Rozdział 2

Wally obudził się nagle zaskoczony i boleśnie świadomy swojego ciała. Zdezorientowany i zmieszany, w ponurym humorze otworzył oczy widząc ciemny pokój. Przez chwilę nie był do końca pewien, gdzie się znajdował, poza tym, że na pewno nie była to jego sypialnia.

Aż świadomość zaistniałej sytuacji wróciła do niego. No tak.

Był w rezydencji Wayne'a, w jednym z pokoi gościnnych i w jednym z ogromnych łóżek.

Boże, dlaczego się obudził? Jego głowa lekko pulsowała z bólu, mięśnie i kości były ciężkie z wyczerpania.

Wally położył się do łóżka dwie godziny temu, przekonany, że będzie spał przez resztę tygodnia, po tym jak Alfred podał mu jeden z najlepszych posiłków w całym jego życiu.

Wzruszając ramionami, Wally pomyślał, że równie dobrze mógłby znów wrócić do snu. Odwrócił się na drugi bok i podciągnął prześcieradło do nosa. Wziął głęboki oddech zanim ponownie zamknął oczy. Jego ciało zapadło się w wygodny materac łóżka, mięśnie bolały go z doznanej ulgi.

Może Bruce niedługo wróci? Wally tak naprawdę nie wiedział go przez te dwa dni, odkąd tutaj był, aby odzyskać siły. Nie, żeby Alfred nie był świetnym towarzyszem, zwłaszcza że Wally tylko jadł, spał i słuchał głosu Alfreda.

Mrugając ponownie, otworzył oczy. Wally ledwo widział krawędź łóżka. Jego oczy również były zmęczone, jakby oglądał za dużo telewizji. Co nie zdarzyło się od lat, ze względu na jego szybkie uzdrawianie.

A jednak teraz takie były. Zmęczone i wysuszone. Chciał je zamknąć i wrócić do snu.

Zamknął ponownie oczy i zmusił swój umysł do odpoczynku. Nie miało znaczenia, gdzie był Bruce. Nie wtedy, gdy Wally tak bardzo potrzebował snu i próbował zasnąć…

Oczy Wally'ego ponownie się otworzyły. Usiadł na łóżku. Wspaniale. Mimo zmęczenia był całkowicie rozbudzony i nie mógł ponownie zasnąć.

Z westchnieniem zrzucił prześcieradło na drugą stronę łóżka i wstał. Równie dobrze mógł poszukać Alfreda. Może trochę gadaniny znowu go zmęczy.

Potrząsając głową, Wally włożył koszulę i uznał, że widok jego bokserek nie przestraszy zbytnio Alfreda.

Przebiegł przez rezydencję, aż znalazł Alfreda w miejscu, w którym najmniej się go spodziewał, a była to kuchnia.

Zdezorientowany wszedł do środka i zaciągnął się głęboko. Pyszny zapach jedzenia był intensywny.

— Rany, Alfredzie, dlaczego wciąż… już gotujesz? — zapytał Wally, podchodząc do starszego mężczyzny, próbując rzucić okiem na to, co przygotowywał.

Alfred zerknął na niego, zanim powrócił do swojego zadania.

— Mistrzu Wallace, dlaczego się obudziłeś? Spałeś ledwo kilka godzin.

— Tak, ale się obudziłem i nie mogę ponownie zasnąć. A teraz twoja kolej na wyjaśnienia.

Wally uśmiechnął się z zakłopotaniem, czekając na odpowiedź na swoje pytanie.

Nie otrzymał jej. Zamiast tego Alfred delikatnie złapał go za ramię i popchnął go na krzesło stojące przy stole. Bez większych wyjaśnień postawił przed nim talerz ze zbyt dużą ilością jedzenia dla zwykłego człowieka wraz ze szklanką wody i potrzebnymi sztućcami.

— Um… dzięki.

Wally posłał w jego stronę zmęczony uśmiech i podniósł widelec. Był niezmiernie wdzięczny drugiemu mężczyźnie, że tak dużo gotował i zapewnił mu jedzenie przez ostatnie dwa dni, ale nawet Alfred musiał spać. O ile Wally był świadomy, Alfred zawsze był na nogach w tym samym czasie, co on.

Czy Alfred był superbohaterem, który po prostu jeszcze się nie ujawnił?

