Rozdział 3
— Mistrzu Bruce, żądam twojego natychmiastowego powrotu.
Batman spiął się za kierownicą i spojrzał na kokpit Batmobilu, już kalkulując, który zakręt pozwoli mu najszybciej wrócić do bazy.
— Czy jesteśmy atakowani?
— Mistrz Dick zaszczycił nas swoją obecnością.
Bruce'owi zajęło chwilę uwolnienie się od napięcia i spojrzał na obraz wideo przedstawiający Alfreda. Już miał zapytać, dlaczego powinien wrócić z tego powodu, gdy mężczyzna dodał szybko:
— Znalazłem pustą puszkę po farbie, mistrzu Bruce. — Głos Alfreda był ciężki i poważny,przez co rozdzwoniły się dzwonki ostrzegawcze w głowie Batmana.
Strach osiadł w żołądku Bruce'a.
— Jaki kolor?
— Niebieski.
Wdech. Wydech. Niebieski.
— Mogło być gorzej. Cóż, przynajmniej wiemy, że to nie będzie Batmobil.
Po tym, jak otrzymał informację o sytuacji, śpieszył się do bazy.
— Nie, ale nie znalazłem również przemalowanego przedmiotu. Rozejrzenie się w jaskini niczego nie ujawniło.
Cóż, to nie było dobre. Znając ich prawdopodobnie był to jakiś gadżet, którego będzie potrzebował natychmiast i dopiero, kiedy go wyciągnie odkryje, że został przemalowany.
Może mimo wszystko Wally nie był tak zmęczony.
OoO
Bruce spotkał się z Alfredem w jaskini. Podczas ich spekulacji pozbył się garnituru i założył wygodne ubranie przed wejściem na górę.
Nie było sensu łamać sobie nad tym głowy, musieli zapytać od razu.
Dick spotkał go w drodze do kuchni, trzymając w rękach stos brudnych talerzy.
— Hej, Bruce — przywitał go Dick z chytrym uśmiechem i kontynuował swoją wędrówkę. Bruce poszedł za nim.
— Nie uprzedziłeś o swojej wizycie.
— Tak. Pomyślałem, że Wally może będzie chciał mieć inne towarzystwo oprócz twojej zrzędliwej osoby i niesamowitego kucharza jakim jest Alfred.
Obaj dotarli do kuchni, gdzie Dick umieścił delikatnie stos brudnych naczyń w zlewie.
— Śpi teraz — dodał po namyśle Dick i zmarszczył brwi, w końcu spoglądając na Bruce'a.
Wyraz twarzy Bruce'a pozostał neutralny, nawet jeśli dostarczone informacje nie zgadzały się z jego wiedzą. Wally właśnie się obudził, kiedy odszedł jako Batman. To prawda, że było to kilka godzin temu, ale Wally powinien być na nogach znacznie dłużej.
— Jest zmęczony, oczywiście, że śpi.
— Tak, ale… — Dick zawahał się, zanim mówił dalej: — Byliśmy w trakcie grania w grę, kiedy zasnął. Powiedział, że jest zmęczony i zasnął.
Troska Dicka była oczywista i naturalna dla kogoś, dla kogo Wally był bliską osobą.
To było to samo, co Bruce czuł na spotkaniu Ligi.
— Ale też czuje się coraz lepiej — powiedział Dick uśmiechając się lekko, ale nie wyglądało to naturalnie. Jakby sam próbował się o tym przekonać.
— Dlaczego tak mówisz?
— Wally powiedział, że ból w końcu ustał.
Bruce wyprostował się sztywno. Wally cały czas cierpiał? Dlaczego nic nie powiedział?!
— Ból? — powtórzył niepewnie Bruce.
Dick skinął głową i oparł się o blat, żeby wyjaśnić.
— Tak, jak… on zawsze jest głodny, czyż nie? I powiedział, że od czasu… incydentu głód był naprawdę bolesny. Być tak głodnym, że aż jest to bolesne... Ale, jak powiedziałem, wydaje się, że ten ból się skończył.
Żołądek Bruce zacisnął się ze strachu i poczucia winny. Dlaczego Wally miałby zachowywać tę informację dla siebie? Z pewnością wiedział, że w tej rezydencji mógł zjeść wszystko, na co miał ochotę. Mówili mu nawet wiele razy, że powinien po prostu o to zapytać.
Musiał porozmawiać z Wallym.
— W każdym razie… muszę już iść. W Blüdhaven dzieje się dziś coś wielkiego. Powiedz Wally'emy, że wrócę w weekend. Chociaż już mu o tym mówiłem. — Dick zaśmiał się i odsunął się od blatu. — Chciałbym tylko móc podsłuchać jedno z tych wezwań, które otrzymujesz na komunikator Wally'ego.
