził na Jakku. Był w stanie przypomnieć sobie zaledwie Sloane oraz obietnicę Raxa na temat dzieci.

Posłanie na Jakku kilku zwiadowców, żeby rozpytali o mapę, nie mogło zaszkodzić. Niemal dokładnie w tym samym momencie, w którym wysłał odpowiedni rozkaz, odebrał nową wiadomość z komlinka Rena. Zacisnął zęby. Nieważne, co Ren miał do powiedzenia, Hux z całą pewnością nie chciał tego słuchać.

Ale mimo to wstał i wrócił do swojego pokoju. Kom czekał na niego na biurku, a jego dioda błyskała ponaglająco na niebiesko, póki Hux nie nacisnął przycisku „wyświetl". Ulżyło mu, kiedy zobaczył Rena wyglądającego, jakby poprzedni tydzień niedelikatnie się z nim obszedł.

– Ciemna strona zawsze będzie mnie prześladować – zaczął Ren – tak jak chce prześladować też ciebie. Nie mogę powiedzieć, że znajdowałem się zupełnie w jej mocy wtedy na statku. Miałem nad sobą dostatecznie dużo kontroli, żeby przestać, co oznacza, że mogłem powstrzymać się, zanim cokolwiek zacząłem. Fairhand myśli, że mi wybaczysz.

Ren zdawał się nie wiedzieć, że Hux zobaczył tego potwora. Być może senator sam nie miał pojęcia o pojawieniu się bestii, skoro jeszcze niedawno szpony tej kreatury zatapiały się głęboko w jego umysł. Hux rozważał możliwość, że była to zaledwie halucynacja, ale istnienie potwora miało zbyt wiele cholernego sensu, kiedy dodał to do innych swoich spostrzeżeń.

– Nie sądzę, że powinieneś. Nie sądzę, że to zrobisz – powiedział Ren.

Hux prychnął. Samobiczowanie się w wykonaniu Rena było na tyle melodramatyczne, żeby wyglądać wręcz uroczo. A potem senator powiedział coś jeszcze i nagle Hux miał wrażenie, że musiał się przesłyszeć. Jego palec z trudem znalazł wyłącznik urządzenia, nagle tak zdrętwiały, że niemal nie zatrzymał nagrania na czas.

Jego matka. Ren porozmawiał z… z tą zdradziecką kobietą, zupełnie jakby Huxa kiedykolwiek mogło obchodzić, co się z nią stało. Samo wydanie kogoś na świat nie zasługiwało automatycznie na wyróżnienie ani dozgonną wdzięczność; szczególnie po tym, jak się go opuściło. Bycie narodzonym oznaczało poniekąd zaproszenie do bycia skrzywdzonym. Hux przeszedł gorączkowo po pokoju, wyglądając gniewnie za okno na kojąco pustą planetę.

O, pieprzyć to. Miał trzydzieści cztery lata, nie sześć, i udało mu się odnieść ogromny sukces bez jej obecności. Hux włączył z powrotem kom. Jej głos nie okazał się zupełnie obcy. Hux najwyraźniej nigdy do końca nie wyrzucił go z pamięci, tylko upchnął gdzieś głęboko razem z wszystkim innym, o czym nie był w stanie myśleć. Jak pierwsze miesiące, które spędził z ojcem.

Brendol ostatecznie go pokochał. Ale Hux musiał sobie na to zasłużyć.

Na Jakku były wyłącznie szare pomieszczenia. Z durastali, rzecz jasna, ale to ich kolor najdokładniej zapamiętał. Wpatrywał się w ściany, zamiast patrzeć na dzieci. Hux musiał być bardziej użyteczny dla swojego ojca niż one. Chciały go zabić. Było to niemal jedyne ich pragnienie: wyłącznie mieć okazję do czynienia przemocy. Hux im to dał. Ojciec szybko zorientował się, że dzieci przeszły zbyt brutalne warunkowanie; zostały usunięte. Ich ciała zmieniono w proch i odprowadzono poprzez system pozbywania się odpadów, a komendant w tym czasie rozpieszczał swojego syna.

– Chciałabyś z nim kiedyś porozmawiać? – zapytał Ren, a Hux z powrotem skupił uwagę na nagraniu.

– Minęło trzydzieści lat – odparła jego matka. – Nie mielibyśmy sobie nic do powiedzenia.

Miała rację. Było to niemal… rozbrajające, ta świadomość, że wykazywał jakieś podobieństwo do niej. Hux nie potrafił winić ojca za kłamstwa, nie, kiedy jeszcze go nie kochał. Nic istotnego się nie zmieniło.

Zaczął przygotowania, aby wyruszyć na Naboo.

