Od tłumacza: Poniższe opowiadanie jest tłumaczeniem opowiadania „Learning to Fly", napisanego przez hgfan1111, które można znaleźć w języku angielskim na tej stronie. Polecam przeczytanie go w oryginale, jak również zapoznanie się z pozostałymi jej historiami. Całe opowiadanie jest intelektualną własnością autorki, oczywiście z wyjątkiem świata HP, którego twórcą jest JKR, ja jestem jedynie tłumaczem.
This story is a translation of Learning to Fly" written by hgfan1111, which can be found in English on this website. I highly recommend reading it in original and reading rest of her stories. All of the story is intellectual property of the author, with exception of HP world, which of course belong to JKR, I'm just a translator.
Od autorki: Oto kolejna moja przygoda. Ta historia jest zdecydowanie bardziej romantyczna niż dwie poprzednie (tak, Pooky, widzę jak wywracasz oczami!!!). Dziękuję mojej drużynie beta readerów: UnrequitedDream, która pchnęła mnie we właściwym kierunku po przekopaniu się przez bajze,l jakim były moje notatki i zobaczeniu w nich czegoś wartościowego; Elli za szturchanie i kuksańce, które zmuszały mnie do pisania kolejnych rozdziałów i za napisanie streszczenia, kiedy wypłakiwałam jej się z tego powodu; a także DebbieO, która potrafiła znaleźć sens w każdym zdaniu i uczyniła całość możliwą do czytania. Rządzicie, dziewczyny! Dzięki dla Silver Minxes & Friends, dzięki którym miałam ochotę na uśmiech i dalsze pisanie. Kocham was wszystkich. Dajcie znać co myślicie.
Prolog
(początek szóstego roku Harry'ego)
Harry westchnął głęboko i legł na plecach wśród wysokich, grubych źdźbeł trawy na tyłach Nory. Mimo kiepskiego początku, lato okazało się dobre. Utrata Syriusza był… no cóż, Harry nie był pewien czy istnieją słowa zdolne wyrazić to, co czuł. „Odrętwiały" było najbliższym prawdy słowem, które przychodziło mu na myśl. Ale dwa tygodnie takich uczuć postawiły Harry'ego w dość nietypowej sytuacji. Był przekonany, że jego jedyną opcją jest pójście naprzód. Nie mógł nic zyskać, a już na pewno nie uhonorowałby pamięci Syriusza, żyjąc ciągle w przeszłości, rozpamiętując „co by było, gdyby…". Przybycie profesora Dumbledore przy końcu jego drugiego tygodnia pobytu u Dursley'ów, stało się dla Harry'ego Dniem Wyzwolenia. Ze wszystkich sił powstrzymywał się, by nie zacząć krzyczeć ze szczęścia, gdy wiekowy dyrektor poinformował go, że resztę wakacji spędzi w Norze.
Dni spędzone na pławieniu się w słońcu, pluskaniu w stawie i grze w quidditcha dwa na dwa z Ronem, Ginny i Hermioną, zdziałały cuda w leczeniu zranionego serca Harry'ego. Pani Weasley czujnie pilnowała, by na talerzu Harry'ego raz za razem znajdowało się pełno jedzenia i chłopak po raz pierwszy miał wrócić do Hogwartu nie będąc bladym i wychudzonym.
Ron i Hermiona skończyli już latać, gdyż Hermiona zaczęła narzekać, że przekroczyli już limit czasu przeznaczonego na quidditch, więc muszą to zrównoważyć większą ilością nauki. Harry roześmiał się, gdy para opuściła boisko, kłócąc się jak stare dobre małżeństwo. Ginny stwierdziła, że chce jeszcze polatać, a Harry zaproponował, że z nią zostanie, chcąc poleżeć w chłodnej trawie i poprzyglądać się jej.
Bogaty, ciepły zapach ziemi ogarnął wszystkie jego zmysły i musiał mocno wysilić oczy, by w ogóle dojrzeć Ginny na niebie. Wcześniej Harry był rozbawiony bramkami domowej roboty, wykonanymi ze starych koszy na jabłka.
- Wyglądają jak obręcze do koszykówki – skomentował.
Starał się nie śmiać, gdy Ron z przekrzywioną głową przyglądał się wynalazkowi.
- Jesteś walnięty – stwierdził Ron potrząsając głową i idąc w stronę swojej miotły. – Czymkolwiek jest koszykówka…
Harry nie mógł dłużej powstrzymać śmiechu, gdy Ron mrucząc pod nosem wsiadł na miotłę i podleciał na inspekcję bramek.
