Soczyście, mam nadzieję, że Wam się spodoba. Nowi bohaterowie, nowa magia ;)
Na początku przypominam prolog, pewnie dawno już zapomniany.


Nothing goes as planned
Everything will break
People say goodbye
In their own precious way
All that you rely on
And all that you can fake
Will leave you in the morning
Come find you in the day

Oh, you're in my veins, and I cannot get you out
Oh, you're all I taste, at night inside of my mouth
Oh, you run away, cause I am not what you found
Oh, you're in my veins, and I cannot get you out
Everything will change
Nothing stays the same
Nobody is perfect
Oh, but everyone's to blame
All that you rely on
And all that you can save
Will leave you in the morning
Will find you in the day

Oh, you're in my veins, and I cannot get you out
Oh, you're all I taste, at night inside of my mouth
Oh, you run away, cause I am not what you found
Oh, you're in my veins, and I cannot get you out

Everything is dark
It's more than you can take
But you catch a glimpse of sunlight
Shining
Shining down on your face
Your face
On your face


Rozdział XVI


Hermiona zrzuciła plecak z ramion i ukucnęła, biorąc w dłonie ziemię. Roztarła ją w dłoniach i powąchała. Jej umysł pracował na najwyższych obrotach, zapominając o wszystkim innym.

- Harry, Bill nie jest sam. Wyczuwam tutaj inne zapachy, ale ciężko mi określić jakie. Kogo.

Rozejrzała się wokół siebie i była pewna, że masa śladów została już zatarta przez Aurorów. Wstała i otrzepała dłonie, próbując skupić się na zapachach.

- Wiatr wieje dzisiaj z północy i zapach jest wyczuwalny. Powinniśmy spróbować właśnie od północy.

Harry skinął głową i poszedł do grupy, a Hermiona w tym czasie próbowała wyszukać innych śladów, jakie mogły pozostać.

Ale nic na ten moment nie przychodziło jej do głowy, po za wspomnianym zapachem. Nagle usłyszała prawie niesłyszalny szelest i zerwała się w tym kierunku, ale nie zobaczyła nikogo. Miała niejasne wrażenie, że jest obserwowana, ale jednocześnie w zasięgu wzroku była sama. Dziwne uczucie, kiedy nie jesteś pewny swojej pozycji.

- Hermiono – Harry zawołał ją, a ona odwróciła się w jego kierunku. Postanowiła nikomu nie wspominać o swoim przeczuciu. – Mamy mapę.

Godzinę później Hermiona wiedziała już jak ukształtowany jest najbliższy teren i nie była specjalnie zdziwiona. Polana, na której się rozbili, była w kształcie koła i stanowiła jeden z niewielu płaskich, trawiastych nawierzchni w okolicy. Po za tym otaczały ich wzniesienia pokryte szczelnie mieszanym lasem. Rumunia słynęła z największej powierzchni dziewiczych lasów. W odległości kilku kilometrów znajdowało się jezioro, a nieopodal szereg jaskiń.

Rozbili z Harrym namioty i ogarnęło ich ogromne zmęczenie. Nim się obejrzeli, oboje spali jak zabici.


Poranne słońce obudziło Hermionę, pogoda w Rumunii była cudowna. Gdyby tylko powód jej obecności tutaj był inny.

Zanim wstała przez dłuższą chwilę leżała nieruchomo i wpatrywała się w górę. Nasłuchiwała głosów dochodzących z obozowiska. Część Aurorów szykowała się na zaplanowane poszukiwania – mieli dokładnie przeszukać północną część, tak jak Hermiona podpowiedziała.

Hermiona miała również uczestniczyć w tej akcji, ale jako obserwator. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pozwoliłby jej decydować ani przewodzić wyprawie. Kobieta była doskonała w łamaniu klątw i miała zdolności przywódcze, ale jej emocje pozbawiały ją logicznego myślenia. Dowodzenie to nie było miejsce ani czas na emocje.

Wyszła z namiotu i momentalnie poczęstowano ją ciepłą herbatą i tostami. Zawsze się zastanawiała jak wygląda praca Aurorów. Chociaż może obecne przedsięwzięcie nie było do końca zwykłe.

Podszedł do niej Arnold Culkin, zastępca Kingsleya. Bez problemu go rozpoznała, bo to właśnie on odpowiadał za obecne wydarzenia jej życia. Pośrednio, ale jednak.

