Rozdział 51
Hardwin z całą pewnością mógł powiedzieć, że Albus Dumbledore miał szczęście, że nie żył w jego czasach, bo bardzo chętnie nauczyłby go szacunku dla innych. Jego zachowanie określiłby jednym słowem: skandaliczne! Za jego czasów niedopuszczalne było, żeby dyrektor szkoły lekceważył problemy uczniów i problemy panujące w szkole. Od razu zostałby usunięty ze stanowiska.
– Tego feniksa powinni mu skonfiskować! – stwierdził. – Biedny ptak. Mieć takiego pokrętnego pana.
Przodek Harry'ego potwierdził, że dyrektor posiada dziwny pierścień i zniszczony dziennik.
– Trzyma je w swoim biurku. Nie zabezpiecza go jakoś szczególnie mocno, ale to sprytne zaklęcie, które pozostawia na miejscu sygnaturę magii potencjalnego złodzieja. Działa na zasadzie magicznego lepca.
– Super – mruknął Harry. – Czyli nie mamy szans tam się dostać.
– Coś wymyślimy – zapewnił go Severus, obejmując ramieniem.
– Porozmawiam sobie jeszcze z innymi portretami, kiedy nie będzie go w gabinecie. Może dowiem się czegoś ciekawego. Znają sporo plotek – przyznał Hardwin z zadowoleniem i zniknął ze swoich ram.
– On się chyba dobrze bawi – przyznał Złoty Chłopiec.
– W końcu ma towarzystwo. Na farmie nie było innych portretów – zauważył Mistrz Eliksirów.
Harry skinął głową. Hardwin musiał się tam czuć bardzo samotny i znudzony. Nie wiedział, na ile portret czarodzieja jest w stanie odczuwać takie emocje, ale to i tak wydawało mu się bardzo smutne. Polubił swojego przodka, nawet jeśli ten był tylko niewielkim fragmentem swojego dawno zmarłego oryginału.
Kiedy Harry wrócił do wieży, od razu skierował się do dormitorium. Powiedział cześć do Hermiony, która cierpliwie tłumaczyła pierwszorocznym różnicę w intonowaniu zaklęć. O dziwo taką pomoc dzieciaki spokojnie przyjmowały.
Uśmiechnął się pod nosem. Hermiona w końcu poszła po rozum do głowy i przekonała się, że dyrektor nie jest taki krystaliczny, jakby się wydawało. Poza Ronem w sypialni chłopców nie było jeszcze nikogo. Zaskoczony zauważył, że rudzielec pochyla się z zaniepokojoną miną nad Mapą Huncwotów.
– Coś się stało? – spytał Harry, sprawiając, że przyjaciel popatrzył na niego.
– Chciałem sprawdzić, czy Malfoy jest jeszcze poza lochami albo w pobliżu Pokoju Życzeń, że przekazać mu informację, które znalazłem o szafkach zniknięć, ale kiedy aktywowałem mapę, zobaczyłem to – wyjaśnił, wskazując na mały punkcik w okolicy Wielkiej Sali.
Harry wciągnął gwałtownie powietrze, kiedy zobaczył nazwisko człowieka, który wydał jego rodziców.
Peter Pettigrew pojawił się w Hogwarcie.
,,,
Dobre pół godziny zajęło chłopcom uspokojenie się na tyle, żeby zacząć znowu trzeźwo myśleć. Obserwowali punkt z imieniem Petera, ale ten nie przemieszczał się. Najwyraźniej obserwował, co się dzieje i czekał.
– Jestem pewien, że Voldemort wysłał go, żeby sprawdził, jak idzie Malfoyowi – mruknął Harry. – Cholerny zdrajca. Mam ochotę zamknąć go w klatce i nie wypuszczać. To z jego winy moi rodzice nie żyją, a Syriusz nadal jest poszukiwany.
