Obraz, który roztaczał się przed oczami Syriusza migotał i rozmywał się, coś porwało jego ciało w wirze tak silnym, że czuł narastający w żołądku ucisk, który zwiastować mógł wyłącznie wymioty. Po chwili poczuł, jak uderza plecami o zimny i twardy grunt, a jego wilgotną od potu twarz smagnął podmuch chłodnego wiatru.

- Syriusz - szepnęła rozpaczliwie Amelia, klękając tuż przy jego bezwładnym ciele. - Ocknij się, proszę, James i Remus nie są w stanie dłużej odpierać ataku mierzonego w naszą stronę... Proszę...

Jak na życzenie, otworzył powoli jedno oko, po czym drugie, a widok, który go uraczył ocieplił obszar zajmujący lewą stronę jego klatki piersiowej. Rozczochrana i zarumieniona Amelia wpatrywała się w niego ogromnymi, załzawionymi oczami i wypowiadała słowa, które do jego uszu docierać nie chciały.

- Syriuszu, wstań, proszę - jęknęła rozpaczliwie, na co Syriusz podniósł się powoli do pozycji siedzącej, a zaraz później, podparty o jej ramiona, stanął na chwiejnych nogach. Jego umysł oprzytomniał nieco, gdy Amelia gwałtownym ruchem chwyciła go oburącz za szatę i schowała za najbliższą, na wpół ułamaną kolumną.

Na przeciwległym krańcu atrium zajaśniała mleczna poświata, swym zorzystym blaskiem skąpała pogrążone w półmroku pomieszczenie, oślepiła wszystkich, po czym odpędziła i wepchnęła w otchłań inferiusy, które uciekły w popłochu, chowając się w nieprzeniknionej ciemności, którą dawał już jedynie tkwiący w miejscu niczym spokojne, czarne jezioro portal. Jasność wśród mroku stała się ogniem pożerającym arrasy i gobeliny, snopami iskier zdającymi się tryskać z wyburzonych ścian, uszczerbionych balustrad i ułamanych kolumn, które niegdyś podtrzymywały sklepienie. Voldemort syknął złowrogo, jego usta zadrżały, zatrzymując w nich słowo, które cisnęło mu się na myśl, a którego wolał nie wypowiadać.

- Dzień dobry, Tom - powiedział Albus Dumbledore swoim zwyczajnym, dobrodusznym tonem. Nie musiał krzyczeć, żeby wszyscy go usłyszeli; głos miał donośny i melodyjny.

- Stań do walki, Dumbledore - syknął Voldemort, przyglądając się mu z nieukrywaną niechęcią. - Nie zasłaniaj się Lacarnum Inflamari.

- Nie zasłaniaj się inferiusami, Tom - odpowiedział łagodnie Dumbledore. Powieka mu nawet nie drgnęła. - Jeśli pragniesz starcia, to stańmy do niego jak równi sobie przeciwnicy.

Voldemort obrócił rogami dookoła, z pełnym skupieniem wymówił zaklęcie. Bijący od okręgu poblask zgasł i znikł, portal zaś skurczył się, schodząc ku swojemu promieniowi, po czym zamknął się. Tom zstąpił z fontanny, a u jego boku natychmiast pojawiła się Bellatrix. Bez słowa wręczył jej rogi dwurożca i stanął w odległości kilku jardów od Dumbledore'a.

Amelia, korzystając z nieuwagi Bellatrix, zatoczyła się na nią i pchnęła ją silnie, z ręki wyrywając rogi. Z ust kobiety wydobył się gardłowy krzyk, jednak było już za późno, bo Remus posłał w ich stronę ognistą kulę szatańskiej pożogi, która w locie nadtrawiła szpikulec rogu dwurożca. Przedmiot zawibrował mocno i przyciągnął bijącą moc pożogi, po czym zajął się ogniem i skruszył. Drugi róg został wyrwany z dłoni Amelii przez Bellatrix, która przytuliła go do piersi niczym małe dziecko. Pożar rozpanoszył się po atrium, kilku aurorów, a także Amelia i Syriusz dołączyli się do zaklęcia, roztaczając ogień, którego płomienne języki smagały w szaleńczym tańcu wszystko, co na swej drodze napotkały.