- Panno Granger – Skinął głową w jej kierunku. – Smacznego. – Powiedział i poczekał, aż przełknie kęs. – Akcja zaczyna się za pół godziny. Proszę podążać za nami, nie oddalać się od grupy i bezwzględnie słuchać dowodzącego wyprawą. – Wskazał dłonią na Aurora, którego Hermiona nie znała. Ale to nie miało znaczenia, wiedziała kto jest szefem i ta wiedza była wystarczająca. – Jest to wyprawa Ministerstwa Magii i odpowiadamy za pani bezpieczeństwo. – Dodał i na chwilę zawiesił głos, ważąc słowa. – Wszelka niesubordynacja wykluczy panią z dalszych poszukiwań. – Uściślił i patrzył wyczekująco na nią.

Hermiona pokiwała głową, spodziewała się takiego podejścia. Ostatecznie było to zrozumiałe, Ministerstwo szło jej na rękę.

- Rozumiem. – Odpowiedziała, na co Arnold oddalił się bez słowa. Hermiona zobaczyła, że Harry rozmawia z innymi, więc do niego podeszła. Potrzebowała przyjaciół, a nikogo poza Harry'm nie znała w obecnej grupie.

- Hermiono – Harry uśmiechnął się lekko na jej widok. – Mam nadzieję, że się wyspałaś.

Wyruszyli w drogę zgodnie z mapą i zaczęli wspinać się, aby wejść na najbliższy północny szczyt. Według najnowszych informacji, obecność Billa w tamtym miejscu została praktycznie potwierdzona.

Hermiona szła na końcu wyprawy, bo jej forma pozostała wiele do życzenia. Ostatnie miesiące raczej unikała wszelkich aktywności fizycznych, bo była w ciąży. A później… nie miała siły na nic.

Harry co jakiś czas na nią zerkał, ale starał się trzymać tempo, żeby nie zgubić innych.

W pewnym momencie Hermiona przystanęła, żeby złapać oddech i otrzeć pot z czoła. Wyjęła z plecaka butelkę wody i wzięła łyk. Nagle usłyszała szelest i coś po jej prawej stronie poruszyło się. Momentalnie spojrzała w tym kierunku, ale nie zauważyła nikogo.

Wytężyła swój wzrok i słuch, napięła mięśnie, będąc w jednej sekundzie w pełnej gotowości.

Cień znowu się pojawił, tym razem z lewej strony. Momentalnie wyjęła różdżkę z kieszeni i odwróciła się.

- Jest tu ktoś? – Zawołała, ale odpowiedziało jej tylko echo. Zza drzewami cień poruszył się, więc momentalnie rzuciła się biegiem w tym kierunku. Bez namysłu, podążając za zmysłami. Nagle poczuła, jak jej serce zaczyna bić jak oszalałe, a krew zaczyna śpiewać.

Się.Biegła na oślep przez zarośla, a cień odsuwał się tak szybko jak ona. W którymś momencie noga zahaczyła o wystający korzeń i upadła z hukiem na mech. Jej kostka zaklinowała się w poszyciu.

Cień się zatrzymał, jakby usłyszał jej upadek. Nadal unieruchomiona, podniosła głowa i ostatkiem sił spojrzała w jego stronę.

Zza drzewa wyłonił się Bill. Była pewna, że to on. Pasowało wszystko – wzrost, wygląd, kolor włosów, sylwetka. Stał nieruchomo i wpatrywał się w nią pustym, nieobecnym wzrokiem.

- Bill. – Powiedziała na głos, a on drgnął i skrzywił się. – Bill, to ja. – Wiedziała, że ją słyszy, bo poruszył się w jej kierunku, prawie bezszelestnie. Był dosłownie na kilka kroków od niej, gdy usłyszała pokrzykiwania Harry'ego z oddali:

- Hermiono! Hermiono!

Bill spłoszył się i wycofał. Przez chwilę analizował sytuację i ruszył biegiem w kierunku drzew, zostawiając Hermionę. Kobieta czuła się bezsilna i zła na Harry'ego. Z drugiej strony Bill był… obcy. Inny. Jakby jej nie rozpoznawał. Po kilku sekundach zupełnie straciła go z pola widzenia.

Harry dopadł do niej ze wściekłością wypisaną na twarzy:

- Hermiono, na Merlina, co ty wyprawiasz? Dlaczego się oddaliłaś?

Hermiona ukryła twarz w dłoniach, co spowodowało, że głos przyjaciela złagodniał.

