Od tłumacza: Witam wszystkich! Tym razem oczekiwanie było nieco dłuższe. Przepraszam Was z całego serca, niestety miałem dużo rzeczy do załatwienia ostatnio. Postaram się, żeby następny rozdział pojawił się szybciej.

Część z Was uznało, że Harry był zbyt ostry wobec Weasleyów, a ich figiel niewinny. Pewnie niektórzy z Was nie mają za sobą oświadczyn, ale pomyślcie sobie jak byście się czuli, gdyby na Waszej pierwszej randce z osobą, na której szczególnie Wam zależy, czterech gości robiłoby wszystko, żebyście nie mieli czasu nawet porozmawiać. Mniej więcej tak samo wkurzeni byli Harry i Ginny.

Dziękuję wszystkim za recenzje i bardzo się cieszę, że przybywają w tak szybkim tempie. Tradycyjnie zapraszam też na mojego bloga literackiego „Z pierwszej półki" zpierwszejpolki[kropka]blox[kropka]pl


Od autora: Standardowe zastrzeżenie: Nie jesteśmy właścicielami praw do postaci Harry'ego Pottera i Ginny Weasley. Nie mamy praw do świata HP. Po prostu uznaliśmy, że fajnie ich podręczyć od czasu do czasu.

Rozdział 3 – Pierwsze razy

Nora

Po urodzinach Ginny życie wróciło do normy. Molly wymierzyła Ronowi karę na własną rękę, zarzucając go mnóstwem obowiązków domowych. Ginny zaczęła przyzwyczajać się do swojego nowego pierścionka i nowego statusu, przynajmniej wśród rodziny.

Dzień po jej urodzinach do Nory przyleciały rezultaty SUM-ów Ginny i listy z Hogwartu dla pozostałych. Wstrząs w Ministerstwie dotarł nawet do Departamentu Egzaminów, co sprawiło, że tegoroczne wyniki SUM-ów przyszły później niż zwykle. Ginny uzyskała bardzo dobry rezultat: dziesięć sumów, w tym wybitne z Eliksirów, Zaklęć, Transmutacji i Obrony.

Ron, Hermiona i Harry dostali swoje listy z Hogwartu. Ron utrzymał na tyle dobre oceny, by znów otrzymać pozycję kapitana gryfońskiej drużyny quidditcha, a Hermiona została Prefektem Naczelnym. List Harry'ego był znacznie dłuższy i zaskoczył nawet jego.

Harry,
biorąc pod uwagę nadchodzące w tym roku problemy oraz Twoje pragnienie, by powiększyć i ulepszyć Twoją grupę AD, Rada Nadzorcza na mój wniosek postanowiła formalnie włączyć Twój kurs w poczet przedmiotów nauczanych w Hogwarcie w ramach Obrony przed Czarną Magią. Będzie się nazywał Zaawansowaną Obroną i zostanie zaproponowany wszystkim uczniom od czwartego roku w górę. Madam Bones rozważa, czy nie włączyć go do przedmiotów do wyboru na owutemach.
Głównymi nauczycielami na tym przedmiocie będą profesorowie Snape i Parsons, podczas gdy Ty otrzymasz status Profesora Asystenta. Będziesz miał wszystkie prawa i przywileje nauczyciela, łącznie z zadawaniem zadań domowych, przyznawaniem i odbieraniem punktów oraz karaniem szlabanami. Pozostaniesz jednak w swoim dormitorium, gdzie będziesz mieszkał ze swoimi kolegami z klasy.
Profesor Parsons opracował specjalny kurs dla dyrektora Shacklebolta, który powinien sprawić, że na czas gotowych będzie 200-300 osób, nie licząc tych szkolonych przez Ciebie. To szkolenie będzie miało miejsce w Akademii Aurorów i niewykluczone, że zostaniesz poproszony, by od czasu do czasu udać się tam i pomóc w tym procesie.
Niezależnie od moich pragnień, w związku z tymi wszystkimi dodatkowymi obowiązkami i odpowiedzialnością, nie mogę Ci z czystym sercem zaproponować pozycji Prefekta Naczelnego, za co chciałem Cię serdecznie przeprosić.
Jeśli mi pozwolisz, chciałbym bardzo pomóc Ci w tym roku w Twoim osobistym treningu. Uważam, że dobrze by było, gdybyś zaplanował swój przyjazd do Hogwartu, lub przynajmniej złożył mi wizytę, dwa dni przed rozpoczęciem roku szkolnego. Weź proszę ze sobą listę zaklęć opracowaną dla AD. Profesor Snape chciałby je przejrzeć dla młodszych roczników.
Z poważaniem,
Albus Dumbledore
Dyrektor Hogwartu

Harry oparł się ciężko. Profesor Asystent?

Ginny uniosła wzrok znad swoich wyników SUM-ów.

- Harry? Co się stało?

Potrząsając głową podał jej bez słowa swój list. Przeczytała, spojrzała na niego zdumiona i podała list Hermionie.

- No, no, profesor Potter, prawda? – spytała z uśmiechem Ginny.

- Właśnie. A jeśli będziesz niegrzeczna, zarobisz szlaban ze swoim ulubionym nauczycielem – odgryzł się wesoło.

- Och, Harry! Co za zaszczyt! – westchnęła Hermiona.

Harry skrzywił się, słysząc jej zachwyt.

Ten dzień okazał się dniem pogodzenia. Bracia Weasleyowie pokazywali się jeden po drugim, by błagać Ginny o wybaczenie. Harry siedział nieporuszony, czekając aż każdy z nich zdoła przekonać siostrę, że naprawdę żałuje tego co zrobił.

Fredowi i George'owi poszło najłatwiej, choć ich przeprosiny były całkiem zwariowane. Przeprosiny Percy'ego trwały godzinę, a gdy skończył mówić, wszyscy mieli dość jego kwiecistych fraz. Bill mówił najkrócej, bo nikt nie był go w stanie zrozumieć. Gdy Ginny wreszcie przyjęła przeprosiny, Harry przywrócił cała czwórkę do poprzednich postaci, ale ostrzegł, że jeśli kiedyś jeszcze skrzywdzą Ginny, nie będzie tak miły.

Po tym wszystkim jedynie Ron nie otrzymał przebaczenia, mimo wielokrotnych przeprosin.

Dwa dni po urodzinach Ginny siedziała w salonie z Harrym i Hermioną. Harry przeglądał swoje notatki z książki, którą zabrał z biblioteki dyrektorskiej. Zmarszczył brwi i zaczął ponownie kartkować książkę.

Hermiona uniosła wzrok znad zwoju, który przeglądały wspólnie z Ginny. Widząc jego minę spytała:

- Harry, naburmuszyłeś się jak chmura gradowa. Co jest?

- To ta cholerna książka – odparł Harry, unosząc książkę, by pokazać jej tytuł „Geologiczne Właściwości Magii". – Znalazłem w niej rysunek, który wygląda zupełnie jak kryształ z mojej wizji, ale nie ma tam prawie nic napisane na jego temat. Jest nazwa i informacja, że używano go dawno temu przy jakichś starożytnych rytuałach dla zmarłych. Coś mi mówi, że to bardzo ważne, ale to ślepa uliczka!

- A jak go nazywa książka? – spytała Hermiona.

- Spiritus Crystalus – przeliterował oba słowa, by mogła je sobie zapisać.

- Hmm, jesteś pewny tego drugiego słowa? Crystalus oznacza kryształ, ale Crystallus to naczynie lub pojemnik.

- Nie, w książce wyraźnie jest napisane przez jedno „l".

- Nie za dużo tego. To ewidentnie z łaciny. „Spiritus Crystalus" to Kryształ lub Kamień Dusz. Dodam to do mojej listy rzeczy do zrobienia i zobaczymy do czego dojdę. Wiesz co, nigdy nie szukaliśmy informacji w bibliotece na Grimmauld Place, a jest w niej pełno książek o Czarnej Magii. Możemy tam znaleźć coś pożytecznego.

Harry wstał i podszedł do Hermiony, by zajrzeć w jej listę rzeczy do zrobienia. Była bardzo długa, a na samym jej spodzie znajdowała się notatka o magii bezróżdżkowej. Uderzył się dłonią w czoło.

- Kurde, Mionko, strasznie cię przepraszam. Zupełnie zapomniałem, że obiecałem Ci z tym pomóc. Może teraz coś z tym zrobimy.

- Harry, o czym ty mówisz? – spytała zdumiona Hermiona.

- O magii bezróżdżkowej. Obiecałem ci z nią pomóc, pamiętasz? Spróbujmy kilku rzeczy.

Przysunął sobie krzesło i siadł przodem do Hermiony, siedzącej na kanapie. Ginny, która siedziała tuż obok przyjaciółki, oparła się wygodnie i obserwowała ich ćwiczenia.

- No dobra – zaczął Harry. – Wyciągnij różdżkę i machnij nią. Żadnego zaklęcia, po prostu machnij.

Machnęła różdżką, która wystrzeliła iskry. Takiego standardowego testu używał pan Olivander, by sprawdzić, czy różdżka pasuje do użytkownika.

- Teraz zamknij oczy i machnij jeszcze raz.

Ponownie snop iskier.

- Możesz już otworzyć oczy, Minko. Mogę zobaczyć na moment twoją różdżkę?

Podała mu ją. Wszyscy przyjaciele Harry'ego opanowali do jakiegoś stopnia magię bezróżdżkową, za wyjątkiem Hermiony. Najsilniejsi byli Ron i Ginny, którzy potrafili rzucać naprawdę silne zaklęcia bez użycia różdżki. Ale Hermiona wciąż potrzebowała różdżki do każdego zaklęcia.

Harry dokładnie sprawdził różdżkę Hermiony, po czym znów spojrzał na przyjaciółkę.

- Mionko, zamknij oczy i skup się na uczuciu, które przepływa przez ciebie, gdy machasz różdżką. Pomyśl o płynącej przez ciebie magii. Skup się na tym bez reszty.

Harry mrugnął do Ginny i wyczarował miotełkę do kurzu z takim samym uchwytem jak różdżka Hermiony. Włożył ją przyjaciółce w dłoń, nie przestając mówić.

- Skoncentruj się na tym uczuciu. Pamiętasz, jak dobrze się z tym czujesz? Gdy będziesz pewna, że całkowicie się na tym skupiłaś, machnij różdżką kilka razy i otwórz oczy.

Hermiona machnęła różdżką trzy razy. Nic się nie stało za pierwszym razem, nic się nie stało za drugim, ale za trzecim poczuła ponownie, jak magia przez nią przepływa. Otworzyła oczy i spojrzała na snop iskier. Harry i Ginny uśmiechali się do niej szeroko. Harry pomachał… Zaraz…

Harry machał do niej JEJ RÓŻDŻKĄ! Ale to by znaczyło… Spojrzała na przedmiot trzymany w dłoni i zachłysnęła się. Trzymała miotełkę do kurzu!

- H… Harry, co to znaczy? – wyjąkała.

- Droga siostrzyczko, to znaczy, że jesteś w stanie używać magii bezróżdżkowo. Twój problem polega na tym, że czasem bierzesz wszystko zbyt dosłownie. Blokujesz w sobie tą zdolność, bo każda książka, którą czytałaś w życiu, mówi ci, że różdżka jest ważna. Ale ona nie jest aż tak ważna. Pomaga skupić twoją magię, ale możesz różnie dobrze skupiać ją na swojej dłoni bez użycia różdżki. Powiedziałem ci, żebyś skupiła się na uczuciach i nad tym właśnie musisz popracować. Ginny może ci powiedzieć, że nie jestem dobry z uczuciami. Albo czuję za dużo albo za mało, ale to właśnie uczucia pomagają nam skanalizować magię. Twoja wiedza czyni cię potężną czarodziejką, zapewne najmądrzejszą naszej generacji, ale czasami musisz odłożyć na bok logikę i podążać za sercem.

