Gdy pewnego dnia się rano budzę, mojego małżonka nie ma obok mnie. Jestem zdziwiona jego nieobecnością, zwłaszcza gdy widzę, że jego piżama leży złożona na pościeli. Sama więc wstaję, szybko się przebieram i wychodzę z pokoju. Jak tylko wchodzę na schody, czuję dziwny zapach dochodzący z parteru. Przyśpieszam swój krok i staję oniemiała w przedpokoju. Na ścianach wiszą rozwieszone kolorowe lampki, które migoczą radośnie. Przechodzę do kuchni i dostrzegam w niej Furię, która stoi nad parującym garnkiem trzymając w dłoni jakąś dziwną książkę.

„Dzień dobry." wita mnie ciepło, odrywając swój wzrok od lektury „Dobrze spałaś?"

„Cześć Furio..." odpowiadam jej ostrożnie „Co tutaj się dzieje?"

„Organizujemy święta." moja szwagierka uśmiecha się do mnie szeroko „Śmierć dał mi nawet książkę kucharską, żebym mogła coś ugotować."

„To..." szukam odpowiednich słów na moje zszokowanie „To chyba dobrze..." kończę niezgrabnie.

„Mam nadzieję, że to wyjdzie i Ci to zasmakuje."

„Też mam taką nadzieję..." odpowiadam jej cicho po czym głośno pytam „Gdzie jest Śmierć?"

„W dużym pokoju." Furia mi odpowiada i wraca do swojego gotowania.

Przez chwilę mam wrażenie, że muszę jeszcze spać. Szczypię się i odczuwam ból, co oznacza, że nie jest to sen. Przechodzę do dużego pokoju i doznaję kolejnego szoku gdy dostrzegam co jest za drzwiami. W pomieszczeniu dostrzegam pozostałą trójkę Jeźdźców, którzy krzątają się wokół bardzo dużego drzewka iglastego, które zajmuje większość pokoju.

„Co wy robicie?" pytam ich głośno.

Jeźdźcy kierują na mnie swoje spojrzenia i witają się ze mną radośnie. Po chwili podchodzi do mnie mój małżonek, obejmuje mnie ramieniem w pasie i mówi do mnie:

„Organizujemy Ci święta."

„Ale... Po co?" pytam go zdziwiona.

„Pomyśleliśmy sobie, że to będzie miła odmiana. W dodatku chcemy Ci trochę umilić czas."

„Ale wiecie, że nie musicie tego robić, prawda?"

„Wiemy ale chcemy."

Śmierć prowadzi mnie bliżej drzewka i dopiero teraz dostrzegam, że tak jak przystało na Jeźdźców, bombki na niej są nietypowe. Od strony Wojny są porozwieszane różne malutkie kości pomalowane na czerwień oraz niebieski. Waśń natomiast wiesza na gałązkach różnokolorowe pióra o różnych wielkościach oraz posypuje gałązki jakimś kolorowym proszkiem. Tam gdzie choinkę ubierał Śmierć wiszą przedmioty najbardziej przypominające ludzkie bombki. Są to różnej wielkości metalowe oraz szklane kule, półkule i inne bryły.

„To dość..." szukam odpowiednich słów „Oryginalna choinka."

„Śmierć poszedł na łatwiznę." odzywa się Waśń „Kiedy ja i Wojna szykowaliśmy nasze ozdoby, on po prostu pojechał na targowisko i przywiózł takie nijakie, gotowe ozdoby."

„Tak robią też ludzie." starszy brat mu odpowiada „Zresztą mieliście się zająć lampkami a nie ozdobami."

„I się zajęliśmy. Jest ładnie, prawda Grażka?" wtrąca się Wojna.

„Jest klimatycznie." uśmiecham się lekko do nich i dodaję „To naprawdę bardzo miłe z Waszej strony." po czym podchodzę do choinki i zaczynam rozwieszać bombki Śmierci.

Muszę przyznać, że świetnie się bawię podczas przystrajania choinki. Potem pomagam Furii uratować nasz świąteczny posiłek i gdy przychodzi wieczór, siadamy wszyscy razem przy stole i zajadamy się nietypowymi potrawami, żartując i spędzając miło wspólnie czas. Podczas gdy Jeźdźcy po raz pierwszy obchodzili Święta Bożego Narodzenia, ja zdaję sobie sprawę z tego, że w święta nie jest ważne to czy wierzysz w narodziny Jezusa. Ważne jest to, że rodziny i znajomi gromadzą się wspólnie i spędzają miło czas.