Tytuł: Szukając pomocy
Oryginalny tytuł: Seeking Help
Autor: EiswolfZero
Zgoda na tłumaczenie: Jest
Tłumaczenie: Lampira7
Beta: Tazkiel
Link: /works/11803338/chapters/26625495
Szukając pomocy
Rozdział 1
Nieczęsto Wally czuł, że sprawy wymknęły mu się spod kontroli. Przynajmniej w taki sposób, że musiał poprosić kogoś o pomoc. I to nie było z powodu dumy ani niczego takiego.
Wally naprawdę lubił pomagać innym i współpracować z ludźmi. Ale coś było w poproszeniu kogoś, aby pomógł jemu. Wiedział, jak radzić sobie z własnymi problemami i dlatego nie prosił innych o pomoc.
Ale nie dzisiaj.
Ludzie coraz częściej przychodzili do niego z prośbami i rozumiał, że wygodnie było go zapytać. Te osoby lubiły prosić go o pomoc, bo lubił pomagać i potrafił robić szybko różne rzeczy.
Jedynym problemem był teraz brak czasu. Jasne, zawsze chciał coś zrobić, cokolwiek, żeby nie zwariować, ale musiał również jeść i spać.
Ostatnio nie miał tego za wiele, a ze względu na wzmożoną aktywność jego metabolizm zaczął działać do tego stopnia, że ledwo zaspokajał swój głód.
Nie, musiał przyznać, że potrzebował pomocy.
Dlatego w Strażnicy szukał Batsa. Zajęło mu jedynie dwie minuty, żeby wejść do pokoju, w którym znajdował się poszukiwany mężczyzna. Podbiegł do niego.
— Bats — przywitał go Wally z małym uśmiechem. — Masz chwilę?
Batman spojrzał na zbliżającego się Speedstera i ostro skinął głową, wskazując, że był naprawdę zajęty i Wally powinien po prostu przejść do rzeczy i skończyć z tym.
— Wiem, jak to może zabrzmieć, ale… czy można zmniejszyć mi ilość pracy na rzecz Ligi? Po prostu, cóż… — Wally odchrząknął zakłopotany, teraz gdy wypowiedział swoją prośbę na głos. Prawdopodobnie brzmiał jak rozdrażnione dziecko.
Jedynie, o co chciał poprosić, to odcięcie niektórych próśb, które otrzymał, bez względu na to, jak wygodne to było lub, że nie miał nic przeciwko nim. Po prostu chciał odpocząć i…
Wyraz twarzy Batmana był dziwny. Zwykle krzywił się na ludzi lub patrzył na nich gniewnie, albo tak naprawdę jego twarz nie wyrażała niczego. Tego właśnie oczekiwał Wally, jakiejś odmowy. Ale ten wyraz był nowy, jakby Bruce był… rozczarowany?
Wally przygotował się na wszystko, co mogło nadejść.
— Flash… każdy musi mieć swój udział w Lidze. Wiesz równie dobrze jak ja, że wszyscy zgodziliśmy się na to, aby podzielić pracę równo między wszystkich członków. Z pewnością twoje obciążenie zmniejszyło się, biorąc pod uwagę naszą najnowszą partię nowych członków. Powinieneś mieć znacznie mniej pracy, niż przydzielono ci początkowo.
Jeden z palców Wally'ego drgnął, a jego twarz zrobiła się gorąca pod kapturem kostiumu. Mniej? Mniej?! Wally był prawie pewien, że od czasu zostania bohaterem nigdy nie miał tak wiele pracy, jak w ciągu ostatnich kilku tygodni.
Z pewności w ich interesie leżało, żeby wszyscy pracowali?
— Ale Bats…
— Żadnych "ale" Flash. Jeśli to naprawdę za dużo, być może będziemy musieli usiąść z innymi członkami i zobaczyć, jaki jest tego powód. Jednak na razie wszystko jest równo podzielone między wszystkich i znam twój udział w pracy. — Głos Bruce'a był surowy i twardy.
Temat został wyraźnie zakończony i prośba Wally'ego została odrzucona.
Wally patrzył, jak Bats wracał do swojej pracy. Rozpacz drapała go w pierś, sprawiając, że czuł, jakby spoczywał na niej duży ciężar. Ale jeśli Bats powiedział, że wszystko było równo podzielone, musiał w to wierzyć.
Może po prostu marudził. Bycie jednym z założycieli z pewnością oznaczało więcej pracy. Mógł sobie z tym poradzić. Oczywiście, że musiał. Nie było mowy, żeby Wally pozwolił innym zebrać się na niepotrzebnym spotkaniu, ponieważ nie radził sobie ze swoją sprawiedliwą częścią pracy.