Harry machnął rękę i nagle Ginny otoczyły motyle. Po kolejnym machnięciu ręką zniknęły wszystkie poza jednym, który wylądował na jej ramieniu. Ginny uśmiechnęła się do niego. Harry przeniósł wzrok z powrotem na oszołomioną Hermionę.

- Hermiono, to co właśnie tu pokazałaś dowodzi, że magia nie bierze się z różdżki. Zapewne nigdy nie będziesz w tym taka dobra jak Ron i Ginny, ale myślę, że za jakiś czas będziesz dawać sobie z tym radę. Po prostu skup się na uczuciach.

Oddał jej różdżkę. Hermiona wsunęła ją w uchwyt i odłożyła miotełkę do kurzu na biurko. Potem rzuciła się Harry'emu na szyję i mocno uściskała przyszywanego brata.

Harry usiłował powstrzymać śmiech. Pewnie już usiłuje ułożyć program nauczania z wykorzystaniem tej miotełki do kurzu, pomyślał. Ale skoro już wie, że potrafi to zrobić, to poradzi sobie sama.

- Dziękuję Harry. Nawet nie wiesz jak fatalnie się czułam, będąc jedyną osobą, która nie potrafi używać magii bezróżdżkowej – powiedziała z uśmiechem.

- Masz rację, nie wiem – odparł z uśmiechem. – Nie żebym chciał zmieniać temat, ale co do Rona…

Hermiona zmarszczyła brwi.

- Słuchaj, wiem że zasłużył sobie na karę, ale myślałem trochę o tym, Mionko. To nie fair wobec ciebie. Może zaczniesz mu trochę odpuszczać? Nie sądzę, żeby on i jego bracia zrobili to ze złej woli, po prostu wydawało im się, że są zabawni. Nie zrozum mnie źle, byłem na nich solidnie wkurzony i dalej trochę jestem. Ale to nie fair wobec ciebie. Widziałem jak patrzysz na mnie i Gin, gdy się przytulamy i wiem, że cię to boli. Więc przestań się dręczyć i odpuść trochę. Daj mu tylko do zrozumienia, że zranił Ginny naprawdę mocno. A ja nie pozwolę na to nikomu, nawet jemu.

Ginny spojrzała na swojego narzeczonego.

- Czyżbyś był teraz moim obrońcą, panie Potter?

Harry zastanawiał się przez moment.

- Gin, marny los Śmierciożercy, który spróbuje z tobą walczyć, ale to było co innego. Ron jest rodziną i dlatego zranił cię bardzo głęboko, tam gdzie odczuwa się to najmocniej. Myślę, że wiesz co mam na myśli, kochanie. Niezależnie jak bardzo bym chciał, nie mogę chronić cię przed wszystkim. Co prawda nie wątpię, że dałabyś radę wszystkim swoim braciom, ale chciałem, żeby zrozumieli, że teraz muszą się liczyć z nami obojgiem.

Ginny zastanowiła się nad jego słowami. nie chciała, żeby Harry był w stosunku do niej nadopiekuńczy, ale to co powiedział miało sens. Uśmiechnęła się do niego, dając mu znak, że zrozumiała i wróciła do lektury zwoju, który badały wspólnie z Hermioną.

Po kilku minutach Hermiona postanowiła udać się przez Fiuu na Grimmauld Place i poszperać w tamtejszej bibliotece. Harry wzruszył ramionami i wrócił do swoich notatek.


Później, ten sam dzień

Ron pracowicie naprawiał stary kamienny mur otaczający posiadłość. Molly zakazała mu używania magii, a mimo to kilka razy go na tym przyłapała. Tak więc teraz pod palącym słońcem układał kamienie na swoich miejscach tylko za pomocą rąk.

Zauważył, że Hermiona wyszła z domu i zmierza w jego stronę z tacą. Wiedział, że zaraz usłyszy kolejne kazanie, ale zdał już sobie sprawę, że to co wydawało mu się zabawnym i nieszkodliwym dowcipem, naprawdę zraniło Harry'ego i Ginny. Naprawdę żałował tego co zrobił, ale nikt nie chciał słuchać jego przeprosin, zwłaszcza Hermiona.

Hermiona zatrzymał się półtora metra od niego.

- Ronald – powiedziała cicho.

Skrzywił się.

- Masz zamiar znów na mnie nakrzyczeć, Mionko? Przecież przeprosiłem.

- Nie Ron, nie zamierzam teraz na ciebie krzyczeć. Jeśli wiesz jak bardzo zraniłeś swoją siostrę, nie będę już więcej o tym mówiła. Przyniosłam ci coś chłodnego do picia.

Z radością przyjął od niej szklankę z napojem z kostkami lodu. Wypił połowę i oddał jej szklankę.

- Dzięki, Minko. Koszmarnie tu dzisiaj gorąco.

- Twoja mama nie będzie tak łagodna jak ja, ale jeśli nie masz nic przeciwko towarzystwu, posiedzę tu z tobą. Upewnię się też, że masz coś zimnego do picia.

Wiedział, że jeszcze nie wybaczono mu wszystkiego, ale był na dobrej drodze. Uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.

- Nie mam nic przeciwko. Bardzo bym chciał, żebyś została.

Uśmiechnęła się i rzuciła na niego zaklęcie chłodzące, by choć trochę ułatwić mu pracę.


Czarodziejskie Uzbrojenie Weasleyów

Fred i George patrzyli z dumą na swój nowy budynek. Całe górne piętro zajmowało laboratorium. Z tyłu znajdowało się dużo miejsca na przeprowadzanie testów nowych produktów, a całość była nieźle odizolowana od otoczenia.

Bliźniacy byli w euforii. Oferta Harry'ego pozwoliła im na błyskawiczny rozwój i eksperymenty z naprawdę niebezpiecznymi substancjami. Nie żeby mieli coś przeciwko. Bliźniacy, jak to chłopaki, uważali wszystko co robi „BUM" za dobrą zabawę.

Fred pracował nad przenośnym bagnem, starając się stworzyć ruchome piaski, które można rzucić przeciwnikowi pod nogi, podczas gdy George wypełniał dokumenty, które należało wysłać do Ministerstwa. Potem planował zająć się problemem bezpiecznego dostarczania produktów do odbiorców.

Kilka prototypów przekazali Remusowi, który pokazał je Jackowi Parsonsowi. Brak informacji zwrotnych nie powstrzymał ich ducha wynalazców. Bombowo się bawili!


Grimmauld Place, kilka dni później

Profesor Dumbledore przewodniczył spotkaniu plenarnemu Zakonu Feniksa. Miał na głowie wiele problemów. Niektórymi planował podzielić się z członkami Zakonu. Jednak póki co musiał skupić się na tym, co mówił Remus:

- … i to by było na tyle w tym temacie. Teraz chciałbym przejść do raportu od jednego z naszych zamiejscowych członków, którego implikacje są niezwykle niepokojące, jeśli wszystkie informacje znajdą potwierdzenie. Wysłał go Charlie Weasley. Melduje ogromny spadek aktywności mrocznych czarodziejów w Rumunii. Dodatkowo mamy informację z dwóch niezależnych źródeł, które potwierdzają obecność Petera Pettigrew w tym kraju. Myślę, ze możemy wyciągnąć wniosek, że Glizdogon rekrutuje tam nowe siły dla Voldemorta. Otrzymaliśmy podobne raporty od innych członków zamiejscowych i liczby, które z nich wynikają, są nadzwyczaj niepokojące. To tylko wstępne szacunki, ale możliwe, że Voldemort będzie w stanie powołać pod broń dwa razy liczniejszą siłę niż ta, która zaatakowała Hogsmeade.

Po pokoju przetoczyły się niespokojne pomruki.

- A co z aurorami? – spytał Artur Weasley.

Odpowiedziała mu Hestia Jones, uczestnicząca w spotkaniu z ramienia dyrektora Shacklebolta:

- Obecnie mamy około stu aurorów w gotowości bojowej. Kolejne dwie setki są w trakcie szkolenia, więc ich nie liczę. Dodatkowo mamy około trzystu ochotników do brygady bojowej aurorów, którą pomaga nam szkolić Jak Parsons – uśmiechnęła się ciepło do charłaka. – Jack przyprowadził kilku mugoli, których nazywa zdaje się „konsultantami", którzy zajmują się sprawnościowymi aspektami szkolenia. Magiczne części będą prowadzone przez aurorów, a nadzorowane przez pana Pottera.

- Harry'ego? Ale to jeszcze dzieciak! – krzyknął któryś z członków Zakonu. Kilkoro innych członków zaczęło wykrzykiwać pytania. Dumbledore rozejrzał się wokół i mocno zastukał kłykciami w blat stołu.

- Spokój. Proszę o ciszę – powiedział. Kiedy zgromadzeni uspokoili się, kontynuował: - Na pewno zauważyliście, że nie ma dziś z nami pana Pottera. Nie zaprosiłem go, ponieważ Harry nie jest członkiem Zakonu. Podzielę się z wami jednak pewnymi niezbędnymi informacjami. Zakon Feniksa jest starą organizacją, znacznie starszą, niż podejrzewa większość osób. Większość z was dołączyła do Zakonu, by walczyć z Voldemortem, ale początkowym celem Zakonu było zapewnienie czarodziejskiemu światu przewodnictwa w mrocznych czasach, takich jak obecne. Ale pracujemy też, by nasz rząd nie oddalał się od światła. Wiele razy w ciągu historii Zakonu obalaliśmy zbyt opresyjne czarodziejskie rządy, jak również ich mugolskich odpowiedników. W zeszłym roku cała naszą pracę wziął na siebie jeden mężczyzna. I tak, mimo jego młodego wieku nazywam go mężczyzną. Harry Potter przewodzi tej walce. Nie jest członkiem naszej organizacji i szczerze mówiąc nie jestem pewien czy pragnie nim być. Kilka miesięcy temu zaoferował Zakonowi przymierze. Przymierze, a nie przyłączenie się do nas. A gdyby nie on i jego towarzysze, wielu z nas nie siedziałoby dziś tutaj. Być może któregoś dnia Harry dołączy do naszego Zakonu. Nie będzie dla mnie zaskoczeniem, jeśli pewnego dnia przejmie w nim przywództwo. Ale musicie zrozumieć, że to jego walka i będzie ją prowadził na swój sposób. Przepowiednia głosi, że nie może dowodzić nikt poza nim. Naszą pracą jest wspieranie go tam, gdzie zdołamy. Nadchodzi starcie między Harrym a Voldemortem. Do tego czasu obaj będę sobie równi lub niemal równi pod względem mocy. Jeśli Harry przeżyje, jego moc będzie rosła jeszcze zapewne przez kilka lat. Na naszych oczach zmieniają się reguły, które uznawaliśmy za niezmienne. Jeśli Zakon ma przetrwać, musimy być pożyteczni dla Harry'ego. W związku z tym chciałbym Remusie, żebyś co tydzień informował Harry'ego o tym, co dzieje się w naszej organizacji. Musimy stać się oczami i uszami Harry'ego, podczas gdy on koncentruje się na nadchodzącej walce.

W pomieszczeniu zapadła cisza. Członkowie Zakonu w skupieniu rozważali słowa Dumbledore'a. Remus oparł się wygodnie i ukrył uśmiech. Staruszek wreszcie zaczyna rozumieć o co chodzi, pomyślał.

- Remusie, masz coś jeszcze do dodania? – spytał Dumbledore.