Bruce spojrzał na Dicka, po czym odwrócił się i wyszedł z nim z kuchni.
— Musisz jedynie dołączyć do Ligi — powiedział.
Obaj jednak wiedzieli, że Dick nie chciał tego zrobić.
Dick potrząsnął głową i odwrócił się, zanim pomachał.
— Pa, Bruce!
Bruce patrzył, jak Dick odchodził, zanim skręcił w innym kierunku, aby poszukać Wally'ego.
Nie zajęło mu to dużo czasu, biorąc pod uwagę, że znajdował się w pokoju rozrywki. Wydawało się, że niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają.
Po wejściu zobaczył Wally'ego zakopanego pod kocem i poduszkami na środku podłogi. Kontroler leżał wciąż tuż obok niego.
Przynajmniej Dick wyłączył telewizor.
Z westchnieniem podszedł bliżej i położył kontroler przy telewizorze. Potem upadł na kolana obok Wally'ego i delikatnie dotknął jego ramienia.
— Wally? Obudź się, jest coś, o czym musimy porozmawiać. — To nie mogło czekać. Nie, kiedy Bruce mógł znowu wyjść z rezydencji i nie porozmawiać z drugim superbohaterem, bo ten spał.
Wally poruszył się i wtulił się bardziej w poduszki. Dick naprawdę się postarał znajdując ich tak wiele.
Potrząsając ponownie ramieniem Wally'ego, Bruce patrzył, jak ten ze zmęczeniem otworzył oczy.
— Bruce? — wymamrotał Wally, a Bruce skinął głową.
Zdezorientowany rudzielec usiadł i zamrugał, podczas, gdy Bruce dokładnie mu się przyglądał.
Włosy speedstera były potargane, a spojrzenie zmęczone. Ale nie bardziej niż ostatnim razem. Przynajmniej nie wyglądał już tak blado.
Wally wyciągnął ręce nad głowę, rozciągając się i nie pragnąc niczego więcej, jak opaść z powrotem w stos… poduszek? Cóż, to było dziwne. Rozbawiony rozejrzał się, myśląc, że musiał zasnąć.
Dopóki nie przypomniał sobie.
Zasnął.
Z jękiem uderzył się w twarz i potrząsnął głową.
— Zasnąłem! Czy Dick już poszedł?
— Dick nie miał o to pretensji. Powiedział, że wróci w weekend — wyjaśnił Bruce i usiadł na podłodze. Przyciągnął jedną nogę bliżej i położył rękę na kolanie.
Bruce pozwolił Wally'emu martwić się o to przez kolejną minutę, aż w końcu rudzielec zwrócił na niego całą swoją uwagę.
Bruce od razu przeszedł do rzeczy.
— Dlaczego nie powiedziałeś mi, że cierpisz?
Wally spoglądał na niego w niezrozumieniu.
— Powiedziałeś Dickowi, że ból ustał — rozwinął Bruce, obserwując minę, jaką zrobił Wally.
— Och.
— Tak, och. Wally, musisz nam mówić o takich rzeczach.
— To nic wielkiego. — Wally potrząsnął głową, ale spoważniał, gdy zobaczył minę Bruce'a. Nie wydawał się zbytnio zgadzać z jego oceną. — Posłuchaj, to po prostu coś… jestem zawsze głodny, Bruce. A czasami jestem na tyle głodny, że to boli. Ale z czasem zacząłem ignorować ten ból. Jasne, ostatnie kilka tygodni było… um… trudne, ale poza tym do zniesienia. To naprawdę nie jest wielka sprawa.
Bruce chrząknął.
— Czy razem z Alfredem nie powtarzaliśmy ci w ciągu ostatnich kilku dni, żebyś coś powiedział? Kiedy jesteś głodny, kiedy jesteś zmęczony, lub coś jest nie tak. Nie możemy ci pomóc, jeśli nam o tym nie mówisz. Zrozum — westchnął Bruce, przesuwając nieco nogi, żeby usiąść wygodnie na podłodze. — Nie obchodzi mnie, jak bardzo jesteś głodny lub nienasycony. Jesteś głodny. A jeśli jesteś na tyle głodny, że czujesz ból, musisz mi o tym powiedzieć. W razie potrzeby zamówię dla ciebie cały bufet imprezowy. Wymyślimy rozsądną wymówkę, dlaczego go potrzebuję bez urządzania przyjęcia.
Wally uśmiechnął się nieco.
— Bo jesteś bogaty.
Bruce patrzył na Wally'ego przez kilka sekund, po czym potrząsnął głową.
— Bo jestem bogaty. Chociaż dziennikarze w dzisiejszych czasach lubią bardziej rozbudowane historie.
