- Nie cierpię długich podróży pociągiem – sapnął Cole, wyciągając swoje długie nogi tak jak tylko się dało przy ciasnocie panującej w wagonie. Ostrożnie ominął stopy Ani, siedzącej naprzeciwko.
Ze swojego miejsca przy oknie dziewczyna spojrzała na niego z niedowierzaniem. Odgryzła kawałek ciastka, który kupiła przed chwilą z wózka z jedzeniem.
- Co?! Jak można nie lubić przyjemnych, długich podróży pociągiem? Nie ma nic bardziej ekscytującego niż gwizd pociągu, wzywający pasażerów do wejścia na pokład. Próby uchwycenia wspaniałych widoków za oknem nim przelecą przed oczami to moja ulubiona gra. To tak, jak gdyby to była jedyna okazja, w której możesz dostrzec piękno, jakie ma do zaoferowania ten konkretny skrawek ziemi. – Wzięła kolejny kęs. – No i oczywiście herbatniki – wymamrotała.
Cole zaśmiał się z okruchów, które wypadły z ust Ani.
- Nie wszyscy zostaliśmy stworzeni by odczuwać żądze w stosunku do wędrówki i herbatników, Aniu. Za dużo osób wpycha się do metalowych pudełek, które pędzą po torach z nieprzyzwoitą prędkością. Nie możesz wątpić w to, że kocham cię całym sercem, skoro zechciałem ci towarzyszyć w tej małej wyprawie.
- Pomimo twojego cynicznego bełkotu jestem ogromnie wdzięczna, że jesteś towarzyszem mojej podróży. Jestem pewna, że Maryla i Mateusz stanęli, by przeciwko mnie, gdyby od samego początku nie wspomniała, że będziesz moim kompanem. – Gilbert wcześniej napisał do Ani, że na jego uniwersytecie odbędzie się pierwszy, doroczny międzywydziałowy turniej hokeja Jeannings Cup i że on będzie jednym z reprezentantów Wydziału Lekarskiego. Ania była zachwycona, kiedy zdała sobie sprawę, że to będzie w tym samym czasie co wiosenne wakacje, w trakcie których będzie miała kilka wolnych dni. Po wielu knowania udało jej się kupić bilety, dzięki pieniądzom ze skarpety, które podarował jej Mateusz i przekonać Cole'a by towarzyszył jej jako eskorta. Chciała zaskoczyć Gilberta i zobaczyć, jak gra.
Cole nigdy by się nie przyznał, że naprawdę był zaintrygowany pomysłem ponownego spotkania się z Felixem, a ten wyjazd był okazją jakiej się nie spodziewał.
Pociąg zaczął zwalniać. Jego koła ocierały się o tory w proteście, kiedy konduktor pociągnął za hamulce.
- Na pewno nie chcesz po prostu zostać ze mną w pokoju hotelowym? – Zapytała Ania Cole'a po raz trzeci, podczas gdy zbierali swoje rzeczy. – Nie chcę żebyś czuł się nieswojo, chociaż Felix, kiedy to wszystko razem planowaliśmy, wydawał się być nastawiony bardzo entuzjastycznie do pomysłu, że będziesz spał w ich pokoju w akademiku.
- Gdyby ktokolwiek dowiedział się, że mieszkamy razem w pokoju to wywołalibyśmy skandal. Gdyby tylko wiedzieli… - Cole i Ania zaśmiali się, rozumiejąc się bez słów, gdy wysiadali z pociągu. – Wszystko jest w porządku, odpowiada mi spanie na podłodze w pokoju Gilberta, jeśli tylko ma ci to pomóc w zrobieniu tej twojej wielkiej niespodzianki, nad którą tak ciężko pracowałaś razem z Felixem. Czy on się tutaj z nami spotka? – Nagły przypływ adrenaliny i zdenerwowania przeszył ciało Cole'a na myśl, że tak szybko przyjdzie mu zobaczyć Felixa.
- Nie, nie chciał wzbudzać podejrzeń, bo on i Gilbert zazwyczaj uczyli się razem w bibliotece w tym czasie. Ale, co bardzo w stylu Felixa, dał mi idealnie dokładne wskazówki jak znaleźć hotel, a następnie bibliotekę na kampusie i zaskoczyć Gilberta. – Ania uśmiechnęła się szeroko. – Jesteśmy więc zdani na siebie nawzajem w wielkim mieście Toronto. Jak sobie poradzimy?