- Doszły do nas plotki, jakoby Voldemort planował coś na wrzesień lub październik, ale żadnych konkretów. Zaobserwowano nasiloną aktywność Śmierciożerców w Alei Śmiertelnego Nokturnu. Niestety nie wiemy ilu Śmierciożerców Voldemort ma aktualnie w kraju. Jego atak na Harry'ego w lipcu sugeruje, że zamienił otwarte działania na coś bardziej skrytego. Ale ten wzór zaburza atak na rodzinną posiadłość Knotów, który ewidentnie był typową dla Śmierciożerców napaścią. To są wszystkie informacje, jakie na dziś przygotowałem.

- W porządku – rzekł Dumbledore. – Jeśli nie mamy więcej spraw na dzisiaj, ogłaszam zakończenie spotkania.


Egzamin z teleportacji, następny ranek

Harry obudził się, delikatnie wyciągnął ramię spod śpiącej Ginny i wstał. Jego narzeczona znów przyszła do jego pokoju ostatniej nocy, z czego był bardzo zadowolony. Przytulili się i przez kilka godzin rozmawiali o planach na przyszłość, nim wreszcie zasnęli, trzymając się w ramionach.

Tego dnia musiał wstać wcześnie. Remus miał przyjść po niego i zabrać go na egzamin na prawo teleportacji. Pocałował Ginny i udał się na poranny prysznic. Ginny jedynie otuliła się kocem i uśmiechnęła delikatnie, nie budząc się nawet na chwilę.

Gdy skończył się kąpać i ubrał się, zszedł na dół. Okazało się, że Remus już przyszedł i czeka razem z Molly.

- Remus, czemu jesteś tak wcześnie?

- Harry, dzisiaj załatwiasz sprawy w Ministerstwie. To oznacza wypełnienie całego stosu papierów i pół dnia czekania. Na ile ich znam, wypełnisz papiery od razu po przyjściu, a twój egzamin zacznie się dopiero po południu.

Harry skrzywił się i westchnął.

- Molly, Remus ma chyba rację. Lepiej będziemy się zbierać.

Pocałował Molly w policzek i podążył za Remusem. Planowali teleportację na Grimmauld Place, a stamtąd wzięli mugolską taksówkę do Ministerstwa.

Tak jak podczas swoich poprzednich wizyt Harry otrzymał identyfikator. Tym razem głosił on: „Harry Potter, EGZAMIN Z TELEPORTACJI". Remus uśmiechnął się, widząc jak strażnik robi wielkie halo z zabierania Harry'emu różdżki, nim wpuścił ich do środka.

Tak jak Remus przewidywał, weszli do pomieszczenia, w którym za kontuarem i szklaną szybą siedział rząd urzędników. Harry podszedł do nich i wypełnił kilka formularzy, a następnie usiadł koło przyjaciela.

Nad szybą znajdowała się tabliczka z koordynatami pomieszczenia oraz poleceniem dla przystępujących do egzaminu, by je zapamiętać. Poniżej widniała reklama Kliniki Dimitriego dla Rozszczepionych, co Harry uznał za nieco niepokojące.

Obaj mężczyźni siedzieli, patrząc jak kolejne osoby wchodzą i wychodzą z sali egzaminacyjnej. Harry znał kilka osób, które zdawały, bo były razem z nim w Hogwarcie. Większość osób wychodziło z zadowolonym uśmiechem – zdali.

Harry dostrzegł tylko jeden niezbyt groźny przypadek rozszczepienia. Mężczyzna w średnim wieku wyszedł potykając się, gdyż jego stopy przekręciły się o 180 stopni. Ponuro wyglądający urzędnik odeskortował go do Kliniki Dimitriego. Jednak nie każda osoba, która weszła do środka, wychodziła później z sali, co sprawiło że Harry zaczął podejrzewać, że poważniejsze przypadki rozszczepienia wysyłano bezpośrednio do Kliniki.

W oczekiwaniu na wywołanie jego nazwiska rozmawiał z Remusem na różne tematy. Jak dla niego był to szczyt biurokratyzmu. Po trzech godzinach oczekiwania wyczytano jego imię.

- Następny! Harry Potter! Tymi drzwiami i na wprost.

Na dźwięk jego nazwiska każda osoba w poczekalni wbiła w niego spojrzenie. Harry czuł się, jakby był okazem cyrkowym. Szybko podszedł do drzwi i wszedł do sali egzaminacyjnej.

- Witam na egzaminie z teleportacji. Nazywam się egzaminator Applebee i będę pana dziś egzaminował, panie… eee… - zerknął na listę, a potem oszołomiony wbił spojrzenie w Harry'ego. – Panie Potter! Co za zaszczyt!

Harry wywrócił oczami.

- Panie Potter, proszę podążać za mną, zaczniemy jak tylko dojdziemy do obszaru egzaminacyjnego.

Harry poszedł za Applebeem do potężnego pomieszczenia. Wyglądało jakby kiedyś było magazynem, ale od zostało potem wybebeszone. W pokoju wymalowano duże kwadratowe obszary, które na ścianach oznaczono wielkimi literami.

- Panie Potter, czy zechce pan dołączyć do mnie w kwadracie M? – spytał Applebee, po czym zniknął z głośnym pyknięciem.

Harry rozejrzał się i spostrzegł egzaminatora, który machał do niego z drugiego końca sali. Harry skoncentrował się i teleportował się z cichym pyknięciem.

- Dobrze, panie Potter. Teraz proszę teleportować się do J.

Harry rozejrzał się i zauważył literę J. Ciche pyknięcie i znalazł się w odpowiednim miejscu, gdzie dołączył do niego Applebee.

- Niesamowite, panie Potter. Robi pan zadziwiająco mało hałasu podczas teleportacji. Znakomicie! Doprawdy znakomicie! Teraz proszę przemieścić się do T.

Kiedy spotkali się w punkcie T, Applebee podał Harry'emu kawałek pergaminu.

- Panie Potter, zdał pan pierwszą część testu z perfekcyjnym wynikiem. Teraz zobaczymy jak radzi pan sobie z teleportacją długodystansową. Pergamin, który panu wręczyłem, zawiera dwa zestawy współrzędnych. Spotkam się z panem w miejscu oznaczonym przez pierwszy zestaw. Drugi z nich to nasze pomieszczenie awaryjne. Jeśli rozszczepi się pan, znajdzie się pan w jakimkolwiek innym miejscu, albo nie zobaczy mnie pan po pojawieniu się, proszę teleportować się w to drugie miejsce. Ja ruszam, proszę odczekać dwie minuty i może pan zaczynać.

Applebee pokazał na zegar na ścianie, który zaczął odmierzać dwie minuty, po czym deportował z pyknięciem.

Harry przyjrzał się współrzędnym. Nie miał zbyt wielu okazji do teleportacji na podstawie współrzędnych, ale nie sprawiało mu to większych trudności. Gdy licznik dotarł do zera, zniknął z cichym pyknięciem.

Pojawił się na łące. Applebee stał zaledwie półtora metra od niego. Zanotował kilka rzeczy na formularzu i uśmiechnął się.

- Znakomicie, panie Potter! Proszę spojrzeć jeszcze raz na pergamin, znajdzie pan tam ostatni zestaw współrzędnych. Gdy tylko pan przeczyta, proszę podążyć za mną.

Applebee zniknął z głośnym pyknięciem. Harry sprawdził pergamin. Pierwszy zestaw współrzędnych zmienił się w inny. Harry dokładnie sprawdził cyfry i zniknął z cichym pyknięciem.


Nora

Molly, Ginny i Hermiona przygotowywały wspólnie obiad. Hermiona nie była najlepszą kucharką i Molly wykorzystywała czas spędzany przez nią w Norze do pokazania jej najważniejszych aspektów życia zamężnej czarodziejki. Kochała Hermionę jak córkę. A skoro Ron dał jej pierścień obietnicy, to pewnego dnia ta młoda kobieta stanie się faktycznie jej córką. W związku z tym chciała się upewnić, że Hermiona będzie w stanie zadbać o Rona i ich dzieci.

Nagle usłyszała dźwięk alarmu. Trzy kobiety zamarły, zbladły i obróciły się do rodzinnego zegara. Na ich oczach wskazówka reprezentująca Harry'ego przesunęła się z „PODRÓŻY" na „ŚMIERTELNE NIEBEZPIECZEŃSTWO".

Po kilku chwilach zmieniła się ponownie, tym razem na „RANNY".


Atak

Gdy Harry pojawił się na nowym punkcie aportacyjnym, jego prawe ramię stanęło w ogniu. Krzyknął, padł na ziemię i przetoczył się, tłumiąc płomienie. W tej samej chwili nad jego głową przeleciały trzy zaklęcia śmierci.

Harry wzniósł tarczę, przygryzając wargę, by nie krzyczeć z bólu w poparzonym ramieniu. Rozejrzał się. Applebee leżał na trawie kawałek dalej. Harry nie wiedział czy egzaminator jeszcze żyje. Pięciu Śmierciożerców wyszło spomiędzy drzew i zaczęło się do niego zbliżać. Zorientował się, że Śmierciożercy uznali, że dostał którymś z zaklęć, inaczej nie podchodziliby na takim luzie.

Harry wypalił Reducto, które trafiło środkowego napastnika. Jego ciało poleciało dobre dziesięć metrów w tył, nim uderzyło w drzewo. Harry wstał i rozpoczął wymianę ognia z pozostałymi Śmierciożercami, choć prawa ręka za bardzo go bolała, by mógł jej użyć.

Większość zaklęć wrogów rozbijała się o jego tarczę, ale od czasu do czasu pojawiały się też Niewybaczalne. Harry uchylił się przed kolejnym zaklęciem śmierci, a następnie zdjął dwóch Śmierciożerców swoim wzmocnionym zaklęciem tłukącym. Pozostała dwójka usiłowała deportować, ale Harry rzucił na nich osłonę antyteleportacyjną. Oni się już nigdzie nie wybierali.

Padł na ziemię i przetoczył się przez ramię, wrzeszcząc z bólu, ale był to jedyny sposób na uniknięcie dwóch dobrze wymierzonych zaklęć śmierci. Obaj mężczyźni wznieśli tarcze, więc Harry użył nowego zaklęcia Hermiony, które jego przyjaciółka nazywała włócznią furii.

Lanca białego światła wystrzeliła z jego dłoni. Przebiła tarczę jednego z wrogów i wbiła się prosto w niego. Widząc to ostatni pozostający przy życiu Śmierciożerca zachował się najrozsądniej jak mógł w tej sytuacji. Rzucił różdżkę na ziemię w geście kapitulacji. Harry ogłuszył go i związał.

Młody czarodziej wstał ciężko i podszedł do egzaminatora. Applebee jeszcze żył, ale był ciężko ranny. Harry przywołał różdżki Śmierciożerców. Wiedział, że nie ma wiele czasu. Zablokował najmocniej krwawiące rany egzaminatora i podszedł do Śmierciożerców. Upewnił się, że żyje tylko jeden, ten, który się poddał. Harry przelewitował go obok egzaminatora.

Applebee potrzebował uzdrowiciela! Harry nie miał innego wyboru, jak tylko spróbować teleportacji z dwoma pasażerami. Wyczarował linę i związał obu mężczyzn za kostki, mimo bólu w ramieniu.

Rozejrzał się za pergaminem ze współrzędnymi pomieszczenia alarmowego. Wreszcie dostrzegł zgnieciony pergamin leżący w trawie. Podniósł go i zaklął pod nosem. Całość była nadpalona. Nie dało się odczytać współrzędnych. Nie miał innego wyboru jak teleportacja do poczekalni.

Podszedł do obu nieprzytomnych mężczyzn i skupił się, usiłując zapomnieć o bólu. Przez moment stał nieruchomo, a potem cała trójka zniknęła, wydając głośny odgłos podobny do uderzenia gromu.


Nora

Przed długi czas wskazówka pozostawała na „RANNY". Wreszcie ponownie przesunęła się na „W PODRÓŻY".