Wally odwrócił się i opuścił Strażnicę. Równie dobrze mógłby się przespać, zanim nadejdzie kolejny telefon, co prawdopodobnie nastąpi wkrótce.
OoO
Pięć tygodni później Wally rozważał niezapowiedziane wakacje. Po prostu ucieczkę.
Był wyczerpany aż do szpiku kości, a wszechobecny głód osiągnął punkt, w którym był naprawdę bolesny, zamiast takiego, który mógł zignorować.
Ale Wally wiedział, że po prostu nie mógł zniknąć w tym momencie. Ludzie zauważyliby to po kilku godzinach, a on naprawdę nie chciał stawić czoła gniewowi wściekłej Ligi. Przynajmniej nie pozostałym z założycieli.
Dlatego Wally zdecydował się na drugą rzecz, z którą nie chciał się zmierzyć. Rozczarowanie Batsa.
Znalezienie Batsa nie było trudniejsze niż ostatnim razem i Wally był po prostu zadowolony, że złapał go samego. Naprawdę nie chciał, żeby ktokolwiek inny był świadkiem jego porażki. W każdym razie nie od razu.
Wally zdjął kaptur swój kaptur, czując że go uciska, mimo że kostium był trochę luźny na nim, i podszedł do stołu. Nerwowo położył dłoń na blacie i postukał w niego palcami, ale natychmiast się zatrzymał.
Nie warto było denerwować Batsa od samego początku.
Kiedy nie zaczął od razu mówić, Bats podniósł wzrok i przyjrzał się twarzy Wally'ego, marszcząc brwi.
— Wally…?
Przez chwilę Wally myślał, że mógł usłyszeć zaniepokojony ton w głosie Batsa, ale szybko to odrzucił. Bruce był prawdopodobnie zły, że tak szybko znów mu przeszkadza.
Twarz Wally'ego napięła się. Rysy jego twarzy napięły się, gdy zamrugał kilka razy, aby pozbyć się łez.
Świetnie. Nawet jeszcze nic powiedział i już płacze.
W tym momencie Bats wstał z głową lekko przechyloną na bok, aby ocenić sytuację. Otworzył usta, żeby zapytać, co się dzieje, ale zanim to zrobił, Wally zaczął mówić.
— Nie mogę już tego robić! Wiem, że powiedziałeś, że każdy musi wykonać swoją część pracy, ale już nie mogę. Przepraszam, próbowałem, ale nie mogę.
Wally próbował określić, czy naprawdę był tak niedojrzałą osobą, jaką się czuł w tamtej chwili.
Ale nie było nawet mowy, by spróbował normalnie rozmawiać. Zamiast tego usłyszał, jak jego własny głos się chwieje, w niektórych momentach się łamie, a w oczach zbierały mu się łzy Jego twarz była prawdopodobnie czerwona od zakłopotania i porażki.
— Robię wszystko, tak szybko, jak tego potrzeba, ale potrzebuję przerwy, Bruce. Potrzebuję przerwy tak bardzo, że jestem gotów polecieć na Słońce z pomocą Zielonej Latarni tylko po to, żeby odpocząć!
Przez chwilę naprawdę musiał złapać oddech. Jego uczucia wirowały w żołądku i sprawiały, że czuł mdłości, mimo że nie jadł od dłuższego czasu.
— Wa…
— Nie! Nie mogę! Nie mogę! Nie mogę! Nie mogę! — wydyszał Wally, czując się tak, jakby zaczynało mu brakować powietrza, podczas gdy łzy spływały mu po policzkach, a dłonie zacisnęły się w pięści. Całe jego ciało było napięte do tego stopnia, że prawie pękło.
— Muszę spać, Bruce, muszę jeść! Rozumiem, że jest mi łatwo robić różne rzeczy, ale przygotowania do imprezy?! Sprzątanie po innych?! Czy ich sprawiedliwy udział w Lidze działa tylko dlatego, że jest szybciej kiedy ja to robię i lubię pomagać?! Nie mogę już tego robić… — Pod koniec głos Wally'ego stał się cichy, aż bohater zamilkł.
Skierował wzrok na stopy Batsa, czekając na wyrok za niemożność wykonania swojej pracy. Na rozczarowanie.
Zaległa między nimi cisza, Bruce prawdopodobnie próbował zdecydować, jak poradzić sobie z niechętnym Speedsterem.
Chociaż Wally zastanawiał się nad tym przez ostatnie kilka tygodni, to niczego nie wymyślił. Przynajmniej nie mógł sobie wyobrazić, co powie Bruce.