Ginny była przeszczęśliwa, że miała bramkę, do której mogła strzelać. Odkąd Harry przyjechał do Nory, Ginny wielokrotnie mówiła, że chciałaby spróbować dostać się do drużyny, żartując nawet, że nie będzie musiała brać udziału w testach, bo Harry, który został mianowany nowym kapitanem, widział ją w akcji mnóstwo razy. Harry odpowiadał swoimi żartami i ta dwójka przekomarzała się przez większość ich meczy.
Cień Ginny przemknął mu przed oczami i Harry zamrugał, podczas gdy Ginny przeleciała przed nim i umieściła kafla idealnie w bramce.
- I kolejny gol Weasley!
Harry roześmiał się z jej okrzyku i patrzył, jak podlatuje po piłkę, a potem ponownie atakuje bramkę. Była naprawdę niesamowita, pomyślał. Sprawiała, że quidditch wyglądał jak taniec, jakby był najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Ale jej talenty sportowe nie były jedyną rzeczą, która przyciągała jego uwagę. Ginny była bardzo zabawna. Miała poczucie humoru podobne do bliźniaków, a jej życiowym celem było dręczenie Rona. Kiedy byli razem, Harry'emu praktycznie nie kończyły się tematy, na które mógł z nią rozmawiać. Mieli wiele wspólnego.
Powoli zaczął sobie coś uświadamiać, gdy patrzył na jej nieudaną próbę przełożenia sobie kafla za plecami. Zacisnęła z uporem szczękę i popędziła by złapać piłkę, zanim ta uderzy o ziemię. Była bardzo atrakcyjna, pomyślał, z włosami ciągnącymi się za nią jak ognisty ogon.
Znajome ssące uczucie pojawiło się w jego żołądku, więc szybko spojrzał w inną stronę.
Zakochiwał się w Ginny Weasley.
Trzy dni po swoim epokowym odkryciu, Harry wciąż nie był pewien co powinien z tym zrobić. Za dwa dni wrócą do Hogwartu. W drodze do domu po poprzednim semestrze Ginny powiedziała, że wybrała Deana Thomasa. Harry nie był do końca pewien, co to oznacza. Czy Ginny i Dean byli parą? Nie zauważył, by tak było, żadnych wizyt, ani dziwnych sów. Ale Ginny potrafiła chronić swoje sekrety. Czy gdyby podszedł do niej wprost, ryzykowałby zerwanie kontaktu z nią?
Gdy zorientował się, co do niej czuje, spędził następny dzień na obserwacji Ginny. Spędzili razem większość dnia, a ona wydawała się nim zainteresowana. Albo tak się mu zdawało. Śmiali się razem, żartowali, a nawet wspólnie wywracali oczami, gdy Ron i Hermiona znów zaczynali się kłócić. Harry uznał to za dobry znak.
Następnego dnia Harry przeprowadził mały eksperyment. Starał się trzymać z dala od Ginny, choć tak, by wyglądało na to, że jest zajęty, a nie że jej unika. Ginny wciąż była tą samą wesołą osobą, choć po południu zamknęła się w swoim pokoju.
Pod koniec dnia Harry był niemal pewien, że musi coś zrobić w związku ze swoimi uczuciami. Brak Ginny przy nim, to że nie słyszał jej śmiechu z jego kiepskich dowcipów i nie latał razem z nią, sprawiło, że zrobił się rozdrażniony i poniósł kilka razy głos na Hermionę, która męczyła go nauką.
Trzeciego dnia pozwolił sobie na ponowne przebywanie w towarzystwie Ginny, tak jakby dzień wcześniej nic się nie stało. I mimo kilku dziwnych spojrzeń Hermiony i Ginny, Harry starał się uczynić dzień tak normalnym, jak wszystkie poprzednie. Dopiero Ron podszedł do niego i zażądał odpowiedzi.
- Co z tobą, stary? – spytał. – Zachowujesz się dziwnie, nawet jak na ciebie.
Przez umysł Harry'ego przeleciały miliony pomysłów, gdy starał się zdecydować jak odpowiedzieć. Czy powinien wyznać Ronowi prawdę, że zaczyna czuć coś do Ginny, czy raczej zaprzeczyć wszystkiemu i próbować poradzić sobie z tym we własnym zakresie?