Kobiety spojrzały po sobie. Skoro Harry był w drodze, mogły się tylko modlić, by oznaczało to poprawę jego sytuacji.


Biuro ds. Teleportacji, Ministerstwo Magii

Pojawił się w poczekalni, kompletnie wyczerpany i słaniający się na nogach. Ktoś wrzasnął, ktoś inny zawołał, by wezwać aurorów i uzdrowicieli. Harry znów się zachwiał i byłby się przewrócił, ale Remus złapał go w samą porę i pomógł usiąść na podłodze, plecami do ściany.

- Harry, na Merlina! Co się stało?

- Śmierciożercy w ostatnim punkcie. Pan Applebee potrzebuje uzdrowiciela…

Harry zaczął się trząść. Odpływ adrenaliny przyniósł szok i ból w poparzonym ramieniu. Remus spojrzał na jego obrażenia.

- Harry, ty też potrzebujesz uzdrowiciela!

- Uzdrowiciele są już w drodze – wtrącił się jeden z dopiero co przybyłych aurorów. – Byłoby nam ogromnie pomocne, gdyby pan Potter mógł złożyć swoje wspomnienie z tego wydarzenia w myśloodsiewni.

Remus warknął na aurora, ale Harry położył mu rękę na ramieniu i zapewnił, że nie ma nic przeciwko. Remus chciał protestować dalej, ale zdawał sobie sprawę, że stoi na przegranej pozycji, więc jedynie pomógł Harry'emu wyizolować wspomnienie i złożyć je w małej myśloodsiewni dostarczonej przez aurora.

- Przyprowadziłem tylko jednego Śmierciożercę, tego, który się poddał. Jest jeszcze czterech w punkcie aportacyjnym – powiedział Harry.

- Zostawił pan za sobą czterech Śierciożerców? – spytał zaskoczony auror.

- Raczej się nigdzie nie wybierają. Chyba że ktoś potrafi wskrzeszać zmarłych – odparł Harry z grymasem.

Ktoś, zapewne uzdrowiciel, zbadał pospiesznie egzaminatora i zabrał go gdzieś przy pomocy świstokliku. Auror ponuro pokiwał głową i zrobił krok w bok, a jego miejsce zajął inny uzdrowicie, który zerwał koszulę Harry'ego i zaczął badać jego ramię. Harry westchnął z ulgą, gdy uzdrowiciel posmarował oparzenia maścią przeciwbólową.

- Nie jest tak źle jak mi się początkowo wydawało – zapewnił go uzdrowiciel. – Większość to oparzenia pierwszego stopnia i kilka oparzeń drugiego stopnia, głównie od barku do przedramienia. Za jeden-dwa dni powinien być pan wyleczony. Niech pana uzdrowiciel rodzinny przepisze panu maść przeciwbólową to za dwa dni nie będzie po tym już śladu.

Kolejny mężczyzna zbliżył się do Remusa i wręczył mu kawałek papieru i mały dokument. Remus przyjrzał im się i powiedział:

- Najwyraźniej egzaminator Applebee spodziewał się, że zdasz swój test, Harry. Już wypełnił formularz z pozytywnym wynikiem testu, więc dostałeś swoje prawo teleportacji.

Harry spojrzał na niego wyczerpany.

- Wszystko fajnie, ale możemy już wracać do domu? Jestem zbyt zmęczony, by robić dzisiaj coś więcej.

Remus skorzystał z Fiuu w pobliskim biurze. Musiał podtrzymywać Harry'ego, gdy weszli w ogień, krzycząc:

- Nora!


Nora

Wskazówka w końcu przesunęła się na „W DOMU", a alarm umilkł. Trzy kobiety czekały niepewnie.

- MOLLY! – zawołał Remus, układając Harry'ego na kanapie w salonie.

Młody mężczyzna wyglądał fatalnie. Podarta koszula odsłaniała bark i ramię. Miał trawę we włosach i bród na spodniach. Nie żeby się tym przejmował. Gdy tylko legł na kanapie, wyciągnął się i po chwili już spał.

Molly, Ginny i Hermiona wbiegły do salonu, ale zatrzymały się zaraz za drzwiami. Harry leżał na kanapie, wyglądało na to że spał. Jego jedno ramię pokrywały bandaże, od barku, aż do przedramienia. Remus uniósł palec do ust, nakazując ciszę. Podszedł do kobiet i przemówił niemal szeptem:

- Nic mu nie jest. Śmierciożercy zaatakowali go podczas ostatniej części egzaminu z teleportacji. Ma poparzone ramię. Niezbyt ciężko, ale chyba powinniśmy wezwać Poppy, by to obejrzała. Na razie jest po prostu zmęczony. Teleportował się, zabierając ze sobą dwóch ludzi.

Molly spojrzała na Ginny, a potem na Hermionę.

- Hermiono, skontaktuj się przez Fiuu z profesorem Dumbledore. Przekaż mu to, co powiedział Remus i spytaj czy Madam Pomfrey mogłaby podejść i zbadać Harry'ego. Ginny, musimy wyczarować czyste bandaże. Remusie, jesteś pewien, że będzie mu tu dobrze?

- Tak Molly. Na razie potrzebuje snu bardziej niż czegokolwiek innego.

- Dobrze. Hermiono, idź porozmawiać z profesorem Dumbledore, a potem znajdź Rona i powiedz mu co się stało, żeby nie wpadał tu hałasując jak stado słoni. Kiedy skończysz, przyjdź do nas do kuchni.

Hermiona poszła do Fiuu, a Molly zaprosiła resztę do kuchni i wstawiła wodę na herbatę.

Cała trójka siedziała przez chwilę w ciszy, pogrążona w myślach. Po pewnym czasie, który dłużył się niemiłosiernie, profesor Dumbledore wszedł do pokoju i powiedział:

- Molly, Poppy właśnie bada Harry'ego, ale nie jest specjalnie zaniepokojona. Remus, poprosiłem twoją żonę, żeby przyjrzała się tej sprawie, zobaczymy co odkryje.

Hermiona weszła przez drzwi kuchenne.

- Ron już wie. Będzie wchodził po cichu.

Molly nieuważnie skinęła głową. Po krótkiej chwili do kuchni weszła Madam Pomfrey i zajęła miejsce przy stole. Położyła na blacie mały słoiczek z maścią. Molly postawiła filiżankę herbaty przed pielęgniarką.

- Nic mu nie będzie – uspokoiła wszystkich Poppy. – Oparzenia nie są najgorsze. Poboli go mocno dziś i jutro, ale maść mu pomoże. Pojutrze po oparzeniu nie będzie już śladu. Jest wyczerpany i śpi, ale podejrzewam, ze obudzi się za kilka godzin, gdy miną znieczulające efekty maści. Może chcieć położyć się z powrotem spać. Pozwólcie mu na to. Maść pomoże mu przetrwać dzisiejszą noc i jutrzejszy dzień. Jutro pod wieczór powinno być z nim wszystko w porządku.

Molly sięgnęła po maść, ale Ginny szybko zgarnęła ją ze stołu. Posłała mamie wyzywające spojrzenie, ale zmiękła, gdy zobaczyła uśmiech na twarzy Molly. Po chwili z salonu dobiegł hałas, a do kuchni na palcach weszła Tonks.

- Hej, wiecie, że Harry kima na kanapie? – spytała. – Nawet nie drgnął, jak się potknęłam o stolik.

Usiadła obok Ginny, a Hermiona wywróciła oczami. Niezgrabność Tonks stała się legendarna.

- Czego się dowiedziałaś, Tonks? – spytał Dumbledore, nachylając się do przodu.

- A, jasne. Martwa czwórka nie ma przy sobie żadnych dokumentów, więc tu trochę utknęliśmy. Ten który przeżył nie jest Anglikiem, to Francuz. Kiedy wychodziłam, wciąż nie chciał gadać. Planują podać mu niedługo Veritaserum. W Świętym Mungu mówią, że Harry prawdopodobnie ocalił egzaminatorowi życie. Na razie podejrzewa się, że Harry został wystawiony. Ktoś z wewnątrz poinformował Śmierciożerców o jego obecności i ujawnił im współrzędne teleportacyjne.

Tonks powiodła spojrzeniem po obecnych. W tych kilku zdaniach wypowiedzianych na jednym oddechu takim tonem, jakby mówiła o meczu quidditcha, podsumowała sytuację życia i śmierci. Oczy wyszły jej na wierzch, gdy dojrzała pierścionek na palcu Ginny.

- Kurczę! Niezły kamyczek! Ginny, śliczny pierścionek! Klęknął przed tobą? Było romantycznie? – spytała.

Ginny zaczęła opowiadać historię. Uwielbiała wracać do tej chwili i była szczęśliwa, mogąc podzielić się nią z Tonks. Gdy dotarła do momentu, w którym pojawiły się światełka, spojrzała podejrzliwie na Dumbledore'a, któremu w oczach zatańczyły ogniki.

- Tak, panno Weasley, widziałem jak tam przybyliście. Wieża Astronomiczna jest miejscem oświadczyn już niemal tysiąc lat. Chociaż muszę powiedzieć, że widziała więcej spłodzonych dzieci niż oświadczyn.

Spojrzał na Molly, która zarumieniła się po czubki uszu. Ginny wydawała się zaskoczona, ale potem zaczęła chichotać. Hermiona patrzyła na Molly w szoku.

Dumbledore i Poppy wyszli wkrótce potem, ale Remus i Tonks zostali zaproszeni na obiad.

Artur wrócił z pracy o normalnej godzinie i przy obiedzie opowiedział rodzinie o zamieszaniu, jakie powstało w Ministerstwie z powodu wydarzeń tego dnia. Aurorzy prowadzili śledztwo i przesłuchiwali ludzi, starając się odkryć źródło przecieku.

W połowie obiadu do kuchni wtoczył się Harry. Molly zerwała się na równe nogi i podprowadziła go do krzesła.

- Jak się czujesz? – spytała.

- Już nie najgorzej, Molly. Dzięki, że pytasz.

Ginny wstała z miejsca i przez dłuższą chwilę patrzyła mu w oczy.

- Kochanie, nie ma nic złego w powiedzeniu ludziom, że coś cię boli. Widzę twój ból, wystarczy, że na ciebie popatrzę. A teraz siadaj, a ja ci zmienię maść i bandaże.

Oparzenia na ramieniu wyglądały teraz jak pozostałość po zbyt intensywnym opalaniu, pozostało jedynie kilka pęcherzy. Kiedy skończyła, Harry westchnął z ulgą i odprężył się. Zanim Ginny zdążyła się odwrócić, złapał ją za rękę i ucałował jej dłoń. W jego oczach ujrzała wdzięczność.

- Harry, masz ochotę coś zjeść? – spytała Molly.

Harry energicznie pokiwał głową i puścił rękę Ginny. Od rana nic nie jadł. Uśmiechnął się, widząc jak przyglądają mu się Remus i Tonks.

- Tak mi się wydawało, że słyszałem jak ciotunia Tonks potyka się po drodze – powiedział, wcielenie niewinności.

Tonks marszczyła brwi, ale tym razem postanowiła dać mu spokój.

- Harry, ile z dzisiejszego dnia pamiętasz? – spytał Remus, nachylając się do niego.

Harry zmarszczył brwi w koncentracji.

- Właściwie wszystko. Pamiętam, że zostałem zaatakowany zaraz po aportacji. Kiedy padłem na ziemię, by zdusić płomienie, kilka zaklęć śmierci przeleciało mi nad głową. Potem walka okazała się w miarę standardowa. Zrobili się aroganccy, potem głupi, a potem martwi. Gdyby zostali za linią drzew, mieliby znacznie większe szanse, ale cała piątka wyszła w moją stronę. Musieli uznać, że zostałem trafiony przez jedną z ich klątw. A to mi przypomina – zwrócił się do Hermiony – że jeśli druga strona kiedykolwiek dorwie się do naszych tarcz, mamy przerąbane. Chcę coś, co może ominąć naszą tarczę, albo zniszczyć ją zupełnie.

