Zgorzkniała Mary Mulciber, trzymając w ręku filiżankę kawy, siedziała w saloniku swego mieszkania przy Pokątnej, a Mike przypatrywał się jej z wysokości portretu. Czarownica wspominała przeszłość, przeprowadzkę do Francji przed kilkunastoma laty, gdzie nigdy nie odnalazła się, nieudane małżeństwo córki, narodziny wnuczki, którą wychowywała, bo rodzice nie mieli czasu, powrót do Anglii przed kilkoma laty… Czarownica kupiła to niewielkie, acz gustownie urządzone mieszkanko, położone nieopodal centrum magicznego Londynu. We Francji nic ją nie trzymało, córka po rozwodzie wiodła własne życie, i rzadko kontaktowała się z matką. Mary spełniała się wychowując wnuczkę, swoją imienniczkę, ale odkąd Mary podjęła naukę w Hogwarcie, to rzadko gościła u babci. Czarownica czuła się niepotrzebna i odrzucona, mimo że nie miała finansowych problemów i nie czuła się staro, bo 61 lat to nie jest jeszcze wiek, aby zamykać się w domu. Wybierając lokalizację miejsca zamieszkania Mary myślała o zbliżającej się starości, bo z Pokątnej miała blisko do sklepów, do szpitala, do kawiarni i restauracji, i była wśród ludzi, co zabijało poczucie osamotnienia. Mary nie należała do osób łatwo nawiązujących kontakty towarzyskie, i coraz silniej zaczynała doskwierać jej samotność, więc aby móc z kimś porozmawiać siedząc przy kawie w saloniku, zamówiła dwa znacznych rozmiarów portrety: Mike i Severusa. Portrety były drogie i idealne, pieniądze dla starej czarownicy nie stanowiły problemu, a John Painter mistrzowsko wywiązał się z zadania.
Snape rzadko gościł w ramach portretu na Pokątnej, nie chcąc przeszkadzać małżonkom, i zjawiał się jedynie przyzywany przez Mary. Przez pierwsze miesiące czarownica opowiadała mężowi o wydarzeniach rodzinnych, o sytuacji politycznej, o znajomych, o najnowszych plotkach, a w wakacje Mulciber poznał swoją wnuczkę i wnuki kumpli: Billa Traversa, Luciusza Malfoya, i Torfina Rowle, oraz syna Harrego Pottera, imiennika Severusa. Tematy do rozmów skończyły się po kilku miesiącach, i Mike zaczął dostrzegać samotność żony.
Pewnego wieczora, Mary, Mike, i Severus wspominali młodość, i Snape stwierdził:
-Mary, mogłabyś prowadzić działalność charytatywną.
Czarownica uniosła brew, zdziwiona tą propozycją, a ślizgon kontynuował:
-Masz czas i pieniądze. Mike, pamiętasz tą piwnicę na Nokturnie, która pełniła rolę nieoficjalnego młodzieżowego klubu? W zrujnowanej kamienicy.
-Pamiętam.
-A gdyby zorganizować tam zajęcia dla młodzieży, bezpłatną kuchnię…
-To jest dobry pomysł!
Mulciberowie zapalili się do tego projektu, i Mary już planowała przyszłość.
-To nie będzie wiele kosztować, zatrudnię instruktorów, zamówię katering.
-Trzeba będzie znaleźć sojuszników, sponsorów.
Mike na moment zastanowił się, i powiedział:
-Porozmawiaj z córka Traversa, z Laurą, jest zamożna, i pewno chętnie dołączy do projektu.
Snape uśmiechnął się z wysokości portretu.
-Mary, załóż fundację i zorganizuj bal charytatywny, znajdziesz sponsorów i poznasz czarodziejów, którzy chcieliby pomóc.
Mary bardzo spodobał się ten koncept.
-To jest świetny pomysł, Severusie! Jak nazwiemy fundację?
-Może „Naszym Dzieciom"?
Zaproponował Snape.
Xxx
Zakończył się kolejny rok szkolny, i hogwardzka młodzież powróciła do Londynu. Anne, odbierając córkę z pociągu, łamaną angielszczyzną zaproponowała Potterom, że „chętni ugości przyjaciel córki w wakacji", i Harry zgodził się, bo Albus był entuzjastycznie nastawiony do tej propozycji.