Może otrzyma najostrzejsze ze wszystkich spojrzeń Batmana. Co prawdopodobnie było najłagodniejszą ze wszystkich opcji.
— Wally — zaczął ponownie Bruce, podchodząc o krok bliżej, wpatrując się w twarz Wally'ego, który nie podniósł głowy.
Bruce jedną ręką ujął podbródek Wally'ego i uniósł jego głowę, przechylając ją w lewo i prawo w kontrolowanych i powolnych ruchach.
Czegokolwiek szukał, nie wydawał się zadowolony ze znalezienia tego. Jeśli grymas Bruce'a był czymś, co można było uznać za wskazówkę co do jego stanu emocjonalnego.
— Co masz na myśli, kiedy mówisz, że nie odpoczywasz? Lub o pracy innych ludzi?
Czy Bruce był poważny?! Oczywiście, że tak, ale Wally nie był pewien, czy dobrze słyszał. Może już padł ze zmęczenia i miał halucynacje.
— Mówiłem poważnie. Ludzie cały czas do mnie dzwonią. Rozumiem, że wszyscy wiedzą, że lubię pomagać i że jestem zbyt głupi, aby odmówić, ale powiedziałeś, że wszyscy… powiedziałeś, że wszyscy muszą wykonywać swoją pracę, a… najwyraźniej nie mogę robić swojej.
Musiał wyglądać żałośnie. Z czerwoną twarzą, mokrymi policzkami i zaczerwienionymi oczami. Z potarganymi włosami i wychudzonym ciałem. Z…
— Dlaczego ludzie do ciebie dzwonią, Wally? Od kiedy? Kto powiedział, że to w porządku? Kiedy mówiłem, że każdy musi wykonywać swój sprawiedliwy udział w pracy, miałem na myśli pracę, którą Superman i ja delegujemy. Jeden z nas robi plan, a drugi go aprobuje, nic więcej nie musisz robić.
Głos Bruce'a był prawie łagodny, podczas gdy ręką na brodzie Wally'ego przesunęła się po jego policzku, przeczesując rude włosy. Wally zamarł i dopiero wtedy Bruce odsunął się cofając o krok.
— Twój komunikator — zażądał nagle Bruce i otworzył swoją dłoń w rękawiczce, czekając.
Zdezorientowany Wally tylko wpatrywał się w rękę Batmana, zanim wyćwiczonym ruchem wyciągnął komunikator z kaptura kostiumu. Umieścił go na wyciągniętej dłoni.
— Ale co jeśli…
— Pozwól, że zajmę się wszelkimi prośbami, które przyjdą do ciebie. Będziesz miał wolne przez cały tydzień, ponieważ Bruce Wayne poprosił cię o pomoc jako mechanika w Gotham. Poinformuję Alfreda, że zostaniesz na kilka nocy.
Tak po prostu. Najwyraźniej tak łatwo było rozwiązać jego problemy.
Wally wpatrywał się w Bruce'a z tępym wyrazem twarzy. Zajęło mu chwilę, zanim właściwie sformułował słowa, ponieważ było to tak odległe od wszystkiego, co sobie wyobrażał.
Co?
— Ja… um… Bruce? Nie musisz... Nie musisz pozwalać mi spać u siebie. Właściwie to… — Wally odchrząknął nerwowo. — Wystarczy, że dajesz mi tydzień wolnego. Naprawdę nie…
— Nie. Zostaniesz, będziesz jadł i spał tyle, ile potrzebujesz. Alfred narzeka, że i tak nic nie jem. Być może odwrócisz jego uwagę ode mnie.
Logiczne, Wally wiedział, że Bruce miał poczucie humoru i potrafił być zabawny, ale usłyszenie prawdziwego żartu - przynajmniej Wally był pewien, że to żart - było po prostu bardzo dziwne.
Powoli ponownie skierował wzrok na podłogę, zadowolony, że znowu poszedł do Batsa. Ulżyło mu. Napięcie opuściło jego ciało i jeszcze bardziej czuł, jak był wyczerpany.
Był gotowy, by położyć się do łóżka i spać całymi dniami.
— Dziękuję — mruknął i zamknął oczy, opuszczając ramiona.
Ręka na jego ramieniu sprawiła, że Wally ponownie uniósł wzrok, a jego spojrzenie napotkało spojrzenie Bruce'a.
— Chciałbym… przeprosić. — Bruce utrzymywał kontakt wzrokowy z Wallym. — Za to, że wcześniej nie słuchałem.
Wally zareagował lekkim uśmiechem, na który po bardzo krótkiej chwili Bruce odpowiedział.