- Z pomocą naszego sprytu i intelektu? A może odrobiny twojego uroku?
Ania wyciągnęła rękę i złapała przyjaciela za ramię.
- Myślę, że to powinno wystarczyć. – Skinęła głową. Z instrukcjami od Felixa w dłoni udali się do hotelu, a następnie pomknęli, by zrealizować swój podstępny plan zaskoczenia Blythe'a.
Gilbert wpatrywał się w Felixa zdumiony obecnym stanem swojego współlokatora. Zdawało się jakby w każdej chwili mógł wyskoczyć ze swojego miejsca. W nieregularnym tempie stukał palcami o książkę, którą podobno czytał i jednocześnie potrząsał nogą pod stołem, przy którym razem się uczyli. Biblioteka nie dawno została rozbudowana i odnowiona, dlatego teraz pomiędzy nimi, a innymi uczącymi się panowała dość duża odległość. Gilbert mógł więc swobodnie szeptać.
- Czymś się denerwujesz? Myślisz o tej dziewczynie, którą twój ojciec może chcieć ci przedstawić?
Felix zamarł, gdy zdał sobie sprawę, że słabo sobie radzi z niewzbudzaniem podejrzeń Gilberta. Nie chciał zawieść Ani po tych ich wszystkich knowania, ale naprawdę był zdenerwowany. Blythe najwyraźniej zdążył już dobrze poznać nawyki swojego współlokatora, skoro tak łatwo dostrzegł jego niepokój.
- Tak, w sumie można powiedzieć, że ostatnio o tym myślałem… - To właściwie nie było kłamstwem. Wiele aspektów jego skomplikowanego życia miłosnego lub właściwie jego braku zaplątało się razem, a bałagan denerwował Felixa. Ania nie wspomniała o tym, że weźmie ze sobą Cole'a aż do ostatniego listu, tuż przed wyjazdem. Tym samym dała Felixowi bardzo mało czasu na przygotowanie się na wszechwiedzące spojrzenie chłopaka. Kiedy zastanowił się nad wszystkim co wydarzyło się na przyjęciu sylwestrowym doszedł do wniosku, że Cole jest taki sam jak on.
Taki jak on, ale już z tym… pogodzony.
To było pogmatwane i frustrujące, zwłaszcza, że ojciec od nie dawna namawia go do spotkania się z pewną wdową, która odziedziczyła fortunę po swoim zmarłym mężu. Felix unikał spotkania z nią, używając jako wymówki swój napięty szkolny grafik, ale wiedział, że w końcu nadejdzie dzień, w którym będzie musiał wrócić do domu i zmierzyć się z tym ultimatum: ożenić się, albo zostać pozbawionym spadku. Nie był pewny czy jego ojciec naprawdę byłby w stanie nie przekazać swojej spuścizny jedynemu męskiemu potomkowi, ale to właśnie z tych pieniędzy obecnie opłacano jego studia więc nie chciał kusić losu, dopóki nie uda mu się skończyć studiów i założyć własnej praktyki. A nawet wtedy, czy mógłby tak skrzywdzić własną rodzinę? Czy to byłoby słuszne?
- Czy małżeństwo to naprawdę taki zły pomysł? Może ona będzie miła? – Gilbert przerwał jego myśli. Sam wzdrygnął się, słysząc własne słowa, zdając sobie sprawę z tego, że Felix doskonale wie, że on sam poślubi kogoś tylko z miłości.
- Nie chodzi o sam pomysł małżeństwa, ale o dziewczynę…
- Może kiedy ją poznasz to okaże się godna twojej miłości? – Gilbert nie potrafił powstrzymać się od próby przedstawienia sytuacji w lepszym świetle.
- Nie zrozumiesz tego! – Felix zapomniał szeptać i powiedział to zbyt głośno. Kilku uczniów podniosło wzrok znad swoich książek i spojrzało na nich z zaciekawieniem. – Nie szukam kogoś kto byłby mnie wart, problem polega na tym, że zawsze będę pragnął kogoś, kogo nigdy mieć nie mogę!