- Czy Ginny coś ci zrobiła? – uniósł brwi Ron. – Powiedziała coś, co cię zdenerwowało? Bo jeśli tak…
- Nic nie zrobiła – odezwał się w jej obronie Harry. – Nie ona.
- To czemu, na brudne gacie Merlina, ukrywasz się przed nią? I nie zaprzeczaj. Hermiona powiedziała mi, że cały wczorajszy dzień uciekałeś z każdego pomieszczenia, do którego ona weszła.
Harry stłumił uśmiech. Może to nie o Rona powinien się martwić.
- Ja po prostu… - zmierzwił włosy. – To ja – przyznał. – Kiedy jestem przy Ginny… po prostu… czuję coś…
Ron wydawał się zmieszany, zmarszczył brwi w koncentracji
- Czujesz coś? Co takiego? Może to Fred i George coś wysmażyli? Mdli cię?
Harry westchnął i padł na swoje łóżko.
- Tak jakby.
- Harry, znasz ich na tyle długo, by wiedzieć, że nie wolno ufać niczemu…
- Ron, oni nic nie zrobili – przerwał mu cicho Harry. – To Ginny. Kiedy jestem przy niej… mam śmieszne uczucie w żołądku. A ja… - urwał i popatrzył się poza Rona, na bladnący pomarańcz ściany. – Myślę, że zaczynam się w niej kochać, Ron.
Nie spojrzał na swojego najlepszego przyjaciela, bojąc się jego reakcji.
- Och.
- Tak – odparł Harry cichym głosem, który mógł nie dotrzeć nawet na drugi koniec pokoju. – Więc staram się dojść z tym do ładu.
- I do czego doszedłeś?
Harry zarumienił się lekko, gdy podniósł wzrok i dostrzegł spojrzenie, którym obdarzył go Ron. Harry nie do końca je rozumiał. Ron był z reguły łatwy do przejrzenia, bo na jego twarzy emocje pokazywały się bardzo wyraźnie. Ale tym razem wyraz jego twarzy obudził w Harrym czujność. Było tam coś pomiędzy rozbawieniem, choć był go bardzo mało, skrzyżowanym z niedowierzaniem i czymś znacznie mroczniejszym.
- Nie wiem – odpowiedział Harry.
Zamyślony Ron skinął głową, a następnie wstał i wyszedł bez słowa. Harry znowu został sam, gapiąc się na pomarańczowe ściany. Wciąż nie był pewien co powinien zrobić.
W końcu, po obejrzeniu przy kolacji jak Ginny dręczy Freda i George'a, zdecydował porozmawiać z nią tego samego dnia, albo nazajutrz rano. Po podjęciu decyzji zrobiło mu się lżej na sercu, choć żołądek kurczył mu się niespokojnie, zwłaszcza gdy dostrzegł, jak Ron go obserwuje.
Uczucie euforii, niemal jak na lekkim rauszu, przepełniało Harry'ego przez całą kolację. Bliźniacy byli w formie, przekomarzając się z Ronem i Hermioną przez cały posiłek. Nawet państwo Weasley'owie jedynie się uśmiechali i lekko mitygowali synów. Ginny była w centrum wydarzeń, nic sobie nie robiąc z wyniosłych spojrzeń, które posyłała jej Fleur.
Normalność całej sytuacji powinna być dla Harry'ego ostrzeżeniem, bo nic w jego życiu nie mogło być normalne, ale zignorował to i pozwolił ciepłu rodziny i przyjaciół wprowadzić się w błogi nastrój.
Hermiona i Ginny zaczęły rozmawiać pod koniec kolacji i wciąż chichotały po drugiej stronie stołu. Pani Weasley poprosiła Harry'ego i George'a o posprzątanie ze stołu, a oni zrobili to, przerzucając się żartami. Kiedy skończyli, kuchnia była pusta i Harry poczuł się rozczarowany, wiedząc, że najprawdopodobniej stracił szansę na rozmowę z Ginny.
- Harry, chłopaki są na zewnątrz, może przyjdziesz do nas? – spytał George. Harry poczuł skurcz żołądka. Rzadko zdarzało się, by cała czwórka braci Weasley'ów spotykała się jednocześnie.
- O co chodzi? – spytał Harry, podążając za Georgem przez ogródek, do którego gnomy wślizgiwały się przez niski płotek.
- O nic – wzruszył ramionami George, wkładając beztrosko ręce do kieszeni. – Po prostu pomyśleliśmy, że chętnie uciekniesz na chwilę od babskiego towarzystwa.