Obaj jednak wiedzieli, że Bruce ucieknie się do tej marnej wymówki, jeśl już do tego dojdzie, kiedu nic innego nie przyjdzie im do głowy.
— Nadal jesteś zmęczony?
Wally potrząsnął głową i przeczesał palcami włosy.
— Nie tak bardzo. Czuję się teraz całkiem rozbudzony. Czemu pytasz?
— Potrzebuję, żebyś coś dla mnie zrobił — powiedział poważnym głosem Bruce.
Lekkie przekomarzanie między nimi nagle zniknęło.
— O tak, jasne. O co chodzi? Muszę tylko… — Wally zamierzał wstać, ale Bruce chwycił go za nadgarstek i delikatnie pociągnął w dół, tak że Wally znów usiadł. Zdezorientowany spojrzał na Bruce'a. — Co?
Bruce puścił nadgarstek Wally'ego i zacisnął usta.
— Widzisz, dokładnie takie zachowanie spowodowało to wszystko. Nie możesz tak po prostu zgadzać się, gdy ktoś poprosi cię o zrobienie czegoś. Musisz ich najpierw wysłuchać, a potem zdecydować, czy chcesz pomóc.
— To nie jest to samo? — odpowiedział Wally lekko rozbawiony. Zaniepokojenie Bruce'a o niego było.. miłe. Zarumienił się nieco. — To.. ty prosisz.
— Wyjaśnij?
— To znaczy, jesteś Batmanem. O cokolwiek mnie poprosisz, będzie to rozsądne. Czyż nie?
Zaskoczony Bruce wpatrywał się w Wally'ego. Jego twarz była lekko zaczerwieniona. Potrząsając głową starszy mężczyzna stłumił każde uczucie, które zaczynało kwitnąć w jego klatce piersiowej.
— Nie o to chodzi. Nawet ja mógłbym stawiać nierozsądne żądania. Może poproszę cię o coś, czego nie chcesz zrobić.
— Wtedy odmówiłbym później. Naprawdę nie podpisałbym cyrografu lub czegoś takiego.
Wally roześmiał się i na dokładkę pokręcił głową.
Bruce jednak tylko podniósł głowę, odwracając ją na bok.
— Tak jak to robiłeś w ciągu ostatnich kilku tygodni?
Wally nie wiedział, jak na to odpowiedzieć. Bruce oczywiście miał rację. Ale jakoś czuł się tak, jakby to on był tutaj winnym. Jasne, nie był w stanie odmówić ludziom, ale to tylko dlatego, że nie spodziewał się, że wszystko potoczy się tak źle. W końcu poprosił o pomoc.
Zniechęcony tym Wally spojrzał na swoje dłonie leżące na kolanach i zmarszczył brwi. Rumieniec wciąż istniał. Nie chciał zawieść Bruce'a, ale jednocześnie miał na myśli to, co powiedział. Zrobi to, o co poprosi go Bruce. Batman nie był kimś, kto poprosi go o upieczenie ciasta.
Z westchnieniem ramiona Wally'ego opadły.
Dopóki nie poczuł na sobie ręki. Podnosząc wzrok, Wally spojrzał na Bruce'a, który pochylał się w jego kierunku. Zamrugał, a rumieniec na jego twarzy stał się wyraźniejszy.
Wally naprawdę chciał uciec wzrokiem w bok. Zawsze miał problemy z utrzymaniem kontaktu wzrokowego z Bruce'em. Albo niebieskie oczy wpatrywały się prosto w niego, dostrzegając wszystko, albo wpatrywały się w niego soczewki bez źrenic, a Wally nie wiedział, co drugi bohater myśli.
Nie, żeby kiedykolwiek miał z tym doświadczenie, ale bez towarzyszącemu Batmanowi kostiumu czuł, że miał nieco większe szanse niż zwykle, by odgadnąć myśli Bruce'a.
Ale Wally nie odwrócił wzroku. Nie mógł.
Może to była jego wyobraźnia, ale czuł, że Bruce nachylił się odrobinę bardziej. Ręka drugiego mężczyzny była ciepła, prawie parząca. Ironiczne biorąc pod uwagę, że to Wally miał wyższą temperaturę ciała.
— Powinieneś coś zjeść.
Mrugając z zaskoczenia, Wally potrzebował chwili, by zebrać się w sobie. Że co?
— Co?
— Powiedziałem, że może powinieneś coś zjeść. Tylko dlatego, że twój stan się poprawił, nie oznacza to, że powinieneś czekać, aż znowu się pogorszy — powiedział Bruce i nagle wstał, biorąc Wally'ego za rękę i zmuszając go do wstania razem z nim.
— Och… tak… jasne. Dlaczego by nie. Również będziesz jadł? — zapytał Wally.
