15. Wreszcie zderzenie: Jounin vs Hell Squad "Ach, słodki zapach strachu," powiedział do siebie Naruto, kucając na linii energetycznej, patrząc na ulicę poniżej.

W dłoni trzymał wiązkę czerwonych i niebieskich kryształów za sznury, przy czym kolor czerwony był dominującym kolorem. Czuł się trochę źle, biorąc kryształy geninowi - ale kilka z nich się rozmyło i było po prostu ogólnie denerwujących, więc i tak zabrał ich. - To daje trzy niebieskie i siedemnaście czerwonych - powiedział do Kyuubiego, przysiadając na jego ramieniu w postaci małego lisa. Pracował nad tą techniką od lat, chociaż nadal nie mógł uczynić Kuramy większym niż Akamaru i miał tylko jeden ogon. To był dowód na to, jak daleko musiał się posunąć, zanim mógł przywołać Kuramę poza pieczęć w jego pełnym rozmiarze, z gałką oczną większą niż sam człowiek.

„Normalnie coś takiego by mnie nudziło," odpowiedział Kurama z szerokim uśmiechem na ustach. - Ale bardzo się cieszę, widząc, jak poniżasz tych ludzi.

Naruto potrząsnął głową. Jego wybuchowe sakiewki były pełne pomarańczowych kul wielkości winogron, takich, jakie mógł wyruszyć na ulicę, nie martwiąc się o to. Wyruszył w pełnym trybie „nie doceniaj mnie" - swoją koszulę henohenomoheji, jasnopomarańczowy szalik i szorty w tym samym odcieniu - i przeniósł wszystkie swoje pieczęcie do kolan i łokci, ukryte pod bandażami. Jedyną częścią jego osoby, która wyglądała jak chuunin, były karwasze, które nosił na nadgarstkach, trójzębny kunai pozbawiony ich zwykłych metek fuin, przymocowanych na zewnątrz każdego z nich.

- Przynajmniej raz zgadzam się z panem Foxy - skomentował bezczynnie Izuna, opierając się na krawędzi budynku obok niego, z brodą na rękach i kopiąc stopami w przód iw tył, obserwując przechodzących poniżej cywilów.

Naruto nie mógł powstrzymać uśmieszku przed pełzaniem po jego ustach. - Ten głupi Uchiha znów nazwał mnie Panem Foxy, prawda? Kurama warknął.

„Oczywiście, że nie, Kyuubi. Dlaczego tak myślisz?"

- Grr, on to zrobił! Naruto nazywał go „Kyuubi" tylko wtedy, gdy celowo dawał Kuramie znać, że próbuje go zirytować.

„Naprawdę, Izuna? Widzisz tę bezużyteczną rywalizację?" Madara wycedził zza nich. Futro na karku Kuramy stanęło na końcu, a on syknął, owinął swój ogon wokół szyi Naruto i przycupnął bardziej na jego ramieniu.

„No dalej, nii-san. To zabawne. Pomogłeś zbudować tę wioskę, więc powinieneś być szczęśliwy, że mogą zrobić coś takiego".

Naruto przewrócił oczami, gdy Madara się dąsał, unosząc się w powietrzu tuż przed jego bratem. - Jest tu Szalony Oczy, prawda? - syknął Kurama.

- Cokolwiek sprawia, że tak myślisz, Kyuu-chan?

- Czuję go.

- Może wyczuj jego ego.

"Ego?" Oczy Madary otworzyły się gwałtownie, gdy jego brew drgnęła z irytacji. Izuna i Naruto zachichotali, sprawiając, że rzucił im spojrzenie.

„Hej, Madara," powiedział Naruto z uśmiechem, patrząc przez ramię. „Myślisz, że księżyc ma uczucia?"

"Co?" Naruto nie mógł nic na to poradzić. Sasuke narzekał na wiele rzeczy podczas treningu, a jednym z nich było dziwne pytanie Sakury.

- Cóż, mam na myśli to, że masz obsesję na jej punkcie i pomyślałem, że najprawdopodobniej będziesz wiedzieć. Izuna zgubił to, odrzucając głowę do tyłu i parskając tak głośno, że Naruto byłby zaniepokojony przeszkadzaniem ludziom, gdyby byli w stanie go usłyszeć.

- Jesteś głupi - powiedział Madara. Brzmiał, jakby był rozdarty między niedowierzaniem a pogardą.

"Jak się mamy, Shin?" Krzyknął Naruto.

Z drugiej strony ulicy Yamanaka zawołał: „Nie ma ich w zasięgu wzroku".

"Kogo nie widać?" - zapytał Izuna, kiedy się uspokoił, ocierając łzę z oka. Naruto zastanawiał się, czy łzy ducha są w ogóle czymś.

- Nikt - skłamał gładko, zeskakując do markizy nad sprzedawcą kapusty. Szli za nim posłusznie, chociaż podejrzewał, że Madara zrobił to tylko dlatego, że zrobił to Izuna. Mimo to po prostu wiedział, że Tobirama znajdzie sposób na rozpoczęcie walki, mimo że byli tylko duchami. Naruto naprawdę, naprawdę, naprawdę nie chciał, aby Madara zmienił się w poltergeista.

