Rozdział 86: Spotkanie rodzinne

— Tatusiu!

Greg uśmiechnął się szeroko, podnosząc głowę znad komórki, gdy skończył odpowiadać na wiadomość od swojej córki Elizabeth, stojąc na trawniku w pobliżu drzewa w parku. Mycroft był tam z ich synem Oliverem, który chwiał się na nogach, ale stał prosto, twarzą do niego.

— Idę, Ollie – zawołał, podchodząc.

— Tatuś jest powolny. To dość uciążliwe. — Usłyszał słowa Mycrofta.

Greg przewrócił oczami, słysząc rozbawienie w głosie męża i pozostałą część drogi przebył biegiem.

— Uciąliwe — powtórzył Oliver, machając przed sobą ręką, wskazując na Grega.

Starszy mężczyzna skorzystał z tej okazji, by pochylić się i złapać ich syna, unosząc go nad głową, po czym opuścił go, by przycisnął usta do jego brzucha. Oliver zachichotał głośno, wymachując rękami i nogami. Greg zaśmiał się, patrząc na niego czule, gdy para identycznie jak jego brązowych oczu spojrzała na niego.

— Na dół! — rozkazał Oliver, wskazując stanowczo za głowę Grega.

— W porządku, kochanie, już cię opuszczam. — zaśmiał się Greg, zginając kolana, by położyć go z powrotem na ziemię.

Mała dłoń przycisnęła się do jego kolana, gdy ich dziecko złapało równowagę, rozglądając się po parku, zanim odwróciło się i spojrzało na Mycrofta.

— Tato — powiedział wyciągając dłonie z rozstawionymi palcami.

Mycroft uśmiechnął się czule. Oliver, chichocząc, zrobił powolny, chwiejny krok, zanim potknął się idąc do swojego drugiego ojca. Wyciągnął rękę i złapał koniec czarnej parasolki Mycrofta, gaworząc w swoim wyrafinowanym dziecięcym języku, wskazując na drzewo, w pobliżu którego stali.

— Najwyraźniej dedykuje to drzewo tobie, kochanie. — Greg uśmiechnął się wstając.

Stawy lekko mu trzasnęły, powodując, że jęknął, ponieważ, Chryste, zaczynał się starzeć.

— Rzeczywiście. — Mycroft uśmiechnął się, kiwając głową i obserwując uważnie ich gadatliwego chłopca. — Będą tutaj niedługo?

— Tak — przytaknął Greg, sprawdzając godzinę na telefonie.

Czekali na dwie córki Grega z jego poprzedniego małżeństwa. Zbierali się, aby pójść razem na lunch. Elizabeth miała przywieźć swoją siostrę, i Dobry Panie dopomóż mu, jeśli była za kółkiem, do miałby tutaj nie lada moment.

— Tata! — Usłyszeli, jakby swoją wcześniejszą rozmową wywołali wilka z lasu.

Greg odwrócił się i ujrzał Elizabeth i Abby podchodzące do nich. Oliver obrócił się, słysząc znajomy głos i wydobył się z niego kolejny strumień podekscytowanych, niezrozumiałych słów. Greg ruszył do przodu, by się z nimi spotkać, mocno je przytulając i całując.

— Cieszę się, że udało wam się przyjść. — Greg uśmiechnął się, założył kosmyk włosów za ucho Abby, spoglądając na Elizabeth. — Nie było korków?

— Tyle ile zawsze jest w Londynie. — Elizabeth wzruszyła ramionami.

Podniecona Abby odeszła od nich i skierowała się wprost do Mycrofta i Olivera, machając z ekscytacją.

— Bee Bee! — Oliver pisnął, szarpiąc Mycrofta za rękę, by pomógł mu zmniejszyć odległość między nimi.

Mając asystę stawał się coraz lepszy w chodzeniu, ale nie potrafił tego zrobić bez niczyjej pomocy. Abby upadła na kolana i wzięła swojego młodszego braciszka w ramiona, całując go raz po raz w policzek. Chłopiec chichocząc, chwycił jej koszulkę.

— Cześć, Ollie — zagruchała. — Kto jest najfajniejszym młodszym bratem na świecie?

Oliver wymamrotał coś w odpowiedzi, losowo wskazując na drzewo. Prowadził bardzo poważną rozmowę, a Abby słuchała z zachwytem i fascynacją, jakby dokładnie wiedziała, co mówił. Elizabeth i Greg podeszli do nich. Lestrade owinął ramię wokół talii Mycrofta i przyciągnął go do siebie. Mycroft uśmiechnął się i pocałował męża w policzek.

— Cały gang jest na miejscu — szepnął Greg, pęczniejąc z dumy na widok przed nim.

Elizabeth również opadła na kolana, pochylając się, by pocałować Olivera w drugi policzek. Jego dwie córki i syn… To była jego rodzina. To był jego mąż i jego dzieci. Byli idealni.

— Lithy, Bee Bee — seplenił Oliver.

Ich trójka znajdowała się właściwie w swoim małym, prywatnym świecie. Mężczyźni stali obok, patrząc na nich z miłością, czekając, aż wszyscy będą gotowi do pójścia na lunch. Kiedy dziewczyny wstały, każda chwyciła Olivera za rękę. Zaczęły iść z nim pomiędzy sobą. Za nimi, w odległości kilku kroków, szli Greg i Mycrofta, słuchając ich wesołej paplaniny.

— Gotowy na lunch, Ollie? — zapytała Elizabeth.

— Siok? — zapytał Olliver, wpatrując się w nią i uśmiechając się szeroko, gdy skinęła głową na potwierdzenie.

Mycroft ścisnął z uczuciem dłoń Grega, zerkając na niego, kiedy dzieci wsiadały do samochodu.

— Wszystko w porządku, mój najdroższy mężu? — zapytał cicho.

Greg zwolnił i odwrócił się do niego, po czym objął dłonią jego policzek.

— Wszystko jest idealne — odpowiedział, a jego oczy błyszczały z dumy, kiedy pochylił się, by pocałować go z miłością.