Czując się nieco zbity z tropu, po prostu poszedł za Bruce'em. Zaledwie kilka chwil temu był pewien, że poczuł oddech mężczyzny na swojej twarzy. Musieli być bliżej siebie, niż sądził.
Czy za dużo odczytywał w tej sytuacji? Prawdopodobnie? Może wciąż potrzebował więcej snu, żeby to sobie poukładać.
Bruce spojrzał na Wally'ego. W drodze do kuchni wciąż trzymali się za ręce, ponieważ żaden z nich nie zaprotestował przeciwko temu.
OoO
Wally znalazł się w kuchni, a Bruce zaczął wyjmować rzeczy z lodówki.
Natychmiast ogarnęła go panika i przeniósł się, by zabrać rzeczy, które Bruce właśnie wyjął.
— Co ty robisz?!
Obaj wpatrywali się w siebie. Wally trzymał jedzenie blisko siebie, podczas gdy Bruce stał z pustymi rękami, gdzie zamarł w poprzedniej pozycji.
— Przygotowuję jedzenie?
— Alfred powiedział, że nie wolno ci tego robić — powiedział defensywnie Wally, odkładając wszystko na blat. — Mogę zrobić nam coś do jedzenia. Albo możesz zawołać Alfreda.
Bruce zmrużył oczy i po prostu poszedł wyjąć więcej składników, tylko po to, aby Wally znów je zabrał.
— Jestem w stanie przyrządzić parę rzeczy. Nie jestem beznadziejny w kuchni. — Nie skomentował tego, aby pójść po Alfreda.
— Nie — sprzeciwił się Wally. — Słyszałem jedną historię i ta wystarczyła, aby wiedzieć, dlaczego nie wolno ci gotować. Jasne, opowieść była śmieszna jak diabli, ale nie chcemy tego powtarzać.
Teraz była to tylko kwestia dumy. Wydymając klatkę piersiową, Bruce podjął zamiar upewnienia się, że udowodni, że poradzi się w kuchni, robiąc coś więcej w niej niż tylko spożywanie posiłku.
Bruce był pewien, że postawiłby na swoim, gdyby nie odezwał się komunikator w jego uchu. A Wally również miał się podać i sądząc, po spojrzeniu Wally'ego obaj to wiedzieli.
Warcząc, Bruce przeprosił i wyszedł z kuchni, przyjmując połączenie.
— Batman.
—…
— Zacznij mówić albo się rozłącz.
Ktokolwiek był po drugiej stronie połączenia, najwyraźniej zniechęcił się na tyle, że faktycznie zakończył rozmowę. Bruce'owi to nie przeszkadzało.
OoO
Wally obserwował Bruce'a opuszczającego kuchnię, a potem natychmiast zabrał się do pracy, aby przyrządzić tłuczone ziemniaki smażone na patelni z grillowanym mięsem.
Bruce nie byłby w stanie nic powiedzieć ani zrobić, gdyby już zaczął. Byłoby to tylko marnowaniem jedzenia, gdyby drugi mężczyzna byłby na tyle małostkowy, aby uprzeć się, że sam coś ugotuje.
Śmiejąc się do siebie, Wally odłożył rzeczy, których nie potrzebował, i starał się podsłuchać rozmowę toczącą się poza kuchnią.
Oczywiście ciekawie byłoby usłyszeć, jak przebiegają niektóre połączenia do jego komunikatora, ale ostatecznie Wally był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Ufał Bruce'owi i wiedział, że poradzi sobie z tym w sposób czysto biznesowy.
Potrząsając głową, Wally podniósł wzrok, kiedy Bruce wrócił do pokoju, wydając się być tylko odrobinę w gorszym nastroju niż przed chwilą.
— Wszystko w porządku? — zapytał Wally, pilnując, żeby mięso nie przypaliło się z jednej strony.
Bruce tylko pokręcił głową i podszedł bliżej, opierając się lekko o plecy Wally'ego, żeby spojrzeć mu przez ramię na posiłek, który przygotowywał rudzielec.
— Mówiłem ci, że umiem gotować.
— Szkoda, że byłeś zbyt zajęty, aby zacząć — zadrwił Wally, wpatrując się w skwierczące mięso, próbując ukryć rumieniec. To było zupełnie normalne być tak blisko, kiedy jeden z nich gotował, a drugi był tego ciekawy.
Prawda?
Odchrząkując, Wally odsunął się odrobinę i wskazał na stół.
— W takim razie bądź użyteczny i rozłóż talerze oraz inne rzeczy
— Talerze oraz inne rzeczy — powtórzył rozbawiony Bruce. Odwrócił się, żeby to zrobić.