– W wieży nie odważy się pokazać. Krzywołap zaraz by go dopadł. Pamiętasz, co się działo na trzecim roku? – spytał Ron. – Sam jestem na niego wściekły. Żył sobie z moją rodziną jakby nigdy nic przez tyle lat. Poznał wszystkie nasze tajemnice. Zrobiliśmy wtedy błąd, że go puściliśmy.
– Wiem – przyznał. – Myślałem, że żałuje tego, co zrobił. Że został do tego zmuszony w jakiś sposób, a on był po prostu tchórzem.
Ron pokiwał głową, zastanawiając się nad czymś. Patrzył na mapę takim wzrokiem, jakby chciał wypalić widniejące na niej nazwisko. Nagle podniósł głowę do góry.
– Złapmy go – powiedział nagle stanowczo.
– Mówisz poważnie? – spytał Harry.
– Oczywiście. Wszedł do paszczy lwa na własne ryzyko. Czas pokazać mu, że Gryfoni są sprytni i bardzo pamiętliwi. Mam pewien pomysł, ale musimy to dobrze zorganizować. Będzie nam na pewno potrzebna pomoc Krzywołapa, Hardwina i Furkotka. Przydałby się nam tutaj jeszcze taki jeden wkurzający zwierzak.
Harry wyszczerzył się do przyjaciela w taki sposób, że nawet rudzielec poczuł dreszcz na plecach. Nadszedł czas, żeby Gryfoni zapolowali na zdrajcę.
,,,
Nie mieli pewności, że następnego dnia Peter nadal będzie przebywał na terenie szkoły, ale za każdym razem, kiedy spoglądali na mapę, mała kropka nadal na niej była. Oczywiście przemieszczała się i obaj chłopcy zauważyli, że krążyła w pobliżu Malfoya. Byli niemalże pewnie, że Peter obserwuje z jakiegoś ciemnego kąta lekcje, które Ślizgoni i Gryfoni mieli razem. Musieli znaleźć jakiś sposób, żeby uprzedzić Draco o obecności szpiega. Ślizgon nie był głupi, ale mógłby niechcący powiedzieć coś, co zagroziłoby im wszystkim.
Ron wpadł na pomysł, żeby wykorzystać do tego Świstoświnkę. Jego sówka znana była powszechnie z nadgorliwości, dlatego przed śniadaniem Ron pobiegł do sowiarni, wręczył jej malutki rulonik z wypisaną wiadomością do dzióbka, a dla niepoznaki kazał sobie potem przynieść nowy numer magazynu o Quidditchu. Miał nadzieję, że sówka wszystko zrozumiała.
Razem z Harrym i Hermioną siedział w Wielkiej Sali na śniadaniu, kiedy z korytarza dało się słyszeć wrzaski Malfoya.
– Weasley! Twoja sowa jest nienormalna! – krzyczał. Zgodnie z planem Świnka miała omyłkowo wylądować na jego głowie i mościć się jak w gnieździe, wplątując mu we włosy wiadomość, a potem odlecieć. Harry zachichotał, kiedy sówka wylądowała w końcu przed Ronem, a wkurzony Malfoy pokazał się w drzwiach. – Jeszcze się z tobą policzę! – warknął, odwracając się na pięcie i pognał do najbliższej łazienki, żeby doprowadzić się do porządku.
– To nie gniazdo, które potrafi zrobić Furkotek, ale też nieźle – mruknął Ron, podsuwając sówce kawałek bekonu. – Dobra robota – pochwalił ją, a Harry miał wrażenie, że Świnka napuszyła się jeszcze bardziej niż zwykle.
Potwierdzenie, że Malfoy dostał ich wiadomość, otrzymali przed pierwszą lekcją.
– Weasley! Ja wiem, że wyglądam tak świetnie, że WSZYSCY się na mnie gapią, ale ty robisz to tak, jakbym ci się podobał – zaszydził ku radości reszty Ślizgonów. Ron dla niepoznaki zarumienił się nieco i pokazał mu środkowy palec, ale zaakcentowane słowo wszyscy, dało im pewność, że Malfoy będzie ostrożny.