Gilbert uniósł brwi do góry na taki nagły wybuch Felixa. To zachowanie tylko potwierdziło jego podejrzenia, że chłopaka coś trapiło. Kiedy Felix się martwił to stawał się humorzasty i tracił swoje zwyczajowe opanowanie.
- Przepraszam Gilbert, nie powinienem tego mówić – powiedział Felix, ponownie ściszając głos, by nie prowokować więcej ciekawskich spojrzeń. Natychmiast poczuł się winny, że pozwolił sobie na poczucie tej jednej emocji, której zawsze starał się unikać – złości. – To było nieprofesjonalne.
- Nie jestem twoim lekarzem, a ty nie jesteś moim terapeutą. Jestem twoim przyjacielem. – Gilbert pochylił się. – Możesz rozmawiać ze mną o wszystkim – powiedział jeszcze ciszej. – Nie pobiorę od ciebie żadnych opłat. – Mrugnął do kolegi, a Felix posłał mu mały uśmiech.
Felix poczuł się niemal tak jakby prąd rwącej rzeki popychał go do otwarcia się przed Gilbertem. Prawie odnalazł w sobie siłę, by opowiedzieć my wszystko, nawet rzeczy, o których rzadko kiedy pozwalał sobie myśleć, a co dopiero mówić je na głos. Zamiast tego postanowił jednak najpierw wybadać grunt.
- Każdy kogo mógłbym pokochać, albo z kim chciałbym być w związku jest dla mnie całkowicie nieosiągalny. Żadne pieniądze, prestiż czy wykształcenie nie sprawią bym mógł być z tym, z kim chcę.
- Masz na myśli jakąś konkretną osobę?
- Cóż… Właściwie to nie jest osoba, ale typ osoby. – Felix przeczesał palcami włosy i zsunął się nieco na krześle. – Jestem skazany na ten ból i obawiam się, że będę musiał go znieść, bo to jest słuszna droga. – Świadomość tego była naprawdę ciężka, zwłaszcza gdy powiedział to na głos.
Wciąż zdezorientowany Gilbert zastanowił się nad słowami przyjaciela. Wiedział, że nie chcę się on ożenić dla pieniędzy, ale ciągle miał wrażenie, że umyka mu kluczowa informacja.
- Zgadzam się, że ważne jest by zawsze postępować właściwie. Wiele razy przeciwstawiałem się dokuczającym Ani, czy Cole'owi, postanowiłem dzielić życie z Bashem bo uważałem, że to słuszne. Ale finalnie te słuszne wybory nie skrzywdziły mnie, ale pomogły mi i innym. Jeśli masz zamiar zrobić coś co ciebie zrani to czy naprawdę jest to słuszne?
Felix usiadł prosto.
- Zaczekaj… Zrobiłbyś to? Stanąłbyś w obronie Cole'a, nawet wiedząc o tym jaki on jest?
- Co? – tylko tyle był w stanie powiedzieć Gilbert, teraz jeszcze bardziej zdezorientowany jak wcześniej.
- No, że jest taki jak ja…
- Ciebie też ktoś prześladował? – zapytał zszokowany Gilbert.
Do Felixa w końcu dotarło, że Gilbert nie ma pojęcia o czym on mówi i z powrotem opadł na krzesło, zrezygnowany. Potrząsnął głową, był tak blisko uwolnienia się spod presji swojego sekretu. Zaśmiał się cicho.
- Jeśli liczy się to, że twój ojciec bił cię za to, że przyłapał cię na zabawie lalkami z siostrą to tak. – Nim Gilbert zdążył odpowiedzieć biblioteczny zegar wybił piątą, a Felix usiadł z szeroko otwartymi oczami. – Naprawdę już piąta? – Gilbert skinął głową, z ustami uchylonymi do pytań, które zamierzał zadać. – O nie! Musimy iść!
Bez większych wyjaśnień Felix zaczął zbierać swoje książki i notatki, jednocześnie zachęcając Gilberta by zrobił to samo. Bez przekonania użył wymówki, którą wymyślił razem z Anią, że zapomniał o tym, że jeden z profesorów chciał się z nimi spotkać. Gilbert kolejny raz był zdezorientowany, ale ruszył za Felixem żeby nie narażać się profesorowi.