Hux nie był do końca szczęśliwy sam ze sobą na promie. Przybycie na Naboo bez obstawy mogło bardzo szybko zmienić się w olbrzymi błąd. I to taki, który sprawiłby, że wydarzenia na Rattataku zaczęłyby wyglądać jak potknięcie się w drodze do łazienki. Ale nie mógł obecnie też znieść przebywania w obecności innych ludzi.

Być może nadal nie przetrawił tego, co wyjawiła jego matka. Ale tak wiele innych rzeczy mogło być odpowiedzialnych za jego obecny stan. Szukanie dokładnej przyczyny przypominało przebijanie się przez stóg siana, żeby znaleźć igłę. Życie Huxa było palącym się powoli silnikiem hipernapędu, do którego Ren ciągle dolewał paliwa. Odezwał się kom na statku i generał już miał przekierować połączenie do Mitaki, kiedy zobaczył, od kogo wychodzi. Odebrał, ale wcześniej zmienił ustawienia na sam dźwięk.

– Właśnie dotarły do mnie wiadomości – powiedział Sere. Hux nominalnie zostawił całą bazę na jego rozkazy. – Gdzie lecisz?

– Naboo.

Sere zagwizdał.

– A myślałem, że nic cię nie oderwie od projektu tak blisko wdrożenia go w życie.

– Czy zamierzasz palnąć mi kazanie o tym, jak to powinienem oszczędzić Hosnian Prime? Tierzin Fang cię ubiegła.

– Brendol zagłosowałby za zniszczeniem tego systemu.

– Wiem – odparł Hux gniewnie.

– Kiedy ludzie mówią, że nie jesteś swoim ojcem, to z ich strony komplement – odparł Sere.

Nigdy to tak nie brzmiało w jego uszach.

– Dziwi mnie, że nie jesteś na mnie wściekły – powiedział Sere, kiedy Hux nie przerwał milczenia przez dłuższą chwilę.

– Do kogo twoim zdaniem jestem podobny?

– Do Rae Sloane. Ale tylko w najlepszych twoich momentach, więc nie pozwól, żeby uderzyło ci to do głowy.

Żaden z nich nie wspomniał jej nazwiska już od dłuższego czasu. Utrata Sloane była okropnym ciosem dla wojska, chociaż nic przecież nie mogło powstrzymać przybywających jej lat. Sere udzielił wreszcie Huxowi ostatniego ostrzeżenia, że ma o siebie dbać, po czym się rozłączył. Generał ustawił namiary nawikomputera na Naboo i postanowił spróbować zasnąć przynajmniej na chwilę.

Kiedy Hux miał trzynaście lat, Sloane odwiedziła go na Miraxis. Niemal nigdy nie pojawiała się na powierzchni planety, co czyniło to wydarzenie specjalnym. Rzadko przytrafiający się w tym klimacie śnieg spadł, przez co posiadłość jego ojca wyglądała dziwnie i nieznajomo, kiedy Hux ją po niej oprowadzał.

– Urosłeś, Armitage – powiedziała. Potarła o siebie schowane w rękawiczki dłonie, a jej oddech zmienił się w białą chmurę na zimnym powietrzu. – Ale niekoniecznie przybrałeś przy tym na wadze. Czy ojciec dobrze cię traktuje?

Hux uśmiechnął się.

– Bardzo dobrze, pani admirał – odparł. – Ale nie odwiedzała mnie pani tutaj tak często, jak obiecywała.

– Zauważyłeś.

– Nie mogłaś zabrać mnie ze sobą? – zapytał Hux. – Nie znoszę chodzenia do szkoły; otaczają mnie w niej dzieciaki.

Sam jesteś dzieckiem.

Gdyby powiedział to ktokolwiek inny, Hux oblałby się rumieńcem pełnym zażenowania. Ale ze strony Sloane stanowiło to wyraz ciepłych uczuć.

– Nie tak jak one.

Zmarszczyła brwi, patrząc na niego. Miała chyba więcej szarych włosów niż ostatnio.

– Moja praca jest zbyt skomplikowana. Poza tym uczysz się od Brendola istotnych rzeczy. Rzeczy, na których ja sama się nie znam i którymi będziesz musiał się dla mnie zająć, kiedy nadejdzie czas.

– Szturmowcy.

– Dokładnie. Nie umiem zarządzać ludźmi tak jak ty.

Hux wyprostował się nieco bardziej i założył ręce za plecami, chcąc wyglądać dostatecznie władczo, żeby zasłużyć sobie na jej pochwałę.

– Czy to dlatego jeszcze nie zabiłaś Dyrektora?

Przytaknęła.

– Już wkrótce nie będziemy musieli godzić się na kompromis.

– Zwycięstwo przychodzi tylko poprzez pokonywanie trudów – odparł Hux. Było to jedno z mott wymalowanych na szkolnych korytarzach.