Ministerstwo płonęło żywym, trzaskającym jaskrawie ogniem. Minister Minchum stał przed gmachem własnego imperium; w jego ogromnych, czarnych źrenicach odbijały się czerwone i pomarańczowe płomienie, które otulały swym ciepłem dotychczas zimne mury instytucji.

Oszołomiony Ogden ocknął się po jakimś czasie ze zdrętwiałymi kończynami, które odmówiły mu posłuszeństwa. Nie zdołał poruszyć się z miejsca, w którym Syriusz go obezwładnił. Zginął w ogromnym pożarze w przedsionku Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, który stanowił najciemniejszy zaułek gmachu, a swoją "przytulność" zawdzięczał niefortunnemu położeniu - stanowił zatokę odgraniczoną wąskim korytarzem od reszty Ministerstwa.

Po śmierciożercach nie pozostał ślad - teleportowali się tak szybko, jak tylko dotarli do najbliższego, pozbawionego zaklęcia antyteleportacyjnego obszaru. Tom Riddle zawalczył z Dumbledore'em sam na sam, bez zbędnej publiki, a gdy z płonącego budynku wyłoniła się dumnie wyprostowana sylwetka starszego mężczyzny o siwej i lekko zwęglonej brodzie, nikt nie miał wątpliwości, kto wygrał pojedynek.

- Czy on już nie wróci? - zapytał cicho Frank Longbottom, gdy Dumbledore zbliżył się do stojących ramię w ramię członków Zakonu, którzy jednomyślnie wpatrywali się w zajęte ogniem Ministerstwo.

- Wróci - odszepnął Dumbledore na tyle głośno, że każda stojąca w półokręgu osoba mogła usłyszeć jego słowa. - Ale nie w najbliższej przyszłości.

Słowa Dumbledore'a dodały Amelii nieopisanej otuchy - zadzwoniły w umyśle niczym kojąca pieśń, która rozlała się ciepło po jej wnętrzu i zadziałała jak miód na serce. Uśmiechnęła się lekko.

Jest dobrze - pomyślała.

I niczego więcej jej nie było trzeba.


Kwietniowe słońce prażyło niemiłosiernie - żar lał się z nieba z niewiarygodną siłą, a wszystkie posadzone przez Euphemię Potter kwiaty, które rozwinęły delikatne łodyżki i wypuściły pąki, uschły pod agresywnym atakiem promieni słonecznych. Ogródek państwa Potterów nie ucierpiał jednak zanadto, Euphemia naprzemian kręciła z niedowierzaniem głową, patrząc na spowodowane przez upał spustoszenia i kiwała nią, zachęcając pieczołowicie podlewane rośliny do zwiększania swoich rozmiarów. Biegała przy tym boso po trawie z ogromną konewką w rękach i podśpiewywała radośnie.

- Idealna pogoda na grilla, co nie James? - odezwał się Syriusz, który podszedłszy do gospodarza, wręczył mu flaszkę Ognistej do ręki.

- Skąd wy znacie takie mugolskie urządzenia? - zdziwiła się Lily, wybałuszając zielone oczy na stojącego na trawie ogrodowego grilla.

- Bywało się to tu, to tam - odparł Syriusz wymijająco, na co Lily przechyliła głowę w zaciekawieniu. - Lepiej, złociutka, żebyś nie wiedziała.

Rudowłosa kobieta prychnęła, ale jej ton głosu bardziej wskazywał na rozbawienie niż na irytację. Remus siedział przy stoliku z Frankiem pochłonięty turniejem w Eksplodującego Durnia i co rusz zaśmiewał się głośno, gdy Frank mamrotał pod nosem kolejną, skierowaną pod jego adresem obelgę.

- Brakuje mi Petera - westchnął James, który chwilowo zapatrzył się na grających przy rozłożonym stole chłopaków.

- On nie jest tego warty, James - powiedział Syriusz, kładąc mu dłoń na ramieniu. - Nie jest warty ani sekundy twoich myśli, to zwykła szuja. Zresztą, nie ma czego żałować. Coś się kończy, coś się zaczyna.

- Kiedy ty się taki nostalgiczny zrobiłeś, co Łapo? - parsknął Rogacz, wymierzając mu kuksańca w bok. - Tak, wiem. Co było, to już nie wróci i takie tam trele morele.