Po cichu pędzili przez bibliotekę w kierunku głównego wyjścia, a Felix miał nadzieję, że Ania się nie spóźniła, bo nie miał pojęcia co mógłby zrobić dalej. Dostrzegł jej rude włosy zanim zrobił to Gilbert i zatrzymał się. Razem z nią był tam Cole, wyższy od niej o całą głowę, na swój sposób równie piękny jak ona. Jego włosy były krócej obcięte po bokach niż wtedy, gdy widział go ostatnim razem, ale czubek nadal był długi i starannie zaczesany do tyłu. Jego wyjątkowy garnitur doskonale do niego pasował i nadawał mu stylowy wygląd. Oderwał swój wzrok od rozpraszacza, stojącego tuż obok Ani i w końcu powiedział:
- Profesor Mayers spotka się z nami na trawniku przy tym wielkim dębię. Musze wrócić po książkę, o której zapomniałem. Do zobaczenia za minutę. – Odwrócił się na pięcie i zostawił Gilberta, stojącego na schodach do biblioteki w stanie kompletnego szoku.
W tym momencie Gilbert postanowił sobie, że przeprowadzi ze swoim przyjacielem poważną dyskusję, wieczorem przed snem, bo był mocno zaniepokojony jego nieobliczalnym zachowaniem. Zszedł ze schodów i podszedł do drzewa, które wskazał mu Felix. Stał tam, czekając, niepewny tego, czego się spodziewać po tak dziwnym zaproszeniu od profesora.
- Wyobrażałam sobie, że cię tutaj spotkam, Gilbercie Blythe.
Gilbert zamarł, nie dowierzając własnym uszom. Jednakże jego serce było całkowicie pewne, że właśnie usłyszał ten jedyny głos, który powodował, że miły dreszcz przebiegł wzdłuż jego kręgosłupa. Odwrócił się pomału, a na jego twarzy wyrósł uśmiech, gdy wysoko uniósł w zdziwieniu swe brwi.
Ania pomału wyłoniła się zza dęby. Stała tam, promieniejąc, jakby właśnie spadła z nieba niczym gwiazda, spełniająca jego życzenie. Nie chciał się przywitać, nie chciał pytać co tam robiła, jedyne czego pragnął to poczuć jej usta na swoich wargach. W dwóch szybkich krokach znalazł się przy niej i przyciągnął ją do siebie tak blisko, jak tylko mogło to być społecznie akceptowalne w miejscu publicznym. Patrząc w jej błękitne jak ocean oczy, pochylił się i pocałował swoją Anię, nie Annę. Nie widzieli się kilka miesięcy, więc na początku pocałunek był nieco niezręczny i potrzebowali chwili by wpaść w odpowiedni rytm, który przyszedł naturalnie. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo jej potrzebował, ale tylko tych kilka chwil jej dotyku wystarczyło, by poczuł się lekko i zapomniał o całym świecie.
Kiedy Gilbert odsunął się od niej odrobinę Ania tylko potrząsnęła przecząco głową i przyciągnęła go z powrotem do kolejnego pocałunku. Bardzo ciężko pracowała, by niespodzianka się udała i zamierzała w pełni cieszyć się swoją nagrodą. Gilbert uśmiechnął się w jej usta, a ona odwzajemniła uśmiech i w końcu go puściła, nim zdążyli wywołać jakąś scenę.
- Zanim zapytasz, Cole eskortował mnie podczas drogi, a Mateusz i Maryla doskonale wiedzą, gdzie jesteśmy.
- Więc wszystko w porządku i byłaś całkowicie bezpieczna? – zapytał Gilbert, kiwając głową na jej słowa.
- Wszystko jest idealne i nie mogłam sobie wymarzyć lepszego opiekuna podróży. Cole jest bardzo wysoki więc skutecznie odstrasza wszystkich niebezpiecznych typów i jest fantastycznym towarzyszem, zapewniającym rozrywkę w trakcie podróży. Ciągle narzekał na jazdę pociągiem…
- Kto nie lubi jazdy pociągiem? – zapytał Gilbert z lekkim westchnieniem.
- Dokładnie to samo powiedziałam! – Roześmiała się Ania.
- Pomimo tego jak bardzo jestem szczęśliwy widząc cię tutaj… Nie szczęśliwy to złe słowo. Pomimo, że jestem zachwycony widząc cię tutaj to musze zapytać, co ty tu właściwie robisz? – Założył zbłąkany kosmyk jej włosów za ucho, tylko po to by mieć wymówkę by jej ponownie dotknąć.