Wally wsłuchiwał się w dźwięk ceramiki na marmurze, a następnie w metaliczny brzęk sztućców.
Zamrugał kilka razy, żeby wyrwać się z oszołomienia i skoncentrował się na jedzeniu, zdejmując patelnię z ognia i mieszając, kiedy było to potrzebne.
Po zrobieniu tego, Wally szybko przeszukał ponownie lodówkę. Znalezione warzywa dodał do mieszanki.
Przekonany, że wszystko było już gotowe, Wally odwrócił się chcąc poinformować Bruce'a, że już skończył.
Zrobiwszy to odkrył, że Bruce znów był całkiem blisko niego, obserwując go przy gotowaniu.
Wally starał się nie dopatrywać w tym zbyt wiele, przesuwając patelnie i garnek na blat. Jedzenie było gotowe do podania.
Bruce usiadł i patrzył, jak Wally przekłada potrawę na talerze, odkładając je z powrotem w miejsce, skąd je wziął.
— Też mógłbym zrobić to wszystko.
— Jasne — odparł Wally napiętym głosem i z rozbawieniem widocznym w oczach.
Bruce wyraźnie widział wysiłek, jaki drugi bohater wkładał w to, aby się nie roześmiać.
— Mógłbym — nalegał, co prawdopodobnie w ogóle mu nie pomagało. — Powinienem. W końcu jestem gospodarzem.
— W takim razie następnym razem — powiedział Wally, siadając i uśmiechając się do Bruce'a z lekko zarumienioną twarzą. — Na razie po prostu cieszmy się pierwszym posiłkiem, który tutaj ugotowałem.
Nie mówiąc nic więcej, Wally zaczął jeść ze swojego przeładowanego jedzeniem talerza.
— Pierwszym — powtórzył raz jeszcze Bruce. — Sprawiasz, że brzmi to tak, jakbyś miał kiedykolwiek znowu gotować w tej rezydencji.
Bruce również zaczął jeść i musiał przyznać to Wally'emu. Jak na coś zrobione w tak krótkim czasie, nawet nie wiedząc, co było w lodówce, jedzenie było całkiem dobre. Kiedy Bruce wyjął składniki, nie wiedział nawet od czego zacząć.
— Dlaczego nie? Potrafię gotować. — Zaśmiał się Wally z ustami pełnymi jedzenia. Udało mu się nawet wzruszyć ramionami. Chociaż uniesiona brew Bruce'a opowiadała inną historię.
Bruce tylko wzruszył ramionami, kiedy ponownie zwrócił swoją uwagę na posiłek.
— Albo ja gotuję następnym razem, albo Alfred… a kiedy Alfred dowie się, że gotujesz w jego domu, to i tak będzie koniec. Kuchnia nie zostanie pozostawiona bez opieki, dopóki tutaj będziesz.
Następująca po tym cisza powiedziała Bruce'owi, że wygrał tę kłótnię. Uśmiechnął się lekko do siebie, nie odzywając się ponownie, dopóki nie skończył jeść. Wally również zachowywał się zaskakująco cicho.
Obaj pozostali w kuchni, gdy Wally zaczął zbierać talerze po zakończonym posiłku.
Bruce pochylił się i położył łokcie na stole, a brodę oparł na dłoniach.
— Przyniosłeś telefon?
Zdezorientowany tym przypadkowym pytaniem, Wally tylko mrugnął patrząc na Bruce'a, zanim parsknął.
— Zabrałeś mi go, kiedy tu przyjechałem. Nie pamiętasz? — Bruce mówił wtedy o odpoczynku, który potrzebował i nie rozpraszaniu się grami.
Nie żeby to było możliwe. Większość gier na telefonie była zbyt wolna i przez to nudna.
— Pamiętam — odparł Bruce.
Co sprawiło, że jego pytanie stało się jeszcze dziwniejsze. Jeśli nie doznał nagłego ataku amnezji, to po co w ogóle o to pytał?
— Oddam go, jest tylko w innym pokoju.
— Serio? Super. Obiecuję, że nie będę pisał sms-ów przez całą noc — zażartował Wally, mrugając do Bruce'a. — Co będziemy teraz robić?
Ponieważ teraz, kiedy Wally się obudził, szybko się nudził. Jasne, mógłby coś jeszcze zjeść, ale wtedy jego wspólny czas na bratanie się z Brucem byłby jeszcze krótszy, ponieważ mężczyzna prawdopodobnie po prostu przeprosiłby i odszedł.
— Odpoczniesz. W końcu jest późno, a ty zasnęłaś wcześniej. — Spowodowany tym dąs u Wally'ego sprawił, że kącik ust Bruce zadrżał. — A może… mógłbyś mi powiedzieć co ty i Dick zaszczyciliście nowym kolorem.