– Dobra. Teraz czas na zabawę w myśliwego – mruknął półgębkiem Ron.
Kiedy wrócili po lekcjach do wieży, na łóżku Harry'ego leżało coś, w czym chłopiec rozpoznał transporter dla zwierząt. Był podobny do tego, w jakim siostra wuja Vernona przewoziła niektóre ze swoich psów. Harry otworzył go i wypuścił zwierzaka.
– Cześć kolego. Musisz nam pomóc zapolować na jednego, wrednego szczura – powiedział.
,,,
Szczurza postać dawała Peterowi sporo swobody. Mógł zaszyć się w ciemnym kącie i pozostać niezauważonym dla innych. Był też cichy i nie wyróżniał się na tle innych szczurów, które czasem buszowały po najniższych kondygnacjach zamku. Jego pan rozkazał mu przez kilka dni obserwować syna Lucjusza, chcąc mieć pewność, że chłopak wykona swoje zadanie. Czarny Pan powoli tracił cierpliwość i chciał wiedzieć, na jakim etapie planu jest młody dziedzic Malfoyów.
– Idiota, kretyn, śmierdzący bęcwał – usłyszał nagle i zamarł pod ścianą. Rozejrzał się wokół, ale nie dostrzegł nikogo. O tej porze wszyscy uczniowie byli już w dormitoriach i panowała cisza nocna. Wątpił, żeby to były czułe słówka, którymi obdarzała się jakaś para na potajemnej randce. Zerknął w górę, kiedy w świetle księżyca odbił się jakiś kształt. Nie dostrzegł już go wprawdzie, ale uznał, że musiała to być jakaś sowa, wyruszająca na nocne łowy.
Miał zamiar przemknął do kuchni, żeby znaleźć coś jedzenia, a potem zaszyć się do rana w jakiejś nieużywanej klasie, kiedy nagle coś zastąpiło mu drogę. Spojrzał niepewnie w górę i zamarł. Przed nim z błyszczącymi oczami stało zwierzę, przypominające fretkę. Było jednak zdecydowanie większe i patrzyło na niego wzrokiem drapieżnika.
– Cześć tłusty szczurze – odezwało się. Peter już wiedział, z czym ma do czynienia. Jakimś sposobem do zamku przemknął się Wozak, a kto interesował się magicznymi zwierzętami, ten wiedział, że Wozaki żywią się między innymi szczurami.
Szczur pisnął cienko i rzucił się do ucieczki. Wozak pognał za nim szybko, skutecznie siedząc mu na ogonie. Peter już miał się wcisnąć w jedną ze szczelin, kiedy drogę zagrodził mu Krzywołap. Pamiętał kocisko, które polowało na niego kilka lat temu. Szybko zmienił kierunek i już miał skręcić w boczny korytarz, kiedy z rozpędem wpakował się do małej klatki. Usłyszał charakterystyczny chrzęst, zatrzaskiwanej kłódki.
– Dobry wieczór Peter – odezwał się Harry, podnosząc klatkę na wysokość oczu. – Jak miło cię widzieć – dodał przymilnie. – Zastanawiam się, jak wielkim kretynek trzeba być, żeby zapomnieć, że stworzyło się coś takiego – powiedział, wskazując głową na Mapę Huncwotów, którą trzymał Ron. Szczur wyglądał, jakby miał paść na zawał.
– Skończyło się szpiegowanie – odezwał się rudzielec. – Czas ponieść w końcu zasłużoną karę. Co z nim zrobimy?
– Myślę, że upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu – przyznał Złoty Chłopiec.
– Dawać żarcie, debile! – odezwał się Wozak. – Tłusty szczur!