- Nie wróci - zgodził się Syriusz. - Ale trzeba go odnaleźć, James.

- A nie lepiej go już zostawić w spokoju i na razie cieszyć się świętym spokojem? - mruknął Rogacz, przewracając kiełbaski na grillu.

- Peter jest niepozorny, ale niebezpieczny - odpowiedział Syriusz z posępną miną. - Sam się o tym przekonałem.

- Wierzę ci, Łapo - mruknął Rogacz. - CZEŚĆ AMELIO! - zawołał, machając nadzianą na szczypce kiełbaską w jej stronę.

Amelia odmachała mu radośnie, po czym otworzyła furtkę zaklęciem i podążyła w kierunku, z którego roztaczał się zapach grillowanego mięsa.

- Upiekłam ciasto marchewkowe - powiedziała dumnie, demonstrując Syriuszowi i Jamesowi blachę z wyrośniętym ciastem o wściekle pomarańczowym kolorze. - Chciałam je podrasować magią i chyba trochę przesadziłam... Ale przynajmniej jest tematycznie. Gdzie położyć?

- Tam. - James wskazał przypieczonym końcem kiełbaski na stół, przy którym siedzieli Frank i Remus.

- Coś nas mało na tym grillu - zauważył Syriusz. - Tak się spodziewałem, że gdybyśmy zapowiedzieli ognisko, to więcej osób by wpadło.

- Mało ci zabaw z ogniem po wczoraj, Łapo? - parsknął Rogacz.

- Mi już aż nadto - wtrąciła Amelia, uśmiechając się szeroko. - Właśnie zostałam bezrobotna.

- Nie martw się, Bones, Ministerstwo odbudują raz dwa - zapewnił Syriusz, szczerząc do niej zęby. - Zanim się obejrzysz, wrócisz do ukochanych raportów.

- Już więcej nie zamierzam bawić się w raporty - odpowiedziała, zadzierając nonszalancko głowę. - Rzuciłam pracę w departamencie.

- Jak to? - Syriusz uniósł brew do góry.

- Przechodzę do Wizengamotu - wyjaśniła, a jej oczy błysnęły wesoło. - Jako asystentka Tyberiusza Doge'a, jednego z pięćdziesięciu sędziów.

- No no, Amelio - zacmokał z uznaniem James. - Jestem pod wrażeniem.

Amelia uśmiechnęła się ciepło w podziękowaniu. Remus i Frank dołączyli do nich, gdy zawzięta batalia w Eksplodującego Durnia zakończyła się kapitulacją wszystkich dobranych przez graczy kart.

- Czy to najnowsze wydanie Proroka? - zapytał Remus, wskazując dłonią na leżącą koło grilla, zgiętą w pół gazetę, na co James kiwnął twierdząco głową. - Mogę?

- Śmiało - odparł Rogacz, wzruszając ramionami.

- Gdzie oni drukują tego Proroka? - zdziwił się Syriusz, przełykając kęs kiełbaski. - Myślałem, że główna filia mieści się w Ministerstwie...

- Mają awaryjną drukarnię na Pokątnej - wyjaśniła Amelia.

- Wielki pożar w Ministerstwie. Dziewięć osób nie żyje, siedemnastu rannych. - Remus przeczytał nagłówek i zmarszczył brwi.

Wszyscy zainteresowani pochylili się nad Remusem, żeby przeczytać artykuł przez jego ramię.

W nocy z 29 na 30 kwietnia centrum Londynu spowiła chmura dymu, która roztoczyła się z płonącego gmachu najważniejszej instytucji magicznego półświatku - Ministerstwa Magii. Podejrzewamy, że ostatnio panujące w Anglii warunki pogodowe przyczyniły się do zaistnienia tak fatalnego w skutkach wydarzenia.

"Przy obecnych upałach mała iskra mogła wzniecić ogromny pożar", relacjonuje Margaret Hutchinson, urzędniczka w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, od wielu lat zamieszkująca ścisłe centrum Londynu. Zapytana o związek pożaru z ostatnimi strajkami strażników Ministerstwa Magii, odpowiada: "Nie wydaje mi się, żeby strażnicy odpowiadali za podpalenie budynku. Zresztą nie ma na to żadnych dowodów. Strajki są formą protestu, podpalenie zaś wandalizmem. Jestem pewna, że strażnicy nie posunęliby się do takiego czynu. Cóż mieliby tym osiągnąć? Z pewnością nie wyższe pensje."