- Przyjechaliśmy by zobaczyć mecz hokeja! Kiedy mi o tym napisałeś zdałam sobie sprawę, że to zbiegnie się w czasie z moją przerwą wiosenną. Zdecydowałam więc wskoczyć do pociągu z Colem i przyjechać by zobaczyć, jak grasz. – Ania chwyciła Gilberta za rękę i zaczęła wspinać się z nim z powrotem po schodach, gdzie cierpliwie czekał na nich Cole.
- Udało się? Zaskoczyliśmy cię? – zapytał Cole, kiedy podszedł do Gilberta, żeby uścisnąć mu dłoń na powitanie.
- Nie mam pojęcia jak udało jej się przekonać cię do udziały w tym podstępie – powiedział Gilbert, podejrzliwie unosząc brew. – Ale przeraża mnie to jak dobrze udało się waszej dwójce wykonać ten plan.
- Nie oddawaj całej zasługi tej dwójce! – Przerwał mu Felix, który w końcu wyszedł z biblioteki i dołączył do reszty oszustów. – Odegrałem znaczącą rolę w planie Ani! Jedyne co musiała do mnie napisać to „chcę nabrać Gilberta" i natychmiast się zgodziłem. – Ujął dłoń dziewczyny i pocałował ją. Wyraził także swoją radość z tego, że dotarła bezpiecznie. Zwrócił się do Cole'a i uścisnął mu dłoń mówiąc:
- Wspaniale znów cię widzieć. – Czuł, że uśmiech na jego własnej twarzy był zbyt szeroki, a wyraz oczu Cole'a zbyt chętny. Chłopak nic nie odpowiedział, tylko skinął głową, w końcu odrywając wzrok od oczu Felixa.
- Zakładam więc, że udało ci się zachowywać zupełnie normalnie i nie wzbudziłeś żadnych podejrzeń? – Ania przypadkiem spojrzała na Cole'a i od razu zauważyła, że coś się w nim zmieniło. Na jego twarzy był lekki ślad różu, który doskonale było widać na zwykle bladej skórze artysty, spędzającego całe dnie na malowaniu w zamkniętych pomieszczeniach.
Felix chwilę wpatrywał się w swoje stopy.
- Oczywiście! Lata słuchania jak przyjaciele mojego ojca gadają o swoich nudnych żonach i inwestycjach uczyniły mnie doskonałym aktorem – odrzekł z wymuszoną charyzmą.
Gilbert uważnie przyjrzał się przyjacielowi, niepewny, jak wiarygodna była ich wcześniejsza rozmowa, w świetle faktu, że Felix krył Anię.
- Myślę, że należy docenić umiejętności aktorskie Felixa, bo przyznaję, że byłem szczerze zaskoczony.
- Doskonale! – Ania zaakceptowała swoje zwycięstwo i zwróciła się do Cole'a i Felixa. – A teraz jestem pewna, że Felix zaplanował dla nas idealną, wspaniałą noc w mieście. Jestem głodna przygód!
Felix postanowił wykorzystać okazję, więc pochylił się by podnieść torbę Cole'a która leżała obok niego.
- Oczywiście, droga Aniu. Mam nieodparte przeczucie, że pokochasz egzotyczne smaki i widoki, jakich doświadczymy dzisiejszego wieczoru. Może wasza dwójka zakochanych przejdzie się na spacer po parku, a ja pokaże Cole'owi nasz akademik, żeby mógł się zadomowić? Spotkamy się na rogu Wellesley i udamy do celu. To krótki spacer, tylko kilka przecznic stąd.
Gilbert wziął Anię za rękę i zaczęli się oddalać. Mówił coś o tym, że ma ogromne szczęście, że nie ma żadnych prac do wykonania, bo przez turniej hokejowy wszyscy profesorowie byli zbyt podekscytowani, by zadawać prace domowe.
- Nie musisz nieść mojej torby – powiedział Cole i grzecznie sięgnął po bagaż w rękach kolegi.
- Bzdura, jesteś naszym gościem i to dla mnie przyjemność. Chodź, pokaże ci drogę do pokoju – Felix ruszył przodem, ale Cole szybko się z nim zrównał.