„Naruto-sama!" Naruto właśnie wylądował na ulicy, kiedy usłyszał, jak Karin biegnie w dół, jedną ręką trzymającą mały bukiet kryształów, a drugą na okularach. Machnął ręką, czekając, aż go dogoni.

Sasuke poświęcił trochę czasu na zszywanie spirali Uzumaki na wszystkich ubraniach Karin, w kolorze niebieskim zamiast czerwieni Naruto, ponieważ były one głównie fioletowe i czarne. Położyła kryształy w jego dłoni, uśmiechając się niecierpliwie. - Znalazłem je leżące w pobliżu. Wygląda na to, że wielu chuuninów i jouninów po prostu je straciło! W ogóle nie traktują konkurencji poważnie. Tępy złoty klips na jej pasku w kształcie niedźwiedzia lśnił w słońcu, jeden z przedmiotów, które Naruto zabrał ze skarbca Uzushiogakure; reszta została ukryta w dzielnicy Uchiha. Jednak czuł, że klip byłby przydatny dla Karin, ponieważ nie tylko przechowywał dla niej czakrę, ale wysyłał sygnał alarmowy do klipu, który miał - wilka na biodrze - gdyby znalazł się w niebezpieczeństwie zagrażającym życiu.

„Ich błąd," mruknął Naruto. Wziął swoje i jej zawiniątko i przeniósł je do pieczęci na wewnętrznej stronie nadgarstka. Nie zamierzał trzymać ich w kieszeni jak idiota i skończyć z utratą ich wszystkich - a ponadto, jeśli ktoś go pokona, dosłownie niemożliwe byłoby ich odzyskanie; chyba że byli Jiraiya, ale jeśli Jiraiya ukradł jego kryształy, zemsta Naruto byłaby zarówno niepokojąca, jak i upokarzająca.

Ponownie poprawiła okulary - nerwowy tik, który zidentyfikował pierwszego dnia. "Jak leci?"

Naruto uśmiechnął się, a Kyuubi dopasował się do jego miny. Rzuciła lisowi zmieszane spojrzenie, ale zignorowała to. „Sasuke dostał tyle samo, ile ja mam, to samo dla Sakury. Nie jestem pewien, gdzie są inni, ale Shikamaru wypadł na dach. Myślę, że zauważyłem Chojiego w Ichiraku, a TenTen spędził cały dzień z Sakurą, bijąc ludzie wstali. No cóż, Neji… "

Naruto przechylił głowę, śmiejąc się z zakłopotaniem. „Upuścił mi do ręki dziesięć czerwonych kryształów, zanim pobiegł za Asumą-san. Myślę, że chciał przetestować swój metal. Konkurencja go nie obchodzi."

Skinęła głową i poszła z nim do knajpy z grillem. Zawody zaczęły się jasno i wcześnie o ósmej rano, a była dopiero jedenasta - zamierzał zabrać ją na lunch, po czym wskoczył do niego i zaczął szukać kryształów do końca o piątej. Wyglądało na to, że los miał inne plany.

„Stój tam," zawołał Kankuro, na wpół rozbawiony, na wpół poważny. Naruto przewrócił oczami, kiedy jego kukiełka uderzyła w ulicę przed nim, zamykając duet pomiędzy Kuroari i Kankuro.

„Próbowałem zabrać mojego kuzyna na obiad, Kankuro," zawołał, nie zawracając sobie głowy oglądaniem się za siebie.

Poczuł uśmiech w odpowiedzi Kankuro. "Nigdy nie miałem okazji sprawdzić swoich umiejętności, Uzumaki."

„Jeśli będziesz dalej przewracać oczami, utkną w ten sposób," ostrzegł go Izuna. Naruto ponownie je przetoczył, tylko po to, by mu złość.

Madara westchnął głośno. "Jak nudny…"

Naruto zerknął na niego. Daj mu wachlarza, z którym będzie się przewietrzył, a jest jak typ divy w opowieściach ero-sennina…

"Przepraszam?!"

- Czy powiedziałem to na głos?

- Co głośno powiedzieć? - zapytała zdezorientowana Karin.

- No cóż. Tutaj, Karin. Naruto wyjął portfel z drugiej pieczęci na nadgarstku, wyjmując kilka banknotów. "Śmiało."

„W porządku, Naruto-sama," odpowiedziała, wciąż oszołomiona i ruszyła w drogę.

Naruto odwrócił się i posłał Kankuro mdłe spojrzenie. Nie widział go od czasu, gdy odprowadził rodzeństwo Piasku po inwazji, krótkiej romansie, w której bardzo pomylił Gaarę, dając mu karteczkę ze znakiem Hiraishin bez żadnego wyjaśnienia i tylko celowo tajemniczą. " Zachowaj to w tajemnicy… chroń je ".

Kiedy poklepywał swojego towarzysza (niezwykle zdziwiony, wpatrując się w swoją dłoń) Jinchuriki po ramieniu, Sasuke stał za nim, krzywiąc się. „Pamiętasz, że próbował cię zabić, prawda…". Dostał, zanim Naruto położył dłoń na jego głowie - zadanie, ponieważ był o trzy cale wyższy - i przylepił się do niesamowitego uśmiechu.