- Bill tu był, przed chwilą. Widziałam go, próbował podejść, ale spłoszył się, jak usłyszał twój głos.

Harry zdziwił się: - Uciekł?

Skinęła głową, a on wymamrotał: - To nie ma żadnego sensu, Hermiono.

- Wiem, Harry. Mam wrażenie, jakby nie do końca wiedział kim jestem.


Postanowili nie dzielić się tą informacją z Aurorami, mieli wrażenie, że to mogłoby sprawić więcej złego niż dobrego. Hermiona dostała reprymendę od dowódcy i na tym skończyła się dzisiejsza misja.

Sama kobieta sprawiała wrażenie mocno zrezygnowanej i zdezorientowanej. Nic nie miało sensu. Dlaczego uciekł?

W nocy leżała w namiocie, ale sen nie nadchodził. Przez dłuższy czas wsłuchiwała się w dźwięki dochodzące z obozu, aż i one ucichły. Cisza otaczała ją z każdej strony – szum lasu i wiatr. Poczuła, że dusi się, więc rozpięła poły namiotu i wyszła. Stanęła przy nim i spojrzała w gwiazdy, biorąc głęboki oddech. Po raz pierwszy od wielu miesięcy czuła, że może swobodnie oddychać.

Bill żył.

Tyle już wiedziała.

Podeszła do ogniska, aby ogrzać dłonie. Noce mimo wszystko bywało chłodne, szczególnie przez las i pobliskie jezioro.

Usłyszała trzaśnięcie. Jej serce przyspieszyło, wyjęła różdżkę i momentalnie jej mięsnie napięły się.

Lumos.

Obróciła się, usiłując zlokalizować źródło dźwięku. Zrobiła kilka kroków i usłyszała kolejne trzaśnięcie dochodzące zza jej namiotu. Podbiegła tam i oświetliła przestrzeń.

Kolejny trzask słychać było w lesie.

Rzuciła się w stronę dźwięku i zorientowała się, że są co najmniej dwa cienie.

- Bill – zawołała cicho, ale nikt jej nie odpowiedział. – Bill – nawoływała.

- Chodź tutaj. – Usłyszała w odpowiedzi gardłowy, nieludzki głos. Ale bez wątpienia należał do Billa.

Z lekkim wahaniem zaczęła iść w jego kierunku i po kilkuset metrach widziała, że Bill stoi i uważnie ją obserwuje.

Był półnagi, jedyne co miał to pasek wokół pasa, prawdopodobnie zrobiony z jakiejś skóry i resztek tkanin. Na ciele miał wymalowane jakieś dziwne wzory, włosy miał w nieładzie. Jego oczy dla odmiany płonęły i był to gniew.

Osoba, która stała obok niego była starszą kobietą. Również skąpo ubraną, z różnymi malunkami na ciele. Szepnęła coś, co spowodowało, że Bill ruszył w jej stronę.

Chwilę później rzucił się na nią i z cichym PYK! zniknęli z lasu.

Upadli na twardą, ubitą ziemię, w zupełnie nieznanym miejscu. Hermiona jęknęła, upadek był bardzo bolesny i z pewnością poturbowała się po nim. Bill momentalnie ją puścił, wstał i zrobił kilka kroków w tył.

Był przerażony, ale zaraz Hermiona straciła go z pola widzenia. Otoczyło ją kilkanaście osób, które porozumiewały się w zupełnie nieznanym jej języku. Sprawiali wrażenie nieprzyjaznych i kobieta nie była pewna, czy mają dobre zamiary.

Podniesiono ją z ziemi i zaciągnięto w stronę bardzo prymitywnego obozu. Usadzono ją na pierwszej ławce i kazano wyciągnąć ręce przed siebie. Kobieta, która towarzyszyła Billowi, wzięła kawałek sznurka i zawiązała jego końce wokół jej dłoni. Wymówiła kilka inkantacji i Hermiona zrozumiała, że ma magiczne kajdanki. Próbowała krzyknąć, ale tamta pokręciła głową z niezadowoleniem.

Miała ciemne oczy, głęboko osadzone, orli nos i wydatne usta. Mogła mieć siedemdziesiąt, może osiemdziesiąt lat. Mówiła coś do niej, ale Hermiona nie była w stanie nic zrozumieć.

Jedyne, co wiedziała na pewno, to to, że jest uwięziona. I że magia, która ją otacza, nie ma nic wspólnego z białą magią.