James zdał wysoko owutemy, ukończył Hogwart, i zamierzał wyruszyć z kolegami w czarodziejską podróż dookoła świata, a Lily zaplanowała spędzić miesiąc na magicznej wsi, u koleżanki z dormitorium. Dzieci dorastają, to będą pierwsze wakacje od lat, których nie spędzimy razem, z westchnieniem pomyślał stary Potter, gdy potomstwo poinformowało go o wakacyjnych planach.
W nadchodzącym roku szkolnym 2020/2021 emocje uczniów klas 4 – 7 wzbudzał międzynarodowy, międzyszkolny turniej warzycielski o puchar Damoclesa i tysiąc galeonów. Międzynarodowa komisja będzie oceniać innowacyjność i możliwości zastosowania eliksiru, który musi być wymyślony i uwarzony przez ucznia biorącego udział w konkursie. Dopuszczalne są ciekawe modyfikacje istniejących eliksirów, zmieniające ich zastosowanie.
Albus zapalił się do uczestnictwa w turnieju, i został najmłodszym uczestnikiem.
Ślizgon spędzając wakacje we Francji, w domu Anne Dubois, wraz z przyjaciółmi przeszukiwał bibliotekę mamy Mary, w której znajdowały się stare księgi i notatki Snape. Po tygodniu ślęczenia nad pergaminami, ślizgonów zaciekawiły notatki dotyczące eliksiru polimorficznego. Snape, który nie był zbyt dobry z transmutacji, pracował nad tym eliksirem, ale go nie dokończył. Wywar był bardzo specyficzny, i zapewniłby twórcy znaczne profity finansowe. Był to eliksir zmieniający kształty i dający podobny efekt jak transmutacja czarodzieja w przedmiot lub animagia. Problemem był czas działania, który był stały dla danego eliksiru. Po zażyciu mikstury czarodziej zamieniał się w zwierzę, roślinę lub w przedmiot, zachowując świadomość, inteligencję, i emocje. Eliksir był opracowany na 24 godziny, ale można było wydłużyć lub skrócić czas działania odpowiednio zwiększając lub zmniejszając ilość liści nieśmiertelnika w wywarze.
W domu Anne Mulciber, Albus, Mary, i Scorpius, siedzieli na podłodze w bibliotece, pochylając się nad jakimiś starymi, zakurzonymi notatkami. All był zafascynowany tym niedokończonym eliksirem.
- Postaram się go dokończyć - stwierdził, - pomysł jest unikalny.
- Jesteś pewien, że dasz radę?
Mary była sceptyczna, i na pełne zdziwienia spojrzenia kolegów, dokończyła:
- Eliksir jest niepełny, i brakuje najważniejszego składnika, który zainicjuje przemianę. Dyrektor Snape nie rozwiązał tego problemu. Czemu uważasz, że rozwiążesz go w okresie kilku miesięcy, All? Nie lepiej zabrać się za coś łatwiejszego?
Potter przez chwilę zastanawiał się marszcząc brwi, po czym wolno powiedział:
- Chcę wygrać ten turniej, więc z „czymś łatwiejszym" nie ma sensu startować. Już lepiej byłoby w ogóle nie brać w nim udziału. Dyrektor pewno nie miał czasu zajmować się tym eliksirem, popatrz na datę, Sam Wiesz Kto już wtedy powrócił, i pewno mój imiennik był zajęty czym innym, - ślizgon przelotnie uśmiechnął się, po czym dokończył: - Jeżeli rozwiążę to zagadnienie, to z dużym prawdopodobieństwem wygram Turniej, jeżeli nie rozwiążę, to przegram tak samo, jakbym się zgłosił z jakimś „łatwiejszym eliksirem".
Mary westchnęła.
- Więc dobrze, zrób jak uważasz, pewno masz rację. Będziemy ci pomagać, w szkole będziemy przeszukiwać bibliotekę w poszukiwaniu przydatnych wiadomości.
- Może zacznijmy od biblioteki twojej mamy?
Potter uśmiechnął się do przyjaciółki, i pochylił nad pergaminem.
xxx
Ślizgoni z czwartego roku siedzieli w przedziale ekspresu zdążającego do Hogwartu, zawzięcie o czymś dyskutując. Bill rzucił czar uszczelniający, a Albus dorzucił, na wszelki wypadek, mufinatio, bo obawiał się podsłuchu. Do turnieju o Puchar Damoclesa zgłosiło się wielu uczniów. Rose Wesley, kuzynka Albusa, w wakacje próbowała wyciągnąć od niego informacje na temat eliksiru jaki zamierza warzyć, jednak sprytny ślizgon od razu dostrzegł podstęp, i podpuszczał prostolinijną Rose w ślepe zaułki wiedzy nie udzielając żadnych istotnych informacji.