— Alfredzie? — Uniósł wzrok z ustami pełnymi jedzenia i czekał, aż drugi mężczyzna zwróci na niego uwagę.

— Tak, mistrzu Wallace?

— Nie jesteś potajemnie metaczłowiekiem, którego moc polega na tym, że nigdy nie może zasnąć?

Alfred zamarł i obaj mężczyźni spojrzeli na siebie, zanim mały uśmiech pojawił się na twarzy Alfreda. Postawił drugą szklankę na stole, tym razem z sokiem.

— Wydaje się, że potrzebujesz więcej snu, niż wcześniej myśleliśmy. Jedz.

Alfred odwrócił się po tym i zaczął zmywać brudne naczynia, podczas gdy Wally praktycznie wpychał w siebie jedzenie.

Już miał zaoferować swoją pomoc, gdy pojawił się przed nim kolejny talerz. Czyli Alfred naprawdę miał supermoce. Nie mógł oszukać Wally'ego.

Chociaż jego sekret był u Wally'ego bezpieczny. Zwłaszcza, jeśli jedzenie wciąż będzie tak pyszne.

Jedzenie w jego żołądku było zawsze gorące, czasem trochę za tłuste. Sprawiało, że czuł się ciężko. Dokładnie to, czego potrzebował głodny speedster, taki jak Wally.

Rutyna otrzymywania nowego talerza z jedzeniem trwała jeszcze do około pięciu dokładek, dopóki Alfredowi nie skończyło się jedzenie, a Wally zaczął czuć się źle, że nie pomaga mu w sprzątaniu. Wiedział, że Alfred nigdy nie pozwoliłby mu na to, dopóki sam znajdował się w tej kuchni.

Oznaczało to jedynie, że Wally musiał później zakraść się do kuchni.

Właśnie, kiedy był pewien, że wymyślił odpowiedni plan, Alfred odezwał się ponownie.

— Nawet jeśli nie możesz zasnąć, mistrzu Wallace, spróbuj skorzystać z kanapy w pokoju pod drugiej stronie korytarza. Tam możesz poczekać na mistrza Bruce'a. Dzwonił wcześniej.

Wally musiał poświęcić chwilę, by przetworzyć słowa drugiego mężczyzny.

— Tak… dlaczego nie? — Wally nie był do końca pewien, dlaczego Alfred chciał, żeby poczekał na Bruce'a, ale nie miał nic przeciwko temu. — Idziesz ze mną?

— Niedługo przyjdę — padła łagodna odpowiedź, podczas gdy Alfred dalej zmywał naczynia.

Wciąż czując się źle, że pozwolił Alfredowi wykonać całą pracę, Wally uciekł do wspomnianego pokoju i natychmiast opadł na kanapę.

Była ładna, przytulna i wysłużona. Zdecydowanie zamierzał na niej poczekać z uginającym się pod nim siedzeniem.

Położył się, wpychając twarz między siedzenie a oparcie, zwijając się w kłębek.

Właściwie kanapa również miło pachniała. W łagodny i uspokajający sposób. Tak jak powinien pachnieć dom. A przynajmniej Wally uważał, że powinien mieć właśnie taki zapach.

Zamrugał kilka razy i wsłuchiwał się w cichy dźwięk odkładanych na siebie talerzy.

Zanim się zorientował, Wally zapadł w mocny sen.

OoO

Odkładając ostatni talerz na bok, bo nie było sensu chować go do kredensu, gdy za kilka godzin znowu będzie go potrzebować, Alfred przeszedł przez korytarz do sąsiedniego pokoju.

Znalazł tam Wally'ego śpiącego na kanapie.

Podszedł do niego i delikatnie przykrył Wally'ego kocem, uśmiechając się lekko na myśl, że Bruce również wydawał się zawsze zasypiać na tej kanapie.

OoO

Bruce'a dziwiło, jak Wally mógł to znosić tygodniami. Dwa dni nieustannego upominania ludzi nie było jego idealnym pomysłem spędzania czasu.

Batman był potrzebny w Gotham. Miał chronić swoje własne miasto, a jedyne, co dzisiaj zrobił, to pełnienie dyżurów w Lidze, informowanie ludzi, jaka była ich praca i upominanie, żeby przestali marnować jego czas - i czas innych, ważnych dla niego osób.

I nawet po ostatnich dwóch godzinach nie był blisko tego, nawet pomimo nagłej przerwy, jeśli chodziło o połączenia.