Hermiona przywołała swoją listę zadań i zapisała to.

- Mogę już mieć na to rozwiązanie. Kilka zaklęć z biblioteki dyrektorskiej wydaje się spełniać twój warunek. Acha, zapomniałam ci powiedzieć. Byłam na Grimmauld Place i przeglądałam zbiory biblioteczne. Znalazłam jedną księgę, którą możesz być zainteresowany i stary dziennik Fineasa Blacka, który wspomina, że przeniósł niektóre z bardziej interesujących i bardziej niebezpiecznych książek do rodzinnej skrytki. Wiem, że Ginny zabiłaby mnie, gdybym dała ci dzisiaj tę książkę, więc dam ją jej, a ty możesz sobie ją od niej odebrać.

Harry przerwał opychanie się gulaszem, który podała mu Molly.

- Skrytka to żaden problem, możemy do niej zajrzeć w ten weekend – zerknął na Molly. – Bo idziemy na Ulicę Pokątną w weekend, prawda?

- Tak, kochany. Madam Pomfrey powiedziała, że pojutrze powinieneś być już zdrowy. Dzisiejsza noc będzie dla ciebie ciężka, ale będziemy nakładać ci maść co cztery godziny. Jutro popołudniu ból powinien przejść.

Późnym wieczorem Ginny weszła do pokoju Harry'ego akurat w chwili, gdy ten się rozbierał. Na jej widok Harry uśmiechnął się szeroko.

- Co, kochanie? Przyszłaś pomóc mi się rozebrać?

- Nie, z twoimi rękami już wszystko w porządku. Ale gdzieś za godzinę będziesz potrzebował kolejnej aplikacji maści.

- To jeszcze godzina została? Jak sądzisz, co powinniśmy robić przez ten czas? – spytał przewrotnie, wsuwając się pod koc.

Ginny zrzuciła szatę, ukazując swoją seksowną koszulę nocną zapinaną z przodu i weszła do łóżka od niepoparzonej strony Harry'ego. Położyła głowę na jego piersi i objęła go jedną ręką. Pocałował ją.

Po trzydziestu minutach odchylił się nieco i spojrzał na nią. Pojedyncza wiecznotrwała świeczka omiatała jej twarz delikatnym światłem. Ginny rozpięła kilka guzików swojej koszuli nocnej, w nadziei, że jej narzeczony skorzysta z ułatwionego dostępu. Z delikatnym uśmiechem cmoknął ją w czubek nosa.

- Nie myśl, że cię nie rozgryzłem, Ginewro. Wiem co kombinujesz – wyszeptał gardłowo.

- Naprawdę? A co takiego? – odpowiedziała szeptem z uśmiechem na twarzy.

- Urzekłaś mnie i kruszysz moje mury obronne przez całe lato, zwłaszcza przez te ostatnie trzy tygodnie.

- Naprawdę, panie Potter?

Nachylił się i pocałował ją w policzek.

- Tak, Gin i gdyby nie to pieprzone oparzenie, dałbym ci dziś wszystko czego pragniesz – odpowiedział delikatnie.

Wstrzymała oddech, a oczy jej rozbłysły.

- Harry, naprawdę? Nie drocz się ze mną na taki temat. Naprawdę tego chcesz?

- Naprawdę. Wiesz jak bardzo cię pragnę, a to lato było dla mnie bardzo trudne. Chciałem poczekać, póki ci się nie oświadczę. Tyle rzeczy w moim życiu musi czekać na swoją kolej przez moje przeznaczenie, ale akurat tej części nie chcę dłużej odkładać – ściszył głos do szeptu: - Pragnę cię, Gin, potrzebuję cię. Czy to czyni mnie samolubnym? Nie wiem, ale nie chcę już dłużej czekać.

- Nie, kochanie, to cię nie czyni samolubnym. Przez cały rok starałam się nakłonić cię, żebyśmy przestali czekać. Pragnę cię i pragnęłam przez cały ubiegły rok.

- W takim razie gdy następnym razem przyjdziesz do mojego łóżka, zamierzam cię zaskoczyć. Chociaż proponuję, żebyś poczekała póki nie pójdziemy na Ulicę Pokątną. Czytałem, że pierwszy raz może zaboleć, a nie chciałbym, żebyś była obolała, gdy pójdziemy na miasto.

Delikatnie pogłaskała go po policzku. Nagle zesztywniał.

- Harry, usiądź i pozwól mi zmienić bandaże. I tak już na to czas.

Gdy skończyła, przytulili się do siebie i zasnęli. Wyglądało na to, ze Ginny instynktownie wie, kiedy nadchodzi moment zmiany bandaży. Kiedy obudził się po kilku godzinach, ona już miała przyszykowane świeże bandaże i nową porcję maści.


Rezydencja rodziny Chang

Cho Chang znów była wściekła. Po raz kolejny odrzucili jej podanie o pracę. Jeśli wkrótce nie znajdzie pracy albo męża, nie będzie miała innego wyboru jak rozpoczęcie pracy w rodzinnej firmie, a tego bardzo nie chciała robić.

Wan nie reagowała na słowa siostry, ale po cichu rozważała wszelkie niesprawiedliwości, jakie na jej rodzinę sprowadził Harry Potter. Danny miał rację! Ten bezużyteczny półkrwi czarodziej był odpowiedzialny za to co działo się z jej rodziną i siostrą. Co za straszna hańba!

Jak zwykle myśli o Dannym wywołały inne, mniej przyzwoite wyobrażenia. Danny był niezmiernie czuły i troskliwy. Niedawno zostali kochankami i dziewczyna była tym zachwycona. Był taki miły i przystojny. Wan nie cieszyła się taką urodą jak jej siostra i czuła się niezmiernie zbudowana faktem, że przystojny Danny zalecał się do niej.

Na początku nie mogła tego zrozumieć, ale teraz przyjęła to jako naturalną kolej życia. On był taki mądry! Wiedział wszystko o czystej krwi, mieszanej krwi i szlamowatej krwi! Pokazywał wiele krzywd, które Harry Potter wyrządził Cho i jej rodzinie. niektóre z nich nawet Cho przegapiła. W głębi jej duszy płonął gniew przemieszany z nienawiścią do Harry'ego Pottera i jego przyjaciół.

Zrobiłaby dla Danny'ego wszystko. Ach, jej Danny! Już tylko dwa lata. Wtedy będzie pełnoletnia i się pobiorą. Obiecał jej to, gdy kochali się po raz pierwszy.


Anglia, nieznana lokalizacja

Voldemort był ostrożny, ale zadowolony. Właśnie skończył naznaczanie kolejnej grupy zagranicznych rekrutów, których przesyłał Glizdogon. Będzie musiał pomyśleć o jakiejś nagrodzie dla niego. Jak nigdy, tym razem Glizdogon spisał się znakomicie.

Kilkoro sług czekało w pobliżu, gotowych do złożenia własnych raportów. Uniósł kościsty palec na jednego z nich.

Mężczyzna podskoczył naprzód i klęknął u jego stóp.

- Raportuj – zażądał Voldemort złudnie delikatnym tonem.

- Moja pozycja w Ministerstwie pozwoliła mi na przekazanie informacji na temat egzaminu Pottera. Ponadto zdołałem wypuścić wiele przeklętych przedmiotów do społeczności mugolskiej. Dzięki mojej pracy w Biurze Niewłaściwego Użycia Produktów Mugoli jest to dla mnie niezwykle łatwe. Widziałem też formularz rejestracyjny nowej firmy, której moim zdaniem nie należy pozwalać na działanie. Za pozwoleniem mojego Pana wziąłbym kilku sług i zadbał o to – powiedział Śmierciożerca.

- A twój drugi projekt? – spytał Voldemort.

- Idzie nawet lepiej niż oczekiwałem, mój Panie. Uważam, że nie będę musiał nawet używać Imperio.

Voldemort zarechotał złowrogo.

- Dobra robota, sługo. Jestem zadowolony. Weź ze sobą kogo będziesz potrzebował i zajmij się tą firmą, o której mówiłeś.

Mężczyzna pospieszył z powrotem na swoje miejsce. Voldemort zwrócił się do innego, który wyszedł z szeregu i ukorzył się przed nim.

- Raportuj – polecił Voldemort.

- Jak mój Pan rozkazał, wysłaliśmy pięcioro sług, by przechwycić Pottera podczas egzaminu. Nikt z nich nie wrócił. Obawiam się, że mogli zostać zabici lub pojmani.

Voldemort uniósł swoją podobnej do trupiej dłoń i wycelował różdżkę.

- CRUCIO – warknął.

Wrzaski było słychać jeszcze długi czas.


Ulica Pokątna

Czwórka przyjaciół udała się przez Fiuu do Dziurawego Kotła, gdzie czekali na nich Remus i Tonks. Molly udała się na Grimmauld Place, by wykonać jakieś zadanie dla Zakonu, pozostawiając nastolatków po opieką małżeństwa Lupinów.

Najpierw udali się do Gringotta, by sprawdzić skrytkę rodową Blacków. Tak jak ostatnio, Harry zapytał o Gryfka.

Goblin pojawił się po krótkiej chwili i powitał Harry'ego uśmiechem ukazującym wszystkie zęby.

- Panie Potter, czym mogę panu dziś służyć?

- Witaj Gryfku, mam nadzieję, że wszystko u ciebie w porządku. Czy mógłbyś proszę zabrać mnie i moich przyjaciół do skrytki 47?

- Oczywiście, panie Potter. Asystowanie panu to czysta przyjemność!

Skrytka była na tyle blisko, że nie potrzebowali wagonika. Zeszli dwa piętra w dół i ruszyli korytarzem. Gdy dotarli do skrytki drzwi zadrżały, a potem otworzyły. Harry nie miał w sobie krwi Blacków, ale był ich legalnym spadkobiercą. W związku z tym rozpoznanie go zajęło drzwiom nieco więcej czasu niż zwykle.

Skrzynkę wypełniały najrozmaitsze meble i dosłownie setki książek. Wszyscy wyrazili swój zawód na widok mnóstwa stosów z książkami.

Uratował ich Remus, znajdując niemal pusty kufer. Wyciągnął wszystko ze środka i wraz z Harrym zaczęli go na nowo zapełniać, zmniejszając książki, które pozostali im podawali. Gdy wypełnili go do połowy miniaturowymi książkami, Remus zredukował kufer do wielkości małej książki i wręczył go Hermionie. Będzie mogła przejrzeć wszystko we własnym tempie.

Gdy szykowali się do wyjścia ze skrytki, odezwał się Gryfek:

- Panie Potter, jeśli pana rozkład dnia na to pozwoli, dyrektor Ragnot chciałby zamienić z panem kilka słów, nim pan wyjdzie.

Harry zerknął na Remusa, który mógł jedynie niepewnie wzruszyć ramionami. Dyrektor Gringotta niemal nigdy nie spotykał się z czarodziejami.

- Będziemy zaszczyceni mogąc się z nim spotkać – odrzekł Harry Gryfkowi.

Goblin poprowadził ich po innych schodach do biura z meblami obitymi pluszem.

- Proszę usiąść. Dyrektor Ragnot wkrótce do państwa dołączy.

Po krótkim oczekiwaniu do pomieszczenia wszedł Ragnot. Gobliny zwyczajowo nie podają sobie rąk na powitanie, więc dyrektor nie wyciągnął swojej do gości, tylko od razu zajął miejsce za biurkiem.

- Panie Potter, miło mi pana poznać.

Remus i Syriusz przeszkolili Harry'ego w goblińskiej etykiecie, więc wiedział, by nie zwracać się do dyrektora za pomocą jego tytułu.