Harry bacznie mu się przyglądał, gdy zmierzali do szopy pana Weasley'a. Jego uśmiech był nieco zbyt wymuszony, a ramiona zbyt sztywne, by naprawdę mogło chodzić o jakąś zwykłą sprawę.
Zakłopotany Harry podążył za nim, a następnie stanął jak wryty, gdy zobaczył pozostałych braci Weasley'ów siedzących na krzesłach pod dalszą ścianą szopy.
- Wyczaruję ci jeszcze jedno, Harry – zaoferował Bill. Machnął różdżką i przed chłopakiem pojawiło się drewniane krzesło z prostym oparciem.
Harry spojrzał na Rona, który opierał się ze swoim krzesłem o prostą drewniana ścianę. Błękitne oczy Rona skrzyżowały się moment z jego, jednak najmłodszy Weasley zarumienił się i uciekł wzrokiem.
- Usiądź – zaproponował Bill. Harry popatrzył po kolei na wszystkie twarze przed sobą, po czym zajął miejsce.
- O co chodzi? – spytał ponownie. Nocna cisza dzwoniła w uszach. Nawet żaby żyjące w pobliżu stawy przestały wydawać dźwięki. Bill odchrząknął.
- Harry, wszyscy cię lubimy – zaczął. Fred i George zaczęli energicznie kiwać głowami, a Harry poczuł nerwowy skurcz w głębi piersi. – Mama myśli o tobie jak o własnym dziecku.
Harry siedział cicho, czekając aż mężczyzna powie to, co naprawdę chce powiedzieć. Bill westchnął ciężko i oparł krzesło na czterech nogach, a następnie potarł ręką o kark.
- Wszyscy widzieliśmy, jak tego lata patrzysz na Ginny.
Skurcz w piersi pogłębił się i Harry pochylił się nieco do przodu, by być gotowym do ucieczki, gdyby chcieli go skrzywdzić. Był gotów zaprzeczyć, gdy wtem Ron spojrzał na niego ponownie i Harry zdał sobie sprawę, że został złapany.
- I? – wydusił z siebie w końcu.
- I – westchnął Bill – nie podoba nam się to.
Harry nie był na to gotowy. We wszystkich rozmyślaniach o chodzeniu z Ginny nigdy nie wziął pod uwagę, że jej rodzina może nie być zadowolona. Zawsze uważał, że nic nie mogłoby uczynić ich szczęśliwszymi. Żołądek wywrócił mu się na drugą stronę i chłopak odwrócił wzrok w stronę ciemnych drzew.
- Uważamy, że lepiej, żebyś znalazł kogoś innego – kontynuował Bill. – Ginny już się tobą nie interesuje, poszła dalej. Jeśli będzie z tobą, spotka ją tylko krzywda.
Wilgoć zaczęła zbierać się w kącikach oczy Harry'ego i chłopak zamrugał, by się jej pozbyć, pozwalając w zamian, by wypełnił go gorący gniew i poczucie zdrady. Wstał gwałtownie, łapiąc się za włosy. Oni powinni być jego przyjaciółmi, rodziną.
- Czy to jest zdanie was wszystkich? – zdołał wykrztusić. Podniósł wzrok, by usłyszeć odpowiedź.
- Tak – skinął głową Bill.
Fred sztywno skinął głową, a George tylko uciekł spojrzeniem, nerwowo bawiąc się końcem swojej koszulki. Ron długo nie mógł mu spojrzeć w oczy i Harry stał wpatrując się w swojego najbliższego przyjaciela.
- Ron?
- Myślę… - jego głos się załamał. Przechylił się do przodu stawiając wszystkie nogi krzesła na ziemi. – Myślę, że tak będzie najlepiej – jego oczy były ciemne i nieodgadnione, gdy wreszcie napotkał spojrzenie Harry'ego.
Zdrada utworzyła w jego gardle wielką kulę i Harry mógł tylko trzymać się wściekłości. Stał jeszcze chwilę, zanim sytuacja uderzyła go z siłą tłuczka. Jego ramiona zapadły się i wcisnął pięści do kieszeni jeansów. Mieli rację. Na litość Merlina, w końcu był Harrym Potterem. Ginny lepiej będzie bez niego. Gdyby byli razem, znalazłaby się w niebezpieczeństwie.
- W porządku – wyszeptał Harry nie podnosząc wzroku, po czym wybiegł w noc.
