Rozdział 102: Na razie noś moje
— Jest późno, powinienem chyba iść do mieszkania po ubrania… — skomentował Greg, rozciągnięty na łóżku Mycrofta, zupełnie nago.
Młodszy mężczyzna, oparty na łokciu obok niego, czytał wiadomości email na swoim telefonie, również nagi. Greg uśmiechnął się, wyciągając rękę, by delikatnie przesunąć palcami po ramieniu Mycrofta.
— To nie jest konieczne — skomentował Mycroft, opuszczając komórkę i chwytając dłoń Grega. Uniósł ją, całując jego kostki. — Mogę poprosić Antheę, żeby wpadła do ciebie później.
— Później? — zapytał Greg, unosząc brwi. — Czyli do tego czasu będę po prostu chodzić po twoim mieszkaniu nago?
Mycroft zamarł, zastanawiając się przez chwilę. Greg nie miał oczywiście ochoty spacerować nago, chociaż czuł się w takim stanie całkowicie swobodnie. Patrzył z zaciekawieniem na twarz swojego partnera, gdy ten myślał o możliwościach. Spojrzenie jasnoniebieskich oczu przebiegło po jego ciele.
— Może lepiej nie — mruknął po chwili. — Nie byłbym w stanie się skupić.
Greg zaśmiał się i przesunął się bliżej, muskając nosem nagie ramię Mycrofta.
— Może chcę cię rozpraszać — szepnął głębokim tonem. Usłyszał, jak oddech Mycrofta urywa się, co sprawiło, że uśmiechnął się jeszcze szerzej.
— Możesz nosić część moich ubrań, dopóki Anthea nie przyjdzie z twoimi — powiedział pośpiesznie po chwili. — Nie ma za co dziękować, Gregory.
Młodszy mężczyzna usiadł i wstał z łóżka. Zaczął ubierać się w swoją jedwabną piżamę, a po zrobieniu tego włożył na nią szlafrok. Greg patrzył na to w milczeniu, zanim zdecydował, że prawdopodobnie również powinien się ubrać. Cokolwiek - powiedział sobie. Nucąc, wstał z łóżka i podszedł do szafy Mycrofta.
Mógł również założyć piżamę. Prawie to zrobił, ale myśląc o tym, uznał, że nogi Mycrofta były znacznie dłuższe niż jego i naprawdę nie chciał jej zakładać. Dlatego zamiast tego podszedł do szafy i wybrał jedną z bladoniebieskich koszul młodszego mężczyzny, którą mógł włożyć. Zapiął ją w większej części, a potem naciągnął na nią szlafrok. Koszula ledwo zakrywała jego tyłek, ale to wystarczyło. Poza tym miał na sobie szlafrok. Zadowolony odwrócił się i z uśmiechem zbliżył się do drugiego mężczyzny.
Mycroft zamrugał i spojrzał na niego. Jego wzrok biegał w górę i w dół ciała Grega, który zarumienił się pod wpływem tego spojrzenia i uśmiechnął się lekko.
— Myc? — zapytał, przechylając głowę na bok.
— Nie do końca mogę się zdecydować, czy to jest lepsze czy gorsze — przyznał Mycroft, wpatrując się w tę część klatki piersiowej inspektora, która nie była zakryta żadnym elementem garderoby.
Greg uśmiechnął się szeroko i wzruszył ramionami.
— To ty to zasugerowałeś, kochanie — zauważył.
To było zabawne i trochę pochlebne, jak atrakcyjny był dla Mycrofta. Greg nigdy by w to nie uwierzył, ale… Wskazywały na to wszystkie dowody. W tym niesamowity seks, który właśnie mieli.
— Anthea za kilka godzin przywiezie kilka twoich rzeczy — powiedział Mycroft, starając się działać tak, jakby nie był całkowicie rozproszony.
Greg owinął ramiona wokół talii Mycrofta i zbliżył się, przechylając głowę, by pocałować go w szczękę.
— Obiecuję, że spróbuję nie być zbytnio rozpraszający — szepnął naprzeciw jego skóry.
— Już w tym zawodzisz, najdroższy — sapnął Mycroft, lekko drżąc.
— Och, wiem o tym. — Greg uśmiechnął się, całując drogę wzdłuż jego szczęki w dół, w kierunku szyi.
— Gregory… — jęknął Mycroft.
Greg śmiejąc się, cofnął się o krok i uśmiechnął się słodko.
— Dziękuję, że pozwoliłeś mi pożyczyć ubrania, Myc — powiedział z uczuciem, wychodząc z sypialni. — Herbaty?
— Herbata brzmi cudownie, proszę — zawołał za nim Mycroft.
Jego jasnoniebieskie oczy wpatrywały się w kołyszący się szlafrok i w to, jak nogi Grega pokazywały się za każdym razem, gdy robił krok.