Na wspomnienie malowania plecy Wally'ego zesztywniały, gdy wpatrywał się w stół. Tak szybko zostali wykryci? Bruce nawet nie był w domu, aż tak długo. Można było to zrobić tylko w jeden sposób.
— Um… nie jestem do końca pewny…
— Jeśli powiesz mi teraz, co razem z Dickiem pomalowaliście na błękit, to nie będziesz musiał ponosić konsekwencji tego.
Wally milczał jeszcze przez chwilę, drapiąc się po brodzie. Ale obaj wiedzieli, że Bruce i tak nie kupi tego niewinnego zachowania.
— Mogło być o wiele gorzej. Dziecięcy niebieski nie jest złym kolorem — przekonywał Wally i spojrzał na Bruce'a, uśmiechając się nieco.
— Wally, co to było?
— I zostawić Dicka, wielkiemu, złemu wilkowi? Nie. Pozwolę ci to znaleźć samemu.
Uśmiech Wally'ego zmienił się w nieco psotny, mimo że rzeczywiście był zdenerwowany przeciwstawiając się Bruce'owi w ten sposób.
Ale Bruce tylko skinął głową i po prostu wstał.
— W takim razie oddam ci teraz twój telefon, a potem pójdziesz spać.
Wally siedział i po prostu patrzył, jak Bruce odchodził, zdziwiony faktem, że ten nie był zbytnio zły. Właściwie w ogóle się nie złościł? Po prostu łagodna frustracja, jeśli Wally miałby to nazwać. Dziwne.
Boże, zamierzał teraz skakać na każdy dźwięk, spodziewając się, że Batman go zaatakuje. Z jękiem położył głowę na stole.
OoO
Bruce po prostu poszedł do swojej sypialni, która była dość daleko, aby odzyskać telefon Wally'ego. Jasne, naprawdę chciał wiedzieć, co zostało przemalowane, ale Bruce doceniał również lojalność Wally'ego wobec Dicka.
Dał rudzielcowi możliwość wybrnięcia z tego w łatwy sposób, ale ten wybrał trudny. Gdyby Bruce nie znał siebie lepiej, to byłby prawie dumny z Wally'ego.
Wyjął telefon z szuflady szafki nocnej, przyglądając mu się, zanim wrócił do kuchni.
To, co go przywitało, to Wally z głową oparta na stole, wyglądający jak ktoś, kto wiedział, co oznaczało wybór lojalności dla swojej przyszłości.
Rozbawiony Bruce położył telefon obok głowy Wally'ego i dotknął jego ramienia, aby ponownie ustawić go w pozycji pionowej.
Wally tylko spojrzał na Bruce'a, zanim wstał i chwycił swoją komórkę.
— Robisz to celowo.
Bruce tylko uniósł pytająco brew.
— Wiesz dokładnie, o co mi chodzi! Dobranoc — wydyszał Wally i wyszedł z kuchni.
Na chwilę zatrzymał się. Wydawało się, że coś kontempluje, ale w końcu tylko potrząsnął głową i ruszył dalej.
— Dobrej nocy — powiedział Bruce, kiedy Wally wyszedł z kuchni i spojrzał na stół oraz brudne talerze.
To było… miłe. Po prostu bycie z Wallym, gdy ten drugi gotował. Jedzenie z nim. Oczywiście, Wally dużo jadł, ale to była część jego uroku. Czy nie?
Rozbawiony sobą Bruce wyłączył światła i wrócił do swojej sypialni. Nie zamierzał wracać tak wcześnie w nocy, ale równie dobrze mógł wykorzystać to i się wyspać, wiedząc, że nigdzie nie było widać Batsygnału.
OoO
Dwa dni później Wally zdołał ominąć Alfreda i faktycznie zakradł się do kuchni, żeby umyć wszystkie pozostawione tam naczynia. Obserwował wystarczająco długo, jak robił to starszy mężczyzna i trzymał się na uboczu. Śmierć nie przyjdzie po niego tylko dlatego, że posprzątał po sobie i pomógł przy okazji Alfredowi.
Po raz pierwszy, odkąd odzyskał swój telefon, odezwał się dźwięk przychodzącej wiadomości. Co było nie lada czymś. Naprawdę nikt do niego nie napisał przez cały ten czas?
Nie było żadnych nowych sms-ów od kiedy Bruce oddał mu komórkę.
Wycierając ręce, Wally chwycił telefon leżący na blacie i odblokował go, by odczytać wiadomość.
Od Dicka: hej, czy mógłbyś coś dla mnie zrobić?
Dziwne. Wally był prawie pewien, że nie umieścił Dicka pod swoim prawdziwym imieniem jako kontaktu.