W pociągu Albus tłumaczył kolegom:
- Nie możecie pomagać mi w warzeniu, ale możecie pomóc pozyskiwać i przygotowywać składniki. W regulaminie nie jest zabroniona dyskusja na temat receptury, - ślizgon uśmiechnął się, - a co nie jest zabronione, to jest dozwolone. Gdy odniosę sukces, to każdy z was dostanie po pięć procent.
Ślizgoni uśmiechnęli się, Scorpio, Kilian, i Bill szybko przeliczyli, że się im to opłaca, bo 50 galeonów nie leży na ulicy. Albus już w wakacje obiecał Mary dziesięć procent, bo przyjaciółka udostępniła mu notatki Snape, które od wielu lat leżały zakurzone i zapomniane na strychu.
- Próbowałeś warzyć ten eliksir?
- Przez całe wakacje, Bill. Receptura jest niedokończona i ma wiele niejasności. Kilka roślinnych składników musimy pozyskać w Zakazanym Lesie, ważne jest aby były świeże, więc zbierzemy je we wrześniu i w październiku. W składniki zwierzęce zaopatrzyłem się na Pokątnej.
- A co będą warzyć gryfoni?
- Nie wiem, Scorpio, - Albus wzruszył ramionami, i gorzko uśmiechnął się.- Wszyscy są trochę sfrustrowani, i nikt nie wtajemniczył mnie w swoje plany, trzymali język za zębami. Cóż, mam rozległą rodzinę, ale jestem rodzynkiem wśród gryfonów.
- Jaki jest problem z eliksirem, który zamierzasz uwarzyć?
- Przekształcenie nie jest pełne, próbowałem na kocie, zdeformował się, ale nie przekształcił się w pełni. Do eliksiru trzeba dodać substytut przedmiotu, zwierzęcia, lub rośliny, w który chcemy się zamienić, i pewno coś jeszcze, sam substytut nie wystarcza. Do bazy przed samym użyciem należy dodać kroplę aktywującą, która określi w co i na jak długo się zamienimy. Muszę stworzyć tą kroplę, to nie będzie łatwe, dyrektor Snape na tym poległ, ale pocieszam się, że odpuścił bo miał inne zadania.
-Prosiłeś o pomoc dyrektora Snape?
Zapytał Bill, i wszyscy popatrzyli na młodego Pottera.
- Tak, ale nie pomógł mi. Pewno uważa, że powinienem sam rozwiązać ten problem.
Ślizgoni przerwali rozmowę, bo pociąg stanął na peronie w Hogsmeade i trzeba było wysiadać, ale kontynuowali ją, gdy przesiedli się do powozu.
Xxx
W Wielkiej Sali panował rozgardiasz, słychać było gwar głosów i pokrzykiwania, gdy uczniowie w pierwszy dzień po wakacjach spotkali się na śniadaniu. Gryfoni i krukoni w małych grupkach schodzili ze swoich wież, a z lochów na górę wspinali się ślizgoni i puchoni. Młodzi czarodzieje witali się z kolegami z innych domów, a przy stołach pobrzmiewały opowieści z wakacji. Opiekun ślizgonów, profesor Nott, po rozdaniu planów zajęć podszedł do Albusa Pottera, i lakonicznie oznajmił:
- Zapraszam do mego gabinetu o piątej po południu.
- Tak, proszę pana.
Powiedział All, a gdy profesor był już dość daleko i nie mógł słyszeć, zdziwiony Kilian zapytał:
- Co on może chcieć od ciebie?
Po czym prychnął, rozbawiony:
- Przecież jeszcze nie zdążyłeś narozrabiać.
Albus właśnie przeżuwał kęs kanapki z bekonem, więc odpowiedziała Mary:
-To musi mieć jakiś związek z turniejem.
Po śniadaniu ślizgoni z czwartego roku powlekli się na transmutację, która była pierwszą lekcją. Nauczyciele prowadzący lekcje z czwartą klasą byli nieco nerwowi, i profesor Sharp nie należał do wyjątków.
-Musimy nadrobić materiał, - tłumaczył profesor, - bo w przyszłym roku większość czasu zajmie nam powtórka materiału przed sumami.
