Mały cerber wniósł do naszego rodzinnego życia wiele kolorów. Ja uważam, że są to kolory tęczy, natomiast mój małżonek określa te kolory odcieniami szarości. Śmierć bardzo długo nie potrafił się przyzwyczaić do zwierzęcia w domu. Dodatkowo i sam Waśń nie był opiekunem doskonałym. Już zwykły psi szczeniak dokłada bardzo dużo odpowiedzialności. A to był szczeniak cerbera, który nie dość że był sporo większy od zwykłego psa, to jeszcze miał dużo więcej energii. Uważam jednak, że każdy z nas (nawet Śmierć) kochał go na swój sposób. Gdy Śnieżka miała około ośmiu miesięcy, Waśń został wysłany przez Stwórcę na kilkudniową wyprawę.

„A kto się zajmie cerberem?" pyta Śmierć swojego brata gdy ten obwieścił nam o swoim zadaniu.

„Przecież już nie raz wyjeżdżałem i nic się nie działo." odpowiada mu jakby nigdy nic Waśń.

„To Ty tak uważasz..." odburkuje mój małżonek.

„Kochanie, dzień czy kilka dni, co za różnica? Razem damy radę, prawda?" zaczęłam szukać poparcia u reszty Jeźdźców zaczynając od Wojny.

„Ja chętnie pomogę." Wojna mnie popiera gdy rzucam mu błagalny wzrok.

„Furia?" rzucam pytanie dalej.

„Ja jutro wyjeżdżam. Zostaniecie więc z tym sami." odpowiada mi Furia nie odrywając nawet wzroku od piłowania swoich paznokci.

Spoglądam na Śmierć i widzę w jego oczach niezadowolenie. Uśmiecham się do niego i próbuję złagodzić te uczucie ale on nie daje się na to nabrać.

„To Twoje zwierze." mój małżonek ponownie zwraca się do średniego brata „Wiedziałeś z czym się liczy przygarnięcie tutaj cerbera."

„Mam odmówić Stwórcy?" Waśń go pyta prowokująco.

„Nie ale powinieneś nauczyć Śnieżkę jakieś użyteczności i ją zabierać na misje." mój ukochany Jeździec odpowiada mu przez zęby.

„Mayhem źle się czuje w jej obecności..."

„Ciekawe dlaczego..."

I na tym kończy się rozmowa między Waśnią a Śmiercią. Środkowy Jeździec godzinę później wyrusza, zostawiając Śnieżkę w domu.

„Ani mi się waż iść i się zajmować cerberem." mówi do mnie Śmierć akurat w momencie kiedy ja postanawiam spojrzeć do zwierzęcia.

„Ale ja chcę tylko spojrzeć czy ma pełne miski..." protestuję od razu.

„To nie Twoje zwierze i nie Twoje zmartwienie." Jeździec stanowczo mi przerywa „Waśń musi się nauczyć w końcu odpowiedzialności."

„Ale..."

„Grażyna, nie!" mój mąż podnosi na mnie głos przez co ja od razu przerywam swoją wypowiedź i patrzę na niego z wyrzutem.

Mój ukochany jednak udaje, że kompletnie nie widzi mojej miny, muska mnie swoimi wargami w policzek i wychodzi na podwórze. Gdy tylko wychodzi, ja od razu mam ochotę pobiec na górę i spojrzeć do Śnieżki ale dostrzegam jego wzrok za oknem. Posłusznie więc zostaję w kuchni i kontynuuję swoje obowiązki.

Nie mam pojęcia ile czasu minęło ale w pewnym momencie rozlega się ogromny skowyt z piętra. Od razu rozpoznaję głos Śnieżki, rzucam wszystko i wbiegam na schody. Nie docieram nawet do połowy drogi kiedy Śmierć mnie mija i pierwszy wpada do pokoju Waśni. Widzę jak wchodzi do środka ale Śnieżka nie przestaje wyć. Gdy w końcu dobiegam do drzwi pokoju, pierwsze co widzę to mnóstwo krwi. Staję jak sparaliżowana i czuję jak śniadanie mi się podnosi w żołądku. Nagle hałas mija. Kieruję wzrok na Jeźdźca i widzę jak kuca on przy cerberze i coś nuci cicho.

„Przynieś mi duży kosz a potem przygotuj Rozpacz do podróży." mówi do mnie Śmierć nie odrywając wzroku od zwierzęcia.

„W porządku." odpowiadam mu cicho i biegnę na podwórze po kosz.

Gdy przynoszę mu kosz, od razu biegiem pędzę do stajni i wyprowadzam Rozpacz. Gdy kończę poprawiać pasy przy siodle, Śmierć wychodzi z koszem w ramionach. Z moją pomocą przyczepia go do siodła przed siebie i po chwili rusza galopem zostawiając mnie na podwórzu. Nie ma go dosyć długo. Kiedy już zaczynam się martwić, spoglądam przez okno i widzę na horyzoncie dwie plamy. Po chwili się orientuję, że mniejsza plama to Śnieżka. Wychodzę przed dom i czekam aż się zbliżą do mnie. Pierwszy podbiega do mnie cerberek z szerokim kołnierzem na szyi i szerokim bandażem wokół tułowia. Kucam przy nim i głaszczę go, czekając aż Śmierć do mnie się zbliży.

„Czyżby i tutaj mieli weterynarza?" pytam go z uśmiechem.

„Coś w tym stylu." Jeździec mi odpowiada i zeskakuje zgrabnie z konia „Nic jej nie będzie. Ale musi pochodzić trochę w tym kołnierzu by nie zrywać bandaży."

„Co jej się stało tak w ogóle?"

„Wyszarpała noże od Waśni i skaleczyła się jednym. Nie wiem co Waśń sobie myślał zostawiając je w pokoju ze szczeniakiem."

„Pewnie nawet o tym nie pomyślał."

„Pewnie tak."

„To je pozbieramy?"

„Nie. Zrobię Śnieżce kojec przy koniach. Czas też najwyższy by zacząć ją szkolić skoro ma tutaj z nami zostać."

„Och, Śmierć, naprawdę to dla niej zrobisz?" wstaję i z radości wpadam w ramiona swojego małżonka.

„Z pomocą Wojny ale tak." odpowiada mi Śmierć patrząc mi w oczy.

„Jesteś taki cudowny!" przytulam się do niego mocno.

Śmierć obejmuje mnie ramiona i przytula mnie do siebie. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że szykuje małą zemstę dla Waśni ale to się wyszło dopiero kilka miesięcy później.