„Sasuke, Sasuke," powiedział, „znalazłbyś więcej przyjaciół, gdybyś się do diabła zamknął."

Zaczął wybuchać śmiechem, ignorując zaniepokojone spojrzenia, które strzelali do niego Temari i Kankuro, gdy Sasuke oddalał się, szarpiąc dziko.

"Jak leci?" - zapytał Naruto, przerywając Kankuro w środku… cokolwiek mówił. Naruto nie słuchał.

Kankuro rzucił mu płaskie spojrzenie. - Nic mi nie jest - zaczął z westchnieniem.

- Poza tym, czy Gaara jest tutaj? - zapytał Naruto, zapalając się. Kankuro otworzył usta. - Jak on się miewa?

Kankuro sapnął. - Chce tylko wiedzieć o Gaarze, postacie… - mruknął.

„Witaj, człowieku," powiedział Kurama chrapliwym tonem tylko po to, by zobaczyć, jak Kankuro wpadł w szał. - Czy widziałeś mojego brata Shukaku w pobliżu?

Naruto zachichotał w duchu w twarz Kankuro. Jego szczęka opadła, oczy wyszły

A propos błędów…

"Czy ten Shinobi z Piasku sprawia ci kłopoty, Uzumaki-san?" Naruto naprawdę żałował, że nie umie czytać głosu Shino. Nie potrafił stwierdzić, czy był rozbawiony, całkowicie poważny, czy jedno i drugie.

- Znowu ty - powiedział ze znużeniem Kankuro. Ponownie napiął oba ramiona, gdy stracił czujność, by porozmawiać z Naruto.

„Chciałem rewanżu," powiedział Shino, gdy jego owady zaczęły wychodzić z jego rękawów.

"Rewanż?" - papugował Naruto.

„Wystąpiliśmy przeciwko sobie podczas nieudanej inwazji," powiedział Kankuro, lekko niechętnie.

- Ach. W takim razie pozwolę wam sobie na to pozwolić. Dzięki, stary! Naruto poklepał Shino po ramieniu, kiedy go mijał, nie zauważając krótkiej przerwy, którą zrobił.

Gdy tylko znalazł się poza zasięgiem słuchu, zwrócił się do Izuny z szerokim uśmiechem. „A więc," powiedział z błyskiem w oku, „chodźmy przygotować się na Kakashi-sensei".

- Ach, przesuwanie papieru. W czym jouninowie są najlepsi - powiedział Izuna z chichotem.

Naruto uniósł brew na Genmę i Raidou z góry, gdy przechodzili pod nim, niosąc duże stosy papieru i narzekając na Tsunade, Taskmastera.

Patrzył, jak Genma upuszcza swój kryształ i próbuje podnieść go stopą. - Dlaczego nie odłożył papieru? zaszeptał. „Dlaczego nie stworzyli klonu cienia? Dlaczego po prostu nie zmusili klona do noszenia papieru? Dlaczego nie odłożyli go, nie stworzyli klonów i nie dostali się tam cztery razy szybciej?"

Madara przykucnął obok niego na dachu, marszcząc brwi i na chwilę zapominając o sobie. Izuna klęczał po jego drugiej stronie, nieskończenie rozbawiony. - Są tępi - zdecydował Madara, jakby odpowiedział na najtrudniejszą zagadkę świata.

- Oni są tępi? Naruto powtórzył - niestety, tym razem głośniej, gdy dwaj jounini zatrzymali się i spojrzeli w górę, by zobaczyć, jak patrzy prosto na nich.

- Hej - zawołał Genma wokół senbona w ustach - kogo nazywasz głupkowatym?

- Dlaczego po prostu nie stworzysz klona cienia? Dlaczego nie stworzyłeś klonów cienia i nie podzieliłeś papierkowej roboty? Dlaczego nie umieścisz go w zwoju do przechowywania i nie zabierzesz tam w kilka minut? - zapytał sfrustrowany Naruto. Kaka-sensei nie byłby taki wolny.

Oboje zatrzymali się. - Ma rację - dodał Raidou.

Genma prychnęła. - Powiedz - powiedział nagle, mrużąc oczy, gdy po raz drugi na niego spojrzał - czy nie jesteś jednym z bachorów Kakashiego?

„On jest moim sensei," odpowiedział Naruto. - Albo, no cóż, kapitanie, teraz.

"Jesteś chuuninem?" - zapytał Raidou, przechylając głowę. - Nie… patrz na to.

"Czy nie chodzi o bycie shinobi, żeby ludzie cię nie doceniali?" - zapytał Naruto z czystym zmieszaniem.

- Masz rację - parsknął Izuna.

- No cóż. Mam pracę do wykonania. Tekcop sih ot nruter. Kryształ Genmy uniósł się z ziemi i wpadł do jego kieszeni, sprawiając, że dwaj jouninowie podskoczyli. Naruto nie kręcił się w pobliżu i nie rozmawiał, skacząc po dachach w kierunku lasu.

Ze swojego punktu obserwacyjnego przelatującego nad dachami, mógł zobaczyć, jak Gaara bije Izumo i Kotetsu, a Piaskową Trumnę całkowicie owiniętą wokół jednego z nich. "Hej Gaara!" - zawołał radośnie, machając. Rudowłosy podniósł wzrok, unosząc brwi - lub ich brak - na niego. Naruto wylądował na słupie, obejmując usta jedną ręką. "Jak się masz?!"