Nie, żeby na tą konkretną rzecz narzekał. Nie, kiedy ciszę można było w każdej chwili zakłócić, a że to nastąpi, tego Bruce był pewien.

Gdyby tylko wysłuchał Wally'ego, kiedy młodszy mężczyzna powiedział mu, jak bardzo był przytłoczony. Wtedy to wszystko nie narosłoby tak bardzo. Ale nie zrobił tego i Bruce miał zamiar upewnić się, że to naprawi.

Przez kilka minut pozwalał, by dźwięk palców przebiegających po klawiaturze obmył go. Lekko się odprężył, gdy kontynuował swoje badania.

Tylko po to, by napiąć mięśnie szczęki na tyle mocno, że aż zabolało, kiedy usłyszał w uchu charakterystyczny dźwięk aktywującego się komunikatora.

Hej, Flash! Jak się masz? Posłuchaj, zastanawiałem się, czy…

— Nie — stwierdził Bruce. Jego głos był zimny i zdystansowany.

Cisza między nimi rosła, a głos po drugiej stronie nie rozłączył się. Bruce'a już nawet nie obchodziło, kto potrzebuje pomocy, gdyż chciał zakończyć rozmowę.

Um… Batman? Czy ja…

— Nie, nie wykręciłeś złego numeru. To jest komunikator Flasha, ale ponieważ nie pracuje teraz, zajmuję się wszystkim, co go dotyczy.

O! To… miłe, jak sądzę. Ja tylko…

— Nie skontaktujesz się ponownie z Flashem z wyjątkiem sytuacji towarzyskich lub z powodu nagłego wypadku w Lidze. Obecnie masz do swojej dyspozycji czterech innych bohaterów, którzy pomagają w sprzątaniu, a Flash byłby jednym z nich, gdybyśmy chcieli, aby tam był.

To była nagana, którą mógł teraz wyrecytować we śnie. Oczywiście fraza zawsze była inna, ale znaczenie pozostawało takie samo.

— Nikt nie będzie ponownie kontaktować się z Wallym w sprawach prostych, z którymi każda osoba mogła i powinna poradzić sobie sama.

Osoba pod drugiej stronie odchrząknęła, wyraźnie zdenerwowana swoim nagłym pechem w interakcji z Batmanem.

Tak! Oczywiście, to znaczy, nawet nie chciałem zapytać o to Flasha, bo widzisz…

— Dlaczego się z nim skontaktowałeś?

Cóż, teraz z perspektywy czasu, myślę, że to było…

— Dlaczego. — Jego cierpliwość wyczerpywała się, Bruce nie chciał słuchać więcej bzdur.

—…

Pytając ponownie, a raczej wrzeszcząc do komunikatora o powód połączenia, Bruce zanotował, aby przydzielić swojemu rozmówcy najbardziej żmudne zadania, jakie Liga miała do zaoferowania przez następne kilka tygodni.

Chciałem zapytać, czy mógłby zaopiekować się moją siostrzenicą! — Głos po drugiej stronie był bardziej piskliwy niż normalnie.

Opieka nad dzieckiem.

Aby opiekował się dzieckiem.

Ten facet chciał poprosić Wally'ego o opiekę nad dzieckiem.

Co do…

— Co dokładnie Flash może zrobić szybciej w kwestii opieki nad dzieckiem, czego ty nie możesz zrobić?

Jego ciało było gotowe do fizycznej walki. Umysł Bruce'a już formułował różne sposoby uderzenia drugiego bohatera.

Nie… nie wiem! Ale… ale dobrze sobie radzi z dziećmi i…

— Twój udział w jakichkolwiek misjach zostaje zawieszony na następne dwa miesiące po zakończeniu bieżącego zadania. — Oznaczało to tylko jedno: obowiązki administracyjne.

Bruce wyjął komunikator z ucha i położył go obok klawiatury. Wiedział, że sprawy wymknęły się spod kontroli, kiedy ktoś chciał poprosić Wally'ego o upieczenie ciasta na przyjęcie, ale… opieka nad dzieckiem? Wally nie mógł zrobić nic szybciej niż ktokolwiek inny, ponieważ czas wciąż płynął w tym samym tempie co zwykle. A to, że Wally żył w innym tempie, nie oznaczało, że był szybszy w opiece nad kimś.