Och, już za rok zdajemy sumy, zupełnie zapominałem, jak ten czas szybko leci, pomyślał Albus.
Tak jak przewidziała to Mary, po południu profesor Nott omówił z Potterem warunki uczestnictwa w Turnieju o Puchar Damoclesa.
-Każdy z uczestników dostanie niewielkie pomieszczenie wyposażone standardowo we wszelkie akcesoria niezbędne do warzenia. Laboratorium jest tak zaczarowane, że będzie wpuszczać jedynie właściciela. Jutro dyrektor McGonagall zarządzi uroczystą kolację, na której zjawi się czarodziejska międzynarodowa komisja, i przedstawi warunki uczestnictwa w konkursie. Zaczniecie warzyć w Halloween, zakończenie turnieju jest przewidziane w kwietniu, a pierwszego maja zostanie wyłoniony zwycięzca. Wydarzenie odbędzie się w Wielkiej Sali, ale jeżeli zwycięzcą nie będzie uczeń Hogwartu, to uroczystość zobaczymy na hologramie, - zakończył nauczyciel, a po chwili dodał:- Jako uczestnik turnieju jesteś zwolniony z egzaminów końcowych po czwartej klasie.
Dla Albusa zaczął się ciężki okres. Chłopak odczuwał duży stres w związku z nadziejami, jakie wszyscy w nim pokładali, i przez napięcie jakiego doświadczał stał się nieprzyjemny dla otoczenia. W pewnym momencie ślizgon zaczął żałować, że zgłosił się do turnieju. Koledzy ledwo znosili jego zachowanie. Pewnego dnia Bill nie wytrzymał, i powiedział to, o czym wszyscy myśleli.
- Chcemy ci pomóc, więc nie musisz nas traktować tak arogancko, jakbyśmy byli twoimi wrogami.
Z hogwardzkich uczniów nie tylko Albus był zdenerwowany, wszyscy biorący udział w turnieju byli, a kuzynka Rose zrobiła się jeszcze bardziej nieprzyjemna, wyniosła, i niedostępna.
Popołudniami czwartoroczni ślizgoni, jak co roku jesienią, wychodzili na błonia, ale spacery kończyły się w Zakazanym Lesie, i wracali do Zamku z torbami pełnymi roślin przydatnych przy warzeniu.
Zachowanie Pottera zmieniło się na lepsze, gdy w Halloween dostał pokój do warzenia. Warzenie zawsze uspokajało go, i ślizgon każdą wolną chwilę spędzał w tym pokoju. Przygotowując eliksir, Albus nie miał odwagi radzić się Severusa, ale w dormitorium nie raz aktywował jego portret i omawiał z dyrektorem to, co uwarzył.
Praca nad eliksirem posuwała się zgodnie z planem, i po feriach zimowych baza była już gotowa. Eliksir był taki jak wymarzył to sobie Albus, jednak dodanie kropli aktywatora nie dawało zamierzonego efektu. Ślizgon próbował eliksir na szczurach, a następnie na sobie, stosując bazę z bardzo krótkim, dziesięciominutowym czasem działania. Jednak transmutacja była niepełna, karykaturalna, fotel miał ręce, a pies, w którego Albus przeistoczył się, posiadał ludzkie nogi. Czarodziej wiedział, że musi jeszcze coś dodać do aktywatora żeby transformacja była poprawna, i ponownie stał się nerwowy, bo do końca turnieju pozostało już tylko dwa miesiące. Irytację Albusa pogłębiała wyraźnie zadowolona Rose, którą ślizgon napotykał na korytarzach. W trakcie tych spotkań Rose patrzyła z politowaniem na kuzyna.
Nie mogąc rozwiązać problemu eliksiru, zdesperowany młody Potter zdecydowanie przycisną Snape, gdy w pewien piątek aktywował niewielki portret dyrektora z czekoladowej żaby. Potter był sam w dormitorium, więc mógł swobodnie porozmawiać.
-Nie wiem, czy jesteś tego świadomy, ale najgenialniejszym warzycielem był założyciel naszego domu, Salazar Slytherin. Nikt ze współczesnych mu warzycieli nie mógł równać się z nim talentem i umiejętnościami. I nadal najgenialniejszych, najlepszych warzycieli spotyka się wśród potomków Slytherina.
-Jak to się ma do mojego problemu?
Zapytał zdziwiony Albus.