– Trzeba go będzie nakarmić czymś naprawdę dobrym. Tak samo Krzywołapa – dodał, kiedy Furkotek wylądował mu na ramieniu. Z pomocą Hardwina, ściągnęli wyzywającego wszystkich zwierzaka do Hogwartu. Może i był złośliwą, przerośniętą fretka, ale tak skutecznie przestraszył Petera, że ten nie pomyślał nawet o przemianie w człowieka.
Krzywołap z kolei skutecznie uniemożliwiał szczurowi ucieczkę w jakąś szczelinę, a Furkotek czuwał nad wszystkim z góry, gotów pikować w dół i atakować ostrym dziobkiem, gdyby zaszła taka konieczność.
– Już sobie więcej nie będziesz szpiegował – stwierdził Rob. – Jakże mi przykro. Idziemy stary – powiedział, kierując się do gabinetu McGonagall.
,,,
Minerwa McGonagall od lat była opiekunką Gryfonów. Przyzwyczaiła się poniekąd, że do jej domu trafiały czasem jednostki lubiące sprawiać kłopoty. Bliźniacy Weasley już skończyli szkołę, ale ich wybryki będą wspominane przez lata. Już nie mówiąc o fragmencie bagna, które pozostawili na jednym z korytarzy.
Skończyła właśnie oceniać wypracowania, kiedy ktoś zapukał do jej drzwi. Zaskoczona spojrzała na zegar. Dochodziła północ i o tej porze wszyscy uczniowie powinni dawno spać. Miała nadzieję, że nic się nie stało.
– Czy mogę wiedzieć, co panowie robią o tej porze poza dormitorium? – spytała stanowczo, kiedy otworzyła drzwi i zobaczyła przed sobą dwójkę swoich Gryfonów.
Harry i Ron popatrzyli po sobie.
– Wiemy, że jest bardzo późno, pani profesor, ale mieliśmy naprawdę dobry powód, żeby być poza wieżą – powiedział Harry. – Czy możemy wejść i wszystko wyjaśnić?
Minerwa odsunęła się, wpuszczając ich do swojego gabinetu.
– Głupia małpa – usłyszała nagle wicedyrektorka.
– Panie Weasley! – sapnęła oburzona.
– To nie ja! – zapewnił szybko Ron. – To on obraża wszystkich – wyjaśnił, wskazując na Wozaka, który usadowił się koło jego nóg.
– Czy ja chcę wiedzieć, skąd ten znany z sypania epitetami zwierzak wziął się w Hogwarcie? – spytała.
– Cóż… Tak jakby pożyczyliśmy go na chwilę.
– W jakim celu? – spytała, patrząc na obu chłopców.
– Chodzi o to. A raczej o niego – powiedział Harry, kładąc na jej biurku klatkę ze szczurem. – Poznaje go pani?
Minerwę niewiele rzeczy było już w stanie zaskoczyć w życiu. Widziała też sporo szczurów, które biegały po zamku, albo były pupilkami uczniów. Jednak ten szczur miał w sobie coś znajomego, a kiedy jej wzrok padł na mieniącą się srebrzyście przednią łapę, uniosła w górę brwi.
– Czy to jest osoba, o której myślę? – spytała.
– Dokładnie tak, pani profesor – potwierdził Harry. – To Peter Pettigrew.
– Powinien trafić w ręce aurorów – powiedziała.
– Chcę być przy jego przesłuchaniu – zażądał stanowczo Złoty Chłopiec. – Dzięki temu będę miał pewność, że Syriusz zostanie uniewinniony.
– No tak. Chodzi o twojego ojca chrzestnego. Dobrze. Poproszę do siebie Kingsleya w towarzystwie kilku innych aurorów i oczywiście Albusa.