Ściskając grzbiet nosa, Bruce zdecydował, że czas wracać do domu. Ktoś inny może mieć oko na Gotham lub skontaktować się z nim, jeśli pojawi się coś wielkiego.

Zamknął każdy otwarty program, zabrał ze sobą komunikator Wally'ego i poszedł do teleportera.

OoO

Bruce wpatrywał się w Wally'ego, który spał na jego kanapie.

Kiedy wrócił do domu, wziął najpierw prysznic, założył spodnie dresowe i koszulę, aby później coś zjeść i trochę odpocząć.

Chociaż wydawało się, że jego ulubione miejsce spoczynku było obecnie zajęte.

Stojąc tam, jakby czekając na coś, Bruce pochylił się lekko i podciągnął nieco wyżej koc, który Wally prawie zrzucił na podłogę.

Przez chwilę muskał palcami policzek Wally'ego, wpatrując się w punkt kontaktu między nimi. Delikatnie przyłożył dłoń do twarzy rudzielca. Bruce zawsze był zaskoczony, jak bardzo Wally był ciepły.

Czy Wally'emu było zimno w temperaturach, które były normalne dla innych? Bruce czasami zastanawiał się nad tym, dopóki coś innego nie odwróciło jego uwagi. Zauważył jednak, że Wally miał na sobie grubsze ubrania, kiedy na zewnątrz było całkiem ciepło.

Z drugiej strony widział też Wally'ego czującego się komfortowo jedynie w swetrze podczas zimy, więc może rzeczywiście przez większość czasu było mu gorąco.

Powinien kiedyś zapytać o to speedstera.

Bruce potrząsnął głową i wychodząc z pokoju, skierował się do kuchni.

— Dlaczego — zaczął Bruce, gdy wszedł do pomieszczenia — Wally śpi na kanapie, kiedy mam do zaoferowania wiele łóżek? Czy to, na którym spał, nie jest odpowiednie?

Alfred zaśmiał się, potrząsając głową.

— Mistrz Wallace nie mógł spać, więc postanowił dotrzymać mi towarzystwa. Przypuszczam, że zasnął przy tym.

— Wally nie mógł spać? Czy nie jest bardzo wyczerpany?

Jak dziwnie. Bruce wyraźnie pamiętał, jak bardzo zmęczony był Wally. Ledwo zdołali nakłonić go do zjedzenia czegoś, zanim zasnął.

— Och, jest całkowicie wyczerpany. Bardziej niż się spodziewaliśmy. Wcześniej zapytał mnie, czy mam tajne moce.

W tym momencie Bruce musiał się uśmiechnąć. To brzmiało jak Wally, niezależnie od jego stanu wyczerpania.

— Nie obwiniam go za to, biorąc pod uwagę, że sam od lat zastanawiam się nad tym.

Spojrzenie, jakie posłał mu Alfred, powiedziało Bruce'owi dokładnie, co o tym myślał starszy mężczyzna, zanim zmienił temat.

— Głodny, mistrzu Bruce?

— Wystarczy kanapka, dziękuję. — Bruce skinął głową w podzięce.

— Och, nie. Usiądziesz i zjesz miskę zupy. Mistrz Wallace zjadł dość dużo i jestem pewien, że nie będzie miał pretensji, jeśli ty też zjesz. — Powiedziawszy to, przygotował dla Bruce zupę i postawił ją na stole. — Proszę.

Bruce tak naprawdę nie mógł spierać się z Alfredem, widząc, że drugi mężczyzna zawsze będzie miał ostatnie słowa. Cóż, przez większość czasu.

— Dziękuję, Alfredzie.

— Nie ma za co.

Alfred wrócił do przygotowywania posiłku, który zamierzał ugotować w następnej kolejności, a Bruce cieszył się swoją miską zupy.

I chociaż cieszył się znajomą cisza między nimi, Bruce poczuł potrzebę rozmowy.

— Później zaniosę Wally'ego do jego pokoju. Kanapa jest dla niego za mała i prawdopodobnie obudzi się obolały — powiedział Bruce między kęsami jedzenia.

Zamyślony pomruk dobiegł od Alfreda.

— O ile sobie przypominam, spałeś na tej kanapie wiele razy, pomimo doskonale funkcjonalnego łóżka. A jeśli moja pamięć dobrze mi służy, mistrz Wallace szybko się regeneruje. Jestem pewien, że nie będzie miał nic przeciwko chwilowemu bólowi mięśni. Przynajmniej śpi teraz.