Do Dicka: jasne, o co chodzi?
Nie było żadnej odpowiedzi i Wallu zaczął się trochę martwić. Czy Dick był w niebezpieczeństwie? Czy powinien użyć swojej mocy i sprawdzić, co u niego?
Właśnie gdy miał podjąć decyzję znów pojawił się sygnał nadchodzącej wiadomości.
Od Dicka: uh, och
Od Dicka: przygotuj się
Zdezorientowany wpatrywał się w ekran, ale zanim zaczął odpisywać, by wyrazić swoje zmieszanie otrzymał kolejnego sms-a.
Od Nieznany numer: czy nie słuchałeś, kiedy powiedziałem, żebyś nie godził się od razu?
Cóż… z pewnością musiał porozmawiać z Dickiem o rzucaniu go na pożarcie wilkowi. Przekazał swoje niezadowolenie w formie zbyt wielu emotikonów, zanim odpowiedział Bruce'owi.
Do Nieznany numer: cholera, Bruce! czy zmieniłeś imiona i nazwiska w moich kontaktach?
Do Nieznany numer: to zabawne, choć uważam, że moje nicki były lepsze
Od Nieznany numer: czy nie przeglądałeś telefonu, kiedy ci go oddałem?
Do Nieznany numer: nie było żadnych powiadomień, więc nie zawracałem sobie tym głowy
Do Nieznany numer: miałeś okazję zrobić mi żart, ale wybrałeś bycie okropnym
Do Nieznany numer: no cóż
Od Nieznany numer: czy celowo ignorujesz ten problem, czy tak łatwo zapominasz?
Wzdychając, Wally potrząsnął głową. Naprawdę nie było sposobu, aby to obejść.
Do Nieznany numer: słuchaj
Do Nieznany numer: nie możesz oczekiwać, że odmówię Dickowi
Do Nieznany numer: jest moim najlepszym przyjacielem, oczywiście że powiem tak
Do Nieznany numer: właściwie nie odmówię Dickowi, Alfredowi czy innym założycielom Ligii. jesteście moimi przyjaciółmi
Gdziekolwiek był teraz Bruce z pewnością miał czas na natychmiastową odpowiedź. Wiadomości przychodziły szybko po sobie.
Biorąc pod uwagę porę dnia, prawdopodobnie był gdzieś w Gotham jako Bruce Wayne.
Od Nieznany numer: nie wspominaj o tym przez telefon
Od Nieznany numer: uważasz całą Ligę za swoich przyjaciół
Co do… Wally zerknął na swój telefon. Dlaczego, do diabła, Bruce zadał sobie trud, aby go zganić, tylko po to, aby samemu wspomnieć o Lidze?
Prawdopodobnie już umieścił na ich telefonach jakiś program szyfrujący.
Do Nieznany numer: istnieją różne poziomy przyjaźni
Do Nieznany numer: mogę i powiem "nie" każdemu, kto nie jest założycielem
Do Nieznany numer: i zapytam zanim się zgodzę
Do Nieznany numer: obiecuję?
Od Nieznany numer: nie brzmisz zbytnio przekonująco
Do Nieznany numer: to dlatego, że to sms
Jego ostatnia wiadomość musiała być bardziej przekonująca, ponieważ nie otrzymał nic przez kilka chwil.
Po pięciu minutach Wally zrezygnował z czekania na odpowiedź i wrócił do sprzątania. Prawie skończył, Alfred mógł się teraz pojawić lada chwila.
Wziął drugi talerz do umycia, kiedy jego telefon ponownie zabrzęczał, dwa razy. Wally jęknął i prawie uderzył mokrą dłonią o czoło. Na szczęście zatrzymał się, zanim było za późno.
— Bruce, proszę cię — jęknął do nikogo poza sobą i szybko ponownie wytarł dłonie.
Od Nieznany numer: jak definiujesz różne poziomy przyjaźni?
Od Nieznany numer: czy istnieją również podpoziomy między założycielami?
Cholerny Bruce i jego potrzeba przeanalizowania wszystkiego. Czy naprawdę chciał mieć taką rozmowę przez telefon? Serio?
Do Nieznany numer: to nie fair z twojej strony, że o to pytasz
Do Nieznany numer: to tak, jakby zapytać, kogo lubię najbardziej z was wszystkich
Ha. To sprawiło, że Bruce zaczął myśleć o dylematach Wally'ego. Jakby rudzielec tak po prostu ujawnił swoich ulubionych ludzi.
Od Nieznany numer: jak to?
Od Nieznany numer: pytam tylko, jak definiujesz te podpoziomy przyjaźni
Od Nieznany numer: nikt nie lubi wszystkich tak samo
Co było prawdą, ale nie do końca do tego zmierzał Wally. To było bardziej jak Bruce proszący go o sporządzenie listy od jednego do innego numeru i wypełnienie jej nazwiskami.