Piaskowa trumna wciąż uwięziona w Izumo, Gaara przerwał, sprawiając, że Kotetsu spojrzał na nich z niepokojem. - Czuję się dobrze - zawołał.

"Bawisz się w zawodach?"

Gaara spojrzał na duet chuuninów. „… Tak, dobrze się bawię" - odpowiedział, brzmiąc, jakby tak naprawdę się nie bawił.

- Raccoon-chan sprawiał ci jakieś kłopoty?

- Nie, odkąd ty i Kyuubi mieliście z nim… „rozmowę" - odpowiedział niepewnie Gaara. Tuż przed wyjazdem na Piasek Naruto przyłożył dłoń do czoła, powiedział mu, żeby „wyobraził sobie most" i stał tam przez dwie minuty, podczas gdy Gaara słyszał pisk Shukaku od wewnątrz, po czym ucichł dziwnie.

"Kyuubi?" Izumo wyszeptał, lekko blady.

„Ach, świetnie! Jeśli masz czas, chcesz iść na ramen po meczach?"

"…tak." Gaara zamknął dłoń, tłumiąc przestraszony krzyk Izumo.

Naruto rozpromienił się. - Świetnie! Spotkamy się w Ichiraku około szóstej! Z kolejną falą ruszył do lasu.

„Wiesz, gdybyś chciał mnie zaskoczyć, mógłbyś wybrać miejsce inne niż dosłowne miejsce, w którym po raz pierwszy zaskoczyłeś mnie, odkąd cię spotkałem," powiedział Kakashi, patrząc na wieczną krzywiznę w górę, udając, że przeczytaj jego książkę.

- A co jeśli nie chcemy cię zaskoczyć? - zapytał Sasuke ze zmrużonymi oczami.

-… więc chciałeś, żebym cię zobaczył?

"Może."

Sakura przyłożyła dłoń do jej czoła, wzdychając. "Czy zacząłeś trenować z baa-chan?" - zapytał ją z zaciekawieniem Naruto, zerkając na nowe rękawiczki, które nosiła i nową sakiewkę na jej talii. Ozdobiony był małym zielonym krzyżem, znakiem wyszkolonego medyka, i oznaczał, że nosiła różne antidotum na truciznę i inne środki medyczne.

„To było niesamowite," westchnęła sennie Sakura, gładząc ostrze swojego miecza. To był dobrze znany frazes „Próbuję grozić", ale wszyscy wiedzieli, że nieświadomie zrobiła to z prawdziwego, nieco niepokojącego uczucia. Nawet nazwała tę rzecz. Lubiła też dango, spędzając większość weekendów z TenTen i Anko (oczywiście ci dwaj się spodobali). Kakashi skrzywił się, wkładając książkę z powrotem do sakiewki.

„Może nie powinienem teraz czytać…"

Sasuke znacząco zakaszlał. - Gdybyśmy mogli to zrobić? - zapytał cierpko kolegów z drużyny.

- Tym razem zgadzam się z krótkim - wycedził Madara, szturchając Sasuke w ramię, by zobaczyć, jak drży. "To jest tak-"

- Jeśli powiesz, że nudny, to cię wypatroszy - przerwał mu Izuna zbyt radośnie.

"…nudny."

- W porządku, sensei - powiedział Naruto. Uśmiech rozciągnął jego usta, szerokie i odsłaniające ostre siekacze. „Dlaczego nie wykonamy najpierw fizycznych ataków? Żadnego genjutsu, żadnego ninjutsu. Tylko po to, żeby zobaczyć, jak daleko zaszliśmy."

„Jeśli tak mówisz," odpowiedział ostrożnie Kakashi, spoglądając na Naruto, gdy wyciągał długą laskę. -… przypadkiem, nie ćwiczyłeś z Sandaime-sama, prawda?

"Tak dlaczego?"

"…po prostu nieważne."

Bez ostrzeżenia Sakura rzuciła się do przodu, trzymając miecz w jednej ręce i garść shurikenów w drugiej. Pozwoliła shurikenowi latać, lądując z głuchym łomotem w ziemi, w miejscu, w którym wcześniej był jounin. Gdy tylko pojawił się w powietrzu nad nią, unikając jej pchnięcia, Naruto katapultował się z drzewa i machnął laską w kierunku brzucha swojego sensei.

Kakashi obrócił się w powietrzu i zablokował atak stopami, odpychając laskę i kierując się w stronę otwartego boku Naruto. Sasuke pojawił się na jego drodze, ostrze zakołysało się szerokim łukiem, zmuszając go do wycofania się na gałąź drzewa.

"Ha!" Sakura rzuciła się na niego z jedną pięścią do tyłu. Kakashi odskoczył z drogi, spocony, gdy nie tylko gałąź, ale całe drzewo ugięło się pod jej ciosem.

Wsunął kunai do ręki i użył go do zablokowania miecza Sasuke. Zanim zdążył zmieść stopy chłopca spod siebie, pojawił się Naruto ze swoją laską obracającą się w dziwny wzór ósemek, przez co Kakashi uchylił się w bok. Zanim mógł zaatakować Naruto, Sakura ponownie rzuciła się na niego, a garść senbonu przeleciała z jej uścisku w kierunku jego punktów nacisku.