Harry skrzywił się mocno, słysząc imię dyrektora, ale nie mógł protestować. Zacisnął mocno usta. Kilka minut później w gabinecie profesor McGonagall zrobiło się dość tłoczno. Minerwa jako specjalistka od transmutacji i animag, najpierw unieruchomiła szczura, wyjęła go z klatki i zaklęciem przywróciła mu ludzki wygląd.
– No proszę – powiedział Kingsley, patrząc na mezczyznę. – To on nie powinien być martwy?
– Powinien – przytaknął Harry cicho, kiedy dwójka aurorów posadziła Petera siłą na krześle. Kingsley wyjął z szaty fiolkę z eliksirem prawdy i po chwili byli gotowi do przesłuchania. – Jak się nazywasz?
– Peter Pettigrew – odparł monotonnym głosem były Huncwot.
– Wiek?
– 36 lat.
– Do jakiego domu należałeś w Hogwarcie?
– Do domu Gryffindora.
– Eliksir działa – powiedział Kingsley. – Wprawdzie nie jest to przesłuchanie w ministerstwie, ale ze względu na okoliczności potraktujemy je jako oficjalne. Chłopcy mogą już iść.
– Nie ma mowy! – warknął Harry. – Złapaliśmy go, więc mamy prawo usłyszeć, co ma do powiedzenia.
– Nie wiem, czy to jest dobry pomysł, Harry – odezwał się nagle Dumbledore. – Peter przyjaźnił się z twoim ojcem.
– Dobrze pan to ujął – burknął chłopiec w odpowiedzi. – Przyjaźnił się. Kiedyś. I przypominam panu, że to z jego winy mój ojciec nie żyje, a ojciec chrzestny został niesłusznie oskarżony i zesłany do Azkabanu. Bez procesu!
Dumbledore najwyraźniej zdał sobie sprawę, że nie wygra z Harrym tej potyczki i skinął głową, zgadzając się na obecność uczniów przy przesłuchaniu.
Nie trwało ono długo. Pod wpływem Veritaserum Peter przyznał się do zdradzenia jasnej strony, wydania Potterów i pomocy w odrodzeniu się Voldemorta. Oczywiście Harry i Ron również zostali wstępnie przesłuchani. Chłopcy przyznali, że przypadkiem zauważyli znajomo wyglądającego szczura. Nie chcąc go spłoszyć, zastawili na niego pułapkę w postaci Wozaka, który zapędził go do klatki. Nie wspomnieli ani słowem o obecności Furkotka, który ukrył się w kieszeni bluzy Harry'ego, ani o udziale Krzywołapa, który zapewne czekał na nich przy schodach do wieży Gryffindoru.
– Czemu akurat Wozak? – spytał Kingsley, patrząc na zwierzaka.
– Wyczytaliśmy, że żywi się między innymi szczurami. – Ron wzruszył ramionami. – Uznaliśmy, że skutecznie wystraszy tego szczura. Jak widać, mieliśmy rację.
– Proszę tylko zadbać, żeby wrócił tam, skąd przyszedł – poleciła im McGonagall. – Wolałabym nie przebywać w obecności obrażającego wszystkich stworzenia.
– Wozaki umieją gadać? – spytał jeden z młodszych aurorów.
– Siema debilu! – Ten moment akurat wybrał sobie wspomniany zwierzak, żeby się odezwać ponownie.
– Tak, aurorze Kinney – westchnęła opiekunka Gryfonów. – I posługuje się głównie niewybrednymi epitetami.
Harry i Ron z trudem powstrzymywali rozbawienie. Oczywiście Harry wyraźniej zaznaczył, że chce otrzymać kopię oficjalnego raportu z przesłuchania Petera i doprowadzić do procesu Syriusza, na którym jego ojciec chrzestny w końcu odzyska swoje życie.
– Chciałbym też wiedzieć, dlaczego piętnaście lat temu nikt nie zadbał o to, żeby mój ojciec chrzestny miał sprawiedliwy proces? – syknął. – Chcę otrzymać dostęp do oficjalnego sprawozdania.