Przeszli przez duże drzwi z zawiasami z żelaznych pasów, które zawijały się wzdłuż słojów drewna. Drzwi znajdowały się pod ciężkimi łukami wykonanymi z szarego kamienia. Napięcie między nimi rosło z każdym krokiem, a cisza była jeszcze cięższa niż kamienne łuki ponad nimi. Cole zazwyczaj nie był tym, który odzywa się jako pierwszy w jakiejkolwiek sytuacji, ale w końcu odłożył na bok swoją typową rezerwę i przerwał milczenie.
- To piękny kampus. Cieszysz się czasem, który tu spędzasz?
Felix spojrzał na pokryte bluszczem ściany, jakby nigdy wcześniej ich nie widział. Bluszcz wspinał się po obu stronach ścian korytarza, którym szli.
- To typowa perspektywa artysty. Wydaje mi się, że można to uznać za coś pięknego, prawda? Wcześniej się nad tym nie zastanawiałem, ale tutaj czuję się bardziej jak w domu niż w rezydencji moich rodziców.
- Całkowicie to rozumiem… - powiedział Cole, wchodząc za Felixem do korytarza prowadzącego do dormitoriów.
- Nasz to numer dwunasty. – Felix otworzył drzwi i przepuścił kolegę przodem. – Witamy w naszych skromnych progach. To niewiele, ale pasuje do naszych potrzeb czyli nauki i spania.
Cole rozejrzał się po pokoju i przyjrzał się stosom książek schludnie ułożonych na biurku w kącie. Schematy ludzkiego mózgu były przypięte do ciemnozielonych ścian, a wśród nich znajdowało się zdjęcie młodego chłopca i dziewczynki, którzy uśmiechali się radośnie, stojąc obok siebie. Znajdowały się tam też stosy notatek i oprawionych w skórę dzienników, które zostały idealnie uporządkowane, a na krawędzi biurka stał asortyment butelek z atramentem gotowych do użycia.
- Pomyślałem, że możesz spać tutaj przy kominku, na środku? – zapytał Felix, wskazując na duży ceglany kominek. – Możesz rozpakować swoje rzeczy w górnej szufladzie tej komody. Wyczyściłem ją wcześniej, a teraz rozstawię twoje rozkładane łóżko. Nie chciałem robić tego wcześniej i wzbudzać w Gilbercie jakiś podejrzeń.
- Naprawdę nie musiałeś zadawać sobie tyle trudu…
- Zapewniam cię, że to żaden problem. Jestem szczęśliwy… Jesteśmy szczęśliwi, że zostaniesz z nami. Ostrzegam, że Gilbert czasami chrapie, więc możesz tego później żałować.
Cole zaśmiał się z Felixa, zmniejszając napięcie, które wciąż wisiało w powietrzu od kiedy tylko przybył. Zaczął się rozpakowywać.
- Mam sporo młodszego rodzeństwa, zapewniam cię, że potrafię spać w każdych warunkach.
Felix rozkładał właśnie łóżko i spojrzał na Cole'a zaskoczony.
- Ooo… Z jakiegoś powodu założyłem, że nie masz rodziny i dlatego mieszkasz z panią Barry.
- Nie, nie… Mam rodzinę, o ile można ich tak nazwać… Nie do końca mnie akceptowali i zmuszali mnie do pracy na rodzinnej farmie. Wiedziałem, że jeślibym miał się nie zająć to szybko doprowadziłbym do ruiny i ją i siebie. Czasami byli dość natrętni i poniżający… Pewnego dnia miałem w końcu dość i uciekłem do Jo, która przyjęła mnie z otwartymi ramionami. – Cole schylił się by pomóc Felixowi rozłożyć koce i jednocześnie zastanawiał się nad tym, dlaczego tak chętnie otwiera przed nim księgę swojego życia, skoro zwykle utrzymywał tą historię w tajemnicy. Nawet jego przyjaciele ze szkoły artystycznej nie wiedzieli połowy z tego, co właśnie wyznał Felixowi.
- Przykro mi, że twoja rodzina jest taka. Wiem, że to musiało być trudne. – Felix usiadł na gotowym posłaniu i wyjrzał przez okno. Cole również usiadł. – Mój ojciec też chce żebym przejął rodzinny interes, ale niestety nie mam Józefiny Barry, która zachęciłaby mnie do mężnego buntu.