— Masz rację — przytaknął Bruce i dokończył zupę.

Wally prawdopodobnie nie miałby nic przeciwko temu. W końcu kto wie, jak często spał na własnej kanapie, mimo że była raczej niewielka.

Wziął miskę i wstał, by podać ją Alfredowi.

— Dobranoc, Alfredzie. Pamiętaj, żebyś również odpoczął. — Uśmiechnął się lekko do mężczyzny, zanim wyszedł z kuchni.

— Dobranoc, mistrzu Bruce. — Dobiegło z kuchni, gdy Alfred subtelnie zignorował drugie stwierdzenie Bruce'a.

Bruce potrząsnął głowa i zatrzymał się przy drugim pokoju, by spojrzeć jeszcze raz do środka. Wally wciąż znajdował się w tej samej pozycji co poprzednio. Bruce skierował się do swojej sypialni.

Wczołgał się do swojego łóżka i naciągnął na siebie kołdrę, szybko zasypiając.

Dziesięć minut później jego własny komunikator zasygnalizował połączenie przychodzące. Stuknął w niego delikatnie, nie otwierając oczu. To nie był pierwszy raz, kiedy odebrał taką rozmowę, tylko po to, żeby sprawdzić, czy było to naprawdę ważne, czy nie.

— Batman — powiedział Bruce.

Wiem, zadzwoniłem do ciebie… czy cię obudziłem? — Oczywiście Clark musiał się o to martwić. Zawsze się czymś martwił.

— Co jest? — Bruce nie zamierzał nawet odpowiedzieć na zadane mu pytanie. Obaj znali odpowiedź i wiedzieli, że nie będzie to ostatni raz, kiedy Clark go obudzi.

Krąży plotka, że faktycznie masz komunikator Flasha i odsuwasz ludzi od misji za dzwonienie na ten komunikator — wyjaśnił Clark powoli, a Bruce nie był w stanie stwierdzić, czy wydawał się rozbawiony, czy zirytowany tą sprawą.

Oczywiście reszta pierwotnej siódemki wiedziała o sytuacji i była świadoma faktu, że Bruce miał komunikator Wally'ego. Wszyscy to akceptowali.

Z drugiej strony, Bruce tak naprawdę nie zostawił miejsca na dyskusję, po prostu przedstawił fakty i powiedział, co postanowił. Nie było żadnych sprzeciwów.

— Czy masz problem ze sposobem w jaki radzę sobie z tą sprawą?

Być może Clark chciałby, żeby złagodniał. Coś czego Bruce nie zrobi. Słuchał Clarka, ale czasami Superman był trochę zbyt delikatny i Bruce skutecznie to wyrównywał.

Drugi bohater zaśmiał się.

Nie, w ogóle. Jestem pewien, że cokolwiek zrobiła ta osoba, zasłużyła na to. Właściwie nikt mi o tym nie mówił, ale słyszę ich rozmowy toczące się wokół. — Clark nigdy nie lubił podsłuchiwać innych, ale tym razem wydawało się, że nie mógł się powstrzymać. — Chciałem tylko poinformować o obecnej sytuacji. Może to zadziała na twoją korzyść, a połączenia będą się stopniowo zmniejszać.

— Może. Mogę napisać oficjalną wiadomość na temat tego, jak każdy powinien wykonywać swoją pracę.

Ale to też mogło mieć swoje konsekwencje. Wiedział, że ludzie od czasu do czasu lubią spotykać się i dzielić się swoją pracą. Co zwykle było w porządku.

Problem polegał na tym, że ta sytuacja z Wallym wymknęła się spod kontroli.

Rozwiążemy to. Wszyscy wiemy, że to nie było w porządku i to nasza wina. Ale… daj nam czas. — Naiwne słowa. Z drugiej strony Bruce nie spodziewał się niczego innego od Clarka.

— Przede wszystkim nie powinno to zajść tak daleko — Bruce skrzywił się, po raz kolejny rozważając wezwanie do opieki nad dzieckiem.

Masz rację, ale nie możesz się o to obwiniać w nieskończoność.

Bruce nic na to nie odpowiedział. Jak zwykle napisał raport o sytuacji i był w nim szczery. Co oznaczało, że uwzględnił część, w której wysłał Wally'ego na odpoczynek.