Wkrótce zorientował się, co robią. Za każdym razem, gdy atakuję jednego, drugi go chroni. „Oni nawet nie próbują się bronić" - pomyślał. Zasadniczo każdy z nich całkowicie wyeliminował potrzebę obrony, polegając na innych i skupiając się tylko na ataku. Schemat był taki, że jeden rozpoczynał atak, a pozostałe dwa je wspierały - ale był całkowicie przypadkowy; Sakura zaatakowałaby pierwszy raz, a Sasuke blokował go, gdy próbował zemścić się, a Naruto popierał go; Naruto zaczynał jako następny z Sakurą obserwującą jego plecy i Sasuke gotowym do ich obrony, potem znowu Sakura, a potem Sasuke w końcu, bez dostrzegalnego rozkazu.

Pomyślał, że całkowicie polegają na swojej intuicji. Bez ninjutsu mógł atakować tylko jednego na raz, ponieważ nie byli wystarczająco blisko, aby wykonać podwójny atak; w zasadzie krążył w kółko w nieskończoność, jeden zawsze chronił drugiego, a on nie zaatakowałby z taką zaciekłością, by wyprzeć jednego z nich z szyku. To prawdopodobnie skończyłoby się z kimś w szpitalu.

Następnie gra się zmieniła. Laska Naruto przecięła drzewo, za którym się schował. Chwilę później pięść Sakury zniszczyła ziemię poniżej, a Sasuke zamachnął się mieczem tuż za łukiem jej pięści. Gdy tylko uniknął Sasuke, Naruto pojawił się z tyłu z mosiężnymi kastetami na dłoniach, kładąc laskę na ziemi i używając jej, by popchnąć się do przodu i uderzyć w gardło Kakashiego. Kakashi widział teraz, że Sasuke przywoływał strzały, zbyt subtelne, aby większość shinobi poniżej rangi jounina mogła to zauważyć, i pozwalał Naruto i Sakurze na swobodne improwizowanie, ale nadal nimi kierował.

Jego uroczy mały genin naprawdę się nie bawił.

Kakashi patrzył, jak jego klon cienia walczy z nimi z drzewa, pocąc się lekko, gdy jedna brew drgnęła. W tej chwili klon nie był w stanie trafić, ale też go nie przyjął; nawet gdyby to był sam Kakashi, bez strachu przed rozproszeniem, nie był pewien, czy byłby w stanie to zrobić, biorąc pod uwagę, jak doskonała była ich formacja.

W ten sposób jego klon eksplodował kłębem dymu. Było to nieuniknione, unikanie potwornych ciosów Sakury i szybkiego ostrza, a także nieobliczalnego stylu kija Naruto i wyszkolonego stylu miecza Sasuke, który był przerażająco podobny do stylu Itachiego. Jak tylko to się stało, zaledwie sześć minut po rozpoczęciu, Sakura wydała swój podpis: „Shannaro! Tania sztuczka, sensei!"

Wzdrygnął się.

No cóż, lepiej idź tam i sam się z nimi zmierzyć, pomyślał z nieśmiałym uśmiechem.

- Wybierasz się gdzieś, sensei?

Kakashi zamarł w skrajnym przerażeniu.

Odwrócił się powoli, by spojrzeć przez ramię, pot spływający po jego twarzy jak wiadra, kiedy zobaczył Naruto i Sakurę przykucniętych na gałęzi za nim. Sasuke stał na gałęzi dalej z tyłu, opierając brodę na spiętych dłoniach.

Cóż ... co wiesz, naprawdę chcieli, żeby zobaczył ich nadchodzących.

Kiedy próbował się poruszyć, stwierdził, że jego stopy utknęły w podłodze. Dwa pentagramy świeciły pod nim na drewnie w niesamowitym niebieskim kolorze, uniemożliwiając mu zastąpienie go. - Myślałem, że powiedziałeś, że nie ma ninjutsu, Naruto-chan?

„Nie wiedziałeś, sensei? Shinobi kłamie," powiedział Naruto z drapieżnym uśmiechem. Zarówno on, jak i Sakura odłożyli pięści do tyłu, tworząc idealne lustrzane odbicie, i poświęcił chwilę, aby zastanowić się nad swoim życiem, pomyśleć o swoich osiągnięciach i przygotować się na zapomnienie.

Uderzyły w niego dwie pięści i, co wiesz, Naruto uderzył go tak mocno, jak Sakura.

- Ma szczęście, że nie wzmocniłeś tego żadną czakrą. Rozbawiony głos Sasuke powitał go na jawie. Ten zadowolony z siebie mały drań.

„Nie chciałam umieszczać go w szpitalu," odpowiedziała Sakura ze śmiechem w głosie. - W końcu to tylko zawody.

- Masz jego kryształ, Naruto?

- Mhm-hm. I tak upuściłem go w połowie walki.

„W jakiś sposób czuję, że byliśmy tu wcześniej," powiedział stanowczo Kakashi, otwierając jedno oko, by rzucić Naruto tępe spojrzenie.