-Istnieje legenda, która mówi, że Salazar uwarzył eliksir polimorficzny i posługiwał się nim, ale nikomu nie wyjawił sekretu receptury, ani nie udostępnił eliksiru.
- Co stało się z notatkami Slytherina? Czy dziedziczenie po tysiącu latach jest możliwe do prześledzenia? Ile to mi zajmie czasu?
Powiedział zniechęcony Potter, a Snape przebiegle uśmiechnął się.
-Legenda głosi, że Salazar miał pracownię w Komnacie Tajemnic. Tam znajdują się jego notatki. Slytherin był pewny, że idea czystej krwi zwycięży, i że wróci do szkoły. Nie obawiał się zostawić w Komnacie zapisków i ksiąg, bo wiedział że nikt poza nim jej nie otworzy.
-Dziękuję, dyrektorze.
Wolno odpowiedział ślizgon, chowając portret.
Na drugi dzień czwartoroczni ślizgońscy chłopcy oraz Mary zamknęli się w dormitorium, rzucając czar nieprzenikalności.
-Recepturę eliksiru polimorficznego opracował Salazar Slytherin, i jest ona ukryta w Komnacie Tajemnic. Wujek Ron, tata Rose, wielokrotnie chwalił się jak otwierał Komnatę Tajemnic. Mógłbym spróbować.
- Chciałbyś zejść do Komnaty Tajemnic? To jest niebezpieczne, Albusie!
Jęknęła Mary, ale Rowle burknął:
-Jesteśmy ślizgonami, będziemy u siebie.
-Kto idzie ze mną?
Zapytał Albus, a Bill stwierdził:
-W czwartek piszemy egzamin z transmutacji, muszę się przygotować.
-Idę z tobą.
Pewnie powiedział Scorpio, a po chwili dołączył Kilian:
-Ja też.
Bill stwierdził:
-Pójdę, ale po egzaminie z transmutacji.
-Dobrze. Najlepiej będzie w dniu, w którym nie mamy zajęć. W sobotę rano, pasuje?
-Tak, tak, tak.
Padały głosy kolegów. Po chwili zastanowienia, dołączyła do nich Mary:
-Idę z wami.
Albus uśmiechnął się, szczęśliwy.
- Dziękuję.
I tak ślizgoni zdecydowali się zejść do jaskini węża, znając tylko jedno słowo w gadzim języku.
Xxx
W sobotę rano czwartoroczni ślizgoni byli bardzo podekscytowani. Przy śniadaniu Mary zapobiegawczo zrobiła kanapki na drogę, i przelała do bidonu sok z dyni. Chłopcy nie mieli apetytu, więc po kilkunastu minutach spędzonych na próbie przegryzienia czegokolwiek, Albus poprowadził kolegów do łazienki jęczącej Marty.
Idąc korytarzem, ślizgoni natknęli się na rówieśników z Gryffindoru, spieszących do Wielkiej Sali na śniadanie.
-Gdzie się wybieracie? - Zapytała zdziwiona Rose. -Pomyliły się wam schody do lochów?
-A coś ty taka ciekawa?
Zapytał trochę agresywnie Bill, bo był wychowany w pogardzie dla szlam i ich potomstwa, ale biorąc pod uwagę sytuację polityczną, ukrywał poglądy.
- Znowu coś knujecie!
- Idziemy pod wieżę krukonów spotkać się z Terrym, ma jakąś książkę dla Albusa.
Spokojnie powiedział Scorpio, jednak nie przekonał Rose. Dziewczyna nie mając innych argumentów, podążyła za kolegami do Wielkiej Sali. All poczekał, aż gryfoni znikną im z oczu, po czym wprowadził kolegów do nieużywanej, zalanej wodą, łazienki dla dziewczyn. Ślizgoni zaczęli przypatrywać się kranom i umywalkom, i w pewnym momencie Potter dostrzegł wyrytego węża.
- To tu.
Koledzy podeszli do niego, a Albus zamknął oczy, i skoncentrował się. Chłopak przypomniał sobie wujka Rona opowiadającego po raz setny jak to otwierał Komnatę Tajemnic, i zasyczał:
-Aaaschaaa…
Po chwili usłyszał nieprzyjemny zgrzyt. Otworzył oczy, i ujrzał jak umywalka odsuwa się odsłaniając wejście do rury. Ślizgon bał się tam wejść, ale pokusa była zbyt silna. Bez tych notatek nie wygram, pomyślał, i wbrew sobie zagłębił się w rurze, a powodowani solidarnością koledzy podążyli za nim.
