Rozdział 76: Strzał w dziesiątkę
Po dziwnych i gorączkowych wydarzeniach w Baskerville, Greg zaczął się trochę denerwować swoimi umiejętnościami strzeleckimi. To prawda, że w pracy nie używał broni tak często, ale jego pudło tamtego wieczoru w lesie było raczej niewybaczalne. Dlatego pewnego razu po pracy, zamiast w wrócić do domu, postanowił udać się na strzelnicę znajdująca się przy stoczni i ćwiczyć strzelanie przez parę godzin.
Po godzinie lub dwóch poprawił się. Jego celność nie była zła, ale nie tak idealna, jakby chciał. W końcu był inspektorem. Chociaż niekoniecznie używali broni palnej tak często jak inne siły policyjne, wciąż była to umiejętność wymagana w ich pracy. Nigdy nie wiedziałeś, kiedy będzie miało to kluczowe znaczenie. Gdyby Johna nie było tam w Baskerville, czy sprawy potoczyłyby się inaczej?
Będąc tak skupionym na celu, Greg nie był świadomy obecności innej osoby, która stała obok niego od pewnego czasu. Koncentrował się tak mocno na trudnym celu, że przestraszył się, gdy mężczyzna za nim odchrząknął. To na tyle wytrąciło go z równowagi, że pociągnął za spust i to co miało być całkiem dobrym strzałem zakończyło się tym, że nie trafił nawet w tarczę. Zaskoczony i nieco wściekły, odwrócił się, by zobaczyć, kto był winowajcą tego wszystkiego.
— Mycroft? — zapytał z niedowierzaniem, wpatrując się szeroko otwartymi oczami w stojącego za nim polityka z parasolem i wszystkim innym.
Greg nie wiedział, czy poczuł ulgę, że go widzi, czy był wściekły, że tak go rozproszył. Oczywiście oddał strzał w najbezpieczniejszym do tego miejscu, ale wciąż strzelał z broni. Było tak wiele sposobów, na które mogło się to źle skończyć.
— Dobry wieczór, Gregory. — Mycroft uśmiechnął się, robiąc kilka kroków, aby zmniejszyć odległość między nimi. — Ufam, że twoja podróż do Baskerville zakończyła się sukcesem?
— Ostatecznie — burknął Greg, odkładając broń na blat i podchodząc bliżej. Oplótł ramiona wokół talii wyższego mężczyzny i przyciągnął go do uścisku, który został zwrócony bez chwili wahania. — Tęskniłem za tobą.
Obaj spotykali się już od jakiegoś czasu, ale na razie nie ogłosili tego oficjalnie. Był to niesformalizowany związek między nimi i Gregowi na razie to nie przeszkadzało. Nie będzie tak wiecznie, ale na razie było dobrze. Mycroft odwzajemnił uścisk. Greg uśmiechnął się, po czym odsunął się.
— Wiesz, że jesteś cudownym strzelcem — powiedział Mycroft, zerkając z ukosa na tarczę, której używał Greg do ćwiczeń. — Wydarzenia w Baskerville nie powinny na dłużej utrzymywać cię z dala od domu.
— Tak, ale… — zaczął Greg, lekko wzruszając ramionami. — Muszę być lepszy. Tamta sytuacja mi to pokazała. Nie mogę sobie pozwolić na luz, bo następnym razem może być jeszcze gorzej.
Mycroft skinął głową i milczał, gdy spojrzał na broń, której Greg wcześniej używał. Inspektor podążył za jego spojrzeniem, a potem spojrzał na młodszego mężczyznę i uśmiechnął się. Och, miał pomysł.
— Strzelałeś wcześniej? — zapytał, a jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
— Tak — odpowiedział ostrożnie Mycroft. — Chociaż nie jest to aktywność, której lubię często się poddawać.
Ze sposobu, w jaki patrzył na broń, Greg uznał, że mówiąc „często" miał na myśli „nigdy". To sprawiło, że chciał jeszcze bardziej, aby jego partner oddał strzał.
— Weź — nalegał, sięgając po broń. Odsunął się od Mycrofta, by dać mu przestrzeń i poddał mu pistolet. — Daj mu szansę. Tylko raz.
Brwi Mycrofta uniosły się wysoko, kiedy patrzyli na siebie, ale coś w nim w końcu uległo. Z westchnieniem ruszył do przodu, aby stanąć w odpowiednim miejscu, a potem sięgnął po oferowaną broń. Spojrzał na nią ostrożnie, po czym westchnął przez nos i skupił się na celowaniu.
To co stało się potem, było w zasadzie niewyraźne w umyśle Grega. Mycroft podniósł broń, ustawił się w odpowiedniej pozycji i oddał strzał. Greg z ciekawością zerknął na tarczę. Strzał prosto w dziesiątkę. Usta inspektora rozchyliły się lekko, gdy wpatrywał się w tarczę przez chwilę, po czym skupił się ponownie na Mycrofcie, który wciąż trzymał broń. Jego oczy rozszerzyły się lekko. Brązowe tęczówki zostały niemal przytłoczone przez źrenice. Podniecenie, które przez niego przepłynęło, było absurdalne i wymagało od niego pełnej samokontroli, aby nie rzucić się na kochanka. To… był jeden z najbardziej atrakcyjnym pokazów, jakich kiedykolwiek był świadkiem. Zrobił krok do przodu, wyjął pistolet z ręki Mycrofta i odłożył go, zanim nacisnął przycisk chowający tarcze na koniec treningu.
— Mój samochód — warknął do ucha młodszego mężczyzny, przyciskając się do niego, aby ujawnić swoje bardzo wyraźne podniecenie. — Teraz.