Ale nie rozmawiał o tym osobiście z Clarkiem.

Bruce — powiedział ściszonym głosem Clark, całkiem świadomy tego, co Bruce czuł na temat używania prawdziwych imion przez komunikator. — Każdy mógł tak zareagować. Nie miałeś pojęcia. Liczy się to, że upewniłeś się, że ma teraz wszystko, czego potrzebuje, aby odpocząć. Wszystko będzie dobrze.

Początkowo Bruce nie chciał już odpowiadać, ale zrezygnował z tego.

— Dobranoc, Supermanie.

Dobranoc, Batmanie.

Jak zwykle Clark nawet nie brzmiał na zdenerwowanego, po prostu jak ktoś, kto uśmiechając się życzył dobrej nocy.

Rozmowa zakończyła się i Bruce westchnął, zamykając oczy, próbując ponownie zasnąć.

OoO

Wally wrzucił do ust kolejny plasterek szynki z jajkami, kiedy Bruce wszedł do kuchni. Pomimo bałaganu na talerzu i tłuszczu na twarzy, Wally uśmiechnął się do niego szeroko.

— Dzień dobry!

Wciąż był zmęczony, ale był wystarczająco szczęśliwy, by brzmieć na podekscytowanego, kiedy zobaczył Bruce'a.

W odpowiedzi otrzymał uniesioną brew.

— Jest pierwsza po południu, Wally.

— A jednak oboje się właśnie obudziliśmy, więc dzień dobry!

Wally uśmiechnął się promiennie, a potem roześmiał się, czując się trochę głupio. Może to był widok Batmana w dresach.

Oczywiście widział wcześniej Batmana w stroju treningowym, ale to było zanim Liga przyjęła w swoje szeregi więcej bohaterów. Obecnie prawie nigdy nie widywał Batmana bez kostiumu, a jeśli nawet, to było to głównie w gazetach.

Cała ta sprawa była głupia, czuł się zakłopotany tylko dlatego, że Bruce miał na sobie spodnie dresowe i właśnie się obudził. Włosy drugiego mężczyzny były rozczochrane, a na jego twarzy wciąż były ślady od poduszki.

Niemniej jednak w jakiś sposób Bruce wyglądał przystojnie. Wally zarumienił się na tę myśl.

Wsunął do ust całą kromkę chleba, aby to ukryć.

Bruce wydawał się tego nie zauważać. Usiadł przy stole, podczas gdy Alfred kładł przed nim posiłek.

— Masz tłuszcz na twarzy.

— I co z tego? — zapytał Wally żując i spojrzał na Bruce'a, po czym położył przed sobą kolejny talerz szynki i jajek. — Ponieważ zjem jeszcze dwie takie porcje, nie widzę sensu wytarcia twarzy… ale jeśli ci to tak bardzo przeszkadza… — Mówiąc to wytarł tłuszcza kostkami palców, a następnie oblizał je. Odwrócił wzrok na następny pełny talerz.

Tym razem to Bruce się w niego wpatrywał, zwłaszcza gdy speeder oblizywał się i wydawał z siebie dźwięki zadowolenia. Bruce zamarł na minutę, po czym odchrząknął i zaczął jeść.

— Co będziesz robić później? — zapytał Bruce, nagle całkiem ciekawy, co Wally robił w rezydencji, kiedy nie jadł ani nie spał.

— Prawdopodobnie znowu pójdę spać — wymamrotał Wally przy ostatnim kęsie jedzenia i przeciągnął się, zanim oparł się o oparcie krzesła.

Bruce poderwał głowę do góry.

— Czy nadal jesteś wyczerpany? Spałeś trzy dni. — Wcale mu się to nie podobało.

Oczywiście Wally mógł spać i wciąż być wyczerpany, ale z pewnością jego zmęczenie powoli ustępowało?

Wally tylko wzruszył ramionami.

— W tej chwili nadal jestem dość zmęczony… Myślę, że muszę ponownie naładować akumulatory. Nie martw się. Z pewnością jest to łatwiejsze tutaj niż w domu równoważąc pracę… — Wally urwał i ziewnął.

Bruce'owi nadal się to nie podobało. Sen był ważny, ale organizm również mógł być wyczerpany zbyt dużą jego ilością.

Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Wally ponownie się odezwał.

— A jeśli chcesz, możemy spędzić razem czas?

Jedna z brwi Bruce'a uniosła się na pytanie drugiego bohatera.

— Czy już tego nie robimy?

— Miałem na myśli wspólne oglądanie filmu czy coś podobnego! Boże, Bruce — roześmiał się Wally. Wyglądał na szczęśliwego. — Po prostu narzekałeś, że cały czas śpię. Film utrzyma mnie przytomnego.

Przez kilka sekund drugi mężczyzna nie odpowiadał. Potem skinął lekko głową.

— W porządku. Moglibyśmy skorzystać z sali teatralnej, ale przypuszczam, że w zasadzie możemy obejrzeć film w każdy dowolnym miejscu w rezydencji.

— Ummm… Podobała mi się kanapa, na której spałem. Co o tym myślisz?

Bruce ponownie uniósł wzrok znad swojego talerza, aby spojrzeć na Wally'ego. Wiedział, że kanapa była wygodna, ale że aż tak? Nie była największą z tych jakie posiadał, a miał ich sporo, na których Wally mógł spać całkiem wygodnie. Wydawało się jednak, że drugi bohater woli tę małą, starą kanapę.

Może trochę przypominała mu tą, którą miał w swoim mieszkaniu.

— Przypuszczam, że możemy na niej obejrzeć film.

Wally rozpromienił się szczęśliwy i Bruce tylko skinął głową, zanim skończył jeść. Mógł poświęcić trochę czasu na obejrzenie filmu z Wallym. Potem wróci do zarządzania sytuacją w Lidze.

Kiedy Bruce oświadczył, że skończył, Wally zerwał się ze swojego siedzenia, idąc już ochoczo do drugiego pokoju.

— Wiem dokładnie, co będziemy oglądać. Założę się, że to pokochasz. Masz… milion filmów, czy musimy kupić go online?!

Wally rzucił się na kanapę i obrócił się, by wygodnie usiąść na jednym końcu, wpatrując się w Bruce'a.

— Mogę to kupić. Gdzieś mamy DVD, ale wątpię, że mamy to, co chcesz obejrzeć.

Oczywiście istniało duże prawdopodobieństwo, że Bruce posiadał film, który Wally chciał obejrzeć, ale nie miał ochoty go szukać. Poza tym to nie tak, że brakowało mu pieniędzy.

Wręczył Wally'emu pilota, zanim zajął miejsce, pozwalając drugiemu mężczyźnie poruszać się po menu w poszukiwaniu filmu.

— Idealnie, jest!

Wally zerknął na Bruce'a, kiedy pojawiła się ikonka filmu, a Bruce zgodził się na niego bez słów, w dziwny sposób sprawiając, że Wally poczuł się jak w domu.

Bruce szybko połączył kropki, gdy spojrzał na ekran.

— Czy to jakaś parodia Supermana? Początek wydaje się nieco przesadzony, ale reszta wydaje się być… satyrą. Czy Clark o tym wie...

Bruce odwrócił się, by spojrzeć na Wally'ego ze zdziwieniem odkrywając, że ten spał.

Film został chwilowo zapomniany, gdy Bruce zastanawiał się, dlaczego drugi bohater już zasnął. Wally albo był naprawdę wyczerpany, albo było w tym coś więcej. Coś, co Bruce miał nadzieją, było po prostu jego zwykłą, unoszącą głowę paranoją.

Bruce delikatnie chwycił ramię Wally'ego i przyciągnął go lekko do siebie. Pozycja, w której zasnął rudzielec, prawdopodobnie wywołałaby ból po obudzeniu się, a Bruce wolał zapobiec takim… niedogodnościom.

Nie liczył na to, że Wally natychmiast uczepi się jego ramienia, opierając na nim głowę.

— Wally… jeśli mnie puścisz, to będziesz się mógł położyć.

Usłyszał coś w rodzaju "uch" lub "nie", a następnie Wally natychmiast zasnął ponownie, pozostawiając Bruce'a uwięzionego tam, gdzie był.

Batman z westchnieniem odchylił się do tyłu, wracając do swojej zrelaksowanej pozycji, stwierdziwszy, że nie zaszkodzi, jeśli skończy oglądać ten film.

Na wszelki wypadek, gdyby Wally zapytał go o to, kiedy się obudzi.