- Pierwszy krok zawsze jest najtrudniejszy, nie żebym zachęcał cię do rezygnacji ze wszystkiego… - Cole poruszył się na łóżku, czując się niezręcznie z powodu przebywania z Felixem sam na sam w pokoju. – To nie jest łatwy wybór, ale w moim przypadku ostatecznie było warto. Znam cię dopiero od nie dawna i mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, ale chciałbym zauważyć, że wyglądasz na zdeterminowaną osobę. Po prostu musisz wybrać to co najlepsze dla ciebie, cokolwiek to jest, a potem wszystko się ułoży. Z pewnością nie będzie to łatwe i będziesz musiał trochę popracować nad tym, żeby wszystko do siebie pasowało, ale tak się stanie.
Felix wciąż wyglądał przez okno, uśmiechając się blado i analizując rady Cole'a.
- Zwykle to ja udzielam porad, a nie je otrzymuję. Podoba mi się sposób w jaki działa twój umysł, to intrygujące. Chociaż znamy się krótko to jeszcze nie przestało zadziwiać mnie to co wychodzi z twojej pięknej głowy.
- Ania opowiadała mi o twoich studiach, jestem pewien, że spotkałeś ciekawsze umysły niż mój.
- Tak, cóż… - zaczął Felix, wstając z łóżka. – Niektóre umysły są bardziej pociągające niż inne. – Wzrok Felixa przesunął się po twarzy Cole'a i odkrył, że nie musiał niczego tam szukać, bo wszystko było wyraźnie widoczne. – Prawie zawsze udaje mi się znaleźć prawdę za fasadą, którą okrywają się inny ludzie, ale wygląda na to, że ty nie próbujesz jej zakładać. – Wyciągnął rękę, żeby pomóc chłopakowi wstać.
Cole ujął rękę Felixa i powoli wstał. Byli zaledwie cale od siebie, a on nawet nie spróbował się odsunąć.
- A ja prawie zawsze jestem w stanie zakwestionować czyjąś percepcję prawdy. Ty pragniesz trzymać się swojej, a ja pragnę rozbić ją w drobny mak.
Wzrok Felixa spoczął na ustach Cole'a tylko na chwilę, a potem wycofał się.
- To wyzwanie, którego chętnie bym się podjął. – Wziął głęboki oddech, próbując odnaleźć się na krawędzi, na której właśnie się znajdował. – Powinniśmy iść i znaleźć Anię i Gilberta, zanim zgłodnieją. Gilbert robi się zrzędliwy, kiedy jest głodny.
- Ania też. – Cole niechętnie odsunął się od Felixa i pozwolił mu prowadzić, by odnaleźć ich przyjaciół.
OD AUTORKI:
OMG, czekałam na ten dramat Felix/Cole od pierwszego rozdziału! Lol! Czujecie to? Mam nadzieję, że oddam sprawiedliwość społeczności LGBT i odpowiednio ujmę problemy z jakimi musieli mierzyć się w 1900 roku, tak jak zrobiono to w serialu. Zapraszam do komentowania lub wysyłania mi wiadomości, jeśli macie pomysły co chcielibyście zobaczyć i co wydaje się dla Was ważne. Ktoś zapytał, jak wyobrażam sobie Felixa i chociaż chciałam, żeby był niejednoznaczny to, jeśli miałabym wybrać kogoś kto wygląda tak jak on to chciałabym żeby wyglądał jak… Moim zdaniem to Jude Law z Utalenrowanego Pana Ripleya *serduszka w oczach*
OD TŁUMACZA:
Mamy kolejny rozdział, wow! Zaczęło się robić ciekawie! Sprawy między Colem i Felixem na pewno nie będą łatwe do rozwiązania. Jestem ciekawa jak mi się będzie to tłumaczyć, bo nigdy nie pisałam ani nie tłumaczyłam nic w takiej tematyce. Jak się podobało? 😊
Jeśli już tu jesteś to proszę zostaw po sobie jakiś ślad! Każdy doping mile widziany, zwłaszcza, że ostatnio bardzo brakuje mi siły i motywacji do czegokolwiek.
Bądźcie bezpieczni!