– To była wojna – zaczął Kingsley. – Wielu rzeczy wtedy nie dopatrzono.
– A to po wojnie nie można było się upewnić, że wszystko jest w porządku? – spytał, patrząc mu w oczy. – Każdego wpakowalibyście do Azkabanu bez procesu?
– Sytuacja z Syriuszem Blackiem była dość dziwna – przyznał. – Jeśli chcesz, przyjrzę się temu.
– Poproszę – powiedział Harry. Miał zamiar dopilnować, żeby tym razem wszystko poszło, jak trzeba. Był gotów wytoczyć proces każdemu, kto zakwestionowałby jego prawa w tej sytuacji.
– Szefie, będziesz słuchał niepełnoletniego? – spytał młody auror. Kingsley popatrzył na niego.
– Za pół roku będę pełnoletni – przypomniał im Harry. – A tak się składa, że wiem, jakie mam prawa od momentu, gdy skończyłem szesnaście lat. – Severus zadbał o to, żeby Harry znał chociaż podstawy prawne i nie dał się zaskoczyć tak, jak w sytuacji ze swoją skrytką bankową. Gobliny też zadbały o to, żeby otrzymał pełną historię transakcji od momentu, gdy jego rodzice wzięli ślub.
– Spokojnie Harry – próbował uspokoić go dyrektor. – Jest bardzo późno. Powinniście odpocząć.
Złoty Chłopiec już miał powiedzieć dyrektorowi, co myśli na temat jego troski, ale znowu Wozak był szybszy.
– Morda staruchu!
– Czy ktoś panuje nad tym zwierzęciem? – spytała tylko opiekunka Gryfonów zmęczonym głosem. – Potter, Weasley. Czas wracać do wieży. Odprowadzę was i spróbujecie zapanować nad tym Wozakiem, dopóki nie zniknie z Hogwartu – poleciła. – Dopilnuję, żebyś był na bieżąco informowany o wszystkim, Potter – zapewnił chłopaka.
Harry zacisnął mocno zęby, ale pokiwał głową. Chwilę później Pettigrew został zabrany przez aurorów do ministerstwa, a Gryfoni odprowadzeni do swojego dormitorium przez opiekunkę.
– Zaskoczyliście mnie dziś – przyznała McGonagall, kiedy stanęli przed portretem Grubej Damy. – Może to nadal nie było najmądrzejsze, bo złamaliście szkolny regulamin, ale wykazaliście się sprytem, żeby złapać groźnego przestępcę.
– Wykorzystaliśmy tylko jego słaby punkt, pani profesor – zauważył Ron. – Gdyby Pettigrew nie był w rzeczywistości takim tchórzem i nie zmieniał się w szczura, ten plan by nie wypalił.
– To zrozumiałem. Nie mogę jedna przyznać wam punktów ze względu na okoliczności – powiedziała z żalem. – Jednak jestem pewna, że w jakiś sposób wam się to wynagrodzi.
– Mnie wystarczy, jeśli Syriusz odzyska wolność i nie będę musiał nigdy więcej oglądać Dursleyów. – Harry nie krył się ze swoją niechęcią do krewnych. – Czy mogę panią o coś zapytać?
– Oczywiście – odparła zaskoczona czarownica.
– Obieca mi pani, że to pozostanie między nami?
– Jestem dyskretna. Nie plotkuję na temat osobistych spraw moich uczniów.
– Czy wie pani, dlaczego dyrektor umieścił mnie u rodziny ciotki Petunii? – spytał Harry.
Minerwa westchnęła głośno.