- Cała przyjemność po mojej stronie, panie Ragnot. Zawsze byłem niezwykle zadowolony z usług Gringotta.

Ragnot uśmiechnął się, pokazując wszystkie zęby.

- Panie Potter, jesteśmy świadomi pana zaangażowania w incydent w Hogsmeade. Co ważniejsze, przejrzeliśmy zapis wszystkich pana transakcji i kontaktów z naszą firmą. Dlatego chciałem się dziś z panem spotkać. Od pana pierwszego kontaktu z Gringottem do dnia dzisiejszego traktował nas pan z szacunkiem jak równych sobie. Niewielu czarodziejów by tak zrobiło. Wiemy, że stoi pan naprzeciw Czarnego Pana. Dlatego chcielibyśmy, by pan wiedział, że jego podwładni zwrócili się do nas z prośbą o pomoc, ale odrzuciliśmy ich propozycję. Szczerze mówiąc nie uważamy, by opłacało nam się go poprzeć. Chcielibyśmy, jeśli pokona pan Czarnego Pana, by uznał pan za słuszne dać przykład czarodziejskiej społeczności w traktowaniu nas lepiej, niż miało to miejsce do tej pory.

- Panie Ragnocie, muszę być z panem szczery – odparł Harry po chwili namysłu. – Nie wiem jak bardzo ludzie cenią to, co robię. Ale nigdy nie widziałem sensu w traktowaniu innych magicznych ras w taki sposób, jak to robią. Obiecam coś panu. Jeśli tylko będę mógł, zrobię co w mojej mocy, by wam pomóc, tak jak moi przyjaciele. Czarodziejska społeczność jest to winna Gringottowi, tak jak i ja osobiście. Wasza pomoc, gdy uczyłem się zarządzać moim dziedzictwem, była bezcenna.

Ragnot uśmiechnął się szeroko.

- Dziękuję, panie Potter. Miło usłyszeć czarodzieja, mówiącego te słowa. Nie możemy obiecać panu zbyt wiele, ale zrobimy co jesteśmy w stanie. Proszę się ze mną skontaktować, gdyby potrzebował pan czegokolwiek.

Po chwili Gryfek otworzył drzwi i zaczął ich odprowadzać. Zanim jednak Harry zdążył wyjść, Ragnot odezwał się cicho:

- Panie Potter, czy mogę z panem zamienić jeszcze słowo na osobności?

Remus i Tonks zatrzymali się i wbili oczy w Ragnota. Harry wzruszył ramionami.

- W porządku. Ufam mu. Zaraz do was dojdę.

Reszta ludzi wyszła z biura i drzwi się zamknęły, pozostawiając Harry'ego z dyrektorem banku.

Gdy tylko wyszli Tonks wzięła głęboki oddech.

- Kurczaczki! Nigdy o czymś takim nie słyszałam. Remus, czy to co mi się wydaje, właśnie się wydarzyło?

Harry wyszedł z budynku za nimi.

Remus z namysłem pokiwał głową, patrząc na zbliżającego się Harry'ego.

- Tak mi się wydaje, skarbie. Gobliny właśnie zaproponowały poparcie Harry'emu. A skoro kontrolują system finansowy, mogą spowolnić pozyskiwanie nowych ludzi przez Voldemorta, a przynajmniej utrudnić…

- To coś więcej niż ci się wydaje – przerwał mu Harry. – Muszę porozmawiać z Dumbledorem i Minister Bones najszybciej jak to możliwe. Ragnot zaoferował nam złote jajo, ale chce czegoś w zamian – przerwał i zwrócił się do przyjaciół: - Wiem, że mieliśmy się dobrze bawić na zakupach, ale to zbyt dobra okazja, by ją przepuścić. Może pójdziecie, a ja postaram się do was dołączyć za godzinę lub dwie? Spotkamy się w lodziarni. Remus, mógłbyś z nimi zostać?

Zdumiony nagłym zwrotem sytuacji Remus skinął głową. Harry uśmiechnął się szeroko do Tonks.

- Chodź, ciotuniu. Musimy odwiedzić naszą Minister.

Zniknął z cichym pyknięcie. Zaskoczona Tonks podążyła za nim dopiero po chwili.


Ministerstwo Magii

Pojawił się w głównym punkcie aportacyjnym ministerstwa Magii. Podszedł do ochrony, pozwolił im zbadać i zarejestrować swoją różdżkę i przyjął identyfikator.

„HARRY POTTER, TAJNA MISJA" przeczytał i wywrócił oczami.

- Harry, nie możesz tak po prostu wpaść do Minister! To bardzo zajęta kobieta! – zawołała Tonks, spiesząc za nim.

Harry obrócił się do niej, a oczy błyszczały mu w ekscytacji.

- Tonks, ona to musi usłyszeć. Uwierz mi, za chwilę dowiesz się o co chodzi..

Harry ruszył korytarzem do biura Minister. Poziom jego magii widocznie wzrastał, aż wreszcie zdawał się migotać. Otworzył drzwi i wszedł do zewnętrznego biura, pokoju wypakowanego sekretarkami i wazeliniarzami. Podszedł do biurka, przy którym siedziała śliczna młoda czarodziejka.

- Czy mogłaby powiedzieć Minister Bones, że Harry Potter chciałby się z nią zobaczyć w bardzo ważnej sprawie? – spytał łagodnie.

Czarodziejka nawet nie uniosła głowy. Była zajęta zmienianiem koloru paznokci za pomocą swojej różdżki.

- Pani Minister to bardzo ważna osoba. Musi się pan umówić. A gdybym dostawała knuta za każdą osobę, która twierdzi, że jest Harrym Potterem… - uniosła wreszcie wzrok i urwała. Oczy Harry'ego rozświetlały tysiące iskier. Magia wypływała z niego falami, a na czole wyraźnie odcinała się blizna w kształcie błyskawicy. Uśmiechnął się do niej.

Sekretarka pisnęła i zerwała się od biurka, pędząc do wewnętrznego biura. Po chwili wyszła i powiedziała głośno:

- Pani Minister pana przyjmie, panie Potter.

Wszyscy w pomieszczeniu nagle spojrzeli na niego.

Spojrzał na nią ze złością, a sekretarka pisnęła ponownie, po czym wpuściła ich do gabinetu. Gdy Tonks stanęła przy drzwiach, sekretarka uciekła.

Amelia Bones oczekiwała na niego przy biurku. Zaskoczył ją jego wygląd.

- Harry! Co za miła niespodzianka! Wejdź proszę. Chciałam się z tobą zobaczyć, ale ta praca do przyjęcia której mnie zmusiłeś nie pozostawia zbyt wiele miejsca na inne rzeczy.

Harry uśmiechnął się i stłumił swoją magię. Po chwili wyglądał już normalnie.

- Przepraszam za to przedstawienie, pani Minister, ale uznałem, że muszę zrobić coś efektownego, by zwrócili na mnie uwagę.

Amelia machnęła ręką.

- Harry, co cię do mnie sprowadza?

- Pani Minister, właśnie miałem bardzo ciekawe spotkanie z Ragnotem, dyrektorem Gringotta. Poprosił mnie, bym przekazał wiadomość, głównie dlatego, że uważa, że może mi w tym zaufać.

Amelia Bones była mocno zdziwiona. Dyrektor Gringotta niemal nigdy nie spotykał się z czarodziejami i czarodziejkami. Nie spotkał się nawet z nią, mimo że próbowała umówić się na spotkanie.

- Gobliny z Gringotta przez lata sporządzały listę czarnych czarodziejów. Oryginalnie ta lista była bardzo długa, ale zdecydowanie skurczyła się po bitwie o Hogsmeade. Ragnot powiedział mi, że w Anglii wciąż jest około 130-150 czarodziejów sprzymierzonych z Voldemortem. Poprosił, bym przekazał pani tę listę, ale w zamian chcą, by z pieniędzy, które im pani skonfiskuje, piętnaście procent przypadło Gringottowi.

Amelia oparła się ciężko, jakby dostała w twarz. Gobliny wreszcie wychodzą z nory? Nawet Tonks wstrzymała oddech, zdając sobie sprawę z wagi słów Harry'ego.

Obie kobiety znów popatrzyły na Harry'ego.

- Pani Minister, to przekracza moje kompetencje. Zapewne powinna pani przedyskutować to z profesorem Dumbledore, jako że to on jest przewodniczącym Wizengamotu.

Amelia z namysłem pokiwała głową.

- Harry, czemu Ragnot chciał się z tobą spotkać?

Zawstydzony Harry wpił spojrzenie w stopy. Tonks odchrząknęła.

- Chciała pani coś powiedzieć, auror Tonks? – spytała Minister.

- Tak jest! Uważam, że gobliny chciały spotkać się z Harrym ze względu na to, jak zawsze je traktował. Nie dorastał w czarodziejskim świecie i w związku z tym nie przejawia pewnych uprzedzeń. W efekcie zawsze traktował gobliny i każdą magiczną rasę, którą spotkał, z szacunkiem i zaufaniem. Zanim poproszono go o dostarczenie tej wiadomości, powiedziano mu, że gobliny nie sprzymierzą się z Voldemortem ze względu na to, jak Harry je traktuje. Niezależnie jednak od tego czemu gobliny złożyły tę propozycję, a myślę, że obie wiemy komu ją zawdzięczamy, to ta oferta jest niesamowita! Bylibyśmy szaleni, gdybyśmy jej nie rozważyli – podsumowała młoda kobieta.

- Czy ty jesteś jedyną osobą, z którą Ragnot zechce się kontaktować czy możemy wyznaczyć kogoś innego? – spytała Harry'ego Amelia.

- Nie, nie. Dyrektor Ragnot zapewnił, że rozumie konieczność negocjacji. Zaproponował, by Remus Lupin i jego żona działali jako łącznicy między goblinami i Ministerstwem. Zdaje sobie sprawę z osobistych relacji, jakie mnie z nimi łączą.

Amelia i Harry rozmawiali jeszcze niemal przez godzinę, ale wszystko co najważniejsze zostało już powiedziane i w głowie Amelii obracały się trybiki. Harry wyszedł, czując że zrobił co do niego należało. Rząd poradzi sobie z dalszym rozwojem tej sprawy.


Gabinet Minister Bones, Ministerstwo Magii

Amelia Bones patrzyła za wychodzącym Harrym i potrząsała głową z niedowierzaniem. Ten chłopak przechodzi przez życie niczym wir, który porywa nas wszystkich, pomyślała.

Wcisnęła guzik na biurku. Po chwili jedna z sekretarek zajrzała do pomieszczenia.

- Poproś Artura Weasleya i dyrektora Shacklebolta, by przyszli do mojego biura. Skontaktuj się też z Albusem Dumbledorem, muszę się z nim natychmiast zobaczyć.

po kilku minutach zjawił się Artur i zajął miejsce. Zaraz za nim przyszedł Kingsley i usiadł obok kolegi.

- Mam nadzieję, że uda nam się ściągnąć Dumbledore'a. Dzięki temu będę mogła wytłumaczyć wszystko za jednym zamachem – wyjaśniła Amelia, widząc ich pytające spojrzenia.

Kilka chwil później Fiuu obudziło się do życia i Dumbledore wszedł do biura.

- Niezłe tempo! Profesorze, miło że pan do nas dołączył. Proszę siadać – powiedziała ciepło. – Wiem, że zastanawiacie się czemu was tu wezwałam. Właśnie skończyłam spotkanie z Harrym Potterem, który przekazał mi niezwykle ciekawą wiadomość. Wygląda na to, że dyrektor Gringotta poprosił Harry'ego o spotkanie, podczas którego przekazał mu niezwykle ciekawą wiadomość przeznaczoną dla nas.

