Rozdział 91: Prima Aprilis

Greg przygotowywał się na dzień, który miał dzisiaj nadejść. Obudzenie się było trudniejsze niż normalnie, a Mycroft tylko się z niego śmiał, kiedy leniwie chodził po domu z kawą. Łatwo było go rozbawić. Przez cały dzień miałby do czynienia tylko z Antheą, a gdyby ona robiła żarty na Prima Aprilis, to Greg byłby zaskoczony.

Z drugiej strony jego współpracownicy nie mogli się doczekać tego dnia. W tym dniu, co roku, w jego wydziale panował chaos. Dorośli mężczyźni i kobiety robili sobie najgłupsze dowcipy, a on nigdy nie mógł od tego uciec. I Boże, były to idiotyczne psikusy. Były idiotycznymi licealnymi żartami, polegającymi na przyklejaniu ludzi do siedzeń i kretyńskimi pomysłami w stylu "zmienię twoją kawę na coś innego". W zeszłym roku padł ofiarą kawowego kawału i przez tydzień nie był w stanie pozbyć się posmaku ryby z ust.

Przez cały poprzedni tydzień jasno dawał do zrozumienia, że w tym roku nie miał zamiaru mieć do czynienia z żadnym z tych żartów. To była bardzo onieśmielająca postawa, którą zdecydował przyjąć, sygnalizując, że chce mieć normalny dzień i miał tylko nadzieję, że inni to zrozumieli, ponieważ naprawdę tak myślał.

Rozejrzał się ostrożnie, wchodząc tego ranka do biura. Mógł powiedzieć, że niektóre żarty zostały poczynione. Wszystkie rzeczy Andersona były przyklejone do jego biurka, a ktoś zajął się jednym z biur i wszystko przewrócił do góry nogami. Łał. Jego biuro wydawało się nietknięte, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Przyniósł kawę z domu, nie ufając temu, co zostało zaparzone tego ranka na posterunku. Wziął głęboki oddech, siadając na krześle.

Był mile zaskoczony. Jednak przez większość dnia nie tracił czujności. Na szczęście jednak nic się nie wydarzyło. Przetrwał dzień w pracy bez szwanku. Był wdzięczny, jadąc do domu, że wreszcie to się skończyło. Nie było mowy, żeby Mycroft zrobił jakikolwiek żart na Prima Aprilis, więc był bezpieczny przez resztę nocy. Cicha noc w domu była wszystkim, czego pragnął. Poczuł, jak jego nastrój poprawiał się i wracał do normy.

Westchnął z ulgą, gdy wszedł do domu, nasłuchując odgłosów poruszającego się w pobliżu Mycrofta. Jego uśmiech stał się szerszy. Rzadko kiedy obaj byli w domu o tej porze, więc była to miła niespodzianka. Kiedy wszedł do kuchni, przywitał go delikatnym uśmiechem. Wyższy mężczyzna podszedł, by pocałować go w policzek.

— Ufam, że twój dzień minął bez incydentów? — zapytał, gładząc dłonią klatkę piersiową Grega, po czym cofnął się o krok, by podnieść filiżankę herbaty, którą właśnie zaparzył. Greg skinął głową.

— Tak. Zdumiewające, wygląda na to, że chociaż raz wszyscy mnie posłuchali.

— Dobrze — przytaknął Mycroft, pochylając się i pijąc herbatę. Kiedy Greg ruszył, by podejść do lodówki, zauważył na blacie szarą teczkę z niechlujnym napisem Lestrade. Mrugnął.

— Co to jest? — zapytał wskazując na nią i unosząc brwi.

Już był przy niej i ją podnosił, zanim Mycroft zdążył odpowiedzieć.

— Gregory, nie otwierałbym tego, jeśli… — zaczął mówić Mycroft, gdy Greg otworzył folder.

Oczy inspektora rozszerzyły się na ten nieoczekiwany widok, a jego twarz zarumieniła się ze wstydu i wściekłości, zanim zatrzasnął teczkę.

Jezu — sapnął. — Ze wszystkich ludzi, którzy zrobili primaaprilisowy żart. Twój brat? — krzyknął Greg, machając teczką. — Jak, u diabła, John mu na to pozwolił?

— Próbowałem cię ostrzec — zauważył Mycroft, popijając herbatę.

Greg wzdrygnął się. Folder, który miał udawać, że posiada informację o niedawnej sprawie, w której Sherlock brał udział, zawierał zdjęcia. Bardzo… seksualne zdjęcia jego i Johna. On po prostu… Dlaczego?

— Jest niedojrzały — zadrwił Mycroft, odpowiadając na pytanie, które Greg nie do końca wypowiedział.

— Muszę wybielić swój mózg — westchnął, wzdrygając się.

Nigdy nie chciał zobaczyć Sherlocka Holmesa nago. Nie. Mógł się obejść bez tego. Kilka minut zajęło mu odzyskanie spokoju, ale potem wpadł na pomysł. Na bardzo diaboliczny pomysł. Greg zaczął się uśmiechać.

— O czymkolwiek myślisz — powiedział Mycroft unosząc brew. — Nie rób tego.

— Och, ale Myc. To będzie uczciwe. Chce grać nieczysto? My również możemy. — Greg wyjął komórkę i podszedł, by stanąć przed Mycroftem. Pochylił się, uważając na jego filiżankę herbaty, żeby otrzeć czubki ich nosów o siebie.

— Nie będę brał w tym udziału — sapnął Mycroft.

— Proszę? — poprosił Greg, trzepocząc rzęsami.

W końcu po dłuższym błaganiu i przekonywaniu, Mycroft westchnął z irytacją, ale zgodził się.

Jedno zdjęcie, rozumiesz? Jedno.

Greg skinął głową, podnosząc komórkę i zsuwając się na kolana przed Mycroftem, uśmiechając się złośliwie.

— Potrzebuję tylko jednego.