Rozdział 95: Greg jest dumnym ojcem

Ostatnim razem, gdy Greg był tak emocjonalny, musiał to być dzień, w którym on i Mycroft pobrali się. Nie był osobą, która okazywała emocje, chyba że doszło do bardzo tragicznych okoliczności. To… Przypuszczał, że była to tragiczna okoliczność. Był ojcem, bardzo dumnym ojcem, a jego najstarsza córka wyjeżdżała na uniwersytet. Przyjęli ją praktycznie wszędzie, gdzie aplikowała i zdecydowała się na uczelnię w cholernej Szkocji, do której się teraz wybierała. Wylatywała rano, więc razem z Mycroftem zaprosił swoje córki, by nocowały u nich.

Zobaczy ją rano. Ze względu na harmonogram pracy jego byłej żony, razem z Mycroftem podwiozą ją na lotnisko. To nie było pożegnanie. Jednak puszczenie córki, by mogła pójść przed tym spać okazało się o wiele trudniejsza, niż się spodziewał.

— Tato, nie mogę iść spać, jeśli nie pozwolisz mi odejść — powiedziała Elizabeth, śmiejąc się cicho, gdy Greg mocno ją przytulał.

Zacisnął powieki, przysięgając sobie, że nie zacznie płakać. Sapnął przez nos.

— Wiem, przepraszam — powiedział w końcu, próbując zmusić się, by ją wypuścić.

Jednak minęło jeszcze kilka sekund, zanim to zrobił. Spojrzał na swoją dorosłą dziewczynkę i wsunął jej za ucho zabłąkany kosmyk włosów. Uśmiech, który mu posłała, był wyraźnie odziedziczony po nim.

— Będziesz płakać? — zapytała, unosząc brew.

— Nie. Nie bądź głupia — powiedział Greg, ale było oczywiste, że kłamał. Znów sapnął. — Nic na to nie poradzę. Idziesz na studia, Lizzie. Do Szkocji.

— Wiesz, że będziemy rozmawiać przez Skype każdego dnia — powiedziała, delikatnie poklepując go po ramieniu.— No dalej, tato. Jestem zmęczona. Obiecuję, że rano możemy to wszystko powtórzyć.

Mrugnęła żartobliwie i uniosła się na palcach, żeby złożyć pocałunek na jego policzku. Zrobił to samo i pogładził ją po plecach, aż wreszcie pozwolił jej odejść, zanim znów zacząłby ją przytulać. Pociągnął nosem, kiedy wychodziła i odwrócił się w stronę siedzącego w pobliżu Mycrofta. Greg poczuł, jak jego oczy lekko szczypią, gdy podszedł i praktycznie upadł na kolana męża. Młodszy mężczyzna uniósł brwi, ale było jasno, że spodziewał się takiej reakcji. Jego długie ramiona objęły Grega i przyciągnęły go bliżej.

— W porządku? — zapytał cicho, dokładnie znając odpowiedź. Greg ponownie pociągnął nosem i pokręcił głową.

— Ja tylko… — zaczął, sapiąc, gdy próbował powstrzymać łzy. — Naprawdę powinienem się zebrać do kupy. — Uniwersytet, Myc.

— Tak, powtarzałeś to wiele razy dzisiejszego wieczoru — przytaknął Mycroft, gładząc delikatnie srebrzyste włosy Grega. — Będzie dobrze. Poza tym wróci do domu na przerwę świąteczną. Boże Narodzenie nadejdzie, zanim się zorientujesz.

— Przypuszczam — westchnął Greg, pochylając głowę i chowając twarz w szyi Mycrofta.

Jego mąż zaczął kojąco masować jego plecy, co powoli pomagało mu się zrelaksować. Był tak przejęty tym wszystkim, taki dumny i podekscytowany z jej powodu, a jednocześnie tak zdenerwowany.

— Droga Abigail radzi sobie z tym łatwiej niż ty, Gregory — zaśmiał się Mycroft.

Jego ton był ujmujący i drażniący, i faktycznie pomógł Gregowi poczuć się lepiej. Również się roześmiał.

— Wiem. Słyszałeś, jak mówiła, że zamierza sprzedać wszystkie rzeczy Lizzie na Ebayu? — zapytał, wtulając się w Mycrofta.

— Słyszałem. Abigail jest sprytna, wiedząc jak wykorzystać taką okazję. — Greg podniósł głowę i spojrzał na Mycrofta, który zamrugał zanim się roześmiał. — Och, daj spokój. To był żart. Pewnego rodzaju.

— Przerażasz mnie, kiedy żartujesz — powiedział ostrożnie Greg.

Jednak uśmiechnął się i szturchnął go w bok. Mycroft przewrócił oczami.

— Chodźmy do łóżka. Będziesz potrzebował odpoczynku, jeśli chcesz poradzić sobie jutro rano — powiedział Mycroft, całując Grega w czoło.

Wstali i ruszyli do sypialni, z luźno splecionymi ze sobą dłońmi.

— Dziękuję — powiedział Greg, ciągnąc Mycrofta za rękę, by się zatrzymał, gdy znaleźli się w swoim pokoju. Podszedł bliżej i objął go, wzdychając. — Za poprawienie samopoczucia. Jutro będę go bardzo potrzebować.

— Wiem, najdroższy mężu — szepnął Mycroft, całując go w czubek głowy. — Będę tam z tobą.