Mężczyźni wyglądali na równie zaskoczonych jak ona, gdy dowiedziała się o tym spotkaniu. Przeszła do propozycji goblinów oraz ich żądań. Już sama lista znanych czarnych czarodziejów i możliwość ich aresztowania była niesamowita, a do tego jeszcze skonfiskowanie zawartości ich kont bankowych! Te pieniądze na pewno przydadzą się do finansowania wojny, nawet jeśli nie uda się aresztować samych czarodziejów!

Gdy skończyła, popatrzyła wyczekująco na trójkę mężczyzn. Dumbledore pierwszy przerwał ciszę:

- Pani Minister, zgodnie z obecnie obowiązującymi ustawami nie ma pani prawa do konfiskowania majątku. Jeśli jednak poprosi pani Wizengamot o wprowadzenie stanu wyjątkowego na podstawie obecnego kryzysu, pani uprawnienia znacząco się rozszerzą, dając pani tę możliwość.

Minister zgodziła się z tą oceną. Sama doszła do podobnych wniosków.

- Obawiam się, że brakuje nam aurorów, by aresztować tylu ludzi w jedną noc, pani Minister. Ale może złapiemy tylko grube ryby i zadowolimy się skonfiskowaniem majątku płotek? – zaproponował Shacklebolt.

- Ten pomysł ma sens – poparł go Dumbledore.

- Hmmm. No tak, a skoro Azkaban jest odbudowywany, nie mamy wystarczającej ilości cel, by zamknąć ich wszystkich. Kingsley, czy damy radę dorwać dwudziestu lub trzydziestu? – spytała Minister.

- Wydaje mi się że tak. Ale Azkaban nie będzie bezpiecznym miejscem do trzymania ich wszystkich.

- Pewnie masz rację, ale być może gobliny będą otwarte na negocjowanie czegoś więcej niż tylko listy imion. Arturze, chciałabym się dowiedzieć czy będzie możliwość ustanowienia jakiegoś stałego pośrednika między goblinami i naszym rządem. Może jeśli zwiększymy procent, który przypadnie im po zajęciu skrytek, załatwimy sobie uzbrojoną straż do pilnowania Azkabanu.

Trójka mężczyzn zrobiła zaskoczone miny, ale potem uśmiechnęli się. Goblińska straż w Azkabanie sprawi, że będzie to znacznie bezpieczniejsze miejsce niż za czasów dementorów. A jeśli Voldemort zaatakuje, ściągnie na siebie gniew całej goblińskiej rasy! Chichot Minister wyrwał ich z zamyślenia.

- To ciekawe. Harry Potter idzie sobie przez życie, a gdzie by się nie pojawił, wywołuje rewolucyjne zmiany. Ale on sobie nawet nie zdaje z tego sprawy. Starałam się doprowadzić do spotkania z goblinami odkąd objęłam ten urząd. Tymczasem on idzie do swojej skrytki i to one proszą go o spotkanie! – stwierdziła z uśmiechem, ale zaraz spoważniała. – No dobrze, panowie. Wszyscy mamy swoje zadania. Arturze, spotkaj się z panem Lupinem i wprowadź wszystko w ruch. Albusie, zostań jeszcze chwilę, żebyśmy mogli omówić wprowadzenie stanu wyjątkowego…


W tym samym czasie na Ulicy Pokątnej…

Remus usiadł dwa stoliki od trójki nastolatków, dając im trochę prywatności. Ron, Ginny i Hermiona jedli lody i czekali na powrót Harry'ego. Wspominał o dwóch godzinach, więc mieli jeszcze trochę czasu do zabicia.

Ginny nie była szczęśliwa. Harry pognał do Ministerstwa i nagle wycieczka na Ulicę Pokątną przestała być taka fajna. Z Ronem i Hermioną czuła się jak piąte koło u wozu.

Do trójki nastolatków podeszła grupka uczniów.

- Weasleyowie – ktoś parsknął pogardliwie. – Nie jestem w stanie pojąć dlaczego tak szacowna rodzina czystej krwi jak wasza chce mieć cokolwiek wspólnego z półkrwi czarodziejami i szlamami. Ronald, naprawdę powinieneś wiedzieć lepiej. Chcesz skazić swoją krew?

Ron obrócił się gwałtownie i spojrzał ze złością na mówiącą dziewczynę. W pierwszej chwili nie mógł przypomnieć sobie jej imienia. Chang jakaś-tam. Siostra Cho.

Ginny była wściekła, a Hermiona wyglądała na dotkniętą. Jej pochodzenie z rodziny mugoli było często używane, by ją obrazić.

- Wan Chang, ty wyliniała Puchonko! – krzyknęła Ginny, wstając. – Myślisz, że czysta krew jest taka super? Idź powiedz to Voldemortowi. Jestem pewna, że z radością wypali ci swój znak.

Remus zastanawiał się, czy powinien się już w to włączyć.

- Tak, wiem o tobie, Ginewro Weasley. Podobno chcesz poślubić czarodzieja półkrwi. Nie jesteś lepsza niż twój brat, kalający linię krwi swojej rodziny – warknęła Wan.

Za nimi rozległo się ciche pyknięcie.

- Mam dla was nowiny, kochasie szlam i półkrwi czarodziejów – drwiła z nich Wan,. – W tym roku wszystko się zmieni! Nieczysta krew i szlamy nauczą się swojego miejsca. POD NAMI, czystej krwi.

- Wan Chang – rozległ się spokojny głos za ich plecami. Grupka obróciła się, by stanąć twarzą w twarz z Harrym. – Mogłoby ci się przydać, gdybyś okazała nieco więcej szacunku. Po pierwsze obrażasz swoją nową prefekt naczelną. A jeśli to ci nie wystarcza, to obrażasz również moją rodzinę. Czy Cho niczego cię nie nauczyła?

- Potter, nie mieszaj do tego Cho. Zaślepiła ją chuć. To jest ważniejsze. Jesteśmy czystej krwi i otrzymamy szacunek na jaki zasługujemy od ciebie i tobie podobnych. Wasza brudna krew bezcześci i niszczy nasze dziedzictwo…

- Wan, ty i twoi przyjaciele macie paskudne języki i naprawdę musicie zacząć dbać o ich czystość – przewał jej Harry.

Wan i jej przyjaciele nagle zaczęli wyglądać na wstrząśniętych. Patrzyli na siebie z szeroko otwartymi oczami, a z uch ust zaczęła wydobywać się piana.

- Wan, czy rodzice umyli ci kiedyś usta mydłem? A poza tym co jest z tą rodziną Chang? Naprawdę nie możecie być tak durni jak Malfoyowie, prawda? Jeśli takie uszkodzenia mózgu biorą się z chowu wsobnego*, to ja sobie podaruję – powiedział karcąco.

Harry przepchnął się przez grupkę uczniów, którzy umknęli. Chciał napić się wody. Remus i Tonks podeszli do nich.

Harry ujął Ginny za rękę, potem spojrzał na Hermionę.

- W porządku? – spytał swoją przyszywaną siostrę.

Ron przytulił swoją dziewczynę. Hermiona oderwała twarz od jego ramienia i skinęła głową, mówiąc:

- Harry, wiem że powinnam ich zignorować, ale to ciągle czasami boli.

- Wiem, siostrzyczko. Dalej nie kumam tej całej sprawy z krwią. Naprawdę nie rozumiem jak oni mogą myśleć, że krew jest taka ważna. Ginny i Ron są czystej krwi i naprawdę potężni. Ale ty jesteś potężniejsza niż oni oboje. Ja nie jestem czystej krwi i nawet Dumbledore mówi, że mam więcej mocy niż on. Kurczę, nawet Voldemort nie jest czystej krwi! Czemu ta krew jest taka ważna?

- Harry, chodzi o status społeczny – wtrącił się Remus. – To sposób na powiedzenie: jestem lepszy niż inni. Przez wiele lat przechodziłem przez coś podobnego jako wilkołak. Jestem niezłym czarodziejem, ale ludzie patrzyli na mnie z góry z powodu mojej likantropii.

Harry wzruszył ramionami.

- Chyba po prostu tego nie łapię. Dla mnie wydaje się to głupim i trywialnym problemem. Ginny nie obchodzi jaką mam krew. Dla Rona wszystko jedno jaką krew ma Mionka.

- To nie twoją krwią jestem zainteresowana – wtrąciła dwuznacznie Ginny. Harry uśmiechnął się do niej.

- Czarodzieje czystej krwi uważają się za lepszych i zawsze tak było – powiedziała Tonks. – Przykładają dużą wagę do utrzymywania czystości krwi. Uważają, ze w ten sposób wzmacniają swoją magię.

- Ale to bzdura! – zaprotestowała Hermiona. – Czytałam badania, które wyraźnie stwierdzają, że przez zachowywanie czystości krwi te rodziny stają się słabsze, a nie silniejsze!

- Faktycznie tak to wygląda – przyznał Remus. – Ale musisz pamiętać, że logika nigdy nie była naszą najmocniejszą stroną.

- Chyba to było nieuniknione – rzucił Harry w przestrzeń.

- Co takiego? – spytała z ciekawością Ginny.

- Udało nam się pozbyć Draco i Śmierciożerców, to pojawił się ktoś inny gotowy iść w ich ślady – wyjaśnił, patrząc za Wan i jej przyjaciółmi skręcającymi za róg. – Skończyliście już zakupy? – spytał przyjaciół.

Ginny wyjaśniła, że Remus kupił mu wszystkie szkolne przybory, ale wciąż muszą iść do Madam Malkin po szaty wyjściowe. Harry westchnął ciężko. Ciuchy. Nienawidził kupować ciuchów!

Czwórka nastolatków weszła do sklepu z dwójką dorosłych następujących im na pięty. Ginny zatrzymała Harry'ego zanim ruszył między półki w poszukiwaniu podobających mu się szat.

- Harry, postaraj się kupić tym razem coś w innym kolorze niż czarny, dobrze? I tak nosisz za dużo czerni.

Uśmiechnął się do niej i obiecał, że nie wybierze niczego czarnego.

Hermiona i Ginny poszły do przymierzalni, a Ron z Harrym udali się w poszukiwaniu szat dla siebie. Harry, zgodnie z prośbą Ginny, wybrał szybko dwie szaty, które zostały dopasowane do niego na miejscu. Ronowi zabrało to tylko chwilę dłużej.

Młodzi mężczyźni szybko zapłacili i czekali cierpliwie ze swoimi zakupami przy drzwiach sklepu. Czekając na dziewczyny Ron opowiedział Harry'emu o nowym modelu Błyskawicy 100, który pojawił się na wystawie Markowego Sprzętu do Quidditcha.

W końcu dziewczyny także wyszły i zapłaciły za swoje zakupy. Hermiona sprawdziła szaty Rona, by upewnić się, ze wybrał właściwy kolor. Powiedziała mu wcześniej z jakich kolorów może wybierać i jego wybór spotkał się z jej aprobatą. Ginny podeszłą do Harry'ego i poprosiła, by pokazał jej swoje szaty.

Wybrał ciemnogranatową i głęboką leśną zieleń. Teoretycznie żadna z tych szat nie była czarna, ale odcienie były dość zbliżone do czerni. Ginny chciała zaprotestować, ale nie bardzo mogła. W końcu powiedziała mu, by nie kupował czarnych i posłuchał jej. Westchnęła i potrząsnęła głową.


Nora, późny wieczór

Hermiona siedziała w pokoju, który dzieliła z Ginny i przeglądała książki, które wcześniej tego samego dnia zabrali za skrytki w Gringotcie. Wyglądało na to, że większość okaże się niepotrzebna, ale odkryła jedną, którą Harry może być zainteresowany.