Ślizgoni zjeżdżali rurą w dół, lądując w jakim zagruzowanym korytarzu. Albus, gdy stanął na nogach, wyciągnął różdżkę i rzucił:
-Lumos!
Zrobiło się jasno. Koledzy po kolei dołączali do Albusa, i każdy z nich rzucał zaklęcie oświetlające i rozglądał się. Ślizgoni stali w niezbyt zachęcająco wyglądającym tunelu. Droga do Komnaty Tajemnic nie zajęła im zbyt wiele czasu. Gdy stanęli przed masywna bramą, Potter ponownie powiedział „otwórz się" w języku węży. Sposób rozwierania wrót był niesamowity, na ślizgonach zrobiły wrażenie pełzające po odrzwiach metalowe węże otwierające zamki.
Gdy wrota rozwarły się, uczniom zaparło dech w piersiach. Komnata była olbrzymia i przepiękna. W głębi znajdował się posąg samego Salazara, i to tam, pomiędzy nogami posągu, jak podejrzewali ślizgoni, znajdowało się wejście do jego pracowni. Albus pierwszy wszedł do środka, i przyklęknął przy dobrze zakonserwowanym truchle bazyliszka. Chłopak zamyślił się, jakby zapominając o stojących za nim towarzyszach, którzy z respektem przypatrywali się olbrzymiemu truchłu gada. A więc to jest ten wąż, którego ojciec pokonał, że też James nigdy tu nie trafił… Nie, to nie byłoby właściwe, James jest gryfonem, to jest nasze, ślizgońskie królestwo. All w zamyśleniu położył rękę na obnażonym kle… Jad bazyliszka, ileż ma zastosowań… I nagle myśl jak błyskawica, jak pewność, pojawiła się w jego głowie. Potter wstał, i oznajmił kolegom:
-Znalazłem brakujący składnik eliksiru. To jad bazyliszka. Zapakuję kilka kłów, i możemy wracać.
Koledzy spojrzeli na niego nieco zdezorientowani.
- Wejdźmy do pracowni Salazara, jeżeli już tu jesteśmy.
- Nie chciałbyś zobaczyć jego notatek? To był genialny warzyciel. Pomyśl, receptury na eliksiry o legendarnym działaniu, zapomniane przez tysiące lat!
-Właściwie, to możemy tam zajrzeć, - wolno przytaknął Albus, - ale wcześniej pomóżcie mi zapakować kilka kłów.
Ślizgoni wyrywali i pakowali do toreb bezcenne kły, po czym podeszli do podstawy posągu. Potter ponownie zamknął oczy, skoncentrował się i wysyczał:
-Aaaschaaa…
Pomiędzy nogami posagu otworzyły się drzwi do niewielkiej, jasnej komnaty. Ślizgoni weszli do środka, i drzwi zamknęły się za nimi. Albus ponownie skupił się i wysyczał:
-Aaaschaaa…
Ale nic się nie stało. Próbował jeszcze kilka razy, nim przestał. Uczniowie spojrzeli po sobie przerażeni… Byli uwięzieni w podziemiach Zamku.
Xxx
-Ile godzin już tu siedzimy?
-Nie wiem, Mary.
-All, spróbuj w jakiś sposób nas stąd wydostać!
-Przecież próbowałem Kilian, sam widzisz że to nie działa, znam tylko jedno słowo w języku węży, nie jestem wężousty!
-Na Merlina, co teraz zrobimy?
-Soku dyniowego i kanapek nie starczy nam na długo.
-Po co w ogóle tu wchodziliśmy?
-Albusie, skup się i pomyśl.
Xxx
Tak licznego zgromadzenia w gabinecie dyrektor Hogwartu już dawno nie było. Harry Potter wraz z małżonką, Laura Travers, Anne Mulciber, Drako i Grangeers Malfoy, oraz rodzice Kiliana, wszyscy wściekłym wzrokiem wpatrywali się w siedzącą za biurkiem Minerwę McGonagall. Severus, stojący w ramach portretu wiszącego za dyrektorskim krzesłem, przypatrywał się zgromadzonym czarodziejom starannie omijając wzrokiem Pottera, i udając że śpi gdy wzrok Przewodniczącego Departamentu ds Przestrzegania Prawa Czarodziejów spoczywał na nim.