Sloane stanęła w miejscu i położyła dłoń na ramieniu Huxa, obracając go do siebie.

– Czy wiesz, dlaczego musimy utrzymać Imperium przy życiu?

– Bo ludzie potrzebują, aby ktoś nimi kierował.

Zobaczenie, jak Sloane kręci przecząco głową, było druzgoczącym przeżyciem. Hux nienawidził nie mieć racji.

– Ponieważ ludzie potrzebują, żeby ktoś ich chronił – stwierdziła Sloane. – Dyrektor jest tym, co nastaje, kiedy upada Imperium.

– Jest jak Rax.

– Tak. Trująca roślina taka jak on musi zostać wycięta. Ale nie można zachować w tym przypadku delikatności. Jest zbyt wpływowy, zbyt wielu ludzi będzie chciało podjąć się tego, co próbował osiągnąć. Nie wystarczy odjąć dłoń, Armitage. – Opuściła rękę o kilka centymetrów i zacisnęła ją w pięść. – Musisz odciąć całe ramię.

Naboo było przepięknie zieloną planetą, mimo że szczątki starego Lucrehulksa Federacji Handlowej wytworzyły wokół niego nienaturalny pas planetoid. Po podaniu kodu dokowania, jaki Ren usłużnie zapewnił, Hux z radością pozwolił droidowi portowemu poprowadzić się na odpowiednie miejsce. Wolał nie sprawdzać swoich umiejętności pilotowania.

– Posiadłość, która należała wcześniej do Imperatora Palpatine'a, obejmuje ponad milion akrów niemal nietkniętych lasów oraz terenów podmokłych – zaszczebiotał droid portowy przez komlink. – Po odejściu Imperatora posiadłość stała się częścią majątku powierniczego. Sześć la temu anonimowy wykonawca testamentu przekazał całą posiadłość Kylo Renowi w formie darowizny. Później senator Ren ofiarował większość tego majątku mieszkańcom Naboo, aby wykorzystywali je do odpoczynku oraz do przeprowadzani polowań w ograniczonym zakresie. Obecnie senator Ren znajduje się w swojej rezydencji, żeby wziąć udział w Festiwalu Księżyca.

Gdyby Hux posiadał milion akrów ziemi, z pewnością nie zdecydowałby się pozwolić ludziom grać na tym terenie w bolo-ball ani łapać sobie kolacji.

– Droid, czy poinformowałeś senatora Rena, że jego kod dokowania został użyty?

– Właśnie miałem to zrobić, proszę pana.

– Nie ma takiej potrzeby. Sam przekażę mu informację o moim przybyciu.

– Wspaniale! Jestem szczęśliwy, mogąc postępować zgodnie z rozkazami.

Hux będzie musiał powiedzieć Renowi, że jego droid portowy powinien zostać wystrzelony w przestrzeń kosmiczną za głupotę. Olbrzymi dom Palpatine'a znalazł się w zasięgu jego wzroku; połowa budynku została wkomponowana bezpośrednio w zbocze góry. Wyglądał imponująco i olśniewająco, a jednocześnie trochę przypominał szczura womp, który próbuje wydostać się z dziury w ziemi. Kilkanaście promów i śmigaczy stało już zaparkowane przed bramą wjazdową, a droid portowy wskazał mu wolne miejsce.

Droid był właśnie w trakcie życzenia mu naj, naj, najwspanialszego dnia, kiedy Hux wyłączył nawikomputer. Już dawno temu zdążył rozważyć kwestię tego, jak ukryć swoją tożsamość na planecie należącej do Republiki, na wszelki wypadek, gdyby musiał wykonać taktyczny odwrót z Niezbadanych Rejonów. Jego rozwiązanie przybrało kształt sfałszowanej karty tożsamości, niechlujnych ubrań i zmieniającego głos hełmu, który Hux trzymał za sztuczną ścianą promu. Przejmowałby się rzucaniem się w oczy na tle tłumu, ale niektóre z zaparkowanych niedaleko ścigaczy wyglądały na tyle staro, żeby pochodzić sprzed czasów Imperium.

Kolejny droid czekał na niego, kiedy wysiadł z promu.

– Dobrego dnia, proszę pana! – oznajmił droid protokołowi. – Witam w posiadłości. Jest pan czterdziestym dziewiątym gościem w trakcie Festiwalu Księżyca.

– Co to takiego? – zapytał Hux, czując się dziwnie, słysząc swój własny zniekształcony przez hełm głos.

– Festiwal Księżyca jest największym wydarzeniem w całej galaktyce – odparł droid. Nie dodał nic więcej.

– Po prostu zaprowadź mnie do środka.