Od czasu do czasu rzucała spojrzenia na Ginny, która poświęcała niezwykle dużo czasu, by przygotować się do spania. Włożyła resztę nocną pod coś, co wyglądało jak jedna z koszul Harry'ego. Bawiło ją, że młodszej dziewczynie udawało się wkradać do pokoju Harry'ego i spędzać tam noc. Szczerze mówiąc zazdrościła jej też trochę.

Rozmawiały o tym w te noce, gdy Ginny zostawała w swoim pokoju. Ginny starała się ją przekonać, że jeśli tylko będzie dyskretna, prawdopodobnie mogłaby robić to samo z Ronem. Może nie na całą noc, ale przynajmniej na kilka godzin. Hermiona bardzo tego chciała, ale bała się, że pani Weasley ją na tym przyłapie i wyrzuci z domu.

Ginny siedziała przed lustrem i szczotkowała włosy. Potem nałożyła perfumy i wzięła różdżkę. Hermiona nie usłyszała całej inkantacji, ale złapała słowo „contraho". Ginny rzucała zaklęcie antykoncepcyjne!

- Ginny! – syknęła starsza czarodziejka. – Czy ty robisz to, co mi się wydaje, że robisz?

Ginny spojrzała w odbicie Hermiony w lustrze i zaczerwieniła się.

- Nie, Hermiono. Jeśli on na to pozwoli, dziś w nocy będzie nasz pierwszy raz.

Widząc wstrząśniętą minę przyjaciółki, podeszła do niej. Wzięła Hermionę za rękę i powiedziała:

- Mionko, kocham cię jak siostrę, ale czasami potrafisz być niedomyślna. Idź do Rona. Wiesz dobrze, że tego chcesz. nawet ja to widzę.

- Naprawdę powinnam? – spytała cichutko Hermiona.

- Zrób to, Mionko. Jak myślisz, ile będziemy mieli dla siebie czasu, gdy wrócimy do szkoły?

- Boję się, Ginny. Co jeśli zrobię coś nie tak? Co jeśli Ron mnie wyśmieje?

- On cię kocha. Nie zmusi cię do niczego. Przyjmie to, co zechcesz mu dać i nie będzie naciskał na nic więcej. I nie wyśmieje cię. Wiem, że przeczytał tę książkę Harry'ego, ale na pewno cię nie wyśmieje. Chodź, zrobimy cię na bóstwo i obie pójdziemy dziś w nocy przeżyć wspaniałe przygody.

Poprowadziła Hermionę do toaletki i zaczęła szczotkować jej włosy przed lustrem.

Obie rozmawiały przez dłuższą chwilę, czekając aż starsi Weasleyowie pójdą spać. Gdy godzinę później w domu zapadła cisza, obie wyszły z sypialni i po cichu udały się do pokojów chłopców. Ginny czekała aż Hermiona wejdzie do Rona, a potem wśliznęła się do Harry'ego.


Harry

Harry siedział na łóżku i czytał, gdy drzwi stanęły otworem, a do środka weszła Ginny. Odłożył książkę na nocną szafkę i patrzył, jak zamyka drzwi i rzuca zaklęcie ciszy. Wstrzymał oddech patrząc na nią. Jej włosy błyszczały od szczotkowania. Pomyślał, że wygląda jak anioł.

Ginny podeszła do łózka, zrzuciła szatę i ściągnęła koszulę. Uśmiechnęła się delikatnie do Harry'ego, który drżącą dłonią ujął jej rękę.

Wyszedł z łóżka, ściągnął swoje bokserki i objął ją. Czuła, jak jego ciało dygocze. Jej ciało odpowiedziało dreszczem. Razem położyli się na łóżku i mocno przytulili. Harry pocałował ją, starając się przelać w ten pocałunek wszystkie uczucia, które do niej żywił. Przekręcił się, tak że oparł na niej część swojej wagi.

Podparł się na łokciach, a ona poczuła, jak przyciska się do niej jego naprężona męskość. Naprężyła się pod nim, by przyciągnąć go do siebie.

- Gin, jesteś pewna, że tego chcesz? – spytał delikatnie, powstrzymując ją.

- Kochanie, oboje tego chcemy. Oboje wiemy, ze nie będziemy mieli dla siebie wiele czasu, gdy zacznie się szkoła. Zróbmy najlepszy możliwy użytek z tego czasu, który mamy teraz.

Jego zielone oczy rozbłysły na moment, po czym z powrotem nachylił się do niej.

Znacznie później Harry zasnął, otaczając ją ramieniem, z twarzą ukrytą w jej włosach. Ginny leżała na granicy jawy i snu. To było dziwne doświadczenie. Pierwszy raz był dziwny, za drugim razem było lepiej. Przy trzecim razie wreszcie zrozumiała. Uśmiechnęła się, wiedząc, że zadrapała jego plecy. Nie chciała ale…

Westchnęła, wtuliła się w ciepło bijące od Harry'ego i zasnęła.


Ron

Ron śnił. Był obrońcą Armat z Chudley i ich najlepszym zawodnikiem. Miał właśnie zacząć przemówienie, w którym dziękował za przyznanie nagrody, kiedy poczuł jak jakaś dłoń zasłania mu usta. Próbował ją strząsnąć, ale to go obudziło. Zdumiony ledwo widział ciemną postać stojącą nad nim w ciemnym pokoju. Ręka zniknęła z jego ust.

- Ron? – spytał cichy głos.

Rozpoznawał ten głos! Uśmiechnął się nieśmiało.

- Mionko? Co się stało? Czemu tu jesteś?

- Przesuń się, Ron. Chcę być chwilę z tobą.

Szybko przesunął się, zostawiając wolną połowę łóżka, a Hermiona zdjęła wierzchnią szatę i wśliznęła się pod koc. Obrócił się na bok, by na nią spojrzeć. Złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie. Całowali się w ciemnościach i opanowanie, które narzucili sobie po tym dniu nad jeziorem zniknęło.

Całowali się i przytulali przez długi czas. W końcu Hermiona odsunęła się na tyle by spytać:

- Naprawdę przeczytałeś książkę Harry'ego?

- No, tak Mionko… - odpowiedział zawstydzony i speszony Ron.

- pokażesz mi coś z tego co się dowiedziałeś? Tylko trochę?

- Jesteś pewna?

Widział jak potakuje w ciemnościach. Szybko rzucił zaklęcie ciszy i pocałował ją.

Hermiona zesztywniała lekko, gdy poczuła jak Ron sięga po jej pierś. Jednak on pieścił ją, nie posuwając się dalej, póki się nie odprężyła. Znów zesztywniała, gdy zsunął dłoń niżej i zaczął dotykać ją w miejscach, których nikt inny wcześniej nie dotykał. Ale rozkoszy była tak intensywna, że gdy jego palce zatańczyły, przyciągnęła go do siebie z całej siły.

Gdy było po wszystkim nieśmiało dotknęła jego. Zaskoczyła ją jego reakcja i moc, którą poczuła w swoich rękach. Krzyknęła zaskoczona, gdy przywarł do niej mocno, drżąc na całym ciele, gdy ona doprowadzała go na szczyt. Potem przyciągnął ją i pocałował namiętnie. Ten pocałunek nie przypominał wcześniejszych. Ta pasja sprawiła, że poczuła się potężna, piękna i kochana.

Ron ustawił budzik na 4.00 i oboje zasnęli, by spędzić ten czas który im pozostał w swoich ramionach.


Czarodziejskie Uzbrojenie Weasleyów

Cały budynek stał w płomieniach. Trzech pracowników zginęło. Dziesięcioro Śmierciożerców stało w kręgu na zewnątrz budynku torturując czwartego pracownika.

Kiedy skończyli, zostawili martwe ciało przed płonącym budynkiem jako ostrzeżenie, wystrzelili w niebo Mroczny Znak i deportowali się.


Witamy w Hogwarcie

Jack Parsons kuśtykał drogą z Hogsmeade. Po raz pierwszy w życiu ujrzał Hogwart na własne oczy. I nie był zadowolony z tego, co zobaczył. Choć Hogwart był zamkiem w każdym znaczeniu tego słowa, ostatnia przebudowa miała miejsce, gdy zamki przestały być fortyfikacjami obronnymi. W efekcie szkoła była otwarta na oścież.

Jack i Hestia Jones dotarli do głównego wejścia, gdzie czekały na nich dwie postacie. Co prawda miał się spotkać później z profesorem Dumbledorem, ale uznano, że to profesor McGonagall i profesor Serena Snape powinny powitać go pierwsze. Uznano, że doświadczenie Sereny pochodzącej z mugolskiej rodziny będzie pomocne. A jej pochodzenie z Ameryki pozwoli jej na zrozumienie co bardziej ekscentrycznych powiedzonek Jacka.

Profesor McGonagall zrobiła krok naprzód i wyciągnęła dłoń.

- Witamy, profesorze Parsons. Jestem Minerva McGonagall, nauczycielka transmutacji i wicedyrektorka Hogwartu. To profesor Serena Snape, nasza nauczycielka Eliksirów. Będzie pan blisko współpracował z jej mężem, naszym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią. Za kilka chwil pokażemy panu pański apartament.

Ku jej zaskoczeniu, Jack wywarł na niej całkiem korzystne pierwsze wrażenie. Pomimo niepełnosprawności był wysokim, wysportowanym mężczyzną o krótko obciętych włosach w kolorze miedzi, które zaczynały lekko siwieć na skroniach. Miał ciepły uśmiech, a gdy ktoś do niego mówił, nawiązywał i utrzymywał kontakt wzrokowy. Gdy nikt do niego nie mówił, jego oczy wędrowały po okolicy, katalogując jego otoczenie.

- Miło panią poznać! Fajowsko by było, cobym zobaczył gdzie moja kwatera, coby zrzucić sprzęt.

McGonagall zamrugała zdziwiona, a Serena wybuchnęła śmiechem.

- To znaczy, że chciałby zobaczyć swój apartament i schować bagaże – wyjaśniła starszej koleżance.

Minerva potaknęła. To będzie ciekawy rok.


Słowniczek:

Chów wsobny" to termin z hodowli. Oznacza krzyżowanie osobników zbyt blisko spokrewnionych ze względu na ograniczoną ilość osobników. Powoduje niekorzystne mutacje i choroby genetyczne ze względu na częściej występujące w obrębie populacji geny recesywne. Jest to np. problem współczesnych żubrów. Podobne problemy miały blisko spokrewnione i zawierające małżeństwa tylko między sobą europejskie dynastie królewskie na początku XX wieku.


Od autorów: Po pierwsze, mały Harry używa magii bezróżdżkowej, ale starszy Harry nie potrafi się obronić. Zrozumcie, mały Harry, gdy tylko umieszczono go u Dursleyów, był karany za każde użycie magii. Dziwadło, robiący dziwaczne rzeczy u nich w domu? Nie ma mowy! W bardzo młodym wieku Harry nauczył się „akceptowalnego zachowania", a magia do niego nie należała. Po pewnym czasie Harry zapomniał o tej części swojej tożsamości. pamiętacie jaki był zdziwiony, gdy Hagrid powiedział mu, ze jest czarodziejem?

Ronowi upiekło się dość łatwo, wiemy. Mamy jeszcze tyle do opisania, że uznaliśmy, ze puścimy go tylko z ostrzeżeniem. Ale jeśli jeszcze raz nawali, zrobimy mu naprawdę okrutne rzeczy. Obiecujemy!

Seks. tak, w tym rozdziale zahaczamy o temat seksu, ale nie jest to nic specjalnie obrazowego. Niektórzy czytelnicy lubią sceny niemal pornograficzne, inni wolą tylko sugestie lub ominięcie tego tematu w ogóle. Skoro nie możemy zadowolić wszystkich, postanowiliśmy zadowolić się sami. Hmmm… to nie zabrzmiało tak jak powinno. Dobra, wiecie o co chodzi!