– Nalegał na to, ponieważ to twoja jedyna rodzina. Byłam temu przeciwna. Zanim do nich trafiłeś, obserwowałam ich dyskretnie cały dzień i mówiłam mu, że to najgorsza rodzaj mugoli, jakich kiedykolwiek widziałam. Chciałam, żeby umieszczono cię gdzie indziej. Moi dalecy krewni są charłakami. Wiedzą o istnieniu magii, ale oczywiście nie korzystają z niej. Próbowałam przekonać Albusa, żebyś do nich trafił, bo to dobrzy ludzie. Nie posłuchał mnie. Kiedy się na coś uprze, nie ma siły, żeby zmienił zdanie.
– Przynajmniej pani próbowała – zauważył Harry. – Nie wie pani, czy dyrektor sprawdzał, czy mam innych krewnych?
– Nic mi o tym nie wiadomo. Założyłam, możliwe, że błędnie, iż Dursleyowie to twoi jedyni, żyjący krewni.
– Mam innych krewnych – przyznał Harry. – Od strony mamy. Jeden z moich dalszych kuzynów też jest czarodziejem.
Mina Minerwa McGonagall wyrażała w tej chwili niedowierzenie, które po chwili przemieniło się w złość.
– Mam ochotę zrobić Albusowi awanturę. Mówił, że nie masz innych krewnych. Nie wiem, czy po prostu nie pomyślał, żeby poszukać dokładniej, czy mu się nie chciało?
– Proszę to już zostawić, pani profesor – poprosił Harry. – Nie zmienimy tego, co było. Wolę się skupić na tym, co będzie.
Po tych słowach opiekunka przyjrzała mu się dokładnie. Kiedy chłopiec zjawił się w Hogwarcie, była pewna, że będzie jak jego ojciec. Tymczasem Harry okazał się drobnych, nieśmiałym i bardzo skromnym chłopcem o ogromnym sercu, który dla swoich przyjaciół zrobiłby wszystko.
– Jeśli tak wolisz – powiedziała. – Cieszy mnie, że pogodziliście się z panną Granger. Jej ambicje omal nie doprowadziły do tragedii.
– Hermiona ma swoje problemy, jak każdy z nas – zauważył Ron.
– Obaj bardzo wydorośleliście w ostatnim czasie – zauważyła. – Mogę być dumna z takich wychowanków. A teraz obaj do łóżek.
– Nara wiedźmo! – odezwał się Wozak.
– I na litość Merlina, zróbcie z nim coś!
,,,
– Wstawać kretyni! Do nauki idioci!
Wozak postanowił zrobić poranną pobudkę w wieży Gryfonów i wrzeszczał właśnie, siedząc sobie w najlepsze na środku pokoju wspólnego.
– Kto się tak drze od rana? – krzyknął jeden z uczniów, kiedy zaspani Gryfoni zeszli do pokoju wspólnego, zobaczyć komu tak odbija od rana. Wozak jakby nigdy nic nadal wykrzykiwał obraźliwie obelgi, rozkręcając się coraz bardziej. Rozwijaj swój repertuar, dopóki Ron go nie złapał i nie zamknął pyszczka.
– Czy to jest Wozak? – spytała jakaś zaspana Gryfonka.
– Skąd wzięliście Wozaka? – spytała Hermiona, patrząc na Rona i Harry'ego.
– Długa i trochę zakręcona historia – powiedział Harry. – Ale niedługo stąd zniknie i nie będzie nikogo więcej budził.
– Wygląda jak przerośnięta fretka – zaśmiał się Seamus. – Może to jakiś krewny Malfoya?
Ron i Harry popatrzyli po sobie, a potem wyszczerzyli. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby pośmiać się trochę, zanim transporter Wozaka nie zniknie razem z nim za kilka godzin. W taki oto sposób cała Wielka Sala przy śniadaniu stała się świadkiem niecodziennej sceny, kiedy to przerośnięta łasica wskoczyła na miejsce obok blondwłosego Ślizgona i ku uciesze Gryfonów przywitała go tekstem:
– Siema bracie!
Sekundę później po całym zamku przetoczył się oburzony krzyk dziedzica Malfoyów:
– WEASLEY!
