Rozdział 88: Czy możemy go zatrzymać?
— Myc mnie zabije — mruknął Greg, wślizgując się przez frontowe drzwi ich domu z wilgotnym zawiniątkiem w ramionach.
Miał przeczucie, że nie było mowy, by młodszemu mężczyźnie to nie przeszkadzało, zwłaszcza że nie zadzwonił do niego ani nie napisał w tej sprawie. Nie miał jednak czasu. Musiał działać szybko.
Tak więc, odpychając myśl o irytacji, jaką okaże jego partner, Greg przesunął ciężar, który obecnie trzymał w ramionach i ruszył do kuchni. Wszedł do środka, podchodząc do blatu kuchennego i pochylił się nad nim, opuszczając wilgotny, zwinięty koc. Materiał przesunął się i opadł na bok, odsłaniając drżącego, mokrego kociaka wpatrującego się w niego jasnozielonymi oczami. Zamiauczał cicho, wyraźnie zmarznięty i głodny.
— Mam cię, maleńki — powiedział miękkim głosem, delikatnie pocierając czubek jego głowy.
Kociak znowu zamiauczał i Greg w odpowiedzi poczuł ból w sercu. Biedak został porzucony w pobliżu miejsca zbrodni, a była to okropna, deszczowa noc. Nie było mowy, żeby mógł go tam zostawić. Z pewnością umarłaby tam, gdyby Greg nic nie zrobił.
Odsuwając rękę od kota, położył za sobą na ladzie torbę z Tesco, w którym zrobił najszybsze zakupy w swoim życiu. Kupił suchą i mokrą karmę dla kotów, a także mały karton mleka i plastikowy spodek, którego mógłby użyć. Za chwilę wszystko rozpakuje, ale najpierw…
Wybiegł z kuchni, by dotrzeć do jednej z szaf stojących w korytarzu. Mieli tam schowane ręczniki do rąk, więc grzebał w niej, aż wyciągnął trzy z nich. Nie wiedział, czy będzie potrzebował ich wszystkich, ale lepiej było się zabezpieczyć, niż później żałować. Zamykając drzwi szafy, wrócił do kuchni i odsunął na bok mokry koc, w którym przyniósł kociaka do domu. Wspomniany zwierzak zrobił kilka niepewnych kroków po blacie, a jego mały różowy nosek poruszał się, gdy węszył w nowym otoczeniu.
— Chodź tutaj, dobrze? Wysuszymy cię — powiedział tym samym cichym głosem, co wcześniej, podchodząc do miejsca, do którego zmierzał kociak.
Wziął jeden z ręczników i zaczął wycierać go do sucha. Na szczęście, zamiast się wystraszyć i próbować uciekać, kociak zaczął głośno mruczeć i wtulać się w jego dłonie, gdy je przesuwał. Greg nie mógł powstrzymać cichego, szczęśliwego śmiechu widząc, że kociak czuł się lepiej.
— No to jedziemy! — powiedział po tym, jak wysuszył go najlepiej jak potrafił. Kociak miauknął ponownie i zamrugał wpatrując się w niego. — Tak, tak, nakarmimy cię. Biedactwo, założę się, że umierasz z głodu.
Nie mógł zdecydować się, co zrobić najpierw. Przez kilka minut wpatrywał się w rzeczy, które przyniósł, zanim zdecydował się podać kociakowi ciepłe mleko. Tylko odrobinę. Pamiętał, że jak za młodu słyszał, że duża ilość mleka może zaszkodzić kotom, ale mała ilość nigdy za bardzo im nie zaszkodziła. Kociaki przyjmowały je jeszcze lepiej. Poza tym maleństwo wciąż się trzęsło, więc Greg uznał, że może polepszy mu się od czegoś ciepłego.
Nalał mleko do zakupionego spodka i włożył go do kuchenki mikrofalowej. Potrzebował je tylko odrobinę podgrzać… Kiedy czekał, aż będzie gotowe, zdał sobie sprawę, że nie był już sam na sam z kociakiem. Usłyszał, jak Mycroft odchrząknął za nim.
— Co tu się dzieje, Gregory? — zapytał jego partner. Jego głos był surowy i nieco sceptyczny.
Greg odwrócił się, widząc Mycrofta przyglądającego się kotkowi z uniesioną brwią i otrzymując w zamian miauknięcie.
— Tak, um — zaczął Greg, rozproszony, gdy zapiszczała mikrofalówka. Odwrócił się, by wyjąć mleko, sprawdzając, czy nie jest za ciepłe i nie parzy, po czym podszedł i postawił spodek przed kociakiem, który chwiejne zbliżył się do niego węsząc, zanim zaczął pić. — Biedactwo było dziś wieczorem na miejscu zbrodni, Myc. Na deszczu, trzęsący się i przemoczony do kości. Nie mogłem go tam zostawić. Umarłby.
— Czyli zdecydowałeś się go zabrać. I to bez konsultacji ze mną.
— Wiem, przepraszam. Musiałem go szybko nakarmić i wysuszyć, więc… po prostu zadziałałem.
Greg nerwowo zerknął w dół, obserwując kotka zamiast patrzeć na swojego partnera. Był zirytowany, tak jak oczekiwał Greg, ale wciąż czuł się podenerwowany.
Po drugiej stronie kuchni, przenikliwe spojrzenie Mycrofta złagodniało nieco, gdy nadal wpatrywał się w starszego mężczyznę. Z westchnieniem podszedł i stanął obok niego, kładąc smukłą dłoń na jego ramieniu.
— Nie mogę znieść widoku ciebie dąsającego się — mruknął Mycroft, spoglądając w dół na kociaka, który skończył pić mleko i teraz mył łapy.
Greg zamrugał i ponownie spojrzał na Mycrofta.
— Czy oznacza to, że możemy go zatrzymać? — zapytał, a jego brązowe oczy rozjaśniły się.
Mycroft spojrzał na niego znacząco.
— Nigdy tego nie powiedziałem — zaczął, a ramiona Grega lekko opadły. — Ale nie mówię kategorycznie, że nie zrobimy tego. Pielęgnuj kota, aby wrócił do zdrowia. Możemy poświęcić kilka dni i zobaczyć, jak to będzie, dobrze?
Greg wyszczerzył zęby, sięgając do policzka Mycrofta, po czym chwycił jego dłoń, by po chwili pocałować z czułością partnera.
— Dziękuję — szepnął naprzeciw jego wargom.
Przed nim kotek znowu miauknął, głośno mrucząc.