My jednak poddajemy w wątpliwość gorące zapewnienia pani Hutchinson odnośnie domniemanej niewinności pracowników Ministerstwa Magii i podchodzimy do jej słów z zachowaniem pewnej rezerwy. W świetle wydarzeń zaistniałych przy okazji ostatnich ulicznych demonstracji, ich zbieżność z tajemniczym pożarem zdaje się być nieprzypadkowa.

Rita Skeeter

- Ale jędza z tej Skeeter - skomentował Remus, który pierwszy dobrnął do końca artykułu. - Swoją drogą, Minchum musiał chyba stanąć na głowie, żeby zatuszować przed reporterami, że wczoraj w Ministerstwie zdarzyło się o wiele więcej niż sam pożar...

- Prędzej czy później, to wyjdzie na jaw - stwierdził Frank. - Na pewno w ruinach budynku zostały ślady walki. Wystarczyłoby, żeby ktoś pokusił się o zrobienie kilku zdjęć z wewnątrz.

- Słuchajcie, to jeszcze nie koniec - powiedziała Lily, uważnie przeglądając następne strony gazety. - Albus Dumbledore mianowany Naczelnym Magiem Wizengamotu.

- Czyli koniec konców, Minchum przekonał się do Dropsa? - uśmiechnął się James. - Wiedziałem, że nie jest taki zdrewniały, za jakiego go mają.

- Lily, czytaj - zachęciła Amelia.

- Nic tu właściwie nie ma, krótka wzmianka - odparła, unosząc brwi wysoko do góry. - O, ale jest jeszcze jeden... Bartemiusz Crouch zawieszony na stanowisku dyrektora Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów.

- Co ty mówisz - zdziwił się James, opierając brodę o ramię dziewczyny. - Amelio, może jeszcze przemyślisz tę karierę w Wizengamocie? Ani Ogden, ani Crouch nie stoją ci teraz na przeszkodzie, żeby zdobyć miano szefowej twojego departamentu...

- Pewnie, czeka mnie wielka kariera - parsknęła śmiechem. - Jak to mówią, po trupach do celu.

- A potem zostaniesz ministrem? - mrugnął do niej Syriusz.

- Z największą przyjemnością - odparła z łobuzerską miną, przypominając sobie, że kiedyś odbyli podobną rozmowę.

Resztę wieczoru spędzili na spokojnej pogawędce, która nie wkraczała na temat wczorajszych wydarzeń. Zresztą nie planowali tego tematu podejmować - woleli cieszyć się chwilami beztroski, które zwieńczyli kilkoma grami planszowymi i hektolitrem Ognistej Whiskey.

- Bones, mogę cię porwać na sekundkę? - zapytał Syriusz, gdy atmosfera spotkania rozluźniła się na tyle, że nikt nie zauważyłby chwilowej nieobecności dwóch osób.

- Jasne - odrzekła, odwracając się w jego kierunku i podążając za nim do domu.

- Przemyślałem sobie wszystko jeszcze raz - powiedział, gdy znaleźli się sami w kuchni. - Prześledziłem myślami każdą sytuację i każde twoje zachowanie.

Amelia uniosła brwi wysoko do góry, niewymownie zachęcając go do dokończenia myśli.

- Po pierwsze, pofatygowałaś się, żeby wyciągnąć od chłopaków mój nowy adres... - Kąciki jego ust drżały i ledwie powstrzymywał się od uśmiechu.

- Nieprawda! - zaprzeczyła gorączkowo. - Remus sam mi go podał, gdy ćwiczyliśmy na polanie szatańską pożogę...

- Po drugie, w obliczu zagrożenia, pierwszą osobą, o której pomyślałaś, byłem ja - kontynuował z rozbawioną miną, nie zwracając uwagi na jej tłumaczenia.

- Bo nikt oprócz ciebie nie zrozumiałby, że zdanie "wrócę później z pracy" znaczy tyle, co "mam poważne kłopoty"!

- Właśnie, Amelio - mruknął z zadowoleniem, przysuwając się do niej bliżej. - Wychodzi na to, że znam się na tobie najlepiej.