Przed kilkoma godzinami McGonagall została powiadomiona przez zaniepokojonego opiekuna Slytherinu, profesora Notta, że czwartoroczni ślizgoni w jakiś magiczny sposób zniknęli z Zamku. Błyskawicznie przeprowadzone śledztwo ujawniło, że ostatni raz byli widziani rano na korytarzu trzeciego piętra. Na tym trop urywał się, i wściekła dyrektor musiała powiadomić rodziców zaginionych uczniów. Harry Potter przybył jako pierwszy, ale nie zlokalizował zaginionych ślizgonów na czarodziejskiej mapie Hogwartu, zwanej mapą huncwotów.
Minerwa wściekła się.
-Jeżeli opuścili szkołę, to wylatują. Mam już ich dość, w tamtym roku sprofanowali Izbę Pamięci i niczego nie nauczyli się.
-Niekoniecznie opuścili szkołę, - powiedział zaniepokojony i zmartwiony Potter.- W Zamku są nienanoszalne miejsca, znam dwa takie, Pokój Życzeń i Komnata Tajemnic, ale może być ich więcej.
Laura popatrzyła z kamienną twarzą na wysokiego rangą urzędnika.
-Jeżeli mojemu synowi coś się stanie, to Ministerstwo zapłaci mi za to.
Ginny stanęła w obronie męża.
-Nie wiemy co się wydarzyło, nie unoś się, proszę. Zastanówmy się jak pomóc naszym dzieciom.
Minerwa wstała z za biurka, i zwróciła się ku portretom poprzedników.
-Proszę, pomóżcie nam. Czy ktokolwiek z was wie, co mogło stać się z zaginionymi ślizgonami?
Dyrektorski gabinet wypełnił się gwarem głosów, i tylko Snape udawał, że śpi, mając nadzieję że w taki sposób uniknie kontaktu z Potterem. Jednak nie była to dobra strategia, bo po chwili usłyszał głos Minerwy skierowany ku sobie:
- Severusie, mógłbyś pomóc?
Snape nie zareagował, licząc że Minerwa da mu spokój, ale tak nie stało się, i po chwili usłyszał pełen oburzenia głos Dipperta:
-Profesorze Snape!
A następnie proszący głos Albusa:
-Severusie…
Severus nie mógł znieść błagającego Albusa, bo przypominało mu to pewne wydarzenie na Wieży Astronomicznej, o którym zdecydowanie wolałby zapomnieć, więc spojrzał na Minerwę, i krótko powiedział:
- Postaram się pomóc.
Po czym zniknął z portretu.
Xxx
Ślizgoni byli coraz bardziej przerażeni i zaczynali panikować, bo próby wydostania się nie przynosiły żadnego rezultatu. W pewnym momencie Albus poczuł ciepło w okolicy serca, którego źródło było w wewnętrznej kieszeni szaty.
- Profesor Snape!
Krzyknął Albus, i wydobył portret mentora. Severus rozglądnął się po niewielkim pomieszczaniu, omiatając wzrokiem wnuki Luciusza, Billa, Thorfina i Mike,a, po czym suchym głosem zapytał:
- Gdzie jesteście?
-W Komnacie Tajemnic, a właściwie to w przedsionku pracowni Slytherina.
-Profesorze, znalazłem brakujący składnik! To jad bazyliszka. Mamy kły, ale nie możemy się stąd wydostać.
-A jak tutaj weszliście?
Zapytał portret, i ślizgoni jeden przez drugiego rozpoczęli opowiadać. Gdy skończyli, Snape na chwilę zamyślił się, po czym powiedział:
-Rozglądnijcie się, może są gdzieś tutaj jakieś symbole węży?
Uczniowie zaczęli szukać, i znaleźli kilka stóp nad posadzką dwie niewielkie figurki węży wyryte po przeciwnych stronach niewielkiego lochu, w którym znajdowali się. Profesor Snape przez moment zastanawiał się, po czy powiedział:
-All, powiedz do tego węża to, co umiesz w jego mowie.
Potter skoncentrował się, zasyczał, i wąż zamienił się w klamkę. Ślizgon położył na niej rękę, nacisnął, i ich oczom ukazała się Komnata Tajemnic.
- Ach, więc to tak się otwiera! Dziękujemy, Profesorze Snape.
Szczęśliwy All opuścił niewielki, nisko sklepiony loch, ale w drzwiach zatrzymał go głos Billa.