Niezupełnie coś, co chciał, żeby Bruce wiedział, gdy był świadomy, że Bruce znalazłby się na niej dość wysoko.
I czy nie byłby to wspaniały powód do zadawania jeszcze dziwniejszych pytań?
Więc, nie. Nie zrobi tego.
Do Nieznany numer: nie odpowiem na to
Do Nieznany numer: i przestań marszczyć brwi
Do Nieznany numer: nie powiem ci, jak lubię wszystkich innych w porównaniu do ciebie
Od Nieznany numer: to jest rozsądne
Od Nieznany numer: ale odpowiedziałbyś na pytanie dotyczące mnie?
Cóż… to było do kitu. Bruce miał go w tym momencie. Oczywiście mógłby po prostu napisać, że nie zrobi tego lub przestać pisać, ale to również byłoby niemiłe. A Bruce zaakceptował jego powody, dla których nie odpowiadał na jego pytania.
Wally musiał podejść do tego ostrożnie.
Do Nieznany numer: może?
Bruce prawdopodobnie zamierzał teraz wykorzystać jego tendencję do godzenia się na wszystko. Wally niemal wyczuł satysfakcję, jaką drugi mężczyzna prawdopodobnie teraz odczuwał.
Ale żadna wiadomość nie nadeszła.
Gdyby powiedzenia były dosłowne, to teraz Wally stałby na krawędzi. Ale tak nie było, więc tylko wpatrywał się w swój telefon, wstrzymując oddech.
Boże, Bruce mógł być taki podły. Czy robił to celowo?
Od Nieznany numer: za jakiego przyjaciela mnie uważasz?
I czy to nie było najdziwniejsze pytanie w historii?
Zamiast jąkać się, jak to miałoby miejsce podczas rozmowy, Wally po prostu pisał i kasował co rusz wiadomość. Nie wiadomo, jak szczerze miał odpowiedzieć na to pytanie. Jak zdefiniowałby Bruce'a jako przyjaciela? Jak mógł to wyrazić słowami?
Od Nieznany numer: Wally
Czy jego odpowiedź trwała zbyt długo? Bruce też kazał mu czekać. To nie było sprawiedliwe.
Od Nieznany numer: Lubisz mnie?
— Co?! — Wally krzyknął do telefonu, nie wierząc własnym oczom.
— Mistrzu Wallace, co tutaj robisz?!
Alfred bardzo mocno przestraszył Wally'ego, sprawiając, że podskoczył ze zdziwienia i prawie wrzucił telefon do wypełnionego zlewu.
Wally złapał komórkę, która kilka razy wyślizgnęła mu się z rąk i przyciągnął ją do piersi, wpatrując się w Alfreda, podczas gdy jego twarz zarumieniła się.
— Mistrzu Wallace…
— Przepraszam Alfredzie, muszę natychmiast iść!
Po tym Wally zniknął, zostawiając zdezorientowanego Alfreda i chowając się w swoim pokoju.
Tam poświęcił czas na ponowne przeczytanie wszystkich wiadomości. Musiał upewnić się, że niczego źle nie zinterpretował.
Tym razem Wally naprawdę desperacko szukał właściwych słów, aby odpowiedzieć bez wyjawiania wszystkiego. To było możliwe. Prawda?
Wznawiając pisanie i ponownie usuwając wiadomość, Wally opracował tekst, którego ułożenie zajęło wieki. I nadal brzmiał głupio.
Biorąc nerwowy oddech, jego kciuk zawisł nad przyciskiem wysyłania.
Nadal mógł się wycofać. Albo przyjąć to, co miało nadejść po tym, jak wyśle wiadomość.
Zanim Wally mógł zachorować fizycznie od zastanawiania się nad tym, nacisnął "wyślij".
W tym samym czasie, jego telefon zawibrował. Obaj wysłali nową wiadomość.
Wpatrując się w ekran, oddech Wally'ego przyśpieszył. Czy to się naprawdę działo? Oczywiście, że tak. W końcu to było jego życie.
Sfrustrowany rzucił się na łóżko i naciągnął koc na twarz.
OoO
Do Nieznany numer: to naprawdę zależy od tego, jak zdefiniujesz lubienie. Bo jeśli masz na myśli, że cię lubię, to bym powiedziałbym tak. Ale jeśli masz na myśli JAK cię lubię, to nie powiedziałbym ci tego przez telefon. Bo chciałbym wiedzieć, czy ty także mnie LUBISZ, będąc z tobą twarzą w twarz.
Od Nieznany numer: muszę iść teraz na spotkanie. Porozmawiamy później