- I co w związku z tym chciałeś mi oznajmić? - zapytała hardo, podpierając ręce na biodrach.

- A no to, że dla mnie wszystko jest teraz jasne. - Jego oczy zalśniły, a twarz rozjaśniła się w szczerym uśmiechu. - Ty zwyczajnie nie chcesz przyznać, że się we mnie zakochałaś.

- To nie tak - powiedziała, kręcąc głową. - Mieszkałam z tobą przez ostatni miesiąc, więc w tak stresującej sytuacji pomyślałam o tobie zupełnie absurdalnie i naprawdę nie wszystko kręci się wokół...

Nie dokończyła, bo Syriusz przyciągnął palcami jej brodę, po czym odnalazł jej usta i pocałował je mocno. Amelia poczuła, że dalsze zaprzeczanie nie miało najmniejszego sensu, bo Syriusz i tak wiedział to, przed czym broniła się, żeby mu nie powiedzieć. A to, czego faktycznie nie wiedział, zapewne w myślach dorabiał sobie tak, żeby mu pasowało.

- A teraz, skoro nie ma już tajemnic między nami... - szepnął, odsuwając się od niej o cal. - Powiesz mi wreszcie, o co chodziło z tym unikaniem mnie po SUMach?

- To jeszcze się nie domyśliłeś? - zapytała nieco zachrypniętym głosem.

Syriusz pokręcił głową w przeczącym ruchu.

- Jak byłam małolatą, to mi się spodobałeś - parsknęła śmiechem. - Dlatego cię wtedy unikałam.

- I to wszystko? - zmarszczył brwi. - Żadnych sekretnych intryg?

- Żadnych.

- Ani przygód z moimi naprzykrzającymi ci się adoratorkami?

- Zero - zaśmiała się perliście. - Nie rób z siebie znowuż takiego casanovy.

- Ale przyznaj, że już za małolata byłem nieziemsko przystojny. - Syriusz mrugnął do niej uwodzicielsko i powabnym ruchem dłoni zaczesał ciemne włosy do tyłu.

Amelia pacnęła go otwartą dłonią w ramię.

- Bufon... Nadęty pajac - burknęła, na co mężczyzna wyszczerzył zęby w łobuzerskim uśmiechu. - Co do mojej CHWILOWEJ szkolnej miłostki... Myślałam, że się wtedy domyślałeś.

- Tak tak, Bones, chwilowej... Kogo chcesz oszukać? - wymruczał do jej ucha. - Jak mam być szczery, to w ogóle się nie domyślałem. Nawet mi to wtedy przez głowę nie przeszło - szepnął, odgarniając jej kosmyk włosów z czoła.

- Taki mądry, a taki niedomyślny - westchnęła, puszczając mu perskie oko.

- Szybko się uczysz, flirciaro - stwierdził, na co Amelia szturchnęła go w bok. Syriusz zaśmiał się cicho. - Mam jeszcze jedno pytanie.

- Śmiało.

- Dlaczego cały ten czas tak się wzbraniałaś, żeby nie wplątać się w żadną bliższą relację ze mną?

- Bo... - zaczerwieniła się. - Wybacz mi, Syriuszu, tę uwagę, ale nie wydajesz się być osobą, która mogłaby się zaangażować uczuciowo...

- Nie wiem, co mam ci jeszcze powiedzieć, żebyś w końcu to zrozumiała.

- Ale co?

- Bones - powiedział cicho. - Nigdy nie pomyślałem o tobie, jak o chwilowym romansie.

Stanęła jak wryta; w jej głowie kotłowały się wątpliwości, czy aby na pewno dobrze zrozumiała to, co Syriusz chciał jej przekazać.

- To znaczy, że...

- I niby to ty jesteś ta inteligentna - uśmiechnął się pobłażliwie. - Zakochałem się.

Osłupiała Amelia rozdziawiła usta, wpatrując się w niego błyszczącymi i jeszcze odrobinę niedowierzającymi oczami.

- W tobie się zakochałem - mruknął pod nosem, prawie niezrozumiale.

- Co?

Syriusz westchnął z lekką irytacją w głosie.

- Kocham cię, Bones. Czy teraz już wreszcie to do ciebie dotarło?

KONIEC

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy przeczytali moją pracę.