- Rezygnujemy z notatek Slytherina? Teraz wiemy jak można stąd wyjść.
- Wracajmy, na dzisiaj mam dość.
Zakomunikował All, i dyrektor zgodził się z nim.
- To jest dobra decyzja. Obawiam się, że macie kłopoty. Udajcie się prosto do dyrektorskiego gabinetu. Hasło brzmi: Duma i odwaga.
- Która jest godzina?
- Jest późny wieczór.
Powiedział Severus, i zniknął z ram niewielkiego portretu, bo przyzywała go Minerwa. Snape zjawił się w swoim portrecie, w dyrektorskim gabinecie, i starając się nie zauważać Pottera, poinformował McGonagall:
-Zaraz tu będą.
Ślizgoni szybko pokonali drogę do dyrektorskiego gabinetu, i gdy zastali tam rodziców to już wiedzieli, że zapłacą za swój wyczyn. Uczniowie przyznali się, że chcieli zwiedzić Komnatę Tajemnic, zatajając wyprawę do pracowni Slytherina, i to że utknęli w przedsionku, oraz że pozbierali kły bazyliszka. Powiedzieli że tak im się tam spodobało, że stracili rachubę czasu.
Harry w tym momencie był bardzo zły na Rona o te jego wojenne opowieści i przechwałki, ale nie odezwał się.
McGonagall nakrzyczała na ślizgonów, ale nie mogła ich relegować ze szkoły, bo nie opuścili terenów Zamku, ani żadnych zajęć, bo była sobota. Właściwie to nie było podstaw do ich ukarania, bo w szkolnym regulaminie nie było zakazu odwiedzania Komnaty Tajemnic, w ogóle w szkolnym regulaminie nic nie było na temat Komnaty Tajemnic. Profesor Nott, opiekun Slytherinu, ukarał ich szlabanem za samowolnie oddalenie się z dormitorium i nie powiadomienie o tym prefekta, ale ślizgoni nie zgadzali się z zasadnością kary.
- A gdybyśmy poszli na błonia lub do biblioteki?
- To znaleźlibyśmy was tam!
Powiedziała nadal wściekła dyrektor, i ślizgoni zamilkli. Rodzice byli jednocześnie wściekli i szczęśliwi, że znaleźli się i nic im nie jest, i uzgodnili, że za karę nie spotkają się w wakacje, wywołując tą decyzją jęki niezadowolenia u podopiecznych.
A Severus Snape namalowany na portrecie wiszącym za krzesłem dyrektora Hogwartu ponownie udał, że śpi.
Xxx
Albusowi, dzięki jadowi bazyliszka, udało się uwarzyć sprawnie działający eliksir polimorficzny, i zwyciężył w Turnieju o Puchar Damoclesa. Zakończenie Turnieju odbyło się w zwycięskim Hogwarcie, i uczniowie pozostałych szkół oglądali uroczystość na hologramach. Rodzice zwycięzcy zostali zaproszeni na uroczyste wręczenie nagrody, i byli bardzo dumni z syna, a Harry wprost napęczniał z dumy.
Po uroczystości Ginnerwa wraz z Harrym, Albusem, i Lily, wybrali się na spacer nad jezioro.
-Co zamierzasz zrobić z nagrodą?
Zapytał Harry, a Albus zdecydowanie powiedział:
-Założę konto w banku Gringotta, i wpłacę pieniądze. Po zakończeniu szkoły mam zamiar otworzyć własny biznes, produkcję i sprzedaż eliksirów. Pieniądze będą na rozruch.
Harry i Ginnerwa z dumą spojrzeli na syna. Jaki on rozsądny i twardo stąpający po ziemi, pomyślał Przewodniczący. Opcja Syltherinu nie była taka zła, jak myślałem.
Wieczorem, przed położeniem do łóżka, All podziękował kolegom za pomoc, i wręczył im po pięćdziesiąt galeonów.
Na drugi dzień uczniowie klas czwartych pisali egzamin z transmutacji, i All czekał na Mary pod drzwiami klasy. Gdy dziewczyna wyszła, to wręczył jej sto galeonów, i zapytał:
-Przejdziemy się nad jezioro?
Mary zgodziła się, i ślizgoni trzymając się za ręce wybiegli ze szkoły w pogodny, ciepły majowy poranek. Mary i All mieli się ku sobie, i dla ich kolegów było to coraz bardziej oczywiste.