Blondyn uśmiechnął się do niego nieśmiało. Izuna zaśmiał się, przesuwając dłonią przez ramię Kakashiego i rozszerzając uśmiech, gdy jounin powstrzymał dreszcz. - To zabawne. Powinieneś spróbować - zaśmiał się do Madary, który tylko przewrócił oczami i starał się nie wyglądać na rozbawionego.

"Która godzina?" - zapytała Sakura. Osłaniając oczy, spojrzała w górę na słońce.

- Około drugiej - odparł Sasuke, spoglądając na zegarek. "Zostały nam trzy godziny. Tutaj, Naruto."

Razem on i Sakura zabrali duże wiązki głównie czerwonych kryształów ze zwojów magazynowych trzymanych w woreczkach przy pasie. Kakashi patrzył, drgając, jak Naruto odzyskał własne kryształy i zaczął liczyć.

- Słodko. Dziesięć niebieskich i dwieście siedem czerwonych - wyszczerzył się Naruto.

Kakashi spocił się. - Jak do cholery udało ci się zdobyć ponad dwieście?

W swoim zwykłym manierze „im więcej wiesz", Naruto rozłożył ręce. - Klony cienia - powiedział tajemniczo.

Sasuke przewrócił oczami. „Zajmowaliśmy się tym przez cały dzień. Sakura i jej przyjaciółka współpracowały z wieloma osobami".

„Ale wciąż mamy kilka tysięcy shinobi. Ktoś inny mógłby zebrać więcej." Naruto spojrzał w niebo, zmrużył oczy. „Powinniśmy znów być zajęci".

- W porządku. Weź piątą ćwiartkę, ja siedem i osiem. Sakura, weź piętnaście - polecił Sasuke. Kakashi uniósł brew, zastanawiając się, co oznaczają ich podziały.

- Na to, szefie - wycedził Naruto, salutując dwoma palcami, po czym zniknął w wirze liści. Sakura podążyła wkrótce potem, zostawiając Kakashiego i Sasuke samych na polanie.

- Powiedz - powiedział z zaciekawieniem - o co zamierzacie poprosić o nagrodę?

Sasuke spojrzał na niego, usta rozszerzyły się w uśmiechu. - Zobaczysz, sensei. Bez dalszych komentarzy odwrócił się i ruszył w kierunku wioski.

Z westchnieniem Kakashi wstał i przeciągnął się. „Poczuję następną sesję treningową," mruknął, krzywiąc się. Ruszył do wioski, wyjmując swoją zwykłą objętość Icha Icha z sakiewki.

Gdy tylko zbliżył się do skraju lasu, uderzyło go najdziwniejsze uczucie déjà vu.

Zatrzymał się i powoli skierował oczy na swoją książkę. To nie mogło być…

Z wahaniem odwrócił ją, a jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył starannie namalowany pentagram na odwrocie. Gdy tylko go zobaczył, zabłysnął złowieszczą czerwienią.

"O nie…"

„O trzeciej," powiedziała Aki z figlarnym uśmiechem, obserwując mięsień gdzieś w skurczu kości policzkowej Naruto. Zachichotała i odpłynęła przez ścianę.

"Szybkie ukrycie się!" - syknął do Izuny, przez co cofnął się zaskoczony.

"Co-"

Naruto szybko wepchnął swoje cienie Uchiha do budynku, podnosząc w ich kierunku obie ręce i zmuszając ich do ruchu. Ich zaskoczone miny zniknęły na ścianie, a on spłynął. Cieszę się, że zadziałało. On sam nigdy nie miał kontroli nad duchami, ale mógł sprawić, by zostawiały go w spokoju, kiedy chciał.

„Szczerze, Koharu, powinieneś czasem się rozluźnić," rozbawiony głos Sandaime zachichotał zza rogu. Chwilę później Rada okrążyła go, Koharu i Homura nadal byli w szatach, podczas gdy Hiruzen miał na sobie spodnie, które zakrywały całe jego ramiona; w przeciwieństwie do tej, którą nosił w młodości, która zatrzymała się na ramieniu, którą Naruto zauważył na zdjęciach. Były Hokage unosił się za nimi, a Hashirama nadąsał się na coś.

"Bawisz się na zawodach, jiji?" - zapytał Naruto z błyskiem w oku. Skrzyżował ramiona i starał się nie wyglądać, jakby coś ukrywał. Tobirama wciąż zmrużył nieistniejące oczy, marszcząc brwi. Ten facet jest zbyt spostrzegawczy.

Sarutobi odwrócił się i posłał mu szeroki uśmiech. „Dobrze jest, aby te starzejące się kości wychodziły i ćwiczyły. Shinobi nie chcą ze mną walczyć ze strachu, że mnie zranią, ale jounin dał mi niezły trening".

- Pozwoliłeś im również zatrzymać kryształy, mimo że wygrałeś - dodał Homura z wyraźnym rozbawieniem w głosie.

- Co zrobiłeś ze swoim kryształem, jiji? Naruto przechylił głowę.

„Dałem to Konohamaru-chan," przyznał Sarutobi, a jego policzki nagle się zarumieniły. - Nie powiedziałeś mi, że nauczyłeś go tego jutsu, Naruto.