– Oczywiście, proszę pana. – Droid gwałtownie obrócił się i zaczął iść przed siebie. Hux musiał się postarać, żeby za nim nadążyć. – Jedną z rzeczy, jakie sprawiają, że Festiwal Księżyca oraz Naboo są takie wspaniałe, jest fakt, że nasi arystokraci pozwalają osobom z wszystkich warstw społecznych na proszenie ich o przysługi.

– Brzmi to okropnie.

– A jest cudowne! Senator Ren wykazuje się szczególną szczodrością. Co roku jego osoba jest przegłosowywana w tej kategorii w stosunku dziewięć do jednego!

– Z całą pewnością ta szczodrość i późniejsze głosowanie są całkowicie ze sobą niepowiązane – mruknął Hux.

– Tylko Palpatine był bardziej popularny w czasie, kiedy zasiadał w Senacie!

– Czy obywatele Naboo nie wstydzą się tego, że wybrali na swojego przedstawiciela tyrana?

Droid przekrzywił głowę.

– Żadna inna obecnie zamieszkana planeta nie może poszczycić się tym, że wybrała przyszłego imperatora. Za specjalną, wakacyjną cenę dwustu kredytów można zrobić sobie holo w stworzonym specjalnie dla Palpatine'a swoop-śmigaczu, a dziesięć procent ze sprzedaży biletów jest przekazywane na wsparcie dla weteranów.

Przeszli przez ogrody, po czym weszli do domu przez boczne wejście, zamiast od frontu.

– Wycieczki po wnętrzach odbywają się trzy razy dziennie w cenie pięćdziesięciu kredytów – powiedział droid z nadzieją. – Ścieżka zwiedzania dostępna w czasie Festiwalu nie pokazuje zbyt wiele posiadłości, choć można zauważyć, że nawet korytarz dla służby został wyłożony marmurem. Jesteśmy na miejscu, proszę pana. Proszę otworzyć pierwsze drzwi po pana lewej. Proszę nie kierować się w prawo, jako że droidy bezpieczeństwa mogą wtedy zgodnie z prawem do pana strzelić.

Hux trafił do małej sali audiencyjnej. Krążyły po niej tuziny ludzi, wymieniając się szeptem uwagami i obserwując, jak siedzący na środku mężczyzna słucha klęczącego przed nim petenta. Ren przeistoczony w kogoś innego niż swoja zwykła postać przez liczne warstwy odświętnego stroju przypominał Huxowi osobę, którą poznał w trakcie ich pierwszego spotkania. Tę pewność siebie i opanowanie, jakie miał, kiedy mógł się schować w odgrywaniu kogoś innego.

Ren podniósł głowę i zaczął gorączkowo rozglądać się po pomieszczeniu. Powiedział kilka słów do klęczącego przed nim kosmity, żeby go odprawić, po czym podniósł się na nogi. Hux zamarł z miejscu, kiedy Ren szedł w jego stronę; tłum rozstępował się przed nim, prawdopodobnie zastanawiając się, co takiego opętało senatora. Z całą pewnością wyglądał, jakby coś takiego się wydarzyło.

– Przybyłeś – powiedział Ren, patrząc prosto na Huxa. – Przerażała mnie myśl, że tego nie zrobisz.

– Istoty – ogłosił jaskrawo ubrany służący, uderzając o podłogę laską. – Kylo Ren dokonał ostatniego aktu łaski na dziś i uda się teraz na wieczorny odpoczynek.

Tłum szybko się rozproszył, ale Ren zatrzymał Huxa w miejscu, delikatnie obejmując dłonią jego nadgarstek. Generał poczuł, jak puls mu przyspiesza pod palcami senatora; zakładał, że będzie miał więcej czasu, żeby pomyśleć, żeby poobserwować Rena i wymyślić, jak można przebywać w jego obecności i jednocześnie nie dać się ponieść emocjom.

– Tak bardzo mi przykro – wyszeptał Ren, podnosząc dłonie do szyi Huxa, tuż pod brzeg jego hełmu. Ale nie dotknął jego skóry, wyraźnie bojąc się, że generał tego nie chce, nieważne, czego by od niego nie wyczuwał tymi swoimi mocami. – Proszę, nie opuszczaj mnie nigdy więcej.

– To absolutnie niepraktyczna prośba, Kylo.

Hux miał wrażenie, że nie może złapać oddechu. Wziął dłonie Rena w swoje i dotknął nimi zapadek hełmu. Senator zrozumiał, o co chodzi, zdejmując hełm i wyjmując go ze słabych palców Huxa. Teraz, kiedy generał widział wreszcie Rena bez żadnych ograniczeń, to pełne rozpaczy spojrzenie ciemnych oczu i wyraz twarzy starannie pozbawiony nadziei, zorientował się, że nie został w nim już ani gram wściekłości.

– A niech nas obu piekło pochłonie – powiedział Hux cicho i przyciągnął Rena do pocałunku.