Nikt nie miał pojęcia, co miał na myśli. - Jakie jutsu, Naruto-kun? - zapytał Hashirama z zaciekawieniem.

Ach, więc tego nie widzieli, pomyślał Naruto z kroplą potu. Dobrze. „Nic, wuju, w ogóle nic. Poza tym to jutsu jest super skuteczne," strzelił do Sandaime, który nie mrugnął okiem na jego pozornie pozbawioną pytań odpowiedź. Jednak Koharu i Homura posłali mu zmieszane spojrzenia.

Sandaime narzekał wokół swojej fajki. „W każdym razie," odchrząknął, „ile kryształów zdobyłeś ty i twoja drużyna, Naruto-kun? Zakładam, że złapałeś Kakashiego, kiedy wcześniej widziałem go katapultującego w kierunku Wieży Hokage." Na jego twarzy pojawił się wyraz rozbawienia.

„Uch…" Naruto uniósł dłoń w miejscu, w którym zapisywał numery. Była czwarta po południu i przy wszystkich ich wysiłkach - tak samo jak szukanie przez Karin i TenTen szalejących na wojennej ścieżce z Sakurą (ta dwójka była razem przerażająca) - osiągnęli czterysta dźwięków. Sasuke dołączył do duetu, aby zmierzyć się z jakimś jouninem, ale głównie celowali w innych chuuninów. „Czterysta trzy".

Sarutobi zakrztusił się dymem. - Czterysta trzy?

- To niemożliwe - powiedział Koharu, brzmiąc na urażonego. Być może dlatego, że myślała, iż myślał, że tak łatwo uwierzy w „kłamstwo".

„Cóż, nikt inny tak naprawdę nie bierze tego na poważnie," Naruto wzruszył ramionami. - Nie mam nic przeciwko, jeśli mi nie wierzysz. Na koniec przedstawię je baa-chan.

-… w ogóle o co zamierzałeś zapytać? - zapytał Sarutobi, nagle zaczynając się pocić. Nie zdawał sobie sprawy, jak blisko zwycięstwa był Naruto - a teraz umiejętność ustanowienia reguły dla całej wioski wydawała się niebezpieczną rzeczą w rękach Jinchuriki i jego drużyny.

„Ach… to skomplikowane". Z nieśmiałym uśmiechem Naruto wyciągnął zwój znikąd, pozwalając mu się otworzyć. Upadł na ziemię, a niebieskie frędzle przyczepione do końca ciągnęły się po drodze pod nimi.

„… Ach". Sarutobi obejrzał zwój z pustym wyrazem twarzy, nie mogąc go odczytać z odległości, w której stał. "Widzę." W ogóle nie widział.

Z budynku obok niego wyskoczył jakiś kształt. - Co, do diabła, jest z tobą nie tak, do diabła? Izuna rzucił się szturmem, jego mięśnie drgały, gdy wskazywał twarz Naruto.

„Cześć, Izuna," machnął niezręcznie Hashirama.

-… ohhhhhhh - powiedział Izuna. Z przyklejonym uśmiechem, przepłynął z powrotem przez ścianę, pozostawiając trójkę, która go widziała, aby patrzyła, podczas gdy trio, które nie mogło się zastanawiać, na co patrzy Naruto.

- Czy coś ukrywasz? Tobirama zwrócił na niego podejrzane czerwone oczy.

"Tobirama!" Wykrzyknął Hashirama.

- On zachowuje się podejrzanie, bracie!

- Och, nie jest! Czy ty, Naruto-kun? Naruto rzucił im puste spojrzenie. „… Czy coś ukrywasz?"

„Oczywiście, że nie," odpowiedział Naruto, uśmiechając się z zamkniętymi oczami. Cholera, tak trudno okłamać jego twarz.

"Z kim rozmawiasz?" - zapytał Koharu z irytacją, krzywiąc się.

- Możesz nam powiedzieć, Naruto-kun. Czy Izuna powiedział ci, żebyś trzymał to w sekrecie. Hashirama zamarł. „Izuna jest tutaj. Czy to znaczy… Czy Madara też tu jest ?!"

Cholera, pomyślał Naruto.

"On jest!" Hashirama wrzasnął podekscytowany na jego minę, skacząc do przodu. "Gdzie on jest?!"

"Tak, gdzie on jest?" - zapytał Tobirama, emanując dokładnie odwrotnym uczuciem, jakim był Hashirama, zaciskając dłonie na ramionach, gdy jego oczy zwęziły się do szparek.

„Ach, nie martw się, czasami to robi" - wyjaśnił z uśmiechem Sarutobi swoim starym kolegom z drużyny.

Koharu rzucił szydercze spojrzenie na pozornie wyłączonego ze strefy, mówiącego w powietrze Naruto. - I uczyniliśmy go głową klanu… - mruknęła.

- Cóż, czy mógłbyś spojrzeć na godzinę - powiedział Naruto z plastikowym uśmiechem, trzymając swój bez zegarka nadgarstek, nawet na niego nie patrząc. "Powinienem udać się do Wieży Hokage!"

Odwrócił się i odbiegł, kropla potu spływała mu po głowie, gdy oba duchy pobiegły za nim. „Czekaj, Naruto-kun!" - wrzasnął Hashirama, co spowodowało, że sprzedawca owoców wzdrygnął się, kiedy przez niego przechodził.

"Madara jest niebezpieczny; nie powinieneś się wokół niego kręcić!" - dodał Tobirama, ignorując besztanie brata.

- On jest duchem na miłość boską - do cholery! Naruto zaklął, gdy zdał sobie sprawę, że właśnie potwierdził to, co według nich ukrywał.

Naruto stał w tłumie przed Wieżą Hokage, z rękami na kolanach, gdy dyszał. - Myślę, że ich zgubiłem - mruknął.

"Co jest z tobą?" - zapytał Sasuke, patrząc na niego z uniesionymi brwiami.

„Duchy," odpowiedział zdyszany Naruto. Sakura podeszła do nich, przewracając oczami.

"W porządku!" Tsunade wrzasnęła do mikrofonu. Naruto skrzywił się, słysząc głośność, patrząc, jak uderza drewnianym instrumentem w gong na szczycie Wieży. „Jesteśmy gotowi do ogłoszenia zwycięzcy!"

Kilka minut wcześniej zawodnicy zebrali się na najniższym poziomie Wieży i oddali swoje kryształy. Naruto dał je Sasuke, aby się odwrócił, nie chcąc wpaść na jednego z nielicznych shinobi w wiosce, który mógłby go sabotować tylko z powodu jego statusu Jinchuriki, zanim wznowił swój szalony bieg, aby zgubić prześladowców w tłumie.

Tsunade udawała, że rozdziera kopertę. "Uchiha Sasuke, chodź na dach."

Wybuchły krzyki i wiwaty, z kilkoma „Kochamy cię, Sasuke-kun!", Przez co Sasuke się wzdrygnął. „Po prostu musiałem być ja, prawda? Nie Sakura."

- Idź po swoją nagrodę, mistrzu - parsknął Naruto.

Sasuke wśliznął się na dach i stanął obok Tsunade, wślizgując się w maskę obojętności. „A teraz," uśmiechnęła się Tsunade, „jaką regułę ustalisz dla wioski?"

Naruto mógł powiedzieć, że dosłownie każdy spodziewał się, że zwycięzca wymyśli coś głupiego, na przykład darmowy dzień grillowania lub coś podobnego. Zapadła cisza, gdy Sasuke wyjął zwój, trzymając w górze gęsie pióro. „Nowe prawo" - powiedział.

Oczywiście… nie wszyscy spodziewali się błahego wyniku. W ramach przysługi za wyprostowanie Nejiego, Hiashi usiadł z Naruto i pomógł mu stworzyć dokument.

Tsunade wzięła zwój i zamrugała kilka razy. Jej wyraz twarzy stał się bardziej zdezorientowany, gdy czytała, ale i tak podpisała się swoim nazwiskiem. Naruto wiedział, że wymagałoby to znacznie więcej papierkowej roboty; to była tylko formalność na pokaz - i zwinęła ją z powrotem, odchrząkając. „Od tego dnia przywódcy klanów będą mogli przedłużyć pięciodniowy okres immunitetu każdemu członkowi klanu oskarżonemu o popełnienie przestępstwa, jeśli ten członek będzie w stanie wystąpić przed sądem i udowodnić swoją niewinność lub status zasługujący na karę mniejszą niż ta, która została im wydana. Każdy oskarżony, który stał w miejscu, będzie trzymany w więzieniu pod strażą, ale nie zostanie dopuszczony do egzekucji ani stamtąd zabrany. Jeśli nie zostanie przedstawiony żaden dowód, zostanie potraktowany zgodnie z prawem Konohagakure, ale jeśli okażą się dowody, zostaną ułaskawieni i zwolnieni pod opiekę przywódcy ich klanu lub otrzymają łagodniejszy wyrok. "

W tłumie rozległ się wrzask zdezorientowanych pomruków. Naruto przewrócił oczami i spojrzał na dwóch członków Rady, których widział stojących blisko przodu; zarówno Koharu, jak i Homura wyglądali na zdenerwowanych, nawet jeśli dobrze to ukrywali. Oboje wiedzieli, że to nie przypadek, o co zapytał Sasuke; miał tylko jednego żyjącego krewnego i członka klanu oskarżonego o przestępstwo.

Widział, jak podejrzliwość tańczy w ich głowach. Musieli się już domyślić, że Sasuke miał już pojęcie o prawdzie; byli jak dzieci, które wykradły ciastko ze słoika i myślały, że nikt go nie zauważył. W ten sam sposób oboje uważali, że nie ma żadnego możliwego dowodu, który mógłby ujawnić, co się stało.

Ale Naruto wiedział na pewno, że była jedna osoba chętna do złożenia zeznań; Stał z fajką w ustach obok kolegów z drużyny, z lekkim uśmiechem na ustach.

Oczywiście była naprawdę jedna rzecz, która ich niepokoiła, poza faktem, że musieli zdawać sobie sprawę, że Sasuke był na tyle pewny siebie, że mógł udowodnić, że jego brat nie jest szalonym mordercą i ujawnić opinii publicznej, co pomogli. .

Scena została przygotowana, aby Uchiha Itachi mógł wrócić do domu.